Rąbanie drewna mówi o naszym życiu więcej, niż nam się wydaje

Rąbanie drewna mówi o naszym życiu więcej, niż nam się wydaje (fot. iStockphoto.com)

fenomen

I ty możesz zostać drwalem. ''Pokaż mi swój stos drewna, a powiem ci, kim jesteś''

Pedant ułoży polana pod linijkę, ignorant zrzuci świeżo ścięte drewno na jeden wielki stos i uzna, że to wystarczy. Leń szybko znudzi się pracą, a potem zdziwi się, że połowa drewna jest mokra, a drugą pokrywa grzyb. Jest jeszcze artysta - zamiast zwykłego stosu ułoży prawdziwe dzieło, którego kształt będą podziwiać sąsiedzi. Autor bestsellerowej książki "Porąb i spal..." zdradza, jak wiele o naszym życiu mówi pozornie prozaiczne rąbanie drewna.

Od 2011 roku książka Larsa Myttinga "Porąb i spal. Wszystko co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie" (w oryginale: "Drewno. Wszystko o rąbaniu, układaniu i suszeniu - oraz o duszy, która kryje się w paleniu drewnem") była najchętniej kupowanym prezentem w Norwegii. Dziś znajduje się już prawdopodobnie w każdym skandynawskim domu.

Opowieści o rodzajach pilarek, siekier oraz o sposobach układania stosów drewna pokochali również Brytyjczycy. Skandynawski bestseller właśnie ukazał się w Polsce. Czy w tym roku tysiące Polaków zapragną własnego kominka w mieszkaniu i stosu drewna na balkonie?

Katarzyna Kazimierowska: Jaką macie dziś temperaturę w Norwegii? W Polsce za oknem jest minus 5.

Lars Mytting: - Mój termometr pokazuje minus 25, tak jest od jakichś trzech tygodni. Siedzę w pokoju ogrzewanym tylko przez piecyk elektryczny i jest tu dość zimno, nie to co w pozostałej części domu, gdzie oczywiście palę drewnem. Teraz właściwie zamarzam, ale już przywykłem do takich temperatur, w końcu jestem Norwegiem.

Lars Mytting (fot. Erik Lindholm Hansen)Lars Mytting (fot. Erik Lindholm Hansen)

Pamiętasz, kiedy pierwszy raz poszedłeś do lasu po drewno, albo kiedy porąbałeś swoje pierwsze polana?

- Tak, miałem wtedy 10 lat i wybrałem się do lasu z wujkiem. To były czasy, zanim pojawiły się pilarki, więc wszystko trzeba było wykonać ręcznie, używając tylko siekiery albo zwykłej piły. Pamiętam fascynujące uczucie, gdy zbiera się coś z lasu, co będzie używane dopiero rok później - tak długo trzeba czekać na efekt swojej pracy. Wspominam to jako coś miłego, związanego z lasem, z pracą fizyczną, ale też ze zmianą krajobrazu, kiedy nagle znikają drzewa i światło jest inne. Nie ma już drzewa, ale potem coś w tym miejscu odrasta.

Za to pierwsze polano przeciąłem już w wieku siedmiu lat! Próbowałem je przepołowić, używając jedynie zwykłej piły, co zajęło mi jakieś dwie godziny. To była prawdziwa wojna między mną a tym polanem, ale wygrałem. Nadal mam żółtą piłę, która mi wtedy w tym pomogła, jest taka duża [Lars pokazuje piłę przez Skype'a].

NOWOŚĆ "Porąb i spal. Książka zamiast siekiery. Activity book" Lars Mytting dostępna na kulturalnysklep.pl

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)

Jaka była twoja reakcja, gdy dostałeś propozycję napisania książki na, zdawałoby się, nudny temat?

- Zanim dostałem tę ofertę miałem już na koncie dwie powieści i właśnie pisałem trzecią. W pierwszej chwili pojawiły się więc mieszane uczucia, czy brać się za coś zupełnie innego i odłożyć na chwilę rozpoczętą książkę. Dziś naprawdę cieszę się, że podjąłem się tego wyzwania. Kilka miesięcy zastanawiałem się, jakiej narracji użyć. Nie chciałem pisać nudnej, niefabularnej książki. Cały czas biłem się z myślami, czy dam radę. W dodatku pierwsza sugestia była taka, żebym napisał o "tych dziwnych ludziach ze wsi, którzy sobie budują wielkie stosy drewna". Tak właśnie mieszkańcy miasta wyobrażają sobie drwali. Ale ja też jestem ze wsi, więc dla mnie nie było to ani zabawne, ani dziwne.

Na początku książki opowiadam o spotkaniu ze starszym panem, Ottarem, o jego corocznej pracy z drewnem, mimo wieku i choroby. Obserwując go, poczułem bliską więź między ludźmi i drewnem. Zrozumiałem też, że kiedy opowiadam o drewnie, mogę użyć języka, który wykorzystuję w moich powieściach. Wtedy temat zaczął mnie ciekawić. Skończyło się tak, że dostałem fioła na punkcie ogniska i drewna.

Tak podejrzewałam, odkąd usłyszałam o twojej kolekcji siekier, toporów i pilarek.

- Już tak mam, że jak zaczynam się czymś naprawdę interesować, to zakrawa to na obsesję. Mam w sobie taką chłopięcą ciekawość. Nieważne czy chodzi o stare samochody, czy elektronikę. Nie inaczej stało się też z drewnem.

Zastanawiałem się, jak rozwinąć temat, który zaczyna się i kończy tak naprawdę na rąbaniu, suszeniu i spaleniu drewna. Postanowiłem opowiedzieć o historii palenia drewnem, symbolice, z jaką wiązało się i nadal wiąże palenie ognisk, o tym, jaki emocjonalny wpływ ma drewno na ludzi. W końcu ogień to najstarsza energia ludzkości, pojawia się we wszystkich kulturach, przypisuje się mu wiele znaczeń i wiąże się z nim wiele rytuałów. Tak powstała książka, którą masz przed sobą.

Od 2011 roku książka Larsa Myttinga była najchętniej kupowanym prezentem w Norwegii (fot. Pixabay.com)Od 2011 roku książka Larsa Myttinga była najchętniej kupowanym prezentem w Norwegii (fot. Pixabay.com)

Co było pierwsze - propozycja napisania książki czy przeprowadzka na wieś z wielkomiejskiego Oslo?

- Obie te rzeczy wydarzyły się w podobnym czasie, choć zupełnie niezależnie od siebie. W dzieciństwie mieszkałem na wsi, potem przeprowadziliśmy się do Oslo, gdzie pracowałem dla różnych gazet i kilku wydawnictw. Wreszcie przenieśliśmy się do Elverum. To miejscowość, która leży ponad 100 km na północ od Oslo, we wschodniej części kraju. Trafiliśmy na to miejsce zupełnie przypadkowo, bardzo spodobał się nam dom, w którym teraz mieszkamy, no i chciałem mieć ogród. To był taki moment w moim życiu, kiedy postanowiłem rzucić pracę i skoncentrować się tylko na pisaniu. W tej części Norwegii nieruchomości są tańsze, więc wydało się nam to sensowne z ekonomicznego punktu widzenia. A przy okazji zimy są tu naprawdę ostre, więc zacząłem też używać drewna do ogrzewania domu.

I tak spotkałeś sąsiada, Ottara. On także był dla ciebie wielką inspiracją.

- Ottar uświadomił mi, jak działa cykl natury, jak związany jest z porami roku, i jak bardzo człowiek - chcąc nie chcąc - jest częścią tego cyklu. To była ważna lekcja. Ottar żył na co dzień zgodnie z tym cyklem. Przygotowania do następnego sezonu zimowego zaczynał już pod koniec zimy. Był starszym panem, którego nie omijały choroby, a i tak co roku "kazał" swojemu ciału się zmobilizować, podnieść i przygotować na kolejne mrozy. Widok drewna na podwórku dodawał mu sił. Na małą skalę robił to, co robili nasi przodkowie, żeby przetrwać.

Co ciekawe, zwykle myślimy o zimie jako czymś, czego chętnie byśmy uniknęli. Nie przepadamy za zimnem. Ale kiedy szykujesz drewno, budujesz ten drewniany stos i doglądasz go latem, to zaczynasz za zimą tęsknić. Chcesz użyć tego drewna, zobaczyć, jak będzie się palić, jak cię ogrzeje. Przestajesz być bierny, stajesz się aktywny w walce z mrozem.

Układanie idealnego stosu drewna (fot. Lars Mytting)Układanie idealnego stosu drewna (fot. Lars Mytting)

Jak się przygotowywałeś do napisania książki? Rozumiem, że za pomocą własnych rąk?

- Oczywiście. Zajęło mi to dwa lata. I było to coś zupełnie innego, niż siedzenie przy biurku i grzebanie w internecie. Postanowiłem przerobić całą wiedzę na własnej skórze. Wolałem rąbać drewno i potem o tym prawdziwie napisać. Wszystkiego, co tylko było możliwe, doświadczyłem na sobie. Rąbałem różne rodzaje drewna, ale także eksplorowałem naturę, sprawdzałem, co się wydarzy, gdy coś robię źle, inaczej.

Na szczęście nie straciłeś przy tym próbowaniu ręki ani nogi.

- Ale patrz, nie mam palca! [Dopiero teraz widzę, że Larsowi brakuje połowy wskazującego palca prawej dłoni]. Twoja mina! (śmiech) Prawda jest taka, że palec straciłem wiele lat temu w wypadku na motorze. Czasem podczas spotkań autorskich opowiadam jednak, że stało się to w trakcie przygotowań do książki, zawsze to coś ciekawego (śmiech).

Przygotowania do napisania książki zacząłem od pracy przy drewnie, jego wyrębie, suszeniu i układaniu. Byłem w różnych częściach Norwegii. Chciałem poznać lokalne tradycje. Pojechałem też do najzimniejszych regionów kraju, żeby zobaczyć, co tam mieszkańcy robią z drewnem. Poprosiłem lokalsów, żeby zabrali mnie do najstarszego drwala w okolicy. Ten drwal myślał, że jestem zwykłym turystą i chcę sobie tylko popatrzeć, jak on pracuje, niby taka lokalna atrakcja. Zaczął rąbać drewno w wieku 12 lat i kiedy go spotkałem, miał za sobą 74 lata doświadczenia. Nie mogłem przepuścić takiej okazji. Tym bardziej że mimo wieku cały czas próbował usprawnić swoją pracę i miał kilka sposobów na to, jak to robić. Na przykład, gdy ciął drewno w trudnym terenie, to zostawiał je na miejscu, żeby trochę podeschło, bo wtedy było lżejsze i łatwiej się je transportowało. Opisałem te jego triki w książce. Nie ma go już wśród nas, ale cieszył się z sukcesu "Porąb i spal...".

Precyzyjnie pocięte drzewo i opona, którą Lars wykorzystuje do przetrzymywania drzewa, żeby nie leżało na ziemi (fot. Lars Mytting)Precyzyjnie pocięte drzewo i opona, którą Lars wykorzystuje do przetrzymywania drzewa, żeby nie leżało na ziemi (fot. Lars Mytting)

Dużo też czytałem, zwłaszcza magazyny z lat 20. XX wieku, bo opisywano w nich, jak radzić sobie z drewnem. W końcu nadszedł czas nauki praktycznej i popełniania błędów, ale dzięki temu mogłem poznać różnicę między dobrymi i złymi sposobami na rąbanie czy suszenie drewna. Od tego momentu rąbię, układam i suszę własne drewno do ogrzania domu. To już siódma zima z rzędu, jestem z siebie bardzo dumny.

W swojej książce piszesz o ludziach lasu. To fascynaci i pasjonaci drewna, choć każdy na swój sposób, a miłość wyrażają w technikach układania drewna do suszenia. Opowiedz o tych typach drwali, o ich podejściu do drewna i do życia.

- Drwali rozróżniam właśnie po sposobie, w jaki układają drewno i jak o nie dbają. Pierwszy to typ pedantyczny. Wszystko robi z ogromną precyzją, zwykle też ma na to więcej czasu. To są zazwyczaj starsi panowie, na emeryturze, mogą w pełni oddać się swojemu hobby. W innych sferach życia zupełnie bierni, ożywiają się dopiero na widok drewna. Uwielbiają układać polana takiej samej długości, równiutko przycięte. Zachowują dużą ostrożność podczas budowania stosu. Zwykle są zachwyceni swoją pracą i nie lubią rozmawiać o innych sposobach układania drewna, zupełnie ich to nie interesuje, tylko ich metody im się podobają.

Typ pedantyczny uwielbia układać polana takiej samej długości (fot. iStockphoto.com)Typ pedantyczny uwielbia układać polana takiej samej długości (fot. iStockphoto.com)

Drugi typ to bardzo aktywny i zajęty drwal, zazwyczaj rolnik, który ma rodzinę i sporo pracy w gospodarstwie. Z tego powodu jest w ciągłym ruchu, biega, rozrzuca rzeczy, nie poświęca dużo uwagi drewnu, nie zachwyca się nim, ale na pewno ma go dużo. Ten typ można przyrównać do wielkiej, głośnej maszyny, która stale pracuje. Jego stosy drewna są nieco chaotyczne, ale za to solidne i dobrze wyschnięte.

Jest jeszcze typ leniwy, który zaczyna pracę, a potem ją zostawia, bo mu się nudzi. To widać po drewnie, które nie wysycha dokładnie, zaczyna gnić, pojawia się grzybica, drewno ciemnieje, potem nie pali się dobrze. Najwyraźniej "leniwego" nie cieszy praca z drewnem.

Do ostatniej grupy zaliczają się ci, którzy gdyby urodzili się dawno temu, cierpieliby zimą. To typowi ignoranci, którzy zostawiają ścięte drewno w wielkim stosie, bo wydaje im się, że to wystarczy, a ono oczywiście nie schnie poprawnie. "Ignoranci" mieliby niezłe kłopoty w latach poprzedzających upowszechnienie piecyków elektrycznych.

Pokaż mi swój stos drewna, a powiem ci, kim jesteś?

- Dokładnie! Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych popularne są takie konkursy na męża, gdzie po stosie drewna ocenia się charakter potencjalnego absztyfikanta. Podczas promocji książki w Szwecji pojechaliśmy z programem telewizyjnym na tereny rolnicze, by oceniać różne metody układania stosów. Pukaliśmy do drzwi i rozmawialiśmy z żonami tych panów, co to drewno układali, i pytaliśmy je o charakter ich małżonków. Wszystko się zgadzało! (śmiech)

Stosy drewna aktywnego drwala są nieco chaotyczne, ale za to solidne i dobrze wyschnięte (fot. Alex Serebryakov)Stosy drewna aktywnego drwala są nieco chaotyczne, ale za to solidne i dobrze wyschnięte (fot. Alex Serebryakov / iStockphoto.com)

Niektórzy ludzie patrzą czasem na życie jak na duży obrazek - pod uwagę biorą tylko ważne rzeczy. Ci mają zwykle okazałe stosy drewna, zbudowane z dużych polan. Ale są i tacy, dla których każdy szczegół jest ważny w równym stopniu. Takie osoby mają różne kawałki drewna w swoim stosie, także te małe, cienkie gałązki, drobne i pozornie nieprzydatne. Potrafią wykorzystać je wszystkie.

Którym typem jesteś?

- Nie jestem zbyt precyzyjny, nie mam też artystycznego zacięcia w budowaniu stosów. Jestem raczej nieśmiałym drwalem, więc składuję polana z tyłu domu, żeby nie były na widoku. Samo drewno nie wygląda może pięknie, ale jest dobrze wysuszone i jest go bardzo dużo. Nazywam mój składzik piwniczką na wino, bo mam tam właściwie wszystkie rodzaje drewna, jakie występują w Norwegii. Porównuję, jak się zachowują, schną i jak się palą.

W trakcie pracy nad książką spotkałeś wielu drwali i fascynatów drewna. Kto szczególnie zapadł ci w pamięć?

- Oczywiście mój sąsiad Ottar. Mimo choroby w ostatnich latach życia zawsze wychodził z domu na wiosenny rytuał układania drewna. Pamiętam też ogrodowe rzeźby Rubena Knutsena, malarza i rzeźbiarza. Co roku przez kilka dni Ruben buduje w swoim ogrodzie imponujący stos drewna, który bardziej przypomina rzeźbę niż zwyczajnie ułożone polana. Na jesieni demontuje swoje dzieło, chyba że wcześniej samo się rozpadnie. A do tego czasu sąsiedzi często do niego zaglądają, żeby podziwiać jego stosy.

Co robi dobry drwal, żeby przetrwać zimę?

- To, co najważniejsze, czyli zaczyna rąbać drewno, kiedy jest jeszcze zimno. Ja już zacząłem przygotowywać się na kolejną zimę.

W styczniu?!

- Tak. Wiem, że to brzmi zabawnie, ale to naprawdę dobry moment na pracę w lesie. Dużo łatwiej pracuje się na śniegu, bo wtedy wszystko widać. Gdy drzewo jest zmarznięte, łatwiej je przepoławiać. No i kiedy jeszcze chwyta mróz, masz silną motywację - wiesz, że tak samo zimno będzie za rok i że będziesz potrzebować dużo drewna. Wiosną już nikt nie pamięta, jak dotkliwa potrafi być zima. Poza tym teraz nie pocimy się tak, jak wiosną czy latem. No i nie ma tych wszystkich insektów, które w ciepłe miesiące obłażą człowieka.

Dobry drwal zaczyna rąbać drewno, kiedy jest jeszcze zimno (fot. iStockphoto.com )Dobry drwal zaczyna rąbać drewno, kiedy jest jeszcze zimno (fot. iStockphoto.com )

Druga sprawa to konkretny rytm pracy przy drewnie. Lubię ściąć drzewo, przywieźć je do domu i od razu przystąpić do czyszczenia, rąbania na kawałki. To jest jednak ciężka praca, więc dobrze mieć swoje metody, żeby te czynności nie nużyły, żeby pracować szybko i wydajnie. Dobrym sposobem jest współpraca z kimś z rodziny. W naturalny sposób pojawia się wtedy rywalizacja, wyścig i tempo pracy jest szybkie (śmiech). Moje dzieci, niestety, nie są zainteresowane tym zajęciem. Mam dwie córki nastolatki i kiedy pytam, czy mi pomogą, patrzą na mnie jak na wariata.

Plotka głosi, że masz w domu trzy pilarki, ponad dwadzieścia siekier, a jedną nazwałeś nawet Excalibur. Czy faktycznie potrzeba ci tyle sprzętu do drewna, czy to już fetysz?

- Rzeczywiście mam tego trochę z powodu przygotowań do książki. Kilka siekier rozdałem, ale nadal za nimi tęsknię (śmiech). Myślę, że maksymalnie potrzeba ośmiu siekier i toporów, jeśli regularnie używasz ich do drewna. Mnie najbardziej cieszy mój Excalibur, który służy mi do ścinania drzew.

Kiedy ścinasz drzewo, musisz mieć siekierę, która zetnie je na boki; jest taki model przeznaczony specjalnie do tego. Takie siekiery są inaczej wyważone i dlatego nazywam moją Excalibur, bo tnie trochę jak miecz. Zresztą każda ręcznie robiona siekiera jest inna, ma inną osobowość. Mój Excalibur został wykuty przez szwedzką kowalkę, mistrzynię w swoim fachu. Zrobiła mi piękny topór. Ojej, mógłbym mówić o tym godzinami, to jednak jest trochę obsesja...

Kolekcja siekier Larsa (fot. Lars Mytting)Kolekcja siekier Larsa (fot. Lars Mytting)

Jak bardzo książka o drewnie zmieniła twoje życie?

- Wydaje mi się, że wcześniej byłem dość niepoukładany, niespokojnym duchem, chciałem szybko widzieć efekty swojej pracy, a to trudne, kiedy się pisze powieści. Tymczasem przy drewnie robisz co roku to samo, powtarzasz czynności, nie spieszysz się, czekasz, aż ono wyschnie, co czyni cię dużo bardziej cierpliwym, uczysz się obserwować. Wiesz, że jak dobrze i dokładnie wykonasz swoją pracę, to zostaniesz na koniec nagrodzony. Tej zmiany myślenia dokonało we mnie właśnie drewno.

Ale sama książka także głęboko zmieniła moje życie, a właściwie zmienił je sukces, jaki osiągnęła. Kiedy zaproponowano mi jej napisanie, byłem nieznanym autorem dwóch powieści, pracowałem na własny rachunek, ale zarabiałem niewiele. Dopiero sukces "Porąb i spal..." pozwolił mi pisać bez ciągłego martwienia się o pieniądze. Mogłem ukończyć trzecią powieść i pracować w takim tempie, jakiego potrzebuję.

Jak rodzina radzi sobie z twoją popularnością?

- Moja starsza córka zaczęła mówić o sobie: jestem córką tego autora, co nawet mi się podoba (śmiech). Ale poza tym nic się nie zmieniło, oprócz tego, że mamy lepszą sytuację finansową, choć specjalnie z niej nie korzystamy. Nadal jeżdżę moim starym samochodem, który ma na koncie ponad 300 tys. km, i sam go naprawiam. Kupiłem może trochę siekier, ale podoba mi się nasz styl bycia, to, że mało wydajemy i żyjemy prostym życiem.


Książka "Porąb i spal..." jest dostępna w promocyjnej cenie w Publio.pl >>

'Porąb i spal. Wszystko co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie', Lars Mytting (fot. materiały prasowe / Julie Pike)"Porąb i spal. Wszystko co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie", Lars Mytting (fot. materiały prasowe / Julie Pike)

Lars Mytting (ur. 1968 r.). Pierwsze polano przeciął w wieku siedmiu lat. Od siedmiu lat sam ścina, rąbie, układa i suszy drewno do ogrzania swojego domu. Autor trzech powieści i bestsellera "Porąb i spal. Wszystko co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie", przetłumaczonego dotąd na 10 języków. Zanim został pisarzem, pracował jako dziennikarz dla takich gazet jak "Dagningen", "Aftenposten", "Beat", a potem przez wiele lat współpracował z wydawnictwami jako redaktor. W 2011 roku przeprowadził się wraz z rodziną z Oslo do Elverum, w pobliżu doliny Osterdalen. Mieszka w domku z żoną, dwiema córkami, trzema angielskimi autami, kolekcją pilarek łańcuchowych, siekier, toporów oraz pięknym kotem, który jest półkrwi Polakiem.

Katarzyna Kazimierowska. Dziennikarka, współpracuje z takimi tytułami jak "Zwierciadło", "Sens", "Tygodnik Powszechny". Stała autorka felietonów w Kulturze Liberalnej, koordynatorka takich inicjatyw jak "Pracownie" i "Wiersze w Metrze", feministka, kocha Portugalię i ucieczki poza miasto. Czyta nałogowo.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (55)
Zaloguj się
  • norikate

    Oceniono 76 razy 70

    To zdjecie na ktorym rudobrody facet przyklada chinski toporek do drzewa jest chyba zartem? Prawdziwe siekiery sa na zdjeciu Larsa - kolekcja do pozazdroszczenia!

  • elenita

    Oceniono 57 razy 47

    Możliwe, że ta książka jest genialna i dla ludzi. Ale wszystkie materiały, na które trafiam, ją kompromitują. Nie wiem, czy wydawca ma ludzi za kretynów, czy dziennikarze. Ale komuś się coś pomieszało. Czy to taki lans z serii "na drwala"? Czytam na fanpejdżu wydawcy: "Jeśli po tym artykule nie chwycicie siekiery do ręki i nie pobiegniecie do lasu no to nie wiem..." Serio? Każdy może sobie pobiec do lasu z siekierą? Tak to wydawca widzi? Może wydawca by zszedł na ziemię i dowiedział się, że w Polsce nawet właściciel kominka (a nie jest to masowo dostępne dobro, prawda?) musi sobie drewno kupić. I potem może sobie podzielić zakup na szczapy, owszem.
    Wydawca widzi te stosy drewna pod blokami? Czy to artykuł/książka dla elit? Artykuł jest na pewno dla lansiarzy, którzy nie znają słowa "miejscowy" i muszą użyć "lokals". Jestem zdegustowana.

  • plantin

    Oceniono 72 razy 42

    Dyrdymały dla gogusiów z wielkich miast. Teoretycznie wszystkich można poklasyfikować na podstawie tego co robią - nie tylko na podstawie porąbanego drzewa ! Napisać książkę na ten temat też można - zawsze znajdą się egzaltowane dziunie i "chłopcy" o miękkich rączkach, którzy z wypiekami na twarzy poczytają o rąbaniu...

  • no4nwo

    Oceniono 47 razy 35

    Target: metroseksualne i hipsterskie, żyjące w bańce, dziwadła snujące się między półkami w empiku, zastanawiające się, jakie by tu sobie dziś znaleźć hobby i czym zaimponować zblazowanej pindzi, takie cieplaki, co to nigdy w życiu nie trzymały w swej wymuskanej dłoni siekiery, nie mówiąc o rąbaniu, pilarkę znają tylko ze zdjęcia, a słowo "drwal" kojarzy im się głównie ze stockowymi zdjęciami tych stylizowanych gogusiów, którzy przed drwalową sesją zdjęciową wyszli od fryzjera i kosmetyczki. Kto rąbie, ten rąbie i nie musi tracić czasu na czytanie bajek z mchu i paproci. A kto czyta - powodzenia we wcielaniu drwalowych porad w życie. Do praktikera, łap siekierę i szoruj do najbliższego lasu rąbać. Tak? Tak to ma wyglądać według wydawcy? Wielki ROTFL.

  • rahmanov

    Oceniono 38 razy 30

    Mam rozumieć że ten artykulik w ramach urabiania czytelnika pod wycinkę w puszczy białowieskiej?

  • sraczezwersacze

    Oceniono 25 razy 21

    A drwal, który rąbie wszystko co się nawinie pod rękę i o każdej porze dnia i nocy. Jaki to charakter ?

  • e50504

    Oceniono 30 razy 20

    Ja nie mogę, to już teraz pisze się książki o rąbaniu drewna i robi się z tego ruch społeczny. Chociaż z drugiej strony, dla bezglutenowych chłopczyków z Trybuny Ludu może to być wyzwanie. Kapitalizm w ostatniej fazie gnicia.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX