(fot. iStockphoto.com)

psychologia

Dziecko ''kartą przetargową'' dla rozwodzących się rodziców? Bywa, że to ono cierpi najbardziej

Ryzyko rozwodu zwiększa się dwukrotnie, jeśli jedno z małżonków wychowywało się w rodzinie niepełnej i trzykrotnie, jeśli oboje - mówi Katarzyna Książek, psycholożka i psychoterapeutka. Między innymi dlatego o rodzinę warto walczyć. Ale są takie sytuacje, w których rozstanie rodziców to najlepsze, co może spotkać dziecko.

Amerykańscy naukowcy, na przykład Judith Wallerstein, która przeprowadziła ponad 25-letnie badania dotyczące wpływu rozwodu na dzieci, zauważyli, że DDR mają wspólne doświadczenia i dotykają je podobne konsekwencje tych doświadczeń. Czy możemy mówić o syndromie DDR?

- Zjawisko jest badane zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie, gdzie co drugie małżeństwo kończy się rozwodem. W Polsce - co piąte, z tendencją zwyżkową w stronę co czwartego. Psychologowie zaczęli więc interesować się, jakie niesie to skutki. Na tym poziomie badań nie ośmieliłabym się jednak powiedzieć, że mamy do czynienia z syndromem. Nie ma jeszcze wypracowanej spójnej definicji DDR. Ta kwestia wymaga dalszych badań. Zobaczymy, co przyniosą w przyszłości.

W Stanach Zjednoczonych są prowadzone grupy wsparcia i terapia grupowa DDR. Wydaje się, że zjawisko to jest dość dobrze opisane.

- O ile mamy dobrze opisane skutki wychowywania się w rodzinach dysfunkcyjnych i alkoholowych, to jednak nie można powiedzieć tego o rodzinach rozbitych. Według amerykańskich badań, przytaczanych przez dziennikarza Richarda Corlissa w magazynie "Time", 25 procent dzieci rozwiedzionych rodziców przeżywa trudności emocjonalne i ma problemy z funkcjonowaniem społecznym. Dla porównania: w rodzinach pełnych jest to 10 procent. Natomiast około 75 procent dzieci rozwodników radzi sobie z tą sytuacją całkiem dobrze.

Corliss jest zdania, że kładzenie nacisku na sam rozwód odwraca uwagę od wewnętrznych zasobów dzieci, ich zdolności adaptacyjnych oraz sposobów, w jaki rodzice mogą pomóc im w poradzeniu sobie z tą sytuacją.

W Polsce co piąte małżeństwo kończy się rozwodem (fot. iStockphoto.com)W Polsce co piąte małżeństwo kończy się rozwodem (fot. iStockphoto.com)

W skali wydarzeń stresujących Thomasa Holmesa i Richarda Rahe'a rozwód jest na drugim miejscu, zaraz po śmierci współmałżonka.

- Co więcej, zarówno amerykańskie, jak i polskie badania pokazują, że dzieci niejednokrotnie potrzebują dużo więcej czasu na poradzenie sobie z tą sytuacją niż dorośli. W niektórych przypadkach może to trwać 10-15 lat, podczas kiedy u dorosłych około dwóch lat. Psycholodzy są zgodni, że zwykle jest to trudne wydarzenie dla całej rodziny. Wśród badaczy nie ma jednak spójnego stanowiska odnośnie do wpływu rozwodu rodziców na dorosłe życie dzieci.

Olbrzymie znaczenie dla wystąpienia i utrwalenia się zaburzeń mają natomiast okoliczności towarzyszące rozwodowi. A tutaj jest bardzo dużo zmiennych. To, czy rozwód będzie miał długofalowe skutki, zależeć może od relacji rodziców z dzieckiem zarówno przed rozstaniem, jak i po nim, od przebiegu rozwodu oraz warunków, w jakich dziecko później się wychowuje.

Kiedy rozwód jest dla dzieci najtrudniejszy?

- Porzucenie przez rodzica należy do tych najbardziej bolesnych konsekwencji rozwodu. Kiedy matka lub ojciec nie utrzymują z dzieckiem kontaktów, nie poświęcają mu uwagi, ono przeżywa utratę w sposób bardzo zbliżony do żałoby. Tęskni, czuje się odrzucone, jednocześnie pojawia się gniew związany z poczuciem bezradności oraz niepokój. Dzieci często też obwiniają się o rozstanie rodziców i szukają w sobie przyczyn tego stanu rzeczy. Myślą, że być może były niegrzeczne albo zrobiły coś złego i doprowadziły do tego, że rodzic przestał chcieć się z nimi widywać.

Porzucenie przez ojców, bo nadal najczęściej ojcowie po rozwodzie porzucają dzieci, u chłopców wiąże się z brakiem męskiego wzorca i może w przyszłości skutkować trudnościami w tworzeniu i utrzymaniu bliskich relacji. Dziewczynki w takiej sytuacji częściej w dorosłym życiu wchodzą w toksyczne związki albo znajdują starszego męża, który pełni rolę opiekuna, a nie partnera.

Dzieci gorzej znoszą rozwód także wtedy, gdy rodzice w sytuacji kryzysu udają przed nimi idealną rodzinę.

Chcą, żeby nie cierpiały z powodu ich problemów. Są przekonani, że w ten sposób je chronią.

- Dorośli zakładają maski, ale najczęściej dzieci widzą i czują, że coś jest „nie tak” w rodzinie, tylko nie wiedzą co. Wychowują się w podwójnym komunikacie. W rezultacie przestają ufać swoim uczuciom. Gdy dojdzie do rozwodu w takiej „idealnej rodzinie”, dziecko traci również zaufanie do rodziców, czuje się oszukane. W obliczu rozwodu doświadcza dysonansu poznawczego; nie wie, dlaczego rodzice się rozstali, przecież zapewniali, że wszystko jest w porządku, obwinia siebie. Bywa przesadnie grzeczne, bo wydaje mu się, że jak się postara, to tatuś wróci, a mamusia nie będzie zła. Jeśli z dzieckiem nie rozmawia się na ten temat, to poczucie winy może trwać wiele lat.

25 procent dzieci rozwiedzionych rodziców przeżywa trudności emocjonalne i ma problemy z funkcjonowaniem społecznym (fot. Pexels.com)25 procent dzieci rozwiedzionych rodziców przeżywa trudności emocjonalne i ma problemy z funkcjonowaniem społecznym (fot. Pexels.com)

Na ile i w jaki sposób dziecko włączyć w problemy dorosłych?

- Dziecko nie powinno być w nie włączane. Ważne jest jednak, aby było informowane o tym, że kłótnie i problemy rodziców nie są związane z nim. Niestety, rozstanie bywa tak emocjonalnie trudną sytuacją, że nawet uważni rodzice mogą popełnić wiele błędów.

Jakie jeszcze błędy rodzice popełniają?

- Nie rozmawiają z dziećmi, są zajęci sobą. Dzieci generalnie potrzebują dużo uwagi, a w sytuacjach kryzysowych jeszcze więcej. Ważne jest, żeby mówić dziecku, że rodzice się rozstają, ale to nie znaczy, że go nie kochają, że oboje nadal z nim będą, że ono jest dla nich ważne, że to nie jego wina. Pamiętajmy, że dziecku nie wystarczy powiedzieć tego raz, bo ono zapomni w natłoku wydarzeń, dlatego należy to powtarzać.

Zdarza się, że dziecko jest „kartą przetargową” dla rozwodzących się rodziców.

- Nastawianie dziecka przeciwko drugiemu rodzicowi skutkuje konfliktem lojalności - ono nie wie, po której stronie się opowiedzieć, czuje się rozdarte. Wywołuje to dużo negatywnych uczuć, z którymi trudno jest mu sobie poradzić. W efekcie może zacząć manipulować rodzicami, nie przestrzegać ustalonych przez nich zasad, oszukiwać. Żeby wybrnąć z konfliktu lojalności, często przestaje w ogóle starać się być lojalne lub przyjmuje radykalnie negatywną postawę wobec rodzica, którego obwinia o rozstanie. Niestety, rozwód często przekształca się w długotrwałą batalię, w której nikt nie wygrywa, a najbardziej poszkodowane jest właśnie dziecko.

W jakim wieku rozwód rodziców wyrządza potencjalnie najmniejsze szkody?

- Nie ma dla dziecka dobrego czasu na rozwód rodziców. W zależności od wieku reakcje będą nieco odmienne. Okres do trzeciego roku życia dziecka jest czasem budowania stylu przywiązania, w którym dziecko uczy się eksplorować świat. Nieprawidłowy przebieg tego okresu, zakłócony przez rozstanie rodziców i utratę ważnej osoby, może skutkować pojawieniem się zaburzeń związanych z poczuciem bezpieczeństwa. Wtedy dziecko staje się lękliwe i zamiast odkrywać świat, zaczyna się z niego wycofywać.

W okresie przedszkolnym pojawia się branie na siebie winy za rozstanie rodziców. Dziecko zaczyna się bać tego, że zostanie opuszczone również przez drugiego rodzica, dlatego silnie przeżywa nawet krótkie rozłąki, stara się nie odstępować go na krok. Może stać się nadmiernie płaczliwe lub nawet agresywne. Wiek pięć-osiem lat to czas zwiększonej świadomości i negatywnych emocji. Wówczas dziecko może nie tylko obwiniać siebie, ale i któregoś rodzica. Miewa okresy smutku. Mogą też pojawić się problemy z koncentracją i w konsekwencji z edukacją.

Dzieci między dziewiątym a dwunastym rokiem życia częściej ujawniają złość na rodzica, którego obwiniają o rozstanie. W tym wieku pojawiają się również objawy somatyczne, takie jak bóle głowy, bóle brzucha. Dziecko może w ten sposób manifestować zarówno pragnienie zwrócenia na siebie uwagi, jak też chęć ponownego zjednoczenia rodziców. U nastolatków wachlarz zachowań w reakcji na rozwód jest przeogromny - agresja, problemy edukacyjne, ucieczki z domu.

Te wiekowe granice nie są oczywiście sztywne, bo dzieci rozwijają się indywidualnie. Poza tym wiele zależy od czynników, o których już mówiłam, choćby od przebiegu rozwodu.

Zdarza się, że w przypadku konfliktu rodzice nie rozmawiają z dziećmi, które później doszukują się winy zaistniałego konfliktu w sobie (fot. iStockphoto.com)Zdarza się, że w przypadku konfliktu rodzice nie rozmawiają z dziećmi, które później doszukują się winy zaistniałego konfliktu w sobie (fot. iStockphoto.com)

Co zrobić, żeby w miarę bezpiecznie przeprowadzić dziecko przed rozwód?

- Warto dobrze się zastanowić, czy rozwód jest tym najlepszym rozwiązaniem. Nawet pojawienie się dużego kryzysu w rodzinie nie musi prowadzić do rozstania. Co więcej, przy odpowiednich staraniach obu stron może zakończyć się odbudową związku lepszej jakości. Warto skorzystać zarówno z mediacji, jak i pomocy psychologicznej.

A jeśli nie udaje się związku naprawić i dochodzi do rozstania?

- Trzeba poświęcać dzieciom jak najwięcej uwagi, rozmawiać, spędzać z nimi czas - to dotyczy obojga rodziców w równym stopniu. Należy też obserwować, co się z dzieckiem dzieje, być czujnym na niepokojące sygnały, pomagać mu nazywać uczucia. Nie wykorzystywać go do swoich celów. Na pewno też warto zająć się własnymi emocjami, żeby frustracji nie przelewać na dzieci. Nie zastygać w bólu, tylko zasięgać porady ekspertów. Rozwód jest trudnym doświadczeniem, ale nie należy go traktować jak zdarzenia, które definiuje i przekreśla życie.

W wielu krajach istnieją programy dla rodzin, które się rozwodzą. Dzięki nim mogą uzyskać pomoc mediatora i psychologa.

- W Stanach Zjednoczonych poza mediatorem, psychologiem i pedagogiem w zintegrowany program włączona jest również pomoc społeczna, na wypadek gdyby rodzina potrzebowała wsparcia materialnego. Na gruncie polskim nie mamy tak rozbudowanego wsparcia. Każdy próbuje poradzić sobie na własną rękę. Z różnym skutkiem.

Co można więc zrobić w tej sytuacji?

- Szukać dobrych psychologów, sprawdzać ich poglądy, wykształcenie, to, w jakim nurcie prowadzą terapię. Istnieją sprawdzone fundacje i ośrodki mediacyjne, które świadczą pomoc nieodpłatnie.

Poza tym mówimy o rozwodzie w kategorii traumy, ale czasami to lepsze wyjście niż tkwienie w toksycznym związku. Anthony Giddens, znany brytyjski socjolog, który zajmuje się relacjami, autor wydanej w Polsce książki „Przemiany intymności”, a także polscy autorzy, np. Maja Piotrowska i Maria Beisert, rozpatrują zarówno negatywne, jak i pozytywne aspekty rozwodów. Pokazują sytuacje, kiedy rozwód jest wybawieniem i dla dorosłych, i dla dzieci. Niebezpieczne jest podejście typu: Nie mogę się rozwieść, bo to spowoduje u dziecka traumę i dla niego będę męczyła się w złym związku. Takie myślenie czasami powoduje więcej szkody niż pożytku. Zdarza się, że mniejszą krzywdą dla dziecka jest stworzenie spokojnego domu po rozwodzie niż pozostawanie w sytuacji permanentnego konfliktu lub w dysfunkcyjnej rodzinie.

Rozwód rodziców wpływa na dziecko na każdym etapie rozwoju. W przypadku młodszych będzie to zaburzenie poczucia bezpieczeństwa, w przypadku starszych np. agresja (fot. iStockphoto.com)Rozwód rodziców wpływa na dziecko na każdym etapie rozwoju. W przypadku młodszych będzie to zaburzenie poczucia bezpieczeństwa, w przypadku starszych np. agresja (fot. iStockphoto.com)

W jakich sytuacjach rozwód rodziców jest dla dzieci najlepszym rozwiązaniem?

- Kiedy rodzina jest bardzo skonfliktowana, alkoholowa, dochodzi do przemocy psychicznej czy fizycznej. W takiej rodzinie dziecko żyje w ciągłym poczuciu zagrożenia. Dla dzieci, które doświadczają przemocy lub molestowania, z całą pewnością wybawieniem jest odseparowanie dorosłego, który krzywdzi. Przemoc powoduje większe spustoszenie w psychice dziecka niż rozwód rodziców, po którym ma szanse na spokojny dom. Jeśli po rozstaniu dostaje uwagę, pozytywne bodźce, w razie potrzeby pomoc psychologa, to jego sytuacja bez wątpienia zmienia się na lepsze. Zaczyna żyć od nowa.

Dzieci kochają rodziców mimo wszystko. Czy zdarza się, że pragną ich rozwodu?

- Zdarza się nawet, że dziecko chce, żeby rodzic - sprawca przemocy - zniknął z jego życia. Wyobraża sobie, że np. ginie w wypadku samochodowym. Najczęściej dzieci czują się przerażone swoimi fantazjami na temat śmierci rodziców i z nikim o tym nie rozmawiają. Są w stanie o tym mówić dopiero jako dorośli ludzie, kiedy rozumieją już, że to nie była ich wina.

Z jakimi problemami najczęściej muszą się zmierzyć dorośli, którzy mają za sobą doświadczenie z dzieciństwa w postaci rozwodu rodziców?

- Statystyki są tutaj nieubłagane. Ryzyko rozwodu zwiększa się dwukrotnie, jeśli jedno z małżonków wychowywało się w rodzinie niepełnej i trzykrotnie, jeśli oboje. U takich osób może pojawić się lęk przed byciem w związku, przed bliskością, przed porzuceniem, co utrudnia wejście w bliskie, stałe relacje. Osoby z rozbitej rodziny mogą, z obawy przed powtórzeniem wzorca, poszukiwać idealnego partnera, który oczywiście nie istnieje. Albo odwrotnie, chcą uniknąć doświadczenia rozwodu i za wszelką cenę utrzymują relację, nawet tę toksyczną i wyniszczającą.

Nie zapominajmy jednak, że istnieje duża grupa osób, które pomimo rozwodu rodziców potrafiły stworzyć udane związki. Poza tym rozwody nie są jedynym powodem zwiększającej się liczby rozstań w kolejnym pokoleniu. Przyczyn jest więcej niż przenoszone wzorce w rodzinie.

Jakie na przykład?

- Już od dłuższego czasu socjolodzy zauważają i opisują rozluźnienie więzi międzyludzkich. Według Zygmunta Baumana jest to efektem rozpadu małych społeczności i powstania społeczeństwa masowego, masowej konsumpcji i konsumpcjonistyczno-hedonistycznego podejścia do życia.

Zmienia się też myślenie o stałości związku. Dzisiaj już nie ma zakorzenionego przekonania, że wybieramy partnera na całe życie. Zbigniew Lew-Starowicz pisze w swojej książce pod bardzo optymistycznie brzmiącym tytułem „Wszystko da się naprawić” o coraz większej, a wręcz nadmiernej łatwości wychodzenia ze związków. Za najbardziej niepokojące uznaje traktowanie rozwodu jako metody rozwiązywania problemów, gdy w rzeczywistości często jest on tylko ucieczką od problemów. Wiemy, że mamy pielęgnować siebie, dbać o rozwój dziecka, o dom i ogród, ale nie wiemy, że trzeba też dbać o związek. Sądzimy, że będzie trwał siłą rozpędu, a kiedy pojawiają się trudności, to jedynym rozwiązaniem wydaje się być rozstanie.

Ryzyko rozwodu zwiększa się dwukrotnie, jeśli jedno z małżonków wychowywało się w rodzinie niepełnej i trzykrotnie, jeśli oboje (fot. iStockphoto.com)Ryzyko rozwodu zwiększa się dwukrotnie, jeśli jedno z małżonków wychowywało się w rodzinie niepełnej i trzykrotnie, jeśli oboje (fot. iStockphoto.com)

Socjolodzy coraz częściej piszą też o zatomizowaniu społeczeństwa.

- Żyjemy w ideologii indywidualizmu, wolnych wyborów z jednej strony, a z drugiej pozostawionej samej sobie jednostki, bombardowanej obietnicami coraz lepszego życia, spełnienia w każdej możliwej dziedzinie oraz namawianej do stałego zwiększania konsumpcji. Te przekazy odnoszą się też do zmiany związku na lepszy, jeśli obecny nie jest wystarczająco satysfakcjonujący. Takie wartości jak trwałość związku, wspólne spędzenie ze sobą życia, praca nad związkiem i pokonywanie konfliktów przegrywają często z pragnieniem zmian, indywidualnym „rozwojem”, zaspokajaniem swoich osobistych potrzeb. Bywa to zarówno pułapką, jak i dobrym rozwiązaniem.

Pozostałe przyczyny wybierania alternatywnych stylów życia rodzinnego to zmiana znaczenia seksu i prokreacji, a także wzrost znaczenia czynników psychicznych. Tradycyjna funkcja rodziny nie obejmowała emocjonalnej satysfakcji jej członków w takim stopniu, w jakim obecnie ma to miejsce.

Czy rodzina w tradycyjnym rozumieniu odchodzi do lamusa?

- Naukowcy twierdzą, że tradycyjna rodzina, czyli taka, w której są oboje rodziców, nie zaniknie. Jak zgodnie przyznają, jest też najlepszym środowiskiem dla rozwoju emocjonalnego dziecka. Będzie ona jednak coraz częściej uzupełniana o różne inne formy: związków nieformalnych czy rodzin rekonstruowanych, tzw. patchworkowych, złożonych z dzieci z poprzednich związków, czasami obu partnerów, oraz z aktualnego.

Czy można stworzyć dobry patchwork?

- Udany patchwork mamy wtedy, kiedy potrzeby wszystkich dzieci są zaspokajane, a rodzice, którzy nie są już parą, dogadują się w sprawie dziecka. Niezwykłej dojrzałości wymaga budowanie relacji w świadomy sposób, z uwagą, żeby dzieci z poprzednich związków nie były zaniedbywane. Nie należy jednak się łudzić, że w takich rodzinach nie będzie konfliktów, napięć, że żaden z jej członków nie doświadczy braku miłości. Nierealistyczne bywa niekiedy oczekiwanie, by w rodzinie rekonstruowanej wszyscy się kochali.

Co więc można zrobić w tej niełatwej sytuacji?

- Ważne jest, aby dzieci doświadczały akceptacji ze strony nowego partnera rodzica i miłości ze strony rodziców biologicznych. Trzeba stworzyć warunki, żeby mogły czuć się pełnoprawnymi członkami nowych rodzin; nie były spychane na margines na rzecz dzieci pojawiających się w aktualnych związkach rodziców. Rodzina zrekonstruowana może być tak samo skonfliktowana i dysfunkcyjna dla dziecka jak pierwotna. Jeśli jednak uda się rodzicowi stworzyć nowy, zdrowy związek, w którym konflikty są rozwiązywane, a potrzeby dzieci respektowane i szanowane, zwiększa się prawdopodobieństwo dobrego funkcjonowania takich dzieci w dorosłym życiu. Pamiętajmy, że jak pisał św. Augustyn: Życie rodziców jest księgą, którą czytają dzieci, więc ważne jest, jaka to będzie księga - czy okrutna bajka, w której przeważa cierpienie, a problemy nie są rozwiązywane, tylko się mnożą; czy taka, w której bohaterowie wychodzą zwycięsko z trudnych zdarzeń, potrafią je przepracować, doświadczają miłości i obdarzają nią swoje dzieci.

Katarzyna Książek (fot. archiwum prywatne)Katarzyna Książek (fot. archiwum prywatne)


Katarzyna Książek. Psycholożka, psychoterapeutka. W warszawskim Centrum Probalans pracuje z klientami indywidualnymi oraz prowadzi terapię par i rodzin. Zajmuje się psychoterapią osób doświadczających kryzysów związanych z życiem osobistym, z pracą zawodową, a także lęku, depresji czy borykających się z trudnościami w relacjach interpersonalnych. Pomaga osobom pochodzącym z rodzin dysfunkcyjnych, które doświadczyły długotrwałych skutków emocjonalnej przemocy. Swoje umiejętności doskonaliła podczas staży w Klinice Nerwic w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, w Szpitalu Bródnowskim oraz w Poradni Stowarzyszenie dla Rodzin.

Monika Stelmach. Dziennikarka. Publikuje w "Dwutygodniku", "Wysokich Obcasach" i tygodniku "Polityka". Stypendystka "Młodej Polski" MKiDN. Specjalizuje się w wywiadzie i reportażu.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Komentarze (68)
Zaloguj się
  • mike-great

    Oceniono 1 raz 1

    Każde dziecko powinno mieć zagwarantowane i respektowane prawo do równej miłości obojga rodziców po ich rozstaniu się. Patologiczny system sadów (anty) rodzinnych bazujący zbyt czesto na orzecznictwie z przeszłego wieku w większości przypadków rozstania się rodziców amputuje jednego z nich (głównie ojca) z życia dziecka - pozbawiając dziecko realnej możliwości bycia wychowywanym przez oboje rodziców, posiadania i czerpania z wzorców przez nich przekazywanych. Dlaczego o tym nie ma NIC w tym artykule? Bez rozwiązania problemu alienacji rodzicielskiej stosowanej wobec dziecka, i głównie ojców (systemowo) - czyli de facto przemocy - nie rozwiąże się żadnej dysfunkcji dzieci, a mówienie o "dobru dziecka" jest bezsensowne - bo konkretnie nie ma dobra dziecka bez dobra ojca, bez dobra matki, bez dobra rodziców - jego rodziny. Wiecie, że w żadnym kodeksie nie ma definicji dobra dziecka? A tak często powołuje się na nie w dyskusjach, akcjach, czy... postanowieniach/orzeczeniach/wyrokach.

  • Adam Grendziak

    0

    Prawo polskie z lat 60-tych ubiegłego wieku powinno być NATYCHMIAST zmienione. Zmieniły się uwarunkowania społeczno-kulturowe, a obecne prawo jest w bardzo wielu przypadkach wykorzystywane przez kobiety do generowania sztucznych konfliktów, naciskania na ojców, którzy chcą się opiekować swoimi dziećmi, alienacji rodzicielskiej, a przede wszystkim cierpią dzieci, których to wielce przez Ministerstwa podkreślane prawa do obojga rodziców są regularnie łamane.

  • ankylozaur

    0

    youtu.be/sO8zg0p6rcs

  • minasz

    0

    i zabawne dalej sad okregowy uznał ze sad rodzinny popełnił blad i wyznaczył kolejna rozprawe hehe a najzabawniejsze jest to ze znow bedzie to w miescie matki u tej samej sedziny -walic takie prawo

  • Robert Zgoda

    Oceniono 2 razy 2

    Jutro o 18:00 jest bardzo fajna e-konferencja prowadzona przez Marię Rotkiel na temat wpływu rozwodów na dzieci. mac.pl/e-konferencje/Wplyw-rozwodu-na-psychike

  • atomik2

    Oceniono 1 raz 1

    W Polsce rozwód bardzo często jest szantażem jednej strony, chcącej coś wymusic, nad drugą. Sędzie w sądach rozwodowych doskonale zdają sobie z tego sprawę, dlatego pierwsze pytania do rozwodzących się stron są własnie sprawdzeniem, czy jest to szantaż rozwodowy rezyserowany przez adwokata. Sędzie dopuszczają taki szantaż - na tym polega ich nieuczciwość i stronniczość, a być może po prostu biorą łapówki od rezyserujących to swoich znajomych adwokatów (istnieje rejonizacja rozwodów i w danym okręgu doskonale wiadomo którzy adwokaci specjalizują się rezyserowaniu szantazy rozwodowych i ci sami adwokaci wielokrotnie trafiają na tych samych sędziów (raczej sędzie)).

    To jest chore i po prostu bandyckie ze strony sędzin rozwodowych i ciagnących z tego zyski cwaniaczków adwokackich. To jest po prostu skorumpowanie znaczącej części polskiego tzw. wymiaru sprawiedliwosci.

    A cierpią na tym dzieci, które mają ograniczany kontakt z jedną ze stron - przewaznie ojcami. Ojcowie sobie poradzą, ale wobec dzieci to jest zbrodnia, tym perfidniejsza, że dokonywan przez nieuczciwe sedzie i chcących zarobić cynicznych cwaniaczków adwokackich.

  • dobrochnaa

    Oceniono 5 razy 1

    Różnie to bywa w przypadku różnych ludzi... Jestem dzieckiem rodziców po rozwodzie i nawet, przyznam byłam wtedy i jestem obecnie zadowolona z takiego obrotu sprawy. Nie lubiłam ojca, chociaż nie przejawiał zachowania patologicznego etc. , po prostu jego cechy osobowości (ten typ osobowości) nie wzbudzały mojej sympatii... Dodam brutalnie, że jego pobyt w domu nie odpowiadał mi z powodów: było zbyt wiele osób (nie lubię tłoku), kiedy ojciec był w domu zaczynały się rozmowy (ojciec miał dosyć donośny tembr głosu) a to przeszkadzało mi np. w dobrej koncentracji - n. na nauce, w odrabianiu lekcji etc. ... Jakoś chyba nie nawiązał ze mną ciepłej, emocjonalnej relacji, gdyż raczej byłam i jestem wobec jego osoby obojętna i zadowolona z faktu, że go nie było przez większość mojego dzieciństwa.

  • wlodzimierz.ilycz

    Oceniono 1 raz -1

    @minasz
    Aktualnie wprowadzono prawo, że matka utrudniająca kontakty płaci grzywnę oddzielnie ZA KAŻDY KONTAKT, który z jej winy nie doszedł do skutku.
    Radzę zaskarżyć taką osobę z żądaniem ukarania grzywną z tego paragrafu np. 500 zł ZA KAŻDY NIEZREALIZOWANY KONTAKT.
    Suma szybko rośnie, np. co 2 tygodnie.

  • wlodzimierz.ilycz

    Oceniono 2 razy -2

    Nie ma to jak tzw. "związki partnerskie", których domagają się "kręgi postępowe".
    Małżonka z dziećmi można się wtedy pozbyć za pomocą prostego oświadczenia u notariusza.
    Nie będziemy się przecież przejmować tym co myślą sobie bachory.
    Wynocha z gó...arzami od jutra i już.

    Dlaczego nadal nie ma związków partnerskich?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX