Karolina Demiańczuk (fot. materiały prasowe)

Karolina Demiańczuk (fot. materiały prasowe) (Karolina Demiańczuk (fot. materiały prasowe))

im się udało

Sukces studentki z Polski. Inwestorzy wycenili jej aplikację na 3,3 mln dolarów

Karolina Demiańczuk, 21-letnia studentka SGH, właśnie wybiera inwestora. Ma on dofinansować jej aplikację Spontime, która ułatwia umawianie się na spotkania. Pomysł jest prosty, a szanse na globalny sukces - bardzo duże.

Karolina Demiańczuk razem ze swoim zespołem pracuje nad aplikacją od października. Zainwestowała w nią zarobione przez siebie pieniądze. Pod koniec roku jej pomysłami zainteresowali się inwestorzy z Polski, USA oraz Szwecji. Tego ostatniego poznała dzięki wykładowcom ze Szkoły Głównej Handlowej, którzy wspierają ją w kwestiach technicznych i strategicznych oraz uwiarygodniają całe przedsięwzięcie. Mentorem Karoliny jest dr Krzysztof Piech.

Karolina zarejestrowała firmę w San Francisco, a w marcu zaprezentowała Spontime na konferencji The Launch Festival, która odbywała się w tym mieście. Jeszcze nie zdecydowała się na jednego inwestora. Średnia z ofert, które już zostały złożone, to właśnie 3,3 mln dolarów. Na około 3 mln dolarów aplikację wyceniali też eksperci, z którymi Karolina miała kontakt podczas różnych spotkań i szkoleń dla start-upowców. Przy wycenie brali pod uwagę m.in. pomysł, potencjał wzrostu czy wielkość rynku. Ile aplikacja ostatecznie będzie kosztować - nie wiadomo. Na razie Karolina pracuje nad jej nowymi funkcjonalnościami, a od września będzie studiować w San Francisco. Razem z zespołem dostała też propozycję wyjazdu do inkubatora start-upów w Toronto, jednego z pięciu najlepszych na świecie. Zaczynają już o niej pisać także zagraniczne media m.in. Digtal Trends i Huffington Post. Aplikacja działa od kilku dni. Na iOS pobrano ją ponad 2000 razy i jest oceniania na 4+. Ze sklepu Google Play ściągnięta została 500 razy i oceniona na 3,5.

Anna Konieczyńska: Jak działa twoja aplikacja?

Karolina Demiańczuk: - Spontime ma ułatwić spontaniczne spotkania. W aplikacji daję znać wybranej grupie znajomych, że mam na coś ochotę - na przykład na kawę czy kino - i pytam, czy ktoś chce dołączyć. Mogę powiadomić jednocześnie pięćdziesiąt osób, eliminując konieczność pisania wiadomości do każdej z osobna.

Aplikacja i jej pomysłodawczyni, Karolina Demiańczuk (fot. materiały prasowe)Aplikacja i jej pomysłodawczyni, Karolina Demiańczuk (fot. materiały prasowe)

W realnym świecie, jeśli znajomi nie mają czasu czy ochoty, zaczynają się tłumaczyć, szukają wymówek. W Spontime nie ma tego problemu. Nie chcesz, nie dołączasz. Poza tym kiedy chcemy się po prostu spotkać, jesteśmy zmuszeni dzwonić lub pisać wiadomości do każdego z osobna, nie zrobimy przecież eventu na Facebooku pod tytułem „Kawa”. Po kilku odmowach zwykle się zniechęcamy, a często zanim ktoś nam odpisze, mija godzina.

Młodzi ludzie za dużo czasu spędzają w świecie wirtualnym, zamiast w realnym. A moja aplikacja, choć skrojona na miarę potrzeb pokolenia digital natives, używa narzędzi wirtualnych po to, żeby ułatwić wyjście poza ten świat.

Czyli Spontime działa inaczej niż Tinder? Nie bierze pod uwagę odległości dzielącej znajomego od użytkownika czy wydarzenia?

- Choć kilka osób skojarzyło Spontime z Tinderem, są to zupełnie inne aplikacje. Choćby biorąc pod uwagę fakt, że na Tinderze spotykamy obcych ludzi, a w Spontime umacniamy relacje z przyjaciółmi. Na imprezie w Stanach Zjednoczonych koledzy od razu wpadli na pomysł używania Spontime w celu umawiania się na randki - można zaprosić na spotkanie kilka dziewczyn jednocześnie, mając gwarancję, że przynajmniej jedna się pojawi. Ale celem Spontime nie jest umawianie się na randki.

Z jakich aplikacji ty korzystasz?

- Snapchat, Facebook, Instagram. Snapchata założyłam podczas mojej wymiany w USA, jeszcze zanim stał się popularny i pojawił się w Polsce. Obserwuję jego rozwój od samego początku. Dzięki temu łatwiej jest mi wyobrazić sobie, co może stać się ze Spontime za dwa-trzy lata i jakie ma szanse rozwoju.

Choć Spontime nie jest aplikacją do randkowania, amerykańscy znajomi Karoliny znaleźli dla niej i takie zastosowanie (fot. materiały prasowe)Choć Spontime nie jest aplikacją do randkowania, amerykańscy znajomi Karoliny znaleźli dla niej i takie zastosowanie (fot. materiały prasowe)

Kto tworzy zespół Spontime?

- Ja, trzech programistów i jeden grafik. Żadne z nas nie skończyło jeszcze 25 lat. W poszukiwaniu programistów zaczęłam ogłaszać się na Facebooku, pytać na uczelniach technicznych i chodzić na wydarzenia typu Mobile Warsaw. Nie spotkałam tam niestety ani jednej dziewczyny!

Chłopcy nie wkurzają się, że ich szefem jest dziewczyna, w dodatku ich rówieśniczka?

- Myślę, że nie. Mamy bardzo przyjacielskie relacje. Na przykład, kiedy chwalą się, że udało im się stworzyć kolejną funkcję lub rozwiązać problem, wysyłam im serduszka na Facebooku (śmiech). Czasami, gdy między sobą rozmawiają o kodzie, nic z tego nie rozumiem. Ale nie muszę, ufam im. Ja mam wizję, a oni przepisują ją na kod.

Pracuje nam się razem tak dobrze właśnie dlatego, że każdy z nas czuje, że współtworzy ten projekt. Nie podejmuję wszystkich decyzji samodzielnie. Chłopcy potrafią się ze mną nie zgodzić, a nawet mi się postawić, jeśli wiedzą, że wybrałam niewłaściwe rozwiązanie.

A skąd wiesz, jak powinna wyglądać twoja aplikacja?

- Patrzę na aplikację z pozycji użytkownika, starając się tworzyć takie funkcjonalności, jakimi sama chciałabym się posługiwać. Robię też rozeznanie wśród znajomych, którzy ostatnio bombardują mnie wręcz swoimi pomysłami. Na Facebooku codziennie dostaję wiadomości - także od nieznajomych - z kolejnymi sugestiami.

Aplikacja Spontime (fot. materiały prasowe)Aplikacja Spontime (fot. materiały prasowe)

Ale zdarzają się i słowa krytyki. Niektórzy mówią, żebym wyleczyła się z mrzonki, że podbiję świat. Tego właśnie najczęściej brakuje polskim start-upowcom - wiary, że naprawdę mogą osiągnąć światowy sukces. My, Polacy, nie wierzymy w siebie. Jesteśmy cisi, skromni, stoimy z boku, przytłoczeni wielkim światem. Z taką postawą nie wypłyniemy na szersze wody. Mimo że jesteśmy niezmiernie mądrym i dobrze wykwalifikowanym narodem, a nasze pomysły i produkty są świetne, nie potrafimy przekonać do nich innych.

A ty miewasz chwile zwątpienia?

- Na szkoleniach w Dolinie Krzemowej, na które się sama zgłosiłam, nauczyłam się, że każdy start-upowiec zaliczy w drodze do sukcesu wiele momentów kryzysowych. Mi też zdarzały się gorsze dni, ale gdy budziłam się kolejnego ranka, wiedziałam, że nic innego nie sprawiałoby mi w życiu takiej frajdy jak to, co robię. Raptem dwa tygodnie temu okazało się, że w naszych kodach trzeba prawie wszystko zmienić. Co zrobić, zmieniliśmy.

Dolina Krzemowa potrafi być przytłaczająca?

- Właśnie tam uwierzyłam, że wszystko jest możliwe, a jedynym naszym ograniczeniem jesteśmy my sami. W Dolinie Krzemowej wszyscy cię motywują. W kawiarni każdy pracuje nad swoim start-upem. Ludzie podchodzą do stolików obok, opowiadają o swoich aplikacjach i pytają, jak ma działać aplikacja sąsiada. Biura coworkingowe są otwarte 24 godziny na dobę. Zdarzało mi się zostać przy biurku do północy. Ale wiem, że niektórzy siedzą tam bez przerwy trzy doby. Obserwowanie ich dodaje mi sił do dalszych działań.

Od początku wiedziałaś, jak walczyć o siebie i realizację swoich pomysłów?

- Kiedyś byłam nieśmiała, skromna, nie chciałam się wychylać. To się zmieniło, gdy z warszawskiego liceum im. Mikołaja Reja wyjechałam na rok do szkoły w Bostonie. Tam zobaczyłam, że warto w siebie wierzyć i walczyć o swoje marzenia.

Waszyngton (fot. archiwum prywatne)Waszyngton (fot. archiwum prywatne)

Czym amerykańska szkoła różni się od polskiej?

- W amerykańskiej szkole nie ma przegranych. Porażkę traktuje się jak lekcję. Nawet jeśli na metę przybiegniesz ostatni, koledzy ci kibicują, gratulując, że ukończyłeś wyścig. Chociaż jestem antytalenciem sportowym, byłam w szkolnej drużynie lekkoatletycznej, bo liczyły się chęci.

Amerykańska szkoła uczy też radzić sobie z rywalizacją?

- Tak, dobrze nauczyć się współzawodnictwa, oswoić z konkurencją już na etapie dorastania. Jak ktoś mi mówi, że Amerykanie są leniwi, nie mogę się temu nadziwić. Tam szkoły oferują trzysta przedmiotów, z których wybierasz siedem, np. wystąpienia publiczne, prawo, ekonomię czy robotykę. Wszystkie zajęcia są bardzo praktyczne, a uczysz się tylko tego, co naprawdę cię fascynuje. Po lekcjach chodzisz dodatkowo na treningi, spotkania kół naukowych albo, tak jak ja, na próby chóru. W szkole spędza się czas od ósmej rano do ósmej wieczorem. Amerykanie nie są może tak wszechstronni jak Polacy, ale w tym, czemu się poświęcili, niezależnie, czy to film, fotografia czy budowanie robotów, osiągają najwyższy poziom.

Młodzi Amerykanie bardzo wcześnie zaczynają też pracować.

- Tak, każdy po szkole biegnie do pracy - w kawiarni, kinie, przy rozwożeniu gazet. Jak tylko poszłam na studia, od razu chciałam sprawdzić w praktyce to, czego się nauczyłam. Gdy nie pracowałam, wracałam z uczelni do domu o trzynastej i czułam, że marnuję czas. Ludzie mnie pytają, czy jestem z bogatego domu, że mogę inwestować w firmę, a ja po prostu od lat oszczędzałam i odkładałam zarobione pieniądze. Na I roku miałam staż w Instytucie Obywatelskim, potem pracowałam w marketingu w Goodyear, w Coca-Coli w dziale HR i w ambasadzie polskiej w Waszyngtonie. Zanim założysz biznes, warto zobaczyć np., jak działa tak duża struktura jak Coca-Cola, ilu ludzi stoi za tą jedną butelką coli.

Co jest dla ciebie ważniejsze: satysfakcja czy pieniądze?

- Niektórzy twierdzą, że to się zmieni, ale póki co nie chcę mieć wielkiej willi. Nie mam potrzeby posiadania. Zwłaszcza że badania dowodzą, że jak się przekroczy pułap zarobków w wysokości 60 tys. dolarów rocznie, to powyżej tej granicy nie ma różnicy w poziomie szczęścia. A właściwie jest gorzej, bo się martwisz, że możesz wszystko stracić.

My, Polacy, nie wierzymy w siebie. Mimo że jesteśmy niezmiernie mądrym i dobrze wykwalifikowanym narodem, a nasze pomysły i produkty są świetne, nie potrafimy przekonać do nich innych - mówi Karolina (fot. archiwum prywatne)My, Polacy, nie wierzymy w siebie. Mimo że jesteśmy niezmiernie mądrym i dobrze wykwalifikowanym narodem, a nasze pomysły i produkty są świetne, nie potrafimy przekonać do nich innych - mówi Karolina (fot. archiwum prywatne)

Masz rozpisany plan do trzydziestki?

- Miałam taki plan, ale wszystko układa się lepiej, niż mogłam sobie wymarzyć. Poza tym wszystko się tak szybko zmienia, że przestałam już tworzyć jakiekolwiek plany.

Co cię czeka w najbliższym czasie?

- Do końca czerwca studiujemy tutaj, wtedy też dostaniemy pierwsze pieniądze od inwestorów i najprawdopodobniej przeniesiemy się do Kalifornii. Dostaliśmy też propozycję wyjazdu do inkubatora start-upów w Toronto, jednego z pięciu najlepszych na świecie.

Inni zazdroszczą ci sukcesu?

- Cóż, aplikacja jest bardzo prosta, więc jestem przygotowana na to, że ludzie będą twierdzić, że nie jest warta trzy miliony dolarów. Pewnie myślą, że te pieniądze trafią prosto do mojej kieszeni. Nawet znajomi pytają, czy będę latać helikopterem do pracy (śmiech). Jednak inwestorzy mają oko na każdy wydany cent, a całe dofinansowanie, jakie otrzymamy, musi być wykorzystane na rozwój aplikacji.

 

Karolina Demiańczuk. Rocznik 1994. Warszawianka, która maturę zdawała w Stanach Zjednoczonych. Studentka kierunku e-biznes na SGH. Założycielka start-upu Spontime.

Anna Konieczyńska. Sekretarz redakcji magazynu „InStyle”, jedna druga agencji kreatywnej ThinkFashion.pl, połowa duetu serialowego QKmal, doktorantka w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Lubi pisać, pracować, plotkować.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (123)
Zaloguj się
  • tune

    Oceniono 194 razy 158

    Pokolenie ludzi, którym obojetne jest z kim wypiją kawe / pójdą na spacer, może to byc losowo wybrana osoba z 50 innych. Ja zwykle wiem dokładnie. z kim chciałabym sie spotkać, albo z kim powinnam, bo np. ta osoba chce pogadać, (ma problem, sprawę, to jej chcę poswiecić czas). Dziwnie brzmi w tym kontekście reklama aplikacji jako umacnianijącej więzi i budujacej przyjaźnie.
    przyjaźnie.

  • e50504

    Oceniono 162 razy 138

    Żeby nie było, proszę by nie potraktować mojego posta jako hejt. Gratulacje dla tej Pani, prawdopodobnie już w wieku 21 lat odniesie większy sukces i zarobi więcej, niż 95% z nas, wliczając w to mnie, ale... O CO SIĘ TUTAJ ROZCHODZI JA SIĘ PYTAM?

    Apki? Ułatwiające spotkania? Czyli że co? Byłem ostatnio na pewnej konferencji dla tzw. statrupowców. Widziałem setki zdolnych osób zajmujących się totalnie bezsensownymi rzeczami, marnujących swój talent i nasz europejski potencjał ludzki na rzeczy, które nikomu nie są do niczego potrzbne, a nam wmawiany jest postęp.

    Wiem, może i siedzę za głęboko w teoriach spiskowych, ale według mnie jest to kolejny sposób na drenaż kapitału i potencjału umysłowego od ludzi, zarówno użytkowników, jak i wytwórców. Po co to? Przecież nikt nigdy z tego nie skorzysta, za 3 lata wszyscy zapomną o tej kompletnie bezsensownej aplikacji, lecz zdąży przyczynić się ona do odpływu z Europy kapitału, zmarnowania czasu przez kilka zdolnych osób, które mogłyby w tym czasie stworzyć coś, co uczyniłoby Europejską gospodarkę konkurencyjną, a do tego wszystkiego aplikacja ta będzie dalej ogłupiać puste masy, które być może uwierzą, że nie wystarczy już wysłać smsa, że pod żabką o 19.

  • atmt

    Oceniono 152 razy 122

    Wymyśliłem nową grę: z góry będą spadać klocki i trzeba je będzie tak ustawiać, żeby utworzyć na dole jedną całą linię, która skasuje cały rząd. Przypomina trochę Tetrisa, ale jest całkiem inna ponieważ brzegi klocków będą zaokrąglone jak ajfon. Any investors from US and A???

  • login-xyz

    Oceniono 63 razy 63

    Czy jest w Polsce juz apka z Alkoholowymi 247 w Polsce? Wchodzisz do takiej apki i juz prowadzi Cie po najblizsza butelke. Ta apka to dopiero bedzie warta.. :)

  • podanyloginjestzajety

    Oceniono 56 razy 52

    To jest właśnie dowód, że zwariowaliśmy.

  • maxthebrindle

    Oceniono 57 razy 51

    Tak to czytam i zastanawiam się - jak to bylo możliwe, ze będąc w wieku tek dziewczynki mialem liczna grupę świetnych kumpli płci obojga rozrzuconych po calej Polsce (kontakty zagraniczne były jakby nieco utrudnione w tamtych czasach), oraz paczkę naprawde oddanych przyjaciół, z którymi wciąż, po kilkudziesieciu latach lącza mnie serdeczne więzi - w czasach bez komórek i mobilnych aplikacji, nawet bez Internetu i komputerow?! Jakoś nie mielismy problemów, by umowic się na wspólny wypad w góry, imprezę, ognisko, wyjscie do kina czy na kawę...
    Gdybym miał ochotę na jakiś 'spontan' z przyjaciółmi czy znajomymi i wysłal z automatu zaproszenie do pięćdziesieciu osób z zawartym przekazem w stylu: 'wisi mi, kto z was przyjdzie, wazne, żeby ktoś przylazł bo JA mam ochotę' (a przecież właśnie to robi ta aplikacja...) - to czulbym się z tym jak skonczony prostak. Bo co? Bo napisanie ilku maili albo wykonanie kilku telefonów do PRZYJACIOŁ - męczy?! Bo odmowa zniechca? Czyli co - zaspokojenie MOJEJ zachcianki jest ważniejsze od przyjaźni? Prawdziwy przyjaciel czy dobry kumpel zmienią swoje plany, by ze mna być, gdy potrzebuję. A jesli nie moga tego zrobić - to wiem, ż naprawdę nie mogą (bo nikt nie zostawi w domu bez opieki cięzko chorego dziecka żeby posłuchać o mojej sprzeczce z żona albo ochocie na kino... i ja to rozumiem).
    Mam takie dziwne wrazenie, ze za kilka lat mlode pokolenie nie bedzie w stanie oddać moczu ani odbyć stosunku bez zainstalowania uprzedni odpowiedniej aplikacji mobilnej, wypracowanej w wiodącym inkubatorze startupów i poinformowania o tym fakcie całego świata...

  • zubidu

    Oceniono 57 razy 47

    Sukces kompletnej zbędności- dlaczego mam się umawiać na kawę z ludzmi których nie znam, nie potrzebuję znać , a świat reklamy wmówi wszystkim ,że bez tego nie można żyć... koniec świata blisko.

  • login-xyz

    Oceniono 52 razy 46

    Sorry ale te wyceny sa smieszne.. Wycena to jedno a dostac te pieniadze to drugie..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX