Ch***a Pani Domu, czyli Magdalena Kostyszyn

Ch***a Pani Domu, czyli Magdalena Kostyszyn (fot. Adrian Błachut)

wywiad gazeta.pl

Ch***owa Pani Domu: To, że jestem kobietą, nie czyni ze mnie kucharki, sprzątaczki i praczki

Jej fanpage to mekka kobiet, które umieją się przyznać do tego, że nie są perfekcyjne: że ciasto czasem im nie wyjdzie, że deska do prasowania może posłużyć im za stół, że zdarza im się podać małemu dziecku parówki na śniadanie. Ch***wa Pani Domu opowiedziała nam, jak stworzyła przestrzeń do dyskusji dla tysięcy kobiet.

Czego dowiedziałaś się o Polkach, prowadząc fanpage Ch***owa Pani Domu?

- Dowiedziałam się, że choć żyjemy w innych czasach niż nasze mamy i babki, to kobiety nadal powielają stereotypy i wchodzą w role narzucone im przez społeczeństwo. Czasami odnoszę wrażenie, że robią to wręcz na własne życzenie. Ostatnio napisałam tekst o tym, że gwizdanie za ładną kobietą na ulicy nie jest komplementem. Zdziwiło mnie, że niektóre czytelniczki oceniły mnie po tej wypowiedzi jako osobę przewrażliwioną. Część z nich uznała, że stwarzam sztuczny problem, bo w gwizdaniu czy cmokaniu nie ma, według nich, nic obraźliwego. Choć były też głosy, które w komentarzach pod postem potwierdzały istnienie problemu przemocy werbalnej. Nie spodziewałam się braku solidarności w tym temacie.

A częściej widzisz wzajemne wsparcie między kobietami czy wzajemne szkalowanie?

- Kobiety potrafią wspierać się we wpadkach, zwłaszcza gdy chodzi o gotowanie i sprzątanie. Tu dają sobie wzajemne przyzwolenie na potknięcia i porażki. Gorzej jest, gdy chodzi o wychowywanie dzieci. Ile czytelniczek, tyle pomysłów i koncepcji wychowawczych. Kiedyś jedna z matek zamieściła na fanpage'u ChPD zdjęcie swojego dziecka, które jadło parówki. Posypały się komentarze, w których niektóre kobiety pisały, że też je dają swoim dzieciom do jedzenia i nie ma w tym nic złego, albo że same wychowały się na parówkach i żyją. Ale były też takie, i to wcale nie w mniejszości, które uważały, że tylko zła matka daje dziecku parówki. Kiedy chodzi o wychowanie dzieci, kobiety nie mają oporów, żeby nawrzucać sobie nawzajem i nie są ze sobą solidarne. Pod wywiadami, których udzielam, najwięcej negatywnych komentarzy dostaję od kobiet. Szkoda, że w sytuacji, która nie dotyczy nas bezpośrednio, nie potrafimy zwyczajnie przemilczeć, jeśli coś nam się nie podoba.

Magdalena Kostyszyn (alias Ch***wa Pani Domu) i zdjęcia nadesłane przez jej Czytelniczki (fot. mat. wyd. Znak/archiwum strony Ch***wa Pani Domu)Magdalena Kostyszyn (alias Ch***wa Pani Domu) i zdjęcia nadesłane przez jej Czytelniczki (fot. mat. wyd. Znak/archiwum strony Ch***wa Pani Domu)

Ala ty też nie masz pełnej tolerancji dla wszystkich zachowań kobiet i też je oceniasz. W książce piszesz: "Matki śmiało wyjeżdżają wózkami na jezdnię i prą do przodu przed zbliżającymi się pojazdami. Jak gdyby pasy dawały absolutną pewność, że kierowca się zatrzyma. A wózek - niczym żelazna tarcza - miał wzbudzić absolutny respekt przed prowadzącymi pojazd".

- Napisałam to, bo jestem kierowcą i często widzę takie sytuacje. Nagle wózek z dzieckiem wjeżdża na pasy, a ja muszę hamować, choćby nie wiem jaka była sytuacja na drodze za mną. To jest zwyczajnie niebezpieczne. Opisałam kawałek rzeczywistości, który zaobserwowałam, ale wytykając błędy innym, staram się być sprawiedliwa i pisać też o własnych.

Piszesz też o argumencie, który wytaczają przeciwko sobie kobiety, a który brzmi: "bo ty nie masz dzieci". Usłyszałaś go kiedyś?

- Wielokrotnie. Zanim przeszłam na samozatrudnienie, pracowałam w agencji reklamowej, w której słyszałam od innych kobiet, żebym została po godzinach, bo nie muszę biec po dziecko do przedszkola. Miałam ochotę odpowiedzieć, że mam psa i muszę go wyprowadzić na spacer, ale ludzi oburza porównanie dziecka z psem. Nie mogłam wziąć też urlopu w lipcu i sierpniu, bo pierwszeństwo miały matki, których dzieci były w tym czasie na wakacjach. Zdarzało mi się też parę razy głośno powiedzieć, że jestem zmęczona. W odpowiedzi słyszałam, że co ja mogę wiedzieć o zmęczeniu, skoro nie mam potomstwa. Nigdy tego nie skomentowałam, bo bałam się być wobec nich niegrzeczna, a teraz żałuję.

To co byś dziś odpowiedziała?

- Że fakt niebycia matką nie oznacza, że nie mam prawa czuć się zmęczona. A decyzja o posiadaniu dzieci niesie ze sobą szereg konsekwencji, w tym także wyczerpanie, ale nie jest to żaden przywilej ani karta przetargowa. Dyskryminacja osób bezdzietnych jest na porządku dziennym, ale mało się o tym mówi.

Jaki wzorzec rodziny wyniosłaś z domu?

- W porównaniu z moimi rodzicami prowadzę niestandardowe życie. Mam własną firmę, oni pracują między ósmą a szesnastą. Po pracy mama zajmuje się domem, a kiedyś jeszcze zajmowała się także dziećmi. Tato w tym samym czasie odpoczywał, więc to był zdecydowanie bardziej patriarchalny model rodziny. A mnie się to w głowie nie mieściło i nie chciałam tak żyć. Siedzieć w domu, sprzątać, gotować, pracować w określonych godzinach, i to jeszcze przez dwadzieścia lat w tej samej firmie. Cały czas dążyłam do tego, żeby nie powielić ich schematu.

Magdalena Kostyszyn, autorka fanpage'a Magdalena Kostyszyn, autorka fanpage'a "Ch***wa Pani Domu" (fot. materiały wydawnictwa Znak)

Kiedy po raz pierwszy pomyślałaś, że nie chcesz żyć takim życiem jak twoja mama czy babcia?

- Miałam 15 lat. Nie buntowałam się jak niektóre nastolatki przeciwko dorosłym, ale denerwowałam się, kiedy rodzice kazali mi zmywać naczynia. Pytałam, czemu mój brat Maciek nie może tego zrobić, a w odpowiedzi słyszałam: "Bo on jest chłopakiem, a ty jesteś dziewczyną". Strasznie mnie to bulwersowało. Pamiętam też, że kiedy miałam 13 lat, mama wyjechała w czasie wakacji do pracy, do Niemiec, a ja zostałam z tatą i bratem. Dom był na mojej głowie. Zmywałam, odkurzałam, prałam.

Psychoterapeuta Andrzej Wiśniewski mówił, że w szczęśliwych związkach naczynia myją się same. A jak to jest teraz w twoim związku?

- Udało nam się z chłopakiem podzielić obowiązki, choć na początku nie było łatwo. Kiedy zamieszkaliśmy razem na studiach, darliśmy koty, bo Paweł nie zmywał naczyń. A ja uważałam, że powinien, więc bardzo szybko wyprowadziłam go z błędu, że fakt, iż jestem kobietą, nie czyni ze mnie kucharki, sprzątaczki i praczki. Tym bardziej że oboje studiowaliśmy, oboje uczyliśmy się i zdawaliśmy egzaminy, więc mieliśmy te same obowiązki i wydawało mi się, że razem powinniśmy zająć się wspólnym domem. Dość prędko zorientował się, że nie jestem kobietą, która poda mu pod nos dwudaniowy obiad, i zaakceptował to. Teraz jest między nami partnerstwo. Wiem, że on nie lubi rano wychodzić z psem, więc ja to robię, a on wie, że ja nie znoszę odkurzać, więc się tym zajmuje. Kiedy teraz Paweł wraca do domu i jest bałagan, to nie komentuje tego, tylko sam zaczyna sprzątać, jeśli mu to przeszkadza.

Czujesz się ChPD?

- Trochę. Nie jestem ani bałaganiarą, ani leniem. Staram się sprzątać, bo pracuję w domu i muszę mieć ład wokół siebie, żeby móc się skupić, ale kurzów już nie wycieram. Okna myłam rok temu, podłogę trzy miesiące temu, ale odkurzam ją raz w tygodniu. Chu***ą Panią Domu czyni mnie sposób, w jaki myślę o życiu. To, że umiem odpuszczać i nie czuję presji. Nie czuję, na przykład, że muszę posprzątać przed przyjściem znajomych. A tak robiła moja mama. Kiedy przyjeżdżała do nas rodzina, trzeba było wszystko wypucować, żeby pokazać, że jesteśmy dobrym domem. Brak poczucia, że coś muszę sprawia, że czuję się ChPD.

Jedna z twoich czytelniczek zapytała na fanpage'u: "Czy mogę nazwać się ChPD, jeśli daję dziecku tablet, czy dopiero jak przestanę mieć wyrzuty sumienia z tego powodu?".

- Myślę, że to od nas samych zależy, czy poczujemy się chu***mi paniami domu. Złoszczę się, kiedy wrzucam nadesłane zdjęcie, a inne czytelniczki piszą w komentarzach, że ktoś nie jest ChPD, bo ma za czystą podłogę. A przecież nie ma jednej definicji ChPD. Możesz zdawać wszystkie testy białej rękawiczki, raz na rok przypalać ciasto i mianować się ChPD. To nie chodzi o syf, tylko o sposób myślenia o sobie i umiejętność odpuszczania, jak powiedziałam. Najważniejsze jest, żeby mieć porządek w głowie, a to, co w domu, to już drugorzędna kwestia.

A propos testu białej rękawiczki, zadzwoniłam do Małgorzaty Rozenek, żeby zapytać, co myśli o tobie. Bardzo ci kibicuje i bawi ją twoje poczucie humoru, choć jak powiedziała: "fajniej byłoby, gdyby było mniej wulgarnie". Często spotykasz się z zarzutem, że nazwa jest zbyt wulgarna?

- Czasem panie ze starszego pokolenia, które też odwiedzają mój profil, piszą, że bardzo im się podoba to, co publikuję, ale czy nazwa nie mogłaby być delikatniejsza? No nie mogłaby. Też nie jestem dumna z użycia wulgaryzmu, ale to właśnie w nim tkwi siła. Gdybym nazwała blog Kijowa Pani Domu, albo po prostu Nieperfekcyjna Pani Domu, możliwe, że profil nie zdobyłby takiej popularności. Czasem trzeba użyć wulgaryzmu, bo eufemizmy nie oddają tego, co czujemy.

Magdalena Kostyszyn (alias Ch***wa Pani Domu) i zdjęcia nadesłane przez jej Czytelniczki (fot. mat. wyd. Znak/archiwum strony Ch***wa Pani Domu)Magdalena Kostyszyn (alias Ch***wa Pani Domu) i zdjęcia nadesłane przez jej Czytelniczki (fot. mat. wyd. Znak/archiwum strony Ch***wa Pani Domu)

A to, co pojawia się na profilu ChPD, śmieszy cię jeszcze?

- Nie śmieszą mnie już zdjęcia przypalonych ciast, ale śmieszą i cieszą jednocześnie zdjęcia nieoczywistych patentów. Ludzie, nie mając w domach odpowiedniego wyposażenia, potrafią sobie świetnie radzić. Na przykład pewna kobieta robiła bułki na parze i ułożyła je na odwróconej tarce. Uznałam, że to genialne rozwiązanie, tym bardziej że ja używałam do tego durszlaka, który był za głęboki, przez co bułki namakały. Inna czytelniczka pokazała, że można wyciągnąć gorącą blachę z piekarnika spodenkami dziecięcymi, gdy się nie ma rękawicy. Za świetny patent uważam deskę do prasowania w roli wyspy kuchennej. Rozbawiło mnie też, kiedy jedna z czytelniczek przykleiła swojemu synkowi wkładkę higieniczną zamiast śliniaka, ale to akurat wiele osób zbulwersowało. Niemniej nie w takim stopniu, jak wspomniane wcześniej parówki, podawane dziecku na śniadanie.

Nie masz wrażenia, że granice dobrego smaku albo absurdu na publikowanych zdjęciach zostają czasem przekroczone?

- Mam, choćby ostatnio, kiedy jakaś dziewczyna wrzuciła zdjęcie, na którym goli nogi, trzymając ostrze od maszynki na widelcu. Zastanawiam się, czy ona tak naprawdę robi, czy tylko zapozowała w ten sposób, żeby pojawić się na mojej stronie?

A twoje fobie, o których piszesz, to kreacja czy prawda?

- Fobie są prawdziwe. Najbardziej boję się toalet w PKP, choć od kiedy jest pendolino, to wygląda na to, że nie mam się czego bać. Strach przed fryzjerem wynika z dziecięcych przeżyć, kiedy ścinano mi włosy na chłopaka, a lęk przed windą wzmógł się po tym, jak w Nowym Jorku utknęłam z moim chłopakiem w windzie w drapaczu chmur. Jeździliśmy w górę i w dół, w górę i w dół. Kiedy w końcu winda zatrzymała się i udało nam się z niej wyskoczyć, byłam tak przerażona, że schodziliśmy schodami ewakuacyjnymi.

Na Facebooku napisałaś: "Odnoszę czasem wrażenie, że całe moje życie jest jedną wielką wpadką, albo że co najmniej gram w dramie obyczajowej klasy D, wiecie - produkcji, co to puszczają ją tylko w wiejskich MDK-ach i świetlicach szkolnych". A w książce dodałaś: "Odnoszę wrażenie, że czasem cały świat staje na głowie, żebym potem mogła mieć o czym opowiadać wnukom". O czym będziesz opowiadać wnukom?

- Na przykład o tym, jak zabetonowałam zatkany odpływ. Wsypałam granulki, które miały go udrożnić, tylko nie doczytałam w instrukcji, że trzeba było je zalać gorącą wodą. W połączeniu z zimną - stwardniały i zastygły. Skończyło się na wezwaniu hydraulika, zbijaniu kafelków, rozmontowaniu kabiny prysznicowej i wymianie rur. Pamiętam też, jak kiedyś podjechaliśmy z Pawłem na stację benzynową, wysiedliśmy z auta, żeby zatankować. Podszedł do nas pracownik stacji, zerknął na mnie, na Pawła, puścił oko i powiedział do mojego ukochanego: "Ładniutka!". Uśmiechnęłam się do siebie w myślach, aż nagle usłyszałam: "Który to rocznik?". I tyle byłam piękna.

Co zrobiłaś, żeby zdobyć swoje pierwsze pół miliona czytelników?

- Na profilu jest pół miliona unikalnych użytkowników, ale zasięg postów jest o wiele większy. W zależności od miesiąca, są to dwa albo trzy miliony użytkowników. A stało się to bardzo szybko, lawinowo. Znajomi zaczęli polecać moje posty swoim znajomym, a oni je dalej udostępniali. Pamiętam, że bardzo cieszyłam się z pierwszych 10 tysięcy, bo byłam przekonana, że ten profil będzie tylko dla znajomych i rodziny i wyłącznie oni będą śmiać się z tych moich wpadek. Nigdzie się nie reklamowałam. Dopiero teraz, promując książkę, wykupiłam pierwszy, sponsorowany post. Nie miałam ani planów, ani ambicji, żeby to się rozrosło do takich rozmiarów i zaskoczyło mnie, że ktoś inny, poza najbliższymi, chce to czytać.

Magdalena Kostyszyn (alias Ch***wa Pani Domu) i zdjęcia nadesłane przez jej Czytelniczki (fot. mat. wyd. Znak/archiwum strony Ch***wa Pani Domu)Magdalena Kostyszyn (alias Ch***wa Pani Domu) i zdjęcia nadesłane przez jej Czytelniczki (fot. mat. wyd. Znak/archiwum strony Ch***wa Pani Domu)

Wykorzystujesz tę popularność w jakiś sposób?

- Nie, chociaż pewnie mogłabym zarabiać na blogu, bo ciągle przychodzą propozycje współpracy, choć niektóre są zupełnie od czapy. W zeszłym roku, na przykład, poproszono mnie, żebym napisała o tabletce "dzień po". Nie zgodziłam się, bo nie angażuję się w sprawy polityczne, odcinam się od nich. Nie znam się na polityce, totalnie mnie nie interesuje, nie umiałabym nawet wymienić nazwisk ministrów. Poza tym na co dzień mamy polityki po dziurki w nosie, więc po co jeszcze o niej pisać na profilu, który ma być rozrywkowy? Nawet teraz, nie zgadzając się na zaostrzenie prawa aborcyjnego w Polsce, nie poruszę tego tematu. Nie chcę mieszać spraw politycznych z tym, co dzieje się na prywatnym fanpage'u.

No ale to już ponad pół wieku temu feministki wskazywały, że to, co prywatne, jest  polityczne. Nie da się tego rozdzielić. Polityka ma wpływ na jakość naszego życia.

- Kilka dni temu ubrałam się na spotkanie autorskie na czarno, dołączając w ten sposób do akcji Czarnego Protestu. Nie odniosłam się do tego w czasie spotkania z czytelnikami, więc nie wiem, czy ktoś to w ten sposób odczytał. Nie wrzuciłam też na swój profil zdjęcia #CzarnyProtest (30.09.2016 Ch***wa Pani Domu zmieniła zdanie i przyłączyła się do protestu publikując link do protestu - przyp. red.). Wydaje mi się, że czasem takie małe, symboliczne gesty mają większe znaczenie niż wyłożenie kawy na ławę i napisanie czegoś wprost.

Szkoda, bo mając ponad pół miliona czytelniczek i czytelników, można zachęcić sporą grupę ludzi do angażowania się w ważne społecznie i politycznie sprawy.

- W przyszłości chciałabym zabierać głos w ważnych społecznie sprawach. Tekst o gwizdaniu za kobietami na ulicy wpisywał się moim zdaniem w tego typu treści, ale po reakcjach czytelniczek zastanawiam się, czy one są gotowe na takie przekazy. Czy nie stwierdzą, że gdzieś już o tym słyszały, a do mnie przychodzą po to, żeby się pośmiać, a nie czytać poważne treści.

Piszesz dla popularności i liczby lajków?

- Piszę, żeby wyrazić samą siebie, ale też nie mogę powiedzieć, że piszę wyłącznie dla samej siebie, bo wtedy prowadziłabym pamiętnik i wkładała go do szuflady. Na blogu dzielę się osobistymi przeżyciami, a fanpage był i jest odskocznią.

Dalej prowadziłabyś fanpage ChPD, gdyby część czytelniczek odeszła i zamiast pół miliona fanów miałabyś tylko sto trzydzieści osób, a pod komentarzami było siedem lajków, a nie kilka tysięcy, jak teraz?

- Myślę, że tak, bo blog Venila Kostis prowadzę od 7 lat i mam tam 14 tysięcy fanów, więc w porównaniu z ChPD to garstka. Przekłada się to na około 30 tysięcy unikalnych użytkowników miesięcznie, więc jak na polskie realia jest to mocno przeciętny blog. Ale dla mnie te 30 tysięcy osób to ludzie, którzy chcą wiedzieć, co mam do powiedzenia. Nie wiem, o czym będę pisać w przyszłości, choć oczywiście fajnie byłoby, gdyby ktoś kiedyś powiedział, że ChPD to wpływowe medium. Nie wiem tylko, czy nie zostałam już zaszufladkowana jako blog rozrywkowy.

A chciałabyś wyskoczyć z tej szuflady?

- Nie, na razie ta szuflada mi nie przeszkadza. Nie będę niczego zmieniać na siłę.

 

Magdalena Kostyszyn. Mieszkanka Wrocławia, absolwentka polonistyki i dziennikarstwa. Szerzej znana jako Ch***wa Pani Domu, autorka fanpage'a, na którym publikuje wpadki i nieoczywiste patenty Polek. Prowadzi też blog Venila Kostis, na którym pisze o podróżach, kulturze i modzie.

Nina Harbuz-Karczmarewicz. Dziennikarka Polskiego Radia. Reporterka, wydawca, prowadząca audycję psychologiczną "Problem z głowy". Publikowała w "National Geographic Traveler" i "Magazynie Coaching". Absolwentka Gender Studies w IBL PAN. Po godzinach, w garażu na Saskiej Kępie, robi renowację starych mebli. Efekty można oglądać tutaj.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (152)
Zaloguj się
  • dillinger79

    Oceniono 99 razy 91

    Może nie o Pani, ale jak najbardziej w temacie...
    Pamiętam wywiad G.Torbickiej z Zygmuntem Kałużyńskim. Może ktoś pamięta, że nosił On taki brązowy garnitur, często u Raczka w nim występował w "Perłach z Lamusa" i Torbicka pyta go o ubiór i patrząc na krawat mówi, że tu jest jakaś plama. Kałużyński tak się spojrzał na krawat i odparł: aaaa..to plama po szpinaku,,,ma już ze dwadzieścia lat
    Kałużyński to był ewenement. Miał swoją teorię na temat sprzątania i kurzu, otóż twierdził, że jak długo nie ścieramy kurzy, to organizm nasz przyzwyczaja się do tego kurzu i nie jest on dla nas szkodliwy.
    Z pewnością Pan Zygmunt, gdyby żył, kandydowałby do miana Ch..... Pana Domu.
    Ale ja go uwielbiałem ;))

  • 123k321

    Oceniono 62 razy 56

    Ech to myślenie, że lepiej się polityką nie interesować. :( Niestety polityka interesuje się nami, a ostatnie wydarzenia to tylko wierzchołek góry lodowej.
    Życie w społeczeństwie to życie także z polityką. I wcale nie o to chodzi, by znać nazwiska ministrów, lecz by zabierać głos w dyskusji. W Polsce brakuje szczególnie głosu kobiet.

  • alinaw1

    Oceniono 66 razy 42

    Fanpejdże, blogi, youtuberzy, perfekcyjna pani domu, ch...pani domu, szafiarki, psy przebrane za pająki (albo odwrotnie), życie gwiazd, wyścigi celebrytów - oto lektura obowiązkowa i temat do rozmów, dyskusji (i artykułów na pierwszą stronę gazety uważanej niegdyś za inteligentną) współczesnego społeczeństwa.

  • bene_gesserit

    Oceniono 42 razy 24

    Cieszę się, że bohaterka wywiadu odważyła się jednak opublikować poparcie dla sprawy.

  • sebasstian

    Oceniono 41 razy 19

    Jesli przeszkadza pani gwizdanie mezczyzn za kobieta na ulicy, tym bardziej nie powinna sie pani "usmiechac do siebie w myslach" w sytuacji, w ktorej obcy mezczyzna bezczelnie - bo majac swiadomosc, ze pani to slyszy - komentuje pani urode. I nie ma znaczenia, ze mowi to do pani meza - jest to przedmiotowe potrakowanie kobiety. Prosze przemyslec swoje przekonania i je uporzadowac.

  • jekas

    Oceniono 20 razy 18

    jak mnie strasznie zawsze denerwował argument typu "Ty zostań po godzinach, bo ja mam męża i dziecko i nie mogę". Nikt nie pomyśli, że ja nie mam czasu znaleźć drugiej połówki, bo muszę zostawać po godzinach.

  • aniorek

    Oceniono 29 razy 17

    wiecej komentarzy dostajesz od kobiet, bo faceci tego twojego bloga nie czytaja...

  • pir-ret

    Oceniono 20 razy 16

    Zawsze byłam chyba. .. panią domu. Perfekcyjna mama nie byłam z wyboru. Zawsze mówiłam moim synom że nie chce wychowywać ich na mamisynkow bo chce żeby byli szczęśliwi w swoich przyszłych związkach. I dziś jeden z nich jest ojcem i najwspanialszym ojcem pod słońcem. ...on nie "pomaga" w domu, on robi w domu dla całej rodziny. Więc kobiety, zmieniajcie świat wychowując synów na odpowiedzialnych ludzi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX