(fot. Agi Haines)

wywiad gazeta.pl

Ludzkie ciało z biodrukarki. Artystka projektuje organy, które mają chronić przed chorobami

Brytyjska artystka młodego pokolenia swoimi pracami próbuje przełamać tabu wokół ciała jako materii, którą można modyfikować jak każdą inną substancję. Wyrastając w rodzinie artystów modelarzy, którzy znosili do domu obiekty imitujące ludzkie organy, Agi Haines od małego czuła niezwykłą więź z tematem.

Tworzysz prace, które odwołują się do ciała ludzkiego jako materii. Skąd taki pomysł?

- Zawsze interesowała mnie anatomia i sztuka figuratywna. Poza tym uważam ciało, cielesność za jedno z bardziej istotnych tworzyw. Żyjemy w ciele, czyli „ciało” dotyczy każdego z nas. Odbiorca, obcując z moją pracą, może odnieść się w pewnym sensie do samego siebie. Myślę zresztą, że zawsze mieliśmy obsesję na punkcie cielesności i nas samych. Większość dzieł sztuki dotyczy tego, co to znaczy być człowiekiem.

Czy myślałaś o tym, by studiować medycynę?

- To ciekawe, że o to pytasz. Oboje moi rodzice są artystami, ale bardzo chcieli, żebym poszła na medycynę. Jak byłam młodsza, mój ojciec powtarzał: Nie rób sztuki, zostań chirurgiem! A teraz robię sztukę o chirurgii.

Czyli w przewrotny sposób zrealizowałaś pragnienie rodziców?

- (śmiech) W pewnym sensie tak.

Transfiguracje. Termiczny naskórek - projekt potencjalnych ulepszeń ciał niemowląt za pomocą chirurgii plastycznej (fot. Agi Haines)"Transfiguracje. Termiczny naskórek" - projekt potencjalnych ulepszeń ciał niemowląt za pomocą chirurgii plastycznej (fot. Agi Haines)

Twój pomysł "Circumentive organs", który zrealizowałaś w 2013 roku, w Royal College of Art w Londynie, bazuje na tezie, że w przyszłości będziemy posiadać dodatkowe organy, których koncepcje wyewoluują z wiedzy o organach zwierzęcych. Czy naprawdę w to wierzysz, czy to fikcja?

- Kiedy robiłam ten projekt, też miałam poczucie, że to jest zupełnie niewiarygodne, ale te technologie rzeczywiście zaczynają się pojawiać. Kwestia hodowania organów jest dość ważnym i jednocześnie trudnym tematem, zwłaszcza gdy myślimy o tym z perspektywy ksenotransplantologii, czyli hodowli organów w zwierzętach. Wątek etyczny związany z tym zagadnieniem był wielokrotnie poruszany w świecie naukowym i nie tylko. W moim projekcie odnoszę się do technologii związanej z biodrukiem, czyli takiej technologii, która nie krzywdzi zwierząt. Można już wydrukować w biodrukarkach skórę czy inne komórki. To jest naprawdę niesamowite. Te badania już trwają.

Jak się przygotowywałaś do realizacji tego projektu?

- Powstał bezpośrednio z mojej pracy dyplomowej. Mnóstwo czasu poświęciłam na rozmowy z naukowcami. To one, a także uzupełniające lektury uświadomiły mi, że właściwie nie ma przeszkód, by drukować dodatkowe narządy spełniające nowe, ważne funkcje. Opiera się to na drukowaniu komórek w postaci obiektów 3D.

Co jest właściwie potrzebne, by móc wydrukować taki narząd?

- Na podstawowym poziomie potrzebne są komórki z danego ciała, dla którego chcemy wyhodować narząd, czyli np. jeśli potrzebna jest transplantacja twojej nerki, to bierzemy komórki z twojej nerki i następnie hodujemy je w środowisku laboratoryjnym. Najpierw tworzy się projekt narządu, czyli konstrukcje tkanki. Do tego potrzebny jest protokół generujący wielokomórkowe bloki budujące, czyli tak zwany bioatrament, który będzie mógł zostać wykorzystany do zbudowania tkanki docelowej. W drukarce 3D bioatrament jest drukowany pionowo warstwa po warstwie, aż do momentu uzyskania trójwymiarowej tkanki.

Anthony Atala w 2011 roku, podczas wystąpienia w ramach wykładów TED pokazał, jak wydrukowali taką nerkę w jego laboratorium; jest to naprawdę fascynujące.

Organy, które prezentujesz w ramach projektu, są jednak nietypowe. Jak wpadłaś na pomysł, by wygenerować np. taki Electrostabilis Cardium i do czego miałby on służyć?

- Postanowiłam się przyjrzeć podstawowym zaburzeniom, z jakimi borykamy się jako organizmy ludzkie, a potem zaczęłam myśleć, jak można by je było zlikwidować. Electrostabilis Cardium działa jak defibrylator biologiczny i zawiera komórki z węgorza elektrycznego. Miałby wspomagać nasze serce i chronić przed atakiem serca.

Electrostabilis Cardium (fot. Agi Haines)Electrostabilis Cardium (fot. Agi Haines)

Jakie jeszcze inne organy przyszłości byłyby, twoim zdaniem, dla nas niezbędne?

- Powstały jeszcze dwa - Tremomucosa Expulsum i Cerebrothrombal Dilutus. Tremomucosa Expulsum jest organem, który wykorzystuje mięśnie grzechotnika, dzięki czemu może przesunąć śluz z dróg oddechowych osoby, która cierpi na mukowiscydozę, wprost do żołądka, gdzie zostanie on unieszkodliwiony. Cerebrothrombal Dilutus zawiera zaś komórki z gruczołu ślinowego pijawki, które uwalniają antykoagulant w momencie pojawienia się potencjalnego skrzepu krwi w mózgu. Tym sposobem możemy zapobiec udarom.

Tremomucosa Expulsum (fot. Agi Haines)Tremomucosa Expulsum (fot. Agi Haines)

Cerebrothrombal Dilutus (fot. Agi Haines)Cerebrothrombal Dilutus (fot. Agi Haines)

Czy używałaś żywych materiałów przy tej pracy?

- Nie, to tylko silikon. To znaczy próbowałam zrobić prototypy z żywych komórek, ale efekt przypominał... Frankensteina.

Myślisz o ciele ludzkim jako o materiale, który można wymieniać, składać na nowo?

- Tak. I myślę, że jeśli biologiczny materiał stanie się bardziej dostępny właśnie dzięki np. biodrukowaniu, to stanie się to normą dla wszystkich. Coraz częściej wytwarzamy biologiczne elementy, typu kości, które możemy używać jako dodatkowy materiał. Ciało ludzkie w przyszłości może być jak klocki Lego.

A co z duszą?

- No tak, słyszymy te historie o ludziach, którzy przeszli transplantacje. Nie wiem. Bo właściwie jeśli wyhodowałabyś sobie skórę i zrobiła z tego poszewkę na łóżko, czy przez to stałabyś się bardziej połączona ze światem?

Transfiguracje (fot. Agi Haines)Transfiguracje (fot. Agi Haines)

„Transfiguracje”, które pokazywałaś na Ars Electronice w 2014 roku, to projekt potencjalnych ulepszeń ciał niemowląt za pomocą chirurgii plastycznej. Każda z proponowanych przez ciebie zmian ma na celu rozwiązanie możliwych problemów w przyszłości, jak chociażby wydłużenie skóry na głowie niemowlaka, co zwiększyłoby jego odporność na wysokie temperatury, dzięki większej liczbie żył blisko powierzchni skóry... Widzimy więc przed sobą małego człowieka z pofałdowanymi zwojami skóry na głowie. Te zmiany, które wprowadzasz, nie wyglądają zbyt, powiedzmy, estetycznie. Czy to ma dla ciebie znaczenie?

- Zastanawiałam się, czy ta korzyść płynąca z poprawienia jakości życia w kontraście do efektów estetycznych pozwoli pod względem psychologicznym nadal czuć poprawę. Dzisiejsza chirurgia plastyczna zdecydowanie dąży do narzucania określonych kanonów piękna, ale jeśli poprawa jakości życia dzięki określonym operacjom byłaby znaczna, to może fakt, że ktoś ma dużo dodatkowej skóry na głowie, przestałby być istotny?

Innymi słowy, dominuje u ciebie w pracy prymat poprawy jakości życia nad estetyką?

- Zdecydowanie. Myślę, że w swoich pracach przede wszystkim badam możliwości poprawy jakości działania ludzkiego ciała. W tej pracy patrzę na niemowlaka z perspektywy rodzica, który chciałby dla niego jak najlepiej, który chciałby go ochronić przed zagrożeniami cywilizacyjnymi.

Transfiguracje (fot. Agi Haines)Transfiguracje (fot. Agi Haines)

Jak powstał zarys projektu „Transfiguracje”?

- To znów jest powiązane z moją pracą badawczą, tym razem magisterską. W 2012 roku obroniłam dyplom w Royal Collage of Art. W tym czasie trwała w Wielkiej Brytanii olimpiada. Miałam stworzyć rodzaj kursu, który odwoływałby się do wyczynów olimpijskich, a ja jestem naprawdę okropna w sporcie. Zaczęłam się zastanawiać, jak bym mogła siebie ulepszyć, by być bardziej wydajną w zawodach sportowych. Zaprojektowałam wtedy serię protetycznych twarzy, czyli stworzyłam modele swojej głowy, które były bardziej opływowe, aerodynamiczne i które mogłyby stać się punktem odniesienia moich przyszłych operacji plastycznych. Potem zaczęłam myśleć o ciele bardzo mechanicznie, czy np. nie dałoby się czegoś gdzieś przesunąć. Następnie na przykładzie aparatu na zębach - który, jak wiadomo, lepiej założyć, jak się jest dzieckiem, ponieważ kościec jest bardziej plastyczny - zaczęłam myśleć, że z czysto mechanicznych perspektyw lepiej przeprowadzić te wszystkie zmiany na dzieciach. I tak powstało pierwsze dziecko, właśnie „aerodynamiczne”.

Reszta rozwiązań przyszła mi do głowy, kiedy zaczęłam myśleć z perspektywy rodzica. Konkretne problemy, takie jak globalne ocieplenie czy zanieczyszczenie środowiska, a także wszystkie z tym związane zdrowotne kwestie, były dla mnie inspiracją do projektowania kolejnych transfiguracji.

Ale tym razem to już jest zupełna fikcja.

- Tak, choć z technicznego punktu widzenia wiele z tych operacji jest do wykonania.

Transfiguracje (fot. Agi Haines)Transfiguracje (fot. Agi Haines)

Z jakiego materiału powstały te figury?

- To jest silikon. Są miękkie w dotyku, trochę jak dzieci.

Wykonujesz sama swoje rzeźby?

- Tak. W większości mojej pracy artystycznej chodzi też o kwestie produkowania materiałów. Na przykład w projekcie „New plastic” zależało mi na tym, by wyprodukować - z założenia przecież sztuczny - plastik całkowicie z biologicznych materiałów. Jestem rzeźbiarką, spędzam dużo czasu na pracy z tworzywem, więc to, skąd ono pochodzi, jest dla mnie niezwykle istotne. Nie wiem, czy widziałaś projekt tostera Thomasa Thwaitesa? Chciał zreprodukować toster. Wszystkie części od początku do końca zrobił sam.

Tak, widziałam. No właśnie, w „New plastic” sugerujesz, że może w przyszłości rośliny mięsożerne będą za pomocą swoich enzymów trawiennych produkować nowy rodzaj biologicznego plastiku. Innymi słowy, będziemy zamieniać mięso na plastik?! Skąd ten pomysł?

- To, co było dla mnie interesujące, to odkrycie, że trzymanie zwierząt jest tańsze, niż produkowanie plastiku! Ta praca jest ironicznym komentarzem do naszej obsesji posiadania plastiku.

Plastik, moim zdaniem, to jeden z bardziej kontrowersyjnych materiałów. Rzadko używamy go ponownie, a naturalny recycling plastiku jest naprawdę drogi. To dużo mówi o ludziach. Zamiast zaprzestać produkcji plastiku, gdyż niesie on ze sobą niesamowitą ilość problemów, nadal jesteśmy zdesperowani, by go produkować. Wiemy, że umrzemy, ale nadal chcemy mieć plastik. I dlatego byłam nim aż tak zafascynowana, tą desperacją, by mieć ten materiał.

Nowy plastik (fot. Agi Haines)Nowy plastik (fot. Agi Haines)

Jak wyglądała twoja ścieżka naukowa?

- Zaczęłam od projektowania graficznego na Kingston University w Londynie. Kurs ten jest wyjątkowy, niezwykle rozwijający pod względem analizy zagadnień teoretycznych. Mieliśmy też jednocześnie dużo technicznych zajęć, takich jak topografia, i to było bardzo pouczające. Potem zaczęłam myśleć o produkowaniu rzeźb. To doprowadziło mnie bezpośrednio na kurs, który zrobiłam na Royal College, który nazywa się „Design Interactions”. Głównym celem tego kursu było zgłębianie technologii i jej wpływu na nas. Po ukończeniu college'u zrobiłam wiele wystaw i zaczęłam doktorat na wydziale Design Interactions - w Royal College of Art. Kurs ten ruszył po raz pierwszy w tej formule. Jesteśmy trochę króliczkami do testowania. Jest nas 25 osób z obszaru sztuki i nauki - głównie psychologowie, projektanci, neurolodzy poznawczy i artyści. Wszyscy skupiamy się na kreatywności i poznaniu. Jest to wyjątkowo ciekawe doświadczenie: wymieniać się wiedzą i sposobem myślenia z aż tak różnych perspektyw.

Czy myślisz, że łączenie sztuki z nauką to przyszłość w szkołach artystycznych?

- Myślę, że tak, przy czym dla mnie to nie jest kwestia trendu czy nowości, to raczej powrót do korzeni. W przeszłości artyści byli naukowcami, a naukowcy artystami. Klasyczny przykład to Leonardo da Vinci. To ciekawe, że ciągle mówimy o tym, że powinniśmy robić rzeczy interdyscyplinarne, a tymczasem od wieków tak działaliśmy.

Myślę, że nauka zrobiła się współcześnie za bardzo jednowymiarowa i zbyt ukierunkowana na cel. Czasami pewne rzeczy dzieją się nagle i musisz być otwartym na to, co przypadkowe. Byłam na wykładzie pewnego psychologa, który opowiedział historię, jak to posłano studenta do robienia badań na Antarktydę. Miał zebranych milion danych i ignorował większość z nich, bo w takich zespołach zazwyczaj szuka się jednej specyficznej informacji. Reszta staje się nieważna. Gdyby coś wyjątkowego się wydarzyło, np. w środku Antarktydy przeleciałby motyl, członkowie ekspedycji zapewne zignorowaliby to. I po to są potrzebni artyści, by przywrócić uważność na przypadek.

Agi Haines (fot. archiwum prywatne)Agi Haines (fot. archiwum prywatne)

Agi Haines. Brytyjska artystka i projektantka. Jej działania artystyczne oscylują wokół projektowania ludzkiego ciała. Absolwentka Royal College of Art zdała. Ukończyła też studia doktoranckie w CogNovo, gdzie obecnie jest pracownikiem naukowym. Aktualnie odbywa rezydencje w Waag Mediamatic i VU. Jej badania skupiają się na próbie przekraczania niejednoznacznych granic ludzkiego ciała. Codziennie na całym świecie ludzkie ciała podlegają przecinaniu, zszywaniu czy operowaniu, jednak nie zawsze działania te są uznawane jako aktywność, którą warto zaprojektować. Agi Heines wychodzi z założenia, że tkankę organizmu ludzkiego można traktować jako potencjalny materiał projektowy, zaś praktykę artystyczną postrzega jako działalność stawiającą ważne i cenne pytania dotyczące przyszłości ludzkiego organizmu.

Aleksandra Hirszfeld. Dr filozofii działająca w obszarze praktyk artystycznych, kuratorskich i teorii sztuki nowych mediów. Realizuje własne projekty z pogranicza żywych instalacji scenicznych, sound artu oraz obiektów. Autorka książki Co rządzi obrazem? Powtórzenie w sztukach audiowizualnych (Universitas, 2015). Współpracuje m.in. z portalem www.artandsciencemeeting.pl i www.dwutygodnik.com.

Zobacz także
Komentarze (4)
Zaloguj się
  • socjalizm.niszczy.mozg

    Oceniono 6 razy 6

    Jedno jest pewne: w przyszłości rynek części zamiennych to będzie potężny kasioro-twóczy biznes!

  • phugoid

    Oceniono 24 razy 2

    ja jednak wole zaczekac na naukowca, ktory zaprojektuje takie organy, artystka niech projektuje to cos co jej sie tam po amfie ubzdura do galerii sztuki, z gory dzieki!

  • white_lake

    Oceniono 1 raz 1

    paskudztwo wyjątkowe

  • golem_t

    Oceniono 3 razy 1

    Znawca twórczości Stanisława Lema z GW napisał kiedyś że był on podróżnikiem w czasie. Czyżby miał rację? Wszak opisane tu zmiany są prawie wprost przeniesione z podróży 21 Ijona Tichego.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX