Dworzec w Poznaniu

Dworzec w Poznaniu (fot. Filip Springer)

historia jednego miejsca

Poznański ''chlebak''. Dworzec w Poznaniu nie ma sobie równych - jest najgorszy w Polsce

W Poznaniu powinno się uczyć studentów architektury, jak nie projektować dworców. Nadano by w ten sposób sens obiektowi, który powstał wbrew zdrowemu rozsądkowi. Przy budowie tego kuriozum kierowano się wyłącznie chęcią zysku. Interes pasażerów i mieszkańców miasta został zepchnięty na boczny tor.

Ruszyła kolejna edycja plebiscytu na Makabryłę 2015 roku (głosować można TUTAJ). To dobra okazja, by przyjrzeć się losom niechlubnego zwycięzcy tej rywalizacji sprzed dwóch lat - najgorszemu dworcowi w Polsce. Ilekroć bowiem przyjeżdżam do swojego rodzinnego miasta, muszę się zmierzyć z tą zakałą polskiej architektury. Nie da się do niej przyzwyczaić - ból za każdym razem jest tak samo dotkliwy.

Z pewnością są w naszym kraju dworce brudniejsze, mniej funkcjonalne albo bardziej iluzoryczne niż ten. Tak, rywalizacja w kategorii beznadziejnego obiektu dworcowego jest między Odrą i Bugiem bardzo zacięta. Głównie dlatego, że za tę gałąź architektury odpowiadają kolejarze. A o tych już sam budowniczy dworców warszawskiej linii średnicowej - wielki Arseniusz Romanowicz - powiadał, że to najgorszy typ inwestora, jaki może się trafić architektowi.

Dworzec w Poznaniu jest jednak ważny przede wszystkim dlatego, że skupia w sobie wszystkie błędy popełniane w Polsce przy projektowaniu tego typu obiektów. Przy jego budowie kierowano się wyłącznie chęcią zysku. Interes pasażerów i mieszkańców miasta został zepchnięty na boczny tor. A miała to być jedna z poznańskich ikon modernizacyjnej gorączki, jaka ogarnęła Polskę przy okazji organizacji Euro 2012.

Przy budowie dworca w Poznaniu kierowano się wyłącznie chęcią zysku (fot. Filip Springer)Przy budowie dworca w Poznaniu kierowano się wyłącznie chęcią zysku (fot. Filip Springer)

Nowoczesnym centrum komunikacyjnym w samym sercu miasta postanowiono zastąpić mocno już zużyty, choć w pełni funkcjonalny i niezwykle wygodny dworzec główny. Zaprojektowano go jeszcze w latach sześćdziesiątych w oparciu o najlepsze i sprawdzone wzorce. Był to dworzec wyspowy, w którym budynek z kasami i poczekalniami stał pomiędzy torowiskami, zapewniając dogodny i mniej więcej podobny dostęp do wszystkich peronów z obu stron. Ameryki nie trzeba tu było odkrywać, gdy tylko więc krajem zawładnął szał poprawiania i ulepszania wszystkiego, w Poznaniu pojawiły się nadzieje na powstanie nowego, estetycznego obiektu w starym i sprawdzonym miejscu.

Tak się nie stało. Teoretycznie zbudowano dworzec, choć tak naprawdę powinniśmy raczej mówić o galerii handlowej z aneksem dworcowym. Entuzjazm dla budowania galerii handlowych jak kraj długi i szeroki spotkał się, niestety, w pewnym momencie najnowszych dziejów naszego kraju z koniecznością wyremontowania zapyziałych dworców. Jak to zwykle w takich wypadkach bywa, wygrała chęć zysku. Interes publiczny załatwiono minimalnym nakładem sił i środków. W Poznaniu kolejarze dogadali się z prywatnym inwestorem - węgierską firmą deweloperską Trigranit. Oddali jej działkę pod budowę kolejnej galerii handlowej, oczekując, że Węgrzy przy okazji wybudują tutaj także dworzec. Wybudowali, ale dworczyk. Coś, co do dziś urąga nie tylko zdrowemu rozsądkowi, ale też godności podróżnych.

Nowy dworzec to tak naprawdę galeria handlowa z aneksem dworcowym (fot. Filip Springer)Nowy dworzec to tak naprawdę galeria handlowa z aneksem dworcowym (fot. Filip Springer)

Wyobraźmy sobie bowiem dworzec, w którym stanowiska dla autobusów są tak skonstruowane, że częściowo osłonięte przed deszczem czy śniegiem są same autobusy, ale już perony dla pasażerów zupełnie nie.

Wyobraźmy sobie też halę dworca, w której za poczekalnię robi obudowa kaloryferów. Wyobraźmy sobie kilometrowe kolejki do zbyt małej liczby kas. I jeszcze to, że ze schodów ruchomych mogą tu skorzystać ci, co do Poznania przyjechali. Bo odjeżdżający muszą się z walizami pofatygować na własnych nogach, ryzykując przy tym upadek ze stromizny. A warto przy tym nadmienić, że w znajdującej się tuż po sąsiedzku galerii handlowej ruchome schody hulają między piętrami pełnymi sklepów w obie strony.

Odkryte perony dla pasażerów (fot. Filip Springer)Odkryte perony dla pasażerów (fot. Filip Springer)

Wyobraźmy też sobie wreszcie, że aby dojść na ten pseudodworzec z przystanku tramwajowego, trzeba przez tę galerię przejść, bo ciągi komunikacyjne podporządkowano chęci zwiększenia obrotów sklepów, a nie wygodzie pasażerów.

W tej wyliczance nie można pominąć też faktu, że dworzec połączono tylko z trzema z siedmiu (!) peronów. By dostać się na pozostałe, trzeba skorzystać z infrastruktury starego obiektu. Droga z nowego dworca na perony 5, 6, 7 znacząco się więc wydłużyła. Obiecywana na początku przez inwestora kładka piesza, która miała połączyć nowy dworzec z peronami, nigdy nie powstała.

Schody w galerii handlowej (fot. Filip Springer)Schody w galerii handlowej (fot. Filip Springer)

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

Wobec tych wszystkich mankamentów żadnym problemem nie wydaje się być mało wyszukana forma architektoniczna tego grzmota. W środku, zwłaszcza w części galeryjnej, wszystko się mieni, świeci, miga i błyszczy. Tu wodotrysk, tam kolorowe pleksi. To wersja najbardziej populistycznego „budowania na bogato”.

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

Znakiem charakterystycznym obiektu jest jednak przede wszystkim dość grubo ciosana obła tuba ciągnąca się wzdłuż Mostu Dworcowego. Nie jest na pewno zaskoczeniem, że jej ostateczny kształt znacząco odbiega od pełnych lekkości i finezji wizualizacji, jakimi karmił poznaniaków sam inwestor. Budynek dość szybko zyskał sobie miano „chlebaka”.

By nieco załagodzić poczucie żenady, postanowiono więc go podświetlić reflektorami we wszystkich kolorach tęczy. Całość makabrycznie oszpeciła tę część miasta. Wygląda jak weselny tort podłączony do prądu.

Tuba ciągnąca się wzdłuż Mostu Dworcowego (fot. Filip Springer)Tuba ciągnąca się wzdłuż Mostu Dworcowego (fot. Filip Springer)

Jak do tego wszystkiego doszło, trudno dociec. Dość powiedzieć, że wiceprezydent miasta odpowiedzialny z ramienia urzędu za tę inwestycję po upływie kadencji znalazł pracę w jednej z kolejowych spółek. Sam prezydent zaś zaproponował, by jedną z jego przedwyborczych debat poprowadził niedawny... rzecznik dewelopera, który za tą architektoniczną porażką stoi.

Nie ma wątpliwości, że przy budowie tego dworca interes pasażerów i mieszkańców miasta został zepchnięty na boczny tor (fot. Filip Springer)Nie ma wątpliwości, że przy budowie tego dworca interes pasażerów i mieszkańców miasta został zepchnięty na boczny tor (fot. Filip Springer)

Jakkolwiek by do tego nie doszło, jedno jest raczej pewne. Zintegrowane Centrum Komunikacyjne Poznań City Center (tak, to naprawdę oficjalna nazwa tego obiektu) zasługuje na wzmiankę w każdym opracowaniu historii architektury Polski początków XXI wieku. Trudno bowiem znaleźć w całej Polsce gorszy obiekt o podobnej funkcji. Można na jego przykładzie wręcz uczyć, jak dworców nie projektować.

Inwestycje takie jak przebudowa Dworca Centralnego, dworca Warszawa Zachodnia czy dworca w Sopocie pokazują jednak, że kolejarze z tej nauki żadnych wniosków nie wyciągają. Ale to akurat już chyba nie jest żadne zaskoczenie.

Książki Filipa Springera są dostępne w Publio.pl >>

 

Filip Springer. Reporter, fotograf, współpracuje z „Dużym Formatem”, „Polityką”, „Tygodnikiem Powszechnym”. Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi „Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach” (Karakter) oraz „Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni” (Czarne), „13 Pięter” (Czarne). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (258)
Zaloguj się
  • goracykapiszon

    Oceniono 312 razy 278

    A we mnie ten dworzec budzi pewną sympatię. W swojej bezczelności i nieporadności będzie pomnikiem obecnych czasów i symbolem podporządkowania społeczeństwa magnaterii. Symbolicznym splunięciem bogacza w twarz biedoty. Symbolem prowincjonalnego zachwytu nad wielkim światem, uosobionym przez bodajże 4 mecze piłkarskie i tabuny podpitego, zagranicznego lumpenproletariatu na ulicach z tej okazji.
    Dworzec jest tak zły, że aż zabawny. Zasługuje na bycie atrakcją turystyczną. I na nazwanie go imieniem Ryszarda Kulczyka.

  • tenare

    Oceniono 247 razy 237

    Stanowiska, z których odjeżdżają autobusy z dworca autobusowego pod Chlebakiem, są tak zaprojektowane, że przód autobusu stojącego na stanowisku jest pod chmurką, a tył pod dachem. Czyli ludzie stojący w kolejce do wejścia do autobusu (co czasami trochę trwa, gdy kierowca sprzedaje bilety), mogą czekać sobie na deszczu i moknąć. Ja tak czekałem, a lało jak z cebra. Normalny syf.

  • Andrew Wroblewski

    Oceniono 199 razy 183

    Byłem tam tydzień temu. Kolejka do drzwi obrotowych łączących galerię z częścią dworcową na x metrów. Wąskie gardło nie wiadomo dlaczego. Słabe

  • franconus

    Oceniono 161 razy 143

    Potwierdzam. Przesiadłem się na tym dworcu (dwa lata temu, w podróży z Krakowa do Berlina, przyznam, że trochę bez sensu...). Akurat miałem problemy z kolanem i ledwo chodziłem. Tak dysfunkcjonalnego dworca nie widziałem nigdy! Porażka na całej linii!

  • mazuvian

    Oceniono 182 razy 138

    Kapitalizm w praktyce. Zero pomyślunku, za to mnóstwo mycia rączek i innych form korupcji

  • Oceniono 136 razy 130

    Podajcie nazwiska projektantów - studio które kasę za to dostało... bo piszecie o PROJEKCIE jakby z powietrza się zmaterializował. Podajcie to w leedzie i pierwszym zadaniu.

  • absyntowy_profesor

    Oceniono 103 razy 95

    Najgorszy dworzec z jakim miałem do czynienia. Pojechalem taksówką - taksówkarz narzekał, że nie ma się gdzie zatrzymać, musi stanąć na rondku za czasami milicja daje mandaty.. Później było tylko gorzej. Wszedlem do centrum handlowego, nie mogłem znaleźć drogi do tego niby dworca.. Balast w postaci ciężkiej walizy nie ułatwiał sprawy. Mając w pamięci obszerną hale poprzedniego, jakże wielkie było moje zdziwienie gdy zobaczyłem gen aneks dworcowy. Kolejki na kilometr.. Mam nadzieję, że otworzą stary dworzec, który może bardziej zniszczony, to jednak spełniał swoją funkcję. Swoją droga chęć zysku to nic złego - tutaj razi po prostu brak kompetencji inwestora, który nie bronił swojego interesu.

  • bpasik

    Oceniono 92 razy 84

    Dodam tylko że nie ma tam komisariatu Policji, dwa lata temu oczekując na pociąg w nocy, poszedłem do MCdonalds. Zamówiłem kawę i dzięki temu pozbyłem się laptopa IBM T43, stary ale fajny. Fakt moje gapiostwo bo podłączyłem go na końcu sali, ale wydawało mi się że mam go cały czas na oku.Jednak nie miałem. Po około 1 godzinie przyjechali panowie z Policji, po cywilnemu. Spisali zeznania i kazali iść około 2 km na na komisariat w nocy by złożyć oficjalne zawiadomienie o przestępstwie. Więc zrezygnowałem

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX