Punkt udzielania kredytów

Punkt udzielania kredytów (fot. Arkadiusz Wojtasiewicz/AG)

wywiad gazeta.pl

Windykator: Dłużnik, który spłaca regularnie tyle, na ile go stać, jest dla mnie bohaterem

Płacić. Mimo wszystko spłacać dług, nawet, jeśli prawie nic nie mamy. Taką radę dla dłużników ma zawodowy windykator Markus Marcinkiewicz. Temu, co mówi, nie sposób odmówić logiki. Bo jeśli nie płacimy, jest jeszcze gorzej.

Co pan robi, jeżeli pan musi odzyskać pieniądze, a dłużnik ich nie ma?

- Ludzie zawsze mają pieniądze. To, czy ich stać na spłatę długu, albo czy się im to opłaca, to już inna kwestia.

Zaraz, zaraz, jak to „zawsze mają pieniądze”? Są tacy, którzy naprawdę ich nie mają.

- Nawet gdy ktoś żyje z zasiłku, to jakieś 100 - 200 zł ma. Gdyby chciał być w porządku, to spłacałby nawet symboliczne kwoty - 10,50,100 złotych - ale regularnie.

Nie wierzę, żeby wtedy nie miał komornika lub windykatora na głowie non stop.

- Problemy by miał takie same, jak gdyby nic nie płacił, ale postawa dłużnika ma wpływ na postępowanie windykacyjne! Człowiek, który spłaca regularnie tyle, na ile go stać, jest dla mnie bohaterem. Bohaterom idzie się na rękę, proponuje lepsze raty, prolongaty lub umorzenia, zupełnie inaczej niż tym, którzy nie oddają i się awanturują, gdy dzwonimy lub przyjeżdżamy w sprawie długu.

Windykator Markus Marcinkiewicz (fot. archiwum prywatne)Windykator Markus Marcinkiewicz (fot. archiwum prywatne)

Ale pan z tego bohatera musi ściągnąć dług.

- Na początku każdy dłużnik przedstawia możliwie najbardziej tragiczną wersję swojej historii. Kluczowe jest to, czy ja, windykator, dam wiarę temu, co słyszę. Windykator czy komornik nie ma narzędzi, żeby sprawdzić, czy historia dłużnika jest prawdziwa. Można nam wcisnąć każdy kit. Dlatego rozmawiamy z każdym, badamy sytuację i odcedzamy fikcję od faktów. Może dłużnik ma znajomego, który mógłby pożyczyć mu pieniądze? Może ma rodzinę? Prawie zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji. Jeżeli dłużnik chce spłacać tyle, ile może w danej chwili, nawet drobne kwoty, my oczywiście na to pójdziemy. Zawsze sprawdzamy, czy i jak można pomóc.

Pomóc? Windykator?

- Widzi pan, nas się w dalszym ciągu postrzega jako łysych karków w skórach, powiązanych z Wołominem lub Pruszkowem, którzy zajeżdżają pod dom dłużnika czarnym mercedesem z ciemnymi szybami i przechodzą do egzekucji długu tradycyjną metodą kija bejsbolowego. A to totalna bzdura, nawet policja się śmieje, jeśli dostanie tego typu skargę od dłużnika.

Jest jeszcze inny obraz windykatora: cwaniak bez sumienia, co wyciśnie z dłużnika ostatni grosz.

- Taaak, jak najbardziej. Ale z drugiej strony barykady wygląda to inaczej - każdy wyciśnięty grosz to dla dłużnika grosz bliżej do wolności od długu.

To proszę powiedzieć, na czym pan zarabia?

- Na prowizji, którą płaci wierzyciel, a nie dłużnik. To różnica między windykatorem, a komornikiem, której dłużnicy nie rozumieją. Więc w moim, windykatora, interesie jest zrobienie z dłużnikiem dobrego dealu. Dłużnik ma szansę na naprawdę sporą redukcję długu. Jeżeli negocjacje będą pomyślne, bywa, że osiąga nawet do 50 proc. umorzenia. A są i tacy, którzy mają zaległości po 200-300 tysięcy zł, i potrafią się dogadać tak, że wykładają jednorazowo na stół 50 tysięcy, a reszta zostaje umorzona.

A taki deal to dla pana zwycięstwo czy porażka?

- Zwycięstwo. Podwójne. Wie pan, dlaczego? Po pierwsze, dostaję prowizję. Po drugie, dla mojego klienta lepsza jest jednorazowa spłata dużej sumy niż raty rozciągnięte na 20-30 miesięcy w drobniejszych kwotach. A jeżeli do tego podczas rozmów z dłużnikiem uda mi się go przekonać, że spłacenie tego i innych długów to krok do wyrwania się z presji zadłużenia, to być może za kilkanaście miesięcy okaże się, że pomogłem człowiekowi.

Ogłoszenia o szybkich kredytach (fot. Tomasz Wiech/AG)Ogłoszenia o szybkich kredytach (fot. Tomasz Wiech/AG)

Co robi, jak pan to określa, „zawodowy windykator”?

- Ważne jest nie tylko to, co robi, ale i jak. Co robię? Windykuję dłużników chwilówek, pożyczek, SKOK-ów oraz banków po wielokrotnych egzekucjach komorniczych. Czyli specjalizuję się w takich sytuacjach, jak ta, gdy pewien komornik stwierdził, że dług jest za duży, a legalnych pieniędzy nie można już od dłużnika odzyskać. Dłużnik pracował za najniższą krajową krajową. W mieszkaniu, w którym zresztą nie był zameldowany, miał jedynie biedę i sprzęty domowe tak stare, że ich spieniężenie nie wchodziło w grę. Miał kilkanaście chwilówek, które brał bez opamiętania. Komornik ogłosił bezskuteczną egzekucję. Taka wierzytelność prędzej czy później trafia do mnie, najczęściej gdy największe i renomowane firmy windykacje w Polsce połamią sobie na nich zęby. I gdy ja rozmawiam z tym dłużnikiem, okazuje się, że wcale nie jest aż tak źle z jego finansami, jak to przedstawił komornikowi. Na takich sprawach wygrywam. Lubię sprzątać po najlepszych firmach windykacyjnych.

Ale wie pan, jaki powinien być cel dobrego windykatora? Nie tylko odzyskać pieniądze, ale też uświadomić dłużnikowi, że warto spłacać - przecież wolność od długów leży w jego interesie! Napisałem książkę dla zawodowych windykatorów, a okazało się, że przydaje się dłużnikom - i dobrze! Przecież żebym ja wywindykował te pieniądze, muszę dobrze znać sytuację dłużnika. I jeśli dłużnik będzie wiedział, jak się dogadać z windykatorem, to ja się tylko ucieszę, że pomogłem zadłużonemu wyjść z kłopotów.

A jeżeli rzeczywiście z dłużnikiem jest źle?

- To marginalne przypadki. Dłużnik, który ledwo wiąże koniec z końcem, to wizja sprzed dziesięciu lat. Wiele się zmieniło, chociażby wszedł program 500+, z którego pieniądze część dłużników zamiast na wódkę chętnie przeznaczy na dogadanie się na spłaty z częściowym umorzeniem. Obecnie większość osób nie spłacających zobowiązań, z którymi mam kontakt, to doświadczeni gracze. Potrafią nieźle funkcjonować w oparciu o przepisy i luki prawne: bezkarnie się zadłużają, robią sobie z tego sposób na życie!

Większość?

- Takie dane wynikają z naszej pracy z ludźmi. Mamy w obsłudze blisko 80 tysięcy peseli i prowadzimy własne badania i analizy. Raporty z tych badań pozwalają nam poznać realia naszych dłużników. Większość osób, które trafiali dawniej do mojej firmy, to faktycznie zagubieni ludzie. Wpadli w kłopoty przez nieznajomość prawa. Dziś, gdy zaczyna się rozmowę z dłużnikiem, okazuje się, jest świetnie przygotowany, bo przeczytał na forach internetowych, co i jak ma mówić. I czym straszyć windykatora. Takiemu dłużnikowi nie zależy na wyjściu z długów tylko na kiwaniu windykatorów i komorników.

Też bym tak zrobił na jego miejscu. Przecież pan chce ode mnie wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy, a ja chcę oddać jak najmniej i w miarę bezboleśnie.

- Ale rozsądek podpowiada panu, że bezboleśnie to będzie, jak się uda spłacić, prawda? Więc jeżeli windykator jest dokuczliwy, niemiły i prowadzi windykację bez taryfy ulgowej, a pan próbuje się bronić i równocześnie spłaca dług w miarę możliwości, to nawet windykator powinien zrozumieć, że to jest ok.

A co jest nie ok?

- Jeśli pan wykorzystuje przepisy, żeby doprowadzić do przedawnienia nakazu zapłaty, przedawnienia wierzytelności. Jeżeli robi pan wszystko, żeby zadłużenia nie spłacić. To przecież nie jest zdrowa i normalna sytuacja.

Nie jest normalne, że wykorzystuję każdą zgodną z prawem możliwość, żeby zredukować zadłużenie?

- Moim zdaniem normalna, zdrowa sytuacja jest wtedy, kiedy chcemy oddać komuś jego pieniądze i w miarę swoich możliwości oddajemy, prawda? A ludzie biorą po pięć, dziesięć chwilówek, bo szwagier wystawił im fałszywe świadectwo w swojej firmie-słupie „P.P.H.U. Przewał”. Część pożyczkodawców sprawdzi takiego dłużnika w Biurach Informacji Gospodarczej, część nie i da tę chwilówkę. Możliwe, że bez pomocy windykatora nigdy jej nie odzyska. W obecnym stanie prawnym można bezkarnie wziąć kilkanaście takich pożyczek z różnych firm. Jeśli nie sprawdziły one wiarygodności dłużnika, to ich problem. Polskie prawo obecnie umożliwia każdemu bezkarne wyłudzanie pieniędzy od firm chwilówkowych. Ale problemem o wiele większym są dłużnicy, którzy sobie nie radzą.

Jak to nie radzą?

- Na przykład biorą nowy kredyt na spłatę starego. Nie ma w tym nic złego, dopóki ten nowy kredyt spłaca stary w całości. Na nowym kredycie mamy mniejszą ratę, np. 250 zamiast 500 zł. Stary kredyt spłacony, a my mamy oddech. A ludzie biorą np. chwilówki, żeby oddać część starego kredytu, albo trzy lub cztery zaległe raty. Albo nowy kredyt, którym nie spłacają starego w całości. I nagle mają dwa lub więcej zobowiązań. Są też tacy, którzy nie potrafią się nie zadłużać.

To znaczy?

- Pracowałem wtedy dla jednego z wrocławskich banków. Dłużnik zalegał 20 tys. zł. Wziął w banku oddalonym o 300 metrów kredyt na spłatę pieniędzy pożyczonych w moim banku. Musiałem wisieć z nim na telefonie od momentu, gdy wyszedł z tamtego banku i wszedł do mojego. Wie pan, dlaczego? Żeby on z tymi pieniędzmi do nas dotarł. Bo po drodze było zbyt wiele pokus, reklam, zbyt wiele rzeczy, które mógłby kupić. To był gość, który ubolewał wcześniej, że od 3 lat jego dzieci nie były na żadnych wakacjach, a że to był czerwiec, było ryzyko, że po drodze przeznaczy 2-3 tys. na wypoczynek dla dzieci i w efekcie nie spłaci całego zobowiązania. Naprawdę zdarzają się tacy ludzie. A windykator musi wtedy myśleć. Każdy ma inny styl negocjacji windykacji, ale metoda stosowana przez windykatora może zadziałać na pięciu ludzi, a na szóstego już nie. Wtedy trzeba być kreatywnym.

Pikieta posiadaczy kredytów w frankach szwajcarskich (fot. Marcin Onufryjuk/AG)Pikieta posiadaczy kredytów w frankach szwajcarskich (fot. Marcin Onufryjuk/AG)

Jakie to są metody?

- Można nie iść na ustępstwa, można wymagać spłaty całości. Można też być elastycznym. Dajmy na to ktoś ma ratę 1000 zł. Ale mówi, że nie da rady wpłacić całej, może tylko 300 zł. Wielu windykatorów w tym momencie nie rozumie, że lepiej mieć spłacone te 300 zł, niż ich nie mieć. Choćby po to, żeby można było się dogadać z dłużnikiem, żeby zmienił swoje podejście z „nie, nie oddam” na „oddam, ile mogę”. To już nie jest pan Mirek, który naczytał się „mądrości” na forach internetowych i próbuje „posłać windykatora na szczaw i mirabelki”. Chce wyjść ze swojej sytuacji w uczciwy sposób. Trzeba mu pójść na rękę.

To znaczy?

- Dobry windykator weźmie te 300 zł, a potem usiądzie z dłużnikiem i ustali, ile może poczekać i ile dłużnik potrzebuje czasu, żeby zorganizować te brakujące 700 zł. Zawsze warto próbować się dogadać. Na przykład: jeżeli jeszcze bank nie wypowiedział kredytu i zalega pan z jedną - dwiema ratami, albo dopiero dostał pan pismo z wypowiedzeniem umowy, to najgorszym, co może pan zrobić, jest zaniechanie spłat.

Dlaczego? I z czego niby miałbym płacić? Skoro nie płacę, to znaczy, że nie mam.

- Dłużnicy na tym etapie bardzo często popełniają podstawowy błąd: są przekonani, że nikt się nie zgodzi na spłatę mniejszych kwot. I że windykator zawsze będzie żądał zapłacenia całości. To nie jest prawda. Windykator oczywiście musi się starać, żeby dłużnik spłacił całość. Ale nie osiągnie tego przez dociskanie dłużnika do podłogi. Więc jeżeli nie stać nas na spłatę całej raty, która wynosi na przykład 400 zł, a możemy płacić 200, to płaćmy te 200! I potem kombinujmy brakującą kwotę.

Zaraz, zaraz, zaraz. Żeby dopożyczyć na brakującą kwotę, muszę się bardziej zadłużyć, a pan mnie przyciśnie w następnym miesiącu. To się dobrze nie skończy.

- Niekoniecznie. Jeżeli nie mamy innych długów i komornika na karku, to naszym priorytetem powinno być ocalenie kredytu. Bo jak kredyt się „wykolei”, to nie będziemy mieli pieniędzy i nagle zacznie brakować na czynsz, na opłaty, a komornik będzie nas ścigał za całość zadłużenia. Czy nie lepiej np. poprosić o pomoc i zadłużyć się u rodziny, pożyczyć te 200 zł, uratować kredyt i miesięczną ratę? Być może za miesiąc, dwa stanie pan bardziej na nogi i będzie pan w stanie spłacać zaległości. Tylko niech pan nie bierze na ten cel chwilówki. Jak ktoś chce chwilówką spłacać kredyt, to już po nim.

Dłużnika trzeba pilnować, bo inaczej sam sobie zrobi krzywdę. A jeszcze większą swojej rodzinie, swoim dzieciom. Bo nie ma pieniędzy na ich szkołę, na ich wychowanie. W efekcie gdy tylko będą mogły, zaczną pracować, idą do byle jakiej roboty i zamiast odkładać na swoje życie, pomagają rodzicom spłacać zadłużenie.

A jeśli dłużnik to wspomniany już przez pana cwaniak, który chce okantować windykatora?

- Ohoho, takich jest najwięcej!

Zdarzył się taki, który pana wyrolował?

- Tak. Niestety tak. Nawet kilku. Negocjowaliśmy z dłużnikiem warunki ugody, ale ktoś wynegocjował z nim lepsze. Dłużnik „górkę” pieniędzy, które miał, dał innemu windykatorowi na poczet innego długu. W tym sensie przegrałem - nie wyegzekwowałem od niego tyle, ile było możliwe. Tylko dlatego, że ktoś mu poszedł na większe ustępstwa.

Eksmisja zadłużonego lokatora w Lublinie (fot. Jakub Orzechowski/AG)Eksmisja zadłużonego lokatora w Lublinie (fot. Jakub Orzechowski/AG)

Wie pan, jakie sytuacje spotykam? Rodzina. Oficjalnie: mąż na rencie, żona bezrobotna, trójka dzieci, mieszkają u teściów, ledwo wiążą koniec z końcem. Dług: 25 tysięcy. I nagle tacy ludzie dostają informację, że jeżeli jednorazowo spłacą 15 tys., to te 10 tys. będzie umorzone. Część woli raty i je spłaca. Część mówi tak: 15 tys. to za dużo, ale mogę wykombinować 12,5 tys. Jeżeli na to pójdziemy, to w ciągu 2 dni dostarczą pieniądze. I wie pan co? Otóż ci ludzie faktycznie te pieniądze dostarczają. A przecież oficjalnie nic nie mieli bo nawet Komornik uznał, że tam bieda piszczy! Tak było, jak mówimy w branży, sprytnie „zasmerfowane”.

Kto w tej sytuacji zarobił? Dłużnik. Na czysto. Całość tego, czego nie musiał spłacać. To już nie jest jak egzekucja, to prawie transakcja, gdzie obie strony coś zyskują. O tym piszę w swojej książce, tego próbuję uczyć innych windykatorów. Niestety ciągle trafiają się ludzie, dla których dłużnik nie jest partnerem i trzeba go wycisnąć jak cytrynę.

Może dlatego wielu ludzi woli już walczyć z komornikiem?

- Tyle, że komornik z raty długu potrąci swoją prowizję, koszty egzekucji, a ostatnio nawet VAT, a windykator nie - jemu płaci wierzyciel.

Ale dłużnik najpierw styka się komornikiem, a potem dopiero z windykatorem.

- Na własne życzenie. Panuje powszechne przeświadczenie, że windykatorzy to oszuści i złodzieje i lepiej z nimi nie rozmawiać. Sami jesteśmy temu winni. Ludzie pamiętają, co potrafiły wyprawiać firmy windykacyjne jeszcze pięć lat temu, np. pozwać za wierzytelności przedawnione podając z adres, o którym wiadomo, że dłużnik tam od lat nie mieszka i nie będzie miał szansy wnieść sprzeciwu. Z tym zrobiono porządek.

Jak?

- Skutecznie. Jeśli oszukany w ten sposób dłużnik zgłosiłby się do UOKiK-u, to urząd wlepiłby windykatorowi karę nawet do 10 proc. przychodów za miniony rok kalendarzowy. I dobrze. Ale mit złego windykatora pokutuje. Często np. jest tak, że ktoś zalega dwie raty, przeczyta, że windykatorzy to frajerzy i leszcze i trzeba z nimi ostro, więc jak dostanie pierwszy telefon, to od razu rzuca paragrafami, wyzywa, poniża i idzie na policję skarżyć, że jest nękany przez stalkera.

Aha, czyli jeżeli jestem dłużnikiem i mam odwagę tak zagrać z windykatorem, to mogę się pana pozbyć!

- Jeżeli chce pan popełnić przestępstwo, złożyć bezpodstawne zawiadomienie do organów ścigania i fałszywe zeznania, a potem ponieść konsekwencje, to proszę bardzo. Ale jeśli policja nie dopatrzy się znamion czynu zabronionego, to frajda ze skopania tyłka windykatorowi potrwa krótko. Przestanie być zabawnie, gdy przez kretyńskie rady z forów umowy się wypowiedzą, a dług urośnie.

Ale ja byłem przekonany, że byłem przez niego prześladowany, Wysoki Sądzie”.

- Problem się zacznie, jak sąd to sprawdzi i zdecyduje, że pan nie był. Ale fakt, na tym etapie większość windykatorów odpuszcza. To działa niby zbawiennie dla dłużnika, ale do czasu. Bo zaraz przychodzi 90. dzień opóźnienia, idzie pismo o wypowiedzenie umowy, potem góra 3-4 miesiące i przyjdzie komornik, który dokona egzekucji i tu już nie będzie przebacz. Zawsze warto się próbować dogadywać - i z windykatorem, i z wierzycielami. Jeżeli ktoś jest na tyle majętny, że stać go na to, by się procesować i sponsorować komornika, proszę bardzo, ale nie polecam. W razie przegranej w sądzie dłużnik będzie też obciążony kosztami procesu. A na koniec komornik napcha sobie kabzę prowizją od jego majątku, który zlicytuje.

Złoty, euro, dolar, frank szwajcarski (fot. Bartosz Bobkowski/AG)Złoty, euro, dolar, frank szwajcarski (fot. Bartosz Bobkowski/AG)

Ale dla mnie - dłużnika - to bez różnicy, czy komornik, czy windykator napcha sobie kabzę. Chcę spłacać temu, kto mniej żąda i w mniejszych ratach.

- Właśnie o to chodzi! Komornicy, gdy widzą, że my zaczynamy działać, walczą. Gdy nagle dłużnik zaczyna spłacać - po 500, 1000 zł., komornik wydzwania do niego i przekonuje, żeby jednak spłacał przez jego konto, a nie przez konto windykatora.

O, wolny rynek! Czyli to ja tu rządzę, bo decyduję, komu zapłacić, a wy z komornikiem jesteście konkurentami.

- Czasem to faktycznie tak wygląda. Komornik zaoferuje 300 zł, windykator 500. Dłużnik myśli: super, spłacam komornikowi. Tyle, że komornik z każdej zabranej złotówki potrąca sobie prowizję i VAT. Windykatorowi prowizję płaci wierzyciel, a każda wpłata dłużnika w 100% pomniejsza jego dług. Co jest lepsze dla dłużnika?

A jaki dłużnik jest najtrudniejszy?

- To bardzo szczególna grupa. Napisałem o niej specjalnie w mojej książce. To ludzie, którzy zadłużyli się w szlachetnym celu: żeby ratować swoje chore na raka dzieci. Często, niestety, nie udaje się. Oczywiście nie z winy tego nieszczęsnego, zadłużonego rodzica. Przecież jakbym ja miał ratować życie swojej córki, to też bym się zadłużył i nie dbałbym o to, na ile. Czasem człowiek nie ma wyboru. Ci ludzie są załamani, życie im się rozpadło. Nie mają głowy do jakichś cholernych długów!

A tu przychodzi windykator...

- I mówi, że trzeba spłacać. Bezduszny łajdak, prawda? Ale czy nie lepiej zacząć spłacać od razu, stanąć jakoś na nogi, spróbować znaleźć w sobie siłę, by mimo wszystko żyć dalej, bo może przyjdą jeszcze lepsze czasy? Czy poddać się i pozwolić, by kredyty, które wzięliśmy na ratowanie najbliższej osoby, pogrążyły nas i sprawiły, że będziemy żyli na granicy ubóstwa? Miałem trzy takie przypadki. W jednym dłużnicy oprócz chorego dziecka mieli jeszcze drugie. I długi rzędu 200 tys. zł. Zdecydowali, że nie mogą pozwolić sobie na to, żeby to drugie dziecko żyło w nędzy.

Poszedł pan im jakoś na rękę?

- W początkowym etapie nie mogłem, ale walczyliśmy o to, żeby kredyty nie zostały wypowiedziane. Pracowałem wtedy jeszcze w banku. Od tego, czy my jako bank damy radę, zależało, co będzie dziać się dalej. Udało się nie wypowiedzieć umowy. Więcej u nas do windykacji nie trafili.

Inny przypadek był niestety bardzo smutny. Temu dłużnikowi było wszystko jedno: stracił chorą córkę, a kilka miesięcy wcześniej pochował żonę. Panu by wszystko jedno nie było? Bo ja się człowiekowi nie dziwię. Niestety nie wiem, jak się ta sprawa zakończyła.

Wie pan co? Jeśli dłużnik nie może spłacać, my, windykatorzy, mówimy, że jest „zanurzony”. Otóż z mojego doświadczenia wynika, że ludzie w większości przypadków się z długów wynurzają. To, że ktoś w danej chwili nie ma pieniędzy, nie znaczy, że nie stanie na nogi. Tak właśnie musi myśleć windykator, sam się tak staram myśleć, bo lubię tę robotę.

Markus Marcinkiewicz. Windykator z 13-letnim stażem, trener technik windykacji. Wcześniej pracował na menedżerskich stanowiskach w kilku wrocławskich komercyjnych bankach. Tworzył i restrukturyzował centra obsługi klientów w wiodących firmach windykacyjnych. Wydał książkę „Zawodowy Windykator”.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl, wcześniej w Dzienniku.pl i tygodniku „Newsweek”. Rozmawiał m.in. z Richardem Bransonem, Benjaminem Barberem, Robertem Biedroniem i prezydentem Andrzejem Dudą. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze i Instagramie. Gdy nie pracuje, chodzi po górach i robi zdjęcia.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (161)
Zaloguj się
  • bogucjusz

    Oceniono 160 razy 78

    Droga Gazeto, szmacisz się tym artykułem sponsorowanym do wyrzygu, a ludzi niezorientowanych wprowadzasz w błąd. W Polsce jakiekolwiek "czynności egzekucyjne" może prowadzić TYLKO i WYŁĄCZNIE komornik na podstawie prawomocnego wyroku sądu. Firmy windykacyjne, te wszystkie "Kruki", "Intrumy", "Ultimy" i inne badziewia nie mają ŻADNYCH dodatkowych uprawnień. Windykator może tyle, co pan Ziutek z warzywniaka - grzecznie prosić. A jak zaczyna być niegrzeczny, to się pana windykatora spuszcza na bambus, a policji zgłasza stalking.

  • polsz

    Oceniono 64 razy 46

    Windykator w polskim prawie nie może nic, niczego nie zwindykuje. Dopóki dłużnik sam nie da kasy windykator jej nie tknie, mienia nie zajmie. Może chodzić dzwonić prosić, łazić po sąsiadach i znajomych ale wtedy można go pozwać o nękanie.
    Ostatnio coraz więcej "artykułów" o tym jacy to windykatorzy cudowni i wspaniali. Kto opłaca te akcje promocyjną?

  • justas32

    Oceniono 77 razy 39

    W Polsce każdy uważa że dłużnik to ten pokrzywdzony. Wszyscy dlużnicy jakich znam to albo cwaniacy ("nic mi nie zrobią") albo mendy które nie płacą żonom alimentów na dzieci ("po moim trupie"). Tak wyglądają przeciętni pokrzywdzeni ...

  • eselk

    Oceniono 47 razy 35

    Mnie kiedyś komornik dorwał 12 dni przed data przedawnienia. Jazda ska w Trójmieście za małolata. Z 80 pln urosło na 660. Ok zapłaciłem, ale jest sprawa większego kalibru. Andrzej Gójski ojciec tej ala dziennikarki z tv republika Katarzyny Gójskiej Hejke okradł ludzi z pieniędzy, które dostał na budowę domu pod Płockiem. Do tego ma wyrok prawomocny na oddanie kasy, ale ma to w du.., bo ja mówi córka zna ministrów i możecie mnie.... Ale i tak najlepszy jest komornik z Gostynina, który mówi, że nie może znaleźć Gójskiego, a mieszkają od siebie 10 km. To pokazuje jaka jest patologia wśród dziadostwa komorniczego i ludzi powiązanych z pis typu Gójska Hejke, która nie odbiera poleconych, nie stawia się na sprawy, nie chce ludziom oddać prawie 300 tys. Taką właśnie mamy władzę.

  • mietekkowalski

    Oceniono 40 razy 34

    To prawda - jeżeli się pożyczyło pieniądze, to należy oddać! Ale jest też taka sytuacja, kiedy dłużnik tonie w długach i po prostu wpłacanie po 100 czy 200zł. nie ma sensu, bo większe odsetki są naliczane od podstawy zadłużenia. Generalnie nie jest mi żal banków, skoków, firm udzielających chwilówek, bo dobrze zdają sobie sprawę z ryzyka zawierania umowy z kimś kto ma, dajmy na to 15 kredytów. Gdyby system był zdrowy, to pracownik banku rzetelnie sprawdziłby historię w BIKu, poprosił o pisma z spółdzielni, z gazowni, od dostarczyciela prądu, że nie zalega, a w przypadku firm z US, ZUS itp. itd. Niestety sprzedaż i zysk ma znaczenie, czyli chciwość i takich mi nie żal. O firmach-chwilówkach nic nie napiszę, bo prawo powinno tego zakazać. Inna sprawa jak firma wystawia firmie fakturę za rzetelnie wykonaną pracę, dostarczony towar, czy innego rodzaju usługę i ta druga firma nie płaci - to faktycznie rujnuje budżet państwa. Te pierwsze sprawy rujnują tylko budżet firm, które udzieliły kredytu (oczywiście są takie sytuacje, że ktoś zaciągnął kredyt z zamiarem oszustwa - to należy jak najbardziej ścigać i tępić).

  • tradozon

    Oceniono 46 razy 30

    "Nawet gdy ktoś żyje z zasiłku, to jakieś 100 - 200 zł ma."

    Bycie windykatorem podpada chyba pod jakieś zaburzenia osobowości. Nie wiem, sadyzm?

  • Jontek Poziomka

    Oceniono 43 razy 29

    Miałem pół roku temu 10 tys. długu z chwilówek, zostało mi jeszcze 4 tys. Brałem, bo jestem uzależniony od alkoholu. Jednak ani razu nie odebrałem telefonu od windykatorów, a dzwonili po kilka razy dziennie. Spłacam tak czy owak po trochu ile daje radę. Nie widzę sensu gadania z windykacją. Windykator stara się wywierać "presję", czyli albo straszy albo zachowuje się po chamsku. Dostawałem też bardzo przerażające maile o możliwej wizycie windykatora terenowego itp. Olać dziadów, nie wpuszczać do domu, szczuć psem, kotem, tchórzofretką, czy co tam kto ma.

  • frukacz71

    Oceniono 29 razy 27

    Pan windykator być może jest chlubnym wyjątkiem...znam przypadek, zresztą nie jeden, że ktoś od 3 lat chce pójść na ugodę z bankiem i spłacać tyle ile może..niestety artykuł jest wybielaniem własnego środowiska ..windykator nie chciał słyszeń o 100 zł. miesięcznie ..nakazał zapłacić 5000 tys. i dał czas jednego tygodnia na zapłatę..na odpowiedź, że skąd ma ta osoba wziąć jak ma komornika padła odpowiedź, to mnie nie interesuje, proszę sobie gdzieś pożyczyć..i tak jest w 90 procentach przypadków...tyle w temacie...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX