Krystian Legierski

Krystian Legierski (fot. Wojciech Surdziel/AG)

wywiad gazeta.pl

"Spotlight" w Polsce. Legierski ujawnia: Ksiądz, który mnie molestował, skrzywdził też innych

Ksiądz K. molestował w dzieciństwie Krystiana Legierskiego. Teraz polityk lewicy i działacz na rzecz praw homoseksualistów ujawnia: to nie był jedyny występek kapłana.

Jak trafiłeś na księdza K.?

- Zanim został proboszczem w Koniakowie, był proboszczem w parafii na Kubalonce. Chodziłem do niego na religię i wtedy właśnie zaczął namawiać moją mamę, żebym koniecznie został ministrantem. Nigdy się do tego nie paliłem, ale zgodziłem się za namową mamy i babci, które były mocno namawiane przez K.

Ministrantem byłem niechętnie, trwało to jakieś dwa czy trzy lata, dokładnie już nie pamiętam. Pewnego razu K. zwabił mnie na plebanię, żebym obejrzał z nim film wideo. Okazało się, że był to film pornograficzny. Ksiądz na początku zaczął tłumaczyć, że został oszukany przez sprzedawcę, później zaczął mnie dotykać, a sam się onanizował. Kiedy stamtąd wyszedłem, postanowiłem, że więcej już do kościoła nie pójdę.

I nie poszedłeś?

- Mamie udało się jeszcze parę razy zaciągnąć mnie na mszę w Koniakowie, gdzie jeździliśmy do babci i gdzie był inny ksiądz. Zazwyczaj było to okupione kłótnią - ja nie chciałem iść, a mama i babcia nie rozumiały moich oporów.

Krystian Legierski (fot. Łukasz Giza/AG)Krystian Legierski (fot. Łukasz Giza/AG)

O niczym im nie powiedziałeś?

- A jak im miałem powiedzieć? Jako dziesięcioletni chłopiec nawet nie znałem odpowiednich słów. Do tego targało mną poczucie winy i wstydu.

Wstydu?

- Też. Dziecko w tym wieku ma chyba tendencję, żeby całą sprawczość sytuacji, które się wydarzają, brać na siebie. Tak to wtedy postrzegałem. Wtedy powiedzenie komuś o tym, co mnie spotkało, było dla mnie czymś niewyobrażalnym. Później, gdy dorosłem, też nie było mi łatwo, bo nie znałem nikogo innego, kto byłby molestowany przez tego księdza. Miałem poczucie, że gdybym rzucił takie oskarżenia, to ludzie pewnie by mnie wzięli za wariata. Wiesz, osiemnastoletni czy dwudziestoletni chłopaczek oskarża szanowanego kapłana...

Czemu teraz zdecydowałeś się o tym mówić?

- Wszystko zmieniło się po artykule Piotra Najsztuba we "Wprost" w 2010 roku, gdy Warszawę obiegła informacja, że może wystartuję w wyborach na prezydenta stolicy. Najsztub zapytał mnie między innymi o to, czemu się rozeszły moje drogi z Kościołem. Opowiedziałem mu historię z księdzem, prosząc jednocześnie, by o niej nie mówił. Nie chciałem być frontmanem tej walki, nie chciałem, by traktowano to jako element mojej politycznej batalii, że atakuję Kościół, aby się wypromować. Poza tym byłem pewien, że w mojej rodzinnej miejscowości nikt by mi nie uwierzył.

Najsztub, wbrew mojej prośbie, upublicznił informację o molestowaniu, tłumacząc się, że uznał ją za zbyt ważną. Ona gdzieś tam żyła i dwa lata później napisał do mnie mężczyzna, dziś już 34-letni. Powiedział, że mama podsunęła mu ten artykuł i zasugerowała mu, żeby się do mnie zwrócić o pomoc. Pisał, że się bardzo krępuje, bo chodzi o wykorzystywanie seksualne przez księdza K.

Podejrzewałeś, że nie byłeś jedyny?

- Już jako dorosły facet zacząłem mieć przeczucie, że musieli być inni. To znaczy, jako dziecko byłem przekonany, że taka sytuacja przytrafiła się tylko mnie, ale jak dorosłem, zacząłem sobie zdawać sprawę, jak to wszystko funkcjonuje. Przypuszczałem, że są inni, ale nie miałem z nimi kontaktu i nie wiedziałem kim są. Gdy odezwał się do mnie ten chłopak, umówiliśmy się na rozmowę telefoniczną i opowiedział mi swoją historię. Wstrząsnęła mną, bo była dużo gorsza od mojej. Ten sam ksiądz, ten sam motyw, z tą tylko różnicą, że on miał wtedy zaledwie cztery lata, jak K. zaczął go molestować.

Przez lata zastanawiałem się, jak to ugryźć, bo on nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Zwłaszcza, że jego mama o wszystkim wiedziała, ale była uciszana przez lokalną społeczność, z własną rodziną włącznie. Dodam, że w brutalny sposób. Zastanawiałem się, jak całą sprawę uruchomić, no i uruchomiła się sama.

Jak?

- Na Facebooku wyraziłem satysfakcję z samobójstwa, które popełnił ksiądz pedofil w Brazylii. Jedni się na mnie rzucili z komentarzami "jak tak można", inni chwalili. Zaczęli też dzwonić dziennikarze, którym wytłumaczyłem, skąd u mnie tak emocjonalne nastawienie do tematu. I uruchomiłem lawinę. Sprawą zainteresowały się lokalne media, zgłosiło się kilkunastu chłopaków, którzy mniej lub bardziej drastycznie byli molestowani czy wykorzystywani seksualnie przez księdza K.

Schemat był podobny. Zapraszał chłopaków w wieku od kilku do kilkunastu lat na plebanię. Dawał im wódkę, papierosy i puszczał filmy porno. Niektórzy twierdzili, że się przy nich onanizował. Wszyscy podkreślali, że ich nie dotykał, że nie doszło do fizycznego kontaktu. Podejrzewam, że się boją.

Pismo Święte (fot. Karolina Sikorska/AG)Pismo Święte (fot. Karolina Sikorska/AG)

Czego?

- Że gdyby przyznali, iż doszło do czegoś więcej, zostaliby wrzuceni w nurt homoseksualizmu. Większość z nich zgodziła się rozmawiać tylko z prokuratorem, albo z przedstawicielami biskupa, którzy toczą postępowanie w kurii. Zastanawia mnie, czemu poszkodowani tak podkreślają, że ksiądz ich nie dotykał.

Może nie dotykał, a może po prostu to wypierają?

- Możliwe. Może to wyparli, może to dla nich zbyt przykre, może niektórzy się zwyczajnie wstydzą. Bo o ile picie wódki nie kłóci się z ich poczuciem męskości, to dotykanie przez innego faceta już tak. Może się zblokowali. Wiem, że oprócz mnie fizycznie dotykał również trzech innych. Odezwał się na przykład do mnie chłopak, który obecnie mieszka pod Monachium. On też uczestniczył w tych sesjach porno, pił wódkę i palił papierosy. Opowiadał mi, że jeden ze znajomych relacjonował mu, jak ksiądz K. rozbierał go do naga i wyczyniał z nim różne rzeczy. Ten chłopak miał raptem kilka lat.

Nie chcę za dużo zdradzać, żeby ludzie nie połączyli faktów. Kubalonka to mała wieś, Koniaków też nie jest zbyt duży, wszyscy się tam znają. A ofiary K., patrząc na to, co się tam obecnie dzieje i jak część osób broni go często w agresywny sposób, boją się ujawniać swoją tożsamość. Żeby ich rodziny i oni sami nie stali się celem ataków.

Ile osób zdecydowało się mówić?

- Dotarłem do kilkunastu ofiar. Ile było wszystkich - tego nie wiem. Zgodziło się ośmiu chłopaków. Są przesłuchiwani przez delegatów biskupa. Kilku się nie zdecydowało. Mówili, że to dla nich zbyt traumatyczne. Wydaje mi się, że sobie z tym nie poradzili, są totalnie zblokowani, nie potrafili wykrztusić z siebie słowa. Gdy ich pytałem o księdza K., zapadało milczenie.

Bali się rozmawiać?

- Jak mi opowiadali, ksiądz donosił na nich ich rodzicom. Mówił: "Przyłapałem waszego syna na paleniu papierosów". A sam im te papierosy dawał i częstował ich wódką.

Szantażował ich?

- Myślę, że nie o to chodzi. Gdyby to dziecko przyszło do rodzica i powiedziało: "Ksiądz dał mi papierosy", to rodzic by mu nie uwierzył. Ksiądz raczej szył taką sytuację, że gdyby któryś z chłopaków się na niego poskarżył, wyszedłby na konfabulanta. Słyszałem też, że ksiądz K. jest w stanie wyprosić z kościoła matkę, której dziecko płacze. Stwarzał wrażenie osoby, która nie lubi dzieci. Robił wokół siebie zasłonę dymną. Działał świadomie i z premedytacją.

Przecież to człowiek, który w 300-osobowej parafii wszystkich spowiadał. Dziadków i rodziców tych dzieci. Rozpytywał ich szczegółowo z intymnych spraw. Wiedział więc dobrze, do której rodziny może uderzyć, miał profile psychologiczne swoich parafian.

Manipulował nimi?

- Ja uważam, że to potwór, który przez lata żerował na szczerej, prostej wierze tych ludzi. Nie dziwię się, że niektórzy z nich nie są w stanie mi uwierzyć. Takie rzeczy nie mieszczą się im w głowie. Ksiądz proboszcz jest dla nich dobrym gospodarzem, autorytetem. Kiera przez lata płynął na tym mocnym przekonaniu swoich wiernych. Bezkarnie. Chociaż teraz wiem też, że były przez te lata osoby, które wiedziały o tym, co robił.

Kto na przykład?

- Matka 34-latka, który się do mnie zgłosił, próbowała coś z tym zrobić, ale rodzina ją powstrzymywała, bojąc się skandalu. Dziś wyobrażam sobie, co wtedy czuła. Gdyby to upubliczniła, to część ludzi by ją żywcem pożarła. Szamotała się więc. Radziła się innych księży, którzy powiedzieli jej, że nie może nic upublicznić, bo wywołałaby zgorszenie. W wyniku tego zgorszenia wielu straciłoby wiarę, przestałoby chodzić do kościoła. I ona byłaby za to odpowiedzialna. Na koniec usłyszała, że ma pilnować dziecka, by nie zostawało samo z tym księdzem. Rozmawiała w sumie z 20 innymi księżmi i wszyscy radzili jej zachować to w tajemnicy.

Wiem też, że jeden chłopak opowiedział rodzicom o filmach porno. Nawet jeśli mu uwierzyli, to nic z tym nie zrobili. "My mamy wystąpić przeciwko księdzu? Pomyślą, że zwariowaliśmy". Rozumiem ich.

Co się teraz dzieje z księdzem K.?

- Oficjalny komunikat jest taki, że poprosił biskupa o zwolnienie z pełnienia posługi i o zgodę na opuszczenie probostwa. Pewnie się gdzieś zawinął i uciekł. Nie wiem gdzie jest.

Chciałbyś, żeby go spotkała kara? Żeby poniósł odpowiedzialność karną?

- Na to jest za późno, w moim przypadku odpowiedzialność karna K. się przedawniła. No, chyba że pojawią się inni młodzi chłopcy. Trzeba by go skarżyć cywilnie, a jeśli chodzi o prawo kanoniczne, odpowiedzialność księdza nie przedawniła się wobec dwóch chłopaków. Kościół może wyrzucić księdza K. ze stanu kapłańskiego. Gdyby tak się stało, poczułbym satysfakcję. Zresztą już ją czuję, bo prawda wyszła na jaw, parafianie dowiedzieli się, co to za człowiek i po śmierci nie będą mu stawiać pomników.

Powiedz, co powinien zrobić młody człowiek, kiedy molestuje go ksiądz? Wyznać prawdę rodzicom?

- To na pewno. Wiesz, to trudna sprawa, bo gdyby dotyczyła kogoś innego, chociażby nauczyciela czy lekarza, to pewnie zostałoby to potraktowane inaczej. Ale gdy dotyczy księdza w małej miejscowości, który ma swoich wyznawców, to sama rozumiesz, że jest problematyczne.

Księża polscy na mszy odprawianej przez papieża Franciszka, 30.07.2016 Kraków (fot. Kuba Ociepa/AG)Księża polscy na mszy odprawianej przez papieża Franciszka, 30.07.2016 Kraków (fot. Kuba Ociepa/AG)

W dodatku Kościół zwykle zamiata takie sprawy pod dywan.

- Myślę, że ludzie, którzy nadużywają władzy, są wszędzie. Nie musi to być ksiądz. Może to być równie dobrze policjant czy dyrektor jakiejś instytucji, który może sobie na wiele pozwolić. Ale przyznam, że Kościół swoją polityką daje świetną zachętę, by w jego szeregi przenikali zboczeńcy. Mają gwarancję, że Kościół będzie ich krył, bo ma taką politykę, że tuszuje podobne sprawy. I że wierni staną murem w ich obronie.

Swoją drogą, wiedza, jaką księża pozyskują o tym, co ludzie mają w głowie jest po prostu gigantyczna. Myślę, że w ogóle po to przed wiekami wymyślili spowiedź. Nie znajduję innego powodu. Przecież Jezus nie kazał się nikomu spowiadać. To wymysł Kościoła.

Ty w ogóle nie chodzisz do Kościoła?

- Nie. Z Kościołem katolickim nie mam nic wspólnego od tamtej pory. Jestem wolny od tego całego szaleństwa, które Kościół katolicki często generuje. Ale na pewno nie jestem niewierzący. Nie jestem zwolennikiem teorii materialistycznej. Oddzielam Kościół od Boga.

Jednak absolutnie nie chciałbym atakować Kościoła czy katolików. Uważam, że jeśli komuś przynależność do Kościoła daje siłę, energię i satysfakcję, to ja tego nie krytykuję. Natomiast rezerwuję sobie prawo do krytyki Kościoła, gdy próbuje swoimi mackami ingerować w moje życie. Nie jest też dla mnie akceptowalne, gdy Kościół próbuje się stawiać jako sumienie moralne Polek i Polaków, zarówno wierzących, jak i niewierzących. To mnie po prostu doprowadza do szału. Nie chcę, żeby w jakikolwiek sposób organizowali mi życie, czy wpływali na władze państwa. Wtedy trafia mnie szlag.

To jest jakiś kościelny terror, sadyzm. Mają satysfakcję, że posiedli władzę i mogą ludzi, którzy nie akceptują ich reguł, zmuszać do posłuszeństwa. Pod płaszczykiem swojej rzekomej moralności. Chciałbym, żeby nauczali wiernych w kościołach i byli duszpasterzami tych, którzy ich potrzebują. Jeśli jednak ze swoim wątpliwym duszpasterstwem próbują ingerować w moje życie, to mówię: spadajcie panowie. To jakieś przekleństwo, które wisi nad Polską. Są kraje, gdzie Kościół w ogóle nie miesza się w politykę, a u nas rozdział państwa i Kościoła istnieje tylko teoretycznie.

Które z tych ingerencji ciebie najbardziej denerwują?

- Te, które dotyczą bezpośrednio mojego życia, na przykład ustawy o związkach partnerskich oraz relacji LGBT z Polską. Kościół przekonuje, że środowiska LGBT są niepolskie. I czuje się w uprawniony do zmuszania państwa, by nie uwzględniało naszych postulatów. To dla mnie niepojęte.

Fanatyczni katolicy są niezwykle agresywni i mam pretensje do Kościoła, że nad tym nie panuje. Są w stanie uciszyć księdza Lemańskiego, bo próbuje wychodzić do innych i z nimi rozmawiać, a taki Międlar jest traktowany niemal jak bohater.

Krystian Legierski (fot. Wojciech Surdziel/AG)Krystian Legierski (fot. Wojciech Surdziel/AG)

Kontaktował się z tobą ktoś z kurii?

- Obecnie moje kontakty z biskupem i kurią żywiecką są bardzo poprawne. Dostałem maila od księdza Zięby, który zapraszał mnie na spotkanie. Porozmawialiśmy. Chciałbym wierzyć, że zachowaliby się tak w każdej podobnej sytuacji, nie tylko w takiej, której towarzyszy medialna zadyma. Z tego co wiem, kuria zbiera teraz opowieści wszystkich chłopców, którzy mieli do czynienia z księdzem K., ich rodziców i innych świadków. Potem protokoły trafią do Stolicy Apostolskiej i stamtąd przyjdą zalecenia, co dalej. Na końcu zbiera się trybunał, który wyda werdykt w sprawie księdza.

Delegaci biskupa zapytali mnie, czy mam wobec Kościoła jakieś oczekiwania. Powiedziałem, że chcę, by wyjaśnili tę sprawę do końca. I powiedzieli ludziom, tam w Koniakowie, jaka była prawda. A co do księdza K., to miałbym satysfakcję, gdyby został usunięty ze stanu kapłańskiego, ale pozostawiam to decyzji Kościoła i temu jak poważnie potraktuję tę historię.

To ci wystarczy?

- Tak. Moim bliskim zaproponowali pomoc psychologiczną, bo oni naprawdę przeżywają trudne chwile, niektórzy się od nich odwracają. Myślę zresztą, że wielu ludzi mi wierzy, a ci którzy nie wierzą, wyrażają swoje emocje w dziwny sposób. W ostatnią niedzielę w kościele był czytany list z kurii z prośbą, by wierni powstrzymali się od komentowania. To dobre, bo niektórzy wierni są w szoku i nie wiedzą, jak się zachować.

Uważasz, że księża powinni ponosić w takich sytuacjach odpowiedzialność karną?

- Sądzę, że powinni. Oddzielną kwestią są odszkodowania dla ofiar molestowania. Te zdarzenia mocno je naznaczyły, wielu z tych facetów postrzega dorosłe relacje przez pryzmat doświadczeń z dzieciństwa. Mają wiele problemów, nie wszyscy sobie z tymi przeżyciami poradzili.

Powinni dostać od Kościoła duże odszkodowania, przy czym ja od razu mówię, że takiego odszkodowania nie chcę. Chcę tylko, by zboczeńcy w sutannach, którzy mają nad ludźmi władzę duchową, odpowiedzieli za swoje czyny.

 

Od redakcji: W sprawie księdza K. bielska diecezja wydała oświadczenie, z którym można się zapoznać >>>tutaj. Cytowany przez "Gazetę Krakowską" ksiądz zaprzecza oskarżeniom. - To nagonka na moją osobę. Nie wiem, co ją spowodowało, tym bardziej że jestem w podeszłym wieku. Nigdy nikomu krzywdy nie zrobiłem i zastanawiam się, skąd nagle takie oskarżenia - oświadczył.

Krystian Legierski. Działacz na rzecz LGBT, polityk i przedsiębiorca. Jest synem Polki i Maura. Urodził się w Koniakowie, mieszka w Warszawie. Skończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, Szkołę Praw Człowieka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz University of Florida. Współtworzył kultowy klub Le Madame na warszawskiej Starówce. Obecnie jest aplikantem adwokackim.

Angelika Swoboda. Ekspert showbiznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

reme de la creme

Zobacz także
Komentarze (341)
Zaloguj się
  • krystoff2

    Oceniono 194 razy 120

    Skoro KK jest pełen księży pedofili to dajcie jakieś nowe nazwiska, bo tego typu prostackie manipulacje i grzebanie po archiwach nie robią na mnie wrażenia.

  • han-ss

    Oceniono 211 razy 107

    żałosny typ,
    widać że zydowska gazeta dla Polaków nie ustaje w walce z Kościołem Katolickim,
    szkoda że nic nie napiszą o np. rabinach ?
    czyżby rabini byli bez grzechu ???

  • mhjunior007

    Oceniono 24 razy 18

    Kolejna szokujace historia. Znam ks. Krzysztofa Ziebie - delegata z kurii. To przyzwoity uczciwy czlowiek. Wierze, ze rzetelnie zajmie sie ta sprawa, a biskup Pindel bedzie mial dosyc odwagi, by ukarac Kiere z cala surowoscia i nie stawiac zadnych przeszkod, by sprawa zajely sie rowniez swieckie organa scigania.

  • kobow

    Oceniono 57 razy 11

    Właśnie sobie to przypomniałem, po latach. Jesteś pan adwokatem i odpuszczasz? Dziwne.

  • Jan Marian

    Oceniono 20 razy 10

    tak z ciekawości: czy są w ogóle dorośli geje, którzy nie byli molestowani w dzieciństwie i mieli tzw.normalną rodzinę? Tacy geje od urodzenia, którym nikt nigdy nie zrobił krzywdy seksualnej? Ktoś zna statystyki w tym temacie?

  • dziennikarz12

    Oceniono 26 razy 8

    a co sie dzieje z tym cyganem 34 letnim ktoremu 12 latka cyganka urodzila dziecko????? cyganie te sa pedofilami!!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX