Osiedle Zamoyskiego

Osiedle Zamoyskiego (fot. Filip Springer)

historia jednego miejsca

Osiedle Zamoyskiego jest jednym wielkim eksperymentem. Jedynym takim w Polsce

Chodząc po osiedlu Zamoyskiego można poczuć żal, że nie tak wyglądają polskie blokowiska. Architektura jest tu kameralna, skromna i przyjemna dla oka. Oprócz zwykłych bloków są tu też budynki dla osób z niepełnosprawnościami. Do każdego z mieszkań przyporządkowane jest miejsce parkingowe. Aż trudno uwierzyć, że na początku osiedle budziło nieufność mieszkańców.

- Tu proszę pana wszystko było prototypowe i niezwykłe - mówi mi Jacek Szkałuba, wiceprezes Spółdzielni Mieszkaniowej Jana Zamoyskiego w Zamościu. - O, dajmy na to mieszki kompensacyjne, czyli te dziwne fragmenty rur ciepłowniczych. One są po to, żeby niwelować naprężenia całej instalacji. Wykonywały je nam specjalnie zakłady lotnicze, bo nikt inny nie był w stanie.

Mieszki naprawdę robią wrażenie. Tak jak i podziemny tunel, którym właśnie idziemy. Zrobiono go, by umieścić w nim wszystkie niezbędne instalacje. Dzięki temu w razie awarii nie trzeba tu robić wykopów - ekipy naprawcze mogą sobie kulturalnie wejść do podziemia i dotrzeć na miejsce awarii.

- Wielu kolegów z innych miast nam tych tuneli bardzo zazdrości - mówi z dumą Szkałuba. Dodaje, że podziemia zostały zaopatrzone w czujniki i centralną dyspozytornię z makietą całego osiedla. Gdy tylko coś zapiszczało i zamrugało, dyżurujący fachowiec mógł wysłać ekipę naprawczą w odpowiednie miejsce.

Bo ten tunel ciągnie się pod każdą z sześciu kolonii, z jakich składa się osiedle Zamoyskiego, czyli tak zwane zamojskie Nowe Miasto II. Całe to osiedle jest jednym wielkim urbanistycznym, architektonicznym i technologicznym eksperymentem. Jedynym takim w Polsce. I dopiero po wyjściu z tunelu na powierzchnię można się nim szczerze zachwycić.

Osiedle Zamoyskiego nazywane jest zamojskim Nowym Miastem II (fot. Filip Springer)Osiedle Zamoyskiego nazywane jest zamojskim Nowym Miastem II (fot. Filip Springer)

A było tak. W 1974 roku Rada Ministrów podjęła decyzję o rozpoczęciu programu badawczo-rozwojowego budownictwa mieszkaniowego. Nazwano go PR-5 (Program Rządowy - 5). Jego inicjatorom chodziło o sprawdzenie pewnych pionierskich rozwiązań przed rozpoczęciem masowego zastawiania Polski osiedlami mieszkaniowymi.

W tym celu wyznaczono cztery miasta, w których miały powstać osiedla prototypowe. Były to: osiedle Białołęka Dworska w Warszawie (proj. Halina Skibniewska, o której pisałem przy okazji Sadów Żoliborskich), Stella w Tychach (proj. Hanna Adamczewska-Wejchert i Kazimierz Wejchert), osiedle Chełmońskiego w Krakowie (proj. Witold Cęckiewicz) i właśnie Nowe Miasto II w Zamościu, zaprojektowane przez Jana Bohdana Jezierskiego. Z tych czterech projektów eksperymentalnych zrealizowany został tylko zamojski. A szkoda.

Osiedle ulokowano na ponad pięćdziesięciu hektarach (fot. Filip Springer)Osiedle ulokowano na ponad pięćdziesięciu hektarach (fot. Filip Springer)

Chodząc po osiedlu Zamoyskiego można poczuć żal, że nie tak wyglądają polskie blokowiska. Jest ogromne, rozmieszczone na ponad pięćdziesięciu hektarach w zachodniej części miasta, ale tego ogromu w ogóle tutaj nie czuć. To dlatego, że podzielono je na sześć kolonii skupionych wokół ośmiopiętrowych punktowców. Dookoła nich rozłożyły się niższe, cztero- i trzypiętrowe bloczki, które meandrują między nierównościami terenu i tworzą niewielkie dziedzińce, skwery i podwórza. Ich architektura jest kameralna, skromna i przyjemna dla oka. Oprócz zwykłych bloków mieszkalnych są tu też tak zwane budynki specjalne, przeznaczone dla osób z niepełnosprawnościami. Wyróżniają się nie tylko skalą (mają jedynie dwie kondygnacje), ale także tym, że zaopatrzono je w przecudne atria, dziś przykryte przez spółdzielnię przepuszczającymi światło kopułami.

Każda z kolonii zaopatrzona została w osobną świetlicę dla mieszkańców. Osiedle wyposażono też w dwie szkoły oraz trzy pawilony handlowo-usługowe. W jego wschodniej części miało też powstać duże centrum handlowo-kulturalne, z teatrem, kinem i dwiema restauracjami. To jedyny element projektu Jana Bohdana Jezierskiego, który nie doczekał się realizacji. Dziś stoi tam ordynarny market.

Każda z kolonii ma świetlicę dla mieszkańców (fot. Filip Springer)Każda z kolonii ma świetlicę dla mieszkańców (fot. Filip Springer)

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

- Szkoda, że przyjechał pan do nas zimą - mówi Jan Sadło, prezes zarządzającej osiedlem spółdzielni, gdy wędrujemy między blokami, brodząc w topniejącym śniegu - bo takiej zieleni, jaką mamy tutaj, to ja nigdzie w Polsce nie widziałem. Z mieszkań na parterach można tu wyjść bezpośrednio do niewielkich, przydomowych ogródków otoczonych silnymi w wyrazie, betonowymi balustradami.

Ich obecność sprawia, że osiedle uchroniło się przed nieograniczoną inwencją mieszkańców w wygradzaniu przestrzeni półprywatnych. Dziś balustradki w niektórych miejscach już się sypią i wymagają wymiany, ale i tak ciągle potęgują wrażenie spójności i harmonii na osiedlu.

Bloki otaczają przydomowe ogródki (fot. Filip Springer)Bloki otaczają przydomowe ogródki (fot. Filip Springer)

Orientacja w całym kompleksie może nastręczać pewnych trudności - to w końcu labirynt podobnych do siebie budynków. Dlatego już na etapie projektu zdecydowano, że każda z kolonii będzie oznaczona innym kolorem, widocznym nie tylko na elewacjach bloków, ale też w elementach małej architektury - ławkach, kwietnikach czy barierkach kładek przerzuconych nad ulicami. 

Żeby ułatwić orientację, każda z kolonii jest oznaczona innym kolorem (fot. Filip Springer)Żeby ułatwić orientację, każda z kolonii jest oznaczona innym kolorem (fot. Filip Springer)

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

Bo i tutaj, podobnie jak na wielu modernistycznych osiedlach tamtej epoki, ruch samochodowy oddzielono od pieszego. Samochody jeżdżą jezdniami w zagłębionych w ziemi wykopach, nad nimi przerzucono mostki, którymi maszerują mieszkańcy. - To chyba główny mankament osiedla - mówi Jacek Szkałuba. - Liczba schodów i schodków jest tu po prostu niewyobrażalna. Gdy osiedle powstało, jego mieszkańcy byli raczej młodzi - głównie rodziny z dziećmi. Ale teraz się postarzeli. Staramy się więc likwidować bariery, ale jest ich naprawdę sporo i nie wszędzie jest to możliwe.

Pionierskość całego założenia oznaczała także pewne przywileje. - Przez pewien czas mieliśmy pierwszeństwo w dostawach materiałów na budowę - mówi Jan Sadło, który tę spółdzielnię zakładał. - Była taka trójkątna pieczęć „PR-5”, która otwierała nam wiele drzwi.

Specjalnie mostki umożliwiają mieszkańcom bezpieczne poruszanie się nad ulicami, którymi jeżdżą samochody (fot. Filip Springer)Specjalnie mostki umożliwiają mieszkańcom bezpieczne poruszanie się nad ulicami, którymi jeżdżą samochody (fot. Filip Springer)

Poza tym mieszkania na osiedlu są większe o 15 do 20 procent względem obowiązujących w tamtym czasie normatywów. Także kwestia parkingu została tu rozwiązana inaczej. Według założeń obowiązujących w latach siedemdziesiątych liczba miejsc parkingowych miała odpowiadać około jednej trzeciej mieszkań. - My dostaliśmy zgodę, żeby każde mieszkanie miało swoje miejsce - uśmiecha się Jan Sadło.

To dlatego dzisiaj problemy z parkowaniem są tu nieco mniejsze niż na innych osiedlach z tamtej epoki.

Do każdego z mieszkań przyporządkowane jest miejsce parkingowe (fot. Filip Springer)Do każdego z mieszkań przyporządkowane jest miejsce parkingowe (fot. Filip Springer)

Na początku osiedle budziło pewną nieufność mieszkańców. Pierwszy blok oddano do użytku w 1982 roku. Zamieszkał w nim sam prezes. - Żeby dać przykład innym, że nie ma się czego bać - wspomina. - Ludzie raczej ostrożnie podchodzą do eksperymentów.

Z czasem po Zamościu rozeszła się jednak wieść, że pionierskie osiedle oferuje mieszkańcom więcej niż inne blokowiska. Do spółdzielni ustawiały się już kolejki chętnych. W tym czasie jednak zaczął wysychać strumyczek rządowych pieniędzy przeznaczonych na budowę, polska gospodarka była w coraz większych opałach. Budowa osiedla bardzo się przeciągała. Ostatnie bloki, w części fioletowej, oddano do użytku dopiero w 1995 roku.

- Pytają mnie krewni z Lublina, czy ja nadal mieszkam na tym blokowisku - mówi mi dozorca zgarniający śnieg pod jednym z budynków. - A ja im, proszę pana, odpowiadam, że to z blokowiskiem nie ma nic wspólnego. Że to jest osiedle. I w życiu bym się na inne mieszkanie nie zamienił.


Tekst powstał w ramach projektu dokumentalnego Miasto Archipelag poświęconego byłym miastom wojewódzkim. Organizatorem jest Wydawnictwo Karakter, partnerami - Trójka, Tygodnik Polityka i Instytut Reportażu. Projekt realizowany przy wsparciu BlaBlaCar Polska, Olympus Polska i Fundacji Grand Press. Więcej informacji na www.miastoarchipelag.pl oraz na Facebooku.

 

Filip Springer. Reporter, fotograf, współpracuje z „Dużym Formatem”, „Polityką”, „Tygodnikiem Powszechnym”. Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi „Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach” (Karakter) oraz „Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni” (Czarne), „13 Pięter” (Czarne). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (105)
Zaloguj się
  • synapson

    Oceniono 229 razy 215

    Gdyby kolorowe wyróżniki, już trochę sparciałe i niemiłe estetycznie, wymienić na nowsze zamienniki - osiedle by się odświeżyło. A gdyby pobawić się elewacją (nie mówię tu o pasteloza styropianus) osiedle wygrało by z każdą grodzoną korpo-januszową developerką ĄĘ.

  • dobiik

    Oceniono 121 razy 117

    Jestem z Zamoscia i wiem ze o osiedlu krazy bardzo dobra opinia. Chodzilem tam swego czasu przed matura na lekcje z biologii. Wiosna naprawde osiedle tetni zyciem i NIESAMOWITA ZIELNIA. W ogole nie odczuwa sie szarosci blokow. Mieszkalem w paru miastach w Polsce w czasie studiow (Poznan glownie Piatkowo/Naramowice, Lublin oraz krotko Waszawa). Budownictwo bylo zarowno stare z lat 70tych jak i nowe 2003 oraz 2012, moim zdaniem funkcjonalnoscia oraz przyjaznoscia dla mieszkanca bija wszystkie tamte osiedla na glowe. W trakcie wymiany rowniez mieszkalem W Joensuu Finlandii gdzie nie ukrywam duze odleglosci do podstawowych uslug oraz slaba komunikacja (rowniez droga) bardzo uprzykrzaly mi zycie. Obecnie mieszkam w Edynburgu w kamienicy obok parku. Urbanistycznie jest ok, wszedzie blisko jedynie miejsca na samochody brak i sa WSZEDZIE zaparkowane na ulicach, do tego wszechobecny brud na uiacach. Pobytu w USA na osiedlu domkow jednorodzinnych nie chce nawet komentowac. 5km do najblizszego sklepu spozywczego i busem do szkoly...
    Tak wiec porownujac nawet z zagranica nie ma sie czego wstydzic! Ba trzeba sie nawet chwalic. Jedynym minusem osiedla (przynajmniej kiedys) byl typowy "element" czyli lyse glowy oraz ortalion oraz piwko pod blokiem w nocy. Jednak nigdy nie slyszalem jakis zlych opinii o tym osiedlu. Teraz chyba wszzystko przycichlo.
    Pozdrowienia dla Zamoscia!

  • play100cen

    Oceniono 136 razy 80

    Przyjemne, funkcjonalna, niebrzydkie osiedle. Przygnębiające i przerażające jest tylko to, że musimy się zachwycać i robić reportaże z osiedla, które np. w Niemczech byłoby czymś hiperprzeciętnym i niezwracającym uwagi normalnym stanem rzeczy (o takich krajach jak Szwecja czy Dania, to nawet nie mówię)... Kolosalny jest poziom naszego upadku i zacofania, smutnym dla mnie - bo kocham swój kraj.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX