(fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

psychologia

"Już nigdy nie zasnę!". Czy za koszmary senne dzieci odpowiedzialni są rodzice?

Czy śnienie koszmarów świadczy o chorobie psychicznej, jest niebezpieczne i należy je leczyć? Czy istotnie kiedy rozum śpi, budzą się demony? A może powinny, bo senne majaki to naturalny objaw radzenia sobie ze stresami dnia codziennego? A co, kiedy zjawy zaczynają nawiedzać w snach małe dzieci? O tym, dlaczego przedszkolaki miewają koszmary, rozmawiamy z psychoterapeutką dziecięcą - Olgą Jakacką-Papis.

Dziecięca sypialnia to najniebezpieczniejsze pomieszczenie w całym domu. Pod łóżkiem są upiory, w szafie mieszkają zjawy, a za oknem czają się wiedźmy. Pięcioletni Cody, bohater horroru Mike'a Flanagana „Zanim się obudzę”, boi się zasnąć. W pokoju jest ciemno, cicho i pusto. Zasłony są zaciągnięte. Drzwi zamknięte. Cody schyla się pod łóżko, wyciąga stamtąd pudełko, a z niego puszkę napoju energetycznego i książkę o motylach. Chowa się z nią pod kołdrą, włącza latarkę i czyta. Wie, że nie może zamknąć oczu, bo wtedy pojawi się demon. A potem, jak już nie pierwszy raz, ktoś zostanie zamordowany

- Koszmary i sny często służą oswajaniu przeżyć, które staramy się zagrzebać głęboko w podświadomości - mówi Olga Jakacka-Papis. Co wydarzyło się w życiu Cody'ego? Czy jego rodzicom uda się odgadnąć, co w rzeczywistości prześladuje chłopca?

Anna Bielak: Dlaczego do tej pory pamiętam koszmary z dzieciństwa?

Olga Jakacka-Papis: - To nic niezwykłego. Około 80 procent dorosłych pamięta złe sny, które miewało w dzieciństwie. Odpowiedzialne są za to emocje, które nadają barwę przeżyciom, doświadczeniom, ale i treściom koszmarów. Koszmary pamiętamy równie dobrze, jak inne historie, które wywarły na nas wrażenie.

(fot. kadr z filmu (fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

Statystycznym 20 procentom pamięć oszczędza jednak tej wątpliwej przyjemności. Z jakiego powodu?

- Niektórym osobom pamięć pomaga wypierać przeżycia. To rodzaj mechanizmu obronnego związanego z działaniem podświadomości starającej się nas chronić przed tym, co nas przeraża lub co może nam zagrażać.

Mamy zatem dwie grupy statystyczne i są też dwie powszechne teorie na temat koszmarów. Zgodnie z jedną złe sny mogą świadczyć o chorobach psychicznych, są niebezpieczne i należy je leczyć. Według drugiej śnienie koszmarów to naturalny i zdrowy sposób radzenia sobie z trudnymi przeżyciami. Która jest właściwa?

- Nie powinniśmy wybierać jednej teorii i uznawać jednocześnie tę drugą za niewłaściwą, bo każdy przypadek jest inny. Wszystko zależy m.in. od osoby, która śni (i często od jej wieku), od częstotliwości występowania koszmarów, ich natężenia i powodu, z jakiego się pojawiają. Większość z nas miewa od czasu do czasu pojedyncze koszmary i one nie są niczym złym. Co innego, kiedy koszmarów jest bardzo dużo; kiedy utrudniają funkcjonowanie w ciągu dnia, powodują bezsenność i ciągłe poczucie niewyspania.

Koszmary i sny często służą oswajaniu przeżyć, które staramy się „zagrzebać” głęboko w podświadomości. U dziecka może to być lęk przed rozstaniem z rodzicami w wakacje, gdy planowany jest pierwszy wyjazd na kolonie, czy poczucie utraty bezpieczeństwa w obliczu rozwodu rodziców. Na co dzień może mu być trudno o tym mówić, szczególnie wtedy, gdy relacje w domu nie sprzyjają dzieleniu się swoimi obawami i emocjami lub gdy nie ma kogoś, kto byłby gotowy o tym rozmawiać. Lęki jednak cały czas są obecne w głowie małego człowieka i choć próbuje być „dzielny i grzeczny”, to przypominają o sobie i wracają w snach bezpośrednio lub pod postacią rozmaitych symboli.

(fot. kadr z filmu (fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

Podobno koszmary mogą mieć już niemowlęta. Skąd one się biorą, skoro kilkumiesięczne dziecko niczego w zasadzie jeszcze nie przeżyło?

- Niemowlęta mają bardzo dużo rozmaitych przeżyć! Podłożem marzeń i koszmarów sennych są emocje, które mają funkcję adaptacyjną i podpowiadają, jak zachować się w danej sytuacji. Dlatego niemowlęta jak najbardziej mogą miewać złe sny i niekiedy reagować na nie krzykiem lub pobudzeniem ruchowym.

Czasem koszmary mogą się też pojawiać w reakcji na procesy zachodzące w ich organizmach. Dzieci się budzą, bo są głodne. Niemowlę nie wie jeszcze, jak sobie poradzić z głodem, a oczekiwanie na reakcje opiekuna może w nim wywoływać niepokój. W snach może się od tego napięcia uwalniać. Nawet najmłodszym dzieciom sen służy do tego, by uporządkować zdobyte informacje i dokonać selekcji wrażeń. Oczywiście u dzieci sny, tak jak uczucia, komplikują się wraz z dojrzewaniem. W przypadku niemowląt nie mówimy więc naturalnie o snach, które mają formę typowych opowieści.

Kiedy dziecko jest nieco starsze, możemy z nim rozmawiać o lęku przed zasypianiem i o koszmarach. Jak dotrzeć do emocji ukrytych w podświadomości i ujawniających się pod postacią symboli?

- Symbolika snów jest powiązana z naszą wiedzą o świecie, nie podlega zasadzie czasu, czyli postaci z dalekiej przeszłości są równorzędnymi partnerami obecnych. Ich znaczenia można szukać na zasadzie skojarzeń słownych, np. zamek w drzwiach, który sprawia kłopot, bo jest wysoko i dla dziecka jest poza zasięgiem, może we śnie być także zamkiem z uwięzioną w nim księżniczką, która chce być uwolniona i coraz bardziej samodzielna - jak śniące o niej dziecko. Kiedy nie sposób zinterpretować znaczeń tych symboli samodzielnie, często psychoterapeuta pomaga znaleźć brakujący element układanki. Umie dotrzeć do źródła emocji, które zainspirowały mózg do stworzenia przerażających sennych obrazów; rozpoznać je i nazwać. Złe sny są zawsze związane z funkcjonowaniem małego człowieka na co dzień.

Po trzecim roku życia dziecko zaczyna wychodzić z domu na świat i m.in. chodzić do przedszkola, gdzie dzieją się różne, nowe i bardzo ważne dla niego sprawy. Dziecko zaczyna wchodzić w relacje z rówieśnikami. Uczy się zdobywać przyjaciół i radzić sobie z nowymi, nieznanymi do tej pory sytuacjami, np. kolegami, którzy straszą lub nieprzyjemnie zaczepiają; koleżankami, które przezywają i nie chcą się wspólnie bawić. Takie reakcje rówieśników wystarczą, by obawiać się przedszkola.

(fot. kadr z filmu (fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

Tylko co tu zrobić, gdy wszyscy dorośli zapewniają, że tam jest bardzo fajnie?

- Powstaje wtedy konflikt emocjonalny i lęk. Bo w przedszkolu bywa dziecku przecież i dobrze, i źle. Ważne, by wiedziało, że rodzic to akceptuje i rozumie. Zdarza się nierzadko, że w okresie, gdy maluch idzie do przedszkola lub już do niego uczęszcza, rodzice postanawiają powiększyć rodzinę. Mama zachodzi w ciążę. I choć to czas radości dla dorosłych, dziecko może odczuwać inaczej. Widzi, że mama ma mniej siły na zabawę, nie może już nosić go na rękach. Tata przejmuje obowiązki domowe i mówi, że nie ma czasu na układanie klocków. W rozumieniu dziecka coś się zmieniło, dorośli oczekują zaprzestania pewnych zachowań, które kiedyś były naturalne i nadal są mu bardzo potrzebne. Poczucie stabilności staje się zagrożone.

I co się wtedy dzieje?

- Dziecko przeżywa wtedy różne nieprzyjemne emocje i konflikty wewnętrzne, zachowuje się inaczej niż zwykle, jest bardziej marudne lub ożywione, ma trudność z porannym rozstaniem z rodzicami. Nie mówi, że jest mu źle, ale „pokazuje” to na różne sposoby. W tym czasie mogą się pojawić koszmary podczas snu. A w nich często pojawiają się stwory znane z bajek, postacie z przedstawienia teatralnego, które kiedyś przestraszyły dziecko, lub bohaterowie sytuacji, które mogą wywoływać zagrożenie w codziennym życiu, np. złodzieje. Oni wszyscy są w podświadomości dziecka symbolami tego, co mu zagraża, i gdy spotyka je nowa, niepewna, niezrozumiała i długo trwająca sytuacja, mogą pojawić się w snach.

Maluchy wtedy proszą, by ktoś się z nimi położył spać, bo boją się ciemności. Na szczęście nie zdarza się to często, bo świadomość wielu rodziców jest duża i starają się oni przygotowywać swoje dzieci na zmiany i wprowadzają je stopniowo.

A co, jeśli to nie wystarcza?

- Niewiele trzeba, by pomóc. Wystarczy wstać wcześniej, by spędzić dłuższy i spokojniejszy poranek z dzieckiem lub zrobić coś wspólnie po południu, i to z własnej inicjatywy. Dzieci wiedzą wtedy, że są ważne i kochane, bo rodzic lubi z nimi spędzać czas.

(fot. kadr z filmu (fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

Ale bywają też sytuacje dramatyczne, zagrażające bezpośrednio zdrowiu, które są rozpoznanym początkiem problemów emocjonalnych. Dlatego gdy lęki - pomimo upływu czasu i braku zagrożenia z zewnątrz - nie znikają, jest to na pewno podstawą do konsultacji z psychologiem. Bo może świadczyć o zaburzeniach emocjonalnych, także zaburzeniach w relacjach w systemie rodzinnym, który nie chce, lub nie potrafi reagować elastycznie na zmiany. A system dąży do homeostazy...

...i koszmary dziecka mogą służyć temu, żeby ją utrzymać?

- Tak. Chore dziecko skupia uwagę rodziców, którzy przestają walczyć między sobą, bo muszą o nie zadbać. Ich spór zostaje na jakiś czas odsunięty, ale nie rozwiązany, więc problem ciągle jest. To jest zależność cyrkularna - nie ma znaczenia, kto jest winny, ważne, by zrozumieć mechanizm i tak go zmodyfikować, żeby dziecko mogło dalej rozwijać się prawidłowo.

Spotkałam się z przypadkami dzieci śniących o dzikich, kłujących roślinach, które chciały przebić ich łóżka i je zabić. Inne śniły o samotnej walce z pożarem w domu, z którego nie ma ucieczki, ale również żaden ratunek nie nadchodzi z zewnątrz. W takich przypadkach równolegle powinna być prowadzona praca psychoterapeutyczna z dzieckiem, często psychoedukacyjna, by dziecko rozumiało, jak oswoić lęk, i psychoterapia rodzinna lub tylko rodzicielska, by zachodzące u dziecka zmiany mogły być utrzymane w systemie rodzinnym.

To jest praca dla wszystkich, często bardzo trudna. Podczas rozmowy z dzieckiem rodzic może też odwoływać się do własnych doświadczeń, wspomnień i przeżyć. Korzystajmy też z wiedzy, jaką nabywamy o dziecku przez lata, bo dzięki niej na starcie wiemy, na co jest szczególnie wrażliwe i co mogło je zranić.

A co, kiedy nie mieliśmy ku temu okazji? W horrorze Mike'a Flanagana „Zanim się obudzę” dziecko jest adoptowane. Jessie (Kate Bosworth) i jej mąż Mark (Thomas Jane) tak naprawdę nic o Codym (Jacob Tremblay) nie wiedzą.

- Rodzice, którzy przyjmują pod swój dach dziecko z pełną sekretów przeszłością, mierzą się z bardzo trudną sytuacją. Muszą jednak pamiętać, że od przeszłości dziecka nie należy się odcinać, jakkolwiek trudne i dramatyczne były zdarzenia, które ją naznaczyły. Dziecko ma prawo wiedzieć, kto był jego mamą, a kto tatą; czym jego rodzice zajmowali się na co dzień i dlaczego nie ma ich już obok. Mówię o tym, myśląc nie tylko o adopcyjnych rodzicach, ale i o wychowawcach w ośrodkach opiekuńczych, do których dzieci trafiają w pierwszej kolejności. O wczesnym dzieciństwie i rodzicach biologicznych trzeba rozmawiać, bo to jest bardzo ważne na etapie dojrzewania i budowania tożsamości.

(fot. kadr z filmu (fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

Kiedy nie wiadomo w szczegółach, jak ta przeszłość wyglądała, można pracować na pewnego rodzaju wyobrażeniach na jej temat. Nie wolno jej jednak zamiatać pod dywan. I trzeba pamiętać o najważniejszym: dziecko nie może usłyszeć, że rodzic go nie kochał. To niszczy korzenie, z których ono wyrasta. Jak nie ma się korzeni, to nie można się zdrowo rozwijać. Każde dziecko ma potrzebę przynależności do kogoś i musi wiedzieć, że było dla rodzica ważne i przez niego kochane. Różne są sytuacje w życiu, czasem rodzic sam nie miał dobrych wzorców i nie umie opiekować się dobrze dzieckiem. Wtedy musi ono trafić pod opiekę innych.

Temat jest mi szczególnie bliski, bo miewam w swojej pracy kontakt z dziećmi z domów dziecka i czasem poznaję historie z ich snów. Są to treści chaotyczne, pełne bałaganu, zagrożenia. Trudne do wysłuchania, zapamiętania i odtworzenia. Mieszają się w nich przeszłe historie i przeżywane obecnie doświadczenia.

Filmowi rodzice starają się uporać też z własną przeszłością - z tragiczną śmiercią małego synka. Adoptowany Cody wnosi do ich domu własną traumę. Ilość wspomnień i fantazji, które ożywają w momencie zderzenia tylu emocji, przerasta każdego z filmowych bohaterów.

- Historia opowiedziana w filmie jest bardzo złożona. Jessie i Mark borykają się z wielkim nieszczęściem, jakie ich spotkało, z bardzo trudnymi emocjami i lękiem przed wejściem w nowy etap życia. Nie wiedzą, czy dadzą radę. Czy w ogóle są na to gotowi? Projektują swoje lęki i nadzieje na Cody'ego.

I oczekują, że dzięki niemu zyskają coś dla siebie?

- Dokładnie. Tymczasem adoptowane dziecko, które trafia do nowej rodziny i nowego dla siebie świata, powinno być na pierwszym miejscu. Rodzic nie może zapominać, że to on jest dorosły i że o emocje dziecka dba się w pierwszej kolejności. Z ciężkim sercem patrzyłam, jak Cody był zostawiany sam w pokoju na noc. Za zamkniętymi drzwiami. Rodzice dowiedzieli się w ośrodku adopcyjnym, że chłopiec miewa trudności ze snem, ale niewiele zrobili z tą wiedzą. Nie starali się dociec, jakie jest źródło jego lęków, choć Cody miał za sobą szczególnie trudną historię. Na starcie dowiadujemy się, że po śmierci mamy był w dwóch domach zastępczych i z obu wrócił do sierocińca. Straumatyzowane dziecko, które doświadczyło wielu strat i zerwanych więzi, może zacząć żyć w poczuciu, że jest powodem nieszczęść.

(fot. kadr z filmu (fot. kadr z filmu "Zanim się obudzę" / materiały prasowe)

Czyli prawdą jest, że koszmary mogą być efektem ubocznym kształtującego się na wczesnym etapie sumienia i poczucia winy?

- Tak. To trudny temat i po części związany też z zachowaniem rodziców, którzy czasem, zwykle nieświadomie, obarczają swoje dziecko pewnymi obawami lub poczuciem odpowiedzialności za rzeczy i sytuacje, za które dziecko odpowiedzialne być nie może i nie powinno. Spotykam się z tym u rodzin z małymi i dużymi dziećmi. Dorośli oczekują na przykład, że starsze rodzeństwo będzie bardziej samodzielne niż może. Będzie np. pamiętać, by zabrać na wycieczkę ciepłą bluzę i czapkę, choć ma dopiero 5 czy 6 lat! Kiedy zapomina, obrywa za to, że jest nieodpowiedzialne i samo sobie winne.

Rodzic, zmęczony odpowiedzialnością za niemowlaka, potrzebuje pomocy i szuka jej u starszego dziecka. Ale także widzi u niego swoje wady i to, czego u siebie nie może zaakceptować. Starszy syn lub córka i tak nie ma łatwo, bo właśnie mierzy się z nową sytuacją, o której mówiłam wcześniej, a tu nagle musi być bardziej ogarnięty niż jego rówieśnicy. Takie dziecko czuje złość na mamę, rodzeństwo, życzy im źle po cichu, bo jednocześnie obawia się gniewu i utraty miłości rodzica. Znosi to, ukrywając uczucia, za które też siebie wini, bo przecież wszyscy każą kochać młodszego brata lub siostrę, a mama jest taka zmęczona i bolą ją ręce od wieszania prania i prac domowych.

Rodzic szuka zrozumienia dla swojego zmęczenia nie tam, gdzie powinien.

- Pojawia się wówczas konflikt między tym, co czuje mały człowiek i jakie ma możliwości, a tym, czego oczekują od niego rodzice. W snach często pojawiają się treści związane z kompensacją tego, czego nie jesteśmy w stanie osiągnąć w rzeczywistości. Dzieci na przykład śnią o wyrzuceniu przez okno brata lub siostry. Albo o innej krzywdzie, którą mu robią. Śnią też o dokuczaniu rodzicom. Takie sny także generują wyrzuty sumienia. Jeśli dzieci nie będą w odpowiedni sposób traktowane przez rodziców, a ich emocje nie zostaną zrozumiane, nie dojdzie do złagodzenia konfliktu.

Rodzice nie wiedzą, lub boją się uznać, że dzieci bywają agresywne i że jest to rzecz zupełnie naturalna i potrzebna do przeżycia. Pracując z rodzicami, często rozmawiam właśnie o samym znaczeniu emocji w życiu człowieka; o tym, że są one niezbędne - i te przyjemne, i nieprzyjemne. Lęk informuje o zagrożeniu, wtedy można coś zmienić. Złość mobilizuje do działania, bo pokazuje, że przekroczone są jakieś granice wytrzymałości. Radość zachęca do powtarzania tego, co ją wywołuje.

A co, kiedy dziecku śnią się demony? W „Zanim się obudzę” sny ożywają, pod osłoną nocy wkradają się do domu i stanowią dla jego mieszkańców realne zagrożenie.

- Kiedy w dziecięcych snach pojawiają się demony, rodzice zazwyczaj pukają do drzwi gabinetów psychologicznych z prośbą o pomoc w znalezieniu źródła takich wizji. Najczęściej u podstaw dziecięcych koszmarów leżą trudności w relacjach w rodzinie. Często problemy dziecka skłaniają mamę i tatę do wybrania się do psychologa, a podczas konsultacji okazuje się, że złe sny malucha ujawniają problemy, z jakimi zmagają się dorośli. Niekiedy w grę wchodzą konflikty związane z tym, jak wychowywać dziecko. Kiedy indziej w domu następuje rewolucja, bo mama wraca do pracy, choć tak naprawdę tego nie chce, i projektuje swoje lęki separacyjne na potomka. Sprawy znacznie bardziej się komplikują, kiedy w rodzinie pojawia się choroba albo śmierć.

Rodzice często nie chcą rozmawiać z dzieckiem o śmierci, sądząc, że pięciolatek nie zrozumie, co się dzieje i w sumie nie musi o niczym wiedzieć.

- Pracowałam kiedyś z rodzicami, z których jedno wcześniej chorowało na nowotwór. Ich córka o tym nie wiedziała, ale widziała mamę, której wygląd się zmieniał. Tłumaczono to nową dietą, kłopotami w pracy. Nikt głośno nie mówił o tym, że mama jest chora. Na szczęście choroba została opanowana. Pozostał jednak niepokój. Jeszcze przez długi czas bano się, czy nie będzie przerzutów. Mama wyjeżdżała na szkolenia i konferencje, a tak naprawdę była poddawana różnym badaniom w szpitalu.

Wydawało się, że dziewczynka rozwija się prawidłowo. Chodziła do przedszkola, potem przeszła do szkoły i ten nowy etap ujawnił objawy nerwicowe - córka zaczęła mieć tiki. Bała się spać sama, czuła niepokój wieczorem. Śniła o sytuacjach w klasie i surowej nauczycielce. Chciała, żeby mama tuliła ją do snu. Wtedy rodzice przyszli do mnie i wychodząc od problemów z relacją z nauczycielką (w tym widzieli źródło kłopotu), doszliśmy wspólnie do sprawy choroby i tajemnicy wokół niej.

Dziecko zawsze wyczuwa napięcie, które pojawia się wraz z lękiem o czyjeś zdrowie.

- Co więcej, dziecko umie już połączyć fakty, ale potrafi to zrobić w niezwykły sposób i na podstawie szczątkowych informacji, wiedzy wyniesionej z przeczytanych książek i obejrzanych dobranocek. Buduje z nich wyobrażenia, które mogą przybrać zadziwiające formy.

Rodzice powinni pamiętać, że dziecko to też człowiek - potrzebuje szacunku dla siebie i swoich przeżyć. Trzeba z nim poruszać trudne tematy, choć naturalnie też mieć na względzie jego możliwości poznawcze i mówić tyle, ile na danym etapie rozwoju jest w stanie pojąć. Trzeba też pamiętać, że ono ciągle się rozwija; zmienia się jego percepcja, świadomość i zdolności poznawcze, więc do tych samych kwestii można i należy wracać, jeśli dziecko staje się gotowe, by zrozumieć więcej. Mając to wszystko na uwadze, nie powinniśmy też zapominać o tym, co w gruncie rzeczy najważniejsze.

Czyli o czym?

- O tym, by jako rodzic lub opiekun po prostu towarzyszyć dziecku w jego podróży przez świat pełen niepokojów, bo świadomość, że ktoś dorosły i kochający jest obok - słucha, trzyma za rękę i pomaga szukać rozwiązań - daje dziecku poczucie, że jest ważne i jego sprawy są istotne. To jest z kolei niezbędne, by dziecko mogło budować własne poczucie sprawstwa, kompetencji oraz wartości - i w przyszłości samodzielnie radzić sobie z życiowymi lękami.

Olga Jakacka-Papis. Psycholog dziecięcy, psychoterapeutka. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Ukończyła 4-letnie szkolenie psychoterapeutyczne prowadzone przez Mabor, przygotowujące do pracy z rodzinami. Pracuje w Warszawskim Instytucie Psychoterapii i  Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Warszawie.

Anna Bielak. Konsultantka scenariuszowa, selekcjonerka Krakowskiego Festiwalu Filmowego i dziennikarka współpracująca m.in. z Dwutygodnikiem, „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Urodą Życia”. Fanka mocnej kawy, dobrej literatury, długich podróży, niezależnego kina i rozmów z twórcami, których (jeszcze!) nikt nie zna.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (35)
Zaloguj się
  • bene_gesserit

    Oceniono 15 razy 11

    Dla mnie to wciąż niesamowite i ekscytujące, że każdy z miliardów mieszkańców tej planety codziennie na parę godzin pogrąża się w rzeczywistości, w której nie obowiązują żadne reguły, kompletnym szaleństwie - czasem obłędzie. A potem wstajemy, myjemy twarze i jemy owsiankę.

  • eseses83

    Oceniono 8 razy 2

    dzieci mają koszmary i mają stany lękowe, bo wychowuje się je metodą kija - nie marchewki. pracowałem na oddziale dla schizofreników, wielu z nich miało stany lękowe na tle religijnym, tutaj kłania się wychowanie przez bogobojne babcie i straszenie piekłem - takie lęki osadzają się poniżej poziomu świadomości i pozostają już tam na całe życie, stając się pożywką dla psychoz.

  • wunderbar34

    Oceniono 3 razy 1

    ooo, w "Zanim się obudzę" gra świetny mały aktor z "Room"!

  • episkopatszatyna777

    0

    Tyle samo można powiedzieć o treści perseweracji, choć, oczywiście, w przeciwieństwie do wrażeń odczuwanych podczas snu, są objawem patologicznym. Jest to, tak czy inaczej, zjawisko o podobnym kontekście.

    Być może istnieje też jakaś krytyczna wartość wytworzonych w życiu osobniczym połączeń synaptycznych, związanych z analizą związków przyczynowo-skutkowych i poczucia sprawczości, co w naturalnym środowisku było równoznaczne z przetrwaniem. W sztucznych warunkach ludzie są często pozbawieni możliwości naturalnego rozwoju, być może część zaburzeń wrzucanych do jednego worka zwanego schizofrenią to jedno, i to samo, co poglądy solipsystyczne, wynikające z braku prawidłowych uwarunkowań, czyli takich sterowników, dostosowanych do ludzkiego mózgu. Być może nigdy nie jest za późno na naukę, ale kto to wszystko wie. Psychoterapia powinna nie tylko neutralizować patologiczne uwarunkowania, ale również rozwiązywać problem braku uwarunkowań prawidłowych. Wszystko, co z tabletkami nie ma nic wspólnego (choć być może w pewnych przypadkach dobrze by było podawać środki poprawiając plastyczność układu nerwowego).

    Nie jest umarłym, kto spoczywa wiekami, nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami, o tym zapomniałem napisać, i o tym wam chciałem wszystkim przypomnieć. W swoim domu w R'lyeh czeka w ukryciu martwy Cthulhu.

  • episkopatszatyna777

    Oceniono 2 razy 0

    Najciekawsza jest ta piąta woda po kisielu, echo tajemnicy, jak pusty wóz w taoizmie. Poza tym, to bez rozwoju cybernetyki i mikroneurologii, trudno cokolwiek o tym powiedzieć. Zasadniczo, można uznać, że marzenia senne przebiegają w trakcie powolnego uruchamiania się kolejnych struktur mózgu po IV fazie nREM, dochodzi wtedy do nieskoordynowanych pobudzeń, niektóre zapisane informacje nie zostają obrobione przez inne ośrodki, zarówno stare, jak i świeże wspomnienia, czy jakieś ślady pamięciowe na przykład w korze zmysłowej, zupełnie bez kontekstu, jak powidok po zamknięciu oczu. Na pewno istnieją podstawowe wzorce marzeń sennych, przede wszystkim w kontekście pobudzenia układu limbicznego, emocje determinują treść marzeń sennych. Na pewno warto porównać neurologię do elektroniki, a psychologię do informatyki, ale nie ma informatyki bez elektroniki, i tak samo jest z psychologią. Zaklinanie komputera nic nie da, tak, jak wlewanie do środka wódki, jeśli chodzi o niepożądane elementy software'u, a z hardwarem jest wszystko w porządku (granica w mózgu między softwarem a hardwarem jest jednak bardziej płynna, niż w komputerze, emergencja i te sprawy). Właściwe techniki psychologiczne to ciągle futurystyka, bo za mało o tym wiemy.

    Tak zwane omamy hipnagogiczne i hipnopompiczne to norma, ale jeszcze ruminacje, gonitwa myśli, amok, fuga dysocjacyjna, i koszmary po przedawkowaniu L-dopy, czy halucynacje po zażyciu wszystkich środków takich, jak LSD, peyotl, meskalina, psylocybina, a jeszcze choroby neurodegeneracyjne czy naczyniowe, np TIA - oprócz standardowych mechanizmów, z którymi związane jest zjawisko marzeń sennych, można mówić o wielu patologiach. Z grubsza wiemy, jak funkcjonuje mózg, i dzięki tej wiedzy możemy leczyć wiele chorób, albo polemizować z wieloma bezpodstawnymi twierdzeniami natury religijnej i filozoficznej, ale bardziej szczegółowa wiedza to dekady żmudnych badań, i długo na to musimy jeszcze poczekać. Wiele hipotez psychologicznych to po prostu śmieszna sprawa, ile razy można interpretować przejęzyczenie, jeśli powodem mogło być chwilowe niedokrwienie, obniżenie poziomu glukozy we krwi, jakiś niezidentyfikowany blok metaboliczny na poziomie synaptycznym, a nie wtórne pobudzenia w pętli nadpisanej w sieci neuronalnej - trudno o tym orzekać. Z drugiej strony, psychiatrzy również często popełniają błąd, przypisując zaburzeniom kontekst na niższym poziomie zależności neurologicznych, niż ma to miejsce w istocie, i podają tabletki tam, gdzie potrzebna jest intensywna psychoterapia połączona z kompleksową edukacją albo reedukacją.

  • myslacy_misiek

    Oceniono 10 razy 0

    "zjeść sera na noc" - ciekawe z jakich warstw społecznych pochodzi autor tej konstrukcji gramatycznej i jakie ma wykształcenie... Kupil sobie "magisterkę"(!) w prywatnej uczelni czy zakończył edukacje na podstawówce?

  • klaraa66

    Oceniono 11 razy -1

    Koszmary senne spowodowane sa też podwyższeniem glukozy we krwi lub jej gwałtownym spadkiem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX