Posiadłość Józefa Korala

Posiadłość Józefa Korala (fot. Mateusz Witkowski)

reportaż

Zagłębie bogaczy. W niedużym małopolskim mieście żyje ponad stu milionerów

Poznań i okolice straciły już palmę pierwszeństwa w dziedzinie wielkiego biznesu. Nie dzierży jej także Warszawa. Matematyka nie kłamie: prawdziwym zagłębiem milionerów jest dziś Nowy Sącz. W małopolskim mieście żyje ponad sto osób osiągających dochody, które wielu z nas nie mieszczą się w głowie.

Zbliżam się do miasta od strony północnej. Małopolski krajobraz zaczyna nabierać wysokości i niewątpliwego czaru. Nowy Sącz jest wszakże położony u podnóża Beskidów: Sądeckiego, Wyspowego i Niskiego. Poza efektownymi pejzażami w oczy rzuca się pewien niepokojący szczegół. Zdecydowanie zbyt duża, jak na tak krótki dystans, liczba przydrożnych reklam zakładów pogrzebowych.

Parę kilometrów dalej okolica jawi się w jaśniejszych barwach. W podmiejskich Wielogłowach widzę zza szyby nowoczesne zakłady firmy Andrzeja Wiśniowskiego. Jego przedsiębiorstwo należy do wiodących europejskich producentów automatycznych bram garażowych. Nowemu Sączowi zdecydowanie bardziej do twarzy jest z życiem niż ze śmiercią. I to z życiem na naprawdę wysokim poziomie.

Nowy Sącz (fot. Mateusz Witkowski)Nowy Sącz i okolice są znane ze swojego przywiązania do tradycji (fot. Aleksandra Nowak)

Nie ma przypadków

Nowy Sącz jest schludny i po galicyjsku prowincjonalny. Rzędy niskich kamieniczek z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku, nieduże osiedla okalające wysoko położone centrum. Gdzieś w wąskiej uliczce w oczy rzuca się gablotka, za którą umieszczono materiały na temat Żołnierzy Wyklętych - w tych stronach takie widoki są bardzo popularne. Nic nie wskazuje na to, że poruszamy się po zagłębiu milionerów.

Dane pochodzące z zeznań podatkowych za rok 2014, przekazane mi przez rzecznika Izby Skarbowej w Krakowie, świadczą o tym, że milionerów było wówczas w tym osiemdziesięciotysięcznym mieście aż stu czterech. Dla porównania: to mniej więcej tyle, co w ponaddwukrotnie większym Rzeszowie.

Prezydent miasta, Ryszard Nowak, twierdzi, że nie ma tu mowy o przypadku: - To efekt ciężkiej, czasami wielopokoleniowej pracy. Tutaj nikt nie dostawał niczego za darmo, a sukcesy biznesowe wymagały dużego zaangażowania, podjęcia ryzyka, pracowitości, uporu i wyrzeczeń.

Warto w tym momencie ustalić, kogo określa się mianem „milionera”. Jak dowiedziałem się od Justyny Szreter, inspektora z Samodzielnego Referatu Komunikacji Krakowskiej Izby Skarbowej, mowa tu o podatniku, który złożył dowolne roczne zeznanie podatkowe PIT-3X (tj. PIT-36, PIT-36L, PIT-37, PIT-38, PIT-39), gdzie równocześnie kwota dochodu przed opodatkowaniem jest większa od 1 mln zł.

W poczet tutejszych milionerów zaliczyć należy więc nie tylko biznesmenów w rodzaju Kazimierza Pazgana czy Ryszarda Florka (24. i 41. miejsce na liście 100 najbogatszych Polaków z roku 2015 według „Forbesa”, majątek wyceniany na kolejno 960 i 590 mln zł). Mowa tu również o osobach, które nie prowadzą działalności gospodarczej, np. o obdarzonych doskonałą intuicją giełdowych graczach.

Niezależnie od kierunku, który obierają milionerzy, nie ma wątpliwości, że jest ich coraz więcej. W samym Nowym Sączu liczebność tej grupy zwiększyła się w porównaniu z rokiem poprzednim o dwanaście osób. Postanawiam dociec, w czym tkwi sekret i poznać przebieg kariery kilku z tutejszych uznanych już potentatów, w których ślady idą kolejni nowosądeczanie.

Nowy Sącz (fot. Mateusz Witkowski)Efektowny budynek Nowego Ratusza z 1897 roku (fot. Aleksandra Nowak)

Lody w termosie

Wyblakły od słońca plakat z reklamą ich lodów i wielokrotnie korygowanymi cenami mógłby wskazywać na to, że mamy do czynienia z melodią przeszłości. Nic bardziej mylnego. - Koralów tu akurat wszyscy znają, każdy coś o nich ma do powiedzenia. Trudno ich zresztą nie zauważyć. Wie pan, te samochody... Sporo dobrego tutaj zrobili, nie oszczędzają na mieście. Widział pan pomnik papieża na rynku? No to za ich pieniądze przecież - mówi pani Joanna, ekspedientka sklepu znajdującego się nieopodal siedziby firmy.

Marian i Józef Koralowie (drugi z nich - „wraz z rodziną” - zajął 83. miejsce w rankingu najbogatszych Polaków z 2015 roku, jego majątek wyceniony został na 340 mln zł) rzeczywiście nie należą do najskromniejszych, a o ich luksusowych samochodach krążą legendy. Trzeba jednak przyznać, że bracia mają swój styl. W reklamach firmy wystąpił między innymi Daniel Olbrychski, który zarzekał się wcześniej, że nigdy nie podejmie się zlecenia tego typu. Podobno bracia pofatygowali się do niego osobiście, co przekonało aktora.

Początki nie były rzecz jasna najłatwiejsze. Gdy bracia podjęli w 1979 roku decyzję o otwarciu własnego biznesu, władze pokazały im czerwone światło. W Nowym Sączu funkcjonowały już bowiem dwie lodziarnie. Wybór Koralów padł na Limanową. Jak wieść gminna niesie, początkowo transportowali swoje wyroby do odległego o około dwadzieścia pięć kilometrów miasta w... termosie.

Co stało się dalej, wszyscy mniej więcej wiemy. Firma Koral stała się w swojej branży jedynym polskim przedsiębiorstwem, które mogło podjąć rękawicę w starciu z wielkimi koncernami.

Nie mogłem odmówić sobie zobaczenia na żywo posiadłości Józefa Korala. Budynek znajduje się blisko centrum i naprawdę trudno go przeoczyć. Gdy zbliżam się do niego od strony ronda Obrońców Pokoju i widzę, jak gęsto obsadzony jest krzewami, mam pewność, że będę musiał obejść się smakiem. Jedyne, co mi pozostaje, to widok dachu, który mogę podziwiać za pośrednictwem Google Maps.

Na szczęście jednak front budynku nie jest w żaden sposób chroniony przed wścibskimi przechodniami i reporterami. To, co widzę, doskonale pasuje do wszystkich informacji na temat Koralów. W ogrodzie uwijają się pracownicy, a wejście do domu jest pilnie strzeżone przez... dwa złote lwy.

(fot. Mateusz Witkowski)Dostępu do posiadłości Korala bronią niezłomnie złote lwy (fot. Mateusz Witkowski)

Król drobiu i marketingu

- A... no to jest, tak bym powiedziała, król kurczaków. Zaraz, jaki tam król - cesarz! - mówi klientka wychodząca z kawiarni o nazwie Prowincjonalna (polecam tutejszy tort Sachera!), po czym śmieje się na dźwięk własnych słów. Rzeczywiście, drobiowo-arystokratyczna nomenklatura pojawia się w kontekście właściciela Konspolu, Kazimierza Pazgana, nad wyraz często. Jednak zanim przedsiębiorca otrzymał królewskie insygnia, przeszedł pod względem zawodowym całkiem długą i interesującą drogę.

Pazgan ukończył w latach 70. studia na kierunku resocjalizacja i otrzymał etat w znajdującym się w dolnośląskiej Świdnicy zakładzie poprawczym. I choć, jak dziś przyznaje, pracował tam za marne grosze, dały o sobie znać jego spryt i umiejętność osiągania zakładanego celu. Krnąbrnych wychowanków odwodził od sięgania po alkohol i narkotyki górskimi rajdami oraz turniejami piłkarskimi organizowanymi w ramach nagrody za dobre zachowanie. Nietypowe, jak na tamten czas, metody pedagogiczne zdały egzamin. Podopieczni Pazgana należeli do najgrzeczniejszych w zakładzie.

Mimo sukcesów wychowawczych pochodzący z Kamionki biznesmen postanowił założyć własny interes. Otworzył w Świdnicy kwiaciarnię (wcześniej dorabiał do pensji, grając na trąbce w zespole weselnym). Choć nie było to jedyne tego typu miejsce w dolnośląskim mieście, Kazimierz Pazgan znalazł sposób na wyprzedzenie konkurencji. Wprowadził produkt nazywany „prezentem dla szefa”: butelkę koniaku przybraną połamanymi goździkami. Kwiaty uzyskiwał za darmo od miejscowych hodowców.

Marketingowa inwencja Pazgana sprawiła, że stał się liderem wśród lokalnych sprzedawców kwiatów. Najwyraźniej dała jednak o sobie znać tęsknota za rodzinnymi stronami. Po ślubie z Alicją Fiecek, która jest dziś jednym z członków rady nadzorczej Konspolu, wrócił do Kamionki.

W mniej więcej trzydzieści lat trzy kurniki postawione przez Pazgana w Kamionce zamieniły się w blisko sto ferm drobiu. Wskakuję do autobusu miejskiego i jadę na obrzeża Nowego Sącza, aby zobaczyć tutejsze zakłady. Co prawda przez pomyłkę wysiadam o przystanek za daleko, ale mam przynajmniej okazję przyjrzeć się okolicy. Rzędy starych, nierzadko drewnianych domków sąsiadują tu z Wyższą Szkołą Biznesu (do powstania której przyczynił się sam Pazgan) i wspomnianymi zakładami.

(fot. Mateusz Witkowski)Wszystko wskazuje na to, ze firmie Konspol sprzyja nie tylko pogoda (fot. Aleksandra Nowak)

W powietrzu unosi się zapach przetworzonego drobiu. Pozwalam sobie na zrobienie kilku zdjęć, jednak zaraz podchodzi do mnie pani ochroniarz ze stosowną reprymendą. Próbuję jeszcze paru forteli, nie bawię tu jednak zbyt długo - sto metrów dalej znajduje się posterunek policji.

Konspol jest dziś prawdziwym gigantem. Co drugi burger z kurczakiem, po jakiego sięgają klienci KFC i McDonald's, zawiera w sobie mięso wyprodukowane przez jego zakłady. Stale współpracuje również z Biedronką. Jako że polski rynek jest dla prezesa za mały, pracuje nad podbojem Azji - buduje swoją fabrykę m.in. w indonezyjskiej Dżakarcie.

A co najlepsze, numer 24. na liście najbogatszych Polaków wciąż zdaje się pozostawać po prostu upartym i przywiązanym do swojej ziemi góralem. Tak o sobie zresztą mówi. Trzy lata temu na weselu swojej córki, które zbiegło się z trzydziestą rocznicą istnienia Konspolu, pojawił się w stroju ludowym.

Biznesplan ze strychu

Z zakładów Pazgana bardzo blisko już do Fakro. Jak w przypadku każdej wielkiej kariery, sporą rolę odgrywa tu swego rodzaju mit założycielski. Podobno Ryszard Florek wpadł na pomysł stworzenia własnego biznesu w latach siedemdziesiątych, spędzając czas w domu rodzinnym, w położonej na strychu sypialni.

Zdecydowanie cierpiał tam na brak światła, w dachu nie było bowiem ani jednego okna. Po rozpoczęciu studiów na krakowskiej politechnice, udało mu się wyjechać do RFN na staż. Tam nabrał przekonania, że jego pomysł na biznes ma sens.

Dziś Florek jest jednym z najbogatszych Polaków, a jego firma Fakro, produkująca okna dachowe, kontroluje około 15 proc. światowego rynku.

Sukces prezesa Florka doskonale pasuje do porzekadła „Potrzeba matką wynalazku”. Stanowi też doskonały przykład tego, w jaki sposób przedsiębiorcy z przełomu lat osiemdziesiątych i  dziewięćdziesiątych przekuwali nasze zapóźnienie w stosunku do reszty Europy w bardzo opłacalny biznes.

Właściciel Fakro zgodził się poświęcić mi nieco swojego czasu. Podobnie jak większość moich rozmówców, również i on uważa, że ludzie z Nowosądecczyzny są w pewien sposób szczególni: - Jest to rejon pracowitych ludzi, nie tylko biznesmenów, ale również menedżerów i pracowników. Ponadto przedsiębiorcy starają się ze sobą współpracować, inspirować się nawzajem i wymieniać wiedzą.

Ryszard Florek (fot. Mateusz Skwarczek/AG)Ryszard Florek, prezes firmy Fakro produkującej okna dachowe i kontrolującej ok. 15% światowego rynku (fot. Mateusz Skwarczek/AG)

Rzeczywiście, pewna atmosfera „lokalności” jest w Nowym Sączu wyczuwalna. Świadczą o tym liczne bannery i informacje, które zachęcają do kupowania lokalnych produktów. Miejscowi po prostu lubią okolicę, w której żyją. Tutejszy region jest zwykle kojarzony z konserwatyzmem, co potwierdzają choćby wyniki wyborów samorządowych i parlamentarnych, w których prym wiodą zwykle środowiska prawicowe. Zaryzykowałbym jednak stwierdzenie, że wiodącym rodzajem patriotyzmu jest tutaj ten lokalny, który pozwala na mozolne uprawianie własnego ogródka. Dla dobra siebie i innych.

Prezes Florek wylicza również inne czynniki, które wpłynęły na powodzenie całego interesu. Jeden z nich przykuwa szczególną uwagę. - Wszyscy wspólnicy, od początku do dziś, wszystkie zarobione pieniądze reinwestowali w firmę. Nigdy nie wypłacono dywidendy.

Bramy do sukcesu

Najmłodszy z moich bohaterów, 51-letni Andrzej Wiśniowski, szybko zorientował się, że nowa rzeczywistość gospodarcza będzie wymagała nowych, świeżych pomysłów. Zamiast zająć się, tak jak jego ojciec, uprawą ogórków, postawił na nowe technologie. Ściślej: mowa tu o automatycznie otwieranych drzwiach do garażu, które - jak przewidział - stały się wkrótce dla wielu Polaków jedną ze zdobyczy, które przybliżały nas do społeczeństw zachodnich.

Podobno pierwszy ze stworzonych przez siebie produktów pan Andrzej sprzedał bratu. Mechanizm bramy zawierał w sobie między innymi części z dużego fiata. Sława jego konstruktorskich umiejętności szybko wykroczyła poza rodzinne kręgi. Wiśniowski zdobywał coraz więcej klientów, czemu sprzyjał fakt, że zakup bram produkowanych za granicą był kompletnie nieopłacalny. W 2014 roku jego majątek był szacowany na ponad 200 mln zł.

Lata dziewięćdziesiąte to dla firmy o prostej nazwie Wiśniowski okres intensywnego rozwoju. Najważniejsze okazało się jednak rozpoczęcie eksportu w pierwszych latach dwudziestego pierwszego wieku. Wedle danych z 2014 roku opublikowanych przez biztok.pl, prawie jedna czwarta przychodów firmy pochodziła z handlu zagranicznego. Wiśniowski zadał zarazem kłam przekonaniu, że polskie produkty odznaczają się nie tylko niską ceną, ale i niską jakością. Do produkcji zaprzęgnięto najnowsze technologie, dzięki czemu automatyczne bramy z Wielogłów pod Nowym Sączem stały się jednocześnie bramami do sukcesu.

Nic dziwnego, że to właśnie Wiśniowskiemu przypadł dwa lata temu zaszczyt reprezentowania Polski w Monte Carlo, podczas finału konkursu „EY World Entrepreneur of the Year” przeznaczonego dla najlepszych przedsiębiorców z danych krajów. Z tego, co dowiedziałem się od jednego z pracowników firmy, słowa o „etyce pracy”, które znajdziemy na stronie internetowej przedsiębiorstwa, to coś więcej niż puste slogany.

Sam Wiśniowski uchodzi za osobę serdeczną i przystępną. Podobno zna osobiście około 80-90 proc. zatrudnionych w firmie. To nie lada sztuka, gdyż w jego nowosądeckim zakładzie stworzono ponad tysiąc miejsc pracy.

Twarde dyski i owcze mleko

Próbuję skontaktować się jeszcze z Romanem Kluską (majątek szacowany na 330 mln zł zapewnił mu 86. miejsce na liście „Forbesa”). Przeprasza, że znajdzie dla mnie czas dopiero za kilka dni, bo jest „zawalony pracą”. Choć proponowany przez biznesmena termin niebezpiecznie zbiega się z moim deadline'em, jestem wdzięczny za samą wiadomość zwrotną. Mowa tu bowiem o przedsiębiorcy naprawdę nietuzinkowym.

Roman Kluska (fot. Tomasz Wiech/AG)Roman Kluska porzucił branżę informatyczną na rzecz produkcji zdrowej żywności (fot. Tomasz Wiech/AG)

Kluska doskonale wykorzystał nowe realia gospodarcze. Polska po reformie Leszka Balcerowicza z przełomu 1989 i 1990 roku, niezależnie od tego, jak oceniamy jej skutki, była z punktu widzenia osób otwierających własny interes wolnorynkowym rajem. Biznesmen przyznał w jednym z wywiadów, że nie miał wówczas ani grosza. Nie przeszkodziło mu to jednak w stworzeniu Optimusa, swego czasu największej polskiej firmy informatycznej.

Jak twierdzi Kluska, dziś nie byłoby szans na uruchomienie interesu, kiedy dysponuje się niemal zerowym kapitałem. Kluska kupił licencje na odpowiednie rozwiązania od Japończyków, po czym dostosował je do naszych możliwości technologicznych. I tak powstał polski gigant IT. Pieniądze zainwestowane w Optimusa zwróciły się już po pierwszym roku.

Z czasem jednak karta się odwróciła. Nowosądeczanin został w 2002 roku zatrzymany pod zarzutem oszustw podatkowych. Otrzymał również zakaz opuszczania w kraju, a ponadto musiał złożyć w państwowym depozycie osiem milionów złotych. Ostatecznie nie udowodniono mu winy. Kluska wnioskował o prawie półtora miliona odszkodowania (ustawowe odsetki od depozytu), zamiast tego otrzymał jednak pięć tysięcy złotych. I choć lata później udało mu się w sądzie dopiąć swego, cała afera zmieniła jego karierę biznesową na zawsze.

Właściciel Optimusa sprzedał firmę Zbigniewowi Jakubasowi (również lokalnemu biznesmenowi) za cenę dużo niższą niż realna wartość przedsiębiorstwa i... zajął się hodowlą owiec oraz produkcją serów z ich mleka. Choć, jak sam przyznaje, póki co dokłada do interesu, to w wywiadzie udzielonym portalowi Biznes.pl deklaruje: (...) Tak jak kiedyś miałem najlepsze komputery, tak dziś chcę mieć najlepsze sery na świecie.

Gdy kontaktuję się z panem Romanem w umówionym terminie, dostaję wiadomość: - Pracuję nad zmianą trzech obecnie obowiązujących, a fatalnych dla gospodarki ustaw. Sprawa jest bardzo złożona i natrafiam na duży opór biurokracji, która jest przyzwyczajona, że to ona musi o wszystkim decydować. Proszę wybaczyć, ale sprawy kraju są dla mnie ważniejsze (...). Najwyraźniej to nie koniec historii pt. „Roman Kluska kontra szkodliwe dla przedsiębiorców przepisy”.

„Wierzę w ten jego miliard”

Choć nie brak okazjonalnych nieprzyjemności (jak pokazały afery związane z miejskimi odznaczeniami dla Wiśniowskiego i Pazgana, nie wszyscy radni przepadają za tutejszymi krezusami), znacząca większość z podpytywanych przeze mnie nowosądeczan jest żywym dowodem na to, że miejscowi potentaci cieszą się dużym zainteresowaniem i szacunkiem.

O plusach wynikających z funkcjonowania w niewielkiej okolicy tak wielu zaradnych przedsiębiorców mówi także prezydent miasta: - Przede wszystkim miejscowi biznesmeni to najwięksi pracodawcy w mieście i regionie, ale także partnerzy wielu przedsięwzięć i inicjatyw realizowanych przez miasto Nowy Sącz. Nie do przecenienia jest również fakt wspierania przez nich takich obszarów jak kultura, sport i rekreacja.

Ponadto, kiedy przeglądam materiały prasowe dotyczące naszych bohaterów, łatwo odnieść wrażenie, że wzajemnie sobie kibicują. Gdy Andrzej Wiśniowski ogłosił, że jego celem w 2015 roku jest osiągnięcie miliarda złotych przychodu, Kazimierz Pazgan w wypowiedzi dla „Pulsu Biznesu” stwierdził: - Podziwiam go i wierzę w ten jego miliard.

Wspieranie tego, co lokalne, wydaje się wśród nowosądeckich biznesmenów czymś naturalnym. Ryszard Florek zareagował na rosyjskie embargo na import polskich jabłek nałożone w 2014 roku listem wysłanym do Ministerstwa Gospodarki. Prezes Fakro sugerował, że resort powinien ułatwić przedsiębiorcom zakup jabłek z pobliskich sadów i rozdawanie ich za darmo pracownikom, poprzez zaliczenie kwot przeznaczonych na owoce do kosztów podatkowych firmy. Z kolei Mirosław Janik, prezes Wincor Nixdorf, nazywany często biznesowym wychowankiem Romana Kluski, stwierdził w jednym z wywiadów: - Kiedy myślę o ekipie budowlanej, nie przyjdzie mi do głowy nikt inny jak ci rzetelni górale z Grybowa. Kupuję okna dachowe tylko z naszego Fakro, a bramę do garażu od Wiśniowskiego.

Nowy Sącz (fot. Mateusz Witkowski)Pomnik Jana Pawła II ufundowany przez braci Koralów (fot. Aleksandra Nowak)

Milionerów będzie więcej

Rokowania Nowego Sącza i całego regionu są całkiem niezłe. Prezydent Nowak deklaruje wsparcie dla przedsiębiorców (szczególnie tych początkujących) i zwalczanie biurokracji. Dziekan Woźniak twierdzi natomiast, że co prawda błędem ze strony władz jest brak zdecydowanych działań związanych z dostępnością komunikacyjną regionu, dodaje jednak od razu, że poprawia się standard obsługi przedsiębiorców.

Gdy pytam, czy grono miejscowych bogaczy powiększy się w przyszłości, odpowiada bez wahania: - Liczba milionerów będzie rosnąć. Polska to kraj, który szybko nadrabia zaległości rozwojowe względem najbogatszych gospodarek. W dużej mierze jest to zasługa przedsiębiorców. Co ważne, przedsiębiorcy z Sądecczyzny (nie tylko ci z listy milionerów), a także z całej Polski nie skupiają się tylko na rynku krajowym. Odnoszą coraz więcej sukcesów na rynkach zagranicznych.

Opuszczam miasto z przekonaniem, że szyldy zakładów pogrzebowych to tylko zmyłka i że już za chwilę migną mi przed oczami nowoczesne zakłady Wiśniowskiego. Miejscowi wiedzą doskonale, jak w zręczny sposób łączyć lokalne z globalnym, a budowane w Indonezji fabryki nie są w stanie odwrócić ich uwagi od tego, co dzieje się w pobliżu Dunajca.

Mateusz Witkowski (ur. 1989). Redaktor naczelny i współzałożyciel portalu Popmoderna.pl. Absolwent krytyki literackiej na Wydziale Polonistyki UJ, obecnie doktorant na tym samym wydziale. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Zdecydowanie sprzeciwia się dzieleniu kultury na „wysoką” i „niską”. Publikował m.in. w „Dwutygodniku”, „Xięgarni”, „Czasie Kultury”, „Opcjach”, stale współpracuje z Gazeta.pl i Wirtualną Polską.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (224)
Zaloguj się
  • mateuszowski86

    Oceniono 268 razy 232

    Średnia pensja pracownika pracującego u wyżej wymienionych milionerów to ok 1500zł na rękę

  • elmot

    Oceniono 222 razy 210

    Szkoda że autor nie zestawił tego ze średnim wynagrodzeniem w powiecie. Dziwnym zbiegiem okoliczności mamy najwięcej milionerów (w przeliczeniu na ilość mieszkańców) i jedne z najniższych zarobków w całej Małopolsce. Przypadek? Nie sądzę. Obecny stan przypomina raczej republikę bananową, a nie normalne państwo.

  • rozterka47

    Oceniono 145 razy 101

    Nie przesadzajcie, to nie tylko pęd do pieniędzy ale i umiejętność podjęcia ryzyka i przedsiębiorczość., a przede wszystkim pieniądze na otwarcie biznesu i nie łudźmy się , że można je zaoszczędzić pracując na przysłowiowym etacie czy biorąc kredyt w banku nie mając wcześniej odpowiedniego materialnego zabezpieczenia. lub znajomego dyrektora :)
    Tak czy siak nie dla maluczkich :)
    łatwiej było w latach 90-tych gdzie za grosze można było kupić ziemię pod firmę , nieruchomości , pierwsze maszyny ,
    ale ta taniocha i tak nie była dla szaraków a dla różnych wybrańców i znajomych wybrańców :)

  • banan125

    Oceniono 95 razy 79

    najciekawsze jest to , że największą POZYTYWNĄ rewolucję w polskich biznesach zrobił były komunista - min. Wilczek pok koniec lat 80-ych, i żaden inny nigdy mu nie dorównał

  • adasko

    Oceniono 79 razy 71

    To może redaktor napisze jeszcze ile procent mieszkańców pracuje na umowach śmieciowych, albo jak tradycjonalistyczna władza wspiera zachowania rycerskie wobec kobiet i inwestuje w żłobki i przedszkola albo opiekę medyczną. Aha, to może redaktor napisze jeszcze ile w Nowym Sączu jeździ leasingowanych mercedesów, porsche itp. za których ulgę podatkową zapłaciły biedacy cebulacy.

  • prawdziwek89

    Oceniono 80 razy 66

    Tylko co z tego? W najbogatszym kraju świata USA jest najwięcej miliarderów, a 30% mieszkańców nie stać na ubezpieczenie zdrowotne... Tak na prawdę liczy się tylko wskaźnik bezrobocia. Jeżeli jest niskie można mówić o sukcesie danego regionu/kraju. Jeżeli jest wysokie to kompletna klapa.

  • xxx-111

    Oceniono 80 razy 66

    "Mowa tu również o osobach, które nie prowadzą działalności gospodarczej, np. o obdarzonych doskonałą intuicją giełdowych graczach"
    To jest dobre, "doskonała intuicja giełdowa" w tym przypadku powinna być przedmiotem zainteresowania KNF.

  • prawdziwek89

    Oceniono 57 razy 51

    Nic nie mam przeciwko przedsiębiorczości. Jednak nie ma się co dziwić, że szybkie bogacenie się jednostek wzbudza wątpliwości. Bieda i bezrobocie stanowi często dobry klimat do błyskawicznego bogacenia się jednostek. Milionerzy i oligarchowie szczególnie szybko i gęsto pojawiają się w krajach o źle działającym prawie, korupcji (np. Ukraina) lub śmieciowym rynku pracy (Polska) i nie jest to żaden powód do chwały. Absolutnie nie oskarżam nowosądeckich biznesmenów o nieuczciwość. Na pewno wzbogacają region podatkami i miejscami pracy. Jednak pomimo tej ilości milionerów ten region wcale nie jest bogaty… Dla mnie znacznie lepszą informacją byłoby np. że zamiast milionerów na nowosądecczyźnie jest najniższe bezrobocie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX