Jan Gołębiowski

Jan Gołębiowski (fot. archiwum prywatne)

wywiad gazeta.pl

Profiler kryminalny: Najczęstsze narzędzie zbrodni w Polsce? Nóż kuchenny. Rzadziej siekiera. W USA - broń palna

Czyny seryjnych przestępców, choć odrażające, często wzbudzają ciekawość społeczeństwa. Profiler kryminalny Jan Gołębiowski zajmuje się nimi zawodowo. - Do stworzenia profilu sprawcy bardzo dużo wnosi studium ofiary. To ona zaspokaja potrzeby sprawcy, trzeba tylko odkryć jakie - mówi.

Kiedy po raz pierwszy sporządzono wiarygodny profil przestępcy?

- Przy sprawie Kuby Rozpruwacza, który napadał i brutalnie mordował prostytutki w Londynie w XIX wieku, przygotowano charakterystykę sprawcy, którą dzisiaj nazwalibyśmy profilem. Różniła się ona oczywiście od współczesnych profili, między innymi stylem, jakim została napisana, oraz sposobem prowadzenia analizy. Przyjmuje się jednak, że było to jedno z pierwszych tego typu opracowań - lekarz chirurg, psychiatra i bakałarz sporządzili portret psychologiczny i społeczny nieznanego sprawcy serii zabójstw. Niestety, z uwagi na to, że sprawcy nigdy nie udało się ująć, profil nie został ostatecznie potwierdzony.

Współczesne profilowanie łączy się przede wszystkim z działalnością amerykańskiego psychiatry J. Brussela, który sporządził portret psychologiczny "Szalonego Bombowca", czyli Georga Metesky'ego a potem "Dusiciela z Bostonu", którym okazał się Albert DeSalvo. Brussel konsultował również sprawę "Wampira z Zagłębia", za którego został uznany Zdzisław Marchwicki. Profiler analizował działanie sprawcy i na tej podstawie sporządzał charakterystykę psychologiczną i społeczną. W przypadku "Szalonego Bombowca" podał nawet możliwy ubiór, jaki preferuje sprawca, i okazało się to bardzo trafne. Następnie profilowaniem zajęli się agenci FBI - Ressler i Douglas. Wtedy nabrało to współczesnego wyglądu.

Jan Gołębiowski (fot. Anna Rychlicka-Karbowska)Jan Gołębiowski (fot. Anna Rychlicka-Karbowska)

A jak profilowanie kryminalne wygląda dziś? Można się tego samodzielnie nauczyć?

- Jest to przede wszystkim narzędzie śledcze, które ma pomóc policjantom i prokuratorom w stworzeniu portretu przestępcy i wytypowaniu sprawcy. Można się tego nauczyć z literatury, jeżeli chodzi o teorię, albo w zagranicznych szkołach i od innych profilerów. Ja bardzo cenię sobie Brenta Turveya z San Diego i profesora Cantera z Wielkiej Brytanii. Można nawet odbyć kurs przez internet. Profilowania uczą specjalistyczne ośrodki dla policjantów. Również w Polsce organizowane są kursy i szkolenia przez podmioty prywatne i akademickie. Sam prowadzę szkolenia w tym zakresie. Zapisuje się na nie bardzo dużo chętnych.

Podejrzewam, że nie każdy się do tego nadaje. Jakie cechy powinien posiadać dobry profiler?

- Przede wszystkim powinien myśleć analitycznie, być skrupulatnym i szczegółowym w rozbieraniu przestępstwa na czynniki pierwsze. W tej pracy należy być obiektywnym i nie przykładać własnych wyobrażeń do przestępstwa, jakim się zajmujemy. Skuteczny profiler powinien mieć otwarty umysł i unikać stereotypów. Doświadczenie w tym zawodzie jest niezmiernie istotne.

Gdzie pan zdobywał praktykę?

- Pod koniec studiów psychologicznych byłem pewien, że chcę zajmować się profilowaniem sprawców i zacząłem od przeczytania wszystkiego, co było dostępne na rynku. Wtedy była to przede wszystkim literatura anglojęzyczna, polskich opracowań prawie nie było. Spotkałem się także z doświadczonym profilerem dr. Szaszkiewiczem z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, a potem z komisarzem Bogdanem Lachem, pierwszym współczesnym profilerem policyjnym. Udało mi się nawiązać kontakt również z Brentem Turveyem z USA, którego podręczniki najbardziej cenię. Te spotkania bardzo mnie zainspirowały, ale cały czas odczuwałem potrzebę zdobycia doświadczenia.

Po kilku latach szczęście się do mnie uśmiechnęło, bo zadzwonił kolega ze studiów - policjant, który pracował wtedy przy sprawie seryjnych napadów na stacje benzynowe. To było moje pierwsze zlecenie, a po roku konsultowania spraw zaproponowano mi pracę na pełny etat w policji. Zacząłem zdobywać doświadczenie, pełniąc obowiązki psychologa policyjnego. Po kilku latach, gdy wprowadzono zmiany organizacyjne, uniemożliwiające pracownikom cywilnym zajmowanie się profilowaniem, odszedłem z policji. Mając już praktykę udało mi się wpisać na listę biegłych przy Sądzie Okręgowym w Warszawie. Obecnie wykonuję profile właśnie jako biegły.

Mapa przedstawiająca miejsce dokonania siedmiu pierwszych morderstw przypisywanych Kubie Rozpruwaczowi (fot. Ordnance Survey / wikimedia.org / public domain)Mapa przedstawiająca miejsce dokonania siedmiu pierwszych morderstw przypisywanych Kubie Rozpruwaczowi (fot. Ordnance Survey / wikimedia.org / public domain)

Ilu jest profilerów w Polsce?

- Około trzydziestu. Większość z nich to psychologowie policyjni, zatrudnieni w sekcjach lub wydziałach psychologicznych. Są również profilerzy, którzy jednocześnie są policjantami. W Polsce profilowanie to coraz bardziej doceniana usługa. Profiler może pomóc śledczym.

W jaki sposób?

- Profilerzy są angażowani do spraw, które tradycyjnymi metodami trudno rozwiązać, w których widać psychopatologię sprawcy, jak na przykład przestępstwa na tle seksualnym. Często są to tak zwane "sprawy trudne". Jestem zatrudniany najczęściej przez prokuraturę, następnie przez policję, a nawet sądy. Zdarza się też, że opiniuję z drugim biegłym lub biegłą. Praca w zespole przynosi często lepsze efekty.

Na jakich materiałach pracuje profiler?

- Wszystko zależy od sprawy. Zawsze dokładnie zapoznaję się z aktami. Mogą to być materiały archiwalne, jak i bieżące. Zdjęcia, protokoły, filmy wideo. Korzystam również z zasobów internetowych, map, możliwości podglądu ulicznego. Zawsze jednak staram się pojechać na miejsce przestępstwa, nawet jeżeli sprawa jest z tzw. Archiwum X, czyli od długiego czasu niewyjaśniona i od popełnienia przestępstwa minęło wiele lat. Trudno jest stworzyć profil sprawcy, jeżeli dysponujemy małą ilością informacji. Bardzo dużo wnosi studium ofiary, gdyż to ona zaspokaja potrzeby sprawcy, trzeba tylko odkryć jakie.

Jak długo trwa sporządzanie portretu nieznanego sprawcy?

- Bardzo różnie, od kilku dni do kilku miesięcy, a czasami nawet lat. Parokrotnie pracowałem pół roku lub blisko rok nad jakąś sprawą, oczywiście w tym samym czasie zajmowałem się też innymi obowiązkami zawodowymi.

Zdarza się również, że wracam do jakiejś sprawy po latach. Niedawno miałem przypadek powrotu do profilu po blisko dziewięciu latach od jego sporządzenia. Dotyczyło to zabójstwa mężczyzny na przystanku tramwajowym. Nieznani sobie mężczyźni (ofiara i sprawca) pokłócili się przy wychodzeniu z tramwaju i jeden z nich zaatakował drugiego nożem, zabijając go na miejscu. Spotkanie było przypadkowe, więc analiza wiktymologiczna nic nie wniosła. Opinia zawierająca profil sprawcy zajmowała dwie i pół strony, więc bardzo mało. Skorzystałem wtedy z wnioskowania indukcyjnego, czyli przełożenia pewnych prawidłowości z innych podobnych przypadków. Wnioskowanie indukcyjne opiera się na innych zasadach niż wnioskowanie dedukcyjne. Korzysta się przy tym z pewnych uogólnień i generalizacji. Profil, który przygotowałem, okazał się zadziwiająco trafny, chociaż bezpośrednio nie przyczynił się do wykrycia sprawcy. Ale był pomocny i przestępca niedługo stanie przed sądem.

Od czego zaczyna pan tworzenie portretu sprawcy? Jakie pytanie pada jako pierwsze?

- Zaczyna się zawsze od sprawdzenia tego, co się stało. Podstawą analizy są dane kryminalistyczne, czyli wszystkie ślady. Następnie analizuję wszystko, co dotyczy ofiary. Kolejne pytanie, jakie sobie zadaję, to: dlaczego? Próbuję odkryć motywację, jaką mógł kierować się sprawca. Czy była to motywacja emocjonalna, czyli rozładowanie nagromadzonych negatywnych emocji, czy może motywacja ekonomiczna, zwana również przestępstwem rabunkowym. W psychologii kryminalnej często spotykamy się także z motywacją seksualną, a czasami i psychopatologiczno-urojeniową, kiedy sprawca okazuje się być osobą chorą psychicznie.

Która sprawa szczególnie zapadła panu w pamięć?

- Kilka spraw jest wyjątkowych. A pamiętam chyba większość, którymi się zajmowałem. Zwłaszcza te, które do dzisiaj nie zostały rozwiązane. Na przykład sprawa martwej dziewczyny znalezionej w łóżku z zaklejoną taśmą twarzą. Udusiła się. Do dzisiaj nie wiadomo, czy ktoś ją zabił, czy może popełniła samobójstwo.

Oprócz tego pamiętam wymuszenia rozbójnicze - sprawca wysyłał do pewnej firmy listy z żądaniem okupu, grożąc aktem terroru kryminalnego. Listy były bardzo "kwieciste" w formie, autor używał bardzo wyszukanego słownictwa, przejawiał dużo ironicznego humoru. Plan działania, jaki przyjął, był bardzo "filmowy", np. zrzucanie paczki z okupem z lecącej awionetki. Sprawca został zatrzymany i mogłem z nim porozmawiać. Zapytał się mnie w pierwszych minutach rozmowy, czy czytałem wspomnienia brytyjskiego profilera Paula Brittona, pokazując w ten sposób, że zna się na profilowaniu. Sprawca był barwną postacią, więc zapadł mi w pamięć. Kiedy żegnałem się z nim, powiedział: - Mam nadzieję, że byłem ciekawym przypadkiem w pana karierze. Zdecydowanie miał rację.

Przesłuchanie (fot. policja.pl)Przesłuchanie (fot. policja.pl)

Brzmi jak scena z kryminału.

- Nie czytam kryminałów, czasami oglądam tego typu filmy. Wielokrotnie przekonywałem się o tym, że życie zawsze pisze najlepsze scenariusze. To, co jest przedstawiane w popkulturze, jest często nudne i nienaturalne.

Ale pewnie śledzi pan to, co się dzieje w mediach. Ostatnio głośno było o Kajetanie P. Co może o przestępcy powiedzieć rozczłonkowanie ciała ofiary?

- Myślę, że przypadek Kajetana P. został przez media rozdmuchany. Tragiczna jest śmierć młodej kobiety, która miała całe życie przed sobą. Ją powinniśmy pamiętać, a nie jej zabójcę. Ofiary na ogół są bezimienne, a sprawcy stają się celebrytami.

Rozczłonkowywanie ciała nie jest czymś niespotykanym w kryminalistyce. Najczęściej jest to wykonywane w celu ułatwienia sprawcy pozbycia się, ukrycia lub przewiezienia zwłok ofiary. Badania psychologów i psychiatrów pokażą, czy sprawca jest zdrowy psychicznie, czy np. posiada zaburzoną osobowość.

Podobna linia obrony była stosowana w sprawie Zuzanny M. i Kamila N., którzy zabili rodziców chłopaka. Zbrodniarze często działają w parach?

- Tak, obecność bliskiej osoby potrafi działać "motywująco", dwoje sprawców często eskaluje stopień przemocy poprzez wzajemne oddziaływanie na siebie. Historia zna wiele przykładów duetów seryjnych morderców. Małżeństwo Westów w Anglii, Karla Homolka i Paul Bernardo w Kanadzie, Ian Brady i Myra Hindley, John Allen Muhammad i Lee Boyd Malvo, czyli "Snajperzy z Waszyngtonu" - można by długo wymieniać.

Wiadomości o seryjnych mordercach śledzi zwykle wiele osób, sprawą Kajetana P. interesowała się cała Polska.

- Te przypadki zainteresowały dziennikarzy i media, zostały uwypuklone i pokazane szerokiemu gronu odbiorców. Znam wiele spraw bardziej przerażających i niebezpiecznych, tylko przemknęły one niezauważone. Na przykład dwa podwójne zabójstwa starszych osób w Legnicy w zeszłym roku. A zabójstwa dokonane przez Kajetana P., Zuzannę M. i Kamila N. przyciągają uwagę, gdyż zostały popełnione przez tzw. "porządnych" ludzi, którzy wcześniej nie wykazywali patologicznych zachowań. Myślę, że to właśnie ten kontrast budzi zainteresowanie otoczenia.

Kajetan P. w rękach polskiej Policji. Funkcjonariusze ścigali go aż do Malty, gdzie wpadł w och ręce (fot. policja.pl)Kajetan P. w rękach polskiej Policji. Funkcjonariusze ścigali go aż do Malty, gdzie wpadł w och ręce (fot. policja.pl)

Na pozór normalna osoba może okazać się zbrodniarzem? Co o tym decyduje?

- Część sprawców przestępstw funkcjonuje prawidłowo i otoczenie bywa zaskoczone ujawnieniem zbrodniczej działalności danej osoby. Tak jak wcześniej wspomnieliśmy Kajetana P. czy nastolatków z Rakowisk.

Podobnie było z zabójcą "z ogłoszenia", który w Warszawie zamordował dwie osoby. Spotykał się z ofiarami pod pretekstem obejrzenia mieszkania wystawionego na sprzedaż. W grudniu ubiegłego roku został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Jeżeli chodzi o jego przeszłość, to miał jedynie mandaty za przekroczenie dozwolonej prędkości. Jego rodzina nie mogła i pewnie nadal nie może uwierzyć, że ich syn, mąż, ojciec okazał się w zasadzie seryjnym mordercą.

Czy da się ocenić, czy dana osoba ma skłonności do popełnienia zbrodni?

- Specjaliści z FBI uznają sprawcę za seryjnego, kiedy zabije co najmniej trzy ofiary. Jeżeli chodzi o seryjnych morderców, to można przytoczyć tzw. triadę MacDonalda - mimowolne moczenie się, fascynację ogniem, znęcanie się nad słabszymi (często są to zwierzęta). Triada nawiązuje do analizy biografii socjopatów; okazuje się, że prawie wszyscy mają takie trzy przypadłości, więc istnieje prawdopodobieństwo, że jeżeli u kogoś występują, to ma on potencjał do stania się seryjnym zabójcą.

Zaburzenia mechanizmów kontroli - impulsywność, nadużywanie alkoholu lub innych środków odurzających - to czynniki ryzyka. Niestety, nie da się przewidzieć, czy ktoś stanie się przestępcą, czy nie. Oprócz cech osobowości bardzo dużą rolę odgrywa sytuacja życiowa przyszłego sprawcy, która popycha go do popełnienia zbrodni. Choć osoby z "wyżyn społecznych" również popełniają przestępstwa. Przypomnijmy chociażby sprawę adwokata z Białegostoku, który zamordował swoją aplikantkę, a przy okazji partnerkę życiową (Maciej T. pochodził ze znanej prawniczej rodziny, sąd skazał go na 25 lat pozbawienia wolności - przyp. red.).

Jaki typ seryjnego przestępcy jest "najgorszy"?

- Większość spraw jest okrutna, bo zawsze cierpi w nich człowiek. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem licytowania się, która sprawa jest bardziej brutalna. Czy chodzi o ilość zadanych ciosów? Wybór narzędzia zbrodni? Co jest straszniejsze - użycie noża, siekiery czy młotka? Czy wybór ofiar? Zabójca kobiet, zabójca dzieci czy osób starszych - kto jest większym zbrodniarzem? Rozmawiamy tutaj o prawdziwych dramatach i tragediach ludzkich. Oprócz pamięci o ofiarach pamiętajmy o ich rodzinach, które przeżywają piekło na ziemi po stracie bliskiego.

Spotyka się pan z rodzinami ofiar?

- Czasami tak, ale rzadko przychodzę do miejsca, gdzie ofiara mieszkała. Spotkania z rodzinami zawsze są poruszające, ponieważ człowiek spotyka się z bólem i tragedią osób w żałobie. Są to najbardziej emocjonalne momenty w pracy profilera.

Wyrok w sprawie morderstwa w Rakowiskach (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)Wyrok w sprawie morderstwa w Rakowiskach (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Wróćmy jeszcze do profilów. Jakich narzędzi najczęściej używają sprawcy?

- W Polsce jest to nóż kuchenny, często również siekiera. W USA to broń palna. 

Pewnie są to doskonale zaplanowane działania.

- Część sprawców planuje swoje działania, lecz większość działa impulsywnie. Hannibal Lecter nie jest postacią realną, na całe szczęście. Kiedy sprawca działa pod wpływem chwili, często popełnia błąd, który pozwala go schwytać.

Czy stworzył pan kiedyś profil kobiety - seryjnej morderczyni?

- Seryjnych morderczyń jest bardzo mało, tego typu sprawcy to na ogół mężczyźni. W swojej pracy raz miałem do czynienia z kobietą psychopatką, która mogła stać się seryjną zabójczynią. Na szczęście skończyło się na jednej ofierze. Trzydziestolatka zamordowała w tym roku starszego mężczyznę, aby przejąć kilka mieszkań w centrum Warszawy. Wciągnęła do współpracy dwoje bardzo młodych ludzi, manipulowała otoczeniem, traktowała wszystkich jak instrumenty w swojej egoistycznej grze.

Motywy działań kobiet i mężczyzn są w sumie podobne. Często jest to odreagowanie frustracji, chęć zysku, rozładowanie napięcia przez nagły wybuch emocji. Kobiety w odróżnieniu od mężczyzn nie zabijają z motywów seksualnych. W kryminologii opisano dosłownie kilka tego typu sprawczyń i do końca nie wiadomo, czy rzeczywiście motywacja seksualna była dominująca.

Spotkał pan kiedyś przestępców, których pan wcześniej opisał? Jakie to uczucie spojrzeć takiej osobie w twarz?

Tak, miałem kilkukrotnie okazję spotkać sprawcę, którego profil sporządzałem. Jest to bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ można zweryfikować swoją opinię i wyciągnąć wnioski na przyszłość, co zrobić lepiej przy kolejnej sprawie. Uczucie, jakie temu towarzyszy, to ulga, że ta osoba jest w rękach wymiaru sprawiedliwości i nie wyrządzi już nikomu więcej krzywdy, a także świadomość, że poniesie konsekwencje swoich działań. Jeżeli profil pomógł śledczym, to odczuwam również satysfakcję z dobrze wykonanej roboty.

Wywiad opublikowaliśmy po raz pierwszy w 2016 roku.

Jan Gołębiowski. Absolwent Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, ukończył również studium podyplomowe dla biegłych sądowych na Uniwersytecie Śląskim, a także kurs w Stowarzyszeniu Psychologów Sądowych w Polsce dotyczący opiniowania na potrzeby procesowe. W latach 2005 - 2008 pracował jako psycholog w Sekcji Psychologów Komendy Stołecznej Policji. Od 2004 roku prowadzi zajęcia fakultatywne w SWPS. W lipcu 2010 r. założył Centrum Psychologii Kryminalnej. Występuje w roli biegłego sądowego, jest wpisany na listę biegłych w Sądzie Okręgowym w Warszawie.

Magdalena Linke. Historyk sztuki, studentka prawa na Uniwersytecie Warszawskim i brytyjskiego prawa w British Law Center, University of Cambridge. Założycielka portalu o prawie, biznesie i modzie Sezon Mag. Uczestniczka warsztatów Fashion Writing i laureatka głównej nagrody Kick into Fashion Industry na festiwalu Art & Fashion by Grażyna Kulczyk w Poznaniu. Pracowała w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Desie Unicum S.A. i magazynie "Art & Business". Publikuje na łamach "Zwykłego Życia", "Fashion Magazine", "Label", "Elle" i vumag.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Komentarze (21)
Zaloguj się
  • tinorossi

    Oceniono 34 razy 32

    Ciekawy, ale bardzo trudny zawod. Życ na codzien "wsrod" zabojcow i bandytow, analizowac ich motywacje i zachowania, to ciezki kawalek chleba. Podszewka zycia/ ciemna strona zycia, o ktorej przecietny obywatel niewiele wie.

  • e.olsen

    Oceniono 23 razy 11

    > portret psychologiczny „Szalonego Bombowca”

    Ja bym go nazwał "bombiarzem" albo "bomberem". "Bombowiec" ma jednak inne znaczenie w języku polskim i oznacza samolot wojskowy, ale dziennikarz w końcu wie lepiej...

  • popijajac_piwo

    Oceniono 4 razy 4

    Widać, że społeczeństwo o raczej niskim ilorazie inteligencji. Gdyby byli mądrzejsi załatwiali by innych samochodem ("ciemno było, on szedł nieoświetlonym poboczem") albo strzelbą myśliwską ("ciemno było, myślałem, że dzik")...

  • gandalph

    Oceniono 1 raz 1

    "Najczęstsze narzędzie zbrodni w Polsce? Nóż kuchenny. Rzadziej siekiera."

    Zakazać sprzedaży noży i siekier. A może łomy? Też zakazać. A może kije? Zakazać sprzedaży kijów...

  • tece92a

    Oceniono 5 razy 1

    Gdzie kształcą na profilera w Lotto?

  • kontest_two

    Oceniono 5 razy 1

    Piszecie, że w Polsce nóż a w USA broń palna. Mam pytanie: jaki jest wskaźnik zabójstw w Polsce i w USA? Czy na 10 tysięcy mieszkańców częściej idą w ruch noże w Polsce czy strzelby w USA?

  • taktojahhh

    0

    Funkcjonariusz potrafi za to nieźle zaskoczyć strzelając z artykułu 231

  • anca38

    0

    Do prac kuchennych używam trzech noży Gerlach. Jeden, średniej długości do mięsa, drugi, długi z zaokrąglonym końcem, cienki i elastyczny do wszelkiego pieczywa, trzeci nieduży do wszelkich prac - od krojenia niewielkich kawałków mięsa, warzyw, do ryb a także do drobnych prac gospodarskich, bo kroi wszystko. Dwa pierwsze mają drewniane rękojeści, ten trzeci - nóż wszechrzeczy - ordynarną rękojeść plastikową, ale nie wyobrażam sobie jego braku w mojej kuchni. Oczywiście są one ostrzone w miarę potrzeby od ponad czterdziestu lat, bo nabyłam je, kiedy zamieszkałam we własnym mieszkaniu. Mam jeszcze tasak - cienki, którego używam do krajania cebuli, koperku,natki. Wszelkie nowości nie wytrzymują porównania z tymi trzema starymi, sprawdzonymi nożami. W większości są twarde, mają grube klingi.

  • nino.rota

    Oceniono 1 raz -1

    Nóż? Istotnie. Ryszard C. sympatyk PO zabil w Lodzi dzialacza PiS za POmoca noża...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX