Jarosław Pieczonka

Jarosław Pieczonka (fot. archiwum prywatne)

wywiad gazeta.pl

Jarosław Pieczonka, ps. ''Majami'': Według mnie Papałę i ''Pershinga'' zabiły służby. Czy wojskowe? Nie wiem

Szpieg, policjant, najemnik, detektyw, gangster, agent pracujący pod przykryciem. Żeby go przedstawić, łatwiej chyba powiedzieć, kim Jarosław Pieczonka, ps. "Majami", nie był. Na pewno nie był grzecznym chłopcem. Właśnie ukazał się wywiad rzeka z Pieczonką - "Służby specjalne. Podwójna przykrywka" Patryka Vegi.

15 lat temu był królem życia w Trójmieście. Pracował w policji, ale imprezował z gangsterami, jeździł szybkimi samochodami i motocyklami. Znał wtedy wszystkich. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. W nieprzyjemnych okolicznościach odszedł z policji. Ochraniał jednego z najbogatszych Polaków. Zaplątał się w aferę gruntową i upadek IV RP. Przyznał się do współpracy z WSI (Wojskowe Służby Informacyjne). A ostatnio ochraniał statki przed piratami.

Idę na rozmowę z Jarosławem „Majami” Pieczonką przy okazji wydania książki „Służby specjalne. Podwójna przykrywka” Patryka Vegi.

Podczas rozmowy „Majami” skacze między wątkami, sprawdza, na co może sobie pozwolić, wyczuwamy się nawzajem. Mam nad nim tę przewagę, że przed spotkaniem porozmawiałem z jego dawnymi kolegami z policji. - Niepoważny koleś, ma długi, szuka kasy, opowiada legendy, kreuje się - mówili. Ale dodawali, że nigdy nie było do jego służby poważniejszych zastrzeżeń, że był maksymalnie skoncentrowany na pracy, że żadne zarzuty wobec niego nigdy się nie potwierdziły.

Po lewej Jarosław Pieczonka w mundurze wyjściowym, 1985 rok. Obok 19 lat później, podczas Sylwestra 2004 (fot. archiwum prywatne)Po lewej Jarosław Pieczonka w mundurze wyjściowym, 1985 rok. Obok 19 lat później, podczas Sylwestra 2004 (fot. archiwum prywatne)

W rozmowie „Majami” sypie szczegółami, nazwiskami, pseudonimami. Opowiada barwne anegdoty o osobach znanych z pierwszych stron gazet. Niektóre wstrząsające, inne zabawne. Ale obaj zdajemy sobie sprawę, że po ich opisaniu prawnicy puściliby nas w skarpetkach. Dlatego w pewnych miejscach pojawią się literki zamiast nazwisk, kilka szczegółów zostało zmienionych. Oprócz tego, jak zapewnia „Majami”, sama prawda. Czy można mu wierzyć? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.

Szymon Jadczak: Skąd się wziął „Majami”? Jeden z twoich kolegów określił cię tak: „Prosty chłopak z niezamożnej rodziny”.

Jarosław Pieczonka, ps. „Majami”: Skończyłem zawodówkę w Gdańsku, miałem trudne dzieciństwo, ojciec nas strasznie lał. Miał za sobą pobyt w obozie koncentracyjnym na Majdanku. Chciał nauczyć mnie czytać i pisać w wieku sześciu lat. To mu się udało, ale matematycznie nie byłem orłem, więc ojciec przyuczał mnie do nauki siłą.

Po lewej Jarosław Pieczonka (siedzi pośrodku) w Podoficerskiej Szkole Zawodowej Wojsk Łączności w Legnicy, Służba Ruchu Radio, 1987 rok. Po prawej - w jednostce wojskowej JW 35-96/R, pluton specjalny. Przygotowanie do wyjazdu na poligon Jaworze, Lębork, 1986 rok. W wyposażeniu spadochron D-5 (fot.archiwum prywatne)Po lewej Jarosław Pieczonka (siedzi pośrodku) w Podoficerskiej Szkole Zawodowej Wojsk Łączności w Legnicy, Służba Ruchu Radio, 1987 rok. Po prawej - w jednostce wojskowej JW 35-96/R, pluton specjalny. Przygotowanie do wyjazdu na poligon Jaworze, Lębork, 1986 rok. W wyposażeniu spadochron D-5 (fot. archiwum prywatne)

Jak wiele z tego, co mi dzisiaj powiesz, to będą kłamstwa?

- Cała prawda.

Biorąc pod uwagę, że byłeś zawodowo uczony kłamstwa...

- Teraz nie muszę kłamać. Po co?

Bo kłamstwo się lepiej sprzedaje.

- Zostałem przyuczony do kłamstwa, ale wiem, jak je oddzielić od prawdy. W książce jest sama prawda. Wiadomo, że miejsca, osoby, nazwy muszą być pozmieniane, bo nie chcę się narazić na proces. Ale wszystkie fakty są prawdziwe.

Kim ty właściwie jesteś? Szpiegiem, policjantem, gangsterem?

- Teraz jestem najemnikiem. Pracuję dla Brytyjczyków, w firmie ochroniarskiej. Chronię statki przed piratami somalijskimi. Docelowo chcę znaleźć zajęcie w Iraku albo Afganistanie. Mam pewne zobowiązania, które muszę co do złotówki spłacić. Pracuję dla pieniędzy.

Po lewej dokumenty związany z pracą w kontrwywiadzie. Po prawej u góry Legitymacja Skoczka Spadochronowego Wojsk Powietrznodesantowych (WPD), uprawniająca do noszenia odznaki skoczka spadochronowego WPD, tzw. gapy. Dokumentuje 15 oddanych skoków w latach 1985-1986. Na dole licencja uprawniająca do pracy z długą bronią jako ochroniarz statków na wodach międzynarodowych  (fot.archiwum prywatne)Po lewej dokumenty związany z pracą w kontrwywiadzie. Po prawej u góry Legitymacja Skoczka Spadochronowego Wojsk Powietrznodesantowych (WPD), uprawniająca do noszenia odznaki skoczka spadochronowego WPD, tzw. gapy. Dokumentuje 15 oddanych skoków w latach 1985-1986. Na dole licencja uprawniająca do pracy z długą bronią jako ochroniarz statków na wodach międzynarodowych (fot. archiwum prywatne)

W książce Patryka Vegi zdradzasz wiele tajemnic służb specjalnych. Według niektórych twoich kolegów możesz zaszkodzić choćby agentom wciąż pracującym pod przykrywką.

- Uważam, że to, co było do tej pory w służbach, to w większości była wielka prywata i dbanie o swoje interesy. A czy zaszkodzę tym uczciwym? To jest dobre pytanie. Nie zaszkodzę. Pomogę...

Mówisz to tak, jakbyś napisał tę książkę w porozumieniu z kimś.

- (śmiech) W porozumieniu z Polską Grupą Sprawiedliwych.

?

- Słuchaj, w każdym państwie jest jakaś grupa sprawiedliwych, która działa, nie bacząc na partie polityczne. Bo ja nie jestem związany z żadną partią. Ja jestem chory na Polskę. I jeśli widzimy, że jakieś towarzystwo kradnie, trzeba działać. Ujawniamy patologie.

Polska Grupa Sprawiedliwych przygotowywała się do zmian zachodzących teraz w Polsce.

Przygotowywała się do zmian, czy przygotowywała te zmiany?

- (śmiech) Na pewno pomagała w tych zmianach. Ja także.

Przy papamobile - ochrona w czasie wizyty Papieża Jana Pawła II, Gniezno, 1997 rok (fot. archiwum prywatne)Przy papamobile - ochrona w czasie wizyty Papieża Jana Pawła II, Gniezno, 1997 rok (fot. archiwum prywatne)

Rozumiem, że ta grupa sprawiedliwych jest powiązana z twoją pierwszą służbą, poprzednikiem złowrogiego WSI, czyli WSW, Wojskowymi Służbami Wewnętrznymi. Jak cię zwerbowali?

- Gdy trafiłem do wojska, do jednostki dywersyjno-rozpoznawczej, miałem bardzo ciężką falę. Ale przeszedłem przez nią bez narzekania. Wtedy zwrócił na mnie uwagę kontrwywiad.

Na jakie cechy zwrócili uwagę?

- Nie poddawałem się, nie załamywałem się. Potrafiłem walczyć ze snem, ze zmęczeniem. Nie narzekałem. Nie próbowałem się zabić. I chciałem zostać w wojsku mimo tych przeciwności.

Widzieli u mnie powołanie. Dostrzegli, że mogę być materiałem na szpiega.

Szkolenie płetwonurków III klasy, SPAP Gdańsk, 1987 rok (fot.archiwum prywatne)Szkolenie płetwonurków III klasy, SPAP Gdańsk, 1987 rok (fot. archiwum prywatne)

Czego cię nauczyli?

- Jak się sporządza meldunki, jak się tworzy profile ludzi, jak się zdobywa informacje, jak się je weryfikuje.

Jak się zabija człowieka bez pozostawienia śladu...

- (śmiech)

Przydała ci się kiedyś ta umiejętność?

- Nie. Ale nie zawahałbym się ani sekundy, gdybym musiał zabić.

Obóz wysokogórski SPAP Gdańsk w Karłowie, zjazd na linie w wodospadzie, 1996 rok (fot.archiwum prywatne)Obóz wysokogórski SPAP Gdańsk w Karłowie, zjazd na linie w wodospadzie, 1996 rok (fot. archiwum prywatne)

Karierę wojskowego szpiega miałeś zacząć od przeniknięcia do Legii Cudzoziemskiej. Ale ta operacja nie wyszła.

- Późne lata 80., zmieniał się system, działy się różne rzeczy. Nie wiadomo było, czy ktoś mnie nie wystawi, nie sprzeda.

I zamiast tego, jako totalny żółtodziób, rozbiłeś siatkę wojskowych, za którą stało CIA, a która chciała uprowadzić samolot z Polski do Libii. A przy okazji wystawiłeś swojego kumpla z wojska.

- Nikt nie przewidywał takiego scenariusza. Facet chciał uciec do Libii, miał dosyć PRL, chciał zostać najemnikiem. Rozpracowywałem go na polecenie przełożonych.

To była bardzo profesjonalna operacja, głównym wątkiem było wciągnięcie działającej agentury CIA w pułapkę. Amerykanie rozpoczęli grę z polskimi służbami na swoich warunkach. Oni dysponują nieograniczonym budżetem i środkami. Szukaliśmy dla nich przynęty, samolot okazał się idealny, chwycili haczyk.

Naszym celem była gra operacyjna, a nie dyskryminowanie biorących udział w grze Polaków. Oni byli tylko tłem w działaniach operacyjnych.

Pamiątki na zakończenie służby (fot.archiwum prywatne)Pamiątki na zakończenie służby (fot. archiwum prywatne)

W wojskowych służbach byłeś krótko. Trafiłeś stamtąd na początku lat 90. do policji, jako agent śpioch. Kreślisz obraz ówczesnej policji jakby żywcem wyjęty z „Psów” Pasikowskiego: panoszący się ubecy, korupcja, praca dla mafii...

- Bo tak było. Na przykład jak robiliśmy zasadzki na grupy kradnące paliwo, to nas po miesiącu odwoływali, bo już za głęboko w to wchodziliśmy.

Widziałem policjantów pracujących dla „Tygrysa”, gangstera ze Stogów.

Ty też szybko zacząłeś przechodzić na drugą stronę. Zaopiekowałeś się prostytutkami w hotelu Gdynia.

- Przyjeżdżałem tam na interwencje jako policjant. Poznałem luksusową prostytutkę. Ona mnie poprosiła o pomoc. Dla mnie to była szansa poznania półświatka trójmiejskiego. Nie wziąłem od niej ani złotówki.

Po prawej i w środku szkolenie Zespołu Bliskiego Zabezpieczenia (ZBZ) w Legionowie, 2001 rok. Po prawej szkolenie SPAP Gdańsk na poligonie Wędrzyn, 1987 rok. W tle miasteczko wybudowane specjalnie w celu szkolenia jednostek specjalnych (fot. archiwum prywatne)Po prawej i w środku szkolenie Zespołu Bliskiego Zabezpieczenia (ZBZ) w Legionowie, 2001 rok. Po prawej szkolenie SPAP Gdańsk na poligonie Wędrzyn, 1987 rok. W tle miasteczko wybudowane specjalnie w celu szkolenia jednostek specjalnych (fot. archiwum prywatne)

W policji wybiłeś się metodami niekonwencjonalnymi. Torturowanie, przypalanie papierosami, rażenie prądem, podtapianie.

- Nie mam sobie nic do zarzucenia. Absolutnie. Gdybym miał to zrobić drugi raz, zrobiłbym.

Jesteś dumny z tych metod?

- Tak. Dzięki temu udało się na przykład zmusić do przyznania się faceta, który był podejrzany o to, że zabił 15-letnią dziewczynkę i zgwałcił trupa.

Inaczej się nie dało?

- Nie dało się. Jestem za takimi metodami.

Chcesz żyć w państwie, gdzie takie metody są stosowane?

- W stosunku do gwałcicieli i zwyrodnialców - tak.

A ilu niewinnych przypalałeś papierosami?

- Ani jednego.

Nie ma niewinnych, są tylko źle przesłuchani?

- Tak. To byli ludzie, z których jeden strzelał do policjanta, inny zgwałcił dziecko...

Operacja specjalna przed wyjazdem do Hiszpanii mającym na celu m.in. ustalenie miejsca pobytu Andrzeja Z. - „Słowika”. Obsługa sprzętu nagrywającego po zakończonym spotkaniu z figurantem  (fot.archiwum prywatne)Operacja specjalna przed wyjazdem do Hiszpanii mającym na celu m.in. ustalenie miejsca pobytu Andrzeja Z. - „Słowika”. Obsługa sprzętu nagrywającego po zakończonym spotkaniu z figurantem (fot. archiwum prywatne)

Wymiar sprawiedliwości polega na tym, że ty łapiesz, ale ocenia sąd. A ty się stawiasz w roli szeryfa, sędziego, kata...

- A jeśli prokurator mówi, że musi wypuścić gwałciciela i mordercę, bo on się nie przyznał?

To zbierz dowody, a nie przypalaj go papierosami.

- A jakby facet wysadził kamienicę i byłoby 20 trupów? Bo takie sytuacje też były.

Wiesz, że Amerykanie zrezygnowali z waterboardingu, gdy okazało się, że każdy się do wszystkiego przyznaje w trakcie podtapiania?

- Pewne metody powinny być używane w ostateczności. Powinna być stuprocentowa pewność, że człowiek popełnił poważne przestępstwo.

To po co nam sądy?

- Jak możemy sądzić terrorystę, który zabił wielu ludzi?

Ale ty nie przypalałeś terrorystów, tylko drobnych bandytów.

- Gościa, który strzelał do policjanta. Albo kolesia, który ściągał haracze przez dziesięć lat. Wystarczyło mu lufę przyłożyć do głowy.

To, że policja źle pracuje i nie potrafi kogoś takiego złapać, nie jest wytłumaczeniem. Jestem pewien, że mnóstwo czytających ten wywiad pomyśli teraz „super, że tak jechał z gangsterami”.  Ale nie wierzę, że przez te lata nie trafiło ci się, że katowałeś niewinnego człowieka.

- Nie jestem zwyrodnialcem. Nie było takiego przypadku.

To jest twoja ocena.

- To jest moja ocena.

Po prawej w Pradze przed wyjazdem do Hiszpanii - Jarosław Pieczonka tworzy swoją legendę handlarza narkotyków w Czechach. Po lewej - po operacji specjalnej - operator ZBZ z bronią i sprzętem łączności (fot.archiwum prywatne)Po prawej w Pradze przed wyjazdem do Hiszpanii - Jarosław Pieczonka tworzy swoją legendę handlarza narkotyków w Czechach. Po lewej - po operacji specjalnej - operator ZBZ z bronią i sprzętem łączności (fot. archiwum prywatne)

Normalny policjant za takie metody dawno by wyleciał. Ty nie wyleciałeś, bo miałeś parasol WSI nad sobą?

- Najpierw ktoś musiałby się na mnie poskarżyć.

Pracowałeś w policji 13 lat, nikt się nie poskarżył?

- Był jeden przypadek. Ale nie było konsekwencji. A wiesz, dlaczego nie zgłaszali?

Bo się bali?

- Bo się czuli winni.

Bali się, bo pewnie miałeś opinię psychopaty w mieście.

- Takiego udawałem. Z bandytą nie ma innej dyskusji.

Pamiętaj, jaka była rzeczywistość lat 90. Totalna Sodoma i Gomora. Towarzystwo gangsterskie policję miało w d***e. Korupcja w prokuraturze i sądach.

To były metody na tamte lata.

Ochrona w czasie wizyty prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego - wsparcie SPAP Gdańsk, czyli policyjnych antyterrorystów, dla Biura Ochrony Rządu, lotnisko w Rębiechowie, 1996 rok  (fot. archiwum prywatne)Ochrona w czasie wizyty prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego - wsparcie SPAP Gdańsk, czyli policyjnych antyterrorystów, dla Biura Ochrony Rządu, lotnisko w Rębiechowie, 1996 rok (fot. archiwum prywatne)

Twoi przełożeni z tamtych lat mówią, że stosowanie takich metod zmyśliłeś na potrzeby książki.

- Oni nie widzieli, jak ja to robiłem. Naczelnik mówił, że nic nie chce wiedzieć. Zresztą później wziął premię za moje wyniki.

Grożono ci? Bałeś się?

- Nie. Ale miałem momenty, w których czułem, że gdzieś to siedziało. Nie powodowało blokady, ale wzmagało czujność. Największym zagrożeniem był zamach bombowy na mnie. Wtedy miałem farta, że nic mi się nie stało. Wiem, kto to zlecił. Wiem, kto wykonał. Zobaczymy, co będzie dalej.

Nikt cię nigdy nie pobił?

- Nie. Ale dostałem nożem w rękę. Facet wyszedł na przepustkę, zabarykadował się gdzieś i groził, że się wysadzi. Nie dało się go wyciągnąć. Wezwali nas. On w pewnym momencie uchylił drzwi, ja go chciałem złapać. Wtedy on mnie dźgnął. Dlatego go przypaliliśmy. Tylko dlatego.

Czyli to nie było nawet wydobywanie zeznań, tylko zemsta.

- Dlaczego zemsta? Zrobiliśmy tak, żeby pamiętał, jak to jest.

To były fajne czasy. Mieliśmy pasję, mieliśmy fajną ekipę. Wiadomo, że były różne sytuacje, ale czuliśmy, że jesteśmy gliniarzami z krwi i kości. Byliśmy z tego dumni, że jesteśmy skuteczni, że pomagamy ludziom, że nas doceniają.

Ale równolegle zacząłeś poznawać gangsterów. Któregoś polubiłeś?

- Nie. Oni mogli tak myśleć, ale z mojej strony to było udawane.

Na harleyu Fat Boy (fot. archiwum prywatne)Na harleyu Fat Boy (fot. archiwum prywatne)

Wtedy zacząłeś pracę przykrywkowca. Były momenty, kiedy prowadziłeś trzy równoległe życia. Wiedziałeś zawsze, kim aktualnie jesteś, gdy rano się budziłeś?

- Musiałem sobie poradzić z czymś innym. Kiedy przebywałem w tych gangsterskich środowiskach, to strasznie chamiałem, zaczynałem przeklinać, byłem burakiem. Musiałem sobie radzić, żeby się tego potem pozbyć.

Wtedy powstała legenda gościa, który dostał się do mafii i rozpracował ją od środka. Tak było? Czy to mafia rozpracowała ciebie?

- Nie rozpracowała mnie. To mnie udało się wejść w trójmiejski układ. Udawałem głupka, narkomana, kloszarda, a oni się otwierali przy mnie, bo nikt nie myślał, że ja mogę zbierać informacje.

Jarosław Pieczonka po operacji specjalnej w Hiszpanii (fot. archiwum prywatne)Jarosław Pieczonka po operacji specjalnej w Hiszpanii (fot. archiwum prywatne)

Udało ci się rozbić jakąś grupę przestępczą?

- Na przykład grupę skupioną wokół kantoru H. Chodziło o pranie brudnych pieniędzy na ogromną skalę. Za zgodą kontrwywiadu to robiłem.

Ale finalnie nic z tej sprawy nie wyszło.

- Bo policjant prowadzący rozpracowanie dostał się na misję do Jugosławii, żeby sobie dorobić. I postawiono mu warunek, że ma zakończyć sprawę przed wyjazdem. Dlatego robił ją po łebkach. Dowody były źle zabezpieczone, ale nie ja za to odpowiadałem.

Inna sprawa - namierzenie Andrzeja Z., ps. „Słowik”, w Hiszpanii. Prowadziliśmy operację specjalną pod przykrywką kupienia narkotyków. Mieliśmy potwierdzić, czy „Słowik” jest w Hiszpanii, i zrobiliśmy to.

Kolejna rzecz: zatrzymanie płatnego zabójcy Siergieja Sienkiva.

No w tę historię akurat nie jestem w stanie uwierzyć. Idziesz do knajpy, widzisz gościa, którego nigdy na żywo nie widziałeś, rozpoznajesz go na podstawie niewyraźnego zdjęcia z faksu i zatrzymujesz?

- Twoja wiara lub niewiara nie ma nic do tego. Liczą się suche fakty. A faktem jest, że to ja wykonałem powiadomienie o tych zdarzeniach. Łatwo to sprawdzić. Tak po prostu było! Intuicja, pamięć fotograficzna. I trochę szczęścia. Jesteś w tym środowisku, włącza ci się szósty zmysł. Miałem w swojej karierze trzy takie przypadki, że ze zdjęcia zatrzymałem poszukiwanych gości.

Jarosław Pieczonka jako operator ZBZ. Liczenie pieniędzy przed transakcją w trakcie operacji specjalnej dotyczącej zakupu nielegalnych papierosów, 2000 rok (fot. archiwum prywatne)Jarosław Pieczonka jako operator ZBZ. Liczenie pieniędzy przed transakcją w trakcie operacji specjalnej dotyczącej zakupu nielegalnych papierosów, 2000 rok (fot. archiwum prywatne)

Gdzie są teraz ci wszyscy gangsterzy? Przecież nie wyparowali z końcem lat 90.?

- Dobre pytanie. Na przykład Jarosław Sokołowski, ps. „Masa”. Przestępca. To jest skandal, że on jest teraz celebrytą. Gangster, bandyta.

Wielu dalej tkwi w środowisku przestępczym, w mniejszym lub większym stopniu. Poukładali się za kasę z policją, ze służbami. I robią na przykład karuzele VAT-owskie.

Jest rzecz, której nie rozumiem. Pracując w policji, w pewnym momencie zaczynasz pracować dla biznesmena X, jednego z najpotężniejszych ludzi w Polsce.

- Robiłem to dla służb wojskowych. Moją macierzystą jednostką były służby wojskowe, a policja była tylko przykrywką.

Czyli nie byłeś lojalny wobec policji?

- Zawsze wykonywałem sumiennie polecenia przełożonych, byłem kreatywny i stosowałem niekonwencjonalne metody, dlatego wzbudzałem ich zaufanie. Ale nie mogłem być lojalny wobec skorumpowanych policjantów.

Sam „Nikoś” mówił do mnie tak: - Słuchaj Jarek, ja jestem gangsterem, ale i Polakiem. I już nie mogę patrzeć, jak twoi kumple-psy są skorumpowani. To oni sami do mnie uderzają, że mogą to i tamto. Ja ciebie znam od dzieciństwa, widziałem jak jako chłopak biegałeś z piłką po naszej ulicy. Zrób coś z tym, to jest jakaś paranoja.

Czy to nie dziwne, co powiedział „Nikoś”?

A skąd wiesz, że wojskowe służby nie były skorumpowane?

- Była na pewno grupa, która nie była skorumpowana.

Z motocyklem Valkiria (fot. archiwum prywatne)Z motocyklem Valkiria (fot. archiwum prywatne)

Wytłumacz mi swoją relację z biznesmenem X.

- Lubił mnie. Kiedyś zadzwonił do mnie jego człowiek. Na początku udawałem głupka, że nie wiem, kim on jest. X stwierdził, że chciałby mieć takiego policjanta, że dużo o mnie słyszał na mieście. Zapytałem, co mam robić. Miałem go chronić. Bał się, że wyjdą na jaw jego kontakty z „Nikosiem”.

X bardzo się interesował zabójstwem „Nikosia”, do dziś zresztą niewyjaśnionym. Moim zdaniem „Nikosia”, jak i Papałę czy „Pershinga” zabiły służby. Czy wojskowe? Nie wiem. Jakieś służby.

Kogo jeszcze służby zabiły?

- „Wolfa” i „Szwarcenegera”.

Gangsterów?

- Zwyrodnialców. Katowali ludzi, zastraszali, policja sobie z nimi nie radziła.

Przełożeni wiedzieli, że pracujesz dla X?

- Miałem zgodę przełożonych z wojska. W policji nie wiedzieli.

Z jednej strony mówisz, że jesteś patriotą, który kocha Polskę, a z drugiej strony pracujesz dla człowieka, który doi ten kraj przy okazji dziwnych interesów i ostrzegasz go przed służbami tego państwa. Totalna sprzeczność.

- To była część operacji. On dba tylko o swoje interesy. Jak jest problem, sprzeda wszystkich i wszystko. Ale ma jakieś tam swoje interesy, znajomości. Więc dlaczego nie dać mu w łeb, wziąć go na łańcuch i niech pracuje dla kraju.

Czyli dla wojskowych służb. Nie rozumiem, co to ma wspólnego z patriotyzmem.

- Dlaczego?

Bo dla ciebie patriotyzm równa się interesowi twojej służby.

- Państwa.

Doskonalenie umiejętności jeździeckich w wolnym czasie  (fot. archiwum prywatne)Doskonalenie umiejętności jeździeckich w wolnym czasie (fot. archiwum prywatne)

Twoja definicja patriotyzmu?

- Lojalność dla kraju, poświęcenie dla kraju. Bycie uczciwym i poświęcenie się w obronie kraju.

A jak się ma do uczciwości to, że w pewnym momencie brałeś kasę od biznesmena X, policji i żony gangstera Y, z którą żyłeś?

- Od niej nie brałem.

Piszesz w książce, że pomagałeś jej ściągać długi.

- Nie wiedziałem o tym, że ściąga na mnie długi, później się o tym dowiedziałem.

Ale gdzie tu jest miejsce na patriotyzm i lojalność?

- Czerpałem od tych ludzi informacje i przekazywałem je służbom.

Ale przecież  w pewnym momencie kserujesz tajne dokumenty policji dotyczące biznesmena X i mu je przekazujesz. Łamiesz prawo, wszelkie zasady. Sprzedałeś kolegów z policji.

- Bo robili źle i chcieli X wykorzystać dla hajsu.

Ale w normalnym kraju to wszystko rozstrzyga wymiar sprawiedliwości, a nie „Majami” i Polska Grupa Sprawiedliwych.

- To nie był normalny kraj, tylko kraj skorumpowany.

Znasz to powiedzenie, że z wojskowych służb się nie odchodzi?

- Nigdy się nie odchodzi.

To co teraz szpiegujesz?

- Ja już kończę ze szpiegowaniem.

A jaką operację kończysz?

- Nie ma żadnej operacji (śmiech).

17 (fot. archiwum prywatne)Doskonalenie umiejętności jeździeckich w wolnym czasie (fot. archiwum prywatne)

Miałeś słabość do kobiet z miasta. Mówiliśmy już o żonie gangstera Y. Miałeś z nią romans. Ale w pewnym momencie przekazałeś ją biznesmenowi X.

- To nie była miłość. Związałem się z nią, żeby wykorzystać to dla służb. Ale teraz wiem, że błędem było sypianie z nią.

Kolejna była Alicja. Byłeś jej utrzymankiem.

- Nie! Ona mi pożyczyła kasę. Tyle. Ja jej zresztą też pomogłem.

Była też Anna, typ Nikty. Czym zdobywałeś dziewczyny gangsterów?

- Kluczowa była żona Y. One wszystkie z nią rywalizowały, zabiegały o mnie, chciały jej coś pokazać. A mi chodziło tylko o informacje wyciągane od nich.

Jest też w książce wątek, nazwijmy to tabloidowy. Pojawiają się aktorki i piosenkarki, ale w takim kontekście, że musi się obyć bez nazwisk...

- Biznesmen X uwielbiał kobiety gangsterów, ale on w ogóle miał straszne parcie. Lubił trójkąty, różne przygody. Jedna znana piosenkarka przez niego porzuciła swojego równie znanego męża.

Była też sprawa jednej uwielbianej powszechnie aktorki, która była związana ze znanym gangsterem.

Teraz wiedziesz spokojne życie emeryta. Ułożyłeś sobie w końcu życie prywatne?

- Mam partnerkę od kilku lat.

Ale to nie jest już kobieta z miasta?

- Jest z miasta (śmiech).

„Służby specjalne. Podwójna przykrywka”; Patryk Vega i Jarosław Pieczonka (fot. materiały promocyjne / archiwum prywatne)„Służby specjalne. Podwójna przykrywka”; Patryk Vega i Jarosław Pieczonka (fot. materiały promocyjne / archiwum prywatne)

Jarosław Pieczonka, pseudonim Majami. 51 lat, urodzony i wychowany w Trójmieście. Karierę w służbach zaczynał od wojska, gdzie miał zostać zwerbowany przez kontrwywiad. W latach 90. zrobił błyskotliwą karierę w policji, był jednym z pierwszych agentów pracujących pod przykryciem, wtapiającym się w środowiska przestępcze. Po konflikcie z przełożonymi odszedł z policji. Próbował sił jako prywatny detektyw, obecnie pracuje jako ochroniarz na statkach pływających wzdłuż wybrzeża Somalii.

Szymon Jadczak. Producent w TVN Turbo, wcześniej był reporterem w TVN, w programie Uwaga! (w tym czasie dostał m.in. Grand Pressa, nagrodę w konkursie NBP im. W. Grabskiego i nagrodę Dziennikarza Małopolski). Pracował też w "Gazecie Wyborczej" oraz Interii. Pisywał do miesięcznika "Lampa". Zajmował się aferami, służbami, ale i kulturą. Autor haseł poświęconych hiphopowi w "Tekstyliach bis. Słowniku młodej kultury". Pochodzi z Radomia i jest z tego dumny. Można go znaleźć na Twitterze: @SzJadczak.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (78)
Zaloguj się
  • maxgazeta.pl

    Oceniono 174 razy 144

    Taki sam mitoman jak Masa. Gangsterzy, przykrywkowcy i ludzie ze sluzb klamia zawsze. Oni nawet nie wiedza, ze klamia bo im sie wydaje, ze mowia prawde, maja swoj swiat i w niego wierza.

  • incommunicado1

    Oceniono 147 razy 135

    Powiem tylko tyle. Żaden żołnierz wywiadu czy kontrwywiadu,nigdy by nie pluł ozorem jak ten pan.

  • zxzxz39

    Oceniono 91 razy 75

    W moim przekonaniu tacy ludzie nie powinni pracować w służbach spec., policji, itp. Nie tylko z powodu, delikatnie mówiąc kontrowersyjnych, niemożliwych do zaakceptowania metod pracy. Również wątpliwej inteligencji, która jednak powinna cechować funkcjonariuszy wykonujących tego typu zadania. Być może go krzywdzę ale sposób wypowiadania się, tzw. głębia myśli wskazują, że wulkanem intelektu nie był. Dlatego rozbawiło mnie, gdy stwierdził, że "analizował uzyskane informacje". Poza tym wyłania się przygnębiający obraz braku nadzoru nad tym co robi ze strony przełożonych w policji. Daj nam boże jak najmniej takich obrońców i stróżów prawa. Oczywiście podejrzewam, że część jego opowieści jest mocno podkolorowana na potrzeby promocji książki, to akurat rozumiem.

  • sceptyk2009

    Oceniono 71 razy 65

    ...jak na pracownika - nawet byłego - specsłużb
    p.Pieczonka za dużo gada, gada i gada.
    Może to mieć dla niego niemiłe konsekwencje,
    im ciszej wokół działalności specsłużb, tym lepiej
    dla tych służb i ich pracowników - byłych i obecnych.
    A Patryk Vega na tej "współpracy" zapewne kosi
    niemałe pieniądze wykorzystujac niefrasobliwość
    tego gaduły - agenta.

  • popijajac_piwo

    Oceniono 104 razy 62

    Kolejny osiedlowy Seba. Powienien ganiać w tych ciuchach patriotycznych...

  • Ricco Pingwin

    Oceniono 51 razy 43

    Mitoman ale najlepszy jest 5 dniowy kurs pracy operacyjnej. W Legionowie trzeba było kiedyś 3 lata się tego uczyć. Teraz 5 dni. No i ten tekst - was zawodowo uczyli kłamać. To jest zwykły "stuk" [kto zna to zrozumie] kapował w woju, a jak wyszedł poszedł do milicji i dalej kapował, a nie żaden śpioch. No i moim zdaniem Papałę zabili Nerdowie a Pershinga elfy.

  • micki11

    Oceniono 55 razy 43

    Zwykły kierowca z wydziału kryminalnego, który nie prowadził nigdy dochodzenia uchodzi za eksperta , bosze gdzie my są ? A jakie mitomańskie przygody ? Pusty śmiech człowieka ogarnia. Vega nie dał się na to nabrać, jest taki sam mitoman i tyle.

  • takinikt

    Oceniono 51 razy 39

    Wytrzymałem do 1/3 wywiadu. Pierwsze, co mnie uderzyło: grupa sprawiedliwych, która przygotowywała zmianę władzy, a on do niej należał/należy - dzięki serdeczne za taka grupę i za dobrą zmianę. Jeśli to prawda, to za to mu się należy wygnanie z kraju, który tak kocha. Banicja dla ćwoka.
    Ogólnie strasznie mizerny wizerunek policji, wojska i służb - jakby najgorsze bydło się tam pchalo. Facet nie radził sobie z tabliczką mnożenia, ale dobrze wytrzymał fale w wojsku, to z niego szpiega zrobiono - no peknę ze śmiechu. Akurat trochę wiedzy mam i wiem, że kontrwywiad w PRL interesował się owszem ale ludźmi o mocnym charakterze i inteligencji, którzy znali języki i mieli studia. Nikt głąba by nie werbował.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX