(fot. iStockphoto.com)

społeczeństwo

Rocznie ciążę traci 40 tysięcy Polek. Jeżeli nowa ustawa wejdzie w życie, w świetle prawa wszystkie mogą być podejrzane

Całkowity zakaz aborcji i kara, nawet do 3 lat więzienia, za nieumyślne spowodowanie poronienia - takie zapisy znajdują się w projekcie obywatelskiej ustawy antyaborcyjnej. Jej autorzy nie wiedzą, lub nie chcą przyjąć do wiadomości, że ciążę traci rocznie około 40 tysięcy Polek. A przyczyną poronień nie są pokątne praktyki, tylko biologia.

Jeśli obywatelska ustawa wejdzie w życie, nie będziemy mówić o płodzie, a jedynie „dziecku poczętym”. Bez względu na jego wiek - bo według twórców projektu dzieckiem nazwiemy już połączoną żeńską i męską komórkę rozrodczą. A jej „pełna ochrona”, czyli ochrona życia, będzie ważniejsza od „innych wartości praw i wolności konstytucyjnych”.

Skoro dzieckiem nazywamy już zapłodnioną komórkę, w myśl ustawy można kogoś oskarżyć o „zabójstwo prenatalne”. Zabójcą prenatalnym jest więc ta osoba, która „powoduje śmierć dziecka poczętego”, i grozi jej za to od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności (gdy jest to działanie nieumyślne - do 3 lat). Nawet gdy do śmierci - a więc po prostu poronienia - doszłoby w sposób niezamierzony, matce mogłoby grozić więzienie; projekt nie określa bowiem, które okoliczności są umyślne, a które już nie.

Kara za poronienie?

W myśl ustawy ewentualnej kary (a także wszczęcia postępowania) może oczywiście uniknąć kobieta, która nie przyczyniła się do utraty ciąży; tylko jak to udowodnić? Lekarz przyjmujący roniącą na oddział nie wie przecież, co wcześniej robiła, a to mogłoby stwarzać pole do nadużyć. Sąd może też nadzwyczajnie złagodzić karę albo nawet odstąpić od jej wymierzenia - może, ale NIE MUSI. Te niejasności w zapisach świadczą tylko o jednym: osoby, które je przygotowały, nie wiedzą nic na temat dramatu, który dotyka tysięcy kobiet.

Protest przeciwko projektowi ustawy o całkowitym i bezwzględnym zakazie aborcji (fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta)Protest przeciwko projektowi ustawy o całkowitym i bezwzględnym zakazie aborcji (fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Tu możesz zapoznać się z projektem ustawy oraz jej uzasadnieniem.

Na początek trochę faktów: samo zapłodnienie - czyli połączenie się plemnika z komórką jajową - nie oznacza jeszcze, że kobieta jest w ciąży. Nowo powstała komórka, zygota, przez kilka dni wędruje przez jajowód, intensywnie się dzieląc. To faza bruzdkowania. Na jej ostatnim etapie powstaje jajo płodowe (blastocysta); dopiero gdy zarodek osiągnie to stadium, może zagnieździć się w macicy. O ciąży możemy mówić jednak tylko wtedy, gdy i ten proces zakończy się pomyślnie.

Wielu osobom wydaje się, że opisany cykl zawsze przebiega podręcznikowo. To błąd: samoistnemu poronieniu ulega aż 30-50 procent zygot. Większość kobiet nawet nie wie, że doszło do zapłodnienia, a poronienie - które na tym etapie objawia się tylko niewielkim krwawieniem - myli z miesiączką. W podobnej sytuacji są matki, które straciły ciążę tuż po implantacji. Według badań średnio 1 na 10 zarodków podlega stracie bez zauważalnych objawów.

Wymienione wyżej dane to jednak trochę „szara strefa”. Liczby są tylko szacunkowe, bo nie mówimy o ciążach rozpoznanych klinicznie. A co z resztą? - Poronieniem kończy się 10-15 procent potwierdzonych ciąż - mówi Aleksandra Jezela-Stanek, dr hab. n. med. i specjalista genetyki klinicznej. To oznacza, że dziecko traci niemal tyle samo Polek, ilu pacjentów umiera rocznie z powodu udaru mózgu.

Poronieniem kończy się 10-15 procent potwierdzonych ciąż (fot. iStockphoto.com)Poronieniem kończy się 10-15 procent potwierdzonych ciąż (fot. iStockphoto.com)

80 procent kobiet traci ciążę w pierwszym trymestrze

- Ja też nie wiedziałam, że ten problem dotyka aż tylu kobiet. Nie rozmawiałyśmy o poronieniu z koleżankami, tematu po prostu nie było. Dopiero gdy sama straciłam ciążę i zaczęłam o tym mówić, okazało się, że nawet wśród bliskich mi osób są dziewczyny, które przez to przeszły - opowiada Magda. Kim jest? Niedawno skończyła 30 lat, ma męża i kilkuletniego synka. Gdyby ciąża przebiegła prawidłowo, kilka tygodni temu zostałaby mamą po raz drugi.

O poronieniu mówimy wtedy, gdy ciąża trwała krócej niż 22 tygodnie (po tym terminie mamy już do czynienia z przedwczesnym porodem). Jednak aż 80 procent kobiet traci ciążę w pierwszym trymestrze. Wiele z nich nie zdąży więc nawet powiedzieć rodzinie czy znajomym, że spodziewają się dziecka, najczęściej też tego po nich jeszcze nie widać. By uniknąć dodatkowego cierpienia, często nie przyznają się potem do straty nawet najbliższym. Tak było w przypadku Magdy. - O ciąży od razu powiedziałam rodzicom, wiedzieli o niej od samego początku, podobnie jak o poronieniu. Ale już z teściami nie zdążyliśmy porozmawiać, zanim to wszystko się wydarzyło. I nie chcieliśmy tego potem zmieniać, żeby ich nie martwić - tłumaczy.

Sama o ciąży dowiedziała się bardzo wcześnie: spóźniała jej się miesiączka, akurat wyjeżdżała z  rodziną na wakacje, więc poszła do lekarza, żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Było, po prostu spodziewała się dziecka. - Chociaż się o nie nie staraliśmy, bardzo się ucieszyłam i szybko poczułam matką - mówi. Niestety, ciążę straciła w szóstym tygodniu, tuż po powrocie z wyjazdu. - Nagle źle się poczułam, w pewnym momencie zaczęłam krwawić. Skontaktowałam się z ginekologiem. Wcześniej poprosiłam tylko męża, żeby zabrał gdzieś synka i zostawił mnie samą. Wiedziałam już, co się dzieje. Potem pojechaliśmy do szpitala, ale tam mogli tylko potwierdzić, że poroniłam i zrobić mi badania.

To właśnie krwawienie jest najczęściej sygnałem, że z ciążą dzieje się coś złego. Oczywiście nie zawsze jest ono oznaką poronienia, ale każde należy natychmiast skonsultować z lekarzem. Gdy kobieta roni, oprócz krwi mogą pojawić się skrzepy i fragmenty tkanek, a także - w przypadku starszej ciąży - zniekształcony płód. Utracie ciąży towarzyszą zazwyczaj ból i skurcze w podbrzuszu; kobieta może czuć też nudności oraz uderzenia zimna lub gorąca. Dużo zależy jednak od tego, w którym tygodniu roni i czy dzieje się to w domu, czy w szpitalu. Na wczesnym etapie ciąży kobieta bardzo często nie zdąży zgłosić się do placówki. Po badaniu może się też okazać, że nie ma potrzeby przeprowadzenia zabiegu łyżeczkowania. Wtedy interwencja lekarza ogranicza się zwykle do udzielenia niezbędnych informacji i wsparcia.

By uniknąć dodatkowego cierpienia, kobiety często nie przyznają się do utraty dziecka nawet najbliższym (fot. iStockphoto.com)By uniknąć dodatkowego cierpienia, kobiety często nie przyznają się do utraty dziecka nawet najbliższym (fot. iStockphoto.com)

Jeżeli roniąca kobieta pojawi się w szpitalu na czas, personel wykonuje badania, które potwierdzają, że na pewno doszło do obumarcia ciąży. Powinno to być badanie ginekologiczne, a także USG. To lekarz zadecyduje też o ewentualnym podaniu leków (przeciwbólowych bądź przyspieszających cały proces) czy zabiegu. I jeszcze jedno: każda kobieta ma w szpitalu prawo do uzyskania informacji, obecności bliskiej osoby oraz pomocy psychologa lub osoby duchownej (o ile są w placówce).

„To był dopiero piąty tydzień. To jeszcze tylko płód, nie dziecko”

- Kiedy już komuś powiesz o tym, co się stało, reakcje są bardzo różne. Większość chyba po prostu nie wie, jak powinna się zachować, i stąd biorą się te wszystkie niezręczności - mówi Magda. Jakie? Wiele osób, zapewne w ramach pocieszenia, stara się przekonać kobietę, że „przecież to był tylko płód, a nie dziecko”, że „jeszcze zajdzie w ciążę”, że „lepiej poronić, niż urodzić chore dziecko, które tylko by się męczyło”. Niektórzy lekarze próbują też medykalizować stratę, używając beznamiętnych terminów, takich jak „wydalenie zarodka” czy „obumarcie płodu”. I „podnoszą na duchu”, mówiąc: - Tak czasami się zdarza, proszę nie dramatyzować.

- Jakiś czas temu byłam u psychologa. Nie chodziło o mnie, tylko o synka, to była zwykła konsultacja. Temat poronienia wypłynął sam, w pewnej chwili nie mogłam opanować emocji i zaczęłam płakać. Wtedy psycholog wzięła mnie za rękę i powiedziała po prostu, że jest jej przykro. To najlepsza reakcja, z jaką się spotkałam. Nie musiała mówić nic więcej, to wystarczyło - wspomina Magda.

Poronienie często budzi emocje podobne do tych, które pojawiają się w przypadku śmierci bliskiej osoby - to przecież także strata, w dodatku nagła, bez możliwości przygotowania się do niej. Dlatego otoczenie powinno zrozumieć i uszanować żałobę matki, a także nie spodziewać się, że z dnia na dzień wróci ona do równowagi. Każda kobieta przeżywa ten stan inaczej, a żałoba może trwać zarówno kilka dni, jak i lat. Jeśli ciąża była chciana i oczekiwana, poronienie wiąże się przecież z utratą marzeń i planów związanych z dzieckiem, poczuciem niesprawiedliwości i cierpieniem.

Te uczucia nie pojawiają się jednak wyłącznie u matki. Przeżywa je także jej partner, choć często na inny sposób. - Mój mąż podszedł do wszystkiego zadaniowo: troszczył się o mnie. Dbał, żebym miała opiekę lekarza, upewniał się, że niczego mi nie potrzeba. Ale wiem, że dla niego moje poronienie było mimo wszystko czymś abstrakcyjnym, bo na tym etapie ciąży nie czuł się jeszcze tak do końca ojcem. I kiedy ja po kilku miesiącach nadal odczuwam całą sytuację, dla niego jest to już raczej temat zamknięty - opowiada Magda.

Spotkanie rodziców dotkniętych poronieniem zorganizowane przez serwis Poronienie.pl, Kraków (fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)Spotkanie rodziców dotkniętych poronieniem zorganizowane przez serwis Poronienie.pl, Kraków (fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

„Dlaczego mnie to spotkało”, czyli jakie są przyczyny poronienia?

Strata ciąży często wywołuje też ogromny lęk przed ponownym poronieniem. Kobiety boją się, że jest z nimi „coś nie tak”, albo że już nigdy nie urodzą dziecka (nawet jeżeli poprzednie ciąże przebiegały pomyślnie). Na szczęście ogromna większość poronień - aż 80 procent - to poronienia pojedyncze, które już się nie powtórzą. Te nawracające, powyżej trzech z rzędu, dotyczą zaledwie 1 procentu pacjentek. W dodatku prawdopodobieństwo zakończenia kolejnej ciąży porodem po jednym bądź dwóch poronieniach jest takie samo jak dla kobiety, która nigdy nie roniła.

- 60-70 procent poronień jest spowodowanych nieprawidłowym podziałem komórkowym, czyli wadami genetycznymi, które powstały podczas zapłodnienia. Najczęściej są one zupełnie przypadkowe. Szansa, że powtórzą się przy kolejnej ciąży, jest bardzo mała - mówi dr Jezela-Stanek. - Mimo to kobiety powinny wiedzieć, że zawsze mogą poznać przyczyny poronienia. Niestety, część lekarzy uważa, że dopiero utrata drugiej czy kolejnej ciąży to sygnał do rozpoczęcia diagnostyki, więc nawet nie mówią pacjentkom o takiej możliwości - przyznaje.

Sytuacji nie ułatwia też Narodowy Fundusz Zdrowia. - NFZ finansuje badania genetyczne dla rodziców, ale dopiero po dwóch poronieniach. Natomiast jeżeli ktoś chce zbadać płód, musi pokryć koszty badania z własnej kieszeni - zastrzega dr Jezela-Stanek. Badanie genetyczne materiału po poronieniu - niestety, tak brzmi jego oficjalna nazwa - kosztuje około 800 zł. Pozwala jednak odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: czy poronienie rzeczywiście było przypadkowe? Do wykonania testów niezbędne jest pobranie materiału z poronienia. Gdy kobieta roni w domu albo na bardzo wczesnym etapie ciąży, jest to bardzo utrudnione.

60-70 procent poronień jest spowodowanych nieprawidłowym podziałem komórkowym, czyli wadami genetycznymi (fot. Pixabay.com)60-70 procent poronień jest spowodowanych nieprawidłowym podziałem komórkowym, czyli wadami genetycznymi (fot. Pixabay.com)

Co jeszcze może być przyczyną poronienia? Poza wadami genetycznymi do utraty ciąży mogą przyczynić się wady w budowie narządów rozrodczych, zakażenia wirusowe bądź bakteryjne, wiek matki (ryzyko poronienia wzrasta zwłaszcza po 45. roku życia - wtedy wynosi aż 50 procent) czy nasz organizm (układ immunologiczny czasem traktuje zarodek jako ciało obce i je zwalcza). Właśnie dlatego do sześciu tygodni po stracie ciąży matka powinna wykonać badania immunologiczne, a także te w kierunku infekcji, m.in. różyczki, toksoplazmozy czy chlamydiozy (o dokładną listę badań należy pytać lekarza). Przedwczesne zakończenie ciąży mogło być wywołane także nieprawidłowościami w nasieniu ojca. Diagnostykę warto więc wykonać u obojga partnerów.

Jakie prawa przysługują kobiecie po poronieniu?

Niezależnie od czasu trwania ciąży każda kobieta ma też prawo do pochówku dziecka, jego rejestracji w Urzędzie Stanu Cywilnego, zasiłku pogrzebowego (4 tys. zł) i trwającego 56 dni urlopu macierzyńskiego.

Decyzja o tym, co stanie się z ciałem, należy wyłącznie do rodziców, mogą oni zostawić płód w szpitalu lub zorganizować pochówek na własną rękę. Co ważne, to prawo przysługuje im bez względu na czas poronienia. Każdy rodzic może poprosić także o zabezpieczenie tkanek i przebadanie ich pod kątem genetycznym (o czym pisałam już wcześniej).

Jeżeli kobieta straciła dziecko w szpitalu, placówka ma obowiązek wydać kartę martwego urodzenia. Na jej podstawie można zarejestrować dziecko w USC, który wyda akt urodzenia dziecka z adnotacją, że urodziło się ono martwe. Prawo do rejestracji dziecka mają również te kobiety, które poroniły poza szpitalem. Muszą się jednak zgłosić do lekarza.

Jeżeli kobieta straciła dziecko w szpitalu, placówka ma obowiązek wydać kartę martwego urodzenia (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)Jeżeli kobieta straciła dziecko w szpitalu, placówka ma obowiązek wydać kartę martwego urodzenia (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)

Jest tylko jedno „ale”: po zmianie przepisów kartę martwego urodzenia można przekazać do USC tylko wtedy, gdy ustalono płeć dziecka. Na wczesnym etapie ciąży jest to niemożliwe bez wykonania testów genetycznych, a za to musi zapłacić sama kobieta, bo badania nie są refundowane. Akt urodzenia dziecka jest potrzebny także do uzyskania urlopu macierzyńskiego i zasiłku pogrzebowego. Z wymienionych wyżej powodów w trudniejszej sytuacji są więc te matki, które poronią w domu lub w pierwszych tygodniach ciąży.

 

Pisząc tekst, korzystałam z materiałów zamieszczonych na portalu poronilam.pl i poronienie.pl. Tam znajdziecie m.in. numery telefonów zaufania, na które możecie zadzwonić po utracie ciąży.

Chcesz podzielić się z nami swoją historią? Napisz do autorki: aneta.bankowska@agora.pl


Aneta Bańkowska. Dziennikarka portalu Gazeta.pl. W dzień pisze newsy, a po pracy biegnie na zajęcia, by w przyszłości zostać tuzą polskiej seksuologii. W skrytości ducha marzy, żeby stać się memem. Za nietypowe oprawki okularów odda każde pieniądze.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (218)
Zaloguj się
  • cbk-kbc

    Oceniono 390 razy 368

    Ta ustawa uderzy TYLKO w biedne kobiety. Bogata po prostu wyjedzie na wycieczkę. A swoją drogą, karanie kobiety za nieumyślne poronienie, kiedy niejednokrotnie jest ona z tego powodu na dnie rozpaczy, to super sku...syństwo!

  • eddielive

    Oceniono 246 razy 232

    Moja żona straciła ciążę w 5 miesiącu - ciekawe ile by za to dostała....3...5 lat?
    Tego sowietyzmu już się nie zatrzyma - ekipę TW Jar'a trzeba wykopać i wyplenić z korzeniami. Niestety zanosi się na odbieranie szablą, co nam obca przemoc wzięła.

  • jw0022

    Oceniono 232 razy 220

    Jak w prawdziwym kato-narodowym bolszewizmie, każdy albo siedział albo siedzi albo będzie siedzieć.
    STOP PSYCHOPATOM I SCHIZOFRENIKOM W POLITYCE !!!!

  • podobny_do_nikogo

    Oceniono 211 razy 207

    Zapuszkujmy nasze matki, siostry, żony, dziewczyny, córki i wnuczki... zróbmy to by banda niedorobionych mentalnie i emocjonalnie onanistów miała pod kołdrą satysfakcję. A może palmy je na stosach jak jeszcze 300 lat temu to się działo? W imię boga, dziewicy co urodziła, Watykanu, chorych ambicji, ciężkiego wychowania jakie przeszli bici przez ojców i matki.

  • bene_gesserit

    Oceniono 205 razy 193

    Jeśli ta poroniona ustawa wejdzie w życie, kliniki w Niemczech, Czechach i na Słowacji serdecznie będą polskich polityków błogosławić.

  • hubert454

    Oceniono 191 razy 185

    Jak ta ustawa wejdzie w życie, to coś mi się wydaje, że pierwszy polityk PiS-u który trafi do szpitala zostanie "przypadkowo" zacewnikowany wieszakiem przez pielęgniarkę...

  • tenare

    Oceniono 173 razy 169

    Czekamy na pierwsze zabójstwa ustawowe kobiet z ciążą pozamaciczną, którym nie udzieli się pomocy medycznej ratujące życie przez usunięcie ciąży.
    Będą krwawe rządy PIS: śmierć i zabijanie chorych kobiet w imię rzekomego "ratowania" zygoty.

  • student_zebrak

    Oceniono 143 razy 133

    Mam nadzieje, ze bedzie referendum i suweren powie wdziecznym glosem - sπerdalajcie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX