(fot. Sylwester Kaźmierczak / zdjęcie z planu filmu)

wywiad gazeta.pl

27-letnia Polka, Miss Świata Głuchych: Dzieciaki śmiały się ze mnie. Głuchy to dla nich głupi

Głusi to społeczność zbliżona w swojej strukturze do mniejszości etnicznej. Mamy własny język, kulturę, historię i jesteśmy dumni ze swojej tożsamości - mówi Iwona Cichosz, 27-latka urodzona i wychowana w rodzinie Głuchych od trzech pokoleń, która zdobyła tytuł Miss Deaf International, najpiękniejszej spośród Głuchych kobiet, finalistka "Tańca z gwiazdami."

Kim jesteś?

- Jestem Głucha. Jestem aktorką pantomimy. Jestem tłumaczką języka migowego. Pracuję w firmie Migam, w której zajmuję się kontaktem z klientami. Jestem też tegoroczną Miss Deaf International i Miss Polski Głuchych z 2008 r.

Zawsze, kiedy słyszę to pytanie, mam problem z odpowiedzią - tych pasji jest we mnie tak dużo, że trudno mi to ubrać w słowa.

Jak do tego wszystkiego, co robisz, ma się określenie "wykluczenie społeczne Głuchych"?

- Spotkałam się z nim jako dziecko, kiedy byłam w przedszkolu. Chodziłam do trzech, czterech różnych przedszkoli i ciągle wracałam do domu zapłakana, bo dzieciaki, wiedząc, że jestem Głucha i nie mogąc ze mną porozmawiać, ciągle mnie odrzucały. Nauczycielki zresztą też mnie odrzucały.

Iwona Cichosz (fot. archiwum prywatne)Iwona Cichosz (fot. archiwum prywatne)

Potrafiłaś już wtedy mówić?

- Pierwszą lekcję mowy odebrałam w wieku półtora roku. Babcia zabrała mnie wtedy do logopedy. Bardzo tego nie lubiłam, bo dźwięków trzeba było uczyć się na pamięć. Nie tylko tych, które artykułuję, ale też tych, które co dzień nas otaczają. Puszczali mi z magnetofonu dźwięk tłuczonej szklanki czy ambulansu, żebym mogła je potem rozpoznać. To było żmudne. Pierwszą samodzielną rozmowę z osobą słyszącą przeprowadziłam dopiero, kiedy miałam sześć czy siedem lat.

Czyli mogłaś próbować porozumieć się z dziećmi?

- Teoretycznie tak, ale nie przynosiło to dobrych efektów, bo dzieci słyszały mój odmienny akcent, to, że mówię trochę wolniej. Tak czy siak odsuwały mnie na bok. A moja przygoda z przedszkolem skończyła się tak, że w końcu powiedziałam babci: "więcej nie chcę tam chodzić, wolę zostać w domu".

I zostałaś?

- Tak, babcia zajmowała się mną, uczyła mnie. Było trochę lepiej, ale dzieciaki i tak dokuczały mi, kiedy byłam na podwórku. Kiedy szłam gdzieś z rodziną, migałam do nich, a oni w odpowiedzi małpowali mnie, wyśmiewali się ze mnie. Dla nich Głuchy znaczył głupi.

Ile to trwało?

- Kiedy poszłam do szkoły dla osób głuchych, było już fantastycznie. Wreszcie miałam kolegów i koleżanki podobnych do siebie, byłam w swoim środowisku, wszyscy się doskonale rozumieliśmy. Długo byłam zamknięta na świat słyszących. Nie chciałam z wami rozmawiać, ten uraz z dzieciństwa był ogromny.

Kadr z filmu (fot. kadr z filmu "Znaki")

Jak się z nim uporałaś?

- Kiedy miałam piętnaście lat, pojechałam na obóz artystyczny, gdzie poza tym, że były różne warsztaty - z malarstwa czy pantomimy - byli też ludzie słyszący. Pantomima zrobiła na mnie duże wrażenie. Zawsze lubiłam grać, ale w szkołach zwykle kazano nam wychodzić na scenę i mówić, a dla mnie mowa nie jest naturalna, nie lubiłam tego. W pantomimie mogłam wyrażać siebie nie za pomocą słów, a za pomocą ciała, mimiki. To wszystko było mi bardzo bliskie.

Co ciekawe, wcześniej organizatorzy odkryli mój talent cyrkowy - kiedy poszłam na szczudłach jak tylko je założyłam, za pierwszym razem. To się rzadko zdarza, ludzie zwykle na początku boją się zrobić krok. Dyrektor Teatru Pinezka, Przemysław Grządziela, zapytał mnie wtedy, czy nie chcę z nimi współpracować.

Co odpowiedziałaś?

- Przyjęłam jego propozycję, nasza współpraca trwała kilka miesięcy.



A potem?


- Zrezygnowałam, bo czułam, że to nie jest mój świat. Nie czułam się pewnie wśród słyszących. Rok później zadzwonili, że jest wielki festiwal, 25-lecie Teatru Pinezka, no i że na jeden dzień potrzebują szczudlarza. Zgodziłam się, a potem się okazało, że jeden dzień zamienił się w dziesięć lat. To właśnie dzięki temu teatrowi zdałam sobie sprawę, że nie wszyscy słyszący są tacy sami. Ja, jako dziecko, trafiłam na złych ludzi, ale przecież nie wolno wkładać wszystkich do jednego worka. Teatr bardzo mnie na świat słyszących otworzył. Do dziś tak jest - czasem spotykam ludzi, którzy mnie akceptują, a czasem takich, którzy mnie odrzucają.

Każdy tak ma.

- (śmiech) No właśnie. A tak do końca uwierzyłam w siebie, kiedy wygrałam wybory Miss Polski Głuchych w 2008 r. Poszłam na studia, zaczęłam realizować swoje cele. Nie zawsze byłam taka otwarta i przebojowa.

Jakie studia wybrałaś?

- Marzyłam o szkole teatralnej, ale nie przyjęli mnie.

Bo?

- Powiedzieli, że mam obcy akcent i że nie będą robić specjalnego programu dla jednej osoby niesłyszącej. Aktorstwa uczyłam się w praktyce. Z wykształcenia jestem menedżerem personalnym, skończyłam też doradztwo zawodowe oraz podyplomowe studia z filologii polskiej.

(fot. archiwum prywatne)(fot. archiwum prywatne)

Z raportu RPO "Sytuacja osób głuchych w Polsce" z 2014 r. wynika, że ponad połowa Głuchych w Polsce nie ma pracy. 33 proc. osób niepełnosprawnych słuchowo nigdy nie pracowało.

- Szukamy pracy, ale bywa trudno nawet tym, którzy znają język polski i potrafią się nim posługiwać na przykład w piśmie. Podam przykład z mojego życia. Był taki moment, że szukałam zajęcia, wysyłałam CV. Z jedną firmą nawiązałam kontakt, ocenili moje wykształcenie i kompetencje.

No i?

- Poprosili o numer telefonu. Dałam im oczywiście, ale poprosiłam, żeby kontaktowali się ze mną przez SMS. Tak dowiedzieli się, że jestem Głucha. Niedługo potem zrezygnowali. Dla pracodawcy brak słuchu czy problemy ze słuchem u pracownika to jest dodatkowe utrudnienie, choć to myślenie zupełnie bez sensu, bo przecież i tak wiele spraw załatwia się dziś mailem. To wszystko kwestia świadomości, albo jej braku. Firmy nie wiedzą, że z nami się bardzo łatwo porozumieć.

Trzy lata temu powstał spot "Porozmawiaj ze mną". Coś się od tamtej pory zmieniło?

- Pomysł, jaki nam wtedy przyświecał, polegał na tym, by pokazać, że nasz język to nie jest jakiś przypadkowy system znaków. Chcieliśmy przekonać ludzi, że PJM - Polski Język Migowy - to jest najprawdziwszy język, który ma swoją gramatykę, składnię. Udało mi się zorganizować fajną grupę ludzi, zaangażować znane osoby - Andrzeja Piasecznego, Łukasza Nowickiego - i nakręcić spot. Bardzo zależało nam na tym, żeby można było puścić go też w telewizji, ale żadna stacja nie była tym zainteresowana. Spot przepadł w sieci. Szkoda.




Trudno powiedzieć, co dokładnie trzeba by zrobić, żeby przekonać ludzi do języka migowego. W USA na przykład cud zdziałał przypadek - wygrana modela Nyle'a DiMarco w "America's Next Top Model", a potem w "Tańcu z gwiazdami". Zrobiło się wtedy o nim głośno, a w całej Ameryce wszyscy nagle zapragnęli uczyć się języka migowego, poznać kulturę Głuchych. W Polsce potrzeba podobnego przełomu.

Jakiej zmiany byś oczekiwała?

- Choćby zmiany w edukacji - dzieciom powinno się dawać wiedzę o różnych grupach społecznych, o różnych kulturach, uczyć je otwartości na odmienność. Wiele ułatwiłoby też wprowadzenie w szkołach systemu dwujęzyczności - nauka powinna odbywać się w języku migowym i w języku polskim fonicznym. Większość Głuchych ma problem z językiem polskim nie dlatego, że jest mniej inteligentna od słyszących, tylko dlatego, że system edukacji i poszczególne programy są napisane wyłącznie pod kątem słyszących. Trudno przecież nauczyć się języka, nie bazując na innym. Nie można się w Polsce nauczyć języka angielskiego bez znajomości polskiego. Gdy dzieci Głuche, znające język migowy, idą do szkoły, w której ktoś je od razu uczy polskiego, to przychodzi im to z trudem. Dlatego mamy problem ze zrozumieniem tekstu, robimy błędy gramatyczne. Łatwiej byłoby, gdyby nauczyciel tłumaczył zasady polskiego języka fonicznego, korzystając z Polskiego Języka Migowego.

Ten brak znajomości polskiego fonicznego, dźwięków, które nas otaczają, często zniechęca też do noszenia aparatów słuchowych.

Dlaczego?

- Bo Głuchy, który ma aparat, słyszy dźwięki, słowa, których znaczenia nie rozumie. To, zamiast mu pomagać, dodatkowo irytuje, bo tworzy nieskładną paplaninę i mieszaninę różnych dźwięków.

(fot. kadr z filmu (fot. kadr z filmu "Znaki")

Szacuje się, że Głuchych i niedosłyszących jest w Polsce ok. 900 tys. W jednym z wywiadów powiedziałaś, że można was porównać do mniejszości narodowej. Czym - poza językiem - tak bardzo się różnicie od słyszących?

- Inaczej patrzymy na świat, mamy swoje zwyczaje - na przykład pukamy w stół, kiedy mówimy "smacznego". Nie stosujemy wobec siebie zwrotów "pani", "pan", od razu przechodzimy na "ty". Nie mamy tematów tabu, rozmawiamy szczerze i to, co mamy do powiedzenia, mówimy wprost. Dotyk jest dla nas czymś naturalnym. Mamy też swoją sztukę.

Sztukę wielu uważa za dziedzinę uniwersalną, ponadnarodową.

- Nasza jest w pewnym sensie inna. Mamy na przykład swoją poezję, poezję miganą, gestu. Ona jest zupełnie nieprzetłumaczalna na język foniczny. Ta poezja jest oparta na alfabecie, kształcie dłoni... A malarstwo... Głusi malują często to, co ważne dla naszej społeczności - ręce. Dzięki nim przecież się porozumiewamy. Powstaje też dużo obrazów związanych ze społecznym wykluczeniem, albo z "psami w rodzinie". Tak nazywamy kogoś, kto urodził się w rodzinie słyszących. Często wtedy zdarza się, że cała rodzina świetnie się rozumie, a to jedno Głuche dziecko czuje się właśnie jak pies wśród bliskich, bo stoi zawsze z boku, mówi w swoim języku.

Mamy też swoje festiwale, na przykład ten w Reims, we Francji. Tam co dwa lata odbywa się Festival Clind O'eil, gdzie spotykają się Głusi z całego świata - malarze, fotografowie, aktorzy, reżyserzy, wszyscy! Choć przyjeżdżają też słyszący, którzy po prostu kochają naszą kulturę. Mamy swoją muzykę - tak jak zespół MMM - Młodzi Migają Muzykę.

Wreszcie, mamy swoją historię. Głusi też walczyli w powstaniu warszawskim! Tworzymy silnie ze sobą związaną społeczność międzynarodową - w każdym państwie Głusi mają podobne problemy.

(fot. kadr z filmu (fot. kadr z filmu "Znaki")

Czyli to nie jest tak, że w Polsce jesteśmy, w porównaniu do innych państw, bardzo na was zamknięci?

- W wielu państwach jest gorzej, na przykład w niektórych afrykańskich krajach, gdzie nie ma nawet szkół dla Głuchych i jest dużo mniejszy dostęp do aparatów słuchowych. Ale są też państwa, gdzie jest lepiej. Należą do nich na przykład USA czy kraje skandynawskie. Tam Głusi mają prawo do tłumaczy, nauki języka.

Największym jednak problemem jest to, że większość państw nie ma pomysłu na odpowiednią edukację Głuchych. To są tematy, które nas łączą i sprawiają, że zawsze się zrozumiemy, choć nasze języki przecież się różną. Jest Amerykański Język Migowy, Francuski Język Migowy itd. Są nawet dialekty! W samej Polsce inaczej miga się na północy, a inaczej na południu, inaczej na wschodzie i inaczej na zachodzie.

A Międzynarodowy Język Migowy?

- To raczej system uniwersalnych znaków, gestów. Można go porównać do języka esperanto. To hybryda różnych języków, ale jest on używany raczej na imprezach międzynarodowych, festiwalach, olimpiadach, konferencjach. Trochę tak jak u was angielski.

Ty sama ile znasz języków?

- Pięć: język polski foniczny, angielski, Międzynarodowy Język Migowy, PJM - Polski Język Migowy i ASL - American Sign Language, czyli Amerykański Język Migowy. Przez to, że Ameryka jest tak rozwinięta, jeśli chodzi o stosunek do Głuchych, Amerykański Język Migowy jest bardzo bogaty. W porównaniu do Amerykanów dopiero raczkujemy (śmiech). ASL jest cudowny, podczas mojej ostatniej podróży do USA nauczyłam się go w 70 proc., ale niedługo chcę już posługiwać się nim perfekcyjnie. A mój następny cel to Francuski Język Migowy.



A twoje największe marzenie?

- Być pierwszą Głuchą aktorką w Polsce. Chciałabym grać w klasycznym teatrze, filmie, serialach. Kamera mnie lubi, ja lubię kamerę, uwielbiam być na scenie, kocham kontakt z widownią, cieszy mnie, kiedy mogę jej podarować godzinę dobrej zabawy, uśmiechu, refleksji. Mimo wszystko mam nadzieję, że brak słuchu mi w tym nie przeszkodzi.

O Iwonie Cichosz powstaje film dokumentalny "Znaki", który wyreżyserował Wojciech Klimala. Premierę zaplanowano na jesień tego roku. Patronem medialnym wydarzenia jest Gazeta.pl

Małgorzata Gołota. Dziennikarka prasowa i radiowa. Autorka kampanii "Alimentare znaczy karmić" dedykowanej milionom polskich dzieci, które nie otrzymują od rodziców należnych im alimentów. Współautorka książki "Krótka ulica, długa historia. Próżna, Plac Grzybowski i okolice". Publikowała w toruńskiej "Gazecie Wyborczej", dziale zagranicznym "Polska The Times" i naTemat.pl. Współpracowała z Radiem PLUS, Radiem ZET Gold i Rock Radiem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (80)
Zaloguj się
  • pawel.lewski

    Oceniono 47 razy 43

    Człowiek ma niesamowite szczęście kiedy wychowuje się w normalnej rodzinie, wtedy ma szansę na normalne wychowanie i nie staje się ćwokiem, jest jednak wiele patologicznych rodzin, które "wychowują" potomstwo z negatywnym nastawieniem do różnych, odmiennych osobników, sami jednak nie zdają sobie sprawy, że będąc ćwokami są odmienni od inteligentnej części społeczeństwa, żałosne to i powinno być tępione w zarodku.

  • chateaux

    Oceniono 40 razy 38

    Fantastyczna osoba.

  • Tol Bac

    Oceniono 26 razy 24

    W Toronto spotkalem bardzo ciekawa restauracje "Signs", ktorej obsluga jest wylacznie gluchoniema (signsrestaurant.ca). To oznacza, ze zamowic danie rowniez trzeba w jezyku migowym! (karta to ulatwia pokazujac odpowiednie obrazki). Moze w Polsce tez by sie dalo? Pozdrawiam serdecznie.

  • delfina77

    Oceniono 22 razy 18

    "Choćby zmiany w edukacji - dzieciom powinno się dawać wiedzę o różnych grupach społecznych, o różnych kulturach, uczyć je otwartości na odmienność. "
    Podpisuję się pod tym obiema rękami. Niestety za obecnych rządów nie tylko nie możemy liczyć na postęp w tej kwestii, ale na pewno nastąpi regres i ludzie, którzy w jakikolwiek sposób różnią się od reszty będą mieli gorzej niż kiedykolwiek

  • thea19

    Oceniono 23 razy 17

    mam dziecko z obustronnym niedosluchem wrodzonym o nieznanej etiologii (60dB). nosi aparaty. wg rehabilitantow poslanie go do szkoly czy przedszkola dla gluchoniemych to duza strata dla rozwoju. poszedl do integracyjnego. nauczyl sie mowic zupelnie normalnie, nawet szybciej i wyrazniej niz dzieci slyszace, nikt nie zauwaza roznic. teraz poszedl do szkoly masowej. poza zaleceniami typu siedzenie w pierwszej lawce i chodzeniem do logopedy nie ma zadnych deficytow. mowi i slyszy normalnie.
    bylam w stolecznej szkole dla dzieci gluchych - zupelnie zamkniete srodowisko. nie chcialam takiego wykluczenia dla swojego syna. bohaterka artykulu urodzila sie w czasach, gdzie bylo widocznie trudniej, choc wcale to nie bylo tak dawno. teraz sa implanty i nie trzeba zyc w swiecie ciszy a funkcjonowac zupelnie sprawnie. ludzie glusi od pokolen wiaza sie z ludzmi gluchymi i z tego rodza sie gluche dzieci i funkcjonuja w swoim swiecie. nie chca by ich dzieci slyszaly (a przeciez moga) bo po co skoro oni nie slysza i zyja. dla slyszacego utrata nagla sluchu jest abstrakcja wiec tego nie chce dla swojego dziecka. dla gluchego - codziennosc.

  • jot9

    Oceniono 30 razy 14

    Ciekawe, ale przeszkadzała mi pisownia słowa "głuchy" wielką literą - przez sporą część artykułu zastanawiałem się, czy to aby nie chodzi o nazwisko i do tej pory nie rozumiem tej konwencji.

  • pawel.lewski

    Oceniono 17 razy 13

    Chętnie skorzystałbym z wizyty w restauracji dla głuchoniemych, chociażby z powodu panującej tam ciszy, wtedy można spokojnie konsumować, nikt nie drze ryja i nie ma dresiarzy.

  • bene_gesserit

    Oceniono 16 razy 12

    Bez wątpienia konkurs wygrany nie tylko z powodu urody, ale i silnej, wyrazistej i ciekawej osobowości. Takie kobiety zmieniają świat - fajnie, że jest Pani na początku drogi i tak dużo Pani chce :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX