(fot. archiwum prywatne)

wywiad gazeta.pl

Szafiarka dla wierzących? Hipster Katoliczka chce udowodnić, że "można być katolikiem i fajną dziewczyną"

Albo roraty, albo śniadanie w Charlotte? Jola Szymańska, autorka bloga "Hipster Katoliczka", walczy ze stereotypami, szufladkowaniem ludzi. I przekonuje, że "to nie skandale, in vitro, biskupi i gender, ale fakt, że dzięki Chrystusowi jesteśmy zbawieni i mamy nowe życie, jest istotą chrześcijaństwa".

Hipster i katoliczka. Czy to się nie wyklucza? Brzmi jak oksymoron!

- Pozornie tak, ale określenie „hipster” dotyczy warstwy zewnętrznej, „katoliczka” - duszy. Może te postawy wydają się skrajnie odległe, ale mam nadzieję, że udaje mi się je pogodzić. Zresztą każdy z nas ma w sobie jakieś skrajności. Parafrazując klasyka: nie wierzę w to, że czarne jest czarne, a białe jest białe, czyli że albo roraty, albo Charlotte [warszawska kawiarnia z filiami w Krakowie i Wrocławiu - przyp. red.]. Ja lubię bywać i tu, i tu.

Nie jest to trochę kreacja?

- Nie, to szczere. Ale przyznaję, że jeszcze kilka lat temu słowo „hipster” kojarzyło mi się obciachowo - z wylansowanymi studentami, spędzającymi czas w drogich knajpach, z iPhone'ami i Macami.

W pewnym momencie zrozumiałam, że zwyczajnie im zazdroszczę - kasy, urody, luzu. Zrozumiałam, że określenie „hipster” to tylko łatka, która pomaga mi, gdy czuję się od kogoś gorsza. Zresztą taką łatką jest też „katolik”. Zakładając bloga, postanowiłam wsadzić kij w mrowisko, pokazać, że proste szufladkowanie jest głupie i małostkowe. Przecież katolik może interesować się sztuką alternatywną, a hipster to nie tylko zblazowany mieszczuch. Nazwa mojego bloga nie jest efektem przemyślanej strategii marketingowej, a wynikiem takiej właśnie obserwacji. I pragnienia bycia sobą, bo - jak każdy - nie mieszczę się w prostych schematach. I ta wolność jest piękna.

 Jola uwielbia Pana Boga za krakowskie knajpki (fot. archiwum prywatne) Jola uwielbia Pana Boga za krakowskie knajpki (fot. archiwum prywatne)

Mimo wewnętrznego przekonania o słuszności nie bałaś się negatywnych opinii i zwyczajnego hejtu?

- Szczerze? Kiedy zaczęłam mówić głośno, kim jestem, poczułam ulgę. Posłużę się metaforą muzyczną. To chyba Miles Davis, improwizując podczas koncertu, pomylił dźwięk kulminacyjny o pół tonu. Wyszedł z tego straszny fałsz, a on nie zmienił dźwięku, tylko grał go coraz głośniej. Zespół szybko dostosował do niego harmonię, a widownia była przekonana, że to był zamierzony i genialny zabieg Davisa. U mnie było podobnie, powiedziałam głośno, kim jestem, chociaż było to bardzo ryzykowne. Okazało się, że nie ma się czego bać.

Na twoim blogu nie ma negatywnych komentarzy. Usuwasz je?

- Nigdy nie usunęłam żadnego komentarza. Myślę, że dobro przyciąga dobro. Piszę o tym, czego doświadczam, a ludzie dzielą się ze mną i ze sobą nawzajem swoimi przeżyciami. Kiedy pisałam o problemach z modlitwą, czytelnicy cieszyli się, że ktoś podejmuje taki temat. To zwykłe i proste dylematy każdego wierzącego człowieka. Nie staram się być kontrowersyjna.

Jednak twoje poglądy dla części katolickich publicystów mogą wydać się niepoprawne. W jednym z wywiadów powiedziałaś, że katolicyzm w swojej naturze jest slow, eko i vintage, więc spełnia wszystkie kryteria hipsteryzmu.

- Określenia eko, vintage, slow nie są kojarzone z chrześcijaństwem, a przecież są wpisane w jego naturę. Choć brzmią nowocześnie. Życie z Bogiem, tradycja i nasze podejście do narzeczeństwa i małżeństwa jest vintage. Wiara jest slow, bo zachęca do zatrzymania się, refleksji. No i życie katolika powinno być eko - z miłości do drugiego człowieka, przyszłych pokoleń, do ziemi, wreszcie - do siebie. Pan Bóg zaprasza nas do dbania o swój organizm i środowisko. Te trzy określenia pomagają na nowo dostrzec dorobek chrześcijaństwa i zrezygnować z oklepanych haseł, nad którymi nikt się nie zastanawia.

(fot. Instagram) Hipster Katoliczka nie boi się ani awangardy, ani kobiecej klasyki (fot. Instagram)

Ekologiczna encyklika papieża Franciszka spotkała się z chłodnym przyjęciem w Polsce. Tomasz Terlikowski nie krył, że nie zgadza się z Ojcem Świętym.

- Nie znam tej konkretnej sytuacji i nie wiem, co kierowało Tomaszem Terlikowskim. Mam nadzieję, że Chrystus. Wierzę, że i on szuka w swoim życiu Jezusa i to jest najważniejsze. Dlaczego Bóg prowadzi go inaczej niż mnie? Bo jest wszechmocny i wie dużo więcej niż my.

Porównywałem twojego bloga i teksty wspomnianego publicysty. Różnią was język, emocje, styl, tematy. A przecież piszecie o tym samym Bogu. Co byś chciała powiedzieć dyrektorowi TVP Republika, gdyby zaprosił cię do telewizyjnej debaty?

- Dzień dobry (śmiech). Jeżeli mam być szczera, nie przeszkadza mi, że Tomasz Terlikowski jest czasem twarzą Kościoła w mediach, bo w naszym życiu naprawdę nie chodzi o to, czym żyją media. To nie skandale, in vitro, biskupi i gender, ale fakt, że dzięki Chrystusowi jesteśmy zbawieni i mamy nowe życie, jest istotą chrześcijaństwa. Naprawdę nie mam potrzeby konfrontacji, nie mam parcia na szkło, nie chcę nikogo przekonywać, że to ja mam rację. Rację ma tylko Bóg. Nie wierzę też w podział polskiego Kościoła na toruński i łagiewnicki. To podział medialny, wygodny dla polityków. Czy ktoś pójdzie na mszę łacińską, czy na wielbienie, to nie ma znaczenia, bo chodzi o spotkanie z Jezusem.

Jestem Polką i katoliczką bez tych wszelkich naleciałości i stereotypów. Nie chodzę na manifestacje, nie pójdę na barykady i jestem zażenowana, widząc strajkujący pod teatrem tłum [odwołanie do manifestacji pod Teatrem Polskim we Wrocławiu przy okazji premiery spektaklu „Śmierć i dziewczyna” - przyp. red.]. Chrystus zmienia życie moje i wielu ludzi, uzdrawia, otwiera najbardziej zatwardziałe serca - chcę Go wielbić, a nie bić się o to, co ziemskie. Dla mnie Polska to nie kraj prawicy i lewicy, bo cały ten podział jest dosyć zabawny. Nie rozumiem, dlaczego rozróżniamy prawicę i lewicę według kategorii moralnych, a nie gospodarczych? Polska to dla mnie naród, w którym był i Moniuszko, i Szymanowski. I Sienkiewicz, i Gombrowicz, i Mrożek, i Miłosz. Każdy z nich kompletnie inny.

Słuchasz „antypolskiej” Marii Peszek, ale nie lubisz  „narodowego” malarstwa Jana Matejki.

- Maria Peszek jest świetna i wcale nie uważam, żeby była antypolska. Jednocześnie bardzo lubię Mietka Szcześniaka, namiętnie słucham jazzu. A obrazy Matejki zwyczajnie mi się nie podobają. Bardzo cenię natomiast Jacka Dehnela, nawet często lajkuję jego posty na Facebooku. Zabawne, że to w dzisiejszych czasach wyraz uznania.

(fot. hipsterkatoliczka.pl)(fot. hipsterkatoliczka.pl)

Wybierasz modne lektury, ubierasz się kolorowo, głośno się śmiejesz. Na blogu opowiadasz o fajnym życiu. Czy to nie stoi w sprzeczności z chrześcijańską skromnością?

- Bóg chce, abym była naturalna. Lubię ładne rzeczy, ciekawą sztukę, knajpy i ciuchy. Nie każdy katolik czy ateista musi mieć takie zainteresowania. Jedni interesują się modą, drudzy matematyką, kolejni sportem. O ile te pasje nie szkodzą nam i drugiemu człowiekowi, to nie ma lepszych i gorszych. Przypomnij sobie Ewangelię: Gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz (Mt 6, 17). Krakowska Beczka [Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie - przyp. red.] zrobiła kiedyś akcję: Zrób się na post. Dominikanie przekonywali, że w czasie postu mamy wziąć ten fragment Pisma na serio i wyglądać pięknie. Bo post to nie smutna mina, a zagłębienie się w siebie. Refleksja ma prowadzić nas do prawdy i ma być odkrywaniem miłości Boga.

Brzmisz trochę jak szafiarka dla katoliczek. Na swoim blogu wprowadziłaś kategorię KatoLook. Czy to porady, jak seksownie wyglądać na pasterce?

- Raczej chodziło mi o pokazywanie ciekawych marek, które proponują dobrej jakości design. Torby, akcesoria, T-shirty. Katoliczki, wierz mi, nie chodzą wyłącznie w spranych golfach i spódnicach do kostek.

Zróbmy eksperyment myślowy - co byś zrobiła, gdybyś przez tydzień nie wierzyła?

- Chcesz wiedzieć, czy gdybym nie wierzyła, to skupiłabym się na imprezowaniu?

Raczej czy byłabyś wtedy otwarta na propozycje, które teraz blokuje ci wiara?

- Czy korzystałabym z propozycji seksualnych? Nie. Zresztą takie sytuacje się zdarzały, a ja zawsze odmawiałam, bo mnie to naprawdę nie kręci. Mam szacunek do samej siebie. Poza tym nie chciałabym żyć inaczej. Życie zgodne z dekalogiem to pewny na 100 procent przepis na szczęście.

Jola patrzy ze spokojem w przyszłość, Bóg nauczył ją ufności i radości (fot. Anna Nycz)Jola patrzy ze spokojem w przyszłość, Bóg nauczył ją ufności i radości (fot. Anna Nycz)

Masz bardzo mocną wiarę. Naprawdę uważasz, że przykazania cię nie ograniczają? Jesteś ładną, wykształconą dziewczyną, żyjesz w dużym mieście, które daje wiele możliwości.  Życie jest krótkie, a ty spędzasz je, dostosowując się do zakazów i nakazów.

- Nie wiem, czy moja wiara jest mocna. Chciałabym, żeby tak było. Ale jeżeli nie masz osobistej relacji z Bogiem, to przykazania faktycznie są obciążeniem, wiążą się z poczuciem winy i rodzą frustrację. To nie jest propozycja Boga, On chce dla nas życia w obfitości. Jest dobrym ojcem, który radzi mi, co mam robić. Decyzja zawsze należy do mnie, ale ja wiem, że on chce mojego szczęścia, i mojej wolności. Wyobraź sobie, że masz kogoś, kto bardzo mocno cię kocha i akceptuje cię takim, jakim jesteś. Komu możesz powierzyć swoje problemy.

A nie jest tak, że czasem katolicy idą na łatwiznę - słuchają proboszcza, zamiast myśleć samodzielnie, z góry zamykają się na hasła, które biskup określił jako niebezpieczne?

- Na pewno są tacy, którzy bezrefleksyjnie wybierają wiarę, albo tacy, którzy się na nią zaledwie „godzą”. Decyzja, czy chcę być świadoma swojej wiary, należy do mnie. Albo się wysilę, zacznę czytać, poszukam mądrych ludzi, zadam sobie trudne pytania, albo zostanę na poziomie mniejszej lub większej bezmyślności. To się zazwyczaj weryfikuje w obliczu przełomowych wydarzeń w życiu.

Ostatecznie niezależnie od tego, ile głupot i błędnych decyzji mamy za sobą, Chrystus każdego dnia daje nam nową szansę. Codziennie decydujemy: zostaję na powierzchni albo podejmuję wysiłek i wchodzę głębiej.

Bycie hipster katolikiem to też takie pójście na łatwiznę. Łatwiej pisać o ładnych rzeczach, uduchowionych piosenkach, ambitnych książkach z przesłaniem, niż wyjść na peryferia chrześcijaństwa, głosić Ewangelię pośród tych, którzy odrzucają Boga i dalecy są od twojej estetyki.

- Bóg ma swój plan na mnie, do mnie należy rozeznawanie Jego woli. Nie prowadzę bloga po to, żeby karmić się pozytywnymi komentarzami i zachwytem ludzi. Chcę pokazywać, że można być katolikiem i normalną, fajną dziewczyną. W tym momencie odczytuję to jako moje zadanie.

Codzienne relacje z rorat, czyli vlog Codzienne relacje z rorat, czyli vlog "roraty jak kawa" (fot. archiwum prywatne)

Kim się inspirujesz w swojej blogowej misji ewangelizacyjnej?

- Ale kościelnie to nazwałeś (śmiech). Cóż, bardzo cenię teksty biskupa Grzegorza Rysia, o. Pawła Kozackiego OP, Karola Sobczyka z krakowskiej wspólnoty Głos na Pustyni. Ostatnio odkrywam z opóźnieniem „Jeżycjadę” Małgorzaty Musierowicz i nie masz pojęcia, ile tam duchowej, życiowej i kobiecej mądrości znalazłam. Naprawdę nie chodzi o to, żeby czytać tylko książki z imprimatur [z oficjalną aprobatą władz kościelnych - przyp. red.]. Bóg mówi do nas w naszej codzienności. Myślę, że gdybym chciała niewierzącemu pokazać Kościół od tej ciekawszej strony, zabrałabym go do dominikanów albo jezuitów. A najchętniej upiekłabym mu ciasto marchewkowe (śmiech).

A po kościele, w ramach hipsterskiej równowagi, zabrałabyś go do modnej knajpki... Gdzie chodzisz na imprezy?

- Jestem typem domatorki, serio. W okresie Wielkiego Postu pójdę na urodziny do koleżanki lub na kawę, jak z tobą, ale staram się unikać głośnych przyjęć. Bardzo lubię tańczyć, od dawna wybieram się na retro potańcówkę do Piwnicy pod Baranami i w kwietniu jestem już umówiona tam z koleżanką. Lubię chodzić na koncerty, chętnie pójdę na Mikromusic i Natalię Przybysz. Ale najlepiej bawię się, wielbiąc Pana. W środy we wspólnocie, w czwartek na Stolarskiej, u dominikanów. Takiej imprezy jeszcze nie widziałeś!

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

 

Jola Szymańska. Autorka bloga „Hipster Katoliczka”. Absolwentka prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zawodowo specjalistka ds. public relations. Na swoim blogu otwarcie przyznaje, że nie jest święta i przełamuje stereotyp młodej katoliczki jako nieświadomej i niedoświadczonej. Na swoim kanale YouTube tłumaczy miłosierdzie na przykładzie „Sońki” Ignacego Karpowicza i mówi szczerze, co chciałaby zrobić, gdyby nie wierzyła. Jej wywiad z s. Gaudią Skass o kobiecości w zakonie obejrzało prawie 20 tys. osób.

Rafał Pikuła. Promotor kultury, copywriter i dziennikarz. Publikował m.in. w "Polityce", "Przeglądzie". Włóczy się po świecie zbierając ciekawe opowieści. Chętnie napiłby się z Wieniediktem Jerofiejewem, Bohumilem Hrabalem i Thomasem Mannem.

Komentarze (129)
Zaloguj się
  • ewunda93

    Oceniono 23 razy -7

    Bardzo dobry i mądry wywiad. Cieszę się, ze w Kościele są osoby takie jak Jola, czyli takie, które przełamują stereotypy dotyczące Boga i ludzi, pokazują, że wiara wcale nie musi być nudna i nas ograniczać. Uważam, że Jola Szymańska to bardzo odważna, nietuzinkowa i inteligentna kobieta. Trzymaj tak dalej! :)

  • mietekkowalski

    Oceniono 27 razy -7

    Ludzie wierzący są silniejsi od tych, którzy odrzucili Boga. Spójrzcie np na sportowców - najwięksi i najlepsi robią znak krzyża! Wiara góry przenosi! Poza tym nawet ci najzagorzalsi fanatycy ateizmu, jak mieli bliżej niż dalej to nagle odmawiali paciorki.... słaby kręgosłup moralny to ulatwia:)

  • lukki69

    Oceniono 22 razy -6

    .. Nikt Wam przecież nie każe mieć zasad życiowych.....to tylko artykuł o kimś,kto ma odwagę pokazać twarz przy swoich poglądach..wy internetowe lemingi-hejciki możecie tylko bluzgać..tyle macie odwagi w wyrażaniu poglądów:)

  • hellk

    Oceniono 7 razy -5

    Shallow understanding from people of good will is more frustrating than absolute misunderstanding from people of ill will.

  • Agata Popanda

    Oceniono 16 razy -4

    Niezmiernie miło czytało mi się ten wywiad, wprowadził dużo pogody ducha w moje dzisiejsze popołudnie. Dla mnie wypowiedzi, notki, filmiki Hipster Katoliczki są bardzo autentyczne - opowiada o własnych przeżyciach, radościach, trudnościach, lękach... To właśnie zachęca do własnego poszukiwania Prawdy, które właśnie takie jest - pełne wzlotów i upadków. Mnie roześmiana twarz Joli motywuje do podejmowania nowych wysiłków w życiu, chce się więcej i lepiej. Zdziwiła mnie ta fala przykrych komentarzy...
    Pewnie tego nie potrzebujesz, ale: Jola, jesteś fajną katoliczką. Działaj dalej, bo to, co robisz, dla wielu jest bardzo ważne! Go, girl! :)

  • enek555

    Oceniono 7 razy -3

    Świat sam sie nie stworzył , musiał Ktoś go zrobić, organizm człówieka też został zaprogramowany żeby działal, przez Kogoś , a nie ewolucję. Bo to tak jakby mysleć że po pewnym czasie komputer z system operacyjnym sam sie wyewoluje z np. kamienia. Ewolucja jest tylko w pewnym małym stopniu, zaprogramowana wczesniej przez Kogoś.

  • enek555

    Oceniono 5 razy -3

    Jest tyle dowodów na istnienie Boga w mediach i internetach że trzeba żyć w średniowieczu żeby tego nie widzieć no i trzeba miec odwagę przyznać sie do błedu przed kolegami, dlatego Oleksy dopiero nałoźu śmierci sie nawrócił. Odwagi wyjdzmy ze średniowiecza.

  • enek555

    Oceniono 3 razy -3

    Jak my lewacy mamy zrozumieć Biblię jak cały czas w mediach mamy serwowany dekadencki styl życia, a przeciez nawet gdybysmy zrozumieli to i tak nam sie nie chce walczyc wiec zwalmy wszysto na tych udajacych katolikow

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX