Grzegorz Miecugow

Grzegorz Miecugow (fot. TVN / Krzysztof Dubiel)

wywiad gazeta.pl

Miecugow: Jak ktoś mi mówi, że jestem zwolennikiem PO, to tylko z politowaniem kiwam głową

Jaka jest różnica między rządami PiS a rządami Margaret Thatcher? Dlaczego Antoniemu Macierewiczowi wszystko wolno? - Dziś nie ma polityków, którzy są w stanie popatrzeć na horyzont, a nie tylko na doraźne zyski i na ewentualne wygrane wybory. Te najbliższe - mówił nam przed rokiem Grzegorz Miecugow. Redakcja "Szkła kontaktowego" poinformowała o jego śmierci.

Przed ostatnimi wyborami mówił pan, że jeśli wygra PiS, to po 2-3 latach będą nowe. Zapytam więc dziś: będą?

- Raczej się nie zanosi. PiS ma bardzo słabą opozycję. Ale rządzi sam, więc nie ma przebacz. Nie ma na przykład wytłumaczenia, dlaczego frankowicze nie mogą się doczekać spełnienia obietnicy prezydenta. Nie to jest jednak najważniejsze. Spodziewam się bardziej, że PiS, zachłyśnięte pełnią władzy, będzie chciało majstrować przy demokracji, coś pozmieniać przy wyborach.

Na przykład je znieść?

- Nie, nie sądzę, żeby się posunęli do zlikwidowania wyborów w Polsce. Jeszcze nie teraz. Raczej będą chcieli zrobić coś, co zapewni im większą szansę na wygranie kolejnych. A przy tej słabości opozycji i braku u niej jakichkolwiek pomysłów zwycięstwo w następnych wyborach nie będzie takie trudne.

To pana niepokoi?

- Niepokoi mnie ogólnoeuropejska tendencja do stawiania na ruchy nacjonalistyczne, które w Polsce Macierewicz chce uzbroić. Choć w samym nacjonalizmie nie widzę nic złego. Uważam, że jego przejawem jest każde wzruszenie, gdy zdobywamy medal olimpijski.

2001 r. Czasy 2001 r. Czasy "Big Brothera". Grzegorz Miecugow prowadził ten program wspólnie z Martyną Wojciechowską (fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta)

Ma pan chyba ma myśli dumę narodową.

- Tak, ale to też jest jakiś odłam nacjonalizmu. Dlaczego kibicujemy naszym? Bo to nasi. Zagrożenie widzę raczej w nacjonalizmie, który sens swojego istnienia czerpie z niszczenia innych. Oczywiście nie porównywałbym tego do lat trzydziestych, bo to były inne czasy. Jednak są pewne odwołania do historii, które pokazują, że cały naród może zwariować. Jak Niemcy, które były tak pokrwawione po pierwszej wojnie, krok po kroku dały się wciągnąć w kolejną? To pokazuje, że nawet w najspokojniejszych czasach można się nagle znaleźć w ogniu wojny.

Dziś także?

- Uważam, że wojna jest dzisiaj jak najbardziej możliwa, choć trudno powiedzieć, z której strony przyjdzie. Słyszę, że niedawny szczyt NATO był takim sukcesem, bo potwierdziły się oczekiwania nasze i innych państw. Otóż nie ma żadnych szczytów, nie ma żadnych ustaleń, których nie można by złamać. Czym jest NATO, okaże się w praniu. Mam nadzieję, że do tego prania nie dojdzie.

Ja też. A jak pan ocenia ministra Antoniego Macierewicza?

- Postać pana ministra jest dla mnie dość tajemnicza. Narobił swojemu ugrupowaniu tyle strat wizerunkowych sprawą apelu smoleńskiego i uszło mu to płazem. W sondażach wychodzi, że wielu ludzi zwyczajnie mu nie ufa, a mimo to wygląda na polityka, któremu wszystko wolno.

Jego gadanie o tym, żeby ludzie mieli karabiny w domach, jest tak piramidalnie głupie i tak nieprzystające do naszych obaw... Choć zarządzanie strachem jest bardzo skuteczne, jeśli chce się manipulować ludźmi, o czym doskonale wiedział prezes Kaczyński, mówiąc kiedyś z trybuny sejmowej o uchodźcach i pierwotniakach. Jakoś nie mówił o nich, jak były Światowe Dni Młodzieży, a przecież mnóstwo ludzi przyjechało wtedy do Polski z całego świata.

Wracając do pomysłów Macierewicza - łatwość posiadania broni za oceanem co jakiś czas doprowadza do jakiejś masakry... My nie chcemy, żeby wszyscy mieli broń. A jednak Macierewicz takie rzeczy opowiada i mu to uchodzi bezkarnie. Doprowadza do awantury nad grobami powstańców i też mu to uchodzi bezkarnie. To jest zastanawiające, bo robi przecież swojej partii sporo krzywdy.

Uważa pan, że działa bez porozumienia z prezesem?

- Tego właśnie nie rozumiem. Nie rozumiem, jak prezes Kaczyński, który panuje nad całą partią, nie stara się interweniować, gdy partii dzieje się krzywda. Na przykład nieudolna próba wprowadzenia podwyżek dla posłów została ucięta. Narobiła partii rządzącej szkody, ale to trwało dwa dni i się skończyło. Natomiast sprawa apelu smoleńskiego ciągnęła się od czerwca. Jaką specjalną pozycję w partii ma Antoni Macierewicz, że wolno mu wszystko?

10 sierpnia 2001 r. Grzegorz Miecugow w studiu TVN24. Telewizja zaczęła działać dzień wcześniej (fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta)10 sierpnia 2001 r. Grzegorz Miecugow w studiu TVN24. Telewizja zaczęła działać dzień wcześniej (fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta)

Może jest ważny ze względu na koncentrację siły PiS na sprawie katastrofy smoleńskiej?

- Cała polityka wokół Smoleńska nie wydaje mi się jasna. Proszę zwrócić uwagę, jak dawno powstała komisja smoleńska i nic się nie dzieje w tej sprawie. Od paru miesięcy słyszę tylko, że będą budowali replikę samolotu, i to za trzy miliony. Nie do końca wiadomo, po co ta replika, bo ona nie będzie 1:1.

Choć z drugiej strony uważam, że komisja Laska niesłusznie potraktowała katastrofę smoleńską jak każdą inną. A to nie była zwykła katastrofa, w tym przypadku należało robić konferencje prasowe w każdy poniedziałek i mówić o kolejnych ustaleniach. A cisza wytworzyła przestrzeń, w którą wszedł Antoni Macierewicz. I zasiał wątpliwości.

W Polsce, w kraju kwitnącej katastrofy drogowej - bo każdego tygodnia na naszych drogach ginie jakichś sto osób - ludzie widzieli nieraz samochód, który wbił się w drzewo przy 80 kilometrach na godzinę. I wiedzą, jak to wygląda. Trzeba być naprawdę człowiekiem niespełna rozumu, by mówić, że skrzydło samolotu w zetknięciu z drzewem nie daje drzewu szans. Trzeba mieć braki wiedzy z fizyki.

Sądzi pan, że komisja smoleńska przestała być dla Kaczyńskiego istotna?

- Myślę, że ta katastrofa bardzo zmieniła Jarosława Kaczyńskiego. Gdyby żył Lech Kaczyński, który był mniej skłonny do szaleństw niż brat, nie byłoby na przykład całej tej gorszącej awantury wokół obchodów rocznicy powstania warszawskiego.

Prezes koncentruje się w tej chwili na pomnikach. Proszę zobaczyć, że przez pięć lat jednym z koronnych argumentów przeciwko PO było, że rządzący nie zrobili nic, by sprowadzić szczątki tupolewa do Polski. Za chwilę będzie rok rządów nowej władzy - czy słyszała pani, żeby ta władza zwróciła się do Rosji z jakimś ultimatum? Że już najwyższa pora oddać wrak? To było dobre, jak trzeba było atakować konkurencję. Teraz jest już mniej istotne. Pomniki są ważne.

Grzegorz Miecugow (fot. TVN / Krzysztof Dubiel)Grzegorz Miecugow (fot. TVN / Krzysztof Dubiel)

Tak pan sobie wyobrażał rządy PiS?

- Nie.

To znaczy?

- Wie pani, Margaret Thatcher była rzeczywiście żelazną damą. Wielokrotnie udowadniała, że jest w stanie popatrzeć na wieloletnie konsekwencje działania, a nie doraźne. I dlatego była wielką postacią polityki. Dzisiaj nie ma polityków, którzy są w stanie popatrzeć na horyzont, a nie tylko na doraźne zyski i na ewentualne wygrane wybory. Te najbliższe. I rzeczywiście politycy, którzy chcą sprzyjać gustom większości, wygrywają wybory i wiedzą, co robią.

Za czasów Thatcher naraziło jej się BBC, niezależne medium kierowane przez radę gubernatorów, na którą rządzący nie mają wpływu. Tak się złożyło, że w siedmioosobowej radzie były dwa wakaty. Thatcher stanęła na głowie i wprowadziła tam swoich ludzi, którzy następnego dnia, po złożeniu przysięgi na królową, powiedzieli: - Thatcher, my nie jesteśmy twoimi ludźmi. My jesteśmy gubernatorami.

I takie elementy też się u nas pojawiły. Sędzia Piotr Pszczółkowski z Trybunału Konstytucyjnego zaczął w pewnym momencie mówić rzeczy, które powodowały, że PiS się podrapało w głowę. Sędzia Pszczółkowski poczuł to, co gubernatorzy z rady BBC: - Ja jestem sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Nie dzwońcie do mnie, nie mówcie mi, co mam robić. Myślałem więc, że w pewnym momencie prezydent Andrzej Duda powie: - Ja jestem prezydentem. Nie naciskajcie na mnie, nie mówcie, co mam podpisać, a czego nie, ponieważ to ja jestem głową państwa.

Ale nie powiedział.

- Czasem trzeba do tego dojrzeć. Czasem człowiek w pewnym momencie mówi sobie: - Zaraz. Przecież na zdrowy rozum nie ma powodu, żeby prezydent Duda w nocy, bez obecności kamer, podpisywał jakieś nominacje, przyjmował jakieś przysięgi. To na kilometr cuchnie szwindlem. A jednak to robi.

Najnowsza ustawa o Trybunale została już źle oceniona przez Komisję Wenecką, więc najrozsądniej byłoby ją skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Ale nie, prezydent ją podpisał, korzystając z szumu przy Światowych Dniach Młodzieży.

1996 r. Manifestacja górników, hutników, pracowników Ursusa. Na zdjęciu m.in. działacz NSZZ Solidarność Mazowsze Maciej Jankowski oraz Grzegorz Miecugow, wtedy jeszcze radiowiec (fot. Wojciech Druszcz / Agencja Gazeta)1995 r. Manifestacja górników, hutników, pracowników Ursusa. Na zdjęciu m.in. działacz NSZZ Solidarność Mazowsze Maciej Jankowski oraz Grzegorz Miecugow, wtedy jeszcze radiowiec (fot. Wojciech Druszcz / Agencja Gazeta)

Andrzej Duda jest młodym prezydentem.

- Tak myślałem jeszcze rok temu... Jak się zostaje prezydentem w takim wieku, to nawet po dwóch kadencjach jest się młodym. Najlepszym przykładem jest Aleksander Kwaśniewski, który po 11 latach, po dwóch kadencjach, nadal nie może znaleźć sobie miejsca, miota się. Duda jest w podobnej sytuacji. Nawet gdyby został na drugą kadencję, wciąż będzie młody. Katastrofą byłoby, gdyby nie został. Zatem na zdrowy rozum wygląda mi na to, że on powinien starać się nie być prezydentem partyjnym, bo tylko bycie człowiekiem, który odrywa się od partii, czasami postępuje wbrew jej woli, pozwala poszerzyć krąg wyborców. Ale ja myślę, że jego zwiodły dobre wyniki PiS, a inaczej mówiąc słabe wyniki opozycji. To, że opozycja jest rozdrobniona, że są w niej trzy podmioty: PO, Nowoczesna i KOD, który nie do końca wiadomo, czym jest.

Gdyby prezydent skierował ustawę o TK do Trybunału, pojawiłyby się głosy: - No proszę, brawo panie prezydencie, cudownie. Nie przełożyłoby się to na głosy wyborców PO, ale byłoby może pierwszym kroczkiem do poszerzenia elektoratu, takim gruntem, na którym za 2-3 lata można by coś zasiać. Na razie wylewa się na pole chemikalia, po których nic nie urośnie. Andrzej Duda jest prezydentem tej grupy, która go wybrała. Bycie prezydentem jest w tej chwili byciem zakładnikiem własnej partii i on to rozumie.

Związek prezydenta z partią to nic nowego.

- Rzeczywiście, jak się popatrzy na historię, to prezydenci byli bardzo związani z partiami. Lech Wałęsa przegrał z Kwaśniewskim w 1995 roku, gdy już nie miał partii. A Kwaśniewski miał. I bez problemu wszedł w drugą kadencję, bo notowania SLD były rewelacyjne. Bronisław Komorowski przegrał, bo Platforma zaczęła szorować brzuchem po piasku. Andrzej Duda żyje więc dziś iluzją, że jeśli będzie zachowywał się tak, jakby nie był prezydentem, a jedynie wykonawcą poleceń prezesa partii rządzącej, to mu to nie zaszkodzi. Bo partia rządząca ma dobre notowania. Tyle tylko, że nie wiadomo, jakie partia rządząca będzie miała notowania za dwa, trzy lata.

Póki co ma wciąż duże poparcie w sondażach.

- PiS robi sobie dużą szkodę na arenie europejskiej. Będzie mu coraz trudniej uzyskiwać profity dla naszego kraju z Unii. Ta ich antyeuropejskość również odbije się na szarym Polaku. Nie można żyć tylko 500+, bo za chwilę trzeba będzie podnieść podatki.

To się podniesie.

- Ale to nie przejdzie bez echa. Pewien emerytowany minister powiedział mi tak: - Jeżeli chcesz, żeby cię pracownicy kochali, to 4 razy w roku dawaj im premie. Jak dasz podwyżkę, po pół roku o niej zapomną, uznają, że im się należy. PiS, wprowadzając 500+, dało jednorazową podwyżkę, i to nie wszystkim. Owszem, przy następnych wyborach będzie można straszyć, że jak "oni" dojdą do władzy, to ją odbiorą. PO szybko się w tym zorientowała i dzisiaj mówi, że da wszystkim. Bo dziś można bezkarnie powiedzieć każdą głupotę.

Jestem ciekaw, czy premier Beata Szydło spotka się z górnikami i powie im, że trzeba zamknąć kopalnie. Bo trzeba, choć sama rok temu bezkarnie ich łudziła, że będzie inaczej.

Ekipa TVN24 sprzed 10 laty. Od lewej Grzegorz Miecugow, Roman Młodkowski, Anita Werner, Justyna Pochanke, Bogdan Rymanowski (fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta)Ekipa TVN24 sprzed 10 laty. Od lewej Grzegorz Miecugow, Roman Młodkowski, Anita Werner, Justyna Pochanke, Bogdan Rymanowski (fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta)

Może nie chce podzielić losu Jacka Kurskiego? Co pan myśli o całym tym zamieszaniu w TVP?

- W tej chwili media publiczne stają się, jakby to powiedzieć, frontem. Walka o to, czy Kurski ma zostać, czy nie, jest jedną z krwawszych walk toczonych obecnie na prawicy. Awantura trwa na całego, a telewizja jaka jest, każdy widzi. Nie da się ukryć, że to najbardziej brutalne przejęcie mediów w historii. Nie mówiąc o tym, że TVP została ukradziona nam, widzom. Stała się politycznym łupem.

Każda partia po nią sięgała.

- Tak, choć Donald Tusk nie przywiązywał do niej szczególnej wagi. A co za tym idzie, nie zrobił nic, by ją odpolitycznić. Miałem o to żal do PO, ale dzisiaj widzę, że nawet gdyby TVP odcięto od polityki na wzór BBC, to i tak PiS by to zniszczyła. Przechwyciłaby telewizję, bo ma pełną władzę, może robić, co chce. Zresztą Tusk nie przejmował się tak bardzo TVP, bo liczył, że jego sojusznikiem będą inne telewizje. I często były.

TVN także?

- To są łatki, które łatwo przypiąć, ale pamiętam czasy, kiedy Tusk nie chciał przyjść do TVN, jak dziś nie przychodzi Kaczyński. PiS jakby nie rozumie, że przechwycona telewizja jest niewiarygodna. Ludzie to czują. Dowodem jest spadek oglądalności. Lepiej jest telewizji nie przejmować albo "mieć ją tylko trochę". Robić to w rękawiczkach, przeprowadzać konkursy na szefa. A zachłyśnięcie się władzą sprawiło, że zrobili to, jak zrobili. Topornie, arogancko. Nie podeszli ze scyzorykiem i nie zaczęli delikatnie rzeźbić, tylko wzięli siekierę. Jakby nie wiedzieli, że wiara w to, że media mogą kogoś do czegoś przekonać, jest cokolwiek naciągana.

Ale rozbawić jak najbardziej. "Szkło kontaktowe" przeżywa teraz ogromny wzrost oglądalności.

- Powstaliśmy po to, by sfrustrowanego człowieka posłać do łóżka z lekkim uśmiechem. Mamy lepsze wyniki niż przed wyborami, to prawda. Mamy lepsze wyniki niż w 2006 i 2007 roku, a wtedy naprawdę biliśmy rekordy, ze względu na początek, a potem apogeum wojny PO-PiS, podlanej sosem Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin. Ja to tłumaczę tym, że spór polityczny u nas wszedł na taki poziom, że przeciętny człowiek nie może go znieść. Że stopień agresji, prezentowany po obu stronach, jest już tak wysoki, że odrzuca od oglądania programów, które ten spór relacjonują. Jeżdżę na spotkania autorskie i słyszę to samo, co słyszałem dziesięć lat temu: - Ja tylko was oglądam, jeśli chodzi o politykę. Mówią to panie, które weszły w wiek wnuków i polityka nie daje im spokoju. Chciałyby dla tych wnuków dobrobytu, a tu jest coraz ostrzejsza walka, pokazywanie kłów, żółć i nienawiść. One tego nie trawią.

Wolą więc przyjść do nas, bo dowiedzą się, o czym się mówi, ale bez tej żółci. Owszem, ta żółć pojawi się czasem w telefonie, gdy zadzwoni ktoś oszalały, zainfekowany tym, co się dzieje w polityce.

I co pan wtedy robi?

- Trzeba go wysłuchać, niech on sobie powymyśla, bo taka jest zasada programu, że ma minutę. Czasem trzeba tego człowieka "skrócić", dzwoni następny i mówi, żeby ten pan się nie wygłupiał, bo on nic nie rozumie. Na szczęście nienawistne telefony nie zdarzają się w każdym programie.

2006 r. Wtedy Grzegorz Miecugow prowadził program z Tomaszem Sianeckim (fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta)2006 r. Wtedy Grzegorz Miecugow prowadził program z Tomaszem Sianeckim (fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta)

Nienawistni twierdzą, że z PO zwykle się pan obchodzi łagodniej niż z prawicą.

- Ja mam tak złe zdanie o polityce, że jak ktoś mi mówi, że jestem zwolennikiem PO, to tylko z politowaniem kiwam głową. Dlatego że jestem w tej chwili przeciwnikiem wszystkich partii. Uważam, że nasz kraj, a może i Europa zabrnęły w sytuację, z której właściwie nie ma dobrego wyjścia. Stworzyliśmy mechanizmy pchające do polityki, która jest ważna, nieudaczników. Ludzi, którzy nie daliby sobie rady w żadnej ważnej dziedzinie życia, a zarządzają wszystkimi. Oni do niczego się nie nadają. A jeżeli sobie dają radę w sytuacji biznesowej, to ich polityka wypluwa.

Mocne słowa. Coś pan pozytywnego na koniec powie?

- Podoba mi się otwartość świata. Coś, co ja musiałem sobie wyrywać, dziś jest po prostu do wzięcia. Ktoś, kto ma piętnaście lat, czy chce, czy nie chce, zwykle mówi po angielsku. I ma tyle możliwości zainwestowania w siebie, wyjechania gdzieś. W ogóle możemy zarządzać swoim życiem, bo świat jest cały otwarty. Nie trzeba stosować żadnych forteli, żeby dostać paszport. Ale chyba nie o to pani chodziło?

No nie. Liczyłam, że powie pan coś dobrego o PiS.

- Nie powiem, bo oni nie robią nic dobrego. Oni się bawią za moje pieniądze i za chwileczkę tych pieniędzy zabraknie.

Grzegorz Miecugow. Pochodzi z Krakowa, ma ormiańsko-gruzińskie korzenie. Dziennikarz radiowy i telewizyjny. Pracował m.in. w Trójce i w Wiadomościach TVP. Współtworzył Fakty TVN i kanał informacyjny TVN24, który obchodzi 15-lecie. Obecnie jest szefem wydawców TVN24. Współprowadzący program "Szkło kontaktowe", zdobywca Wiktora. Ma syna Krzysztofa.

Angelika Swoboda. Ekspert showbiznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (185)
Zaloguj się
  • marold77

    Oceniono 178 razy 130

    "Stworzyliśmy mechanizmy pchające do polityki, która jest ważna, nieudaczników. Ludzi, którzy nie daliby sobie rady w żadnej ważnej dziedzinie życia, a zarządzają wszystkimi. Oni do niczego się nie nadają."

    ... no panie Miecugow! ... w punkt ... niestety i nie zanosi się żeby to kiedykolwiek się zmieniło :(

  • djenn

    Oceniono 122 razy 84

    W Polce trzeba być, albo za PO (lub Nowoczesną) albo za PiS, inaczej się jest dziwadłem. Tak samo jak oświadczam, ze nie jestem katolikiem, od razu słyszę ... aaa jesteś świadkiem jehowy. A ja równo chromolę PO -PiS jak i wszystkie religie razem i z osobna wzięte.

  • as.pik

    Oceniono 97 razy 63

    Fajny wywiad.
    Zgadzam się, że kryzys polityki dotyczy całego świata demokratycznego, a zwłaszcza Europy. Politycy są funkcjonariuszami partii i odpowiadają przed jej kierownictwem i kolegami, nie przed wyborcami. Wyborcy mają do wyboru kilka mafii i wybierają tę, która najmniej ich brzydzi. Ale na to, kto konkretnie ich reprezentuje, nie mają żadnego wpływu. Te prymitywne chamy, które zasiadają w Sejmie, nie miałyby żadnych szans, gdyby nie system głosowania na listy. Albo musiałby zmienić swoje zachowanie.

  • jur.jam

    Oceniono 92 razy 62

    Wróciły stare dobre czasy ...poskarżysz się w komitecie / na Nowogrodzkiej/ sekretarz wysłucha i pogoni tych co trzeba . Chichot Historii!

  • iwonab.57

    Oceniono 61 razy 43

    Rządzący zawsze odrywaja się od rzeczywistości . Kaczynski poza polityka nie ma nic: rodziny, przyjaciół nie podróżuje nie zna swiata. On ta sytuację jaka jest teraz wymyśla od wielu lat i tworzy 20 godzin na dobę. Jest dla swoich wyznawców GURU słuchają go bo dzięki niemu maja posady ukladu i benefity.
    Pan Grzegorz ma rację ze sukces PiS zbudowany jest na zaniechaniach PO m.in.w zakresie katastrofy smoleńskiej.

  • lech2011

    Oceniono 50 razy 42

    Stworzyliśmy mechanizmy pchające do polityki, która jest ważna, nieudaczników.

    A jak to odkręcić ?

  • qwertura

    Oceniono 40 razy 30

    Za KAŻDYM razem, gdy wyrażę swoją niechęć do PiSu (lubl każdego z jej członków osobno, z prezesem na czele), to słyszę: "- No taaak! A w czym te twoje złodzieje z PO są lepsze?!"
    I nic nie daje tłumaczenie, że ja te wszystkie partie bym wsypała do jednego wora, przywiązała kamień i cisnęła tym barachłem do wody. Po prostu w Polsce MUSISZ być albo z PiS, albo z PO. Nic pomiędzy nie ma. Ani pomiędzy, ani poza. I to mnie najbardziej niepokoi.

  • krzych.korab

    Oceniono 53 razy 29

    Wańkowicz to co robi teraz PiS nazywał "chciejstwo". Wcześniej to samo robiła PO i doprowadziła do rządów PiS. Jestem przekonany że tak samo jak poprzednio PO nic nie zrobiło przeciw PiS, tak teraz szumne zapowiedzi PiS o wsadzaniu ludzi PO skończą się niczym. To jest ich wojna o system dwupartyjny. Jeżeli pozostali nie będą potrafili stać się prawdziwą opozycją to będzie to trwało w nieskończoność.
    Co do nacjonalizmu i dumy narodowej to polecam słowa Arthura Schopenhauera:
    "Najmniej wartościowym natomiast rodzajem dumy jest duma narodowa. Kto bowiem nią się odznacza, ten zdradza brak cech indywidualnych, z których mógłby być dumny, bo w przeciwnym wypadku nie odwoływałby się do czegoś, co podziela z tyloma milionami ludzi. Kto ma wybitne zalety osobiste, ten raczej dostrzeże braki własnego narodu, ponieważ ma je nieustannie przed oczyma. Każdy jednak żałosny dureń, który nie posiada nic na świecie, z czego mógłby być dumny, chwyta się ostatniej deski ratunku, jaką jest duma z przynależności do danego akurat narodu; odżywa wtedy i z wdzięczności gotów jest bronić rękami i nogami wszystkich wad i głupstw, jakie naród ten cechują".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX