Centrum handlowe Ptak

Centrum handlowe Ptak (fot. Bartosz Józefiak)

reportaż

''Ptak Fashion City''. Pod Łodzią ubiera się pół Polski. Nawet jeśli o tym nie wie

Za boks sprzedawcy płacą tu dziesiątki tysięcy zł. Miesięcznie. I tak zarabiają fortunę. Co dzień odjeżdżają stąd tysiące aut wyładowanych ubraniami, producenci kradną sobie pomysły na bluzki, a pracownicy harują po 16 godzin na dobę. W centrum Ptak pod Łodzią ubiera się pół Polski.

Michał, co ma boks w dobrym miejscu, podejrzewa, że Polki to wszystkie ubrania wymieniają co sezon. No bo tutaj sprzedaje się tych ubrań setki ton. Ludzie zarabiają fortuny, choć za boks płacą po kilkadziesiąt tys. zł. Na Centrum Handlu Ptak nie da się stracić.

To drugi największy po Wólce Kosowskiej bazar z ubraniami w Polsce. Na 20 hektarach stoją hale o wielkości 120 tys. m. kw. To właściwie oddzielne małe miasto, gdzie towar zachwala 2,5 tys. sprzedawców. Jeśli doliczyć dostawców materiałów, pracowników, obsługę, to wyjdzie, że na Ptaku - tak się tutaj mówi - zarabia 80 tys. ludzi. Nie licząc kupujących. Rocznie to sześć milionów klientów. Większość kupionym tam towarem handluje potem od morza do Tatr. Bo Polska ubiera się na Ptaku. Nawet jeśli o tym nie wie.

Parking przed centrum handlowym Ptak (fot. Bartosz Józefiak)Parking przed centrum handlowym Ptak (fot. Bartosz Józefiak)

Do Ptaka dojedziemy w 10 minut z Łodzi. Nie da się go przegapić z trasy katowickiej, przejeżdżając przez Rzgów. Znaleźć wolne miejsce na parkingu Ptaka to w niedzielę o siódmej rano wyczyn. Dwadzieścia minut szukania jak nic. Rejestracje z całej Polski, do tego Ukraina, Czechy, Białoruś, Rumunia, Węgry. No i autobusy z Rosji. Międzynarodowy tygiel kultur i narodowości taszczy ogromne worki ciuchów. Piętrzą się góry lnianych toreb, pchanych na wózkach do samochodów. Jedna za drugą suną półciężarówki i osobówki, po sufit wypchane ubraniami.

Pięć sztuk to jest nic

Hala G jest najbardziej prestiżowa. Płaci się za boks najwięcej, ale i ruch w niej ogromny. Po kilku minutach w hali G (jest ich jeszcze sześć) każdemu może zakręcić się w głowie. Swetry, bluzki, kurtki, paski, buty, majtki, koszulki, spódnice, sukienki, spodnie wystają z każdego boksu. Jaskrawe napisy informują o swetrach za 25 zł., koszulkach za 15 zł (4 za 50), garniturach za 320 zł, bluzach z kapturem za 45 zł. Pełno plakatów z zespołem Enej, który zagra 3 września. Okazja: otwarcie trzydziestu nowych sklepów.

- Gdzieś trzeba kupować towar. Jest jeszcze Wólka Kosowska, ale to dalej. No i tam mają podróby - tłumaczy Paweł, upychając kolejny worek do cinquecento. We Wrześni ma sklep z ciuchami. Ptaka odwiedza co dwa tygodnie. Towaru bierze po pięć - dziesięć sztuk. Najlepiej, by każda bluzka danego kroju miała inny kolor i rozmiar. Im większa różnorodność, tym lepiej. Niestety, brakuje ubrań dla puszystych, a to ważna część klienteli Pawła.

Na większości boksów tabliczki z napisem: „Tylko hurt”. To taka ściema dla skarbówki. Żeby sprzedawać detal, trzeba mieć kasę fiskalną. Więc detal nadal się sprzedaje, ale spod lady. A jak pójdzie sygnał od ochroniarzy, że idzie kontrola, to wszyscy twardo obstają, że u nich tylko w hurcie.

Ale jeśli chcemy przewietrzyć szafę, nie mamy tu czego szukać. Towar w detalu jest droższy niż w sklepach. Nie znajdziemy też markowych ubrań. Te czekają po drugiej stronie trasy krajowej nr 1, w kolejnej części imperium: na Ptaku Outlet. Hale dla hurtowników z outletem łączy tunel drogowy, który kosztował 10 mln zł. Właściciel imperium, Antoni Ptak, wybudował tunel z własnych pieniędzy. W niedzielę rano outlet świeci jednak pustkami.

Centrum Ptak Outlet (fot. Tomasz Stańczak/AG)Centrum Ptak Outlet (fot. Tomasz Stańczak/AG)

Z powrotem po właściwej stronie krajowej jedynki, tej stronie dla zwykłego człowieka. Tu nie jakieś ekskluzywne outlety, tu hurtownicy wyrywają sobie towar z rąk. Ludzie biegają z tymi workami po hali, żeby zdążyć obejść jak najwięcej. Spoceni, bo klimatyzacja nie działa.

Kiedyś Ptak był otwarty od piątej, teraz przesunęli na siódmą, więc czasu jest mniej. Tutaj zobaczymy, co będzie modne w nowym sezonie. Popularnością cieszą się dziś damskie swetry. Pani trzymająca wyładowany wózek dopytuje o takie z serduszkiem. Są, na szczęście. Ostatnie sztuki. Kogoś interesują bluzy z kapturem. Pan z reklamówkami w ręku sprawdza, czy tych kurtek za 68 zł nie można by taniej. Dogadamy się, mówi sprzedawca. Wszystko zależy od ilości.

- Pięć sztuk? To jest nic! Prawdziwy hurt zaczyna się od 50. Wtedy możemy rozmawiać - wyjaśnia Michał, właściciel boksu z polskimi ubraniami.

Pieniądz chyba jest, nie?”

Mimo ogromu hal Ptaka kupujący poruszają się tu jak rekiny w morzu.

- Trzeba się nachodzić, by znaleźć dobre ceny - mówi kupiec z Turku. Choć bmw ma wyładowane workami po sufit, to dzisiaj jest tylko „rekreacyjnie”. - Oszczędzisz 30 zł na 10 sztukach i już masz na paliwo do domu. Ja mam łatwiej, bo sprzedaję męskie ciuchy, a 90 proc. tutaj to są damskie. Ale i tak pół dnia się nabiegam jak nic.

Co chwilę słychać rozmowy po rosyjsku. Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy płacą dobrze i biorą wiele sztuk - mówią sprzedawcy. No i przenigdy nie biorą faktur. A im więcej pod stołem zostaje, tym lepiej - to przecież w każdym boksie wiadomo. Jak bracia ze Wschodu upychają potem ten cały majdan w autobusach - nikt nie wie.

Przed halą G w samochodach śpią ludzie. Najbardziej zdeterminowani przyjeżdżają o piątej - zanim otworzą się boksy. Obok strefy G jest hala Chińska o klimacie straganowym. Ubrania poustawiane na stołach, w kartonach. Wylewają się z boksów. Towar nieco tańszy. Zainteresowanie - większe. Wbrew oficjalnej nazwie w hali Chińskiej dominują Wietnamczycy, jest też sporo Turków.

Hala Chińska w centrum Ptak (fot. Bartosz Józefiak)Hala Chińska w centrum Ptak (fot. Bartosz Józefiak)

- Zaczyna się sezon jesienny, ludzie pytają o nowe ubrania. Trzeba się przygotować - mówi Paweł z Wrześni. - Konkurencja duża, każdy dziś ma sklep. Jak nie umiesz sprzedawać, to zginiesz. Moja partnerka tak na szczęście handluje, że klientki przychodzą po sukienkę, a wychodzą jeszcze z dżinsami.

Czy ubrania to jest biznes? Kupiec z Turku patrzy na parking - tak to wygląda co niedziela! W inne dni tylko trochę gorzej. Czyli pieniądz chyba jest, nie?

Antoni Ptak, założyciel centrum, też chyba ma pieniądz. „Wprost” umieścił go na szóstym miejscu listy 100 najbogatszych Polaków, z majątkiem rzędu 3 miliardów zł. Jego źródłem są sprzedawcy, którzy zabijają się o miejsce na halach. Kryzys tam nie zawitał. Wyzysk za to tak.

Jaśnie Pan Właściciel Boksu

- Koniec z wyzyskiem - powiedziała Anita do szefa, jak rzucała robotę na Ptaku w cholerę. Rzuciłaby też wypowiedzeniem, ale do tego trzeba mieć jakąkolwiek umowę.

Anita nie mówi, że zarabiała źle, bo miała od 1,6 do nawet 2 tys. zł z kawałkiem. Od czego zależała wysokość zarobków - to wiedział tylko Jaśnie Pan Właściciel Boksu. No i jego małżonka, która miała taką zabawę, że dziewczynom kazała szorować owoce w misce dla klientów. Na błysk.

A boks nie byle jaki - ponad 100 tys. sztuk ubrań w magazynie. To wszystko trzeba odebrać (towar przychodzi dwa razy w tygodniu), przegrzebać, powiesić na wieszakach, ustawić wieszaki, polecić klientom. Z uśmiechem. Od piątej rano. Zdarzało się, że od trzeciej. A przy inwentaryzacji pracowały nawet po szesnaście godzin. W zamian - zestaw z pobliskiego McDonalds'a od szefa! I stówka na koniec miesiąca. Albo i nie.

Anita przyznaje, że dziewczyny miała w pracy fajne. Ale co z tego, jak nie można było rozmawiać ze sobą? A Jaśnie Pan dobrze wiedział, kto łamie regulamin, bo miał wszędzie kamery. Nawet w ich szatni. Oczywiście dla bezpieczeństwa. Anita miała tego pecha, że w trakcie pracy na Ptaku brała ślub. Poprosiła właściciela, żeby wypuścił ją wcześniej. Czyli o piętnastej. Przetrzymał ją do siedemnastej. Do fryzjera i makijażystki nie poszła.

Z Ptaka wracała do domu i co dzień wyła. I spała, bo na nic nie miała siły. Dziewczyn do pracy zawsze było za mało, roboty za dużo, wolne weekendy to marzenie ściętej głowy. Rzuciła robotę po pół roku.

Grażyna też miała dość, bo może 2 tys. złotych to są dobre pieniądze, ale jak człowiek ma dwa dni w miesiącu wolne, to ciężko to nawet wydać. A wiele dziewczyn zarabia 1,3 tys. zł. Pracują codziennie, non stop. Wolne tylko na święta i dwa tygodnie „urlopu”. Po miesiącu człowiek już nie wie, jaki jest dzień tygodnia. Tylko po tym poznaje, że czas na odbiór towaru. Albo jest niedziela: najgorszy dzień z możliwych. Jak rano przyjeżdża ci ciężarówka swetrów, to nie masz siły na nic. Gdyby można było wziąć urlop czy chociaż chorobowe. Albo weekend chociaż! No ile tak można pracować?

Po zakupach w Ptaku (fot. Bartosz Józefiak)Po zakupach w Ptaku (fot. Bartosz Józefiak)

Dlaczego tak jest, mimochodem wyjaśnia Michał. Mówi o obniżaniu kosztów produkcji. Biznes musi się zwracać. Na czym się oszczędza? No, na pracownikach, to jasne. Większość firm zleca np. szycie na zewnątrz, okolicznym firemkom. Ile zarabiają takie szwaczki? A skąd on ma to wiedzieć? Po prostu płaci za towar. Jak kupujesz, dajmy na to, lody, to nie pytasz: Przepraszam, a ten, co robił lody, to przypadkiem nie jest na śmieciówce?

Szwaczkę zatrudnię. Z Ukrainy za pół pensji

Michał od miesięcy szuka nowej szwaczki. I jeszcze krojczego. Tylko kto się uczy tych zawodów dzisiaj? Nawet w Łodzi są braki. Choć tylko tutaj mógł się rozwinąć taki biznes. Po upadku komuny tysiące szwaczek trafiły z państwowych zakładów na bruk. Część szybko znalazła robotę w przydomowych firmach dziewiarskich, szwalniach, które wyrosły w regionie w okamgnieniu.

Michał sam zatrudnia dwanaście szwaczek i jeszcze zleca robotę trzem zakładom. Duże koszty, ale jest nadzieja na redukcję. Idzie coraz więcej Ukraińców, oni będą pracowali chętniej niż Polacy. Za połowę tych pieniędzy. Teraz chodzi o to, żeby budować markę. Przyciągać jakością. Mieć klientów z Zachodu, a nie ciągle ze Wschodu. Trzeba się wyróżniać, bo sprzedawców jest 2,5 tysiąca! To powinna być przyszłość Ptaka. Koniec z taniością!

Szef całego interesu też stawia na jakość. Dwadzieścia lat temu pod Rzgowem stały blaszane budy. Dziś hale, outlet i centrum wystawiennicze noszą dumną nazwę „Ptak Fashion City”. Reklamy głoszą, że to „jedyne w Europie miasto mody”. W Mediolanie wywołuje to pewnie uśmiech politowania. Niesłusznie. Przecież w zeszłym roku na międzynarodowych targach gościła tu Paris Hilton!

Paris Hilton w Ptak Fashion City na III edycji Miedzynarodowych Targów Mody Fast Fashion (fot. Marcin Stępień/AG)Paris Hilton w Ptak Fashion City na III edycji Miedzynarodowych Targów Mody Fast Fashion (fot. Marcin Stępień/AG)

Za pieniędzmi idzie stres

Ale większość handluje taniością właśnie - chińszczyzną szytą we Włoszech. To tanie ubrania, które mają znane metki. Według Michała o ich jakości lepiej nie rozmawiać. Badziewie, ledwo to overlockiem zszyte. Jak bluzka idzie za 10, 20 zł w hurcie, to o czym mówimy? Jego bluzki idą po 100 zł. Sam je projektuje, szyje z polskich materiałów. Takich jak on jest na Ptaku coraz mniej - Kupują u nas Holandia, Niemcy. Na razie pojedyncze osoby, ale polskie produkty są w modzie. Hurtownicy pytają: „czy to na pewno polskie?”. Bo polskie znaczy, że dobre.

Kolorowy sweter, no cudo, które Michał sam zaprojektował i wykonał, dwa miesiące później przyjedzie idealnie sklonowany w ciężarówce z Włoch. - Bo tutaj ludzie uśmiechają się, a zaraz kradną ci towar i cię podszywają.

„Podszywanie”, czyli kradzież czyjegoś wzoru, to norma. Współpracy między sprzedawcami raczej nie ma.-- Zapytaj kogokolwiek, jak mu idzie, to powie, że ch...owo. Zawsze beznadziejnie, no rozpacz. A potem widzisz, jakim autem podjeżdża...

Za pieniędzmi idzie stres. Zrobisz partię towaru, nie chwyci - to tracisz. A koszty masz niemałe, bo szwalnie chodzą 12 godzin na dobę, sześć dni w tygodniu. Właśnie zaczyna się sezon. Fabryki pracują na pełnych obrotach. Teraz jest największy stres. Potem robi się już tylko doszywki. Najwięcej sprzedawcy wyciągają na Wszystkich Świętych. Każdy chce ładnie wyglądać na grobach. Potem w grudniu. Najgorzej zimą, latem też niewesoło. Jak jest dobry miesiąc, wyciągasz kilkadziesiąt tysięcy, jak zły - dokładasz do biznesu.

Antoni Ptak (fot. Małgorzata Kujawka/AG)Antoni Ptak (fot. Małgorzata Kujawka/AG)

O 15.00 dzień na Ptaku się kończy. Sprzedawcy na papierosie wymieniają się plotkami. Bo, jak tu mawiają, Ptak na plotce stoi. Co zrobi właściciel? Czynsze podniesie? Obniży? Zbuduje nową halę? Wyburzy? Kogoś wyrzuci z boksu, kogoś przesunie? Każdy ma swoją teorię. Każda tyle samo warta. Na razie ostatni hurtownicy kolanem upychają pękate worki swetrów w osobówkach. Do zobaczenia za tydzień!

Bartosz Józefiak. Mieszka w Łodzi. Pracował w gazetach lokalnych w Łodzi, Wrocławiu i Pabianicach, współpracował z "Dużym Formatem" i "Tygodnikiem Powszechnym". Jest studentem Polskiej Szkoły Reportażu i swoją przyszłość wiąże właśnie z reportażem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

reme de la creme

Komentarze (215)
Zaloguj się
  • bonifacy_40

    Oceniono 15 razy -9

    III RP ...taką zostawił Tusk i PO , a wy lemingi z gazety dalej nie wiecie dlaczego przegralisćie wybory ? ! dalej beziecie prosili idiotów Sierakowskiego i R.Markowskiego żeby tłumaczyli ludziom że PO jest cacy ?

  • lekkopoirytowana

    Oceniono 21 razy -7

    Polki to się może i tam ubierają, ale nie mogę uwierzyć, że Polak może napisać coś takiego w artykule dla mimo wszystko poważnej gazety...: "Michał, co ma boks w dobrym miejscu, podejrzewa, że Polki to wszystkie ubrania wymieniają co sezon. No bo tutaj sprzedaje się tych ubrań setki ton"

  • tom-pek

    Oceniono 14 razy -6

    50 procent butików nie sprzedaje w detalu ,pracownicy których znam zarabiają lekko po 3 tysiące ale Gowno wie lepiej

  • ch3heg

    Oceniono 16 razy -6

    Przecież ta sama wyborcza placze gdy minimalna ma być podniesiona a handel w niedzielę zlikwidowany - to jak to w koncu jest?

  • robcio102

    Oceniono 15 razy -3

    w dużych boksach płacą od 3000 do 5000 bo brak pracowników !(OSOBIŚCIE ZNAM OSOBE KTÓRA ODEBRAŁA PĘSJE 7500) w małych 1700 to jest minimum ,a pod ladą to sprzedają dziewczyny za plecami pracodawcy narzucając swoją marże którą zatrzymują dla siebie.Bo kontrole z US są tak częste że zwyczajnie się nie opłaca ryzykować, godziny otwarcia hal są bardzo restrykcyjnie przestrzegane ze względu na ostatnie pożary hal i próbę ożywienia nowych hal po drugiej stronie ,które są czynne całą dobę i nikt poza godzinami 7-15 nie ma prawa przebywać w hali ,poza oczywiście czasem potrzebnym na dostawę .A czy rzeczywiście wszyscy zarabiają krocie ? takich centrów handlu było 3 Tuszyn, Głuchów, Ptak każde po 3000 stoisk czynne 7 dni w tygodniu ,w ciągu 4 lat został tylko Ptak reszta funkcjonuje 1 dzień w tygodniu i tylko dlatego że ma inne godziny otwarcia,.AUTORZE TEKSTU JESTEŚ NIERZETELNY W SWOIM ZAWODZIE ALE CIĘ ROZUMIE KTO BY CHCIAŁ CZYTAĆ O DUŻYCH ZAROBKACH , WALCE O PRZETRWANIE I PRZEJADANIE ZYSKÓW Z POPRZEDNICH LAT.

  • 123ghost

    Oceniono 15 razy -3

    PiS, pensje oraz 500+

    Tak to w Polszcze jest. Na 500+ nie starczy w budrzecie ale trzeba bylo PiSowi poprostu podniesc pensje minimalne w Polsce. To bylo mozliwe. To wiadomo od dawna, ze polisz-lody przedsiebiorcy zarabiaja super kasiore a pracownikom placa ochlapy a do tego wykorzystuja na umowach smieciowych. Polska mentalnosc to nie germanska, ze szef sie za dobra prace dzieli ze swoimi pracownikami. W polskiej mentalnosci lezy wyzysk, to slowianskie geny! Podobnie jest Rosji, na Ukrainie, Bialorusi oraz Serbii i Chorwacji. Te kraje nie mialy nigdy przyszlosci i nie maja. Kwestia czasu. PiS to partia idiotow. A PO moglo zrobic wiecej, odpuscili. Dla Polaczyny nie licza sie autostrady, drogi, dworce, pociagi, Orliki ba.. nawet szpitale, tylko banknociki w portfelu na wodke, piwsko, imprezki, grilla, wakacje w Grecji itd. No konkordat jeszcze. Bo Polak to i tak "umrze" a do nieba trzeba sie zalapac. Zobaczymy sie kochane psycholki po tamtej stronie. Ten sie smieje, kto sie smieje ostatni.. Narod glupi i koniec, skazany na "Shawshank". Smutne ale prawdziwe..

  • Jan Olszewski

    Oceniono 16 razy -2

    Te 12-16h dziennie pracy i płaca za 1300-1600 na rękę weszło za Tuska,to Tusk zlikwidował nadgodziny na wyraźne życzenie(łapówka) Konfederacji Lewiatan.
    Przed tym złodziejem i antyPolakiem płaca też była 1300-1600 na rękę ale za 8h pracy,nie za 12-16h a dzięki nadgodzinom i premii można było wyciągnąć ponad 2000 na rękę,nawet do 2500 tys i nie zwalniali jak ktoś nie chciał pracować nadgodzin.

  • mariohudds

    Oceniono 9 razy -1

    W Łodzi nie mówi się.'na ptaku' tylko 'w ptaku' no chyba że 'tak pisze na internetach' LOL

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX