Widok na Eiger

Widok na Eiger (fot. Switzerland Tourism - By-Line: swiss-image.ch /Martin Maegli)

fenomen

Igrzyska śmierci. Wspinaczkę na Eiger, górskiego ''ludojada'', można oglądać z tarasu hotelu

Przez lata uważana była za nie do zdobycia. Zabiła tylu ludzi, że zaczęto ją nazywać "ścianą śmierci" oraz "ludojadem". Kiedy w końcu udało się ją pokonać, sam Adolf Hitler wręczał zdobywcom medale.

Clint Eastwood dwie rzeczy robi perfekcyjnie: zaciska zęby ze złości i wali pięścią w twarz. Taki był jako kowboj, jako gliniarz i żołnierz. W pewnym momencie stwierdził, że przećwiczy to samo jako wspinacz i wybrał się na Eiger w Szwajcarii, żeby nakręcić „Akcję na Eigerze”. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że w życiu się nie wspinał, a ówczesna technika nie pozwalała na bezpieczne nakręcenie scen w studio.

Na krótko przed rozpoczęciem produkcji spędził kilka tygodni w skałach, w parku Yosemite w USA, gdzie uczył się wspinaczki, a potem ruszył na plan. Jak na twardziela przystało, powiedział, że nie będzie korzystał z pomocy kaskaderów, bo nie może oczekiwać od nich, że będą ryzykować życie. Nie zrobił tego nawet w scenie, w której odcina linę, na której wisi. O wadze swojej decyzji przekonał się dopiero, kiedy w jednym z ujęć zastąpił go statysta. Dosłownie w minutę po zamianie miejsc mężczyzna zginął trafiony kamieniem.

W wyborze tematu Eastwood zapewne kierował się kasowym sukcesem opowiadania „The Eiger Sanction”, na podstawie którego kręcił. Nie wiadomo czy zdawał sobie sprawę, na co się porywa. Eiger już był wtedy ikoną. Jego północna ściana jest legendą ekstremalnego alpinizmu i traktowana była wówczas jak Święty Graal.

- Eiger można porównać do K2, marzyć o nim mogą wyłącznie dobrzy alpiniści. Nie to, co taki Mont Blanc, na którego, jak na Everest, może wejść każdy - mówi Darek Załuski, himalaista.

Widok na Eiger, Moench and Jungfrau (fot. Switzerland Tourism - By-Line: swiss-image.ch /Jan Geerk)Widok na Eiger, Moench and Jungfrau (fot. Switzerland Tourism - By-Line: swiss-image.ch /Jan Geerk)

Północna ściana jest największą w Alpach, ma 1800 metrów wysokości i przez wiele lat była uważana za niemożliwą do zdobycia. Na górze zginęły co najmniej 64 osoby, stąd wziął się jej przydomek - Mordwand, „ściana śmierci”. Natomiast nazwa całej góry - Eiger - z niemieckiego oznacza „ludojad”. Jeśli spojrzeć na jej historię, trudno się dziwić takim skojarzeniom.

Sięgnąć wyżej niż buty

Pierwsza próba z 1934 roku zakończyła się wypadkiem, druga śmiercią obu wspinaczy. Jeden zamarzł na stojąco w miejscu, które obecnie nazywa się „biwakiem śmierci”, ciało drugiego znaleziono po 27 latach wmarznięte w lód. Niemal każde kolejne podejście kończyło się tragicznie.

Do najbardziej dramatycznej i bodaj najsłynniejszej próby doszło w lipcu 1936 roku, kiedy czterech wspinaczy, w tym Niemiec Toni Kurz, zdecydowało się rozwiązać „ostatni problem wspinaczkowy Alp”. W trakcie akcji jeden z nich został trafiony kamieniem i ekipa zmuszona była do odwrotu. Przez okno wydrążone w ścianie zauważył ich strażnik kolejki Jungfraujoch, biegnącej wewnątrz góry. Poszedł im zrobić kawy, a kiedy wrócił, z czwórki wspinaczy ostał się tylko Kurz. Resztę zmiotła lawina.

Rozpoczęła się dramatyczna akcja ratunkowa. Do wiszącego na linie Kurza próbowali się dostać ratownicy i pierwszego dnia zbliżyli się na 50 metrów, ale musieli się wycofać ze względu na fatalną pogodę. Toniego zostawili na noc w ścianie. Następnego dnia podeszli bliżej, ale zabrakło im kilku metrów. Kurz nie mógł do nich zjechać, bo miał zamarzniętą rękę, oni nie mogli się do niego wspiąć, bo ściana była zbyt trudna. Jeden z ratowników wszedł na ramiona drugiego, ale jedyne, co zdołał zrobić, to dotknąć butów Kurza czekanem. Wyżej nie dał rady. Kurz powoli umierał na ich oczach. Krótko potem wspinaczka na północną ścianę została zakazana.

Po lewej: mapa regionu wokół szczytu Eiger (fot. Kauk0r / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0); po prawej: Toni Kurz, 1936 (fot. autor nieznany / Wikimedia Commons / CC BY-SA 4.0)Po lewej: mapa regionu wokół szczytu Eiger (fot. Kauk0r / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0); po prawej: Toni Kurz, 1936 (fot. autor nieznany / Wikimedia Commons / CC BY-SA 4.0)

Jak oni pięknie umierają

Eiger jest wyjątkowy także dlatego, że wspinaczkę na tę ogromną ścianę można oglądać z wygodnego fotela stojącego na tarasie hotelu Bellevue na przełęczy Kleine Scheidegg. Akcję zespołu Kurza i jego śmierć prawdopodobnie oglądały dziesiątki ludzi i podobnie było w przypadku innych grup. Nawet w filmie Eastwooda jest scena, w której jeden z bohaterów przez lunetę ogląda, co się dzieje w ścianie. Powstało widowisko, coś na kształt igrzysk śmierci, tylko że w wersji analogowej.

Tak łatwy dostęp do góry przyciągał gapiów, a co ważniejsze - media, które na bieżąco relacjonowały wydarzenia, jeszcze bardziej podsycając legendę i aurę niebezpieczeństwa otaczającą Eiger.

- Podniosłem teleskop, śledząc linię, po której się wspinali. Byli blisko Białego Pająka, stromego pola lodowego. Ubrana na czerwono postać weszła w obrys teleskopu. Czułem jakby wisiał tam całą wieczność, ale w rzeczywistości trwało to tylko sekundę, zanim zniknął - tak dziennikarz brytyjskiego „Daily Mirror” relacjonował śmierć Johna Harlina w 1966 roku.

Jedna ze ścian lokalnego muzeum w Grindelwaldzie, wiosce u stóp Eigeru, cała pokryta jest dramatycznymi zdjęciami i wycinkami prasowymi relacjonującymi akcję na Eigerze. Do dziś góra wystąpiła w setkach, jeśli nie tysiącach artykułów, co najmniej kilkunastu książkach i 11 filmach.

Podejścia północną ścianą Eiger od 1932 do 1969. 1= Lauper-Route (20.08.1932), 2= Heckmair-Route (21.-24.07.1938), 3= John-Harlin-Direttissima (23.02.-25.03.1966), 4= Nordpfeiler (Polen, 28.-31.07.1968), 5= Nordpfeiler (Messner, 30.07-01.08.1968), 6= Japaner-Direttissima (15.07-15.08.1969) (fot. Kauk0r / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0)Podejścia północną ścianą Eiger od 1932 do 1969. 1= Lauper-Route (20.08.1932), 2= Heckmair-Route (21.-24.07.1938), 3= John-Harlin-Direttissima (23.02.-25.03.1966), 4= Nordpfeiler (Polak, 28.-31.07.1968), 5= Nordpfeiler (Messner, 30.07-01.08.1968), 6= Japaner-Direttissima (15.07-15.08.1969) (fot. Kauk0r / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0)

Hitler dziękuje za zwycięstwo

Zakaz nie zadziałał, a zachęcił wspinaczy. W lipcu 1938 roku do Grindelwaldu na czarnym motocyklu austriackiej marki PUCH wjechał Heinrich Harrer, utalentowany narciarz i wspinacz. W wiosce czekał na niego kolega, Fritz Kasperek, z którym ruszył na ścianę. Z początku poruszali się powoli, bo mieli tylko jedną parę raków, ale później przyspieszyli, kiedy połączyli siły z dwójką innych wspinaczy - Anderlem Heckmairem i Ludwigiem Vörgiem. Podczas wspinaczki regularnie zagrażały im lawiny kamienne i śnieżne, jedna nawet o mało nie zmiotła ich z góry. Cała czwórka ostatkiem sił utrzymała się w ścianie.

Na szczycie stanęli 24 lipca. Pierwszy raz w historii „ściana śmierci” została pokonana. To był wielki sukces, który naziści postanowili wykorzystać w celach propagandowych. Po całą czwórkę przyjechał samochód i zabrał na spotkanie z Adolfem Hitlerem. Wspinacze fotografowali się z Führerem i każdy dostał od niego olimpijski medal.

500-metrowy upadek

Od wejścia Harrera na Mordwand poprowadzonych zostało około 30 nowych dróg. Polacy byli autorami jednej z nich, wytyczonej w 1968 roku, ale najczęściej powtarzali drogę klasyczną. Ze wspinaczkowego punktu widzenia najważniejsze było pierwsze w historii wejście kobiecego zespołu dowodzonego przez Wandę Rutkiewicz (1973), z perspektywy „igrzysk śmierci” - zimowa próba Czesława Momatiuka i Jana Mostowskiego z 1963 roku. Po trzech miesiącach oczekiwania na pogodę, pomimo nadal niesprzyjających warunków, skończyła im się cierpliwość i duet wszedł w ścianę.

Szybko jednak okazało się, że nocna burza przyniosła na tyle obfite opady śniegu, że Mordwand jest nim oblepiona i na wspinaczkę nie ma szans. Trzeba było wracać. Do jednego z kolejnych, stumetrowych zjazdów Mostowski wbił hak, a kiedy go obciążył, wypadł razem z nim. Momatiuk mógł tylko patrzeć, jak jego partner spada, obijając się o kolejne skalne spółki. Mostowski zleciał ok. 500 metrów, pozostawiając partnera bez kawałka liny i praktycznie bez możliwości zejścia.

- Nabierałem szybkości, obijałem się o półki, tłukłem w skałę kaskiem i plecakiem, czekając na ostatnie uderzenie. Po prawdopodobnie 30 sekundach wylądowałem w głębokim śniegu u podstawy ściany - wspominał Mostowski na portalu wspinanie.pl.

Turyści na Grosse Scheidegg. W tle Eiger (fot. Switzerland Tourism - By-Line: swiss-image.ch / Beat Mueller)Turyści na Grosse Scheidegg. W tle Eiger (fot. Switzerland Tourism - By-Line: swiss-image.ch / Beat Mueller)

Cud spowodował, że Momatiuk zszedł i zaczął szukać ciała partnera. W końcu natrafił na dwumetrową dziurę w śniegu, którą wybił spadający Mostowski. Wtedy wydarzył się kolejny cud - Mostowski się ruszał, a potem wstał i zaczął mówić. Twierdził, że przysnął na słońcu:

- Zacząłem ruszać nogami i rękami i zrozumiałem, że niczego nie złamałem. W szoku wyjąłem przeciwsłoneczną szminkę i posmarowałem nią usta.

Z upadku wyszedł tylko ze zwichniętym kolanem.

Tor sprinterski

Pierwsze przejście „ściany śmierci” z 1938 roku trwało cztery dni. Wtedy obalono największy mit, jakoby Mordwand była nie do zdobycia. W dziewięć lat później padł kolejny - ten, wedle którego ściana wymagała kilku dni wspinaczki. Ekipa złożona z samych Szwajcarów stanęła na szczycie w 38 godzin. W 1950 roku pierwszy raz w historii ściana została pokonana w ciągu jednego dnia, a dokładnie w 18 godzin. Od tego momentu przejście północnej ściany trwało coraz krócej, aż w końcu, w 1983 roku, zeszło poniżej pięciu godzin. Mniej więcej tyle średnio uzdolnionemu biegaczowi zajmuje przebiegnięcie maratonu.

Ale do prawdziwej rewolucji doszło na przestrzeni dziewięciu ostatnich lat, kiedy na arenie wspinaczkowej pojawili się dwaj Szwajcarzy: Ueli Steck, zwany „maszyną”, oraz Dani Arnold. Najpierw Steck w 2007 roku przeszedł 1800 metrów ściany w 3 godziny 54 minuty, a rok później zszedł poniżej trzech godzin.

Po lewej: Ueli Steck (facebook.com/ueli.steck/); po prawej: Dani Arnold (Staycoolandbegood / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0)Po lewej: Ueli Steck (facebook.com/ueli.steck/); po prawej: Dani Arnold (Staycoolandbegood / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0)

Na filmie z wejścia wygląda jak mała biedroneczka wbiegająca po kolosalnych, szaro-białych skałach. Przeciętny maratończyk nie dogoniłby go, nawet gdyby bardzo chciał. Ale wtedy pojawił się Dani Arnold, który podniósł poprzeczkę i w 2011 roku przeszedł ścianę w 2 godziny 28 minut. Ueli dał mu się przez kilka lat pocieszyć rekordem, aż w ubiegłym roku stwierdził: basta! i wbiegł na szczyt o sześć minut szybciej. To tak, jakby ktoś przebiegł setkę w pięć sekund.

- Wcale nie jestem lepszy od innych - skromnie skomentował Steck w jednym z dokumentów o jego karierze. - Po prostu więcej ćwiczę.

Pogoda dla wspinaczy

Czar niezdobytego Eigeru prysł. Dziś zjeżdżają z niego na nartach, skaczą z niego base jumperzy, wspinają się na niego i wybitni, i niedzielni wspinacze, z tym że tych ostatnich częściej musi ratować tamtejszy TOPR. Choć jak podkreśla Piotr Pustelnik, himalaista, nawet teraz nie jest to przyjemna ściana do wspinania.

- Dachówkowe ułożenie skał, kruszyzna, skomplikowane pasaże pomiędzy poszczególnymi partiami ściany, no i północna wystawa bardzo posępna w wyglądzie powodują, że ludzie podchodzą do tej ściany z respektem. Choć jej trudność w skali UIAA jest nie większa niż 5, czyli bez szaleństw - tłumaczy Pustelnik.

Szczyt Bluemlisalphorn, w tle Eiger, Moench i Jungfrau (fot. Switzerland Tourism   By-Line: swiss-image.ch / Christof Sonderegger)Szczyt Bluemlisalphorn, w tle Eiger, Moench i Jungfrau (fot. Switzerland Tourism By-Line: swiss-image.ch / Christof Sonderegger)

Kiedy rozmawiałem w Grindelwaldzie z Markiem Zieglerem, szefem ratowników, dowiedziałem się, że „ściana śmierci” faktycznie nie jest tak niebezpieczna, jak się wydaje.

- Eiger nie jest niebezpieczny, jeśli masz czas na to, żeby poczekać na odpowiednie warunki, jesteś dobrze wytrenowany i odporny psychicznie. Większość wypadków zdarza się dlatego, że ludzie nie są przygotowani, albo nie mogą poczekać na pogodę, bo mają tylko kilka dni wolnego - tłumaczył Marc.

Co roku ekipa Zieglera ratuje około piętnastu osób, większość rannych po uderzeniu spadającym kamieniem albo takich, którzy utknęli w ścianie ze względu na paskudną pogodę lub mizerne przygotowanie. Zapytałem, jaki procent ratowanych stanowią Polacy, którzy wśród alpejskich ratowników często mają opinię narwanych ryzykantów.

- Nie powiedziałbym, żebyśmy jakoś szczególnie często ratowali Polaków. W ciągu ostatnich lat było ich zaledwie kilku - uspokajał mnie Marc.

Widok na Eiger z przełęczy Kleine Scheidegg (fot. Region By-line:swiss-image.ch/ Christof Sonderegger)Widok na Eiger z przełęczy Kleine Scheidegg (fot. Region By-line:swiss-image.ch/ Christof Sonderegger)

Od kilku lat krążą pogłoski, że północna ściana znowu może zostać zamknięta. Tym razem nie dlatego, że ludzie uważają, że samobójstwem jest próba jej zdobycia, ale dlatego, że wspinaczka staje się obiektywnie zbyt niebezpieczna. Winne jest ocieplenie klimatu. Od 1850 roku temperatura w Alpach podniosła się o 1 stopień Celsjusza, a w ciągu następnych stu lat wzrośnie o kolejne dwa. Topnieją lodowce, z których wytapiają się kamienie i jest coraz więcej luźnej skały, która spadając, zagraża wspinaczom. W 2006 roku od Eigeru odpadł odłam skalny wielkości połowy wieżowca Empire State Building. Nikt nie został ranny, żadne budynki nie zostały uszkodzone, ale dolinę, w której leży Grindelwald na kilka godzin przykrył szary pył. Szwajcarscy geolodzy ostrzegają, że podobne wypadki mogą się znowu zdarzyć ze względu na topnienie grindelwaldzkiego lodowca.

Trzeba się śpieszyć. Kto potrafi się wspinać, powinien spróbować, kto woli zostać na ziemi, niech chociaż pojedzie zobaczyć. Ja czekałem trzy dni, żeby od Mordwand odlepiły się kłęby chmur. Kiedy tak się stało i zobaczyłem tę kolosalną ścianę, usiadłem z wrażenia. Na mnie legenda Eigeru cały czas działa.

 

Łukasz Długowski. Absolwent filozofii, podróżnik, dziennikarz. Pisze m.in. o mikrowyprawach - proponuje, jak wcisnąć przygodę między pracę a zabiegane życie rodzinne. Wydał o tym książkę: „Mikrowyprawy w wielkim mieście”, której partnerem jest The North Face. Swoje przygody relacjonuje na Facebooku i Instagramie: Mikrowyprawy

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (5)
Zaloguj się
  • notremak

    Oceniono 8 razy 4

    Zabrakło mi jednego nazwiska.
    Bonatti.

  • tacx

    Oceniono 12 razy 2

    porównanie Eigeru do K2 to trochę bez sensu. Po pierwsze ściana k2 ma 3,5km w pionie a Eiger ok 1800m. Sama baza pod k2 leży kilometr wyżej niż eiger a do tego wchodzimy na ponad 8600m npm. Eiger to inna ara obuwia że tak powiem

  • Marian Sulek

    Oceniono 9 razy 1

    Ludobojca to KK 20 milonow ludzi ,Stalin ,Hitler . A tu mamy do czynienia z wezwaniem ,powolaniem .. Polacy powinni byc najlepsi :co ja niedam rady Q Q H Q .

  • koll11

    Oceniono 14 razy 0

    Eiger to zadny Ludojad z Niemieckiego a Mordwand niezabojcza sciana a raczej mordercza sciana.to tyle,

  • minkat

    Oceniono 10 razy -2

    troche mnie zdziwil ten "ludojad" jako zrodlo nazwy. chodzi o slowo "Ogr", jedzacy ludzi potwor, jak we Wladcy Pierscieni, po niemiecku "Oger". poza tym sa jeszcze inne wersje, dla mnie bardziej prawdopodobne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX