18+
Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Mam co najmniej 18 lat. Chcę wejść
Nie mam jeszcze 18 lat. Wychodzę

(fot. SE/EASTNEWS)

wywiad gazeta.pl

''Najbardziej podniecało go, że te kobiety nie odmawiały mu seksu, bo nie żyły''. Historia Wampira z Bytowa [18+]

Mordował przez osiem lat. Ile razy? Kilkadziesiąt? Tego nigdy się nie dowiemy. Po pierwsze - przez nieudolność policji i prokuratury. Po drugie - rozmiary jego zbrodni są trudne do wyobrażenia. Leszek Pękalski, tzw. Wampir z Bytowa, mógł za kilka miesięcy wyjść z więzienia. Ale trafi prosto do ośrodka odosobnienia dla szczególnie niebezpiecznych przestępców.

Pierwotnie Leszek Pękalski miał siedzieć do 2019 r., jednak słupski sąd skrócił wyrok o 2 lata. Major Marek Rzeszutko, dyrektor aresztu w Starogardzie Gdańskim, wykorzystał tzw. ustawę o bestiach - jak informuje TVN24, złożył wniosek o umieszczenie Pękalskiego w izolowanym ośrodku w Gostyninie. Sąd Okręgowy w Gdańsku w czerwcu 2017 przychylił się do tego wniosku, jednak "wampir z Bytowa" złożył apelację. Gdański Sąd Apelacyjny ją odrzucił.

"Ustawa o bestiach", pozwalająca zatrzymać w zamknięciu szczególnie niebezpiecznych przestępców już po odbyciu przez nich kary, to instytucja niezwykle kontrowersyjna od strony prawnej. Jednak z drugiej strony powiedzieć, że Pękalski jest niebezpieczny, to nic nie powiedzieć.

Przez błędy policji i prokuratury podczas śledztwa Pękalski, który przyznał się do 67 zbrodni, został oskarżony o 17 zabójstw, a skazany tylko za jedno. Policjanci z tzw. Archiwum X (komórki do spraw zabójstw niewykrytych) sprawdzają obecnie, czy nowoczesne techniki kryminalistyczne umożliwią postawienie mu zarzutów za te przestępstwa, za które nie został oskarżony, choć się do nich przyznał - pisze trójmiejska "Gazeta Wyborcza".

Książka jest dostępna w formie ebooka w Publio.pl >>

Leszek Pękalski (fot. SE/EASTNEWS)Leszek Pękalski (fot. SE/EASTNEWS)

Urodził się w PGR-owskiej wsi na Pomorzu w 1966 r. Był dzieckiem niechcianym, więc szybko opuścił dom i zaczął tułać się po Polsce. Chociaż biegli stwierdzili u niego poziom rozwoju intelektualnego na granicy upośledzenia umysłowego, świetnie radził sobie z mapami, rozkładami pociągów i autobusów. Wystarczyło, żeby przez osiem lat wymykać się śledczym.

Zabijał, bo tylko tak mógł zaspokoić swój niepohamowany popęd seksualny. Jego ofiarami były przypadkowe kobiety. Po zadaniu ciosu rozbierał je, bawił się ich ciałami, gryzł, bezcześcił na wiele wymyślnych sposobów. Gdy go złapano, zaczął się przyznawać do wszystkich niewyjaśnionych zbrodni z kilku poprzednich lat. W sumie do 67 ofiar. Po nieudolnym śledztwie prokuratura oskarżyła go o 17 morderstw. Proces okazał się klęską śledczych, Pękalski został skazany na 25 lat tylko za jedną zbrodnię. Teoretycznie mógł więc wyjść na wolność w 2019 r. Wiadomo już, że tak się nie stanie.

Jeszcze przed wydaniem wyroku, Pękalski zgodził się na rozmowę z Magdaleną Omilianowicz. Dziennikarka przyznaje, że ten temat zajął jej 23 lata życia. Przewertowała 72 tomy akt, rozmawiała z rodziną zabójcy, świadkami tamtych wydarzeń. Wszystko opisała w książce "Bestia. Studium zła". - Nie mam wątpliwości, że Pękalski będzie dalej zabijał po wyjściu na wolność - mówi.

Od redakcji: wywiad z Magdaleną Omilianowicz został przeprowadzony w lipcu 2016 r.

Szymon Jadczak: Książka opisuje seryjnego mordercę, ale początkowo miałem wrażenie, że czytam o małym chłopcu, który łasi się do ludzi, prosząc o odrobinę uwagi i uczucia...

Magdalena Omilianowicz: Trudno pokazać takiego człowieka w oderwaniu od jego korzeni, zawsze pytamy, skąd się to zło w człowieku bierze. A u Pękalskiego oprócz tego, że jest lekko upośledzony, ma uszkodzenie płatów czołowych, odpowiadających za wrażliwość i empatię, dochodzi koszmarne dzieciństwo w patologicznym domu.

Był dzieckiem niechcianym. Matka i babcia piły, ojciec był upośledzony, poza tym miał inną rodzinę, więc nie mógł nic zrobić dla Leszka. Dopiero w domu dziecka u sióstr zakonnych on się spotkał po raz pierwszy z ciepłem.

Zawsze usprawiedliwiał się trudnym dzieciństwem i swoją niepełnosprawnością.

- Pękalski przez całe dorosłe życie bazował na tym, że jest taki biedny, pokrzywdzony. Na to właśnie nabrała się jego ostatnia ofiara, Sylwia R. Przyniosła mu jedzenie, bo myślała, że ma do czynienia z włóczęgą, który potrzebuje pomocy, a on ją zabił i wykorzystał.

Świat, w którym wychowywał się Pękalski, jest przerażający. Zapomnieliśmy już, jak wyglądała rzeczywistość upadłych PGR-ów na początku lat 90.

- Jedyną rozrywką było tanie wino bądź dyskoteka parę kilometrów dalej. Większość mężczyzn nie miała pracy, stali pod sklepem z butelką w ręku. Kobiety też popijały. Bieda, patologia, brud i brak perspektyw.

Pękalski szybko zaczął się tułać po domach dziecka i ośrodkach wychowawczych. Dlaczego nikt się nim nie zajął właściwie?

- Wtedy nie było tam takiej opieki psychologicznej, jaka jest dzisiaj. Weźmy na przykład jeden z ośrodków wychowawczych, w Słupsku. Pękalski nie był jedynym jego wychowankiem, który zabił. Wychowawczynie stamtąd podkreślają, że seksualność ich podopiecznych i dziś stanowi duży problem.

Czy dziś system wyłapałby Pękalskiego?

- Nie. To mówią zgodnie pracownicy ośrodków, w których przebywał. Zresztą jedna z tych osób powiedziała, że Pękalski to jej największa porażka wychowawcza. On był prześladowany przez innych chłopców, bity, prawdopodobnie wykorzystywany seksualnie. Tam niestety wciąż się dzieją takie rzeczy.

Ale najbardziej przerażające jest właśnie to, że gdyby dziś do ośrodka trafił taki podopieczny, nikt nie potrafiłyby powiedzieć, że może być niebezpiecznym człowiekiem.

O tym, że został zbrodniarzem, zdecydował przypadek. Było wydarzenie w jego życiorysie, które mogło odwrócić bieg wydarzeń.

- Tak. Pękalski miał niepohamowany pociąg seksualny, z którym nie potrafił sobie poradzić. Wymyślił, że pomoże mu dmuchana lalka z sex-shopu. Poprosił o jej kupno szwagra, ale ten wydał pieniądze na coś innego. Psycholog i seksuolog, z którymi rozmawiałam, uważają, że gdyby on dostał tę lalkę, co najmniej kilka istnień udałoby się uratować.

On się wciąż skarżył bliskim, że bardzo chce mieć kobietę, żonę, że chce chodzić z nią na spacery, gotować, rozmawiać. Ale kiedy przyłapywano go na onanizowaniu się, przyznawał się, po co potrzebna jest mu kobieta.

Pisał do biur matrymonialnych. Dostawał odpowiedzi?

- Jedna dziewczyna mu odpowiedziała. A właściwie wyśmiała go. Że jest upośledzony, że jest rencistą, żeby dał sobie spokój. Jego wujek opowiadał, jak Leszek niósł ten list z namaszczeniem do swojego pokoju. Dostał szału, gdy okazało się, że to kolejne niepowodzenie.

Wpadał też na takie pomysły, jak przejęcie opieki nad upośledzoną dziewczynką.

- Tak, bo jemu było wszystko jedno, jaka ta partnerka - lub partner, bo mężczyźni też wchodzili w grę - jest, byle mógł się przy niej lub przy nim zaspokajać. Powtarzał: chciałem się na kimś wyr*chać.

Nigdy nie miał normalnego stosunku z kobietą?

- Nie, nigdy nie odbył normalnego stosunku i prawdopodobnie nigdy też nie odbył stosunku z żywą kobietą.

Proces Leszka Pękalskiego w słupskim sądzie (fot. Jacek Balk / Agencja Gazeta)Proces Leszka Pękalskiego w słupskim sądzie (fot. Jacek Balk / Agencja Gazeta)

Jego pierwsza zbrodnia?

- Pierwsza, do której się przyznał, bo przypomnijmy, że został skazany tylko za jedno morderstwo, popełnione jako ostatnie, miała miejsce w Toruniu. Leszek pojechał na ferie do matki, ale jak zwykle pokłócili się, więc postanowił wybrać się do Torunia na wycieczkę. I chodząc po mieście wymyślił sobie, że to będzie ten dzień, kiedy wydarzy się jego pierwszy raz. Wszedł do bramy za przypadkową kobietą, zaatakował ją, uderzył kamieniem w głowę. Zaspokoił się obok niej. To była jego inicjacja seksualna.

Jego najbardziej podniecał widok martwej kobiety?

- Najbardziej podniecało go to, że one mu nie odmawiały, bo nie żyły. Nie śmiały się z niego. Mógł robić to, co sobie wymyślił w swojej chorej wyobraźni.

Polował jak zwierzę. Wyznaczał terytorium, typował najsłabsze osobniki i cierpliwie czekał na korzystny moment.

- Kiedy przychodziła chwila, że nie mógł sobie poradzić z popędem, to, o ile warunki były sprzyjające, wybierał osobę, która była najbliżej. Jeżeli warunków nie było, działał pod wpływem impulsu. Tak jak w Białymstoku, gdzie porwał wózek z dzieckiem, które potem rozebrał i zostawił na pewną śmierć z wychłodzenia.

Pękalski był bardzo silny. Moi rozmówcy podkreślali, że wyglądał jak ciapa, niedojda, ale miał siłę szympansa. I dlatego jego ofiary nie miały żadnych szans, wystarczył jeden cios, często był to cios śmiertelny.

Leszek Pękalski na sali sądowej (fot. Jacek Balk / Agencja Gazeta)Leszek Pękalski na sali sądowej (fot. Jacek Balk / Agencja Gazeta)

Pękalski wpadł w 1992 roku. Człowiek, który według biegłego miał poziom rozwoju intelektualnego na granicy upośledzenia umysłowego, przez osiem lat wodził śledczych za nos.

- Był opóźniony, ale miał świetną pamięć i uwielbiał geografię. Doskonale czytał mapy, znał rozkłady jazdy pociągów i autobusów, świetnie radził sobie w lesie.

Uwielbiał podróżować po całej Polsce, wsiadał w pociąg i jechał bez żadnego planu. Policja nie miała komputerów, komendy nie były w żaden sposób połączone. Gdyby nie to, że Pękalski sam zaczął się przyznawać podczas śledztwa do kolejnych zbrodni, to pewnie nigdy by ich z nim nie połączono.

A wpadł przez przypadek. Sekretarka na komendzie przekładała akta przy okazji zabójstwa Sylwii R. i zwróciła uwagę, że jest taki Pękalski, który ma wyrok w zawiasach za gwałt. Postanowiono go sprawdzić. I tak się to zaczęło.

Ludzie, którzy się z nim zetknęli, twierdzą, że był przezroczysty, że wtapiał się w otoczenie.

- Policjant opowiadał mi, że gdy przywieźli Pękalskiego na komisariat i poprosili ludzi, którzy mijali go na korytarzu, żeby po kilku minutach opisali, jak wygląda, nie byli w stanie tego zrobić. On się zlewał z tłem.

Czy to nie jest wymówka śledczych, którzy pokpili sprawę i tak próbowali się tłumaczyć?

- To prawda, śledztwo zostało spaprane. Na przykład wieziono Pękalskiego na jedno z miejsc zbrodni, do której się przyznał. Policjanci wiedzieli, że w mediach było wiele szczegółów tego zdarzenia, ale nigdzie nie podano, co było narzędziem morderstwa, więc postanowiono sprawdzić, czy Pękalski będzie to wiedział. Na miejscu policjant otworzył przy Pękalskim bagażnik, a tam leżał specjalnie przygotowany młotek. I już było po sprawie.

Kolejny przykład. Okazano zdjęcie Pękalskiego świadkowi. Rozpoznał go. Ale potem sędzia wytknął, że podczas okazania powinno się pokazać kilka zdjęć różnych osób, a nie tylko podejrzanego. Zresztą sędzia od początku procesu mówił, że to będzie potężna klęska prokuratury.

Leszek Pękalski naradza się z prawnikiem (fot. Jacek Balk / Agencja Gazeta)Leszek Pękalski naradza się z prawnikiem (fot. Jacek Balk / Agencja Gazeta)

Śledczy zachowywali się, jakby ich ta sprawa przerosła.

- Postępowali po amatorsku, nie wiedzieli, jak podejść do seryjnego mordercy. Pamiętam rozmowy z policjantami, byli przerażeni ogromem zbrodni.

A nie szli w pewnym momencie na łatwiznę i nie przypisywali Pękalskiemu wszystkich niewyjaśnionych zbrodni? Podczas procesu wyszło na jaw, że nie mógł popełnić jednego z przypisywanych mu zabójstw, bo był w tym czasie w szpitalu.

- Tak, ale wiele wskazuje na to, że on z tego szpitala uciekł. Starsza kobieta, u której mieszkał, zeznała, że przyjechał do niej, choć powinien być wtedy w szpitalu.

Prokurator twierdzi, że przyznawał się sam z siebie. Policja ściągała akta niewyjaśnionych spraw z całej Polski. A on raz się przyznawał, raz wycofywał. Na przykład gdy dowiedział się w więzieniu, że jako dzieciobójca może mieć za kratami problemy, to natychmiast wycofał się ze zbrodni w Białymstoku.

W pewnym momencie spodobało mu się jeżdżenie na wizje lokalne, to była atrakcja. Życzył sobie, żeby przed wizją zabierano go na obiad. Miał potężny apetyt, więc zazwyczaj dostawał dwa obiady.

W końcu doszło do procesu stulecia.

- Do Słupska zjechało mnóstwo mediów. Pękalski był wystraszony przy wprowadzaniu na salę. Obawiał się, że będą czekały na niego rodziny ofiar. Wchodził z pochyloną głową tym swoim kaczym chodem.

Ale po rozpoczęciu procesu zaczął się wyraźnie nudzić. Gapił się na kobiety, które były na sali, czasami zaczynał się śmiać podczas odczytywania zeznań.

Ostatecznie dostał 25 lat, udowodniono mu tylko jedno morderstwo. Tłumaczono, że to z powodu zmian w prawie nie mógł dostać wyższego wyroku, ale z pani książki wynika, że błąd popełnił prokurator, który nie domagał się dożywocia.

- Prokurator tłumaczył potem, że brał pod uwagę upośledzenie Pękalskiego i fakt, że skazano go tylko za jedno morderstwo, dlatego nie domagał się dożywocia. Niestety, z tego powodu dziś musimy się niepokoić, że on za chwilę wyjdzie.

W pewnym momencie Pękalski mówił nawet o 90 zabójstwach, ostatecznie przyznał się do 67, ale w akcie oskarżenia znalazło się 17. Ile osób on właściwie zabił?

- Tego nie wie nikt. Ale po lekturze akt obstaję, że zabił co najmniej kilka osób. Ważne jest też to, że do dziś nie znaleziono żadnych innych sprawców zbrodni, do których Pękalski się przyznał, mimo że nad częścią z nich pracuje policyjne Archiwum X.

Magda Omilianowicz w rozmowie z Leszkiem Pękalskim (fot. archiwum prywatne)Magda Omilianowicz w rozmowie z Leszkiem Pękalskim (fot. archiwum prywatne)

Wkrótce po procesie Pękalski zgodził się z panią spotkać. Dlaczego?

- To mogła być dla niego jedna z niewielu atrakcji. Zażyczył sobie wtedy dużych zakupów w zamian za spotkanie. Dostał słodycze, skarpetki i konserwy. Chciał jeszcze gazetki pornograficzne, których oczywiście nie otrzymał.

Bała się go pani?

- Pękalski ma dziwne oczy. Budzi niepokój. Zaczęłam się bać, gdy zobaczyłam, że on się bacznie wpatruje w długopis leżący między nami na stoliku. I już sobie wyobraziłam, jak on mi ten długopis wbija w oko. Delikatnie przesunęłam go w swoją stronę.

Na pytanie, czy żałuje, odpowiada: "trochę tak, trochę nie".

- Żałuje, że go złapano. Żałuje, że tak szybko znaleziono tę Sylwię w lesie, bo mógłby się nią pewnie nacieszyć jeszcze dłużej. Ale on nie żałuje, że zrobił komuś krzywdę.

Przyznawał, że postąpił źle, ale z drugiej strony usprawiedliwiał się, że gdyby ta kobieta się nie broniła i dobrowolnie chciała z nim uprawiać seks, to nie doszłoby do morderstwa.

Po latach zastanawiałam się nad ponowną wizytą u niego, ale po lekturze akt stwierdziłam, że to nie ma żadnego sensu, nie usłyszę od niego niczego nowego. Zresztą on teraz odmawia wywiadów, bo jak stwierdził: niedługo wychodzi na wolność i nie chce mieć zszarganej opinii.

Czytał książkę?

- On w ogóle nie czyta. W więzieniu głównie leży, śpi i ogląda telewizję. Na początku pisał jeszcze listy, ale przestał, bo nie dostawał żadnych odpowiedzi.

Doskonale dostosował się do warunków więziennych, nie sprawia żadnych problemów, ma dach nad głową, regularnie dostaje posiłki, ma możliwość samozaspokajania, na co współwięźniowie już nie reagują. Niczego więcej nie potrzebuje.

Czytała pani kilkadziesiąt tomów akt, widziała zdjęcia ofiar, opisy zbrodni. Jak pani to odchorowała?

- Odchorowałam to dosłownie. Po powrocie z sądu w Słupsku na tydzień wylądowałam w łóżku. Siadła mi psychika. W pewnym momencie starałam się już tak przeglądać akta, żeby omijać zdjęcia. Strasznie dużo kosztowało mnie przebrnięcie przez opisy rytuałów, które Pękalski odprawiał nad zwłokami. Darowałam sobie te okrutne szczegóły w książce. Nie chcę do tego wracać.

On jest poddawany jakiejś terapii?

- Jest jakaś forma terapii, ale wszyscy fachowcy przyznają, że trzeba do niej podchodzić bardzo ostrożnie; ona nie przyniesie oszałamiających efektów.

Kastracja chemiczna wymaga stałego przyjmowania tabletek, czego nikt nie jest w stanie od Pękalskiego wyegzekwować. A kastracja mechaniczna też nie jest wyjściem. Jak wiemy z doświadczeń amerykańskich, po niej człowiek, który do tej pory gwałcił i mordował, tylko morduje, więc to też nie jest rozwiązanie.

Pękalski kończy odsiadkę w 2019 roku.

- Jeżeli wyjdzie, to nadal będzie kierował się niepohamowanym popędem. Po wielu latach w izolacji, gdy znajdzie się na wolności, będzie bez pracy i środków do życia. Może zechce wrócić za kraty, popełniając kolejne przestępstwo? Trudno mi uwierzyć, że nie będzie zabijał. Zresztą podobnego zdania są wszyscy eksperci, z którymi rozmawiałam. Liczą, że na mocy tzw. ustawy o bestiach znajdzie się w ośrodku w Gostyninie, tam gdzie Mariusz Trynkiewicz. Obyśmy się nie zdziwili.

Zauważyła pani u niego jakieś ludzkie uczucia?

- Głód i troskę o siebie.

Książka "Bestia. Studium zła" jest dostępna w formie ebooka w Publio.pl >>

Magda Omilianowicz (fot. materiały prasowe)Magda Omilianowicz (fot. materiały prasowe)

Magdalena Omilianowicz. Reporterka, autorka artykułów o tematyce społecznej i podróżniczej. Jej teksty ukazały się m.in. w "Głosie Koszalińskim", "Gazecie Wyborczej", "Polityce", "Przeglądzie", prasie kobiecej, nowojorskim "Kurierze Plus" i holenderskim "Reve". Zrealizowała kilka telewizyjnych reportaży, jest autorką jedenastu książek non-fiction, m.in. zbiorów reportaży: "Kalejdoskop", "Kalejdoskop 2", "Zakochani", wywiadów z podróżnikami:"Pod podszewką świata", przewodnika po Lanzarote "Witajcie w raju", zbioru podróżniczych opowieści "Się jedzie" i dwóch części wywiadów z niezwykłymi kobietami "Przekraczające granice". Wydała w Polsce książkę francuskiego pisarza, podróżnika i awanturnika Cizii Zykë - "Tuan". Jest laureatką konkursu III Regionalnego Kongresu Kobiet w kategorii media.

Szymon Jadczak. Producent w TVN Turbo, wcześniej był reporterem w TVN, w programie Uwaga! (w tym czasie dostał m.in. Grand Press, nagrodę w konkursie NBP im. Władysława Grabskiego i nagrodę Dziennikarza Małopolski). Pracował też w "Gazecie Wyborczej" oraz Interii. Pisywał do miesięcznika "Lampa". Zajmował się aferami, służbami, ale i kulturą. Autor haseł poświęconych hiphopowi w "Tekstyliach bis. Słowniku młodej kultury". Pochodzi z Radomia i jest z tego dumny. Można go znaleźć na Twitterze: @SzJadczak.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (173)
Zaloguj się
  • thomasseyr

    Oceniono 56 razy 56

    Książka Omilianowicz jest świetna i zarazem przerażająca. Wszyscy piszą, że on był taki biedny i głupi, a to było jego głównym atutem. Facet może nie był super inteligentny, ale miał głowę na karku. Tak jak temblak u Bundy'ego i jego łagodna twarz, tak w przypadku Pękalskiego wygląd ułomnego, opóźnionego w rozwoju pozwalał mu na zrobienie fałszywego pierwszego wrażenia. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze napisze dobrą książkę o Marchwickim, bo to, co spłodził Semczuk jest bardzo słabe.

  • representation1

    Oceniono 33 razy 25

    A wystarczyłaby kara śmierci
    ------------------------------------
    Dlaczego podatnik ma utrzymywać takiego osobnika?

  • homo-homini-lupus

    Oceniono 27 razy 15

    'Leszek Pękalski, tzw. Wampir z Bytowa, za trzy lata teoretycznie może wyjść na wolność', więc rodziny pomordowanych kobiet maja jeszcze dużo czasu, by sobie przemyśleć,w jaki sposób i gdzie wyrównają rachuneczki

  • szto_tawariszczi

    Oceniono 57 razy 15

    "Dopiero w domu dziecka u sióstr zakonnych on się spotkał po raz pierwszy z ciepłem."

    Gdzie cenzor - śpi ??? :-)

  • sraczezwersacze

    Oceniono 17 razy 9

    Wystarczy rzut oka na kilkadziesiąt sekund filmiku zamieszczonego powyżej, żeby zrozumieć do jakich granic absurdu i degeneracji doszła współczesna "nowoczesna" cywilizacja. NIE POTRAFIMY SOBIE PORADZIĆ z upośledzoną umysłowo miernotą, która samym swoim wyglądem i głosikiem wzbudza litość - jest ograniczona umysłowo ale (sic!) wodzi nas za nos, nikt nie ma również odwagi na radykalne rozwiązania w stylu islamskim - a przydałoby się, oj przydało... Generalnie LEŻYMY I KWICZYMY

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX