Kościół w Oławie

Kościół w Oławie (fot. Wojciech Mazan)

społeczeństwo

Schizma w Oławie. Jak pewien działkowiec porwał tłumy i niemal dokonał podziału w polskim Kościele

Wiele spośród ponad 3,5 tysiąca powojennych kościołów Polacy wznieśli na przekór komunistycznej władzy. Ale ten jest absolutnie wyjątkowy. Powstał wbrew samemu Kościołowi katolickiemu.

***Artykuł pierwotnie ukazał się w roku 2016 w ramach projektu Architektura VII Dnia. W cyklu ''Weekend na wakacje'' przypominamy nasze najlepsze teksty. Oto jeden z nich***

Polska, lata 80. Rośnie opór wobec reżimu. A w okolicach Oławy rośnie wspólnota religijna skupiona wokół osobowości tak silnej, że Episkopat nie mógł jej zignorować.

Pana Kazimierza Domańskiego. Malarza kolejowego, działkowca, wizjonera i uzdrowiciela.

1982. Pierwszy cud

8 lutego 1982 roku do Kliniki Neurologii Akademii Medycznej we Wrocławiu zostaje przyjęty pacjent z napadami padaczki, który w roku 1966 i 1975 doznał poważnych urazów głowy. Badania wskazują na krwiak mózgu. Lekarze zalecają trepanację czaszki i usunięcie skrzepu.

Ale wówczas - według wersji pana Kazimierza - dzieje się cud. Domański bowiem reaguje na sytuację z charakterystyczną dla siebie pewnością i pobożnością. Stawia święty obrazek na szafce i modli się dniami i nocami. Skrzep znika, krwiak przestaje być problemem, Szpital odwołuje operację. To wydarzenie uformowało Domańskiego. Dało mu poczucie wyjątkowości i siłę do działania wbrew wszelkim przeciwnościom.

1983. Pierwsze objawienie

8 czerwca 1983 roku Kazimierz Domański jedzie na działkę podwiązać pomidory. Nagle kończą mu się tasiemki. Idzie po nowe do altanki. Nic w tym nadzwyczajnego. Gdyby nie to, że czeka tam na niego Matka Boska. Natychmiast uklęknął i zaczął się modlić. Przerwała mu. "Wstań - powiedziała, kładąc rękę na ramieniu. - Ty masz uzdrawiać ludzi". Tak też czyni.

Pomnik Kazimierza Domańskiego i kościół, który zbudował (fot. Wojciech Mazan)Pomnik Kazimierza Domańskiego i kościół, który zbudował (fot. Wojciech Mazan)

Przez kolejne miesiące w wyposażonej w krzyż i prowizoryczny ołtarz altance Domański przyjmuje chorych. Kładzie na  nich ręce i "uzdrawia". Świadectw jest wiele:

"Moja córka została uzdrowiona, ja zostałam uzdrowiona na nogi moje, moja wnuczka, której powiedzieli, że ma guz na głowie i wyszło jej na zdjęciu, że nie ma nic, że wszystko jest uzdrowione".
"Niebo było bardzo zachmurzone, rozeszły się po prostu chmury. I wszyscy zobaczyli słońce, na tym słońcu była po prostu kręcąca się tarcza. Niesamowite barwy kolorów. No ja to widziałem. Widziałem. Stwierdziłem na zdrowy rozum, że to przecież niemożliwe, żeby pan Domański wszedł po drabinie i takie rzeczy robił. Widziały to tłumy. Było wtedy 28 tysięcy ludzi. To był moment mojego nawrócenia. W sekundzie stwierdziłem faktycznie, że jest Bóg"

- opisuje inżynier Marian Obodziński.

Tylko w pierwszym roku po objawieniach przez oławskie ogródki działkowe przewija się około 100 tysięcy pielgrzymów. Skąd taka popularność nieznanego wcześniej miejsca?  Za część sławy ogródka pana Domańskiego może odpowiadać artykuł we wrocławskim piśmie "Sprawy i Ludzie". Ciżba ludzi jest tak wielka, że oprócz domniemanych cudów zdarzają się też jak najbardziej prawdziwe tragedie. Dwóch mężczyzn umiera w kolejce do altanki. Kolejne dwie osoby giną na torach,  które tłumy muszą pokonać po drodze do  ogródków działkowych.

Na jednym objawieniu się nie kończy. Będzie ich łącznie - według samego Kazimierza Domańskiego - około 270. Pytany o nie w 2002 roku  nie jest w stanie podać dokładnej liczby. W trakcie wizji odwiedzać go będzie zarówno Matka Boska, jak i Pan Jezus. Tak to opisuje:

"Objawienia zawsze mam o trzeciej w nocy. Matka Boża pojawia się na chmurce, Chrystus ma kasztanowe włosy i brodę. Po ekstazie wszystko przychodzi mi do głowy, siadam i piszę. Najpierw na brudno, potem przepisuję na maszynie. I potem odczytuję w kościele".

Wizjoner będzie w stanie: rozmawiać z Jezusem i Maryją, otrzymywać komentarze do bieżących wydarzeń, wysłuchiwać ich próśb, pochwał oraz uwag wobec zgromadzonych pielgrzymów. Z relacji Domańskiego wynika, że ogólnie Matka Boska była zadowolona, niemniej potrafiła być również krytyczna: "Byłam między wiernymi dwie godziny. Nie wszyscy się modlili na różańcu - tylko 20 procent ludzi". W kolejnych objawieniach Matka Boska wyraźnie, pod groźbą kary, poleciła, by nieopodal altanki, w której ukazała się po raz pierwszy, wybudowana została kaplica Bożego Pokoju. "Niech zostanie tutaj wybudowana kaplica i niechaj pielgrzymi z całego świata przybywają modlić się o pokój w świecie. Jeśli to życzenie zostanie spełnione, spłyną wielkie łaski, w przeciwnym razie nastąpi kara".

Kazimierz Domański rozpoczął starania o fundusze. Zaczął od zbierania darowizn od przybywających do jego altany pielgrzymów. Jednak po wielkiej ekscytacji roku 1983 liczba odwiedzających Oławę spadła. Przełom nastąpił dopiero w kolejnym roku, a jego autorem był nie kto inny, jak Wojciech Jaruzelski.

Wojciech Jaruzelski (fot. Tomasz Wierzejski/AG)Wojciech Jaruzelski (fot. Tomasz Wierzejski/AG)

1984 - Każdy ma taki cud, na jaki zasługuje

Na konferencji delegatów PZPR I sekretarz KC wspomniał o "tysiącach naiwnych", co pognali na kolejny "cud" do Oławy.

Generał wywołał skutek odwrotny do zamierzonego. Spowodował wzrost ruchu pielgrzymkowego. Każdy kult rośnie w siłę, gdy może organizować się przeciwko czemuś lub komuś. Gdy ma jasno zdefiniowanego wroga. Od tej chwili społeczność z Oławy już go miała. o domniemanych objawieniach oławskich, znanych wcześniej tylko na terenie Dolnego Śląska i Opolszczyzny, mówi w całym kraju. Do altany pana Kazimierza znowu zaczęły ściągać tłumy. To dzięki Wojciechowi Jaruzelskiemu możliwe stało się wybudowanie kaplicy, a potem sanktuarium.

1985-1986 - apogeum

W 1985 roku Oława bierze udział w popularnym programie TV Turniej Miast. O  cudownych wydarzeniach na ogródkach działkowych im. Jakuba Sobieskiego dowiaduje się cały kraj.  Do miasta ściągają kolejni pielgrzymi i ciekawscy. 8 grudnia 1985 roku milicja w Oławie raportuje, że w trzydziestotysięcznym mieście znajduje się około 50 tysięcy pielgrzymów. Jednego dnia.

W tym samym roku Kazimierz Domański traci monopol na objawienia. Jak twierdzi 17-letnia oławianka Krystyna Żurawska, ukazała się jej sama Matka Boska. Tekst wizji zostaje nagrany na kasety magnetofonowe. Potem jest rozprowadzany wśród pielgrzymów. "Matka Boża przemówiła przez małą dziewczynkę. Ja tu byłem świadkiem naocznym i Matka Boża przemówiła. Co przemówiła tego nie będę mówił. Kolega puści magnetofon, kto ma, to sobie proszę nagrać". Ludzie wierzą w kolejne objawienie, ale do czasu. Okrzyknięta Namiestniczką Bożą Żurawska zostaje nakryta na kupowaniu alkoholu w Pewexie. Ale wierni już niedługo dostaną następny cud.

17 stycznia 1986 roku Konferencja Episkopatu Polski ostrzega wiernych, aby nie pielgrzymowali do Oławy. Kościół nie uznaje objawień Domańskiego. W Oławie nie zmienia to praktycznie nic. Kult jest już na tyle silny, że wystąpienie hierarchów kościelnych nie może mu zaszkodzić.  I na nic skargi innych działkowców, że tłum depcze działki i nie daje odpocząć. Na skargę do władz na hałas Domański jednak ustępuje. Wiesza na płocie tablicę: "Za zgodą władz miejskich - Matka Boska uzdrawia we wtorki i czwartki". Pomimo tego ruch pielgrzymkowy rozwija się dalej.

6 października 1986 roku. Z oczu stojącej w altanie figury Matki Bożej tryskają krwawe łzy. Milicja bada posąg, potem oddaje Domańskiemu. A liczba pielgrzymów rośnie. Samozwańczy prorok zaczyna zbierać pieniądze na budowę kościoła. I mu się to udaje. Problem w tym, że nie ma gruntu, na którym można by go było postawić. A przecież nakaz, jaki Domański miał usłyszeć od Matki Boskiej, był jasny:

"Trzeba wykupić ten teren na tym miejscu, aby obok tej małej altanki powstała świątynia Bożego Pokoju. Ta altanka ma zostać jako relikwia, że Ja schodziłam tutaj w takim ubogim domku. Nie było miejsca dla mego Syna i dla Mnie. Musiałam w Polsce w tej skromnej altance schodzić, upominać cały świat i cały wasz kraj, a szczególnie upominać wszystkie narody, aby łączyły się z waszą Ojczyzną i prosiły o Boży Pokój".

(wszystkie cytaty z domniemanych objawień pochodzą z książki "Iskra Bożego Pokoju", wydanej przez zwolenników Domańskiego - przyp. red.).

Kościół w Oławie (fot. Wojciech Mazan)Kościół w Oławie (fot. Wojciech Mazan)

Ale wtedy pojawia się nieoczekiwana pomoc. Rodzina Marty Marek, parafianki z Oławy, przekazuje hektar gruntów, który miał być jej posagiem, pod budowę kościoła. Marta Marek przyjmuje śluby czystości i do końca życia pozostaje panną. Budowa kościoła rusza.

1996 rok. Sanktuarium jest gotowe. "Przekaż pielgrzymom i całej Ojczyźnie, aby pomagali w budowie tej świątyni Bożego Pokoju. Oni będą otrzymywać łaski od mego Syna i ode Mnie. Błogosławieństwo na tę budowę. Wiem, że poświęcasz się temu miejscu, gdzie będzie budowa i nie tracisz czasu i chcesz, aby jak najszybciej była wybudowana ta świątynia Bożego pokoju" - tak miała rozkazać Matka Boża. Pan Kazimierz więc zbudował. Pomimo sprzeciwu Wrocławskiej Kurii Metropolitalnej:

"Wydrukowane przez ob. Kazimierza Domańskiego foldery zawierają karygodne kłamstwa. Ponadto Kuria Arcybiskupia we Wrocławiu stwierdza, że ob. Kazimierz Domański nie otrzymał żadnego pozwolenia ani ustnego, ani pisemnego na budowę kościoła 'Matki Pokoju' w Oławie. Metodycznie rozgłaszane powyższe wiadomości są kłamliwe, dlatego zbieranie funduszy na ten cel jest bezprawne".

Wiernych to nie przekonuje. Ludzie chcą mieć swój kościół. Sprzeciw władz kościelnych umacnia apologetów oławskich w przekonaniu, że budowa Sanktuarium w trudach jest wartością. Jaka siła kazała robotnikom znosić niewygody wieloosobowych, początkowo nie ogrzewanych pokoi i trwać długi czas przy budowie świątyni z dala od swoich rodzin? Do czasu wybudowania budynku klasztornego spali w baraku na podłodze, w śpiworach lub pod kocami. Wyrzekali się dla Matki Bożej swoich urlopów i skromnych oszczędności. Wielu z miłości do Niej podejmowało posty o chlebie i wodzie od jednego do trzech dni w tygodniu. Wznoszący świątynię Bożego Pokoju wiele razy modlą się wspólnie w czasie pracy. W wyznaczonych porach odmawiają trzy części Różańca Św., Koronkę do Miłosierdzia Bożego i Anioł Pański - trzykrotnie w ciągu dnia w jedności z Ojcem Św. i w jego intencji. (za: 'Iskra Bożego Pokoju', wyd. Arka).

Domański prowadzi te modlitwy codziennie. Oprócz dni przeznaczonych na misje w Polsce i za granicą. Niestrudzenie prowadzi też budowę kościoła. Przez 11 lat nieustępliwie wierzy, że musi zbudować go tak, jak Matka Boska mu nakazała. I udaje się. W 1994 roku Sanktuarium Matki Bożej Królowej Wszechświata Bożego Pokoju zostaje ukończone - rękami samych wiernych, często emerytowanych budowlańców i inżynierów, ale także górników czy kolejarzy. - To wszystko zbudowali głównie górnicy zwolnieni z kopalń, kolejarze na emeryturze i bezdomni, którzy za prace dostawali jedzenie - mówił dla "Wyborczej" inż. Jan Hawryluk, kierownik budowy, w 2000 roku. Strzelisty budynek oficjalnie jest... stodołą.

"Wszystkie obiekty, które tam w tej chwili stoją, posiadają funkcję związaną z prowadzoną działalnością rolniczą, czyli to są jakby budynki zagrodowe:  gospodarczy, inwentarski i mieszkalny. Rzut obiektu pokrywa się z rzutem kościoła - paszarnia, pomieszczenie do przetrzymywania ziemniaków, magazyn narzędzi, stanowisko na maszyny rolnicze, magazyn na ziarna, pomieszczenie nawozów sztucznych, zasiew na słomę, pomieszczenie na środki ochrony roślin. Projektanci z góry wiedzieli, na jaki cel będą przeznaczone te budynki. I już rozwiązania funkcjonalne i konstrukcyjne były dostosowane do potrzeb przyszłych użytkowników. Gdybyśmy chcieli wstrzymać budowę na pierwszym etapie, nie byłoby podstaw, gdyż fundamenty, a nawet część ścian przyziemia pokrywały się z rzutami tego obiektu" - komentował w reportażu TVP architekt miasta Oławy Andrzej Solski.

Ogród działkowy, w którym Kazimierz Domański miał doznać objawień (fot. Wojciech Mazan)Ogród działkowy, w którym Kazimierz Domański miał doznać objawień (fot. Wojciech Mazan)

Lata 1994-1999 to rozwój kultu, liczne pielgrzymki z Polski i z Niemiec, publikacja książki "Iskra Bożego Pokoju" z Oławy oraz namaszczenie kolejnego Namiestnika Bożego - Maćka Obodzińskiego. Potwierdzeniem, że tym razem to odpowiedni Namiestnik, ma być kolejny "cud" -  pojawienie się krwi na Sakramencie Świętym w trakcie mszy. Niestety, Maciek jednak nie poczuł powołania - po kilku latach wyjeżdża do pracy do Belgii.

Przez wszystkie lata Kazimierz Domański cierpliwie próbuje uzyskać akceptację swoich działań w Kościele. Bezskutecznie. W 1999 roku zakłada Stowarzyszenie Ducha Świętego. Kościół odpowiada natychmiast. Tym razem ostro. Nakłada na wszystkich karę interdyktu, a stowarzyszenie uznaje za sektę. Od tej chwili już formalnie Kazimierz Domański działa wbrew Kościołowi katolickiemu. W prawie kanonicznym w kanonie 1374, każdy, "kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem". To ciężka kara, bo objęci interdyktem nie dostaną rozgrzeszenia, nie mogą przystępować do komunii świętej i nie mają prawa do pogrzebu katolickiego.

Dla Domańskiego to cios. Ale odpowiada: "Ciężej mi teraz na sercu - mówi. - Ale słucham Boga, nie człowieka". Pielgrzymi kwitują decyzje archidiecezji: "Jak jest dobre dzieło, to zawsze jest prześladowane." Ale ówczesny arcybiskup wrocławski Henryk Gulbinowicz jest nieugięty. W dokumencie "Cud" podkreśla: "Nic tam nie ma z Kościoła katolickiego. I nic tam nie będzie nigdy, proszę pana, ze względu na to, że to wszystko jest pomysł pana Domańskiego, tam nie ma nic nadprzyrodzonego". Zaznacza, że budynek, który wybudował Domański, "to żadne sanktuarium".

Ale ludzie wierzą.

Sama liczebność wiernych na oławskiej działce sprawia, że Kościół waha się, czy podejmować skrajne decyzje wobec samozwańczego wizjonera, choć wytyka mu błędy doktrynalne. Domański jest już w podeszłym wieku. Kościół czeka. Jest cierpliwy.

W czerwcu 2002 roku Kazimierz Domański umiera. Przed śmiercią jedna się z Kościołem, kara interdyktu zostaje zdjęta. Charyzmatycznego działkowca żegnają dwa tysiące ludzi. To początek końca oławskiej "schizmy", bo żaden z "następców" mistyka nie dorasta mu charyzmą do pięt i nie umie pociągnąć ludzi za sobą. 17 listopada 2005 roku Sanktuarium Matki Bożej Królowej Wszechświata Bożego Pokoju , dzieło życia Domańskiego, zostaje przejęte przez Kościół katolicki. Dwa lata później, 22 sierpnia 2007 roku, arcybiskup Marian Gołębiowski święci świątynię i nadaje jej imię Najświętszej Marii Panny Królowej. Kościół dostaje w darowiźnie pełen zestaw: parafię i parafian.

Wojciech Mazan. Jest architektem, absolwentem Wydziału Architektury PWr i Rotterdam Academy of Architecture and Urban Design. Pracował nad projektami w Austrii, Polsce, Hiszpanii, Holandii i Meksyku. Otrzymał wyróżnienie w konkursie Europan 13 oraz drugą nagrodę w konkursie na wystawę kuratorską w polskim pawilonie na Biennale Architektury w Wenecji w 2016 roku za projekt "Proste Historie", który obecnie rozwija w ramach grupy PARERGA.

Artykuł pierwotnie ukazał się w ramach projektu Architektura VII Dnia. Jego celem jest upamiętnienie powstawania polskich kościołów po II wojnie światowej. Autorzy liczą, że ich strona stanie się bazą informacji, do której czytelnicy będą dodawać swoje wspomnienia i zdjęcia. Swój projekt przygotowali we współpracy z Kartografią Ekstremalną i fundacją Bęc Zmiana.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

reme de la creme

Komentarze (239)
Zaloguj się
  • wlodeek

    Oceniono 325 razy 267

    KK poczuł się zagrożony, więc wyklął Domańskiego i potępił jego działalność. Ale potem skwapliwie położył łapę na majątku parafian i wszystko jest ok. Domański stał się cacy.
    Chciwość spaśluchów nie zna granic!

  • wnuczek_akowca

    Oceniono 164 razy 146

    " 17 listopada 2005 roku Sanktuarium Matki Bożej Królowej Wszechświata Bożego Pokoju , dzieło życia Domańskiego, zostaje przejęte przez Kościół katolicki. Dwa lata później, 22 sierpnia 2007 roku, arcybiskup Marian Gołębiowski święci świątynię i nadaje jej imię Najświętszej Marii Panny Królowej. Kościół dostaje w darowiźnie pełen zestaw: parafię i parafian "

    Jakie to proste. Wystarczy przejąć dotychczasowy budynek, w którym "Nic...nie ma z Kościoła katolickiego", zmienić nazwę, machnąć kropidłem i...jedziemy ze strzyżeniem owieczek.
    Całkowicie już legalnie i zgodnie z "wolą bożą".

  • tece92a

    Oceniono 140 razy 120

    Przykład Domańskiego i jego religii pokazuje,jak wielka jest w ludzie gotowość do przyjmowania głupoty.Patrz: "zamach" smoleński. Im głupsze,tym lepsze.

  • siekier35

    Oceniono 132 razy 112

    stajnia jest?
    jest
    owieczki,osły i barany są?

    to bierzemy,od teraz tu mieszka bóg!

  • cy.nick

    Oceniono 101 razy 85

    Jeżeli ktokolwiek wniesie jakiś pokaźny majątek do KK, nie ma opcji, aby go czarni odrzucili.

    Takiemu Lemańskiemu czy Bonieckiemu zamknęli usta migiem. To tylko idealiści, operujący słowem, próbujący poruszyc umysły - co samo w sobie jest zagrożeniem dla każdej religii ! - bez wnoszenia konkretnego majątku, choćby pieniędzy.
    Paszli won !
    Natankowi próbują podskoczyć, na razie ze skutkiem problematycznym.

    No i zjawisko na świat cały - Ojciec Wszystkich Ojców z Torunia.
    Pokażcie mi odważnego biskupa, który nazwie tego oszusta po imieniu.

  • felicjan.dulski

    Oceniono 85 razy 83

    Krytyka sekty tylko ją wzmacnia. Dlatego o poczynaniach sekty smoleńskiej powinno być jak najciszej, ewentualnie pobłażliwie przytakiwać np. że to osobiście Tusk z Putinem schwytali Tupolewa na lasso. Nie ma "wrogów",nie będzie sekty.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX