(fot. ze zbiorów National Archives)

Chłopcy wyklęci. W Auschwitz było 122 więźniów z różowymi trójkątami. Tak oznaczano homoseksualistów

Z różowymi trójkątami trafiło do obozów od 10 do 15 tysięcy mężczyzn, 60 procent z nich nie przeżyło - mówi dr Joanna Ostrowska. Jak podkreśla, na zachód od Odry temat prześladowania homoseksualistów przez nazistowski system opresji został gruntownie przebadany. W Polsce to wątek wciąż niewygodny.

Skąd się wzięły różowe trójkąty?

- Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, chyba nikt nie umie. Nie wiemy, jak powstał obozowy system oznakowania trójkątami. Nie wiemy też, dlaczego określone kolory zostały przyporządkowane poszczególnym grupom. Żółty - Żydom, czerwony - więźniom politycznym, zielony - kryminalnym, czarny - aspołecznym (pod tę kategorię podpadały lesbijki), fioletowy - świadkom Jehowy i różowy - homoseksualistom. Systemów oznaczeń było zresztą kilka.

Homoseksualistów oznaczano w niektórych obozach nie różowym trójkątem, ale literą „A” - od „Arschficker”, co można przetłumaczyć jako „dający dupy”, albo jeszcze wulgarniej „dupoj**ca”. Pierre Seel - jeden z nielicznych homoseksualnych więźniów, którzy przeżyli wojnę i opowiedzieli potem swoją historię - był z kolei w obozie tranzytowym Schirmeck-Vorbrück oznaczony niebieskim paskiem. Dzisiaj jednak bez wątpienia symbolem kojarzonym powszechnie z nazistowskim prześladowaniem osób nieheteronormatywnych jest różowy trójkąt.

Prawną przyczyną tych prześladowań był paragraf 175, wprowadzony do niemieckiego kodeksu karnego w roku 1871. Jak wyglądało jego stosowanie przed dojściem nazistów do władzy?

- Na podstawie danych dotyczących spraw karnych wytoczonych na podstawie paragrafu 175 wiemy, że w Niemczech skazywano około 1000 osób rocznie. Należy jednak pamiętać, że ten paragraf nie penalizował tylko stosunków seksualnych między mężczyznami, ale także pedofilię, zoofilię i kazirodztwo.

Nazistowska tablica instruktażowa. Różowym trójkątem oznaczano w obozach koncentracyjnych mężczyzn umieszczonych tam za homoseksualizm. Czarny trójkąt był zarezerwowany dla kobiet przejawiających postawy aspołeczne, czyli m.in. dla lesbijek (fot. wikimedia.org / autor nieznany / CC-BY-SA 3.0). Obok karta przyjęcia więźnia-homoseksualisty, Rudolfa Sobbotki, do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen (fot. wikimedia.org / Waffen-SS Oranienburg / public domain)Nazistowska tablica instruktażowa. Różowym trójkątem oznaczano w obozach koncentracyjnych mężczyzn umieszczonych tam za homoseksualizm. Czarny trójkąt był zarezerwowany dla kobiet przejawiających postawy aspołeczne, czyli m.in. dla lesbijek (fot. wikimedia.org / autor nieznany / CC-BY-SA 3.0). Obok karta przyjęcia więźnia-homoseksualisty, Rudolfa Sobbotki, do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen (fot. wikimedia.org / Waffen-SS Oranienburg / public domain)

Kiedy w roku 1935 naziści zaostrzyli paragraf 175, można było ścigać już nie tylko za męsko-męskie relacje seksualne, ale za samo ich podejrzenie. Wystarczyło trzymanie się za rękę, pocałunek czy zwykły flirt. Wtedy liczba skazanych zaczęła rosnąć lawinowo.

Ale z liczbami jest problem.

- Mamy dane szacunkowe i wiemy, że z różowymi trójkątami trafiło do obozów od 10 do 15 tysięcy mężczyzn, 60 procent z nich nie przeżyło. Często też zapominamy, że homoseksualiści trafiali do innych jednostek penitencjarnych, jak więzienia, i w różnym okresie różnie ich traktowano. Inaczej było w 1933 roku, inaczej w 1935, inaczej w 1938.

W połowie lat 30. mężczyzna mógł być skazany na pół roku więzienia i później z niego wyjść. Mógł być zostawiony w spokoju albo poddany czynnościom operacyjnym, na przykład prowokacji. To jest przypadek Heinza F., więźnia KL Buchenwald, który po odsiedzeniu wyroku został aresztowany w parku, gdzie w krzaki zwabiło go dwóch tajniaków. Mógł w końcu prosto z więzienia trafić bezterminowo do tak zwanego aresztu ochronnego, w celu skorygowania zbyt łagodnego zdaniem organów bezpieczeństwa wyroku, a stamtąd prosto do obozu - to z kolei przypadek Heinza Hegera, a dokładnie ukrywającego się pod tym pseudonimem Josefa Kohouta, współautora książki „Mężczyźni z różowym trójkątem”.

I jeszcze jedno, trzeba pamiętać, że inaczej było na terenie Rzeszy, inaczej na terenach do niej wcielonych, inaczej w okupowanej Holandii, a jeszcze inaczej w Polsce, a dokładnie rzecz biorąc w Generalnej Guberni, gdzie nie wprowadzono tego prawodawstwa.

No bo po co? Przecież Polaka można było zabić za wszystko.

- To prawda, ale kiedy złapano romansujących Niemca i Polaka, obu skazywano z paragrafu 175. Tylko pierwszy trafiał do obozu, a z drugim można było zrobić, co się chce - uwięzić albo zabić. Znam kilka takich spraw i ciągle kopię w dokumentach, bo nikt nigdy nie robił na ten temat żadnych badań.

Sumaryczna liczba skazanych z paragrafu 175 w latach 1902-1987 (autor: Franz Gstaettner / wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)Sumaryczna liczba skazanych z paragrafu 175 w latach 1902-1987 (autor: Franz Gstaettner / wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

Na świecie?

- Nie, w Polsce. Na zachód od Odry temat jest przebadany i zrobiono w sprawie różowych trójkątów wszystko, co było do zrobienia. W Polsce temat jest właściwie nietknięty.

Dlaczego?

- Bo jest niewygodny, lepiej się u nas nim nie zajmować. I nie mówię tu tylko o „dobrej zmianie” nowej władzy, która chce używać historii jako narzędzia politycznego i dyktować, co można badać, a czego nie. Podobnie było za poprzednich rządów.

A jak jest w Niemczech?

- Po 1989 roku zajęto się solidnie zapomnianymi ofiarami nazizmu, w tym homoseksualistami. Przeprowadzono badania, napisano książki, uczczono pamięć ofiar.

Dlaczego dopiero po '89 roku?

- Ponieważ część archiwów byłych obozów koncentracyjnych była w NRD, gdzie komunistyczna władza prowadziła własną politykę historyczną, w której nie było miejsca na różowe trójkąty.

A w RFN?

- Tam paragraf 175 został w całości usunięty z kodeksu karnego dopiero w roku 1994, a ten w pełnej nazistowskiej wersji był w mocy do końca lat 60. Właśnie dlatego mamy tak mało świadectw homoseksualnych więźniów. Po prostu po wojnie bali się mówić. W końcu prawo się nie zmieniło i mogli trafić do więzienia nawet w demokratycznym kraju. Taki przypadek także znam. Ofiary albo nie chciały, albo nie mogły mówić. Groziły im bowiem konsekwencje karne i społeczne.

Z tego powodu „Mężczyźni z różowym trójkątem” wydani zostali na początku lat 70. pod pseudonimem Heinz Heger, ukrywającym wspomnianego już więźnia obozów koncentracyjnych Josefa Kohouta i jego przyjaciela Johanna Neumanna [właśnie wydał ją u nas Ośrodek KARTA, z przypisami i posłowiem autorstwa Joanny Ostrowskiej - przyp. red.]. Jest to więc świadectwo hybrydowe, powstałe z rozmów obu panów.

Dodam, że dopiero w maju tego roku Niemcy przyznały prawo do odszkodowań dla skazanych za homoseksualizm.

A dla kogo? Przecież wszyscy noszący różowe trójkąty już nie żyją.

- Rzeczywiście, oni tego nie doczekali. Po śmierci Rudolfa Brazdy, ostatniego znanego nam świadka epoki noszącego w obozie koncentracyjnym różowy trójkąt, nie ma już nikogo. Żyją natomiast ci, których na podstawie paragrafu 175 skazywano od 1945 do 1969 roku.

Heinz Heger, właśc. Josef Kohout (fot. wikimedia.org / public domain). Obok Unieważniona legitymacja przyznająca uprawnienia „ofiary faszyzmu” byłemu więźniowi obozu. Magistrat Berlina Wschodniego unieważniał prawa do odszkodowań więźniom z różowymi trójkątami (fot. Amys / wikimedia.org / public domain)Heinz Heger, właśc. Josef Kohout (fot. wikimedia.org / public domain). Obok Unieważniona legitymacja przyznająca uprawnienia „ofiary faszyzmu” byłemu więźniowi obozu. Magistrat Berlina Wschodniego unieważniał prawa do odszkodowań więźniom z różowymi trójkątami (fot. Amys / wikimedia.org / public domain)

Kiedy do obozu trafił pierwszy więzień z różowym trójkątem?

- W 1933 roku, parę lat przed wybuchem wojny.

Heinz Heger pisze o najgorszym upodleniu, jakie spotykało homoseksualistów w obozach. Wyzywaniu, pluciu w twarz, gwałtach, biciu, zmuszaniu do bezsensownych prac, jak przenoszenie gołymi dłońmi śniegu z miejsca na miejsce, morderczej pracy w kamieniołomach, torturowaniu i mordowaniu poprzez zmuszanie do zdjęcia z drutów pod napięciem rzuconej na nie czapki czy po prostu strzelanie do celu na strzelnicy. Czy tak było w każdym obozie?

- Sytuacja zależała od rodzaju obozu, komendanta, kapo. Obozem wzorcowym był KL Dachau, tam uczono, jak zarządzać podobnymi jednostkami. Były na przykład przepisy określające, ile batów należy się za dane przewinienie, ale praktyka była bardzo różna.

W „Mężczyznach z różowym trójkątem” czytamy, że najniżej w hierarchii byli Żydzi i homoseksualiści.

- Z tą różnicą, że Żydzi mieli być masowo eksterminowani, a homoseksualistów należało teoretycznie resocjalizować, a praktycznie wykończyć przez najgorsze prace i tortury. Ale do hierarchizowania cierpienia ofiar nikt mnie nie zmusi, choć w Polsce uwielbiamy to robić. Kto bardziej cierpiał? Kto miał gorzej? Najbardziej cierpieli oczywiście Polacy - to narracja dzisiejszej władzy. Potem Żydzi i ewentualnie pozostali, generalnie mało ważni.

Przywracanie pamięci o prześladowaniu homoseksualistów i innych zapomnianych ofiar nazizmu, jak świadkowie Jehowy, osoby chore psychicznie czy przymusowe pracownice seksualne nie polega na hierarchizacji cierpienia, ale na daniu im głosu, uwzględnieniu w szerszej narracji.

Znaczenia nie mają też fetyszyzowane w Polsce liczby. „Po co się nimi zajmować, skoro było ich tak niewielu?” - słyszałam to nieskończoną ilość razy. W Auschwitz było 122 więźniów z różowymi trójkątami. Czy w związku z tym ich cierpienie było mniejsze?

122 w samym Auschwitz, a świadectw różowych trójkątów jest zaledwie kilka.

- Niestety, możemy je policzyć na palcach obu rąk. Mamy niepełne relacje Pierre'a Seela, który po pobycie w obozie zostaje wysłany na front. Mamy Gada Becka i jego romans z Manfredem Levinem, wywiezionym do obozu Żydem. Mamy Karla Goratha i Heinza Dörmera. Mamy w końcu Stefana Kosińskiego - jedynego polskiego więźnia z różowym trójkątem, który zdecydował się opowiedzieć swoją historię. Jest wydana w kilku językach, ale nie po polsku. To chyba mówi wystarczająco dużo o naszym kraju.

Numer obozowy Josefa Kohouta (fot. ze zbiorów United Statesolocaust Memorial Museum w Waszyngtonie / collections.ushmm.org)Numer obozowy Josefa Kohouta (fot. ze zbiorów United Statesolocaust Memorial Museum w Waszyngtonie / collections.ushmm.org)

Chłopcy wyklęci.

- Wyklęci, stygmatyzowani, niewygodni. Temat zapomnianych ofiar nazizmu jest w Polsce tabu. Na Zachodzie są o nich w księgarniach całe półki, u nas półki świecą pustkami.

Dlatego „Mężczyźni z różowym trójkątem” to tak ważna książka?

- Bo po raz pierwszy, ponad 40 lat po wydaniu w Niemczech, polscy czytelnicy i czytelniczki dostaną publikację o tym, jak prześladowano w III Rzeszy homoseksualistów. Bo było to pierwsze drukowane świadectwo więźnia z różowym trójkątem w historii. Josef Kohout i Johann Neumann myśleli pewnie, że nikt więcej się nie odważy, że świat zapomni o ofiarach z różowym trójkątem.

Na szczęście nie zapomniał, przynajmniej nie cały. Nawet Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie otworzyło oddzielną, poświęconą różowym trójkątom wystawę.

- Udało się dzięki badaczowi i kuratorowi tej wystawy Klausowi Müllerowi. Ma ona niebagatelne znaczenie, bo Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie to jedna z najbardziej prestiżowych na świecie placówek zajmujących się Zagładą. W 2000 roku odbyło się tam wielkie sympozjum poświęcone prześladowaniu homoseksualistów przez nazistów, na które zjechali naukowcy w całego świata.

A w Muzeum Auschwitz-Birkenau jest wystawa poświęcona homoseksualnym ofiarom, które trafiały do tego obozu?

- Nie ma takiej wystawy.

Dlaczego?

- Zapytaj dyrektora muzeum, nie mnie. Być może różowe trójkąty nie pasują do narracji tej placówki, a warto wiedzieć, że muzeum ma sporo dokumentów na ten temat, jak listy przewozowe czy zdjęcia. Wiem, że planowana jest zmiana zaprojektowanej jeszcze w  PRL-u wystawy stałej. Miejmy nadzieję, że nowa ekspozycja uwzględni świadectwa zapomnianych ofiar nazizmu.

Heinz Heger, a właściwie Josef Kohout, pochodził z katolickiej, mieszczańskiej rodziny z Wiednia. Ojciec był urzędnikiem wysokiego szczebla, matka zajmowała się domem. Mając 22 lata zostaje zadenuncjowany. Trafia do więzienia, potem do aresztu prewencyjnego, w końcu do kolejnych obozów: Sachsenhausen, Flossenbürg i Dachau. Spędził w nich sześć lat, doświadczając najgorszego i obserwując rzeczy niewyobrażalne. Szczególnie wstrząsający jest opis tortur chłopaka z Tyrolu, któremu Niemcy wkładają jądra do wrzątku i wsadzają w odbyt kij od szczotki. Trudno to czytać. Czy jest coś w „Mężczyznach z różowym trójkątem”, co jako historyczka uznałabyś za niewiarygodne?

- Nie, w książce zdarzają się tylko pewne nieścisłości, które prostuję w przypisach, i które są typowe dla indywidualnych świadectw. Każdy, kto zajmuje się historią mówioną wie, że pewnych rzeczy ofiary, które przeżyły wojnę, nie pamiętają. Czasami mieszają to, co widziały, z tym, co słyszały, czasami coś, co przeczytały już po wojnie, wydaje im się także ich doświadczeniem.

Park Heinza Hegera w Wiedniu (fot. weisserstier / wikimedia.org / CC BY 2.0)Park Heinza Hegera w Wiedniu (fot. weisserstier / wikimedia.org / CC BY 2.0)

Heger opisuje swoje obozowe związki z kapo. One pomagały?

- Związek z kapo zwiększał szanse na przeżycie, bo więzień miał ochronę, dostawał lepsze ubranie czy więcej jedzenia. I to jest przypadek Hegera/Kohouta. Ale równie dobrze taka relacja mogła obrócić się przeciw więźniowi. Pamiętajmy, że obóz koncentracyjny był mikroświatem pełnym zależności, podejrzliwości, niepewności. Otwarcie nikt o żadnych związkach homoseksualnych nie mówił, choć wszyscy, włącznie z esesmanami, o nich wiedzieli. Tę wiedzę wykorzystywano w porachunkach, szantażowano nią, używano do załatwiania rozmaitych spraw.

Po wyzwoleniu KL Dachau przez Amerykanów Kohout wraca do domu. Dowiaduje się wtedy, że jego ojciec popełnił w 1942 roku samobójstwo, najpewniej spowodowane szykanami, jakie go spotkały, kiedy jego syna aresztowano na mocy paragrafu 175. Nie może opowiadać o swoich obozowych przeżyciach, czuje sąsiedzki ostracyzm. Pod koniec lat 60. opowiada Neumannowi o życiu z różowym trójkątem, książka wychodzi w 1972 roku. 22 lata później Kohout umiera, nie doczekawszy odszkodowania i przeprosin.

- Niestety, a byłby chyba zadowolony, z tego  jak Niemcy traktują dzisiaj temat różowych trójkątów. Homoseksualni więźniowie obozów koncentracyjnych są obecnie pełnoprawną częścią narracji historycznej. Przeprowadzono badania i napisano książki. Mówiąca w Bundestagu o II wojnie światowej kanclerz Angela Merkel nigdy nie zapomina o tych ofiarach, a w Berlinie obok Pomnika Pomordowanych Żydów Europy stanął także pomnik poświęcony pamięci homoseksualnych ofiar nazizmu, na którym po kilku latach uwzględniono także kobiety.

Z lesbijkami w tej materii jest problem wynikający z tego, że po pierwsze - kobiety nie podlegały pod paragraf 175, po drugie - jeśli trafiały do obozów, to nie z różowym, ale czarnym trójkątem, po trzecie - nie dysponujemy w przypadku lesbijek nawet danymi szacunkowymi.

- Lesbijki nie podlegały pod paragraf 175, ale w austriackim prawie był obowiązujący także po Anschlussie - paragraf 129, na podstawie którego karano relacje seksualne między kobietami. Wiemy, że kilka kobiet zostało wysłanych za kontakty lesbijskie do KL Ravensbrück - oczywiście nie z różowym, ale z czarnym trójkątem. Mamy świadectwo Annette Eick, która była prześladowana w pierwszym okresie rządów nazistowskich, a potem uciekła do Londynu, i parę innych świadectw kobiet zebranych przez badaczkę Claudię Schoppmann. Ale w tej materii jest jeszcze dużo do odkopania, by żadnej ofiary czy grupy ofiar nie skazywać na zapomnienie.

Ośrodek KARTA serdecznie zaprasza na spotkanie wokół książki "Mężczyźni z różowym trójkątem". Rozmowę z profesorem Marcinem Kulą i dr Joanną Ostrowską, autorka posłowia, poprowadzi red. Krzysztof Tomasik. Krytyka Polityczna (ul. Foksal 16), 29 czerwca (środa), godz. 18.00.

Książka "Mężczyźni z różowym trójkątem" jest dostępna w Publio.pl>>>

Joanna Ostrowska (fot. Witek Orski)Joanna Ostrowska (fot. Witek Orski)

Joanna Ostrowska. Rocznik 1983. Doktor nauk humanistycznych w zakresie historii (Wydział Historyczny UJ), absolwentka Instytutu Sztuk Audiowizualnych UJ, Katedry Judaistyki UJ i Gender Studies UW. Studiowała również produkcję filmową i telewizyjną w Szkole Filmowej w Łodzi. Wykładała w Katedrze Judaistyki UJ, na Gender Studies UJ, UW, w Instytucie Badań Literackich PAN, Pracowni Pytań Granicznych UAM i na Żydowskim Uniwersytecie Otwartym. Zajmuje się naukowo tematyką związaną ze zjawiskiem przemocy seksualnej w okresie II wojny światowej i zapomnianymi ofiarami nazizmu. W tym roku ukaże się jej książka „Przemilczane” (Wydawnictwo Czarne) dotycząca zorganizowanej seksualnej pracy przymusowej w okresie okupacji. Jest autorką przypisów i posłowia do książki Heinza Hegera „Mężczyźni z różowym trójkątem”, którą właśnie wydał Ośrodek KARTA.

Mike Urbaniak. Dziennikarz kulturalny i krytyk teatralny. Pisze także o tematach LGBT i współczesnym Izraelu. Jest stałym współpracownikiem „Wysokich Obcasów” i weekendowego magazynu Gazeta.pl. Pisze bloga panodkultury.com.

Komentarze (54)
Zaloguj się
  • Mark Brand

    Oceniono 4 razy -2

    Jakby nie patrzeć III Rzesza miał być krajem ludzi zdrowych. Jednak nazistowska ideologia podeszła do zagadnienia najszerzej, jak mogła i dostało się wszystkim. Akurat homoseksualistów obawiano się ze względu na rozoszone przez nich drogą płciową choroby. Obawiano się też ich i słusznie z powodu ich silnych skłonnosci pedofilskich. Homoseksualista to ktoś, dla kogo granica pomiędzy dzieckiem a dojrzewającym młodzieńcem, pomiędzy dojrzewającym młodzieńcem a dorosłym mężczyzną jest niewyraźna. Dziś otwarta dyskusja jest niemożliwa. Ciekawe, czy pani dr Ostrowska chciała wziąć udział w otwartych panelach również z tymi, którzy na homoseksualizm patrzą negatywnie? Homoseksualiści byli ofiarami, ale oddawanie im czci to już dość niesmaczna rzecz.

  • doomsday

    Oceniono 10 razy 0

    Dzisiaj z art. 175 trafiła by do obozów koncentracyjnych większość księży i zakonników z K.K. w Polsce, jako pedofile i geje.

  • doomsday

    Oceniono 6 razy 0

    A co z pedofilami? Starsza pani kilka lat temu w kolejce w Konsulacie R.P. w jednym z krajów z dużą emigrcją bezpośrednio powojenną opowiadała mi, że zdarzało się, że wśród nauczycieli w niemieckiej szkole trafił sie pedofil.
    Bardzo szybko był wysyłany do obozu koncentracyjnego, gdzie był wcielany do tej samej grupy więżniów, co homoseksualiści.

  • gazeciarz

    Oceniono 9 razy 9

    Cześć Ich Pamięci

  • newbashi ron

    Oceniono 30 razy -16

    Juz niedlugo hetero beda stanowili mniejszosci spoleczne w calym swiecie i nie wykluczone ze beda indyktrynowani przez wiekszosc aby dostosowac ich do "wzorow normalnosci". Historia sie powtarza tylko troche wolniej od por roku.

  • magnusg

    Oceniono 19 razy -5

    Do obozow koncentracyjnych trafiali tylko ci homoseksualisci,ktorzy byli przeciwko rezimowi nazistow.Wiekszosc,ktora rezim wspierala albo sie mu nie sprzeciwiala tam nie trafiala.10-15.000 trafilo do obozow-a gdzie byla reszta niemeickich homoseksualsitow??Setki tysiecy bylo tam gdzie byla reszta Niemcow- w SS,Gestapo,Wehrmachcie i inych formacjach wspierajacych nazistow.
    Zreszta homoseksualisci byli na samym szczycie nazistowskiego rezimu.Ernst Röhm byl szefem SA i otwarcie przyznawal sie do swojego homoseksualizmu,jak wielu innych przywodcow SA zreszta tez.Baldur von Schirach,jako szef HJ byl bisekusialista.Nawet o samym Hitlerze byly pogloski z I WS,ze uprawial sex homoseksualny z innym szeregowcem ze swojej jednostki.Ale to informacje niepotwierdzone odnosnie Hitlera.
    Tak wiec do obozow trafiali przeciwnicy rezimu,tak jak czlonkowie SPd,ksieza czy zwiazkowcy.Ich homoseksualizm byl co najwyzej pretekstem,a nie powodem.

  • bratjolki

    Oceniono 37 razy -13

    Czytam kolejny art o Auschwitz i zastanawiam sie coraz bardziej... Czy tam ginęli jacyś Polacy? Tak po prostu. Matki. Ojcowie.... Zwykli ludzie?
    Nie różowe trójkąty, nir cyganie czy żydzi. Nie cykliści i komunisci.
    Stalismy sie milionowym tłem dla historii wszystkich innych.

  • Piotr Kosiński

    Oceniono 39 razy -9

    "Ale do hierarchizowania cierpienia ofiar nikt mnie nie zmusi, choć w Polsce uwielbiamy to robić. Kto bardziej cierpiał? Kto miał gorzej? Najbardziej cierpieli oczywiście Polacy - to narracja dzisiejszej władzy. Potem Żydzi i ewentualnie pozostali, generalnie mało ważni." ...KAŻDY swoje cierpienie stawia na 1 miejscu ... może kolega poczyta żydowskich autorów w temacie II wojny np ? kolejny intelektualista którego miarą jest ilość pomyj wylanych na własny naród, to już staje się naprawdę nudne ...

  • mazuvian

    Oceniono 31 razy 17

    Najpierw komuniści z nazwy wyłącznie, teraz prawica i jej poprawność polityczna, według której geje nie istnieją albo tylko są w ich mniemaniu chorzy. Badania historyczne nie powinny być pod presją polityki!

    Niestety są w Polsce głosy, które wzywają do traktowania gejów i lesbijek w sposób taki sam lub gorszy, niż za czasów Oświęcimia.

    Jednak prawica, jak sama ujęła po Orlando, nie wstydzi się biblii (czy czegokolwiek się wstydzą?). Prawo kanoniczne najchętniej by narzuciła wszystkim, nawet nie-katolikom. Taki polski szariat. Już dżizję płacimy na państwo dotujące związki religijne i Światowe Dni Młodzieży.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX