Nomadyczne Archiwum Sztetla

Nomadyczne Archiwum Sztetla (fot. Natalia Romik)

zjawisko

Niewidzialna pożydowska architektura. ''Dzień dobry, czy pani wie coś o moim domu? Czy mieszkał w nim Żyd''?

Kock, 25 lipca 2016 r. Promienie letniego słońca odbijają się od szklanej konstrukcji w kształcie synagogi. A Natalia Romik staje na rynku miasteczka i zaczyna opowiadać o Żydach.

Kock był pierwszy. Potem Natalia wraz z Moniką Tarajko, Agatą Korbą, Agnieszką Szreder i Aliną Sulowską pojechały jeszcze do Piask, Bychawy, Biłgoraja, Tyszowców, Szczebrzeszyna, Józefowa Biłgorajskiego, Krasnobrodu i Kraśnika. Schemat ich wizyty wszędzie był ten sam: przyjeżdżają na rynek i rozstawiają Nomadyczne Archiwum Sztetla.

Pod tą nazwą kryje się przypominająca synagogę konstrukcja, w której obejrzeć można zdjęcia, prezentacje i dokumenty dotyczące dawnych żydowskich miasteczek na ziemiach polskich. A potem zaczynają opowiadać każdemu, kto chce słuchać, o żydowskiej przeszłości ich miasta. I pytają o nią każdego, kto chce mówić.

Oto trasa podróży Natalii i jej archiwum. Na specjalnej mapie zaznaczyliśmy każdy sztetl, w którym się zatrzymała:

- Przez całą moją podróż przez Polskę z Nomadycznym Archiwum Sztetla ludzie reagowali pozytywnie. Cały czas czekałam  na tego przysłowiowego dyżurnego antysemitę miasteczka. I nie było ich, nie pojawili się - mówi Natalia. - Ludzie chcą się dowiedzieć, jak wyglądało ich miasteczko, architektura, kto tu żył. Poprzez moją instalację architektoniczną - jaką jest Archiwum - chcę przyciągnąć mieszkańców i krytycznie porozmawiać o ich wiedzy na temat po żydowskiej architektury. O co się najczęściej pytają? Czy przypadkiem w ich domu nie mieszkał przed wojną Żyd.

A jak się dowiadują, że mieszkał, to rozmowa się rozkręca.

- Spotkania były bogate w szczegóły, każde miasteczko ma swoją specyfikę, swoje własne problemy, inną skalę bezrobocia i inne pola potrzeb. Oczywiście w naszych rozmowach pojawiała się kwestia roszczeń do pożydowskiego mienia, ludzie się ich boją. Podczas naszej podróży spotkałyśmy kilka sędziwych osób, w wieku 90+, które pamiętały przedwojenną rzeczywistość. One były bardzo krytyczne wobec tego, co działo się w ich miasteczkach - nie podobało im się, że zapomina się o żydowskich korzeniach miasta. Nie podobała im się obecna polityka historyczna - podkreśla Romik.

Nomadyczne Archiwum Sztetla w Kocku (fot. Natalia Romik)Nomadyczne Archiwum Sztetla w Kocku (fot. Natalia Romik)

Dziewczyny zatrzymują się na głównych placach. To przed wojną była część "neutralna". Ani do końca polska, ani żydowska.

- Te place w dużej mierze na przełomie lat 90. dwutysięcznych zostały wybetonowane i pozbawione drzew. Rozmawialiśmy o ciemnych stronach rewitalizacji. Wydano wtedy mnóstwo pieniędzy, zapominając o pożydowskiej architekturze, która podlega powolnej, architektonicznej erozji -- ocenia autorka Nomadycznego Archiwum Sztetla.

Rozmawiamy z Natalią w miejscu, obok którego stoi wieżowiec, a wcześniej stała Wielka Synagoga - czyli w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie, na tyłach Błękitnego Wieżowca przy pl. Bankowym.

- Integralną częścią projektu, była praca w archiwach, jak tu w ŻIH. Poszukiwałam  nie tylko przedwojennych planów miast, drewnianej architektury synagog, ale też budynków świeckich organizacji, m.in. syjonistycznych czy Bundu, dawnych szkół Pereca. Moim celem jest przypominanie mieszkańcom o ich istnieniu i refleksja o dawnych żydowskich sąsiadach - podkreśla.

Kock - rozmowy z mieszkańcami (fot. Monika Tarajko)Kock - rozmowy z mieszkańcami (fot. Monika Tarajko)

Natalia szykowała się do ruszenia w trasę przez sześć lat: - Bardzo długo przygotowywałam się do tej podróży, którą poprzedziły liczne projekty artystyczne i rewitalizacyjne. Sam doktorat na Bartlett School of Architecture, który właśnie poświęciłam sztetlom, okazał się skutecznym sposobem poznania problemów architektury małych miast w Polsce. Choć "ich" problemy są często "niewidoczne" w skali dużych aglomeracji.

W wielu dawnych sztetlach architektura pożydowska jest niewidzialna. Dlatego Natalia uważa, że wiemy o niej za mało. Wiele archiwalnych zbiorów obecni mieszkańcy po prostu skorygowali. Poprawiali błędy np. w lokalizacji przedwojennych fotografii. Nawet raz okazało się, że jest na niej inne miasto, niż podano w archiwum - w folderze o Józefowie miała zdjęcie z Tomaszowa Lubelskiego. Liczy, że uda się jej - we współpracy z muzeum POLiN i Żydowskim Instytutem Historycznym, Bramą Grodzką i Bramą Cukermana - stworzyć czytelne, łatwe do przyswojenia podsumowanie projektu Nomadycznego Archiwum Sztetla. Ale wie, że jej wędrówka po Polsce nigdy się nie skończy.

- Byłyśmy w kilkunastu sztetlach, a wystarczy spojrzeć na mapę, żeby zobaczyć, ile ich w Polsce było. Myślę, że nawet na emeryturze będę jeździć po sztetlach, gdyż lata zaniedbań i brak społecznej wrażliwości na żydowską architekturę stworzyły i tworzą nieustannie nowe wyzwania dla architektów i artystów. Jest tyle pamięci do przywrócenia - podkreśla Natalia. I dodaje, że nie można dłużej już czekać z ratowaniem pożydowskiego dziedzictwa sztetli.

Synagoga w Kraśniku (fot. Natalia Romik)Synagoga w Kraśniku (fot. Natalia Romik)

- Dobrym przykładem jest Częstochowa, gdzie w ramach Festiwalu Arteria przygotowywałam się do performance o żydowskiej architekturze. Chodziłam po tym mieście, po dawnej dzielnicy żydowskiej. Część miasta z Jasną Górą jest zrewitalizowana, a miejsce, gdzie było getto, tzw. Stare Miasto, podlega stopniowej erozji. Władze zaniedbują tę dzielnice, a właśnie  tam mieszkają obecnie ludzie w najtrudniejszych warunkach  socjalnych.

I dodaje: - Wchodziłam tam i pytałam ludzi: czy pamiętają państwo, jak mieszkali tu Żydzi, czy wiedzą państwo, że mieszkają w dawnej mykwie żydowskiej łaźni rytualnej? W większości nie pamiętali. Weźmy Wojsławice z piękną drewnianą, podcieniową architekturą. Weźmy polichromie w synagodze w Bychawie. Weźmy synagogi, zamieniane w sklepy wielobranżowe. Często możemy dostrzec we wnętrzach synagog hebrajskie polichromie - jak w Bychawie, Inowłodzu czy Kraśniku . I nie ma większej kontroli nad tym, co prywatny właściciel z nimi zrobi. My nie mamy czasu dłużej zapominać o tych perłach. Wkrótce już nic z nich nie pozostanie.

Cyfrowe kopie fotografii wykorzystanych w publikacji pochodzą z zasobów Archiwum Ikonografii Ośrodka "Brama Grodzka - Teatr NN".

Projekt "Nomadyczne Archiwum Sztetla został zrealizowany przez zespół Senna Kolektyw w składzie: Sebastian Kucharuk, Natalia Romik, Agata Korba, Piotr Jakoweńko, dzięki pomocy Stowarzyszenia "Panorama Kultur i dzięki wsparciu: Koret Foundation, Architecture Research Fund -UCL Bartlett School of Architecture, Taube Foundation. Projekt publiczny dofinansowany ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Natalia Romik. Architektka praktyk, designerka, artystka, doktorantka na UCL Bartlett School of Architecture w Londynie. Jej główne pole działań artystycznych i naukowych to styk sztuki i architektury, pożydowska architektura pamięci, działania ulotne i efemeryczne. Członkini kolektywu architektonicznego SENNA, tworzącego m.in. koncepcję ekspozycji Muzeum Żydów Górnośląskich w Gliwicach.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze i Instagramie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

reme de la creme

Komentarze (135)
Zaloguj się
  • supermario2015

    Oceniono 63 razy 47

    "...pojechały jeszcze do Piasek, Bychawy, Biłgoraju, Tyszowców, Szczebrzeszyna, Józefowa Biłgorajskiego, Krasnobrodu i Kraśnika."

    Oj, Państwo Dziennikarze... Artykuły piszemy ze słownikiem a nie tylko włączoną autokorektą w Wordzie. Poniżej poprawnie pisane nazwy miejscowości:
    "pojechały jeszcze do Piask, Bychawy, Biłgoraja, Tyszowców, Szczebrzeszyna, Józefowa Biłgorajskiego, Krasnobrodu i Kraśnika."
    Pozdrawiam - lubelak

  • lodzermensz1

    Oceniono 38 razy 30

    Jedna uwaga, na ile mi wiadomo związek gmin żydowskich odzyskał synagogę w Inowłodzu, wspomnianą w artykule, po czym sprzedał ją. Funkcja sklepowa była uzgodniona ze związkiem. Jedynym zastrzeżeniem było aby nie był to sklep mięsny. Sam obiekt jest pod ochroną służb konserwatorskichch, jest zadbany, nie jest przebudowywany. Nie rozumiem więc po co te dramatyczne apele w tym przypadku?

  • tece92a

    Oceniono 36 razy 24

    Polityka historyczna,to świadoma produkcja luster fauszywie odbijających obraz rzeczywistości.

  • bling.bling

    Oceniono 36 razy 20

    Pani Natalia nie jest architektem. Ukończyła nauki polityczne. Jej tytuł "architekt praktyk" jest więc kuriozum i efemerydą nie mającą nic wspólnego z zawodem architekta. Może poza jedynie elementem historii architektury. Czyi bardziej historyk niż architekt.
    Ciekawie brzmi cel jej doktoratu: "My PhD aims to formulate a design method, which reuses abandoned architecture, promotes social cohesion and stimulates urban regeneration, while facilitating processes of social remembrance and enables reconciliation with a tragic past."
    Pani Natalia chce sformułować metodę projektowania która wykorzystuje porzucone budowle, promuje społeczną spójność i stymuluje odbudowę przestrzeni miejskiej tak by jednocześnie umożliwiała pamieć społeczną i dawała pojednanie z tragiczną przeszłością....

  • pieknestraszydlo

    Oceniono 32 razy 20

    ,,Nie podobała im się obecna polityka historyczna - podkreśla Romik."
    Nie wierzę. Toż ta cała obecna ,,polityka historyczna" jest jednostronna, mało obiektywna i w ogóle .... szkoda gadać.

  • bling.bling

    Oceniono 54 razy 18

    Ten projekt to taki miś naszych czasów. Projekt na który autorce udało się zebrać fundusze bo to temat chodliwy. Szkoda że w artykule nie pojawia się informacja o finansowaniu projektu. Celem jego jest raczej uzasadnienie wydania pieniędzy dla sponsorów a dla autorki sposób na życie. Sama autorka mówi, że jej celem było przypomnienie mieszkańcom o istnieniu żydów którzy tam mieszkali. Nic o tym, czy mieszkańcy rzeczywiście o tym zapomnieli. To też idiotyczne podejście do samych mieszkańców, których to uczona z wielkiego miasta jedzie uświadamiać o ich własnej historii, którą to ona zgłębiała w archiwach w... a jakże Warszawie. Tymczasem w tych miastach nieraz są już bardzo dobrze działające inicjatywy. Na przykład we Włodawie gdzie od lat jest organizowany "Festiwal Trzech Kultur"

  • sommers

    Oceniono 23 razy 17

    Te miejskie "rewitalizacje" to współczesne g..na jakich świat nie widział.
    Powinno się to nazywać "wsparcie miejscowych oligarchów przez wycinkę drzew i zabetonowanie polskiej architektury".

  • elbertson

    Oceniono 74 razy 16

    teraz poszukajcie śladów pańszczyznianych chłopów - ponoć też byli obywatelami tego kraju

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX