Kardynał Bernard Law

Kardynał Bernard Law (fot. Domenico Stinellis/AP)

społeczeństwo

Przez lata tuszował pedofilski skandal w Kościele. Kardynał Bernard Law nie żyje

Zaczęło się od tego, że znaleźli się odważni ludzie, którzy postawili się potężnej instytucji. Skończyło skandalem, setkami procesów i zmuszeniem Kościoła katolickiego do odszkodowań. I upadkiem człowieka, który zamiast pomóc ofiarom pedofilii, chronił sprawców. Właśnie zmarł. Miał 86 lat.

Styczeń 2002 r. Gazeta "Boston Globe" publikuje tekst "Kościół przez wiele lat pozwalał na molestowanie przez księdza". Jak się miało okazać, pierwszy z wielu tekstów. Bo skala koszmaru ofiar i przestępstw księży, opisanych w dokumentach i zeznaniach poszkodowanych, przeraża do dziś.

Spotlight - zespół śledczy "Boston Globe", od którego wziął tytuł hollywoodzki film, wywalczył ujawnienie akt sprawy byłego biskupa Johna Geoghana, podanego do sądu przez swoje liczne ofiary. Ze śledztwa gazety wyłonił się następujący mechanizm: przez dziesięciolecia najwyżsi kościelni funkcjonariusze archidiecezji bostońskiej na czele z arcybiskupem zamiatali pod dywan sprawy molestowania seksualnego nieletnich przez duchownych. Ofiary przekonywano do milczenia pieniędzmi, a oskarżanych księży przenoszono do innych parafii, umożliwiając im ponownie kontakt z potencjalnymi nowymi ofiarami.

Katedra Św. Krzyża w Bostonie, kościół archidiecezjalny (fot. Stefan14776/wikimedia commons/CC01.0)Katedra Św. Krzyża w Bostonie, kościół archidiecezjalny (fot. Stefan14776/wikimedia commons/CC01.0)

Czarny charakter

12-letni Patrick McSorley z osiedla Hyde Park w dzielnicy Jamaica Plain w Bostonie przeżywał trudny czas. Jego tata popełnił samobójstwo. Gdy ksiądz John Geoghan odwiedził dom McSorleyów, by pocieszyć jego chorą na schizofrenię mamę, a potem zaproponował, że kupi mu lody, Patrickowi wydało się to nieco dziwne. Ale zgodził się wsiąść do auta duchownego i pojechać po smakołyk. W drodze powrotnej ksiądz dotknął jego uda i przesunął dłoń w kierunku krocza. Potem położył ją na genitaliach i zaczął masturbować najpierw chłopca, a potem sam siebie. Na koniec, gdy wysadził przerażonego Patricka z auta przed jego domem, zasugerował, by chłopiec nikomu nie mówił o tym, co się stało - opisał w przełomowym raporcie zespół "Boston Globe".

Historia McSorleya pokazała schemat działania Geoghana: namierzał rodziny (nierzadko samotnych) katolickich matek, często ubogie, wielodzietne, ledwo wiążące koniec z końcem. Przepracowane kobiety z wdzięcznością przyjmowały ofertę pomocy, opieki, wypraw na lody i wspólnych modlitw przy układaniu dzieci spać.

Najmłodsze z molestowanych dzieci miało zaledwie cztery latka. Przeciwko Geoghanowi oskarżenia wniosło ponad 130 osób. Patrick McSorley przez lata walczył z alkoholizmem i depresją.

Ofiara księdza-pedofila Phil Saviano, którego postać pojawia się w Ofiara księdza-pedofila Phil Saviano, którego postać pojawia się w "Spotlight", witany brawami na festiwalu filmowym w Santa Monica (fot. Carlo Allegri/Reuters)

Demaskator. Zemsta ofiary

W kolejnych tekstach "Boston Globe" ujawnił m.in., że parafianie poinformowali kilku kolegów księdza-pedofila o jego uczynkach. Nie wszyscy jednak przekazali tę informację przełożonym. Korespondencja między Geoghanem i dwoma kardynałami, rozciągnięta na 30 lat, dowodzi, że przełożeni duchownego traktowali jego działania "delikatnie" - podkreśla bostońska gazeta. Cały czas chodziło jednak o jednego księdza.

A potem z redakcją skontaktował się Phil Saviano.

Mężczyzna przesłał dziennikarzom informacje, które przegapili wcześniej - pisze katolicki portal "Cruxnow" (powiązany z "Boston Globe"). Kiedy Saviano opowiedział, co wie i co spotkało jego samego, przysłuchujący się temu redaktor wykonał telefon do szefa. I powiedział krótko: Będziemy potrzebować więcej reporterów. To jest większe, niż sądziliśmy.

I było. Saviano, który już w 1995 r. ujawnił, że był molestowany przez księdza Davida A. Holleya, wiedział dużo. Dzięki jego informacjom "Boston Globe" opisał następne, idące w setki, przypadki molestowania . A także to, jak hierarchowie lekceważyli informacje o przestępstwach księży, przenosząc niewygodnych duchownych do kolejnych i kolejnych parafii - nawet po tym, jak w miejscach, do których zostali przeniesieni, molestowali nowe ofiary. Zaś kościelni prawnicy uzyskiwali - za pieniądze - milczenie ofiar.

Kadr ze Kadr ze "Spotlight": reporterzy "Boston Globe" pracują nad sprawą księży-pedofilów (fot. Kerry Hayes/materiały dystrybutora)

"Boston Globe" pisał dalej

Przez cały rok 2002 "Boston Globe" regularnie ujawniał kolejne odsłony skandalu. Gazeta pisała o milionach dolarów, które Kościół wydał na dyskretne leczenie pedofilów w szpitalach psychiatrycznych. O historiach dzieci - ofiar molestowania przez wielebnego Josepha Birminghama. O tym, jak arcybiskup Bernard Law przeniósł do parafii w New Jersey księdza, który przyznał się do molestowania ministranta. O współpracownikach arcybiskupa Lawa, którzy również puszczali mimo uszu doniesienia o molestowaniu przez księży bostońskiej diecezji. O przywracaniu na stanowiska księży, na których krążyły liczne oskarżenia o molestowanie. O tym wreszcie, jak księdza, oskarżanego przez rodziców o molestowanie ministrantów, przeniesiono do innej parafii, gdzie powierzono mu... opiekę nad ministrantami.

Człowiek od ukrywania prawdy

Wśród informacji o wyższych rangą duchownych "ratujących" w ten sposób swoich podkomendnych, powtarzało się jedno imię i nazwisko. Bernard Law. Kardynał Bernard Law, arcybiskup Bostonu w latach 1984-2002. Człowiek, który najpierw zaprosił na spotkanie grupę speców od spraw molestowania seksualnego - po to tylko, by odrzucić ich radę. Radę, która brzmiała: wprowadzić politykę "zero tolerancji" dla przestępstw seksualnych.

Człowiek, który zeznał, że nie przywracał podejrzanych o molestowanie księży do pracy, zanim nie potwierdził, że nie stanowią oni zagrożenia. I wreszcie człowiek, do którego upadku i rezygnacji z funkcji arcybiskupa Bostonu w grudniu 2002 r. przyczyniło się inne, jego własne, zeznanie: że jednak o zarzutach wobec owych księży wiedział.

Kadr ze Kadr ze "Spotlight": reporterzy "Boston Globe" pracują nad sprawą księży-pedofilów (fot. Kerry Hayes/materiały dystrybutora)

Proces

Kilka miesięcy wcześniej, 19 września 2002, do sądu wpłynął pozew wobec arcybiskupa Lawa i innych wysokich funkcjonariuszy bostońskiej archidiecezji, oskarżający ich o działanie w celu ukrywania działań księży pedofilów. Hierarchowie walczyli do końca, usiłując zablokować nakazane przez sędzię Constance M. Sweeney na wniosek "Boston Globe" odtajnienie i publikację kościelnych dokumentów dotyczących oskarżonych o pedofilię kapłanów.

Sąd apelacyjny podtrzymał decyzję. W grudniu 2002 r. ówczesny prokurator generalny stanu Massachusetts Thomas Reilly oświadczył, że archidiecezja wykorzystała "wszystkie sposoby i narzędzia", by powstrzymać prowadzone przez jego biuro śledztwo. W 2003 r. w ramach ugody sądowej archidiecezja bostońska wypłaciła 552 ofiarom molestowania odszkodowania na łączną sumę 85 milionów dolarów.

"Spotlight", czyli Kościół w świetle reflektorów

Dwa Oscary 2015 r. dla filmu "Spotlight", opowiadającego o nagrodzonym Pulitzerem śledztwie "Boston Globe", to nie tylko nagroda dla filmowców i aktorów. To także podkreślenie wagi tego, co zrobiła redakcja bostońskiej gazety: przerwała zmowę milczenia i uruchomiła lawinę.

Od 2003 do 2009 roku w dziewięciu ugodach, obejmujących ponad 375 spraw i 1551 poszkodowanych/oskarżających, tylko amerykański Kościół wypłacił odszkodowania w wysokości ponad 1,1 miliarda dolarów. Pociągnięcie do odpowiedzialności sprawców molestowania w USA zapoczątkowało trwający do dziś proces oczyszczania się Kościoła katolickiego z księży-pedofilów i liczne doniesienia o molestowaniu w innych krajach, m.in. w Irlandii i w Polsce. Wszczęto także kościelne śledztwo, postępowaniem objęto ponad 4 tys. księży. Kilkuset z nich odsunięto od kapłaństwa. Ponad stu skazały sądy.

Bóg płacze. Tych przestępstw i grzechów seksualnego wykorzystywania dzieci nie można dalej utrzymywać w tajemnicy. (...) Odpowiedzialni za seksualne wykorzystanie nieletnich zostaną ukarani - zapowiadał w 2015 r. podczas wizyty w USA papież Franciszek, który powołał nawet specjalny kościelny trybunał do spraw pedofilii. Oficjalne Radio Watykańskie nazwało "Spotlight" filmem rzetelnym i dokładnym, który pomógł Kościołowi "zaakceptować w pełni grzech, przyznać się do niego publicznie i ponieść konsekwencje".

Papież Franciszek z kardynałami i biskupami (fot. Alessandra Tarantino/AP)Papież Franciszek z kardynałami i biskupami (fot. Alessandra Tarantino/AP)

Epilog

Kardynał Bernard Law w maju 2004 dostał - jeszcze od Jana Pawła II - ceremonialną funkcję archiprezbitera patriarchalnej bazyliki Santa Maria Maggiore w Rzymie. Brał udział w konklawe 2005 roku, które wybrało papieża Benedykta XVI. W 2011 ukończył 80 lat i zgodnie z kościelnymi uregulowaniami zrezygnował ze wszystkich funkcji. Przez lata mieszkał spokojnie w Rzymie. Zmarł 20 grudnia 2017 r.

63-letni dziś Phil Saviano, chory na AIDS homoseksualista, jest dziś niewierzący, ale przetrwał i przeżył. Wciąż pamięta "chłód ciemnej piwnicy kościoła, i odrażająco słodki zapach wody kolońskiej" ojca Davida A. Holleya, jego ręce chwytające go za nadgarstki, gdy próbował uciekać i "uczucie bycia schwytanym w pułapkę".

W "Spotlight" aktor Neal Huff, grający Saviano, mówi ekipie dziennikarzy, że wówczas, wiele lat temu, dla dzieciaka z ubogiej rodziny z Bostonu, bycie pod opieką księdza było jak wyróżnienie przez Najwyższego. I dodaje: A jak powiedzieć Bogu "nie"?.

Od redakcji: tekst został opublikowany po raz pierwszy w styczniu 2015 r. Został zaktualizowany po śmierci kardynała Bernarda Law'a.

"Spotlight" - ZWIASTUN
Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl, wcześniej pracował w Gazeta.pl, "Dzienniku" i tygodniku "Newsweek". Rozmawiał m.in. z Richardem Bransonem, Benjaminem Barberem, Robertem Biedroniem i prezydentem Andrzejem Dudą. Ma bloga Realpolitik, bywa na Twitterze i Instagramie. Gdy nie pracuje, chodzi po górach, jeździ rowerem lub pływa żaglowcami po morzach i robi zdjęcia.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (257)
Zaloguj się
  • chasingcars

    Oceniono 200 razy 182

    Szanowni hierarchowie kościoła w Polsce! Tak, jak niegdyś pokazywaliście w swoich świątyniach film "Karol, człowiek, który został papieżem" (choć w rzeczywistości zamiatał brudy pod dywan), tak teraz dla równowagi pokażcie film "Spotlight". Z poważaniem chasingcars.

  • panhoryzontu

    Oceniono 142 razy 134

    Polska czeka na swoich dziennikarzy, którzy ujawnią skalę tego zjawiska.
    W kraju JPII, skala ta będzie nie mniejsza, ale ze względu na rolę i konszachty Kościoła, ujawnienie procederu będzie o wiele trudniejsze...

  • goljad

    Oceniono 103 razy 99

    a tak na marginesie to nasz święty to co robił???? zamiatał i zamiatał pod dywan HIPOKRYZJA I FEEEBLEEE

  • sirseb

    Oceniono 94 razy 84

    wszystko to pod patronatem m.in. swieconego kremowkowca
    :)

  • login-xyz

    Oceniono 82 razy 82

    Rozumiem, ze druga czesc filmu kinowego "Spotlight 2" zostanie narkecony w Polsce? :)

  • hipis3308

    Oceniono 82 razy 78

    Jan Paweł II nie żyje,który pod dywan te pedofilskie afery zamiatał,ale żyje wieprzek Dziwisz,który ten dywan podnosił do góry.Jego powinno się za to rozliczyć,chyba że dostał od Franciszka dyspensę,za zorganizowanie Światowych Dni Młodzieży.

  • cezar85

    Oceniono 79 razy 77

    kler nigdy nie zrezygnował z seksu

    oni tylko kobiet do tego seksu nie potrzebują

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX