Fot. Patryk Karbowski

Fot. Patryk Karbowski (Fot. Patryk Karbowski)

wywiad gazeta.pl

Miasto w połowie drogi. 'Dwie Polski: A i B tak wspaniale się w nim mieszają'

Takich miast jest w Polsce wiele. Ani duże, ani małe. Ratusz, kamienice, bloki i marzenia mieszkańców. Fotograf Patryk Karbowski na swoich zdjęciach uchwycił typowe polskie miasto średniej wielkości - w pół drogi między tradycją a nowoczesnością. A nam o nim opowiedział.

Powiedz mi, co to za miasto, nie podając jego nazwy. Tak, jak nie podajesz jej w swojej książce „Halfway”.

- To jest miasto, które idealnie reprezentuje setki małych i średnich polskich miast: jest tak podobne do innych, że ludzie, którzy widzieli zdjęcia, mówili mi, że wygląda jak ich rodzinna miejscowość. W mojej książce nie ma opisów pod zdjęciami. Równie dobrze mógłbym zrobić te zdjęcia w każdym innym podobnej wielkości mieście w Polsce.

No to jakie jest polskie małe lub średnie miasto A.D. 2016?

- Stoi w pół drogi między Nowym a Starym.

To znaczy?

- Jest wizualnie średnie, bez większych charakterystycznych obiektów. Geograficznie jest położone na nizinie - polski klasyk. Są niby jeziora i lasy, ale Mazury to to nie są. Ma historię jak wiele takich miejscowości w Polsce: była komuna - był przemysł. Komuna upadła, przemysł wraz z nią. W tym przypadku był to przede wszystkim przemysł chemiczny. Dziś części z tych fabryk już nie ma.

(fot. Patryk Karbowski)(fot. Patryk Karbowski)

A jest praca?

Dzięki dofinansowaniu z UE buduje się dużo nowych budynków, powstają małe firmy. Coś się zmienia. Młodzi tworzą miejscową klasę średnią, mają aspiracje. Tyle, że sporo ludzi wyjechało. Tak jak z wielu innych, podobnych miast. Spośród moich znajomych niewielu jeszcze tam zostało.

Czyli to jest twoje miasto? Z niego pochodzisz?

- Tak. Mogłem albo objechać Polskę dookoła, albo zacząć od miejsca, które znam. Zdecydowałem się opowiedzieć o jego specyficznej społeczności.

Jakiej?

- Lokalnej. Tutejszej. „Swojej”. Tu zostali ludzie, którzy jedną nogą stoją w tradycji, drugą - w nowoczesności. Stąd nazwa mojego  projektu „Halfway”, czyli „W pół drogi”. Są w nim inwestycje, są fundusze z Unii, budujemy drogi, powstają nowe budynki, odnawiamy stare. A z drugiej strony jest lokalna mentalność.

(Fot. Patryk Karbowski)(Fot. Patryk Karbowski)

Jaka jest ta lokalna mentalność?

- Bardzo, bardzo ciekawa. Masz wpływ świata zewnętrznego - nowe ciuchy, nowe samochody, nowe gadżety, remontowane budynki. Te pieniądze widać. Ale wszystko, co z tego „wielkiego świata” przychodzi, jest filtrowane przez wrażliwość, poglądy i przekonania mieszkańców. Ludzie są tu bardzo przywiązani do tradycji, i tak też tradycyjnie wychowują dzieci. Ważne są rytuały społeczne, gromadne uczestnictwo w imprezach miejskich.

Umówmy się, szeroko rozumiani „postępowcy” wyjechali. Załóż jakąś supernowoczesną firmę i spróbuj w moim mieście poszukać wykwalifikowanego pracownika. Rozumiesz? Nowoczesność do takiego miasta nie przypływa, ona skapuje, kroplami - tu nowe auta, tu ciuchy, tu gadżet. I z tym wszystkim idziemy na dożynki.

I co w tym złego?

- Absolutnie nic. Wszystko razem tworzy specyficzny koloryt miejsca będącego gdzieś w pół drogi. Nie wiadomo, co się z nim stanie, w którą stronę pójdzie. Bo takie na przykład nowe budynki są niby nowoczesne, ale jednak nie takie jak w Warszawie czy Gdańsku. W zamkniętych społecznościach wpływ z zewnątrz jest bardzo mocno filtrowany. Wychodzi zupełnie co innego.

Co wyszło w twoim mieście?

- Wyszła społeczność, która korzysta z nowinek technologicznych i unijnej kasy, ale wykorzystuje je do swoich celów. Lokalnych. Jeśli odnawiamy jakiś budynek, to malujemy go na wesołe pastelowe kolory. Jak bloki. Jest kasa na zorganizowanie święta - to zróbmy to lokalnie, z uwzględnieniem miejscowych tradycji i zwyczajów. Takie miasto potrafi całkiem fajnie zająć się samo sobą. Nie ma dużej potrzeby poszukiwania na zewnątrz nowych wzorców - zachowań, pracy, stylu, codziennego życia. Toczy się to wszystko utartym trybem. Po swojemu. Interesujemy się sobą. Na zabawy miejskie ściągamy lokalnych artystów, których ludzie lubią, wspieramy lokalne zarządzanie i lokalną przedsiębiorczość.

(fot. Patryk Karbowski)(fot. Patryk Karbowski)

To widok na rynek?

- A zauważyłeś, że ten widok wklejono na szybę?

Dlaczego?

- Właśnie. Autentyczny widok z okna został zaklejony oficjalnym miejskim widokiem. Bo gmach, w którym zrobiłem to zdjęcie, to urząd miejski. I masz ilustrację mentalności urzędników w tym mieście.

Jak z „Misia”.

- Dokładnie. Wszyscy aspirują wyżej, ludzie mają swoistą ambicję, w tych miastach sporo się zmienia. Ale jeśli jesteś ambitny, to z reguły starasz się przyglądać, uczysz się, jak inni coś robią. Tu - moim zdaniem - nie. Te miasta są hermetyczne. Ludzie chcą robić po swojemu.

Turniej gier komputerowych (fot. Patryk Karbowski)Turniej gier komputerowych (fot. Patryk Karbowski)

Co rozumiesz przez „swoje”?

- Dla mnie to „nienowoczesna nowoczesność”. Dla ludzi z tego miasta np. turniej gier komputerowych, czy świeżo postawiony budynek biurowy, są nowe. Ale wiemy, że nie są nowoczesne, bo to wszystko już ktoś wcześniej zrobił: większe, lepsze i za większe pieniądze. Ale równocześnie z perspektywy lokalnej to jest ważne i potrzebne.

Czyli tak, jak Polska w niektórych dziedzinach - w dużym uproszczeniu - jest nieco w tyle za największymi miastami Europy czy USA, tak to, co u nas jest już normą czy modą w największych miastach, trafia do mniejszych później, okrojone i przefiltrowane. Popatrz na to zdjęcie. Jeżeli zabierzesz ten nowoczesny ekran, cofniesz się w czasie o parę dekad.

(fot. Patryk Karbowski)(fot. Patryk Karbowski)

I to cię denerwuje, prawda?

- Tak. 5 proc. społeczeństwa pędzi do przodu, a pół Polski tak w pół kroku stoi. Ale może nie wszyscy chcą pędzić? Część chce zasuwać, a część chce mieć po prostu święty spokój. To jest właśnie takie miasto. Takie jest moje wrażenie, takie są moje odczucia po wielu, wielu rozmowach z ludźmi w moim mieście. Np. kiedy ja podrzucam jakieś pomysły, działania, spotykam się z reakcjami, które w pewnym sensie oznaczają, że lepiej, jak będzie fajnie, spokojnie i po swojemu.

Skąd to pragnienie robienia po swojemu, to szukanie i ochrona tożsamości?

- Dobre pytanie, zwłaszcza w miastach, które rozrosły się mocno dopiero po wojnie, gdy zawitał do nich przemysł. Ludzie byli przesiedlani, przybywali w dużych grupach. Aż tu nagle po latach 90. masz gwałtowny odpływ ludzi - za granicę i do większych miast. Może dlatego ludzie chcą chronić to, co uważają za swoje.

Kto w tym mieście został?

- Ci, którzy mieli ustabilizowane życie. Wyjechali ci, którzy albo nie mieli pracy, albo chcieli żyć inaczej. Po prostu wyjechali na studia i już nie wrócili. Jak ja. Przeprowadziłem się po maturze.

Ilu mieszkańców ma twoje miasto?

- Trochę ponad 100 tys. Choć szczerze powiem, że tego nie widać na ulicach. Ludzi jest na nich niewielu, mało jest też wyróżniających elementów urbanistycznych.

A gdybyś teraz wrócił? Miałbyś gdzie się pobawić, miałbyś z kim pójść do knajpy?

- Był taki moment, że nie miałbym. Nic się nie działo. Teraz dzieje się więcej.

(Fot. Patryk Karbowski)(Fot. Patryk Karbowski)

A co mówią ludzie na ulicach?

- Chętnie narzekają. Że ludzie nie tacy, że jest za biednie. że nie ma pracy, że musiałoby się coś zmienić, że mentalność nie ta, że brak im szerszych perspektyw. Sami widzą, że trzeba coś z tym zrobić, ale nie zawsze idą za tym czyny. Jak w całej Polsce: klnie się na polityków, ale mało się robi, żeby ich zmienić. Narzekają więc trochę na siebie samych i dalej funkcjonują w stanie zawieszenia.

Jak stykasz się z taką zamkniętą społecznością, np. przyjeżdżasz pierwszy raz do takiego miasta, to jesteś nowy. Obcy. Inny. Nikt cię za bardzo nie rozumie. Musisz to przeczekać, ten okres, gdy pewnych mechanizmów nie rozumiesz. Ja byłem w o tyle lepszej sytuacji, że robiąc te zdjęcia miałem do kogo się odezwać. Jakbym pojechał do innego miasta, np. do Rzeszowa, Słupska, Koszalina, Leszna, Nowego Sącza - byłbym takim obcym właśnie.

W Nowym Sączu mieszka ponad stu milionerów. Za trzydzieści pięć lat tylko dwa polskie miasta będą mogły poszczycić się wzrostem liczby mieszkańców. Warszawa i... Rzeszów. Czy sądzisz, że twoje miasto ma szansę, właśnie jak Rzeszów, wykonać taki skok?

- Potencjał jest. Pytanie, kto tam wróci? Bo bez powrotu licznej grupy ludzi, którzy posmakowali innego świata, wszystko będzie się dalej toczyć swoim tempem.

Takim jak tu?

(fot. Patryk Karbowski)(fot. Patryk Karbowski)

- To kolejka po mięso. A w tle znak rozpoznawczy wielu miast podobnych do mojego - pastelowe bloki. Wychowałem się w takim blokowisku, tylko, że w lesie, była w nim cisza i spokój. Robiąc zdjęcia nie szukałem konkretnych ludzi czy miejsc. Dlatego, mam nadzieję, udało mi się zrobić zdjęcia uniwersalne, pokazujące Polskę, a nie tylko to jedno miejsce.

Wiesz, w tym mieście była kiedyś duża fabryka farb. Kiedy upadła, wielu ludzi poszło na bruk. Do dziś w mieście jest bardzo wysokie bezrobocie - 18,9 proc. Ale są sygnały zmian. Ci dwaj panowie to rodzący się biznes.

(fot. Patryk Karbowski)(fot. Patryk Karbowski)

Jest tu przestrzeń dla nowych firm?

- Jest. Dla małego i średniego biznesu. Są tanie lokale do wynajęcia. Ale każde z tych zdjęć to pewien symbol. Takich małych firm, jak ta przez nich prowadzona, jest całkiem sporo. Są też inkubatory przedsiębiorczości. Długie lata największym miejscowym biznesmenem, lokalnym milionerem, był szef DGS-u - firmy produkującej metalowe nakrętki. Prosty, zwyczajny przemysł. A teraz są zmiany - ci dwaj akurat są z branży informatycznej.

A to?

(fot. Patryk Karbowski)(fot. Patryk Karbowski)

- To jest Galeria Bezdomna, czyli taka, do której ludzie sami przynoszą swoje zdjęcia. Ta pani to miejscowa bibliotekarka. Zobacz, jakie zdjęcia ludzie przynieśli. A jest ich sporo.

Kwiatki, pieski, radosne widoki...

- Właśnie! Czyli to, co ludzi obchodzi. To jest ich widzenie fotografii. Chcą uwieczniać to, co jest dla nich najbliższe, najważniejsze, ukochane. Zobacz, ten pan to operator lokalnej telewizji. To ważne zdjęcie.

Dlaczego?

- Właśnie wtedy, gdy fotografowałem ich, używających nowoczesnego sprzętu do filmowania czegoś miejscowego, lokalnego, nienowoczesnego, wpadłem na pomysł całej książki fotograficznej. Bardzo lubię oglądać tę lokalną telewizję, bo przywraca mi właściwą perspektywę. Wiesz, z jednej strony moje środowisko obecne, artystyczne, fotografia, „ą-ę” i „bułkę przez bibułkę”, a tam chodnik krzywy, a tam psa ukradli. I to jest tak naprawdę istotne dla ludzi.

Bardzo trudno wydawać o małych miastach jednoznaczne sądy. Tam zachodzą bardzo skomplikowane procesy. Ja uchwyciłem na zdjęciach tylko część z nich, ich fragmenty. Nie dzielę Polski na A i B, bo chociażby w moim mieście te dwie Polski się tak wspaniale, genialnie mieszają.

(fot. Patryk Karbowski)(fot. Patryk Karbowski)

A skąd ten supersamochód?

- Była miejska impreza, m.in. wyścig starych aut dookoła hali. Na tym zdjęciu jest sukces - ktoś się dorobił i może sobie kupić fajny samochód, a miasto i zawodnicy klubu sportowego też osiągnęli sukces i mamy piękną halę.

A w co grają w tej hali?

- W kosza.

Koszykarski sukces w małym mieście. Włocławek?

- Tak.

Okładka książki fotograficznej Patryka Karbowskiego Okładka książki fotograficznej Patryka Karbowskiego "Halfway"

Rozmowa została przeprowadzona dzięki uprzejmości organizatorów Fotofestiwalu w Łodzi. Tegoroczny Fotofestiwal odbędzie się w dniach 9-16 czerwca w Centrum Festiwalowym ART-Inkubator, ul. Tymienieckiego 3 w Łodzi. Będzie można na nim zobaczyć m.in. zdjęcia z projektu Halfway - autor jest finalistą Grand Prix festiwalu.

Patryk Karbowski. Fotograf, wykładowca Akademii Fotografii w Warszawie. Finalista i laureat wielu polskich i międzynarodowych konkursów fotograficznych, autor trzech książek. Najnowsza, „Halfway” (wyd. Instytut Kultury Wizualnej), opowiada o średniej wielkości mieście w Polsce, które stoi „w pół drogi” między tradycją a nowoczesnością. Więcej na stronie artysty.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl, wcześniej w Dzienniku.pl i tygodniku „Newsweek”. Rozmawiał m.in. z Richardem Bransonem, Benjaminem Barberem, Robertem Biedroniem i prezydentem Andrzejem Dudą. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze i Instagramie. Gdy nie pracuje, chodzi po górach i robi zdjęcia.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (144)
Zaloguj się
  • lovepeacemusic

    Oceniono 143 razy 71

    Tę pastelozę, jak chorobę powinno się jakimiś lekami wyplenić. Brrrrr

  • wolny.kan.gur

    Oceniono 144 razy 50

    O wiele bardziej wolę bloki pastelowe niż goły brudny i zniszczony beton.
    Pojedź sobie panie artysto do dowolnego rosyjskiego albo ukraińskiego miasta i zobacz jakie tam są bloki - od samego patrzenia człowiek chce się powiesić.

  • janbar22

    Oceniono 65 razy 45

    "W takich miejscach mieszkają tysiące Polaków".
    W samym Szczecinie ok. 150 tys. ludzi mieszka w blokowiskach, czyli spokojnie można napisać, że w "takich miejscach" mieszkają miliony rodaków.
    Tak, tak, Gazeto, wiem, że to dla ciebie szok.
    Ps: tak rzadko w necie można znaleźć fotografie świata, który NA PRAWDĘ nas otacza...brawo dla Gazety za ich umieszczenie (i, rzecz jasna, dla fotografa).

  • sholay

    Oceniono 52 razy 32

    Wyborcza odkryła, że nie wszyscy w Polsce mieszkają w Miasteczku Wilanów.
    Przełom.
    &

  • dwa_szopy

    Oceniono 65 razy 31

    Włocławek wcale nie reprezentuje polskich średnich miast, tylko swoją brzydotą i urbanistyką wyolbrzymia wszystkie ich złe cechy.

  • hmmm11

    Oceniono 42 razy 28

    TO niestety prawda wystarczy pojechać na kaszuby i z tymi ludzmi porozmawiać ! Nic Nic nie robią by zmienić swój los ale Polacy niedobrzy, idz do Gierka da Ci cukierka i tylko czekają jak rodzina z niemiec zaprosi. Taki ich los nic nie robisz nic się samo nie zrobi

  • white_lake

    Oceniono 30 razy 26

    może trzeba ludziom pozwolić żyć po swojemu, a nie zmuszać do tego pędu, za szybko się to wszystko teraz kręci, przecież świat się zmienia tak czy inaczej, w małym, średnim czy dużym mieście, nie musimy dodatkowo cisnąć gazu do dechy, jeśli nie mamy ochoty
    pan chciał czegoś więcej, wyjechał, i bardzo dobrze, ale nie do końca podoba mi się jego protekcjonalne spojrzenie

  • lukki69

    Oceniono 42 razy 26

    ....przypudrowany PRL a nie nowoczesność....

  • Oceniono 24 razy 22

    Przeczytałam artykuł z perspektywy osoby urodzonej i wychowanej we Włocławku. Czytam i mam wrażenie, że czytam o mazurskiej wsi, a nie o moim rodzinnym mieście.
    Po liceum mieszkałam w Poznaniu, Toruniu, Warszawie i pomijając te ostatnią, w pozostałych miejscach nie odczuwałam szczegónego przeskoku.
    " Ratusz, kamienice, bloki " - serio ? nie kojarzę, aby życie toczyło się wokół Ratusza, a znajomych mieszkających w kamienicach z powodzeniem policzyłabym na palcach jednej reki.

    "Jest wizualnie średnie, bez większych charakterystycznych obiektów. Geograficznie jest położone na nizinie - polski klasyk. Są niby jeziora i lasy, ale Mazury to to nie są.
    No tak, Zalew Włocławski, jeziora, las otaczający miasto z każej strony, dwa rozległe parki to mało ?
    Oczywiście, gdyby ktoś spytal mnie o to, które z miast można nazwać kujawskim Sosnowcem czy tez Radomiem, z całym przekonaniem powiedziałabym, że jest to własnie Włocławek,
    jednak nie sposób ominąć kwestię reformy administracyjnej i tego, jak bardzo Włocławek stracił własnie przy podziale funduszy pomiędzy Toruniem i Bydgoszczą.

    Artykuł jest przejasrkawiony, wszedzie znajdę takich, którzy chętnie narzekają. Że ludzie nie tacy, że jest za biednie. że nie ma pracy, że musiałoby się coś zmienić, że przemysł upadł, że mało się dzieje,że nic nie zmienia,że gdzie indziej jest lepiej, że tamci mają
    łątwiej i że więcej.

    Generalnie skojarzenie po artykułe z kawałkiem Łony " Wyślij sobie pocztówkę".
    "
    Napisz tak:
    Tu żyć się nie da, tu nie da się mieszkać.
    Mało, że syf i bieda, to do tego depresja.
    Władza nie głaszcze, raczej myśli jak cię zarżnąć,
    a na przykład chodnik - krzywy. Proszę bardzo.

    Deszcze i grad, i burze,
    i nieuprzejmi tubylcy o ludożerczej naturze.
    Dla ducha rzeczy też nieciekawe:
    dwa teatry, jedno kino - no to nie chodzę nawet.

    Kotlet w knajpie dają na zimno.
    Brak zieleni. Gdzieniegdzie karłowata roślinność.
    Mężowie bez szans najmniejszych na zmianę losu,
    bowiem żony nie prasują tu koszul..."

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX