Starówka w Polkowicach

Starówka w Polkowicach (fot. mat. urzędu miasta)

wywiad Gazeta.pl

Jak się robi najbogatsze miasto powiatowe w Polsce. Burmistrz Polkowic: Ludzie nam zaufali

Gdy obejmował urząd, miał w swojej gminie 14 proc. bezrobocia. Dziś ma 5,7 proc., a ludzie zarabiają średnio po 4,2 tys. zł. Jak to zrobił? - Traktuję miasto jak firmę. Najważniejszy jest klient. Czyli mieszkaniec - mówi burmistrz Polkowic, Wiesław Wabik.

Panie burmistrzu, jak się robi najbogatsze miasto powiatowe w Polsce?

- Od zera. Nasze miasto było brzydkim kaczątkiem. Zapyziałą, za przeproszeniem, dziurą z walącą się starówką. Po prostu ruina. Żywy przykład na to, jak można zdegradować miasto. Polkowice w poprzedniej epoce urządzono jako wielką sypialnię, nie pomyślano o innych potrzebach ludzi. Dzięki kombinatowi KGHM była tu praca, ale poza nią nie było nic. A w administracji pracowali ludzie spoza regionu, nie rozumiejący jego potrzeb. Wszystko zmieniła reforma administracyjna z 1990 r. Wtedy zaczęliśmy rządzić się sami.

Aż tak?

- Tak. Zmieniło się przecież wszystko: organy administracji dostały osobowość prawną, gminy dostały nieruchomości, usamodzielniły się finansowo, pojawiły się rady miejskie, burmistrzowie, prezydenci miast. Po reformie musieliśmy się wszystkiego nauczyć od nowa. Nie było to łatwe. Ale też wreszcie otrzymaliśmy pieniądze z dochodów własnych gminy. Głównie z podatku od nieruchomości.

Uściślijmy: w tym podatek od nieruchomości ogromnego zakładu przemysłowego, jakim jest KGHM.

- Tak, ale nie ma znaczenia, dzięki czemu mieliśmy te pieniądze. Ważne, że były i że pozwoliły rozpocząć nową erę życia miasta. A trzeba je było przebudować właściwie od podstaw, żeby było przyjazne dla mieszkańców. Zaczęliśmy od najprostszych rzeczy, jak nowe chodniki. Ale przede wszystkim wymieniliśmy całą, totalnie zdegradowaną infrastrukturę.

Polkowice (fot. Paweł Paździor)Polkowice (fot. Paweł Paździor)

Co pan rozumie przez "totalnie zdegradowaną”?

- Powiem panu. W młodości mieszkałem w wieżowcu przy ulicy Miedzianej, na 9. piętrze. Zdarzało się, że winda była nieczynna, trzeba było iść po schodach. Nie wiem, ile razy w życiu targałem do domu wiadra pełne wody z beczkowozu stojącego na dole, na ulicy. W Polkowicach awarie wodociągów to była codzienność. Wielu ludzi miało, owszem, pracę, ale trudno było normalnie funkcjonować.

Mieszkam tu od 7 roku życia. Pamiętam, jak miasto wyglądało kiedyś i widzę, jak wygląda teraz. Trudno znaleźć ślady przeszłości, bo do rewitalizacji nadawało się po prostu wszystko. Największe zaniedbania dotyczyły miasta, ale od początku rewitalizacji, czyli od lat 90., zajęliśmy się też przyległymi wioskami, bo gmina to miasto Polkowice i piętnaście wsi.  Zajmowałem się tym procesem od początku.

Czyli?

- Pracuję w urzędzie od II kadencji samorządu w Polsce. Najpierw w wydziale finansowym, potem jako kierownik działu gospodarczego, dalej jako p.o. burmistrza i wreszcie burmistrz. Zacząłem już jako student V roku Uniwersytetu Ekonomicznego (wówczas była to Akademia Ekonomiczna) we Wrocławiu. Na cały etat. W mieście brakowało wtedy ludzi wykształconych. Miałem sobie ułożyć życie inaczej, ale trafiłem do urzędu i... dziś jestem burmistrzem z 22-letnim stażem pracy. A zaczynałem od młodszego referenta.

Burmistrz Polkowic Wiesław Wabik (fot. Paweł Paździor)Burmistrz Polkowic Wiesław Wabik (fot. Paweł Paździor)

Która z przeprowadzonych w tym czasie zmian okazała się dla ludzi najważniejsza?

- Wszystkie. Na dobre życie składa się całokształt tego, co nas otacza. Nie da się zmieniać i naprawiać na pół gwizdka. Zaczęliśmy od rur i kanalizacji, bo żeby naprawiać coś na wierzchu, trzeba wymienić to, co jest pod spodem. Ale przyszedł taki moment, kiedy już nie rury były najważniejsze.

Ze struktury wydatków gminy wynika, że najwięcej wydajecie na edukację i zdrowie.

- Byliśmy jedną z pierwszych gmin w Polsce, która przejęła oświatę podstawową w całości na swój garnuszek. Podstawówki i przedszkola. I jestem przekonany, że jeśli chodzi o infrastrukturę i zaplecze, jest dobrze. Zaczęliśmy już rewitalizację szkół - ale nie pierwszą, tylko kolejną. Musimy dbać o to, co zrobiliśmy w latach 90., żeby utrzymać wszystko w pełnej sprawności.

W 2005 bezrobocie w gminie wynosiło około 14 proc. To było ponad 5 tys. osób. W 2014 r. było to 1/3 tej wartości, czyli 5,7 proc. Jak pan to zrobił?

- Nie można być wyłącznie urzędnikiem. Nie traktuję miasta jako czegoś, czym się administruje. Nie, miastem się zarządza! Jak firmą. Z wykształcenia jestem menedżerem - i tak staram się kierować Polkowicami. Jestem tak skonstruowany, żeby prowadzić biznes. A co jest najważniejsze w biznesie?

Klient.

- Zgadza się. Czyli w naszym przypadku mieszkaniec gminy i miasta. Musi "kupować" swoje miejsce zamieszkania: korzystać z usług, które ono oferuje i być zadowolonym z ich dostępności, jakości i ceny. Czy kupujemy buty, czy samochód, czy usługi - kierują nami podobne emocje. Po prostu człowiek musi być zadowolony ze swojej jakości życia. No i musi być go na tę jakość stać. Wiedzieliśmy, wtedy, kilkanaście lat temu, że jeśli nasi klienci-mieszkańcy nie będą mieli pracy, to nic nie kupią.

Park wodny w Polkowicach (fot. mat. urzędu miasta)Park wodny w Polkowicach (fot. mat. urzędu miasta)

Mediana zarobków w gminie to ponad 5000 zł. To jest bardzo dużo.

Gdybyśmy liczyli dla samego miasta, a nie całej gminy, to by było jeszcze więcej.

Gdy pan zaczynał pracę w urzędzie, miejsce pracy w Polkowicach było właściwie jedno...

- KGHM jest jednym z największych pracodawców na Dolnym Śląsku. Funkcjonuje świetnie mimo tego, co się czasem wokół tej firmy dzieje. To prężne przedsiębiorstwo, które dobrze wynagradza pracowników. Ale my w drugiej połowie lat 90. uznaliśmy, że monokultura przemysłowa jest niebezpieczna. Prognozy mówiły, że miedź dalej będzie potrzebna, ale kopalnia działa dopóty, dopóki jest to ekonomicznie uzasadnione. Wiadomo, co się stało w zagłębiu wałbrzyskim. Katastrofa. A my nie wiedzieliśmy, jak KGHM będzie sobie radził w przyszłości. Więc postaraliśmy się o strefę ekonomiczną. I teraz przepraszam, ale będę się chwalił.

Dlaczego?

- Ponieważ nasza podstrefa polkowicka, zatrudniająca 5 tysięcy ludzi, działa najprężniej w całej legnickiej strefie ekonomicznej. Chcieliśmy zdywersyfikować rynek pracy, żeby nie był skoncentrowany na jednym, dużym pracodawcy. I to nam się udało.

Kogo ściągnęliście?

- I kilkanaście lat temu, i teraz najlepiej rokują inwestycje w przemyśle motoryzacyjnym. Pierwszym inwestorem miało być General Motors, a dokładnie Opel, który ostatecznie wylądował w Gliwicach. To był 1996 rok. Na otarcie łez pozwolono nam utworzyć strefę w Polkowicach pod warunkiem, że będzie inwestor. No i go znaleźliśmy. To była firma z branży budowlanej, kanadyjsko-amerykańska Royal Europa, która produkuje elementy z polichlorku winylu. Mieliśmy świetnie przygotowany teren, bo ponad rok pracowaliśmy z GM. Nauczyliśmy się od nich podejścia do inwestora, którego nie da żadna szkoła ani książka.

Kanadyjczykom się spodobało, strefa powstała, zaraz pojawił się Volkswagen i to był super strzał, potem jeszcze firma Sitech produkująca siedzenia do aut i ich elementy. Mieli zatrudnić ok. 350 osób, dziś zatrudniają prawie 2 000. Około 40 proc. jest z Polkowic.

Dzień Strażaka w Polkowicach (fot. Paweł Paździor)Dzień Strażaka w Polkowicach (fot. Paweł Paździor)

Myślałem, że więcej.

- Polkowice to jest ogromny rynek pracy. Do mojego miasta codziennie przyjeżdża do pracy 16 tysięcy ludzi. Kryzys w nas nie uderzył dzięki tej dywersyfikacji branż. Japończycy robią u nas sprężarki do klimatyzacji, siedzibę ma Dariusz Miłek i jego CCC. Mają fabrykę butów, centrum logistyczne i największy magazyn w Europie. Wszystkie te fabryki zwiększają produkcję i zatrudniają więcej ludzi, niż deklarowały na początku. A równocześnie KGHM ma się dobrze.

Wszystko się wam udaje.

- Mieliśmy pomysły i byliśmy uparci.

Praca i pieniądze już w gminie są. Na czym teraz panu zależy?

- Żeby ludzie czuli się związani z tym miejscem. Żeby nie emigrowali. Przecież ich przodkowie sami tu przyjechali za pracą, moi rodzice też, ze mną - dzieckiem jeszcze. Zanim odkryto miedź, to była wieś. 49 lat temu odzyskała prawa miejskie.

Dziś jestem dorosłym facetem i ojcem. I chcę, żeby moje dzieci, tak samo, jak wszystkie inne w tym mieście, nie musiały z niego wyjeżdżać za pracą, czy żeby się rozwijać. Nie mogę na siłę nikogo zatrzymywać, ale chcę zaoferować możliwość i szansę pozostania tu.

Nie chodzi o to, żeby tworzyć miasto-enklawę, nie mam możliwości, żeby zapewnić ludziom wszystkie uciechy tego świata, no bo i po co? Ale one też tu powinny być. Gmina kiedyś wybudowała park wodny. Kiedy rozmawialiśmy z inwestorami, okazało się, że jest dla niego ważny - żeby pracownicy mogli się zrelaksować. Kilka lat temu powstała w Polkowicach wyższa szkoła. Mimo niżu demograficznego rozwija się - przejęła inną, dużą szkołę w Lubinie.

A co się pana ekipie nie udało?

- To, że nie wszyscy w Polkowicach zarabiają krocie. Jest wielu emerytów, którym jest ciężko. I jeszcze jeden problem: mieszkaniowy. Końca nie widać.

Za mało?

- Cały czas brakuje mieszkań. Wiem, ze są takie miasta, gdzie stoją pustostany. A mi brakuje miejsc dla ludzi. Co roku oddajemy kolejne i ciągle mało. Widzimy, że ludzie przyjeżdżają do nas za pracą, wynajmują, potem po jakimś czasie chcą mieszkanie kupić. Niestety deweloperów jest w mieście za mało. Radzimy sobie jak możemy, planujemy kolejne budynki.

Muszę też wybudować noclegownię. To nie jest miasto bez bezdomnych. Lawiny nie ma, ale gmina powinna się koncentrować nie tylko na wzniosłych, wielkich tematach, ale również patrzeć na ludzi, którzy sobie nie radzą i trzeba im pomagać.

Mamy też kilkanaście programów zdrowotnych i rehabilitacyjnych. A nawet programy skierowane do przyszłych mieszkańców miasta, którzy się jeszcze nie narodzili - czyli ich beneficjentkami są kobiety w ciąży. Mamy programy dla osób u schyłku życia. Jako pierwszy samorząd w Polsce zaczęliśmy szczepienia dziewcząt na HPV, czyli raka szyjki macicy. Zrobiliśmy wtedy akcję: rozesłaliśmy po gminach w całej Polsce listy zachęcające do wzięcia udziału, rozesłaliśmy kalendarze ze zdjęciami naszych dziewcząt, uczestniczek akcji - i to zaczęło pączkować. Warto czasem spróbować przekonać do czegoś innych - i może się uda.

Kopalnia miedzi w Polkowicach (fot. Mieczysław Michalak/AG)Kopalnia miedzi w Polkowicach (fot. Mieczysław Michalak/AG)

Jak układała się wam współpraca z KGHM?

- W przeszłości różnie z tym bywało. Na jakość tej współpracy istotnie wpływa, kto w danym momencie siedzi za decyzyjnym biurkiem po tamtej stronie. Jednak ostatnie lata pokazały wiele przykładów partnerstwa i zrozumienia. I współpracy. Nigdy nie jest łatwo, bo KGHM ma swoje interesy, jest najważniejszym pracodawcą i płatnikiem w gminie.

No właśnie. Czy ten płatnik nie mówi zbyt często „płacę i wymagam”?

- Nie, tak nie było. Taki przedsiębiorca jak kopalnia na naszym terenie to dobrodziejstwo, ale trochę też uciążliwość. Jej działalność eksploatacyjna negatywnie wpływa na środowisko, na infrastrukturę: wstrząsy powodują degradację infrastruktury, są odczuwalne przez mieszkańców. Musimy ponosić spore wydatki na utrzymanie infrastruktury, a szkody górnicze są kosztowne. Jeśli chodzi o ekologię, KGHM poprawił się totalnie, negatywne oddziaływanie jest coraz mniejsze. Największe jest ze zbiornika odpadów „Żelazny Most”, który działa częściowo na naszym terenie (to największy zbiornik odpadów powydobywczych miedzi w Europie - red.).

Każdy pilnuje swojego interesu, to normalne. Ale KGHM jest skazany na nas, bo nie przeniesie się kopalni, tak jak fabryki, łatwo w inne miejsce. Maszyny bierze pan na pociągi i tiry i nie ma zakłada. Z kopalnią tak nie można zrobić.

Jeśli miałbym podsumować nasze relacje, to cieszę się, że za mojej kadencji współpraca jest niezła, nie chcę narzekać.

Jaki był klucz - poza tym że na starcie mieliście spore dochody i reformę samorządową - do tego, że się udało?

- Zaufanie. Mieszkańcy obdarzyli kogoś, kogo wybrali, dużym zaufaniem. Na zasadzie - Ok, ma pomysł, pozwólmy mu to zrobić. Raz zrobił, ok, nadaje się, pozwólmy mu to robić dalej. Tak to chyba działa. Żyjemy w demokratycznym kraju.

Polkowice (fot. Paweł Paździor)Polkowice (fot. Paweł Paździor)

Wybrali pana. Musiał pan sprawić, żeby ludziom się chciało razem coś zrobić.

- Powiem panu tak: nie znam na pamięć Kodeksu Postępowania Administracyjnego. Od tego mam prawników. Bo samorządowcem się jest nie dlatego, że się zna na pamięć przepisy. Owszem, muszę być urzędnikiem, przecież siedzę za biurkiem, ale i muszę być kimś, kto w każdej sytuacji pamięta, że po tamtej stronie stoi człowiek. Rozmawiałem ostatnio z księdzem. Powiedział mi: Trzeba tak korzystać z prawa, żeby sobie nie zrobić krzywdy, ale i nie zrobić jej drugiemu.

My i obywatele miasta gramy w to samo. Żeby dany region, miasto czy gmina odniosły sukces, wszystkie czynniki muszą współgrać. Władze, mieszkańcy, pracodawcy, pracownicy. W samorządzie w Polkowicach od początku nie było zmiany władzy. My, czyli Stowarzyszenie „Porozumienie dla Mieszkańców Polkowic”, zarządzamy miastem od 1994 r.

Są w Stowarzyszeniu ludzie o przeciwstawnych poglądach?

- Od lewa do prawa. To nie jest partia polityczna. Po prostu ludzie się porozumieli, dogadali, zebrali w stowarzyszenie, mieli pewien pomysł na gminę i miasto, bo czują potrzeby mieszkańców. I mieszkańcy nas wybrali. Najważniejsze, że zaufali, zawierzyli. A czy nam się udało? Pewnie tak, chociaż zawsze można lepiej. Zawsze można w samorządzie wszystko zrobić lepiej.

Wiesław Wabik. Samorządowiec. Od 2006 r. jest burmistrzem Polkowic. W urzędzie gminy przeszedł wszystkie szczeble - od młodszego referenta do burmistrza. Pod jego rządami gmina Polkowice stała się najbogatszą gminą w Polsce z bezrobociem 5,7 proc i średnią pensją 4292,91 PLN.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej pracował w dziale zagranicznym "Dziennika" i w tygodniku „Newsweek”. Rozmawiał m.in. z Richardem Bransonem, Benjaminem Barberem, Robertem Biedroniem i prezydentem Andrzejem Dudą. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze i Instagramie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Komentarze (140)
Zaloguj się
  • metanoja

    Oceniono 130 razy 96

    Bardzo inspirujący wywiad.
    Oczywiście bez KGHM nie byłaby to najbogatsza gmina w Polsce. Z drugiej strony sukces Polkowic "sam się nie zrobił". Wizja rozwoju, zgoda co do celów i praca z zaangażowaniem to klucze do sukcesu każdego miasta i gminy.

  • gnom_opluwacz

    Oceniono 297 razy 221

    " Uściślijmy: w tym podatek od nieruchomości ogromnego zakładu przemysłowego, jakim jest KGHM.
    - Tak, ale nie ma znaczenia, dzięki czemu mieliśmy te pieniądze"

    - Jak Pan to robi, że ma taki fajny dom i samochód?
    - To proste. Traktuję życie po biznesowemu, dużo ćwiczę i noszę ładne ubrania. Milionowy spadek po wuju też mi pomógł, ale to skąd były pieniądze nie ma większego znaczenia.

  • adolfiutin11

    Oceniono 174 razy 162

    Pokażcie inne miasto, któremu sie udało, ale które nie ma miedzi czy węgla brunatnego. Weźcie takie z Warmii albo Podlasia ;)

  • dante_waw

    Oceniono 85 razy 55

    Jutro wywiad z burmistrzem Kleszczowa, ktorego budzet w duzej czesci zasila kopalnia wegla brunatnego :)... a wy siedzcie i sluchajcie z rozdziawionymi ustami... i pamietajcie ze to wasza wina ze mieszkacie w biednych gminach.... bo przeciez "wystarczy zaufac burmistrzowi" :))))

  • zalep

    Oceniono 69 razy 47

    Przy Polskiej Miedzi to raczej banalna sprawa ten cud. Nie wysilajcie się - wyślijcie burmistrza na ścianę wschodnią żeby się wykazał.

  • ergosumek

    Oceniono 131 razy 47

    "Jak się robi najbogatsze miasto powiatowe w Polsce. Burmistrz Polkowic: Ludzie nam zaufali"

    Bajki, panie redachtorze.
    Gdyby gmina, która leży na miedzi, której mieszkańcy żyją z miedzi, gdyby ta gmina była biedna, to jaka gmina miałaby być bogata?
    To zasługa burmistrza, bo mu ludzie zaufali?
    Wystarczy, że nie przeszkadza, reszta sama sie robi.

  • Oceniono 43 razy 39

    Gdy pierwszy raz parę lat temu byłem tam, to miałem jedno wrażenie, które do dziś przytaczam. Polkowice, to jedno z najdziwniejszych miast, które widziałem: na rynku jest ze 40 banków i instytucji finansowych, urząd miasta i 3 sklepy. Uznałem, że to konsekwencja zlokalizowania tu KGHM, CCC i VW.

  • a.ba

    Oceniono 50 razy 38

    Opowiadanie typu jestem bogaty bo urodziłem się bogaty / odziedziczyłem po dziadku parę melonów...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX