Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski (fot. Tomasz Stańczak/AG)

wywiad Gazeta.pl

Radykał. Alfabet Niesiołowskiego

Stefanowi Niesiołowskiemu dzwoni telefon. A raczej - kwacze. Donośne "kwa, kwa, kwa" sygnalizuje połączenie. Ale nie spotkałem się z posłem PO, by rozmawiać z nim - jak wszyscy - tylko o PiS. Pytałem od A do Z. Oto Alfabet Niesiołowskiego. Nietypowy, bo zaczyna się od "s".

S jak strach

Kiedy się pan najbardziej w życiu bał?

- Jak mnie po nieudanym wysadzeniu pomnika Lenina w Poroninie i po zdradzie jednego z kolegów, niejakiego TW Konrada i TW Sławka, złapali. [W czerwcu 1970 r. działacze podziemnej organizacji Ruch z inicjatywy Stefana Niesiołowskiego planowali podpalić muzeum Lenina w Poroninie i wysadzić pomnik wodza radzieckiej rewolucji. Niesiołowskiego i Andrzeja Czumę wsypał tajny współpracownik SB - red.]. Bardzo się bałem.

Czego?

- Śledztwa, bicia, głodu. Zimna. Kary śmierci w pewnym momencie, bo mnie nią straszyli. Tego wszystkiego, co niesie ciężkie więzienie. Wszystko to przeleciało mi przez głowę, jak mnie o 6.00 rano esbecy wyciągnęli z mieszkania i wieźli suką na ul. Sienkiewicza. Tam było w Łodzi SB. Jak się mówiło, że ktoś "pojechał na Sienkiewicza", to znaczyło, że ma grube kłopoty i jest niedobrze. To było groźne miejsce.

Co z obaw się sprawdziło?

- Sporo. Ciężkie śledztwo, zimno, głód. I zwłaszcza stomatologa do dziś pamiętam. Na szczęście nie bili. Nikt się nie znęcał. Ale wtedy, pamiętam - siedzę w tej suce, jadę i myślę po prostu: czy ja stamtąd wyjdę? To był najgorszy dzień w moim życiu. Skończył się po 4 latach, 3 miesiącach i 4 dniach. Jak wyszedłem. Dostałem 7 lat, ale poszedłem do domu wcześniej.

Jak się człowiek czuje pierwszego dnia po wyjściu z pudła?

- Jakby się było w jakiejś śpiączce, śnie, koszmarze, który nagle się skończył. Coś niesłychanego. Powrót do życia. Gdzie tam. Drugie życie. Coś takiego chyba ma w sobie zmartwychwstanie, w które wierzę.

Stefan Niesiołowski i Lech Wałęsa w 1989 r. (fot. Sławomir Sierzputowski)Fot. Sławomir Sierzputowski / Agencja Gazeta

W jak wolność

Poszedłby pan znów dziś do więzienia za Polskę?

- Myślę, że tak. Tak, poszedłbym. Sądzę jednak, że nie będzie takiej potrzeby. Choć w obecnych warunkach, gdy Polska przestała być państwem demokratycznym, kto wie, co się jeszcze stanie. Coraz więcej z tego, co wydawało się ostatecznie przezwyciężone i odeszło wraz z komunizmem, wraca pod rządami PiS-u.

Serio?

- Bądźmy realistyczni. Dziś takie sytuacje, żeby ludzie szli do pudła za Polskę, są chyba niemożliwe. Ale pojawiają się komentarze, że w momencie, w którym PiS zostanie zagrożony utratą władzy, może sięgnąć po przemoc. Były już skandaliczne wypowiedzi pewnej pani, żeby Tuska skazać na karę śmierci. Marszałek Senatu wykrztusił z siebie, że śmierć to za surowo, ale dożywotnie więzienie dopuszczalne i sprawiedliwe. Ale na razie to są gaworzenia ludzi, których ja przynajmniej nie traktuję poważnie. Z drugiej strony ta obsesja Kaczyńskiego, żeby kogoś wsadzić do więzienia za wypadek lotniczy pod Smoleńskiem, może doprowadzić do jakiejś sądowej zbrodni. Nikt tego chyba dziś nie może przewidzieć. Ale póki co nie znam nikogo, kto dziś siedzi w więzieniu za Polskę.

U jak uczciwość

Pan wyszedł w...

- 1974 roku. 24 września o godz. 16.00.

Miał pan...

- 30 lat.

Jakąś robotę trzeba było sobie znaleźć.

- Wróciłem na uczelnię. Miałem to szczęście, że władze uniwersytetu się uczciwie zachowały. Ładnie się zachował profesor Krzysztof Jażdżewski, mój przyjaciel i kolega zoolog. I rektor Skowroński. Opory SB i POP były, ale słabe. Na szczęście, bo inaczej nie byłoby szans. Ale wróciłem.

Później w latach 80., po stanie wojennym, znów pan musiał przystosowywać się do normalnego życia po więzieniu.

- Zgadza się. W stanie wojennym siedziałem rok. Też wróciłem potem na uczelnię, tyle że jako asystent badawczy. To był komfort: mało zajęć i mogłem pisać habilitację. Po stanie wojennym wielu ludzi, którzy poszli do obozów internowania tak jak ja, wróciło na swoje stare miejsca pracy.

Ktoś tam gdzieś zdał egzamin z uczciwości.

- Wtedy było też więcej przyzwoitych, uczciwych ludzi, którzy mogli pomóc. W latach 70. było nas na początku czterech - ja, mój brat Marek i bracia Czumowie: Andrzej i Benedykt. Z więzienia w 1974 r. wyszedłem do mojej rodziny i do powolutku organizującego się środowiska. Jedną z pierwszych wizyt złożyłem Kuroniowi, potem Michnikowi, Słonimskiemu, mecenasowi Sile-Nowickiemu, Janowi Olszewskiemu, Janowi Józefowi Lipskiemu. Dwa lata później powstał KOR i Polska już była inna. Nasza grupa Ruch rozrosła się z kilku do kilkudziesięciu osób. Jak aresztowano około 50, to pod sąd trafiło około 30. To był największy proces polityczny od czasów stalinowskich. W latach 80., jak wychodziłem z obozu internowanych, to była już gigantyczna "Solidarność": tysiące ludzi, gazetki, pisma podziemne, struktury, pieniądze. Nie do porównania. Wróciłem do sprawnie zorganizowanego, walczącego podziemia.

Antoni Macierewicz i Stefan Niesiołowski, Sejm, 1992 r. (fot. Sławomir Kamiński/AG)Antoni Macierewicz i Stefan Niesiołowski, Sejm, 1992 r. (fot. Sławomir Kamiński/AG)

M jak Macierewicz

W KOR poznał pan kolegę.

- Chyba tylko Pan Bóg zna odpowiedź: czy Antoni Macierewicz jest autentyczny w tym, co robi, czy działa z czyjejś inspiracji. Czy działa z pobudek patriotycznych, czy jest agentem wpływu? Czy działa na zlecenie Moskwy? Nie ma na to dowodów, ale wiele zachowań jest podejrzanych. Bo jego działania: osłabianie zdolności obronnych Polski, niszczenie wartościowych ludzi, popieranie tych, którzy nie zasługują na poparcie - to wszystko jest niezwykle szkodliwe dla Polski i korzystne dla interesów Rosji. Z drugiej strony, nie można Antoniemu odmówić wielu działań patriotycznych i antykomunistycznych.

Nie rozumie go pan?

- Po prostu nie mogę go rozgryźć. W XIX wieku polityka małych kroków w sprawie polskiej przyniosła księciu Adamowi Czartoryskiemu łatki "zdrajcy", "minimalisty" i "zaprzańca" od "prawdziwych patriotów". Jak powstała niepodległa Polska i otwarto archiwa, to się okazało, że wielu z tych "prawdziwych", najbardziej radykalnych i niezłomnych, którzy wszystkich prawie oskarżali o zdradę, to byli carscy agenci. Co można zatem myśleć o radykale, który niszczy to, co się w Polsce udało zbudować?

Co według pana niszczy Macierewicz?

- Zdemolował wywiad wojskowy. Był, jaki był, ale był. Angażuje armię w walkę polityczną, niszczy wielu porządnych ludzi. Demoluje polską politykę. Wspiera Jarosława Kaczyńskiego we wprowadzaniu dyktatury. Kto się cieszy z działań ministra obrony? NATO? USA? Akurat. Rosja? Już prędzej. Ale podkreślam, że to moja interpretacja faktów, a nie dowody. Ja bym bardzo chciał, żeby okazało się, że Antoni Macierewicz nie jest żadnym agentem, tylko patriotą, z poglądami takimi, a nie innymi. Świadomość, że polski minister, wpływowy polityk, wcześniej opozycjonista, mój dawny przyjaciel, jest agentem, byłaby okropna. Wolę, żeby okazało się, że po prostu postępuje bardzo głupio.

Stefan Niesiołowski i Andrzej Czuma, 2008 r. (fot. Sławomir Kamiński/AG)Stefan Niesiołowski i Andrzej Czuma, 2008 r. (fot. Sławomir Kamiński/AG)

P jak przyjaźń

Wielu dawnych przyjaciół z podziemia stoi dziś po przeciwnych stronach politycznej barykady. Panu uchowali się jacyś przyjaciele?

- Czumowie. Andrzej i Benedykt. Andrzej Czuma był moim przyjacielem od zawsze i pozostał nim przez całe życie. Inni? Z całą pewnością Bronisław Komorowski. Aleksander Hall. Marian Przeździecki. Myślę, że Donald Tusk. Oczywiście jest grono osób spoza polityki. Krzysztof Jażdżewski - ten, który mnie po internowaniu zatrudnił na uczelni. Nigdy mu tego nie zapomnę. I bardzo wielu ludzi, bez których nie mógłbym działać, a których nazwiska nic nie mówią. Nie zapomnę też, ile zrobił dla mnie mój adwokat Stanisław Szczuka.

Ile dla przyjaźni jest w stanie zrobić Stefan Niesiołowski?

- To dość osobiste pytanie.

Nie mówiłem, że będzie łatwo.

- Nie chciałbym się po prostu chwalić. Bo wielu osobom pomagałem w życiu. Finansowo na przykład. Ktoś prosił, żebym został ojcem chrzestnym jego dzieci. Oczywiście zostałem. Myślę, że zdałem egzamin z przyjaźni i lojalności, ale o to proszę pytać innych.

Jest pan lojalny?

- Mam nadzieję. Wolałbym, żeby to ocenili inni. Starałem się być. Na przykład trwałem w ZChN-ie do ostatniej chwili, do momentu, w którym było jasne, że partia jest skończona. Potem widziałem, jak jeden z ludzi, którzy byli w ZChN-ie, zaczyna z mównicy wypowiedź od "panie marszałku, panie i panowie posłowie, ojcze dyrektorze". I patrzę na galerię, a tam siedzi rozwalony wygodnie ten biznesmen w sutannie. Dla mnie to już było zbyt obrzydliwe. To była ta granica lojalności.

Nie opuszczam ludzi w biedzie i nieszczęściu, bo wiem, co to bieda w domu i nieszczęście. Nigdy nie robiłem niczego niegodnego dla kariery. Nienawidzę kopania leżącego lub słabego. Gdy przy ludziach z jakiegoś względu nikogo nie ma, ja staram się być. Ale to, że 30 lat temu uważałem Macierewicza za przyjaciela, nie znaczy, że mam przy nim trwać nadal. Nie! Gdzieś się kończy ta lojalność.

2012: Stefan Niesiołowski i ówcześni: szef BBN Stanisław Koziej, prezydent Bronisław Komorowski i premier Donald Tusk (fot. Przemek Wierzchowski/AG)2012: Stefan Niesiołowski i ówcześni: szef BBN Stanisław Koziej, prezydent Bronisław Komorowski i premier Donald Tusk (fot. Przemek Wierzchowski/AG)

W jak władza (utracona)

Na czym polegały złe rządy PO?

- Przykład: W Mielnie są wydawane zezwolenia budowlane - moim zdaniem z naruszeniem prawa. I drugi rok z rzędu budują tam gargamele. Dewastowana jest wydma, plaża, przyroda. Firma, która buduje te gargamele, uzyskuje wszystkie możliwe zezwolenia, procesy i protesty wloką się latami. To jest koszmar dla okolicznych mieszkańców. Byłem u kilku ministrów, w NIK-u, wykazywałem przykłady, porównywałem, jak w różnych krajach nowe budynki nie mogą być wyższe od innych w okolicy (w Polsce też jest takie prawo). A w Mielnie na oczach masy letników warczą maszyny, auta rozjeżdżają teren, drugi rok betoniarki łomoczą ludziom nad głową. I ja, poseł, podobno wpływowy, mogłem sobie chodzić od ministra do ministra, przedkładać papiery - i nie zrobiono nic. To było za PO i trwa za PiS.

Takich spraw jest pewnie wiele.

- Nagle ujawniono różne koszmary dzikiej prywatyzacji. I przewlekanie spraw w nieskończoność. A to pewnie wierzchołek góry lodowej. Do tego dochodzą też krzywdy dawnych właścicieli. Te przypadki obciążają wszystkie rządy, także Platformy. A PO na dodatek nie potrafiła przedstawić społeczeństwu swoich osiągnięć i dała sobie wmówić kretyńskie hasło "nie straszcie PiS-em". No to teraz ludzie mają, czego chcieli.

W Warszawie na dużo większą skalę wyszły teraz machlojki związane z własnością gruntów.

- A PiS natychmiast ochoczo się do tego przyłączył. I przyzwoitości próbuje uczyć.

Ale to nie PiS to wyciągnął, tylko "Gazeta Stołeczna". Dziwi się pan, że PiS się włączył? Przecież to normalna walka polityczna.

- Nogami przebierali z radości. Nowaka zlinczowali za idiotyczny zegarek. Minister Szyszko śmieje się nam w nos i mieszka sobie w oficjalnie taniej stodole. Pan Szydło, małżonek pani premier, dobrze funkcjonuje dzięki dotacjom z tej złej, okropnej Unii, która tak źle ten biedny rząd jego małżonki traktuje. PiS-owcy są ostatnimi, którzy mogą nam wystawiać certyfikat moralności.

Natomiast absolutnie uważam, że Warszawa musi wyjaśnić wszystko w całej tej sprawie. Choć widzę w tym chęć rzucenia się do gardła Hannie Gronkiewicz-Waltz. Ja się rzucał nie będę. Ale jestem wściekły, że prawie wszystkie moje interwencje, także reprywatyzacyjne, kończyły się kontredansem papierów i dokumentów. I to jest jeden z powodów, dla którego straciliśmy władzę. Inny był taki, że Komorowski był sam.

Sam?

- Nie miał swoich zorganizowanych zwolenników. Ekipa Dudy jeździła nieustannie po Polsce i szkalowała Komorowskiego. Gdzie byli nasi ludzie?

To bardzo smutne dla kogoś, kto miał niby 60 proc. poparcia.

- Jeździłem po kraju w tej kampanii. Wysiadam, ciemno, ponuro, deszcz pada, wszędzie plakaty Dudy. Widać było, że ludziom się nie chce walczyć. Dlatego przegraliśmy. A mi się chce jeszcze walczyć.

Stefan Niesiołowski i pomnik Lenina w Poroninie (fot. Waldemar Gorlewski/AG/Deutsche Fotothek/CC BY-SA 3.0 de/Wikimedia Commons)Stefan Niesiołowski i pomnik Lenina w Poroninie (fot. Waldemar Gorlewski/AG/Deutsche Fotothek/CC BY-SA 3.0 de/Wikimedia Commons)

R jak radykał

Zawsze pan był taki walczak?

- Jeśli szło o mój kraj - zawsze. I nie byłem sam.

Ale inni walczyli słowem, prawem, pismem. A pan zrzucił tablicę ku czci Lenina z Rysów i chciał wysadzić pomnik Lenina w Poroninie.

- Nigdy nie lubiłem metody "krok po kroku". Lubię działania, które są widoczne, które sprawiają, że ludzie zaczynają o czymś mówić. I myśleć. Oczywiście gdy powstała "Solidarność", to w niej działałem. Byłem szefem na Uniwersytecie Łódzkim. Podpisywałem wszystkie listy, petycje, kolportowałem podziemne gazety, zbierałem pieniądze, pisałem na murach. Rozumiałem, jak ważna jest praca intelektualna w opozycji. Ale wolałem działać. A kiedy działałem, to działałem pierwszy. Przed nami, przed Ruchem, nikt nie działał w takim stylu. Chcieliśmy, żeby ten Poronin to był cios. Mocny. Być może rzeczywiście, tak, to jest ten mój radykalizm. Najpierw napisy na murach, a potem wysadzić pomnik. (śmiech) I wie pan co? Jak patrzę na dzisiejsze niszczenie symboli komunistycznych, zmiany nazw ulic, awantury o cmentarze radzieckich żołnierzy...

Ktoś poszedł w pana ślady.

- Nie, nie poszedł w moje ślady. Ci, którzy teraz "walczą" z reliktami komuny, są moją marną karykaturą.

Dlaczego?

- Ano dlatego, że wtedy za takie akcje groziły nie zwykłe kary za wandalizm, ale gorsze - za walkę z ustrojem, władzą ludową. Dziś to nic nie kosztuje jakichś PiS-owców, co chcą niszczyć ślady po Nowotce, a nie bardzo wiedzą, kto to był Nowotko. Czy - jak słyszałem -Kasprzaka chcą się pozbyć. Kasprzaka, autentycznego bohatera polskiego socjalizmu. Czy Waryńskiego. Nie chcę takich naśladowców. Ale do radykalizmu się przyznam. Tak, jestem radykałem. Niektóre moje metody z czasów komuny były radykalne. I przyznaję, że w polityce teraz też walczę w sposób radykalny.

Słowem.

- Bo tym właśnie się tamta rzeczywistość różni od dzisiejszej.

To dobrze czy źle?

- Pewnie, że dobrze, że mamy na tyle stabilne państwo, że innych środków nie trzeba używać. No, jest metoda ostateczna, czyli demonstracje na ulicy.

Pomników czy tablic czczących Lecha Kaczyńskiego by pan nie rozwalał?

- Oczywiście, że nie. Choć sądzę, że należy je usunąć, ponieważ w mojej opinii Lech Kaczyński na pomniki nie zasługuje jako prezydent. Uważam, że wokół jego kiepskiej prezydentury wytworzył się fałszywy kult. Ale wszystko w rękach władz lokalnych, samorządu. Ja na pewno nie będę w nocy się zakradał, żeby rozwalać czyjąś podobiznę ładunkami wybuchowymi.

Stefan Niesiołowski na rozprawie przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu (fot. Wojciech Surdziel/AG)Stefan Niesiołowski na rozprawie przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu (fot. Wojciech Surdziel/AG)

B jak bracia Kaczyńscy

Skoro jesteśmy przy Kaczyńskich, to Jarosław w 1994 roku mówił o panu: "Wybitny przedstawiciel polskiej prawicy, świetny mówca".

- Ja o nim też mówiłem rzeczy dobre i złe. Ale liczy się to, co jest dzisiaj.

A dzisiaj telefon panu kwacze z kieszeni. To kwakanie to przypadek?

- Nie sądzę.

Każdy dzwonek przypomina panu, kto rządzi krajem.

- Tylko przez jakiś czas. I ten ich czas będzie krótszy, niż myślą.

Rząd Jarosława Kaczyńskiego określił pan trzema "K": kłamstwo, kołtuństwo i kolesiostwo.

- Podtrzymuję to w odniesieniu do obecnego rządu.

Nie ma pan dość tej nawalanki? Gra pan na pierwszej linii frontu werbalnej bitwy z PiS.

- Zostałem wybrany na posła, nie mam wyboru.

Ale mógł pan nie kandydować. Gra dalej kręci?

- Stawka jest zbyt duża. Ta kadencja jest kluczowa. Najważniejsza. Przez najbliższe trzy lata może dokonać się w Polsce coś bardzo ważnego. W tej kadencji się rozegra, czy Polska będzie długo niedemokratyczna, czy nie. Mechanizmy demokratyczne raczej nie zostaną zniszczone, ale dyktatura partii rządzącej, w stylu Putina, Erdogana czy Orbána, może się trochę utrzymać.

Arcybiskup Marek Jędraszewski (fot. Małgorzata Kujawka/AG)Arcybiskup Marek Jędraszewski (fot. Małgorzata Kujawka/AG)

Ch jak chrześcijaństwo

Jest pan konserwatystą. Bliżej panu teoretycznie do tej partii rządzącej.

- Ale partia rządząca niszczy demokrację. A ja za demokrację siedziałem w więzieniu. Więc nie ma o czym mówić.

A nie boli pana, katolika, że partia rządząca cieszy się nieformalnym poparciem niektórych duchownych?

- Na szczęście hierarchowie to nie jest cały Kościół. I tak, boli. Bardzo. Bo to jest zaprzeczenie misji Kościoła. Nie przypuszczałem, że dożyję tego, żeby zobaczyć na własne oczy Kościół, który popiera władzę niczym w czasach stalinowskich tzw. ruch "księży patriotów". No więc niektórzy nasi biskupi to są dokładnie tacy księża patrioci. Jak oficjalny zblatowany z władzą Kościół w Chinach czy sowiecka Cerkiew na usługach KGB.

Polscy politycy od lat uważają, żeby nie podpaść Kościołowi.

- To jest obłuda. Walka o głosy. To jest wykorzystywanie Kościoła do celów politycznych. A Kościół w zamian za to dostaje przywileje materialne. Obrzydliwe. W efekcie w Polsce mamy Kościół, który popiera dyktaturę, kłamstwo, obłudę.

Nie za ostro?

- Nie, bo to dla mnie strasznie bolesne. Sądziłem, że co jak co, ale związek przyzwoitości, prawdy i moich poglądów z Kościołem jest nierozerwalny. Proszę pana, ja się całe życie właściwie wychowałem w Kościele! W mojej rodzinie nie było większych przeżyć niż Kościół. Nie było u nas rozwodów. A Pierwsza Komunia - jakie to było wydarzenie! I zawsze broniliśmy Kościoła.

Pierwsze moje wystąpienie publiczne na uczelni było w obronie orędzia biskupów polskich do niemieckich. Groziło mi za to wywalenie z uczelni. Byłem w duszpasterstwie akademickim, chodziłem na pielgrzymki. I nagle widzę Kościół, który popiera Kaczyńskiego, Macierewicza i kłamstwo historyczne: "jedyną słuszną" historię Żołnierzy Wyklętych. Robienie z nich patronów PiS-u to kłamstwo. Jak Kościół może się angażować w niszczenie kompromisu aborcyjnego? Przecież nie sami katolicy żyją w Polsce!

I to mówi człowiek, który zakładał Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe.

- Kościół może namawiać, przekonywać, ale nie wymuszać! Tłumaczyć, a nie rozkazywać. Nie może zmuszać siłą, żeby wszyscy myśleli jak katolicy. Kościół, który bronił za komuny ludzi przed grabieżą, teraz nie bronił polskich rolników przed antychłopską ustawą PiS o obrocie gruntami. Bo sam ma tam korzystny zapis dotyczący kupna i sprzedaży ziemi. Dla mnie to jest coś obrzydliwego. Kościół zapisuje paskudną, podłą kartę w swojej historii.

Pana słowa będą przykre dla robiących ciężką i dobrą robotę na niższych szczeblach - księży, zakonników.

- Znam niektórych. Są posłuszni, zdyscyplinowani, bo muszą. Przez litość nie będę mówił o tym, co mówią o łódzkim biskupie Jędraszewskim. Ale, delikatnie mówiąc, u wielu księży nie cieszy się on uznaniem. Ale to już problem Kościoła. Żeby ktoś taki jak biskup opowiadał brednie, że biała rasa wyginie, jeśli nie będziemy się tu bronić! Jakoś nie przypominam sobie, żeby Pan Jezus coś o rasie mówił. Mówił: "idźcie i nauczajcie wszystkie narody", a nie "białe narody". Powinien być wyrzucony z Kościoła, bo go kompromituje! Ja szanuję trzech ostatnich wielkich papieży. Ale gdzie oni byli, skoro przy nich wyrósł taki Jędraszewski? Dlaczego równocześnie są na świecie papież Franciszek i ojciec Rydzyk? Jeden szerzy miłość, drugi nienawiść. Lepiej byłoby, gdyby zdjął sutannę, założył rodzinę i zajął się biznesem. Może jakiś pożytek z tego by był.

Rada od pana dla Kościoła?

- Ewangelia jest o miłości, a nie o nienawiści.

Stefan Niesiołowski zgłasza wniosek o odwołanie szefa MON Antoniego Macierewicza. Posłowie PiS wyszli z sali (fot. Sławomir Kamiński/AG)Stefan Niesiołowski zgłasza wniosek o odwołanie szefa MON Antoniego Macierewicza. Posłowie PiS wyszli z sali (fot. Sławomir Kamiński/AG)

M jak miłość

A propos miłości. Idzie nowy sezon polityczny. Wrócą dyżurne tematy światopoglądowe: związki partnerskie, aborcja i in vitro. Pan był przeciw związkom jeszcze w 2011 roku, ale dwa lata później sam namawiał konserwatystów z PO do poparcia projektu, który parom żyjącym bez ślubu znacznie ułatwiłby życie.

- Tak. I dobrze, że pan to sprecyzował: nie byłem i nie jestem zwolennikiem opcji maksymalnej - czyli małżeństw homoseksualnych i możliwości adopcji dzieci przez takie pary. Natomiast jak najbardziej jestem za tym, żeby dwójka żyjących razem bez ślubu ludzi miała większe prawa, mogła się o siebie lepiej troszczyć, opiekować. Przecież to jest czysto ludzkie. Wtedy opracowaliśmy kompromis, w którym odpuszczono małżeństwa homoseksualne, ale zajęliśmy się sprawami czysto ludzkimi - spadkowymi, lokalowymi.

Pan pracował nad tym projektem?

- Przede wszystkim pracowałem nad politycznym poparciem dla tego projektu w konserwatywnych środowiskach PO. Szkoda, że się wtedy nie udało. Nie udało nam się wtedy jeszcze przegłosować kilku innych rzeczy, np. Trybunału Stanu dla Ziobry. Dwie kadencje woziliśmy się z in vitro. No tak nie można!

Pan jest za in vitro?

- Oczywiście! Nie muszę przecież sam stosować. Ale nie wszyscy są katolikami! Nie można zmusić ludzi siłą do tego, żeby przestrzegali przykazań. To jest kwestia sumienia. Kościół może przekonywać do swoich racji, ale trzeba coś o tym wiedzieć. Księżom się nawet nie chce przeczytać, co to jest in vitro. I te nieuki będą pouczać ludzi, którzy doskonale znają się na biologii? Na genetyce? A oni dalej promują szalbierczą naprotechnologię. Do znachora niech idą. Ziołami leczyć. Jako biolog nie mogę tego znieść.

A nawet gdybym in vitro nie popierał - to PO nie wygra z PiS-em na prawicowość. A jak zaczniemy składać fałszywe obietnice, to przestaniemy być ludziom potrzebni.

Zlikwidowałby pan 500+?

- W tej chwili byłaby to decyzja samobójcza i niech PiS to piwo wypije. Pewnie się nim udławi, bo za chwilę będzie miało gorzki smak.

Dziury budżetowej.

- Właśnie. Więc niech PiS jeszcze je żłopie. Będzie piękna katastrofa. Szybciej upadną. A ja chcę jeszcze zobaczyć, jak oni będą uciekać. Jest obrazek w sieci, jak przed ludem z pałkami i siekierami biegną przerażeni Kaczyński i Macierewicz.

Chyba tego byśmy sobie nie życzyli, żeby fizycznie uciekali przed pałkami i siekierami?

- Oczywiście, że nie. To tylko satyryczny rysuneczek. Lincz? Nigdy w życiu. Umarłaby wtedy nasza demokracja. Ale za tyle zła, ile moim zdaniem PiS zrobił w Polsce, zasługuje na takie symboliczne odejście od władzy. Takie, żeby uciekali - prezes i kilka innych antypatycznych postaci: Misiewicz, Gliński, Bochenek, Morawiecki, Sasin...

Z Jackiem Sasinem wielokroć toczył pan boje w radiu. Przez tyle lat nie wyrobiliście między sobą trochę szacunku i sympatii?

- Ale on jest chodzącą obrzydliwością. Chamstwem.

A jednak pan nie złagodniał. Zawsze próbuje pan uderzyć mocniej niż adwersarz.

- Nie przycichłem. Nie będę się awanturował, wydzierał. Ale nie przycichnę. Nie będę na pewno używał ordynarnych określeń i nigdy ich nie używałem.

"Cynicy", "pornogrubasy...".

- Powiedzenie o kimś, że cynik, jest tak niewybaczalne? Proszę wybaczyć, ale jeśli ktoś mi mówi, że obie strony są sobie równe, to ja odpowiadam wprost: to jest nieprawda. A jeśli ktoś myśli inaczej, to niech mi to udowodni. O PO i o mnie personalnie było: "mordercy, złodzieje, agenci".

Za to od pana było "błazen" i "kanalia".

- I to można porównywać z "agentami Moskwy", "zdrajcami", "mordercami"? Kaczyński krzyczał do nas z trybuny, że sfałszowaliśmy wybory. Nigdy nie powiedziałem o Kaczyńskim, że kogoś zamordował.

Jeden takie obelgi puści mimo uszu, pan odpowie.

- Na ogół odpowiadam. Nie zamierzam się zmienić.

Znowu będzie, że Niesiołowski nie wytrzymał i wali po głowach. Ktoś mógłby powiedzieć, że pan go brzydzi.

- Ale co ja poradzę, że to oni mnie brzydzą.

Ale rozumie pan, dlaczego uboga matka z dwójką dzieci cieszy się na te 500 złotych, które ci, którymi pan się tak brzydzi, jej dali?

- Tak. Ale jeżeli ktoś uważa, że takimi działaniami uszczęśliwi ludzi - krzyżyk na drogę. Zobaczymy, do czego dojdą.

Stefan Niesiołowski jako wicemarszałek Sejmu (fot. Sławomir Kamiński/AG)Stefan Niesiołowski jako wicemarszałek Sejmu (fot. Sławomir Kamiński/AG)

B jak bieda

Pytałem o ubogą rodzinę, bo wspomniał pan o biedzie w domu.

- Była bieda. Ale zawsze te parę groszy się wysupłało - często na Kościół.

Na Kościół?!

- Brakowało często na różne rzeczy, ale 50 groszy na tacę w niedzielę zawsze się znalazło. I jak szliśmy w niedzielę do "Piotra i Pawła" (parafia w Łodzi - red.), to moja mama przypominała: "dajcie na tacę".

To pan aż za dobrze wie, jak bieda wygląda, a nie przekonał pan kolegów z partii, żeby też ją zauważyli? PiS tę biedę Polaków zauważył. I wygrał.

- Wygrał przede wszystkim na tym, że przez ostatni rok PO nie potrafiła tego, co zrobiliśmy, "sprzedać". Polska była jednym z najszybciej rozwijających się krajów UE, ale przegraliśmy z falą niesłychanego kłamstwa, agresji, nienawiści, podłości i obłudy. A przecież można wyliczać długo: przedszkola, żłobki, drogi, orliki, oczyszczalnie, środki unijne, poprawa środowiska, wzrost płac. I wzrost długości życia.

To zasługa PO?

- A czyja?

A czego pan najbardziej w polityce nie lubi?

- Kłamstwa. Kłamstwa takiego podłego, obłudnego.

 

Stefan Niesiołowski. Polityk, zooolog, nauczyciel akademicki, profesor nauk biologicznych. Działacz opozycji demokratycznej i więzień polityczny w okresie PRL. Siedmiokrotnie wybrany posłem na Sejm. W 1970 był pomysłodawcą akcji podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie. Zdekonspirowany, aresztowany, został skazany na więzienie za "czynienie przygotowań do obalenia ustroju socjalistycznego przemocą" oraz próbę podpalenia. Współzałożyciel ZChN, obecnie członek PO. Słynie z niezwykle ostrego języka, jakim zwraca się do przeciwników politycznych.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze i Instagramie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

reme de la creme

Zobacz także
Komentarze (295)
Zaloguj się
  • bokaj

    Oceniono 304 razy 250

    Popieram. W 100 procentach.
    Ma odwagę - także w tym, by wyrwać się z kanonu politycznej poprawności.
    Ukłony Panie Pośle!

  • wloczykijas

    Oceniono 258 razy 212

    Rzadko zgadzam się z Niesiołowskim, ale tym razem ma rację. Co więcej, sam Jezus mógł być ciemnoskóry. Niektórzy chyba pomylili Kościół z organizacją nacjonalistyczną. Można być nacjonalistą, prawo tego nie zabrania, ale nacjonalistą - biskupem..., no cóż, ktoś może nie doczytał Ewangelii.

    "Żeby ktoś taki jak biskup opowiadał brednie, że biała rasa wyginie, jeśli nie będziemy się tu bronić! Jakoś nie przypominam sobie, żeby Pan Jezus coś o rasie mówił. Mówił: "idźcie i nauczajcie wszystkie narody", a nie "białe narody". Powinien być wyrzucony z Kościoła, bo go kompromituje!"

  • laerke

    Oceniono 256 razy 188

    Wspanialy czlowiek, pan Stefan Niesiolowski. Silny czlowiek.
    Respekt!
    Panie Stefanie, mam dla pana bardzo wiele podziwu, wdziecznosci i sympatii.

  • sunzi15

    Oceniono 212 razy 160

    Czlowiek rozumny, uczciwy
    i ma odwage mowic i dzialac zgodnie
    ze swimi przekonaniami,
    ludzka i obywatelska powinnoscia.

    Szkoda nie nie ma takich wiecej.

  • eselk

    Oceniono 197 razy 155

    Moja żona jest nauczycielką w szkole prywatnej w Poznaniu, raz z ciekawości zapytałem, a jak jest w tej szkole z religią? Jak uczyła osoba świecka przez kilkanaście lat, to dzieciaki chodziły na religie, a jak wepchał się upasiony buc z brudnymi butami, to na religii zostało 5 osób z 15 w klasie. To pięknie pokazuje jak rodzice mają wyje....ne w kościół i księży. W tym roku beret został wywalony z tej szkoły. Okazał się nierentowny.

  • algreg

    Oceniono 181 razy 123

    To jest Gośćz piekną kartą swojego życia , szanuję Go i podziwiam i moim marzeniem jest uścisnąć Mu dłoń. Jego język jest kapitalny i celnie punktuje z dużym poczuciem humoru.To jest Człowiek z krwi i kości .Wszystkie szmondaki i nieudaczniki pisowe do pięt mu nie dorastają.

  • Jan Jab

    Oceniono 156 razy 106

    Nie rozumiałem Pana. Długo nie mogłem pojąć.
    Teraz klapki w głowie, oczy i uszy otworzyli mi szczekacze, pasożyty, miernoty
    i cały ten zacofany, skompromitowany światek fanatycznych cwaniaków.
    Niech Pan się dzielnie trzyma. Jesteś AUTORYTETEM dla ludzi z rozumem. Pozdrawiam serdecznie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX