Marcin Wolski w swoim domu w 2006 r. W tle lalki z 'Polskiego Zoo'

Marcin Wolski w swoim domu w 2006 r. W tle lalki z 'Polskiego Zoo' (fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta)

ludzie

Nadredaktor. Kim jest Marcin Wolski, autor ''Szopki w muzeum'' w TVP?

To spod jego pióra wyszła Szopka Noworoczna w TVP. Jest szefem TVP 2. Był w opozycji i w PZPR, kpił z Kaczyńskich, pisał do "Gazety Polskiej". Gdyby to nie była prawda, taka biografia brzmiałaby jak fantastyka. Oto Marcin Wolski - człowiek z science fiction.

W teorii program "Szopka Noworoczna" miał być śmieszny. Jak było w rzeczywistości? Niesmacznie i nieśmiesznie - przynajmniej dla widzów krytycznych wobec obecnego rządu. O nim było zresztą niewiele. Trudno się dziwić, skoro Marcin Wolski, gdy przyszła "dobra zmiana", po raz drugi został szefem w TVP (tym razem TVP2).To kolejny etap trwającej kilka dekad kariery.

A przecież ja musiałem wziąć tę funkcję nie dla kariery, nie dla szpanu, nie dla forsy, ja poświęciłem się, dylemat mój zrozumcie. Gdyby nie ja, na moje miejsce wszedłby gorszy*

Te słowa napisał w 1982 r. człowiek, który później przyjął funkcje szefa PR 1 i szefa TVP 2 - obie z rąk PiS. Nadredaktor Marcin Wolski. Nadredaktorem zatytułował się zresztą sam, w 2006 r. w rozmowie z Teresą Torańską, gdy pierwszy raz zdobył fotel naczelnego - w Jedynce. Ale Nadredaktorem tytułował się też dla żartu w czasach, gdy był jednym z najprzedniejszych satyrycznych piór Programu III Polskiego Radia.

Przełom lat 70. i 80. Trójkowa audycja "60 minut na godzinę", współtworzona przez Wolskiego z Andrzejem Zaorskim, Krzysztofem Materną i Jackiem Fedorowiczem. Występują u nich najwięksi - Janusz Gajos, Krzysztof Kowalewski, Danuta Rinn, Marian Kociniak. Materiału do kpin dostarcza oczywiście w nieprzebranych ilościach panujący wówczas ustrój i jego absurdy. Ustrój zresztą wykańcza wreszcie audycję po 13 grudnia 1981 r., po wprowadzeniu stanu wojennego - a Wolski wylatuje z radia z zakazem pracy. Opozycjonista na pełen etat. I pełnoetatowy pisarz. W latach 80. zaczyna się kariera Wolskiego jako cenionego autora science fiction.

Rok 1991. W TVP 1 debiutuje program, który wiele milionów Polaków będzie przez następne trzy lata oglądać z wypiekami na twarzy. I śmiać się do rozpuku. "Polskie Zoo". Politycy, przedstawieni jako zwierzęca menażeria, wygłaszają kwestie będące parodią ich autentycznych wypowiedzi i wywołują w polskich domach zgryźliwą radość. Prym śmieszności wiodą m.in. dwa identyczne chomiki, do złudzenia przypominające najsłynniejszych bliźniaków polskiej polityki.



Lata 1993 - 1995. Wolski jest członkiem Rady ds. Mediów przy prezydencie Lechu Wałęsie. Ale już wtedy, jak przyznaje po latach w rozmowie z Torańską, "lubi Kaczyńskich". W 2005 r. popiera Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. A przyszły prezydent tego nie zapomina. Rok później Wolski jest już redaktorem naczelnym Programu I Polskiego Radia, odznaczonym przez Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Stanowisko utrzymuje do 18 kwietnia 2007 r. 16 listopada tego samego roku upada rząd Kaczyńskiego.

Na lepsze czasy Wolski będzie musiał poczekać prawie 10 lat, aż do 2016 r. Co robi przez ten czas? W Programie III prowadzi m.in. "Rekomendacje Marcina Wolskiego", jest współprowadzącym audycji "Urywki z rozrywki", prowadzi kolejną audycję: "Co by było, gdyby". Występuje też w prawicowym Klubie Ronina. W "Gazecie Polskiej" od 2011 r. rekomenduje książki, pisze też felietony i komentarze. Staje się - znów - jednym z czołowych piór, ale tym razem "dobrej zmiany".

Pisze zresztą w ogóle dużo - dziennie od 15 do 20 stron, rekord to 23 strony. W publikacjach z 2016 r. rozwodzi się m.in. o "partiach obcych interesów", które już Polską nie będą rządzić, o tym, że "głupota i zacietrzewienie opozycji pomagają, jak mogą, władzy w osiągnięciu sukcesu". Jego zdaniem "od 2007 r. grano prymitywnym antypisizmem, ale zasoby agresji i głupoty jakby się wyczerpały". 16.06.2016 r. Wolski stwierdza na łamach "GP", że od dawna nie był w równie dobrym nastroju. Powód?

Widzę, że sprawy polskie nareszcie idą w dobrym kierunku. Oczywiście pojawiają się zahamowania, trudności i błędy (także personalne), nie zmienia to jednak faktu, że nasza nawa państwowa porzuciła dryf, uchwyciła sterowność, znaleziono odpowiednie żagle, których dotąd bano się rozwijać, i przyjęto kurs ambitny, ale realny.

Komitet honorowy Marszu 13 grudnia 2014 r., od lewej: Marcin Wolski, Jarosław Kaczyński, Janusz Śniadek (fot. Sławomir Kamiński/AG)Komitet honorowy Marszu 13 grudnia 2014 r., od lewej: Marcin Wolski, Jarosław Kaczyński, Janusz Śniadek (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Człowiek, który kiedyś kpił w żywe oczy z każdej władzy, pisze coś takiego? Brzmi jak science fiction? No to cofnijmy się w czasie i zobaczmy innego Wolskiego.

W PRL ukazuje się słynne z propagandowej zawartości pismo "Żołnierz Wolności". W tymże samym PRL-u istnieje tradycja tzw. "szopek noworocznych" - tego jednego utworu w roku, kiedy można było wyśmiać na piśmie władzę. A w jednym z numerów  "Żołnierza Wolności" z 1969 r., tuż po marcowej antysemickiej czystce, znajduje się - jak pisze w "Newsweeku" Rafał Kalukin - "szopka" pióra 22-letniego Wolskiego. Z "szopek" zasłynął już w wolnej Polsce w latach 90. Ale ta pierwsza poświęcona jest, według "Newsweeka", "izraelskim syjonistom, amerykańskim imperialistom i zachodnioniemieckim odwetowcom". Weźmy na przykład fragment o szefie izraelskiego MSZ i MON, Mosze Dajanie:

Pierwszy jestem w szopce, bo to jest mój teren / Moje wojska przecież zajęły Betlejem / A poza tym - wielka to by była szkoda / Żeby w miejscu takim - zabrakło Heroda (...)/ Bo moje oko gniewne i srogie / Bo w moim oku - napalm się tli / Myślę, że piaski pustynne mogę / Zwilżyć potokiem arabskiej krwi.


To nie wszystko. "Pamiętam, że był w partii sekretarzem. Zostało mu to wybaczone. Jest teraz w 'Gazecie Polskiej i chce być sumieniem narodu. Ludzie się zmieniają, bo życie idzie naprzód" - skomentował kiedyś życiorys Wolskiego w wywiadzie komik Janusz Rewiński. (Źródło: Cezary Łazarewicz, Jaka rzeczywistość, taki kabaret. Rozmowa z Januszem Rewińskim, polityka.pl, 13 sierpnia 2010). Opozycjonista, którego władza ludowa wyrzuciła z Trójki z zakazem wykonywania zawodu, był wcześniej sekretarzem PZPR? A teraz szefem TVP 2 z ramienia PiS? Znów brzmi jak science fiction? Ale się zgadza.

To, że antysystemowy, opozycyjny satyryk Marcin Wolski w latach 1975-1981 należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a od 1980 r. był sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej Programu III PR, wiadomo od dawna. Dlaczego wstąpił do partii? W rozmowie z Torańską podkreślał, że "nie z koniunkturalizmu, bo w 1975 roku miał wszystko":

Byłem kierownikiem redakcji w Trójce, miałem magazyn "60 min na godzinę"... (...) Mówiłem, że nigdy nie byłem partyjnym działaczem, co najwyżej oportunistycznym szarym członkiem, jak kilka milionów obywateli w tym kraju. A do partii zapisałem się, bo zaczęto z radia wyrzucać ludzi, między innymi poległ wtedy mój kolega Krzysiek Materna, i były naciski, że jak się zapiszę, to będę mógł przedstawiać swoje argumenty i bronić ludzi.

Z kolei w innej rozmowie, z Agnieszką Kublik, podkreśla, że był "jednym z 3 milionów martwych członków, którzy meblowali partię": "Moje wstąpienie do partii było spowodowane obawą, że mi zniszczą audycję. Więc jak mi otworzyli furteczkę: 'wstąp do partii, łatwiej ci będzie bronić swojej sprawy', to wstąpiłem".

Marcin Wolski podczas konferencji Marcin Wolski podczas konferencji "Przyszłość mediów" (fot. Przemek Wierzchowski/AG)

Jakiej sprawy chce bronić szef TVP2? W rozmowie z "Wirtualnymi Mediami" mówił, że nie przygotowywał się do objęcia tej funkcji i "jest na etapie konfrontowania marzeń z twardą rzeczywistością i możliwościami". Chciał "mniej gadających głów" w publicystyce, a więcej "wysyłania ludzi z kamerą w teren". Zapewniał, że chce robić "program ambitny, artystyczny, z dużym uwzględnieniem rozrywki na wyższym poziomie niż komercja, wypełniający misję, odtwarzający gatunki, które są w kryzysie, chociażby kabaret aktorski".

Nie zamierzał za to zdejmować z anteny takich pozycji jak "M jak miłość" czy "Voice of Poland". Zaznaczał, że "podstawową zasadą w każdej pracy jest maksyma znana z medycyny, czyli po pierwsze nie szkodzić" i zapowiadał, że wartościowe, ciekawe i lubiane przez telewidzów audycje zostaną.  

Dzwonię do współpracowników Wolskiego z dawniejszych czasów. Pytam Krzysztofa Maternę, czy jego zdaniem Marcin Wolski ma wciąż poczucie humoru i niezależność dziennikarską, którą miał w czasach PRL.

- Pisał fantastyczne piosenki antykomunistyczne. Byłem kiedyś dyrektorem Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. Napisał wówczas piosenkę "Dobre wychowanie", którą Jacek Kleyff wygrał ten festiwal - mówi Materna.

Jacek Kleyff i Krzysztof Materna (fot. Kuba Atys/Wojciech Olkuśnik/AG)Jacek Kleyff i Krzysztof Materna (fot. Kuba Atys/Wojciech Olkuśnik/AG)

"Dobre wychowanie" to piosenka-legenda kabaretu Salon Niezależnych Kleyffa. Słowa: 'Pokolenie Kolumbów, zetempowców, tubylców/ bardzo modne i trafne terminy/ lecz jak nazwać nas, młodszych, w ciągu trzech lat dorosłych/ od tej wiosny przedwczesnej do zimy', znakomicie oddawały nastroje młodych, których polityczne dojrzewanie rozciągało się między Marcem '68 a Grudniem '70. Piosenka śpiewana przez Jacka Kleyffa podczas występów kabaretu Salon Niezależnych budziła entuzjazm na widowni - napisał Piotr Osęka w książce "My, ludzie z Marca. Autoportret pokolenia '68".

- Pamiętam całą drakę, jak cenzura usiłowała nie dopuścić, by Kleyff został laureatem - wspomina Krzysztof Materna. - Ale też pamiętam, jak Wolskiego gryzło sumienie, gdy musiał cenzurować kolegów jako członek partii. Zawsze miał rozdźwięk. To człowiek, który toczył walkę wewnętrzną - dodaje i stanowczo zastrzega, że "nie chciałby kolegów z branży oceniać w sprawie ich wnętrza". Podkreśla, że "Wolski ma swoje dokonania", choć akurat nie podziela jego poczucia humoru.

Dużo bardziej krytyczny wobec dawnego kolegi jest Jacek Fedorowicz. - Czy w czasach "60 minut na godzinę" dawało się u Wolskiego zauważyć symptomy tego koniunkturalizmu, którym kieruje się dzisiaj? Powiem prawdę, ja nie zauważałem, choć może podświadomie starałem się nie zauważać - przyznaje słynny satyryk. I dodaje: - Ostatecznie my, autorzy tego magazynu, (na sukces składała się spora grupa piszących) zajęci byliśmy przede wszystkim myślą, jak dokopać komunistom. Trochę mnie więc Wolski zaskoczył i bardzo zbrzydził, gdy stał się oddanym bez opamiętania propagandzistą partii wyraźnie czerpiącej z komunistycznych wzorów. Jako jedyny z naszej dawnej grupy zresztą. Nie chcę o nim mówić.

A teraz przeskoczmy z powrotem do teraźniejszości.

Na koniec 2015 r. Wolski, wówczas wiceprezes zdominowanego przez bliskich PiS-owi dziennikarzy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, pisze felieton zatytułowany "Pożegnanie". Wylicza w nim ludzi, który odeszli z polityki czy państwowych mediów, a których nie jest mu żal. Wymienia: "gajowego wszystkich Polaków", czyli prezydenta Komorowskiego, który "udał się do Budy Ruskiej i słuch po nim zaginął",
"Cesarza Europy" Donalda Tuska i jego "faworytę" Elżbietę Bieńkowską, która "najprawdopodobniej odleciała w kosmos". "Skończył się" według Wolskiego "prawdziwy mężczyzna Leszek M.(iller)" i "facet słynny niegdyś ze świńskiego ryja i sztucznego fallusa" (czyli Janusz Palikot).

Dalej jest m.in. o "dziedzicu Chobielina" Radosławie Sikorskim i "wielopłciowej Grodzkiej". Z publicznej TV "na bardzo długą zimę odlatują Kraśki i Tadle, mając nadzieję gniazdować w TVN-ie. Dobiega kresu gonitwa za Lisem i Lisicą". Śmieszne? Kwestia gustu, poglądów i poczucia humoru.

Mniej śmiesznie w "Pożegnaniu" robi się przy zdaniu: "jest szansa na pozbycie się dokuczliwych Owsiaków i innych glist ludzkich". Jurek Owsiak odpowiada Wolskiemu krótko: że wolałby, aby Wolski nazwał go "skończonym ch..." niż glistą. Przepytywany na tę okoliczność Wolski twierdzi, że napisał "owsiki", nie "Owsiaki" i tłumaczy sytuację... błędem korektora.

Jerzy Kryszak, Marcin Wolski, Jerzy Owsiak (fot. Grażyna Marks/AG/Ja Fryta/Wikimedia Commons/CC BY-SA 2.0/Mieczysław Michalak/AG)Jerzy Kryszak, Marcin Wolski, Jerzy Owsiak (fot. Grażyna Marks/AG/Ja Fryta/Wikimedia Commons/CC BY-SA 2.0/Mieczysław Michalak/AG)

Podobnie jak Krzysztof Materna, niewiele chce mówić o dawnym współpracowniku aktor i satyryk Jerzy Kryszak, który współtworzył wraz z Wolskim i Januszem Zaorskim "60 minut na godzinę" i "Polskie Zoo". Stwierdza tylko, że poczucia humoru Wolski na pewno nie stracił, bo "tego się nie traci".

- Można tylko ten tzw. "pazur" mieć stępiony, albo go sobie obciąć, albo skierować nie w tę stronę. To jest pewnie kwestia tego pazurka. Oczywiście jest pytanie, czy sam sobie ów pazur przyciął, czy nie. A może według niego ten pazur w dalszym ciągu tam jest. To jest kwestia subiektywna - kwestia obcinaczki - kwituje Kryszak.

PS. W internetowym wydaniu "Gazety Polskiej", w "Pożegnaniu" Wolskiego do dziś nie zmieniono "Owsiaka" na "owsika". Szopki z "Żołnierza Wolności" zmienić się nie da, bo wydrukowana. Najwyraźniej Wolski zapomniał, że tych, co żegnają, też kiedyś będą żegnać. Być może ci, których pożegnano przy poprzedniej " dobrej zmianie".

*Źródło: program kabaretowy z 1982 roku, motto w: Agent Dołu oraz trzy diabelskie dogrywki, w tym premierowa: Czarci pomiot, Wyd. SuperNOWA Warszawa 2009, ISBN 9788375780192

Książki Marcina Wolskiego w formie ebooków są dostępne w Publio.pl >>

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta programu Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (451)
Zaloguj się
  • gladi7

    Oceniono 228 razy 208

    bywa że człowiek inteligentny i dowcipny jest wewnętrznie parszywy i sprzedajny

  • lukasz_patrykus

    Oceniono 193 razy 179

    kiedy rządził PZPR to Wolski był członkiem PZPR, jak nastał Wałęsa to Wolski był w jego radzie, a teraz jak rządzi PiS to Wolski oczywiście lubi Kaczyńskiego... jednym słowem... taki satyryk niezależny

  • zbigniew8888

    Oceniono 132 razy 122

    legitymacja PZPR, dla partii narodowo-katolickiej i której partyjniacy publicznie wołają o dekomunizację powinna być czynnikiem dyskwalifikującym takiego kandydata. Nie rozumiem elektoratu PIS, który wyzywa przeciwników politycznych od komunistów i żydów, a pozwala Prezesowi na takie numery

  • swientyjacenty

    Oceniono 100 razy 94

    Rewolucja pożera swoje dzieci. W ten oto sposób twórca Polskiego Zoo stał się tego Zoo kolejną postacią. Z tą różnicą, że kiedyś to co pisał powodowało śmiech - teraz jego publikacje wzbudzają tylko rechot Kiepskich.

  • grzegorzku

    Oceniono 83 razy 79

    W języku nowomowy komunistycznej było takie pojęcie "członek z ramienia .... ' (np PZPR).
    Oto właśnie taki "czlonek z ramienia".

  • dr4647

    Oceniono 62 razy 58

    Bardzo celny bon mot o Marcinie Wolskim, autorstwa jego bliskiego współpracownik A.Z. " ... no cóż z Marcinem jest tak, że urodził się 22lipca, ale na wszelki wypadek imieniny obchodzi 11 listopada

  • banwit

    Oceniono 61 razy 53

    Miał aspiracje bycia błaznem, a nie jest nawet śmieszny, ba...jest żałosny

  • antykaczysta40

    Oceniono 56 razy 50

    Kabaret ku.... kabaret.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX