Protest przed Sejmem przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego

Protest przed Sejmem przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego (fot. Adam Stępień/AG)

społeczeństwo

"Zrozumiałyśmy, że razem jesteśmy jak dynamit". 41 lat temu Islandki rozpoczęły rewolucję. Dziś mówią: Polki, możecie zrobić to samo!

Był 24 października 1975 roku. Gudrun Jónsdóttir stała na placu w centrum Reyjkaviku i wiedziała, że wszystko się zmieniło.

- Jakoś tak się złożyło, że na plac poszłam sama. Nie wiedziałam, co się stanie. I stałam tam, rozglądałam się i poczułam w sobie coś, czego nie czułam nigdy wcześniej. Niezwykłą siłę, moc i solidarność. I poczucie, że przełamałyśmy jakiś mur, jakąś granicę, której wcześniej nigdy nie udało się przekroczyć. I że to wszystko było tego warte - mówi Gudrun, obecnie szefowa islandzkiego centrum pomocy ofiarom molestowania seksualnego.

- Potem już zawsze potrafiłam zdobyć się na odwagę, gdy trzeba było wyjść na ulice. Nie miałyśmy przecież nic do stracenia. Ten dzień zmienił całe moje życie i całe islandzkie społeczeństwo - dodaje.

Mężczyźni zapamiętali ten dzień jako "Długi Piątek". Ale to panie tego dnia wygrały. Zapamiętały tę datę jako "Dzień Wolny Kobiet".

Manifestacja przeciw ustawie antyaborcyjnej (fot. Adam Stępień/AG)Manifestacja przeciw ustawie antyaborcyjnej (fot. Adam Stępień/AG)

Islandia, rok 2016

Drogie Panie, witajcie w raju.

Tu antykoncepcja jest tania i dostępna dla każdego. - Nikomu nie odmawia się recepty - mówi mi dziennikarka z Reykjaviku. Kobietom zapewnia się opieka prenatalną, w okresie ciąży i połogu. Równość kobiet i mężczyzn jest potwierdzona prawnie. Naruszenia tej równości monitoruje Komitet ds. Skarg ws. Równego Statusu, którego członków wyznacza minister spraw społecznych. A, oczywiście od 2010 r. obowiązuje równość małżeńska dla par hetero- i homoseksualnych. Za gwałt grozi 16 lat więzienia, a sędzia może tę karę zaostrzyć.

Od 2009 r. Islandia znajduje się na szczycie klasyfikacji Światowego Forum Ekonomicznego jako kraj o najmniejszej nierówności płci. Kobiety zajmują 40 proc. kierowniczych stanowisk w gospodarce. Więcej kobiet niż mężczyzn studiuje. 28 członków parlamentu (czyli 44 proc.) to kobiety. Zresztą, mówimy tu o kraju, który w 1980 r. jako pierwszy w Europie wybrał na prezydenta kobietę. Utrzymała urząd przez 16 lat. W 2010 r. premierem została kobieta, do tego lesbijka. W tym samym roku zlikwidowano kluby ze striptizem. Dodajmy jeszcze, że pierwsze wyjątki w zakazie aborcji Islandia wprowadziła w 1935 r.

Ale była pani prezydent, Vigdis Finnbogadottir, wówczas rozwódka i samotna matka, jak wyznała dla BBC, często wraca pamięcią do 24 października 1975 r. Dnia, który sprawił, że to wszystko stało się możliwe.

Nie tylko ona.

"Słyszałyśmy: w naszym kraju to niemożliwe. Zapytałam: skąd wiecie? Próbowałyście kiedyś?" "To, że wyszło nas tak wiele, miało kluczowe znaczenie. Przekonałyśmy się o tym później" - mówią bohaterki filmu. Wszystkie łączy doświadczenie pokolenia. Strajk. Mówią o nim w nagraniu poniżej. I dodają:

Polskie siostry, jesteśmy z wami. Macie prawo decydować o swoim ciele, o swoich prawach, o swoim życiu. (...) Dzisiejszy dzień może zaważyć na całym waszym dalszym życiu. (...) Pomyślcie, jaki wpływ może mieć na życie waszych córek. To jest czas, by powstać, zjednoczyć się i walczyć o swoje prawa.


Zapytacie, dlaczego piszemy o Islandii i dlaczego Islandki solidaryzują się z Polkami?

Zaczęło się od tego, że Krystyna Janda opublikowała u siebie na Facebooku tekst portalu Gazeta.pl o strajku, który zmienił Islandię. Ale naprawdę zmienił. Całkowicie. Janda rzuciła niezobowiązującą propozycję - protestu w Polsce. Pomysł chwycił - dziś w całym kraju wiele tysięcy Polek, zainspirowanych islandzkim sukcesem, będzie protestować przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego. I nie tylko.

Czy polski #czarnyprotest zmieni Polskę? Na ulice musiałoby wyjść bardzo, bardzo dużo kobiet. W Islandii protestowały wszystkie. No, prawie wszystkie. Bagatela, 90 proc. W jaki sposób? Jak pisaliśmy: "Te z nich, które były gospodyniami domowymi, przestały gotować, sprzątać i zajmować się dziećmi. Zamiast strajkować, wszystkie kobiety wzięły tego dnia wolne. Żaden pracodawca nie mógł im tego zabronić. Co ważne, do protestu miały dołączyć gospodynie domowe, których obowiązków większość mężczyzn nie uważała za prawdziwą pracę".

Mąż Gudrun Jónsdóttir myślał inaczej.

- Zdecydowałam, że nie będę się tego dnia zajmowała córką w domu i nie oddam jej też do przedszkola, bo przedszkole też strajkuje. Więc mąż będzie musiał się nią zająć. Czyli zabrać ją ze sobą do pracy. A on to zaakceptował i totalnie mnie poparł. Wziął małą do pracy. To było wówczas bardzo źle widziane przez pracodawców. Jego szef wręcz zapytał: "Jak śmiesz przyprowadzać dziecko do pracy?".

Ale w podobnej sytuacji były tysiące ojców. Zajmowali się dziećmi, zabawiali je, karmili, usiłując pogodzić obowiązki rodzinne z pracą. Tak, jak tysiące islandzkich kobiet robiło to na co dzień. Nic dziwnego, że ów piątek był dla nich "Długim Piątkiem". Kobiety zaś w tym czasie... sparaliżowały kraj.

Stanęły fabryki, urzędy, banki, przedszkola, szpitale. Do północy nie działało prawie nic. A w miastach i miasteczkach Islandii na ulicach trwał wiec. Wiec wściekłych kobiet.

Manifestacja przeciw ustawie antyaborcyjnej (fot. Adam Stępień/AG)Manifestacja przeciw ustawie antyaborcyjnej (fot. Adam Stępień/AG)

- Moment był najwłaściwszy z możliwych - 24 października to był początek ustanowionej przez ONZ Dekady Kobiet - mówi Gudrun Jónsdóttir. I wyjaśnia: - Kobiety od miesięcy rozmawiały o tym, że sytuacja w Islandii jest pod wieloma względami nie do zniesienia. Uczyłyśmy się, edukowałyśmy. I wiedziałyśmy, że w porównaniu z innymi krajami nordyckimi Islandki nie miały praktycznie dostępu do rządzenia krajem. Kwestia kobieca nie była w ogóle na politycznej tapecie. Różnica w wysokości płac była nie do zaakceptowania. Nie miałyśmy centrów opieki nad dziećmi dla innych kobiet niż studentki i samotne matki. A równolegle oczekiwano od nas, że będziemy pracować. Kobiety były w położeniu, którego nie mogły zaakceptować.

Sprzeciw narastał. Oddolnie. - Jedna pani powiedziała drugiej pani, ta koleżankom, one kolejnym. To zadziałało jak poczta pantoflowa. Istniało kilka organizacji kobiecych, ale ruch feministyczny nie był wtedy jeszcze zbyt aktywny. Pamiętam spotkania w moim domu, bo moja mama brała w tym udział. Ja miałam wtedy 21 lat i poczucie, że byłam politycznie bierna. Zdecydowałam się, że zacznę działać. Nie miałam pojęcia, podobnie jak wiele kobiet, co się stanie. Trochę się bałyśmy. Wiele kobiet się bało.

Po tym, jak zobaczyły, ile ich jest, przestały się bać.

- Byłam pewna, że znajdziemy sposób, by skanalizować tę moc i odwagę. I tak się stało. Ja poświęciłam swoje życie na walkę o prawa kobiet. Niedługo po strajku prezydentem naszego kraju, pierwszym w Europie, została kobieta. Potem powstała lista wyborcza i partia - Partia Kobiet, która wymknęła się wszelkim utrwalonym politycznym podziałom na prawicę i lewicę. Wprowadziła feminizm do parlamentu. Powstały feministyczne gazety, wywalczyłyśmy żłobki dla wszystkich matek. Partycypacja polityczna kobiet bardzo wzrosła - w kilka lat z 5 do 12 proc. Wtedy zrozumiałyśmy, że razem jesteśmy jak dynamit. To naprawdę był punkt zwrotny, przełom. Zmieniłyśmy agendę polityczną - wylicza Gudrun.

#CzarnyProtest w Lublinie (fot. Jakub Orzechowski/AG)#CzarnyProtest w Lublinie (fot. Jakub Orzechowski/AG)

Kluczem do sukcesu był masowy udział w protestach gospodyń domowych i kobiet z małych miasteczek i wsi. Jak opisuje BBC, reporterzy radiowi dzwonili po wsiach, chcąc sprawdzić skalę ich determinacji. Telefony odbierali zaaferowani ojcowie, pilnujący dzieci. Pań w domach nie było.

Czy na #czarnymproteście w Polsce większość strajkujących nie będą stanowiły dobrze zarabiające kobiety z wielkich miast? Czy mieszkanki mniejszych miasteczek, zmagające się z codziennością, czyli kiepską pracą, kiepską płacą, szefem, który ani myśli dać im wolne, albo same harują na swoim, albo nie mają z kim zostawić dzieci, bo mąż się do solidarności nie poczuwa, pozostaną w pracy albo w domu?

- Bardzo dobrze je rozumiem. Ale muszę to powiedzieć. Zachęcam: stańcie w obronie swoich praw. Jeśli będzie was wiele, będziecie nietykalne - mówi Gudrun. Planowane zmiany w polskim prawie - całkowity zakaz aborcji, nawet w przypadkach, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu lub gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu - albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu - uważa za "przerażające".

- Polskie kobiety od lat nie miały tak poważnego powodu, by zastrajkować, stanąć do walki o swoje prawa i przerwać to szaleństwo, ten nonsens. Stoję ramię w ramię z wami i zachęcam - zróbcie wszystko, co możecie, żeby zapobiec wprowadzeniu tego prawa. Już obecne jest bardzo restrykcyjne - apeluje.

Islandia, 1975 rok

Nic dziwnego, że dla Islandek obecne polskie przepisy, które chcą zaostrzyć zwolennicy projektu leżącego w Sejmie, są drakońskie. Islandia ma liberalną ustawę aborcyjną. A nawet bardzo liberalną. Przerwanie ciąży jest legalne do 16 tygodnia po pierwsze ze względów medycznych: gdy kontynuacja ciąży lub poród zagraża zdrowiu fizycznemu lub psychicznemu matki, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie, że dziecko urodzi się poważnie upośledzone (w tych przypadkach jest dozwolona jeszcze później) i gdy ciężka choroba znacząco ogranicza zdolność jednego z rodziców do opieki nad dzieckiem.

W Islandii aborcja jest też legalna ze względów społecznych: gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, gdy kobieta urodziła kilkoro dzieci w krótkim odstępie czasu, bądź niewielki okres minął od jej ostatniego porodu, gdy jest w trudnej sytuacji rodzinnej z powodu dużych rozmiarów rodziny bądź choroby któregoś z domowników i gdy nie może ze względu na swój wiek lub niedojrzałość psychiczną zapewnić dziecku opieki na satysfakcjonującym poziomie.

To prawo uchwalono w 1975 r., jeszcze przed protestem kobiet. Ale w tym samym 1975 r. tylko trzy kobiety były posłankami. Dziś jest ich 28, czyli prawie połowa posłów.

"Polskie siostry, (...) dwie godziny dzisiaj mogą zaważyć na całym waszym dalszym życiu. Jesteśmy z wami" - podkreślają występujące w filmie poparcia dla Polek Islandki.

#CzarnyProtest w Rzeszowie, 01.10.2016 r. (fot. Grzegorz Bukała/AG)#CzarnyProtest w Rzeszowie, 01.10.2016 r. (fot. Grzegorz Bukała/AG)

Co się zmieniło w Islandii? Praktycznie wszystko. Ale islandzki "raj" wcale rajem nie jest. - Formalne ustanowienie równości kobiet i mężczyzn nie załatwia wszystkiego, jak kiedyś wierzyłam. Zmiany prawne nie muszą być wskaźnikiem prawdziwych zmian - mówi Gudrun. Jak wygląda obecna sytuacja kobiet w islandzkim społeczeństwie?

- Oficjalnie żyjemy w "niebie" dla kobiet. Ale rzeczywistość jest inna. Mamy formalną równość. W rzeczywistości nie osiągnęliśmy jako społeczeństwo tej równości, o którą walczą kobiety. Ja przewodniczę Stigamot - centrum pomocy i doradztwa ofiarom przemocy seksualnej. Każdego dnia mam do czynienia w pracy z handlem kobietami, prostytucją, molestowaniem seksualnym, gwałtem, kazirodztwem, przemocą. I pod tym względem sytuacja jest taka, jak w innych krajach. Jedna na trzy kobiety doświadcza którejś z tych krzywd.

Weźmy za przykład karę za gwałt. Owszem, sędzia może wlepić gwałcicielowi 16 lat odsiadki. Ale typowy wyrok to nie więcej niż 3 lata. Islandki wciąż zarabiają 10 proc. mniej niż ich koledzy na porównywalnych stanowiskach. Problemem jest też wysoki wskaźnik... aborcji, w 2010 r. wynoszący 4.5 aborcji na 1000 kobiet w wieku 15-44 lata. Ten wskaźnik ma dwa aspekty. Pierwszy jest taki, że Islandki wykorzystują przyznane im prawa i nie muszą schodzić do podziemia aborcyjnego (choć nie jest dostępna aborcja na życzenie). Drugi - że wciąż edukacja seksualna oraz wiedza i dostęp do antykoncepcji nie są wystarczające, na co wskazują autorzy badania nad seksualnością Islandczyków, podkreślając też znaczenie takich czynników jak uwarunkowania kulturowe i wczesną w tym społeczeństwie inicjację seksualną.

- Droga do prawdziwej równości jest jeszcze daleka - podkreśla szefowa Stigamot. - To, jak wygląda życie twoje, twojej koleżanki, twojej mamy, twojej narzeczonej - to jest dla mnie wskaźnik tego, czy sytuacja kobiet w moim kraju zmieniła się na lepsze - mówi. I dodaje: - Jestem przerażona sytuacją polskich kobiet. Chciałabym im przekazać wyrazy solidarności. I słowa zachęty: stańcie razem i nie gódźcie się na ograniczanie waszych praw. Nie dopuśćcie, by to się stało.


Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze i Instagramie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

reme de la creme

Zapisz

Komentarze (181)
Zaloguj się
  • dobroslawa4

    Oceniono 116 razy 100

    Kobieto zostaw gary kuchnie dzieci pole oborę. I idź na protest
    Kobieto bo jak nie to jutro będziesz miała jeszcze gorzej
    Odwagi.

  • snurfik

    Oceniono 90 razy 82

    Pokażcie tym miernotom ciągniętym za episkopatowe sznurki na co Was stać...Dość średniowiecza w tym kraju!

  • Oceniono 72 razy 64

    Wolna wola. Nie twoje ciało nie decyduj za innych. Za legalizacją całkowitą powinna iść w parze edukacja seksualna by ludzie nie wybierali aborcji bo nie chcieli się zabezpieczyć.

  • blechtrommel

    Oceniono 62 razy 54

    Antoni nie zdążył z Obroną Terytorialną, byłaby pewnie użyta do rozpędzenia antykościelnego i antyPiSowskiego protestu kobiet. Broń maszynowa na wystąpienia antyrządowe jest już zapisana w ustawie, więc byłoby ciekawie.

  • student_zebrak

    Oceniono 63 razy 53

    zycze jak najwiekszej frekwencji

  • andrzejmat

    Oceniono 48 razy 40

    Na temat aborcji mogą się wypowiadać odpowiedzialnie jedynie kobiety, z wyjątkiem starych dewotek. Wypowiedzi i działania męskich capów, zwłaszcza pełniących jakiś tam funkcje w dowolnych organizacjach religijnych - powinny być karane. I to bez zawieszenia.

  • morsik2

    Oceniono 45 razy 39

    W tym proteście nie chodzi tylko o aborcję, chodzi o to żeby arogancka władza nie uszczęśliwiała nas na siłę wiedząc co jest dla najlepsze. Zwłaszcza że nikt tego uszczęśliwiania nie chce. Niech dadzą nam decydować o sobie a nie narzucają na siłę swoje popieprzone ideały. Panie, jestem z Wami.

  • rozterka47

    Oceniono 30 razy 24

    Mimo złej pogody w południe idę na protest , zmierzam zostać do konca , a plan jest do późnego popołudnia .
    Mam nadzieje ,że pokazemy swoją siłę , ten protest nie tylko powinien byc przeciwko zaostrzeniu ustawy ale także o edukacje seksualną z prawdziwego zdarzenia i obowiązek dostępności środkow antykoncepcyjnych w całym zakresie w aptekach w tym wybranych w bardzo niskiej cenie.

    Tam gdzie kobiety nie boją się zajśc w ciązę dzieci rodzi sie więcej ! To wydaje się byc paradoksem ale jest faktem.

  • andrzejmat

    Oceniono 25 razy 17

    Uważam, że działalność zorganizowana na rzecz forsowania bezwzględnego zakazu aborcji ma cechy przestępczego spisku.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX