(fot. Filip Springer)

historia jednego miejsca

Z kurzu w stronę światła. Zdumiewająca przemiana biblioteki w Warszawie

Przemiana stołecznej książnicy przy ulicy Koszykowej to najlepiej wydane 60 milionów złotych w historii polskich bibliotek. Ten, kto bywał w niej wcześniej, z trudem rozpozna dziś to miejsce. Kto nie bywał - niech nie próbuje sobie nawet wyobrażać, jak przed metamorfozą wyglądała Główna Biblioteka Województwa Mazowieckiego.

Cały dzień siedzę w bibliotece, może spotkajmy się gdzieś w pobliżu - nie zliczę ile razy to zdanie sprowadziło na mnie kłopoty i komplikacje. Bo pod pojęciem biblioteki rozumiem zwykle tę na Powiślu, czyli BUW. A przecież bibliotek jest w Warszawie więcej. Do umówionych spotkań więc nie dochodziło, ktoś jechał pod Narodową, bo dla niego to był naturalny wybór, ktoś inny w rejon placu Konstytucji, bo jak biblioteka, to tylko ta na Koszykowej. A ja tkwiłem w BUW-ie.

Nie wiem dlaczego upodobałem sobie akurat ten gmach zaprojektowany przez Marka Budzyńskiego. Gdy zamieszkałem w Warszawie, wcale nie miałem do niego najbliżej, także zasoby w interesujących mnie tematach ustępują niekiedy innym warszawskim książnicom. Już logiczniej byłoby jeździć metrem do Narodowej. Jej budynek jednak zawsze mnie onieśmielał i odpychał. Doceniam jego architekturę, ale jakoś nie wyobrażałem sobie, że mógłbym tam spędzać więcej czasu niż to konieczne. Zwykle gdy chcę posiedzieć w bibliotece i poczytać w spokoju, nadkładam drogi i jadę na Powiśle.

Nie tylko ja rzecz jasna tak mam. Mole książkowe w każdym mieście dzielą się na osobne sekty. Ich świątyniami są biblioteki i ich czytelnie. W Warszawie jest podobnie. Nie do końca umieją wytłumaczyć, dlaczego wolą tę czytelnię od jakiejś innej. Podejrzewam, że nie wszędzie architektura odgrywa tam rolę czynnika wiodącego.

Biblioteka na Koszykowej (fot. Filip Springer)Biblioteka na Koszykowej (fot. Filip Springer)

- W Narodowej najlepiej fotografuje się śpiących nad książkami ludzi - mówi mi A., gdy robię szybkie rozpytanie wśród znajomych.

- W BUW-ie jest najlepiej wyregulowana klimatyzacja - dodaje B.

- Kurz i rewersy - nie wyobrażam sobie biblioteki bez tego - wyjaśnia J.

- Jedno i drugie w nadmiarze występowało na Koszykowej.

Czas przeszły jest tu jak najbardziej uzasadniony. Bo w ostatnim czasie Główna Biblioteka Województwa Mazowieckiego przy ulicy Koszykowej w Warszawie przeszła spektakularną wręcz przemianę. Klasycystycznemu gmachowi, ufundowanemu przez rodzinę Kierbedziów, stuknęło już sto lat. Jednak jeszcze na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych znajdująca się tu książnica przestała się mieścić w jego murach. To wtedy dostawiono do niej przeszkloną plombę, która zestarzała się tak, jak starzało się niemal wszystko wybudowane w tamtych latach, czyli źle. To jednak właśnie przez nią wchodziło się do tej biblioteki, to ona stanowiła bramę i budowała pierwsze wrażenie obcowania z tym gmachem. Z roku na rok wrażenie to było coraz gorsze - paździerzowe, szarobure i zakurzone wnętrza tworzyły specyficzną atmosferę, nieznaną w innych warszawskich bibliotekach.  Miał ten gmach swój urok, ale polegał on raczej na obcowaniu z kapsułą zatęchłego czasu. To złe pierwsze wrażenie rozpływało się dopiero wówczas, gdy wkraczało się do spektakularnej czytelni głównej z równo ustawionymi stolikami i trzeszczącym parkietem. Dopiero tutaj nabierało się odpowiedniego szacunku dla miejsca.

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

Pomysł na przebudowę i modernizację biblioteki przy Koszykowej pojawił się już w pierwszych latach XXI wieku. Konkurs architektoniczny na tę inwestycję rozstrzygnięto w 2005 roku. Wygrało go uznane biuro Bulanda Mucha Architekci, które w 2015 roku zostało otrzymało Honorową Nagrodę SARP za całokształt twórczości.

Roboty budowlane przy Koszykowej ruszyły w 2013 roku. Dwa lata później pierwszy etap inwestycji został zakończony. W planach jest jeszcze wyburzenie szpetnej plomby i zastąpienie jej nowym budynkiem, na razie jednak nie wiadomo, czy znajdą się na to pieniądze. Na przebudowę biblioteki już wydano 60 milionów złotych.

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

Ten, kto tu bywał wcześniej, z trudem rozpozna to miejsce po przemianie. Kto nie bywał, niech nie próbuje sobie nawet wyobrażać, jak wyglądało. Klasycystyczna elewacja widoczna od strony ulicy nie zdradza choćby ułamka tego, co znajduje się za nią. A właściwie za całym głównym gmachem biblioteki. Ten pozostał właściwie nienaruszony, inwestycja objęła bowiem jego zaplecze. Wyburzono tu oficyny, a cały kompleks przykryto szklanym dachem (niestety, całkowicie transparentnym, co może być problematyczne w upalne dni i kosztochłonne, jeśli chodzi o klimatyzację). Trzy znajdujące się tu niegdyś podwórka stały się podstawą dla urządzenia nowoczesnej przestrzeni służącej książkom i czytelnikom. Pierwsze z nich przekształcono w hol z recepcją i szatniami. Drugie podwórze, największe, przeobrażono w wielką, spektakularną czytelnię z otwartym księgozbiorem, na trzecim powstał pionowy ogród. Stanowi on miejsce odpoczynku, stąd też prowadzi droga do sali wystawowej i Muzeum Książki Dziecięcej. Pomiędzy nimi wszystkimi na dwóch piętrach rozmieszczono czytelnie tematyczne, katalogi, pracownie komputerowe i biura dla pracowników.

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

To, co zwraca tu szczególną uwagę, to umiar i oszczędne gospodarowanie kolorem. Architekci wiedzieli, że już sama aranżacja oficyn i przykrycie całego zespołu szklanym dachem będą robiły dostatecznie mocne wrażenie. Nie trzeba go było niczym podbijać, wystarczyło dać tej architekturze oddech. Jedynym akcentem kolorystycznym w holu jest sgraffito - kompozycja Marcina Bogusławskiego przedstawiająca ułożone na sobie grube księgi. Pną się one aż pod sam dach i to właśnie tam, na ostatniej kondygnacji, stanowiącej jakby dach jednej z wewnętrznych kamienic zespołu, urządzono taras z wygodnymi kanapami, na których można zalec z komputerem bądź lekturą. Dopiero tutaj jest kolorowo, nieformalnie, młodzieżowo, swobodnie. Wszędzie indziej obowiązuje raczej sterylna biel przełamana jasnym drewnem.

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

Szklane ściany tu i ówdzie zaopatrzono w cytaty z książek, jakby dodatkowo chciano wskazać, że w bibliotece nie architekt i jego ambicje, a właśnie książki są najważniejsze. Zalewające cały zespół światło słoneczne zostało tu sprytnie wprowadzone nawet do najmniejszych zakamarków za pomocą klasycznych okien, odwołujących się wprost do historii tego miejsca. Przy okazji architekci wykreowali w tej przestrzeni serię żywych obrazów, w których główną rolę odgrywają pochyleni nad  książkami ludzie. Ma się tu wrażenie, że chodzi się między podwórkami dziewiętnastowiecznych kamienic i przez okna zagląda do mieszkań.

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

Wszystko udało się znakomicie. Nowa biblioteka dopracowana jest w najdrobniejszych nawet detalach - włączając w to meble, wykładziny, kroje czcionek, system informacji wizualnej czy nawet kosze na śmieci. Nic tu nie jest przesadzone, ani przegadane, przestrzenie wykreowane przez architektów służą skupieniu, są kameralne i ciche. Mnóstwo tu kątów, w których można się po prostu zaszyć i zapomnieć o bożym świecie. A przecież właśnie o to chodzi w bibliotece.

Można się spodziewać, że „sekcie” skupionej wokół Koszykowej lawinowo zacznie przybywać wyznawców.

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

Filip Springer. Reporter, fotograf, współpracuje z „Dużym Formatem”, „Polityką”, „Tygodnikiem Powszechnym”. Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi „Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach” (Karakter) oraz „Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni” (Czarne), „13 Pięter” (Czarne) i „Księgi zachwytów” (Agora SA). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Komentarze (11)
Zaloguj się
  • acc4

    Oceniono 30 razy 30

    Chodzę na Koszykową i doskonale się tam czuję. Przemiana objęła nie tylko architekturę, ale również sposób funkcjonowania. Katalogi są dostępne online; można zamówić książkę w domu, a kiedy się na Koszykową przyjdzie, ona już czeka. Jeśli książki nie ma w zbiorach, dostanie się informację (włącznie z sygnaturą) w której innej bibliotece ta pozycja jest dostępna. Znakomicie też funkcjonuje wypożyczalnia międzybiblioteczna - sprowadzą każdą (nie do końca - np. nie tzw. cymelia) książkę z innych zbiorów. Jeśli chodzi to cymelia, to są do obejrzenia online. Wiele się w Polsce mówi o drogach i akwaparkach wybudowanych w ostatnim 25-leciu. Mało kto wie jaki postęp dokonał się nie tylko na Koszykowej, ale także w innych bibliotekach.

  • zewszad_i_znikad

    Oceniono 16 razy 16

    Dla mnie zawsze to Koszykowa była tą głowną biblioteką. Dobrze znoszę jej atmosferę, dojazd dobry - byłby jeszcze lepszy, gdyby istniała zaniechana stacja na placu Konstytucji, ale w sumie i tak mniej trzeba dojść pieszo, niż w przypadku Narodowej. W BUW-ie wraz ze skończeniem studiów straciła ważność moja karta i jakoś nigdy się nie zebrałam, by wyrobić nową... Dlatego na miejscu czytam głównie właśnie na Koszykowej, z wypożyczam z Ursynoteki.
    Ale marzę cały czas o upowszechnieniu e-bibliotek. Nowszych obcojęzycznych książek zwykle długo nie ma w polskich bibliotekach, a już zupełnie w bibliotekach-wypożyczalniach, no a kupowanie tego wszystkiego to nie na moją kieszeń (nierzadko da się kupić nawet nie tak drogo, ale kosztów wysyłki już się nie obniży i te bywają dużo wyższe niż cena samej książki)... Skoro od lat "wolno" czytać za darmo za pośrednictwem bibliotek, dlaczego to samo nie mogłoby dotyczyć e-książek? Wtedy miałabym dostęp do wielu książek, które chciałabym przeczytać, ale w Polsce ich nie ma, a na kupowanie wszystkich mnie nie stać.

  • lovepeacemusic

    Oceniono 10 razy 10

    Nie znam miejsca, nie jestem z Warszawy, ale ze zdjęć: piękne architektonicznie miejsce, przyjazne, nowoczesne, ale szanująca historię. Mam tylko jedno ale. Jako nie-dyletant w sprawie książek widzę, że tam jest za dużo bezpośredniego światła padajacego na zbiory. Za parę lat pracownicy albo będą przysłaniać te szklane sufity, albo płakać nad złym stanem książek.

  • Robert Aniel

    Oceniono 6 razy 6

    Trochę to smutne - ktoś mógłby pomyśleć że "najlepiej wydane 60 mln. w historii polskich bibliotek" poszło jednak na książki...

  • richo

    Oceniono 16 razy 2

    Lepiej 'krój pisma' zamiast 'krój czcionek'.

  • mic234

    Oceniono 45 razy -13

    Oczywiście ten dach nie może być normalny przezroczysty, tylko koniecznie musi być transparentny, żeby mądrzej było.

  • pierwsze_all

    Oceniono 16 razy -14

    Proponuję dla autora ćwiczenia z interpunkcji. Za dużo przecinków tam, gdzie nie trzeba. To taki snobizm, żeby książki i czytanie chwalić, ale samemu nie praktykować?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX