Zamek Książ

Zamek Książ (fot. Louis Hardouin)

reportaż

"Przebili Złoty Pociąg". Tych zdjęć zamku Książ nikt w Polsce dotąd nie widział

Jean Wessel ma osiemdziesiąt lat, krótkie, siwe włosy, komplet jasnych swetrów i dom na przedmieściach Burlington w Kanadzie. W piwnicy ma również największą w historii kolekcję zdjęć zamku Książ. W Polsce nikt jeszcze jej nie widział.

- Witamy w Toronto. Cel przyjazdu?
- Turystyczny.
- Gdzie pan się zatrzyma?
- U koleżanki.
- Gdzie?
- W Burlington.
- Czym koleżanka się zajmuje?
- Jest emerytką.
- Aha. A ile ma lat?
- Nie wiem, około osiemdziesięciu.
- Ile się znacie?
- Trzy tygodnie.
- Jak się poznaliście?
- Przez telefon i internet.
- Dlaczego jedzie pan właśnie do niej?
- Bo ma kolekcję nieznanych zdjęć dużego zamku w Europie.
- Sam pan podróżuje?
- Nie, z dwójką prezesów.
- Dobra, idź już.

***

Kilka lat temu do zamku Książ dotarła paczka z Kanady. Najpierw album, później zdjęcia w kopertach. Robią ogromne wrażenie. To zamek z dwóch pierwszych dekad dwudziestego wieku. Czas przebudowy, czas prosperity rodziny Hochbergów. Nadawcą przesyłki jest nieznana nikomu Jean Wessel. Pisze, że jest wnuczką kucharza, który sto lat temu pracował w Książu. Pisze też, że ma tych zdjęć znacznie więcej.

- Nigdy nie miałam pomysłu, aby się ich pozbyć - mówi Jean, kiedy w marcu tego roku siedzimy w jej domu nad kolejnym albumem. - Dla mnie i dla kuzyna Davida to była niesamowita frajda oglądać te zdjęcia. Babcia opowiadała nam, kim byli ludzie z fotografii. To była telewizja naszego dzieciństwa. Myślałam wtedy, że zamek jest zamkiem z bajki, a księżna księżniczką z bajki. Z upływem lat poznałam historię i dowiedziałam się, że nie jest to bajka, tylko życie, i że to wydarzyło się naprawdę, a postacie były normalnymi ludźmi - dodaje.

Jean Wessel (fot. Michał Wyszowski / Radio Wrocław)Jean Wessel (fot. Michał Wyszowski / Radio Wrocław)

Choć nigdy nie była w Polsce, całe życie upływa jej w cieniu Książa.

***

Dzwonimy w styczniu. Mamy adres, ustalenie numeru telefonu jest dziecinnie proste. Internet wyrzuca nam dwie J. Wessel w Ontario, Kanada. Dla pewności nagrywamy się na skrzynki obu. Odpowiedź przychodzi po dwóch tygodniach. Jean już podczas pierwszej rozmowy zgadza się na nasz przyjazd. Jest uroczo bezproblemowa. Oferuje nocleg, śniadania, kupuje nam nawet myjki pod prysznic. Przyznaje, że w informacji zaintrygowały ją dwa słowa: Fürstenstein (po niemiecku Książ) oraz Mykytyszyn. To nazwisko Mateusza, szefa Fundacji Księżnej Daisy von Pless z Wałbrzycha. To właśnie z nim oraz z prezesem Książa Krzysztofem Urbańskim w nocy 12 marca docieramy na przedmieścia Burlington. Wypożyczalnia daje nam ogromnego, niebieskiego jeepa. Pod domem wita nas uśmiechnięta staruszka i jej dziewięcioletni wnuczek, Joshua.

***

- Jechaliśmy po 300 zdjęć, a jest ich tyle, że nawet trudno policzyć. Nie marzyliśmy o takiej kolekcji - mówi Krzysztof Urbański.

Louis Hardouin fotografował jak szalony. Szczególnie ukochał sobie portrety z ogromną bryłą zamku w tle. Pracował seriami. Najpierw żona Eugenie w kilkunastu odsłonach, potem synowie: Louis Jr (LuLu) oraz Maurice. Na punkcie widokowym ustawiał dosłownie wszystkich. Kolegów z pracy, gości zamku, rodzinę. Fotografował demokratycznie. Obrazki służby sąsiadują ze zdjęciami młodych hrabiów, wielcy ówczesnego świata patrzą na zamkowych kominiarzy. Dzisiaj ciężko stwierdzić, czy bardziej był fotografem, czy kucharzem.

Maurice Hardouin przed kominkiem w Sali Maksymiliana (fot. Louis Hardouin)Maurice Hardouin przed kominkiem w Sali Maksymiliana (fot. Louis Hardouin)

Louis Hardouin Jr (Lulu) i jego przyjaciel, hrabia Alexander von Hochberg (fot. Louis Hardouin)Louis Hardouin Jr (Lulu) i jego przyjaciel, hrabia Alexander von Hochberg (fot. Louis Hardouin)

- Dziadek fotografował całe swoje życie. To była dla niego największa przyjemność, robienie zdjęć ludziom, kwiatom, wszystkiemu. Pochłaniało to bardzo dużo czasu. Kiedy był starszy, zachorował na białaczkę i wtedy powiedział: „Nie mogę zajmować się ogrodem, nie mogę robić zdjęć i nie mogę kochać się ze swoją żoną i to jest koniec, chcę odejść”. Odszedł dwa dni później - mówi Jean.

***

Najpierw oglądamy stereoskop. Drewniana, zabytkowa maszyna, która do Burlington przyjechała także z Książa. Można na niej przeglądać szklane slajdy, pozytywy ułożone w bordowych kasetkach. Ruszamy. Po kilku sekundach orientujemy się, że obraz wyświetla się w... trójwymiarze. W dodatku niektóre ze slajdów okazują się kolorowe! Na dwie godziny zapominamy o wszystkim. Przerywamy, gdy maszyna odmawia posłuszeństwa. Jean jak zwykle bagatelizuje sprawę. - To się stale zdarza - rzuca.

- Najważniejsza jest jakość tych zdjęć. Można powiększać wiele razy i dobrze widać szczegóły, na przykład detale architektoniczne. To bardzo ważne, bo materiałów dotyczących Książa z tego okresu jest niewiele - wyjaśnia Mateusz Mykytyszyn.

Na slajdach bardzo szybko wyłapujemy prawdziwe skarby. Świetne zdjęcia z przebudowy obiektu, łącznie z rusztowaniami oraz wymianą okien. Są fotografie zaginionej rzeźby z dziedzińca zamku. Dalej palmiarnia w kolorze, dokładna lokalizacja obrazów, które wisiały w zamku, a nawet kolekcja figurek Fabergé na stole w leśnym domku księżnej Daisy, Ma Fantasie.

Kominek w Sali Maksymiliana z zaginionymi dzisiaj elementami, m. in.  z tarczą herbową (fot. Louis Hardouin)Kominek w Sali Maksymiliana z zaginionymi dzisiaj elementami, m.in. z tarczą herbową (fot. Louis Hardouin)

***

Louis Hardouin z przerwami spędza w Książu kilkanaście lat. W 1926 roku po likwidacji dworu książęcego wraz z rodziną wyjeżdża do Londynu. Zostaje tam już na zawsze, cały czas fotografując i gotując. Z tego czasu dobrze pamięta go Jean Wessel.

- Był temperamenty i czasami na nas krzyczał, kiedy robiliśmy złe rzeczy. Krzyczał jednak głównie po francusku, więc nie do końca wiedzieliśmy, o co chodzi. Ludzie go podziwiali, bo zawsze pomagał innym - wspomina.

W Wielkiej Brytanii spędziła młodość. Skończyła szkołę pielęgniarską, pracowała w szpitalu, sporo podróżowała po Europie. W latach 60. zdecydowała się na wyjazd do Kanady. To była wtedy powszechna praktyka. Nowy kontynent, nowe szanse. Kiedy zmarł jej tato, przewiozła całe archiwum z Londynu do Burlington. Czuła, że musi to zrobić.

***

W przerobionej na mieszkanie piwnicy spędzamy cztery dni. Ilość materiałów jest przytłaczająca. Do 41 kasetek ze slajdami (około 800 pozycji) dochodzą jeszcze zdjęcia w albumach. Według Jean to tylko kilka sztuk, w praktyce to olbrzymi kufer, wypełniony albumami. Nie mamy wyjścia i kupujemy skaner. Od tego momentu kolejne minuty odmierza nam dźwięk przesuwanej matrycy. Po pierwszym dniu irytuje, po ostatnim doprowadza do szału.

Część albumów przechowywanych w kanadyjskiej piwnicy (fot. Michał Wyszowski / Radio Wrocław)Część albumów przechowywanych w kanadyjskiej piwnicy (fot. Michał Wyszowski / Radio Wrocław)

Szklane slajdy. Takich kasetek jest ponad czterdzieści (fot. Michał Wyszowski / Radio Wrocław)Szklane slajdy. Takich kasetek jest ponad czterdzieści (fot. Michał Wyszowski / Radio Wrocław)

Praca jest mozolna. Zdjęcia trzeba delikatnie odkleić z albumu i przełożyć do skanera. W zależności od wielkości, ich przetwarzanie trwa od kilku do kilkunastu minut. Bardzo staramy się nie zniszczyć liczących często ponad sto lat fotografii. Gospodyni nie ułatwia nam zadania. Codziennie znajduje w domu kolejne związane z Książem skarby. Listy, jadłospisy, dokumenty, rysunki dziadka. Część z nich w oryginale przekazuje na rzecz zamku.

W ostatnim dniu naszej misji wiemy, że nie zdążymy. Kilka albumów po prostu fotografujemy, tak aby mieć chociaż dokumentację tego, co zawierają. Szklane slajdy do dzisiaj są skanowane w specjalnym punkcie w Burlington. Specjaliści co kilka dni przekazują kolejną porcję fotografii w sieciowej chmurze. Przyznają, że to jest dopiero żmudna robota.

***

- To, co robicie, jest dla mnie ważne, ponieważ w naszej rodzinie dziadek jest bardzo istotną postacią. Pan Koch, badacz historii zamku i księżnej Daisy, wiedział o tych zdjęciach, ale i tak byłam bardzo zaskoczona, kiedy dostałam telefon z Polski i dowiedziałam się o tym, że chcecie przyjechać. Ja też wiele razy myślałam o takiej podróży do Książa, ale z wiekiem jest to o wiele trudniejsze - przyznaje Jean Wessel.

Pomimo osiemdziesięciu lat jest wulkanem energii. Dni spędza w ogrodzie lub z nami w piwnicy. Jak każda gaduła, jest zachwycona nowym audytorium. Opowiada o zamku, o księżnej Daisy, dziadku, zdjęciach. Coraz więcej mówi też o własnych losach, trudnych życiowych wyborach, drodze, która z Londynu przywiodła ją na kanadyjskie przedmieście. Przyznaje, że ta „polska inwazja” bardzo jej się spodobała.

- Ta kolekcja daje nam ogromne możliwości. Zdjęcia na pewno zostaną pokazane na wystawie, możliwe, że również w formacie 3D. Przygotujemy album, niewykluczone, że kilka albumów. Fotografie będą również pomocne przy dalszych pracach prowadzonych w Książu - mówi Krzysztof Urbański.

Zamek Książ (fot. Louis Hardouin)Zamek Książ (fot. Louis Hardouin)

***

Łącznie przywozimy z Kanady około 1500 zdjęć. Około, ponieważ w pewnym momencie po prostu przestaliśmy je liczyć. Prawie wszystkie nigdy nie były prezentowane w Polsce. Trafią do tworzonej w Książu biblioteki. Stale mamy też kontakt z Jean, która dzięki naszej wizycie wysyła swojego pierwszego w życiu e-maila. Jest bardzo prawdopodobne, że jesienią wnuczka odwiedzi zamek swojego dziadka. Po raz pierwszy w życiu, spełniając tym samym dziecięce marzenia.

***

Dwa dni po naszym powrocie badaczka tajemnic Dolnego Śląska Joanna Lamparska pisze na swoim profilu: Przebili Złoty Pociąg.

Michał Wyszowski. Dziennikarz Radia Wrocław. Autor bloga Polska by Wyszowski (facebook.com/polskabywyszowski). Opublikował książkę „Na lewej stronie świata”, współpracownik redakcji lokalnych z Dolnego Śląska. Jak sam mówi, cały czas wierzy w siłę słowa pisanego.

Tekst powstał w ramach projektu dokumentalnego „Miasto Archipelag” poświęconego byłym miastom wojewódzkim. Organizatorem jest Wydawnictwo Karakter, partnerami - Trójka, tygodnik „Polityka”, Instytut Reportażu. Projekt realizowany przy wsparciu BlaBlaCar Polska, Olympus Polska i Fundacji Grand Press. Więcej informacji na miastoarchipelag.pl oraz na Facebooku.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (52)
Zaloguj się
  • marter7

    Oceniono 231 razy 227

    I to jest ciekawe - napiszcie gdy będzie wiadomo kiedy wystawa...

  • antykwarium

    Oceniono 189 razy 185

    no i W KONCU fajny tekst, bardzo dziekuje! Najbardziej podoba mi sie zdjecie "przed kominkiem" :)

  • barakuda62

    Oceniono 131 razy 131

    Dosłownie nieprawdopodobne! nie mówię kilka,kilkanaście zdjęć już było by sukcesem,ale... półtora tysiąca a nawet jeszcze więcej to faktycznie "pociąg rozjechany"

  • klm747

    Oceniono 87 razy 85

    super

  • Oceniono 64 razy 64

    serdeczne podziękowania głownie należą sie Pani Wessel ,że zadała sobie tyle trudu i przechowała je do obecnych ,czasów mimo przeprowadzki,jestem pod wrażeniem-wspaniale,bardzo interesująca historia.

  • smoczy_plomien

    Oceniono 52 razy 52

    Wspaniała wiadomość, czekam na wystawę!

  • Dariusz Rosiak

    Oceniono 34 razy 34

    Wystarczy pojechać w Okolice Wałbrycha , aby się zachwycić bogactwem tego regionu . Malowniczo położony Wałbrzych
    wraz z satelitarnymi Boguszów-Gorce ( czas się zatrzymał ) oraz Jedliną Zdrój ( Czerwony Baron ) i wreszcie Szczawnem Zdrój ( z oryginałem sopockiego Hotelu Grand ) . Książ zamek - perełka ! Góry Sowie z obiektami Włodarz i innymi .
    Nieopodal Krzeszów - perełka ( Najstraszy wizerunek Matki Boskliej w Polsce z XIII wieku ) Oszaleć można od atrakcji .
    Można jeszcze wymieniać i wymieniać ... Widziałem dookoła wielu turystów z końca świata . Trochę szkoda ,że my Polacy przekopujemy tony piasku w Tunezji i innych krajach , a tak mało czasu poświęcamy na prawdziwe atrakcje ,
    które mamy tuż pod nosem . Piękny kraj , nic nie ujmując innym krajom . FAJNY ARTYKUŁ . Pozdrawiam
    ( Zauroczony w okolicach Wałbrzycha )

  • lisa2

    Oceniono 52 razy 32

    Wypadałoby tą panią, właścicielkę tych zdjęć, zaprosić do Książa na koszt właściciela zamku - póki ta pani żyje.

    Z samego artykułu wygląda na to, że dorwał się ktoś do prywatnego zbioru i usiłuje to wykorzystać - obojętne z jakich pobudek.

    Niezależnie jakie koszty byłyby poniesione.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX