(fot. Tyler B Dvorak / Flickr.com / CC BY-SA 2.0)

społeczeństwo

''Wolisz seks czy czekoladę?''. Kobiety w branży gastronomicznej są regularnie molestowane

Klienci, zamawiając jedzenie, klepią je po pośladkach. Współpracownicy oskarżają o błędy, których nie popełniły. Często pracują za najniższą stawkę. Czasami nie dostają wynagrodzenia. Jeśli to one są właścicielkami, na spotkaniach biznesowych słyszą: Rozumiem, że musi pani porozmawiać z prezesem.

Jedna z bardziej obleganych restauracji w centrum Warszawy. Większość kelnerek ma wyższe wykształcenie - w przeciwieństwie do menedżera. Ten powtarza: - Nigdzie poza gastronomią nie znajdziecie pracy. Jesteście zerami. Kelnerom daje większe stawki, bo umieją mu się postawić. Kelnerki okrada z napiwków.

Magda* pracowała tam przez rok. W tym czasie nie przespała dobrze ani jednej nocy. Budziła się ze strachu, miała koszmary.

- Byłyśmy nazywane dojnymi krowami, kiedy przechodziłyśmy obok, muczano na nas - wspomina dziś. - Rozpinano nam koszule, żeby było widać dekolt, bo "cyckami się zarabia". Pracowałyśmy za niższe stawki niż chłopcy, bo oni umieli się zbuntować. Menedżer okradał nas, dziewczyny, z ciężko zarobionych napiwków. Kiedy razem z dwiema, trzema koleżankami na spotkaniach pracowniczych próbowałyśmy to zgłaszać, odpowiadano nam: "To zmień pracę". A zarabiało się tam sporo jak na gastronomię w Polsce. Więc zgadzałyśmy się na to. Żaliłyśmy się czasem właścicielowi, wtedy on wstawiał się za nami u menedżera. Właściciel jako jedyny był miły i nigdy nie zachowywał się po chamsku. Zwracał się do nas "dziunie" i "loszki", ale tak robili wszyscy. Inne dziewczyny mówiły: "Co wy, jesteście głupie? Przecież mój chłopak też tak się do mnie zwraca. To normalne. Jesteśmy kobietami i powinnyśmy to wykorzystywać". Klienci klepali nas po tyłkach. Nie wolno nam było protestować, więc obsługując ich, starałam się trzymać dystans.

zdjęcie ilustracyjne (fot. iStockphoto.com)zdjęcie ilustracyjne (fot. iStockphoto.com)

Molestują klienci, ale na tym się nie kończy. Molestują też współpracownicy i przełożeni. Spotkało to kilka lat temu Anię, gdy na pierwszym roku studiów zaczęła zarabiać na czarno w pizzerii na warszawskim Wilanowie. Załoga składała się z dwóch dziewczyn i dwóch chłopaków. Jeden z nich pełnił funkcję pizzaiolo i menedżera zarazem. Właściciele nigdy nie pojawiali się w lokalu, więc menedżer miał dużo swobody.

- Robił mnóstwo uwag dotyczących seksu. Kiedy dowiedział się, że jestem w związku z dziewczyną, proponował trójkąt. Ale najgorsze było, że w trakcie pracy oglądał porno. Żeby przekazać mu zamówienie na pizzę, musiałam wejść na zaplecze. Wstawał od komputera i patrzył na mnie szklistym wzrokiem. Pozostałe dziewczyny przeżywały to samo. Każda z nas bała się sprzeciwić. Kilka lat temu sądziłam, że molestowanie zaczyna się od dotyku. Poprzednia kelnerka odeszła, bo menedżer próbował ją zgwałcić. Kiedy się o tym dowiedziałam, po prostu wyłączyłam telefon i nigdy już się tam nie pojawiłam - relacjonuje Ania.

Zamknij cipkę, otwórz oczy

Jeśli ktoś pomyślałby w tym momencie: "To jest Polska. Na Zachodzie takie rzeczy nie mogłyby mieć miejsca", byłby w błędzie. Kiedy Justyna znalazła pracę w jednej z restauracji w londyńskim Soho, nie spodziewała się, że upokarzanie na tle seksualnym stanie się jej codziennością.

- Pracownicy i pracownice opowiadali sobie nawzajem o swoich fantazjach i doświadczeniach seksualnych. Pomyślałam: cóż, inna kultura. Tu przecież wszyscy - na ulicy, w autobusie, w sklepie - ze sobą flirtują. A ja mało się uśmiecham, nie flirtuję, zwłaszcza w pracy. Nie miałam pojęcia, że przez to będę szykanowana, wyśmiewana - opowiada. - Mężczyźni głośno zastanawiali się, do jakiej gwiazdy porno jestem podobna. Kiedy chodziłam do toalety, kolega pytał mnie, czy mam period time, wzbudzając śmiech reszty załogi. Stop looking pregnant - to też był bardzo śmieszny żart. A kiedy protestowałam, zarzucali mi, że nie mam poczucia humoru.

zdjęcie ilustracyjne (fot. iStockphoto.com)zdjęcie ilustracyjne (fot. iStockphoto.com)

W tym samym czasie do Londynu wyjechała Ola. Znalazła posadę kelnerki w innej restauracji. Tam sytuacja była niemal identyczna.

- Jeden z kelnerów za każdym razem, gdy obok mnie przechodził, przejeżdżał palcem po moich plecach. Kiedy podawałam mu rękę na przywitanie, przytrzymywał ją tak długo, aż robiło mi się nieprzyjemnie. Koleżanka z pracy, z którą nigdy wcześniej nie rozmawiałam, w ramach zagajenia spytała, czy wolę seks, czy czekoladę. Menedżer zapytał mnie w trakcie rozmowy na przerwie, czy jestem doświadczona w seksie. Jeden z kucharzy i kelnerka zastanawiali się na głos, przy mnie, jakby mnie tam nie było, czy kiedykolwiek uprawiałam seks. Następnie przeszli do omawiania detali budowy jego penisa. Kiedy nie umiałam znaleźć chleba w lodówce, powiedział: "Zamknij cipkę, otwórz oczy".

Do molestowania i szykanowania związanego z seksem dochodzi jeszcze traktowanie kobiet jako mniej kompetentnych i winnych błędom. Menedżer londyńskiej restauracji, w której pracowała Ola, oskarżał ją o każde niedociągnięcie, ignorując niechęć do pracy jawnie okazywaną przez jej kolegów.

- Zaczął mnie szanować dopiero, kiedy otwarcie zaprotestowałam przeciwko takiemu traktowaniu - podkreśla Ola.

- Oprócz tego ciągłe, ogólnie popularne w Londynie, zwracanie się do kobiet per "darling", "sweatheart" - dodaje Justyna. - W ten sposób dziewczyna od razu jest postawiona na niższej pozycji. To wyraża lekceważenie. Wiele razy mówiłam, że mam imię i proszę zwracać się do mnie po imieniu, ale nikt tego nie respektował. W pewnym momencie zaczęłam sama mówić do nich "darling" i "sweatheart". Odeszłam po tym, jak jeden z kelnerów zwyzywał koleżankę przy klientach: "Nic nie robisz, tylko drapiesz sobie cipkę!". Menedżer stał obok i nie reagował.

Anna Zawadzka, doktor socjologii, pracuje w Instytucie Slawistyki PAN:

Mizoginiczne zachowania, które opisały pracownice branży gastronomicznej, ujawniają kulturowy wzór traktowania kobiet. Wzór, zgodnie z którym kobieta jest elementem męskiej rozrywki: służy mężczyznom do oglądania, komentowania, zabawy. Jest na prawach przedmiotu, który uatrakcyjnia życie: czy to w domu, czy w pracy. W obrębie polskiej kultury partnerskie traktowanie kobiet - czy to zawodowe, czy towarzyskie - jest ciągle rzadkością.

Sytuacje opisywane przez bohaterki tekstu to gry prześladowcze. Ich elementem jest zmuszanie poszkodowanych do udziału w grze. Niszczące podmiotowość, pozbawiające godności, pełne pogardy komentarze pod adresem kobiet wygłaszane są tonem żartu. Wymusza to na podlegających tej przemocy, aby pokazywały dystans do samych siebie. Jeśli przerwiesz grę, ujawniając, że w istocie zadawana ci jest przemoc, prawdopodobnie stracisz robotę. Zwłaszcza jeśli twoje miejsce pracy opiera się między innymi na relacjach nieformalnych, a to charakterystyczna cecha knajp. Jeśli nie przerwiesz - będziesz nadal nękana. Dodatkowo być może znienawidzisz samą siebie za to, że nie potrafisz się obronić. Skutki długotrwale znoszonego upokarzania to między innymi dewastacja zdrowia. Tymczasem z powodów finansowych wiele kobiet nie może pozwolić sobie na rezygnację z pracy, w której są tak okropne warunki.

zdjęcie ilustracyjne (fot. iStockphoto.com)zdjęcie ilustracyjne (fot. iStockphoto.com)

Od 4.30 do 22.00 bez zapłaty

Brak szacunku nie omija tych kobiet, które pracują na wyższych stanowiskach. Jeśli prowadzą kluby wspólnie z kolegami, automatycznie dostają funkcje związane ze sprzątaniem, dbaniem o przestrzeń. Istnieje założenie, że lepiej sobie z tym poradzą, bo "jako kobiety" lepiej się na tym znają. Co więcej, same odruchowo biorą na siebie takie zadania, chociaż niekoniecznie mają na nie ochotę. Jak twierdzi Joanna, właścicielka dwóch klubów, w gastronomii kobiety pełnią funkcję podwójnie serwilistyczną. Odpowiedzialność za zadania techniczne czy decyzje dotyczące finansów natomiast automatycznie przypisywana jest mężczyznom. Nawet gdy fakty mówią co innego.

zdjęcie ilustracyjne (fot. iStockphoto.com)zdjęcie ilustracyjne (fot. iStockphoto.com)

- Kiedyś prowadziłam klub wraz z koleżanką i kolegą - opowiada Joanna. - Gdy przyszło do remontu, ja i koleżanka wszystko zaplanowałyśmy i realizowałyśmy krok po kroku. Tymczasem każdy fachowiec, który się pojawiał, przy omawianiu szczegółów odruchowo zwracał się do naszego wspólnika. A ja do cholery wiem, jak położyć legary! Podobnie, kiedy na przykład organizuję prąd czy gaz w lokalu, spotykam się z przedstawicielkami handlowymi, przychodzi do podpisywania umowy, biorę od nich papiery i mówię, że się zastanowię, one na to: "Rozumiem, musi pani porozmawiać z prezesem". A przecież to ja jestem tym "prezesem". Nie mogę powiedzieć wprost: proszę mnie traktować poważnie - bo od razu jestem wpychana w szufladkę histeryzującej baby. Wkurza mnie to. My czyścimy wykładzinę, a nasi koledzy na tych samych stanowiskach są twarzą klubu i słyszą: "O, jaki świetny klub założyłeś".

Niepisany podział zadań na kobiece i męskie wpływa też bezpośrednio na zarobki. Mężczyźni, którzy podobnie jak Magda obsługiwali gości w jednej z restauracji wegańskich w Warszawie, otrzymywali z założenia wyższe stawki: - Gdy spytałam, skąd ta nierówność, usłyszałam od szefowej, że kelnerzy mają cięższą pracę niż kelnerki, bo dźwigają skrzynki z napojami. A przecież ja, gdy tylko była taka potrzeba, też te skrzynki przenosiłam.

Zarabiała 8 zł za godzinę. Oczywiście na czarno. Zdarzało się, że w trakcie godzin pracy właścicielka zlecała jej sprzątanie swojego mieszkania. Córka właścicielki organizowała warsztaty kulinarne, na których za darmo wykorzystywała jej przepisy i wypieki. Kiedy Magda zażądała dodatkowej zapłaty za tę pracę, została zwolniona. Przyczyna? Podobno goście skarżyli się, że jej tatuaże są wulgarne. Wcześniej nikomu nie przeszkadzały.

zdjęcie ilustracyjne (fot. iStockphoto.com)zdjęcie ilustracyjne (fot. iStockphoto.com)

Magda już wcześniej doświadczyła wykorzystywania ekonomicznego. Za swoją pierwszą pracę w gastronomii nie dostała żadnych pieniędzy.

- Kiedy miałam siedemnaście lat, Hufiec Pracy wysłał mnie do restauracji nad morzem - wspomina. - Wszyscy chłopcy trafili na salę, wszystkie dziewczyny do kuchni. Praca trwała od 4.30 rano do 22.00, za najniższą stawkę. Nie dostawałyśmy żadnych napiwków, czasami wysyłano nas do sprzątania pokojów. Na koniec nie wypłacono nam nic, bo nie pomyślałyśmy zawczasu o podpisaniu umowy. Dopiero teraz mam drugą w życiu umowę o pracę. A pracowałam przez te wszystkie lata w siedmiu różnych miejscach.

Anna Zawadzka:

W branży gastronomicznej dominują umowy śmieciowe lub praca na czarno. Dotyczy to przede wszystkim osób na mniej prestiżowych stanowiskach, a na takich częściej pracują kobiety. W praktyce tzw. "elastyczne formy zatrudnienia" utrudniają lub wręcz uniemożliwiają pracownicom zgłaszanie molestowania, nękania, nierównych wynagrodzeń czy innych form dyskryminacji ze względu na płeć.

Z powodu zinternalizowanego poczucia niskiej wartości, kobietom trudno jest zażądać pensji na przyzwoitym poziomie czy podwyżki. Dużo częściej niż mężczyźni kobiety pomyślą: "wygłupię się", "nie należy mi się". Te zaszczepione przez wychowanie do kobiecości akty autodeprecjacji sprzyjają pracodawcom. Mogą oni proponować kobietom skandalicznie niskie pensje z dużą szansą powodzenia. Tymczasem zgoda na pracę za grosze powoduje pogorszenie sytuacji kolejnych pracownic, bo służy pracodawcom jako argument wobec nowo zatrudnianych.

*Imiona niektórych bohaterek tekstu zostały zmienione

 

Katarzyna Michalczak. Autorka tekstów w różnych czasopismach, wierszy i opowiadań. Laureatka nagrody specjalnej w konkursie im. Jacka Bierezina. Doktorka nauk humanistycznych, współzałożycielka i członkini kolektywu szkoleniowo-kołczingowego Multiprops. Rysuje komiksy, które można oglądać na Facebooku na stronie "Pilnuj się i korzystaj".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (299)
Zaloguj się
  • rave8

    Oceniono 184 razy 122

    Wszędzie seksizm! Gdzie się nie obejrzę samce molestujo!
    W szafie samce, pod łóżkiem samce, w mikrofali samce!
    W tramwaju patrzo samce, w autobusie obserwujo samce, taksówkarz - samiec!
    Nie mogę żyć w tak seksistowskim społeczeństwie.

  • sunim

    Oceniono 217 razy 107

    Sorry, ale walcząca doktorka-genderka wzbudza tylko uśmiech politowania. I to niezależnie od tego, że czasem się kobietom przykrość zdarza w gastronomii. Niestety działania genderki-doktorki raczej tylko ośmieszają sprawę, podobnie jak naciągane i jednostronne teksty.

  • zlosliwyskrzat

    Oceniono 165 razy 95

    Tja; kolejny tekst wyznawczyni kultu intersekcjonalnego feminizmu. Ciekawe czy oparty na FAKTACH, czy jak zwykle to kolejny wyczyn con-artysty jak ta Sulkowicz, która fabrykowała historie o gwałcie a promowała to Feminoteka i GW w Polsce i nawet nie przeprosili czy ta druga co to dla Rolling Stone sfabrykowała kolejną rzewną historyjkę w tym samym temacie.
    Wszak jak to napisała jedna feministyczna autoetonografka - " w moich badaniach podążam za życiowym doświadczeniem i wysuwam moją personalną narrację na czoło", gdy inny naukowiec podważył jej badania. :D
    Kultura gwałtu, "mowa nienawiści", jak to leci po angielsku ... harrasment, trigger warning, microagression.
    Czego jednak się spodziewać, gdy powstają w amerykańskich uczelniach takie kwiatki jak Laury Parson, która stwierdza, że sylabusy na studiach STEM są nacechowane "płciowo", bo wskazują, że wiedza może być ustalona przy pomocy rozumu. Jest to według Parsona wskazówka, że nauki ścisłe to konstrukt kultury marginalizujący kobiety, bo tworzy konkurencyjny, trudny, chłodny klimat, co utrudnia im sukces poprzez nieliczenie się z ich uczuciami. :O
    Ciekawe kto sponsorował ten tekst Michalczak?!?
    To mnie ciekawi.

  • krystoff2

    Oceniono 140 razy 92

    "Dramatic kobiet"!!!! Tragedian!!! Masakra!!! Horror!!! To say lepsze tytuly

  • jeremiah833

    Oceniono 40 razy 30

    ŻADNE PIENIĄDZE nie są warte poniżania. JEDNEGO dnia nie przepracowałabym z takim łajnem, co o mnie USIŁOWAŁBY klepnąć czy "loszką" nazwać. Dostałby w mordę tacą - czymkolwiek. Trzeba nie mieć odrobiny godności, aby z takim śmieciem rok (?) pracować. Podłej roboty w bród. KOkosów tam panie nie miały. Po co tak tkwiły? A masochizmu?

  • wladca_piaskownicy

    Oceniono 48 razy 28

    Wy tam serio w tej Warsiawce mówicie na swoje partnerki "dziunie" i "loszki"? Imion nie mają?

  • sprocket74

    Oceniono 175 razy 21

    Czy tylko ja mam wrażenie graniczące z pewnością, że ten tekst został od A do Z wymyślony w głowie p. Katarzyny? W tej branży gastronomicznej to jacyś sami niezrównoważeni psychicznie sodomici i bezwolne kobiety pracują, a jak już doczytałem, że jedna z tych kelnerek była lesbijką to aż sobie wygooglowałem Panią Katarzynę i voila:

    "socjolożka, absolwentka podyplomowych Gender Studies IBL PAN, autorka poradnika dla rodziców dotyczącego gender/płci kulturowej".

    I jeszcze fragment wywiadu z Panią Katarzyną:

    "Kopciuszek jest piękną dziewczyną, która zajmuje się domem i zostaje nagrodzona tym, że spotyka bogatego księcia, który jej daje opiekę i szczęście. Ona głównie czeka; sama nic właściwie nie robi, aby to szczęście osiągnąć."

    Zawsze mnie zastanawia gdzie produkują takie Panie Katarzyny.

  • luna72

    Oceniono 138 razy 12

    Kiedy byłam młodą dziewczyną (lata 90) tego typu zachowania miały miejsce, ale wówczas był inny poziom świadomości i kultury bycia. Obecnie świat się zmienił, na litość boską, jaka uległość względem faceta, i to w nędznej pracy? Jeżeli jednak trafi się w środowisko jak opisane wyżej i nie ma wyjścia, trzeba z tym walczyć. A walka jest prosta. Osoby skoncentrowane na seksualności mają słabą psychikę i niską samoocenę, trzeba znaleźć ich słaby punkt i w niego strzelać, np. zapytać publicznie co jest stolicą Niemiec. Kilka takich strzałów i po delikwencie. A co do niskiego wynagrodzenia, to jest polska hańba narodowa. Mam nadzieję, że podręczniki historii jej nie pominą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX