Andrzej Wajda

Andrzej Wajda (fot. Renata Dąbrowska/AG)

Mistrz. ''Wajda dotknął głębokiej cząstki nas samych - naszego człowieczeństwa, naszej polskości''

Mój Wajda...? Mój Wajda to ścisk w żołądku, ilekroć oglądam "Popiół i diament". Mój Wajda to pękające serce, ilekroć oglądam "Panny z Wilka". Mój Wajda to rozgrzane do białości debaty o demokracji w "Dantonie". I wreszcie ten moment, kiedy Korab i Stokrotka dotykają kraty u wylotu kanału i już wiedzą, że ich ucieczkę od koszmaru wojny skazano na porażkę.

Andrzej Wajda nie żyje. Niezwykle emocjonalny hołd złożył mu w naszym tekście Michał Oleszczyk, dyrektor artystyczny Festiwalu Filmowego w Gdyni.

***

Andrzeja Wajdę poznałem tylko przelotnie. Wszystkie nasze spotkania miały charakter oficjalny: ostatnie zwieńczyło uściśnięcie dłoni za kulisami Teatru Muzycznego w Gdyni, na parę minut przed tym, jak Wajda miał odebrać specjalną nagrodę dla swych "Powidoków" (wyświetlonych w Gdyni poza konkursem). Towarzyszyła mu Krystyna Zachwatowicz, a sam twórca był wyraźnie słaby - ale tą specyficzną słabością wielkiego reżysera, która znika w ułamku sekundy, kiedy tylko kieruje się w jego stronę mikrofon i prosi o kilka słów na temat tego, co dlań naprawdę ważne.

Dla Andrzeja Wajdy tym czymś było kino - i kiedy kilka dni wcześniej w Teatrze Muzycznym odbywał się specjalny pokaz "Powidoków", połączony z urodzinową celebracją w gronie przyjaciół, energia pana Andrzeja była niezrównana. Mimo wyraźnych kłopotów z poruszaniem się cała jego postać sugerowała impet i niezłomność. Siła jego przekonania absolutnie uwiarygodniała wypowiedziane wówczas przezeń słowa o kolejnym projekcie, do którego się przygotowuje.

Myślę, że my wszyscy, którzy byliśmy w Teatrze Muzycznym tamtego wieczora, naprawdę święcie wierzyliśmy, że już za rok spotkamy się w tym samym miejscu, by świętować premierę kolejnego jego filmu. Dziś wiemy, że tak się nie stanie.

Andrzej Wajda w maju 2016 r. (fot. Kuba Atys/AG)Andrzej Wajda w maju 2016 r. (fot. Kuba Atys/AG)

Filmografia Wajdy jako całość pozostanie żywą wizytówką polskiej kultury powojennej, a dzięki pasji adaptatorskiej swego twórcy pozostanie także komnatą, w której rozmawiają ze sobą echa i głosy z przeszłości Polski: głosy Mickiewicza, Żeromskiego, Iwaszkiewicza, Wyspiańskiego, Reymonta, Andrzejewskiego, Borowskiego i wielu, wielu innych. Nie tylko zresztą głosy literatów i myślicieli, ale i obrazy pozostawione nam przez wybitnych malarzy znalazły swe refleksy (powidoki...?) w kinie Andrzeja Wajdy. Czy będzie to jawny hołd złożony Andrzejowi Wróblewskiemu we "Wszystko na sprzedaż", czy grana przez Krystynę Jandę, odziana w dżins i uzbrojona w mikrofon, reporterka Agnieszka, przemierzająca obojętnie muzealne sale, by zstąpić do piwnic i odkryć wyparte grzechy socrealizmu w "Człowieku z marmuru". Ta tytułowa rzeźba, wykuty w skale odpowiednik bohomazu, zarazem banalny i robiący wrażenie, przedstawia przodownika pracy Mateusza Birkuta pojawia się nawet w krótkiej scenie w "Powidokach", filmie o narodzinach socrealizmu pośród stalinowskiego terroru. Twórczość Wajdy pozostaje wielka między innymi dlatego, że pełna jest odniesień i przypisów do samej siebie. Stanowi niezaprzeczalną organiczną całość.

Mój Wajda...? Mój Wajda to ścisk w żołądku, ilekroć oglądam "Popiół i diament" i czuję zimny nacisk imadła, w którym miażdżony jest (w każdej scenie coraz to mocniej) Maciek Chełmicki. Mój Wajda to pękające serce, ilekroć oglądam "Panny z Wilka" i widzę pojawiającą się znienacka w drzwiach Krystynę Zachwatowicz w roli "brzydkiej" Kazi, która na ten jeden wieczór znów chce być dla Wiktora Rubena ponętną kobietą i zakłada suknię sprzed lat. Mój Wajda to rozgrzane do białości debaty o demokracji w "Dantonie", wypowiadane przez francuskich aktorów ale wciąż tyczące się polskiego tu i teraz. I wreszcie ten moment, kiedy Korab i Stokrotka dotykają kraty u wylotu kanału i już wiedzą, że ich ucieczkę od koszmaru wojny skazano na porażkę.

Andrzej Wajda na planie swojego ostatniego filmu Andrzej Wajda na planie swojego ostatniego filmu "Powidoki" (fot. Marcin Wojciechowski/AG)

W ostatnich latach, w miarę jak Polskę rozdzierały ideowe spory o istotę patriotyzmu i ocenę spuścizny PRL-u oraz lat transformacji, Andrzej Wajda wyraźnie opowiadał się po jednej ze stron - po tej, dla której rok 1989 jest synonimem zwycięstwa na tyle kompletnego, że nie należy poddawać go rewizji. Nawet jeśli Mistrz nie miał wiele zrozumienia dla tych wszystkich, dla których Okrągły Stół był niejako wariantem owej kraty z finałowej sceny "Kanału" (zarazem haustem powietrza, jak i przeszkodą na drodze do niezawisłości), to należy głośno powiedzieć, że jeszcze mniej zrozumienia wykazali wobec niego ci, którzy gotowi byli dezawuować całą jego twórczość, wskazując na kompromisowy charakter poszczególnych scen czy filmów.

Powiedzmy otwarcie: Andrzej Wajda przez większość swego życia tworzył w czasach, w których wolność twórcza okupiona była swoistą grą z władzą i z cenzurą. Całe szczęście, reguły tej gry nie były tajemnicą dla widzów, dzięki czemu dialog artysty z publicznością był w zasadzie niezakłócony. By przytoczyć klasyczny przykład: co z tego, że najmądrzejsze słowa wypowiada w "Popiele i diamencie" komunista Szczuka, skoro nasze łzy i nasz ucisk w dołku zarezerwowany jest dla konającego na śmietniku Maćka, granego genialnie przez Zbigniewa Cybulskiego...?

Teraz, kiedy Andrzeja Wajdy nie ma już z nami, rozmowa o jego kinie musi toczyć się dalej. Mam wrażenie, że to, jak ta rozmowa będzie wyglądała, okaże się wielkim świadectwem dla nas jako demokratycznej wspólnoty obywateli. Nie pora na stawianie pomników, bo Wajda nigdy nie chciał być "człowiekiem z marmuru". Nie pora też na paszkwile i fałszywe generalizacje, których ofiarą pan Andrzej padał już wielokrotnie.

Andrzej Wajda (z prawej) i Jerzy Radziwiłowicz na planie Andrzej Wajda (z prawej) i Jerzy Radziwiłowicz na planie "Człowieka z żelaza" (fot. Wojciech Druszcz/AG)

Niezależnie od tego, czy przychodzimy z lewa, czy z prawa, zacznijmy od minuty ciszy. I od przypomnienia sobie tych wszystkich chwil, w których Wajda dotknął jakiejś głębokiej cząstki nas samych - naszego człowieczeństwa, naszej polskości, naszych emocji. Artysta, który robił to tak często i w sposób tak dojmujący, zasługuje na nasz wieczny szacunek i wieczną pamięć. Wszelki spór niech będzie sporem z jego dziełem, ale pamięci po nim nikt z nas nie powinien naruszać.

Michał Oleszczyk. Ur. 1982. Filmoznawca, krytyk filmowy, tłumacz. Adiunkt na Wydziale Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektor artystyczny Festiwalu Filmowego w Gdyni.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (71)
Zaloguj się
  • do_podziwu

    Oceniono 36 razy 30

    "Niezależnie od tego, czy przychodzimy z lewa, czy z prawa, zacznijmy od minuty ciszy. " - czy potrafimy , inaczej ....czy jeszcze potrafimy??.

  • sztucznypolak

    Oceniono 31 razy 27

    Dziekuje Mistrzu, za te dziela, ktore dla nas stworzyles.
    Spoczywaj w spokoju.

  • ap.aries

    Oceniono 20 razy 14

    Pogrążony w smutku..... proszę , bardzo proszę aktualnie rządzących, żeby nie podczepiali się na chamego pod naszą żałobę.......

  • otopolskiepieklo

    Oceniono 24 razy 14

    chciałbym zwrócić uwage, że PASZKWILE wypisuja jedynie ci z prawej, narodowej strony

    jedynie z prawej, wyukletej, narodowej i katolickiej strony na cmentarzach słychac gwizdy

    nie rozmywajmy odpowiedzialności

  • popis_musi_odejsc

    Oceniono 15 razy 13

    ma gosciu szczescie, ze mu sie zmarlo.
    Jaroslaw juz zabieral sie za pisanie kolejnej ksiazki, w ktorej zamierzal wyprostowac historie Wajdy.
    Otoz, Wajda byl niezly tylko dlatego, ze Leszek by jego doradca, a Jaroslaw pisal gosciowi scenariusze.
    Czas na prawdziwa prawde.

  • an1005

    Oceniono 10 razy 8

    Nie reagujmy na tych co nie potrafia. I dzis i kiedykolwiek indziej. A mistrzowi spokojnych przezyc gdzieś tam

  • japka_putina

    Oceniono 8 razy 8

    Może chociaż będzie to pretekst dla gimbazy do obejrzenia paru jego filmów? Tylko nie w szkole!!!

  • ukw8087

    Oceniono 11 razy 7

    Panie Andrzeju , dlaczego ?
    Dlaczego Pana już z nami nie będzie , tutaj na tej ziemskiej Scenie ?
    Do młodzików się już nie zaliczam , ale dzisiaj , w zasadzie już o północy , poczułem się strasznie osamotniony , jakbym stracił niezwykle Drogą mi istotę , bliskiego mi Człowieka ...
    Wielka Strata , jakże bolesna , dojmująca . Słowa więzną w gardle ...
    Nie żegnamy się jednak , mówimy sobie tylko Do widzenia , do zobaczenia ...
    Wielki Człowiek , Wielki Polak ... , Mistrz ...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX