(fot. materiały prasowe)

od redakcji

Weekend w Gazeta.pl: Model serca 3D, Komeda, tymczasowe restauracje, Donguralesko...

Weekend będzie gorący. Dosłownie, bo zalała nas fala upałów, no i w przenośni - wiadomo, Polska zagra jutro ze Szwajcarią w 1/8 finału Euro 2016. Do tego atmosferę podgrzał Brexit i spadki na światowych rynkach, które wywołało ogłoszenie wyników unijnego referendum w Wielkiej Brytanii. Dzieje się. Mam nadzieję, że w tej gorączce nie zapomnicie jednak o zerknięciu do naszego magazynu. Przygotowaliśmy dla Was, jak zwykle, solidną porcję tekstów.

W Weekend Gazeta.pl m.in.:

- Model serca płodu w 3D. Wygląda trochę jak zabawka. Może mało atrakcyjna, bo szara, ale wciąż zabawka. Nieduża, można ją rozłożyć na części.

Jednak ten niepozorny model serca 3D to nie figurka czy dekoracja, a innowacja na światową skalę. Stworzona przez krakowskiego ginekologa Marcina Wiechcia i jego zespół. O trójwymiarowym sercu pisze u nas Katarzyna Kojzar.

Dr Marcin Wiecheć. Obok model serca (fot. materiały prasowe)Dr Marcin Wiecheć. Obok model serca (fot. materiały prasowe)

- Komeda prywatnie. - Są ojcowie, którymi chcemy się chwalić, oraz tacy, których schowalibyśmy do szafy. Mój biologiczny ojciec nieźle mi w życiu dokopał i z pewnością bym go do tej szafy schował - mówi Tomasz Lach, który w wieku 6 lat został pasierbem legendy jazzu Krzysztofa Komedy. W rozmowie z Tomaszem Golonko Lach przyznaje, że muzyk zastąpił mu ojca. Kim był Komeda, gdy nie podbijał światowych scen? Z perspektywy „syna” - kumplem, podobnie jak on niepokornym.

Zofia Komedowa, Tomasz Lach i Krzysztof Komeda (fot. archiwum prywatne)Zofia Komedowa, Tomasz Lach i Krzysztof Komeda (fot. archiwum prywatne)

- Japonia po katastrofie. - Zasada, żeby w obliczu niebezpieczeństwa ratować się samemu, ma wkalkulowaną „cenę”. Jeśli przeżyjesz, zostajesz z poczuciem, że musisz coś oddać społeczeństwu. Choćby swoją opowieść o katastrofie - mówi Ninie Harbuz-Karczmarewicz Katarzyna Bioni, autorka Ganbare! Warsztaty umierania”, książki o tym, jak z traumą radzą sobie Japończycy dotknięci katastrofą elektrowni w Fukushimie, trzęsieniami ziemi i tsunami.

Krajobraz po tsunami (fot. U.S. Marine Corps photo by Lance Cpl. Ethan Johnson / wikiemdia.org / public domain)Krajobraz po tsunami (fot. U.S. Marine Corps photo by Lance Cpl. Ethan Johnson / wikiemdia.org / public domain)

- Restauracje na moment. Pop-up - to określenie robi ostatnio w gastronomii prawdziwą karierę. Wysyp chwilowych jadalni nastąpił w czasie kryzysu finansowego 2008 r., ale zanosiło się na to, że znikną one tak szybko, jak się pojawiły. Tymczasem jest rok 2016, a one wciąż mają się dobrze. Moda na nie trafiła również do Polski. Olga Badowska pisze w naszym magazynie o tym, że szefowie kuchni (nierzadko z najwyższej półki) gotują w restauracjach typu pop-up tanie i proste dania. To może zmienić nasz sposób jedzenia i podróżowania.

Londyński pop-up (fot. Dan Thompson / flickr.com / CC BY 2.0)Londyński pop-up (fot. Dan Thompson / flickr.com / CC BY 2.0)

- Donguralesko. - Zaczynamy ograniczać kontakty międzyludzkie, a całą uwagę kierujemy na kilkucalowy ekranik - mówi poznański raper Donguralesko. Artysta, który wydał inspirowany malarstwem album „Magnum Ignotum Preludium”, nie szczędzi gorzkich słów otaczającej go rzeczywistości. Kiedy Bartek Strowski pyta go, czy jest rozgoryczony, zauważa odważnie: - My, raperzy, mamy tendencję do narracji, która mówi, że cały świat jest fałszywy, a my jesteśmy „prawdziwi”. G***o prawda. Jesteśmy częścią tego wszystkiego.

Donguralesko (fot. materiały prasowe)Donguralesko (fot. materiały prasowe)

- Medyczna marihuana. Ola była jedną z pierwszych małych pacjentek, która otrzymała zgodę na import docelowy medycznej marihuany z Holandii, i pierwszą, która zmarła, bo leku nie doczekała. Tak uważa Paulina Janowicz, mama Oli. - Mogłam zdobyć marihuanę nielegalnie, ale bałam się, że zostanę z nią zatrzymana, że zabiorą mi dzieci i trafię do więzienia - mówi w rozmowie z Igorem Nazarukiem. Ta rozmowa zostaje w głowie na długo.

Po lewej: Paulina Janowicz z córkami Olą (w środku) i Julią; po prawej Paulina i Ola Janowicz (fot. archiwum prywatne)Po lewej: Paulina Janowicz z córkami Olą (w środku) i Julią; po prawej Paulina i Ola Janowicz (fot. archiwum prywatne)

- Biblioteka po rewolucji. Przemiana stołecznej książnicy przy ulicy Koszykowej to najlepiej wydane 60 milionów złotych w historii polskich bibliotek - pisze nasz felietonista Filip Springer. Ten, kto bywał w niej wcześniej, z trudem rozpozna dziś to miejsce. Kto nie bywał - niech nie próbuje sobie nawet wyobrażać, jak przed metamorfozą wyglądała Główna Biblioteka Województwa Mazowieckiego.

 

Hanna Rydlewska. Redaktorka naczelna Weekend.gazeta.pl

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku