(fot. Game Over Cycles)

im się udało

W niepozornej podkarpackiej wsi produkowane są motocykle, które podziwia cały świat

"Behemoth Bike", "Recydywista" czy "Batmobil" - te i inne maszyny z pracowni Game Over Cycles zdobią okładki pism na całym świecie, uświetniają zagraniczne imprezy i biorą udział w sesjach zdjęciowych. Projektuje i tworzy je Polak.

W Lisich Jamach na Podkarpaciu, tuż przy granicy z Ukrainą, znajduje się słynna pracownia Staszka Myszkowskiego Game Over Cycles. Dla wielu motocykli jest ona jak salon piękności, bo zdobi się tam i przerabia, a także konstruuje nowe, jedyne w swoim rodzaju maszyny.

Szefa często nie ma. Jeździ po świecie - do Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Czech, gdzie promuje swoje projekty. A jest ich niemało: począwszy od pięknie ozdobionych chopperów, harleyów wyglądających na jeszcze bardziej legendarne niż są, po niesamowity trójkołowiec Batmana, futurystyczny „Behemoth Bike”, czy genialny, jedyny w swoim rodzaju motocykl w całości ozdobiony tatuażami. Wszystkie powstały w warsztacie,  niedaleko domu sołtysa wsi Lisie Jamy.

Artysta motoryzacji

Staszek rozkręcał jednoślady od drugiej klasy podstawówki. Zaczynał od motocykla WSK, junaka czy popularnej „emzety”. Nie on jeden. W okolicy prawie każdy ma jakiś motocykl. Zostały po dziadkach, ojcach i wujkach, spoczywają gdzieś w piwnicach albo stodołach. Dlatego wielu miejscowych próbuje doprowadzić maszyny do stanu użyteczności lub też konstruować motocykle z rozmaitych przypadkowych części. Wychodzi im różnie. Tylko Staszek jest artystą.

(fot. Game Over Cycles)Pierwsza produkcja ekipy Game Over - chopper (fot. Game Over Cycles)

By rozwinąć swoją pasję, przez prawie 10 lat pracował w Niemczech, prowadząc firmę budowlaną. Mówi, że aby zarobić pierwszy milion, trzeba najpierw pięć milionów wydać. Choć jest znany w świecie motocykli, nie lansuje się na „brodatego piwosza” ani „członka gangu”. W kurtce moro, czapce z daszkiem, krótko ostrzyżony, nie rzuca się w oczy.

Firmę motocyklową otworzył po powrocie z Niemiec, w 2012 roku. Na początku nikt nie wiedział, co się dzieje w jego warsztacie. Sporo złomu i trochę hałasu. Nikomu to na wsi nie przeszkadzało, ale wyglądało podejrzanie. Aż w końcu sąsiedzi zobaczyli efekty pracy.  Pierwsze dzieło Staszka, pięknie wystylizowany chopper, zdobyło nagrodę publiczności podczas Bike Week 2012 - największej imprezy motocyklowej w Europie. Po dziś dzień można go oglądać w krakowskim Hard Rock Cafe, gdzie wisi pod sufitem.

Papież i Nergal

Staszek zawsze rozpoczyna pracę od projektu „twarzy”, czyli frontu motocykla. Doskonałym przykładem jest tu „Behemoth Bike”. Pierwszym impulsem do jego stworzenia była maska, jaką nosił Nergal w teledysku „Ov Fire of the Void”. Wokalista Behemotha bardzo chętnie przystał na propozycję patronowania budowie tej machiny, czyniąc „Behemoth Bike” swoim nadwornym motocyklem. W trakcie budowy kontrowersyjny muzyk przyjechał do Lisich Jam z wizytą, co wzbudziło niemałą sensację.

Staszek żartuje, że powiat lubaczowski odwiedziły dotąd dwie sławne postacie. - Jedną z nich był papież Jan Paweł II, który przyjechał sam [w 1991 roku papież odwiedził Lubaczów podczas pielgrzymki - przyp. red.], drugą był Nergal, którego przywiozłem ja - mówi.

Nergal prezentujący motocykl Nergal prezentujący motocykl "Behemoth Bike" (fot. Game Over Cycles)

Mieszkańcy wioski, pomimo drobnych kontrowersji, które wiążą się z postrzeganiem Staszka przez niektóre elity parafialne - w końcu ma kontakty z takimi bezbożnikami jak Nergal - oceniają ekipę Game Over Cycles raczej pozytywnie. - W końcu mam się czym pochwalić - mówi 21-letni Damian. - W dzieciństwie nigdy nawet nie marzyłem, że będę oglądać takie motory.

W okolicznych szkołach zawodowych trwają konkursy na praktyki w firmie Staszka. Uczniowie z najlepszymi ocenami mogą tam spędzić okres przygotowania zawodowego. Ten pomysł podoba się nauczycielom. Nareszcie ktoś motywuje młodzież do nauki. Przykłady pozytywnie spełnionych ścieżek kariery, u których początku jest pasja, są jak najbardziej pożądane.

Zawsze w ruchu

W siedzibie firmy Staszka pracuje sześć osób, ale w pracę zaangażowanych jest także wielu podwykonawców. Wszystko zaczyna się jednak od rysunków szefa, który widzi w motocyklach więcej niż tylko maszyny. Wśród inspiracji plastycznych wymienia Hansa Rudolfa Gigera - twórcę postaci „Obcego” z filmu Ridleya Scotta. Staszek przez wiele lat odwiedzał imprezy motocyklowe, widział wiele najdziwniejszych tworów motoryzacji. Inspiracje Gigerem wymienia jednak na pierwszym miejscu: - Fascynuje mnie sztuka Gigera. Wszystko jest w niej niby poukładane, ale jednocześnie budzi emocje. Przekładając to na budowę motocykli: staram się, by maszyna, nawet gdy stoi, wyglądała tak, jakby była w ruchu.

"Behemoth Bike" i Game Over w prasie zagranicznej (fot. Game Over Cycles)

Koronnym dziełem Staszka jest wytatuowany motocykl. „Recydywista”, bo tak nazywa swoje dzieło jego twórca, ma przód stylizowany na maszynkę do tatuaży. - Tak się zaczęło, potem już poszła cała kryminalna stylistyka - mówi Staszek. - Sprzęgło i hamulec są z rękojeści noża Butterfly. Odpalanie to detonator w starym stylu, zmiana biegów jest zwykłą brechą [metalową dźwignią - przyp. red.]. Tylna lampa jest w kształcie kastetu, a rura wydechowa także w stylu maszynki do tatuaży. Co ciekawe, kiedy odpalę motor, igły w tej „maszynce” pracują razem z silnikiem.

Motocykl ten jest również hołdem dla twórczości niedawno zmarłego Gigera, do której nawiązuje jeden z głównych malunków. „Recydywista” rzeczywiście budzi podziw, nawet wśród osób, które nie są miłośnikami motoryzacji. Wygląda niczym pomnik kultury motocyklowej, bo zawiera w sobie najbardziej sugestywne, kojarzone z nią atrybuty: tatuaże i skóry. Widać, że każdy najmniejszy szczegół reprezentuje wyrazisty koncept.

- Kiedyś próbowałem trochę tatuować w szkole. Rysować umiem, więc stwierdziłem: czemu by nie wytatuować motocykla? Pomysł wydaje się prosty: obłożyć skórą maszynę i pokryć ją tatuażem. Chciałem nawiązać do tego, że w Stanach Zjednoczonych wielu członków gangów motocyklowych miało problemy z prawem, to jest element całej legendy. Motocykl musiał wyglądać jak więzień, który nie ma co ze sobą zrobić w celi i się tatuuje. Myślę, że się udało -opowiada autor pomysłu, kiedy oprowadza mnie po kilku niewielkich pomieszczeniach, gdzie znajdują się rozliczne eksponaty. Klasyczne motocykle, niedokończone projekty i samochody. Wśród nich są zarówno modele z czasów międzywojnia, jak i kultowy Dodge Challenger z filmu „Death Proof” Quentina Tarantino.

Z Lisich Jam do Albanii

Maszyny Staszka zdobią okładki wielu prestiżowych magazynów (m.in. „Wild Magazine”, „Chopper On”). W samych Stanach Zjednoczonych było ich aż jedenaście. On sam jest człowiekiem bardzo skromnym, wciąż podkreśla zasługi całego zespołu z nim współpracującego. Każdy projekt jest w tym gronie omawiany bardzo szczegółowo, a praca ciągnie się latami. Nie wygląda to tak, jak w niektórych programach telewizyjnych, gdzie wesoła grupka osób błyskawicznie konstruuje wypasioną brykę. Tu podzespoły produkowane są od zera, ich kształty nieustannie konsultowane i modyfikowane.

Staszek zbierający laury za Recydywistę na European Bike w Faaker See (Austria) (fot. Game Over Cycles)Staszek zbierający laury za Recydywistę na European Bike w Faaker See (Austria) (fot. Game Over Cycles)

Warsztat nie utrzymuje się jedynie z tych najbardziej spektakularnych produkcji. Sporą część dochodu generują przeróbki, renowacje i zdobienia motocykli wykonywane na zamówienie. Coraz więcej osób chce oddać swój sprzęt w ręce ekipy z Game Over. I nic dziwnego, skoro o firmie Staszka pisano już na całym świecie. - Jakkolwiek by było jesteśmy bardzo daleko od Warszawy. Gdyby firma mieściła się w bardziej dogodnej lokalizacji, nasze maszyny występowałyby już w filmach i serialach. A co dopiero, gdybyśmy istnieli w Stanach Zjednoczonych! Jestem jednak dumny, że na takim końcu świata, za jaki uważa się Lisie Jamy, udało się stworzyć firmę o międzynarodowym zasięgu. A wszystko jeszcze przed nami - opowiada właściciel. Półka ugina się od trofeów. Obok niej jest ściana, na której widnieją okładki pism prezentujące Game Over. Ma się wrażenie, że trafiło się do innego świata, jak z serialu „Sons of Anarchy” czy legendarnego filmu „Easy Rider”.

- Produkt musi być tak mocny, jak historia wokół niego. Każdy z tych motocykli, czy „Behemoth Bike”, czy „Recydywista”, został wrzucony od razu w ten obszar kultury, w jakim miał się znaleźć. Prezentacja „Behemotha” odbyła się na koncercie zespołu Nergala, a „Recydywistę” pokazano światu po raz pierwszy na konwencie tatuaży w Londynie. To nasz sposób promocji. Zyskujemy w ten sposób reklamę nie tylko w mediach motocyklowych, ale również w muzycznych i tatuażowych - Staszek wyjaśnia taktykę promocyjną firmy. Niedawno w warsztacie Game Over sesję miała Joanna Kaczyńska, mistrzyni Polski w bikini fitness. Wytatuowany „Recydywista” został natomiast wypożyczony na rozdanie nagród biznesmena roku w Niemczech, którym został właściciel firmy produkującej... maszynki do tatuażu.

Konrad Janczura (ur. 1988). Krytyk, publicysta i prozaik. Związany z portalem Popmoderna i wydawnictwem Korporacja Ha!art.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (56)
Zaloguj się
  • Tomek Kosiński

    Oceniono 135 razy 121

    Warszawiak motocyklista !!! Rozpiera mnie duma że są w Polsce ludzie z taką pasją, talentem i charyzmą tym bardziej że dzieje się to we wschodnio-południowych regionach naszego kraju które są niedoceniane ale to właśnie mieszkańcy tamtego regionu należeli i należą do elity twardzieli i artystów, przy okazji gorąco polecam odwiedzić Bieszczadzką Przystań Motocyklową ( prawdziwa enklawa motonitów otwarta dla wszystkich) , magiczne miejsce dla fanów dwóch kółek bez względu na markę i pojemność silnika !!!!!!!!!!!

  • esmeras

    Oceniono 86 razy 78

    Bajeczne :)

    Ci ludzie tworzą inny świat.

  • cezar85

    Oceniono 68 razy 58

    doceniam różnorodność

    zamiast klepania w kółko tego samego tematu jak niegdyś occ

  • ataner14

    Oceniono 48 razy 46

    Mam 60 lat, Nigdy na motorze nie jechałam bo boję się tego pojazdu. Jeżdżę samochodem. Z przyjemnością obejrzałam dzieła Pana Staszka . Są piękne , dech zapierają. To wspaniałe, że mamy takich zdolnych rodaków którzy sławią naszą Polskę.Powodzenia i samych sukcesów, ale długich lat życia , żeby wiele takich motocykli jeszcze powstało, jak widać artysta można być w różnych zawodach tylko trzeba mieć pasję i talent. Pan Panie staszku ma jedno i drugie. Super!

  • andrazkirm

    Oceniono 70 razy 46

    Tak bo wg "warszawki" na Podkarpaciu produkuje się co najwyżej kamienie do kiszenia kapusty, różańce i przenośne klęczniki. Fajnie, że powstają takie firmy zwłaszcza w takich rejonach jak północno-wschodnie Podkarpacie gdzie bezrobocie szaleje, nie ma przemysłu ani żadnych większych pracodawców poza budżetówką, rolnictwo jest słabo rozwinięte i gdzie ludzie wieją za pracą w Polskę lub za granicę.

  • ubujan

    Oceniono 47 razy 41

    Fantazja, Nergal i Podkarpacie.

  • jackie71

    Oceniono 42 razy 34

    Niesamowite. Dzieła sztuki oblekają dzieła techniki. A co do niepozorności wsi- znalazłam filmik o niej, fajnie by było, gdyby wszystkie w Polsce tak wyglądały... Ostatnio, przy tak ponurej pogodzie, ohyda miejsc dalekich od Lisich Jam ( nazwa też czadowa :) ) dosłownie mnie dobija.

  • Jacek Zeman

    Oceniono 38 razy 32

    Fantastyczne!!!!! Jestem pelen podziwu!!!!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX