(fot. archiwum prywatne)

im się udało

Polski konstruktor Lego robi furorę w USA. ''Moje recenzje oglądają projektanci marki''

Z klocków Lego potrafi skonstruować ciężarówkę z siedemnastoma silnikami, Audi R8 V10 z napędem 4x4 czy wierną kopię Rosomaka WZT 8x8. Gotowe modele testują jego... chomiki. A on to filmuje i wrzuca na YouTube. Kanał Pawła ?Sariela? Kmiecia oglądają przede wszystkim Amerykanie.

Masz 33 lata. Wypada się w tym wieku bawić klockami?

- Pewnie nie wypada, ale jakie to ma znaczenie? Mam pasję, która pozwala mi się rozwijać. Dzielę się nią z ludźmi z całego świata i nie zamierzam się jej wstydzić.

Od kiedy konstruujesz modele z klocków?

- Jak większość fanów Lego, pierwszy kontakt z klockami miałem w dzieciństwie i wróciłem do nich w ramach hobby jako dorosły facet. Jako dziecko miałem dostęp głównie do małych i prostych zestawów, bo tylko na takie było nas stać, ale to i tak wystarczyło, żeby zaszczepić mi bakcyla. Siedziałem z katalogiem Lego długie godziny i wyobrażałem sobie, jak się bawię zestawami ze zdjęć. Później, jak większość nastolatków, uznałem klocki za dziecinne. Dopiero na studiach przypomniałem sobie, że na strychu mam stare Lego i fajnie byłoby coś z nich zmajstrować. Wymarzone zestawy z dzieciństwa były już wtedy dostępne za w miarę rozsądne pieniądze.

Z początku konstruowanie z klocków Lego było odskocznią od pracy, dobrym powodem, żeby oderwać się od komputera. Dopiero z czasem pojawił się mój kanał z filmami, zacząłem pisać artykuły, potem książki o Lego. Okazało się, że tworzenie własnych modeli jest ciągłym procesem nauki, poprawiania się, rozwoju. Myślę, że to jest powód, dla którego mimo upływu lat klocki mnie nie nudzą.

Paweł „Sariel” Kmieć (fot. archiwum prywatne)Paweł „Sariel” Kmieć (fot. archiwum prywatne)

Czy to prawda, że z Lego można zbudować dosłownie wszystko?

- Niestety nie, Lego z założenia jest zabawką i ma swoje ograniczenia. Mówimy o plastikowych elementach łączonych na wcisk i napędzanych silniczkami, które stworzono z myślą o bezpieczeństwie dzieci. Trudno więc uzyskać konstrukcje o osiągach zbliżonych do tego, co potrafią modele RC, czyli zdalnie sterowane. Nie można raczej marzyć np. o zestawach latających, bo stosunek mocy do masy w klockach jest o kilka rzędów wielkości za niski. Sam od dzieciństwa marzyłem o łodzi podwodnej z klocków, ale żeby ją uszczelnić, musiałbym się uciec do rozwiązań spoza świata Lego.

Skąd bierzesz inspiracje do swoich konstrukcji?

- Fascynuje mnie mechanika i coś, co nazwałbym historią technologii. Połowę mojego mieszkania zajmują książki z tej dziedziny. Obejmują tematy od średniowiecznych maszyn oblężniczych, przez np. czołgi z II wojny światowej, po narodziny technologii samolotów niewidzialnych dla radarów. Dużym natchnieniem są dla mnie projekty Leonarda da Vinci. To niesamowite, co potrafił stworzyć na bazie kół zębatych struganych z drewna.

Zbudowałem m.in. działający model katapulty sprężynowej, którą zaprojektował da Vinci, a która do strzelania wykorzystuje elastyczny element przypominający dzisiejszy resor piórowy. W wersji z Lego katapulta mieściła się na dłoni, ale potrafiła miotać piłki na odległość kilku metrów.

Jak wygląda proces tworzenia jednego modelu? Robisz jakiś projekt?

- Najczęściej chcę zbudować konkretny pojazd i zaczynam od szukania dokumentacji. Znajduję jego rysunek techniczny. Na tej podstawie obliczam wymiary, jakie powinien mieć model, żeby pomieścić mechanizmy w swoim wnętrzu. Kolejny krok to szukanie archiwalnych zdjęć, na których widać detale, np. kolory i oznaczenia. Z taką wiedzą mogę zacząć budowę maszyny.

Model Hummera H1, 10 silników, 4 kilogramy klocków (fot. archiwum prywatne)Model Hummera H1, 10 silników, 4 kilogramy klocków (fot. archiwum prywatne)

Prosisz producentów o plany ich pojazdów?

- Jak dotąd - nie, choć myślałem o tym przy Rosomaku, bo jego dokumentację techniczną wyjątkowo trudno było znaleźć. Ale to informacje, które dotyczą bieżącej pracy sektora zbrojeniowego, więc część z nich jest niejawna.

Czasem jednak ten przepływ informacji działa też w drugą stronę. Zdarzyła mi się prośba o zdjęcia modelu pojazdu RG-35 4×4 od jego producenta, czyli BAE Systems, jednego z największych koncernów militarnych na świecie. W swoim wewnętrznym newsletterze chcieli pokazać, że ktoś stworzył model ich maszyny. Niestety, nie miałem okazji zobaczyć tego newslettera, ponieważ był utajniony. Taki urok zbrojeniówki.

Jak długo trwa budowa twoich maszyn?

- To zależy. Jeden model może pochłonąć od kilku dni do ponad roku, w zależności od stopnia złożoności. A z tym jest różnie, ponieważ staram się nie komplikować projektów na siłę. Mam zasadę, że złożoność powinna być skutkiem, nie celem. Od jakiegoś czasu buduję kilka modeli jednocześnie. Kiedy jeden czeka na dostawę części, mogę zająć się innym.

Wymyślasz również własne pojazdy?

- Nie, bo jestem w tym kiepski. To kolejna zaleta mojego hobby - pozwala poznać i zaakceptować swoje ograniczenia. Wiem, że potrafię się rozwijać w budowie istniejących pojazdów, ale nie mam talentu do wymyślania własnych. Są natomiast konstruktorzy z niezwykłymi zdolnościami w tym kierunku.

Który twój model był najdroższy?

- Z reguły koszty modelu są proporcjonalne do jego wielkości. Dużo wydałem na ciężarówkę-holownik z siedemnastoma silnikami. Samych kabli było w niej prawie 19 metrów i zanim w ogóle zacząłem budowę, pół roku spędziłem na szukaniu jak najtańszych części. Małe modele również mogą być drogie, choćby ze względu na kolor. Niedawno zbudowałem pojazd z filmu „Mad Max” w kolorze beżowym, który w Lego jest dość rzadki; beżowych części jest mało i są drogie. Szło mi nieźle, dopóki nie okazało się, że potrzebuję dwóch małych beżowych elementów, które Lego wyprodukowało tylko w jednym zestawie sprzed kilkunastu lat. Były tak rzadkie, że cena jednego przekraczała 100 złotych i paradoksalnie taniej było kupić cały ten zestaw dla dwóch elementów.

Ciężarówka Kenworth T900 w wersji Road Train, 3 kilogramy klocków, sterowana z komputera dzięki Lego Mindstorms (fot. archiwum prywatne)Ciężarówka Kenworth T900 w wersji Road Train, 3 kilogramy klocków, sterowana z komputera dzięki Lego Mindstorms (fot. archiwum prywatne)

Lego to rynek części i zestawów z drugiej ręki, którym rządzą normalne prawa popytu i podaży. Wszystko, co staje się rzadkie, automatycznie drożeje. Można trafić na np. unikatowe koła po kilkaset złotych za sztukę czy zestawy za kilkanaście tysięcy złotych. Lego produkuje każdą serię tylko przez kilka lat, kiedy więc wychodzi ona z produkcji, jej wartość kolekcjonerska wzrasta. W przypadku największych kolekcji, szczególnie wciąż oryginalnie zamkniętych, potrafi z czasem kilkanaście razy przebić cenę sklepową.

Który model budowałeś najdłużej?

- Budowa modelu Audi R8 trwała łącznie około dwóch lat. Wliczam w to okres, kiedy skupowałem z wyprzedzeniem rzadkie części, bo wiedziałem, że będę ich potrzebował. Musiałem rozłożyć to w czasie, bo nie było mnie stać, żeby kupić wszystko naraz.

Model Audi R8 V10, 6 silników, 2,5 kilograma klocków (fot. archiwum prywatne)Model Audi R8 V10, 6 silników, 2,5 kilograma klocków (fot. archiwum prywatne)

Jaka jest twoja ulubiona konstrukcja?

- Trudno wskazać jedną, ale na pewno budowa ciężarówki sporo zmieniła: dała mi poczucie, że teraz mogę konstruować na luzie, że nie muszę koniecznie udowadniać, że coś umiem. Są modele, które zapamiętałem z uwagi na reakcje widzów. Niedawno dla żartu zbudowałem robota-chomika, który stał na nogach, jeździł, ruszał wąsami i uszami. Było to na tyle odjechane, że trochę się martwiłem, jak zostanie przyjęte, do momentu, gdy ktoś mi napisał, że dokładnie takiego filmu potrzebował po ciężkim dniu w pracy.

Największy model?

- Myślę, że ciągle jest przede mną. Właśnie zbudowałem czołg - Maus, który waży prawie 6 kilogramów i jest długi na 70 centymetrów. To duże wyzwanie, jeśli chodzi na przykład o napędzanie takiego pojazdu, ale nie jest to jeszcze granica możliwości klocków.

Porównanie pojazdu Peacemaker z filmu Mad Max: Fury Road i jego modelu z klocków (fot. archiwum prywatne)Porównanie pojazdu Peacemaker z filmu Mad Max: Fury Road i jego modelu z klocków (fot. archiwum prywatne)

Dlaczego nie sprzedajesz gotowych modeli?

- Każdy model to mnóstwo czasu włożonego w wyszukiwanie części, które przecież mogę później wykorzystać w kolejnym. Sprzedaż konstrukcji oznaczałaby, że muszę odkupić większość części, z których się składała. To musiałoby przełożyć się na cenę sprzedawanego projektu. Wzrosłaby najprawdopodobniej do poziomu nie do przyjęcia dla większości zainteresowanych. Dostaję oczywiście oferty. Niestety, z reguły stanowią ułamek ceny samych części, bo mało kto ma pojęcie o ich rynkowej wartości.

Zdarza się, że producenci różnych maszyn wynajmują kogoś, kto zbuduje model ich produktu z Lego. Sam miałem taką propozycję m.in. od największego producenta wózków widłowych na świecie. Niestety, budżet, jakim dysponował, w najlepszym razie pokryłby koszt samych klocków. Znam jednak osoby, które w ten sposób zarabiają, m.in. Holendra, który buduje bardzo duże modele statków dla różnych stoczni, ale też Polaka, zawodowego górnika, który tworzy modele maszyn górniczych dla szwedzkiej firmy Sandvik.

Dzięki swojemu hobby poznałeś więcej takich zaskakujących osób?

- Zdecydowanie tak, mam szczęście do zabawnych i interesujących widzów. Mimo że pokazuję klocki, oglądają mnie przede wszystkim dorośli. To prowadzi do sytuacji, kiedy np. pan około pięćdziesiątki, wyglądający jak wyjęty żywcem z gangu harleyowców, zachwyca się na Facebooku moimi chomikami. Inny przypadek to Amerykanin, który sprzedaje projektory wielkoformatowe. Demonstruje je w dużych firmach albo na uniwersytetach, puszczając moje filmy. Napisał mi, że kiedy za kierownicą pojazdu z klocków siada chomik, śmieją się wszyscy, od profesorów po prezesów dużych koncernów.

Modele motocykla z filmu Akira, czołgu Tygrys i transportera czołgów Rusich z czołgiem K2 Black Panther (fot. archiwum prywatne)Modele motocykla z filmu Akira, czołgu Tygrys i transportera czołgów Rusich z czołgiem K2 Black Panther (fot. archiwum prywatne)

Do budowania takich maszyn potrzebna jest wiedza z zakresu mechaniki?

- Zdecydowanie tak. Trudno stworzyć skomplikowany model bez zorientowania się, jak działają przełożenia kół zębatych, jakie własności mają różne silniki Lego, bez pojęcia o tarciu, o naprężeniach, o rozłożeniu masy... W Lego nie ma łożysk kulkowych, więc wszystkie elementy ruchome są bardzo wrażliwe na obciążenie.

Jesteś inżynierem?

- Nie, jestem anglistą. Nie mam żadnego wykształcenia technicznego, a żałuję, bo z pewnością by się przydało.

Wielu jest takich pasjonatów klocków Lego jak ty?

- W Polsce mamy kilkuset aktywnych fanów skupionych na forach LUGPol i Zbudujmy.to. Dla młodszych jest też KMFL, czyli Klub Młodych Fanów Lego. Takie społeczności rosną na całym świecie. Największa jest amerykańska, ale o ile Lego cieszy się w Stanach Zjednoczonych dużym powodzeniem, o tyle Lego Technic jest tam niszą. Do tego stopnia, że wiele zestawów z tej serii wydawanych jest w USA z opóźnieniem lub wcale nie pojawiają się na tym rynku. Jest to skutek systemu edukacji. Dla przeciętnego Amerykanina świat kół zębatych i silników jest po prostu mało przystępny. Potęgą Technic są natomiast Holendrzy.

Dlaczego nie jesteś popularny w Polsce? Twoi widzowie pochodzą głównie ze Stanów Zjednoczonych.

- Wydaje mi się, że w Polsce ciągle ze zdziwieniem przyjmuje się fakt, że dorosły facet może mieć inne hobby, niż siedzenie z piwem przed telewizorem. Bawi mnie, kiedy czasem wiozę jakiś model autobusem i wywołuję głęboką konsternację wśród pasażerów. Wyraźnie nie wiedzą, co o tym myśleć. Z drugiej strony, jeśli już spotykam się z jakąś reakcją, jest ona zawsze bardzo pozytywna. Bywa, że panowie z początkami siwizny potrafią się zainteresować samochodem z klocków i pytać o całkiem poważne zagadnienia konstrukcyjne. Inna sprawa, że ponieważ nagrywam filmy po angielsku, mam sporo widzów z Polski, którzy nie wiedzą, że jestem Polakiem.

Co obecnie budujesz?

- Mam teraz na warsztacie trzy duże projekty. Jednym jest ciężarówka Kenworth T600, długa na prawie metr i z półtorametrową przyczepą. Drugim jest statek USS Sulaco z filmu „Obcy” Jamesa Camerona, który buduję, żeby spróbować czegoś nowego. Trzeci to model Land Rovera Defendera, którym chcę „pożegnać” oryginalny samochód, bo w tym roku kończy się jego produkcja. Będzie krótszy niż pół metra, ale znajdzie się w nim układ napędowy z zawieszeniem, blokadami dyferencjałów, skrzynią biegów i napędem na wszystkie koła.

Wisienką na torcie prawie w każdym filmie są chomiki. Najpierw były one czy klocki?

- Klocki były pierwsze, chomiki poniekąd się wprosiły. Ja w ogóle lubię małe, włochate zwierzątka i może dlatego rzadko sprzątam. A tak na poważnie, to mieszkałem kiedyś ze specjalistką od zwierząt. Pewnego dnia przyniosła chomika, a że rozmiarem pasował do klocków, pojawił się w którymś filmie. Od tej pory nie mam wyjścia, widzowie protestują, jeśli w filmie brak aktora. Niektórzy twierdzą wręcz, że to głównie o chomiki chodzi, a klocki są jedynie tłem. Poza tym chomiki są ciekawskie i dobrze jest zapewnić im więcej bodźców. Samo siedzenie w klatkach ich nie satysfakcjonuje. Oczywiście dbam o ich bezpieczeństwo, jeżdżą tylko wolnymi modelami, z dala od ruchomych części, a za każdy występ dostają gażę w postaci czegoś pysznego.

Jeden z chomików testuje gotowy model Peacemakera z filmu Mad Max: Fury Road (fot. archiwum prywatne)Jeden z chomików testuje gotowy model Peacemakera z filmu Mad Max: Fury Road (fot. archiwum prywatne)

Ktoś ci pomaga przy budowie?

- Tylko chomiki. Przypadki współpracy między konstruktorami Lego są rzadkie, bo zwyczajnie trudno budować czyimiś klockami, kiedy nie wiesz, ile ich i jakie ma. Współpracuję za to przy różnego rodzaju produktach kompatybilnych z Lego. Mam znajomego projektanta 3D z Francji, wspólnie wymyślamy części, których Lego nie produkuje, on je projektuje, drukujemy je przez serwis Shapeways, a potem ja testuję je w modelach. Jest Amerykanin, który buduje systemy oświetleniowe pasujące do klocków, i robimy sobie burze mózgów, których rezultatem są elementy imitujące np. lampy ostrzegawcze. Utrzymuję również kontakt z Polakiem, który chromuje klocki.

Po co chromować klocki?

- Dla estetyki i realizmu. Wiele pojazdów, np. amerykańskie ciężarówki, ma chromowane elementy, które najlepiej oddać można, używając właśnie chromowanych klocków. Lego, owszem, produkuje chromowane części, ale w bardzo ograniczonych ilościach. Skoro więc ktoś potrafi tworzyć elementy o jakości identycznej z oryginalnymi, czemu z tego nie skorzystać?

Czy to oznacza, że nie korzystasz jedynie z oryginalnych części firmy Lego?

- Każdy z nas, konstruktorów, prezentuje różne stopnie puryzmu w tej kwestii. Dotyczy on malowania, cięcia czy klejenia klocków, a także np. zakładania opon z modeli RC na felgi Lego. Sam nie pomalowałbym klocków, ale już chromowanie jest dla mnie dopuszczalne, bo przecież stosuje ten zabieg samo Lego.

Chomik testuje model samochodu Mercedes-Benz 540K Special Roadster (fot. archiwum prywatne)Chomik testuje model samochodu Mercedes-Benz 540K Special Roadster (fot. archiwum prywatne)

To kosztowne hobby?

- Gdyby sugerować się cenami sklepowymi, byłoby to hobby dla krezusów. W rzeczywistości sporo można zaoszczędzić, kupując z głową. Przede wszystkim większość z nas robi zakupy tylko przez internet. W Polsce najlepszym miejscem do poszukiwania okazji jest Allegro. Szczególnie kiedy dany zestaw oferuje wielu sprzedawców i muszą ze sobą konkurować. Alternatywą jest międzynarodowy serwis BrickLink - to platforma, na której handlowcy z całego świata sprzedają zestawy na części. Obie strony korzystają, bo ja mogę kupić tylko części, których potrzebuję, a sprzedawca na wszystkich elementach zarobi łącznie więcej, niż kosztował sam zestaw.

A czy przynosi ci to w ogóle jakieś zyski?

- Przychody przynoszą mi głównie książki, w mniejszej mierze YouTube. Mam szczęście, bo jestem jedną z nielicznych osób, których pasja do Lego sama na siebie zarabia. Zysk przynoszą mi też zestawy, które dostaję do recenzji, a potem mogę zatrzymać. Moje recenzje są  mocno czasochłonne - średniej wielkości zestaw to około 12 godzin filmowania i montażu. Ale chyba warto, bo wielu widzów pisze mi, że swoją decyzję o zakupie danego zestawu uzależniają od mojej oceny. Wiem też, że moje recenzje oglądają sami projektanci Lego, a kopie nagrań są przechowywane w firmowym archiwum video Lego.

Otrzymałeś kiedyś propozycję pracy od Lego?

- Nigdy, choć znam przypadki fanów Lego, którzy zostali projektantami. Zawsze jednak były to osoby budujące w specyficznym stylu, naśladującym współczesne zestawy Lego. Ogromnie utalentowane, być może bardziej ode mnie. Pamiętajmy też, że projektanci podlegają w swojej pracy długiej liście wymogów i ograniczeń. Nie sądzę, abym poradził sobie ze stworzeniem zestawu.

A nigdy nie chcieli odkupić od ciebie jakiegoś projektu?

- Lego z zasady tego nie robi. Projektanci mają wręcz zakaz sugerowania się twórczością klientów. Istnieje natomiast program „Lego Ideas”, do którego miłośnicy mogą zgłaszać swoje pomysły. Inni fani mogą później głosować na ulubiony projekt, i po zdobyciu określonej liczby głosów Lego rozważa, czy wyprodukować taki zestaw. Z jednej strony ten program ma na koncie kilka fajnych serii, z drugiej jest krytykowany za nieprzejrzyste zasady i odrzucanie ogromnej większości zgłoszeń bez podania powodu. Zdarza się też, że końcowy zestaw ma niewiele wspólnego ze zgłoszonym projektem.

Samolot SR-71 Blackbird; po lewej stronie plastikowy, po prawej z klocków (fot. archiwum prywatne)Samolot SR-71 Blackbird; po lewej stronie plastikowy, po prawej z klocków (fot. archiwum prywatne)

Jaki jest twój wymarzony zestaw?

- 10221 Super Star Destroyer - ogromny zestaw, który wyszedł z produkcji kilka lat temu. Jego ceny oscylują w przedziale 3-4 tysięcy złotych. Póki co pozostanie dla mnie marzeniem, bo nie wiem, za co miałbym go kupić, ani tym bardziej - gdzie postawić, bo jest długi na ponad metr.

Nie szkoda ci rozbierać swoich modeli?

- Ukończony model jest dla mnie bezużyteczny. Nie widzę sensu trzymania go na półce, żeby zbierał kurz. Zresztą jest za duże ryzyko, że poprawiałbym go bez końca. Zawsze mogę ponownie zbudować coś, co rozebrałem, chociaż z reguły tego nie robię. Wciąż się uczę, poprawiam, rozwijam, więc nie żal mi aktualnych modeli, bo kolejne będą lepsze.

Jesteś w stanie powiedzieć, ile warte są twoje wszystkie klocki?

- Myślę, że na pewno ponad 20 tysięcy złotych. Nie jestem kolekcjonerem, staram się kupować ich jak najmniej, bo duża liczba klocków to także duże problemy z organizacją. Prawdziwi kolekcjonerzy Lego, również w Polsce, potrafią mieć całe pokoje przeznaczone tylko do przechowywania klocków.

A ile elementów ma twoja kolekcja?

- Szacuję, że w granicach 200 tysięcy elementów, co nie jest tak naprawdę dużą liczbą. Raz, że pojedynczy zestaw Lego to często 3 tysiące klocków lub więcej, dwa - że nie jestem kolekcjonerem, kupuję tylko części potrzebne mi do budowy. Prawdziwi kolekcjonerzy operują na zupełnie innym poziomie. Znam osobę, która posiada ponad 400 zestawów Lego Star Wars, inna z kolei zebrała każdy zestaw Lego Technic, jaki kiedykolwiek powstał, począwszy od lat 70.

Bywają momenty, że masz dość klocków?

- Bywają. Na przykład kiedy buduję którąś z rzędu wersję jakiegoś mechanizmu i któryś raz rozsypuje mi się ona w rękach. Myślę sobie wtedy, że są ludzie, którzy zbierają kapsle po piwie i to też jest hobby, ale zwykle w końcu znajduję rozwiązanie, o które mi chodziło. Oczywiście robię sobie przerwy. Czasem z jakimś problemem trzeba się po prostu przespać. Zdarza mi się też odkładać klocki na tydzień czy dwa. To hobby, nie praca.

Byłeś kiedyś w Legolandzie?

- Jeszcze nie. Chciałbym się tam kiedyś wybrać, chociaż jako fan Lego zastanawiałbym się pewnie cały czas, co z tego wszystkiego mógłbym zbudować i jak tam zamieszkać na stałe.

 

Paweł „Sariel” Kmieć (ur. 1982). Jest z wykształcenia anglistą, a pracuje jako grafik. Z klocków Lego konstruuje własnego projektu pojazdy, które następnie filmuje i wrzuca filmy na swój kanał na YouTube. Ma blisko 37 mln wyświetleń filmów oraz ponad 90 tys. subskrybentów - większość z nich pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Jest zrzeszony w sieci partnerskiej Epic Makers. Napisał dwie książki: „Nieoficjalny Przewodnik Konstruktora Lego Technic” i „Niesamowity Świat Lego Technic”, które zostały wydane w sześciu językach. Laureat nagrody Grand Video Awards w kategorii „Hobby”.

Patrycja Marszałek. PR manager w Epic Makers. Publikuje również w magazynie „CKM”. Wcześniej dziennikarka w serwisie naTemat.pl. Nie wyobraża sobie dnia bez zerknięcia na YouTube.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (27)
Zaloguj się
  • urbuu

    Oceniono 64 razy 62

    Szacunek. Pięknych okazji na Allegro napędzających wyobraźnię. Nie kumam Lego. Ale kumam fazę. Wszystkiego dobrego.

  • jan.wyborczy

    Oceniono 34 razy 30

    Szacun, gościu, wielki szacun!

  • 5-mamuska

    Oceniono 29 razy 27

    Fajnie przeczytać wywiad z tak ciekawym człowiekiem .

  • pataran

    Oceniono 9 razy 7

    Wszystko w porządku, jednak gadanie o zdziwieniu, że dorosły facet może mieć inne hobby niż piwo przed telewizorem to takie pieprzenie bez sensu :-)

  • robznarnii

    Oceniono 5 razy 5

    Jesteś niesamowity, chętnie się dorzucę na wymarzony 10221 :) Może jakiś fundraising ?

  • pilot.tv

    Oceniono 9 razy 5

    Chyle czola i zazdroszcze czasu bo sam sie bawie LEGO i budowanie roznych makiet i pojazdów wiec jestem zorientowany. Nie jest to tanie hobby :)

  • gromek1

    Oceniono 3 razy 3

    fajnie że są ludzie pozytywnie zakręceni

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX