(fot. Issei Kato / Reuters)

reportaż

"Obiecywaliśmy mu: strzelisz gola, zjesz piernika". Wyprawa śladami Leo Messiego

Choć w Rosario urodził się Che Guevara, to miasto sławne jest dziś z innego powodu. 13 pierwszych lat życia spędził tam Leo Messi, napastnik FC Barcelony i jeden z najlepszych piłkarzy w historii futbolu. W Rosario jego wspomnienie jest wciąż żywe.

- Lata dziewięćdziesiąte. Wychodzimy na boisko, przed nami finał lokalnego turnieju dla dzieciaków. Mamy siedem czy osiem lat, a do wygrania są rowery. Dla każdego z nas! Do tej pory były tylko trofea. Jesteśmy najlepsi w okolicy, więc każdy już się widzi na rowerze. Pierwszy gwizdek, a Leo nie ma - wspomina z przejęciem Agustin Ruani i odpala papierosa.

Jest niedzielny poranek, siedzimy w jego mieszkaniu w Rosario. Niezbyt schludna kuchnia i pokój, w którym stoją łóżko, wieszak, telewizor i popielniczka. Znają się z Messim z osiedla Las Heras, razem chodzili do szkoły nr 66. Należeli do paczki kumpli, codziennie na przerwach i po lekcjach grali w piłkę. Na zdjęciach trzymają w dłoniach zwycięskie puchary.

Agustin, kolega Messiego z dzieciństwa, pokazuje wspólne zdjęcia z Leo (fot. Intoamericas.com)Agustin, kolega Messiego z dzieciństwa, pokazuje wspólne zdjęcia z Leo (fot. Intoamericas.com)

- I wyobraźcie sobie ten finał. Pierwsza połowa, Leo nie ma, nam bez niego nie idzie. Wciąż go wypatrujemy. Przegrywamy 0:2. Przerwa. Wkurzeni prychamy, że nici z rowerów. I nagle Leo zjawia się na boisku - emocjonuje się 28-letni Agustin. - Wiecie dlaczego dopiero wtedy? Zatrzasnął się w kiblu i nie mógł wyjść! W drugiej połowie strzelił trzy gole i odjechaliśmy na rowerach. Jak w filmie, co?

Wszyscy święci

Rosario, położone nad rzeką Parana, cztery godziny drogi od Buenos Aires, to wylęgarnia socjalistów, artystów i piłkarzy. - Jeśli spojrzeć na jakikolwiek skład reprezentacji Argentyny, zawsze połowa zawodników będzie pochodziła z Rosario - opowiada Gastón Jacquier, sprzedawca basenów i trener piłkarski. I wymienia: Marcelo Bielsa, Ángel Di Maria, Santiago Solari czy Ezequiel Garay.

I oczywiście Messi, choć ten wyjechał z Rosario w wieku 13 lat, kiedy podpisał kontrakt z FC Barceloną. Każdy szanujący się fan piłki w Argentynie podczas wizyty w Rosario idzie do knajpy VIP (tuż obok słynnego monumentu Flagi Narodowej w centrum miasta), której właścicielem jest Jorge Messi, ojciec piłkarza. Większość kibiców wie też, że przez 13 lat Leo mieszkał przy ulicy Estado de Israel, w dzielnicy szeregowych domków na południowych obrzeżach Rosario.

Wnętrze restauracji VIP prowadzonej przez Jorge Messiego, ojca piłkarza (fot. Intoamericas.com)Wnętrze restauracji VIP prowadzonej przez Jorge Messiego, ojca piłkarza (fot. Intoamericas.com)

Jednokierunkowa uliczka, dziś już wyasfaltowana, nie różni się niczym od pozostałych. Dom Messich, zamknięty na cztery spusty, odwiedzają wycieczki fanów piłki. - Czasem zjawi się u nas matka Leo z jego siostrą, w okolicy mieszka dziadek. Leo ostatni raz widzieliśmy chyba ze trzy lata temu. Przyjechał jak zwykle nieśmiały, zrobiliśmy sobie z nim kilka zdjęć. Żartowaliśmy, że przez niego mamy tutaj pielgrzymki - opowiada sąsiadka.

Dawny dom rodziny Messich w Rosario (fot. Intoamericas.com)Dawny dom rodziny Messich w Rosario (fot. Intoamericas.com)

W internecie roi się od turystycznych rad dla wyznawców Leo: „znajdź kapliczkę Gauchito Gila, za nią skręcasz w lewo i jesteś na miejscu”. Gil, gaucho [pasterz bydła, południowoamerykański odpowiednik kowboja - przyp. red.], jakich w XIX wieku były tysiące, stał się lokalną wersją Robin Hooda, wręcz ludowym świętym. Mimo próśb ze strony argentyńskich katolików nigdy nie został kanonizowany przez Kościół.

W Rosario Gil ma dużą konkurencję, jeśli chodzi o nieformalnych świętych. Miasto chwali się też Che Guevarą (według większości źródeł urodził się w tym mieście). Przed dekadami powstał tu również Kościół Maradony, którego wyznawcy modlą się do Diego. Ale w ostatnich latach świat słyszy o Rosario głównie w kontekście Leo Messiego.

Dzięki miejscowym dziennikarzom, którzy podnieśli każdy kamień w dzielnicy, by znaleźć ślad zawodnika FC Barcelony, można się dowiedzieć, że święty Leo nie był idealny. 24 czerwca 1987 roku dyżur w szpitalu włoskim im. Garibaldiego pełnił Norberto Odetto. Położnik odebrał poród przyszłego piłkarza. Messi ważył 3 kilogramy, miał 47 centymetrów długości i - jak zauważył lekarz na łamach argentyńskiego dziennika „La Nacion” - miał wygięte prawe ucho. Wyprostowało się po kilku dniach.

Mechanik

Na żadnym szlaku śladami Messiego (a takie wycieczki proponuje jedna z agencji turystycznych w Rosario) nie ma garażu Vecchio. Tak nazywał się dawny zakład Ernesto Vecchio, pierwszego trenera piłkarza w klubie Newell's Old Boys.

Newells -  w tym klubie zaczął grać w piłkę nożną Leo Messi (na zdjęciu w niebieskich spodniach). Zdjęcie z kolekcji Agustina (fot. Intoamericas.com)Newells - w tym klubie zaczął grać w piłkę nożną Leo Messi (na zdjęciu w niebieskich spodniach). Zdjęcie z kolekcji Agustina (fot. Intoamericas.com)

- Raz Leo był chory, wymiotował, ale chciał grać. Nie pozwoliłem mu wyjść w pierwszej połowie, bo wiedziałem, że średnio się czuje. Przegraliśmy ją 0:1. Przed drugą spytałem, czy ma ochotę zagrać. Miał. Wygraliśmy mecz 2:1 - wspomina 64-letni Argentyńczyk, kręcąc siwego wąsa.

To nie tylko mechanik, ale i odkrywca talentu Messiego. Zaczęło się przez przypadek. Vecchio za dnia naprawiał samochody, a wieczorami chodził do klubu Newell's oglądać treningi syna. Zrobił papiery na trenera trampkarzy i zaczął pracować w klubie jako wolontariusz.

Przez 28 lat doglądał talentów argentyńskiej piłki, największe sukcesy osiągnął z rocznikiem Messiego. O tamtej młodzieżowej drużynie mówili nie tylko w Rosario, ale i w całej Argentynie: „La Máquina del 87” - „Maszyna 87”.

Vecchio namówił rodziców Leo, by zapisali go do klubu. - Odróżniał się od reszty drużyny, miał wrodzony talent techniczny, potrafił prowadzić piłkę płynnie i czysto. Nie bardzo miałem czego go uczyć. Poprawiałem drobne błędy, mówiłem, by dalej wykopywał piłkę i tłumaczyłem zasady grania w zespole. Miał osiem-dziewięć lat i już widać było wszystko to, czym wyróżnia się dzisiaj na boisku. Rodzice innych dzieci zostawali na jego mecze, by go pooglądać - wspomina szkoleniowiec.

Zanim jeszcze Messi zrobił wielką karierę, działacze Newell's zrezygnowali z usług trenera. Wrócił do zakładu i naprawiania samochodów, choć jego były podopieczny zdobywał już mistrzostwa Hiszpanii, puchar za zwycięstwo w Lidze Mistrzów i statuetkę dla najlepszego piłkarza świata.

Zdjęcie z występów w Newells z kolekcji Agustina. Messi w pierwszym rzędzie, drugi od lewej, z Zdjęcie z występów w Newells z kolekcji Agustina. Messi w pierwszym rzędzie, drugi od lewej, z "5" na spodenkach (fot. Intoamericas.com)

Od czterech lat Vecchio pracuje w Fundacji Leo Messiego. Do współpracy zaprosił go Jorge, ojciec piłkarza. Były mechanik codziennie od godz. 15 do 17 trenuje dzieci z roczników 2002-2003.

Mówią, że fundacja to pralnia pieniędzy. Mnie to nie interesuje. Skupiam się na tym, co dobrego robi. Zapewnia dzieciom zajęcie, odciąga je od narkotyków i przestępczości - mają opłacone ubezpieczenie, lekarza, trenerów. Trening nic nie kosztuje. Tylko w tym roku 19 naszych chłopców odeszło do różnych argentyńskich drużyn - mówi nie bez dumy Vecchio.

Trędowaty

Na piłkarskiej mapie Rosario większość dzielnic jest żółta, co znaczy, że kibicuje Rosario Central. Na klub i jego fanów mówi się „Kanalie”. Bordowe plamy to fani Newell's, czyli „Trędowaci”. Jest wiele legend na temat tych przydomków: jedna głosi, że na początku XX wieku piłkarze obu klubów mieli rozegrać towarzyski mecz na rzecz szpitala dla trędowatych. Ale ci z Central nie przyszli, a Newell's spędzili czas w oczekiwaniu na rozmowach z pacjentami.

Messi, a zwłaszcza jego ojciec, to zdeklarowani fani „Trędowatych”. Ich dawni sąsiedzi kibicują rywalom. Z okna domu mały Leo musiał widzieć pożółkłe graffiti z odpadającą farbą na ścianie najbliższego domu. Codziennie w drodze do szkoły mijał też napisy „Rosario Central” na blokach.

Szkoła nr 66 leży w środku osiedla, obok w parku chłopcy biegają za piłką. Messi uczył się tutaj sześć lat, potem wyjechał z rodziną do Barcelony. Przed rokiem na frontowej ścianie szkoły wymalowano wielkie graffiti z wizerunkiem piłkarza. Dyrektor szkoły tłumaczyła w mediach, że chce w ten sposób uhonorować Leo, a dzieciom pokazać, jak daleko można dojść ciężką pracą.

Mural na szkole podstawowej Leo Messiego (fot. Intoamericas.com)Mural na szkole podstawowej Leo Messiego (fot. Intoamericas.com)

Ale Messi jako uczeń w ogóle się nie wyróżniał. - Na przerwach grał piłką z papieru i taśmy klejącej - jak wszyscy. Cichy, przeciętny, siedział w pierwszej ławce - wspomina Liliana Sosa, nauczycielka z piątej i szóstej klasy. - Więcej problemów było z jego braćmi - rzuca z uśmiechem (w październiku policja w Rosario zatrzymała jednego z trzech braci Leo, miał przy sobie broń).

Naprzeciwko szkoły, po drugiej stronie ulicy, leżą boiska, które dawniej należały do wojska. To klub im. generała Abanderado Grandoli. Messi z kolegami przeciskali się pod siatką i grali, dopóki ktoś ich nie wyrzucił.

Jedna z sąsiedzkich legend mówi, że czteroletniego Leo przyprowadziła tutaj babcia. Akurat ćwiczyli chłopcy starsi o dwa, trzy lata. Jednego zabolała noga, więc zszedł z boiska. Obrotna dona Celia, jak mówią tutaj o babci Leo, podeszła do trenera i poprosiła, by pozwolił wnukowi zagrać. I tak Leo zadebiutował w barwach Abanderado Grandoli, czego nie ma w biografiach. A babcia usiadła za linią boczną i obserwowała wnuczka, sącząc mate.

Kumpel

- Nazywaliśmy go Pchłą - Agustin, kumpel Messiego z dzieciństwa, wyciąga pamiątki ze zniszczonej reklamówki. - Zaraz zobaczycie dlaczego.

Kilka lat temu Agustin wyniósł się z dzielnicy, mieszka bliżej centrum. Przy przeprowadzce jednak nie zapomniał zabrać zaproszenia na komunię Leo. Na stół rzuca też inne pamiątki, głównie zdjęcia z klasy, szkolnych wycieczek i wspólnych turniejów w barwach Newell's. Łatwo na nich znaleźć Messiego, bo jest najdrobniejszy w grupie.

Zaproszenie na komunię Leo Messiego (fot. Intoamericas.com)Zaproszenie na komunię Leo Messiego (fot. Intoamericas.com)

Trener Vecchio: - Zawsze był taki mały, martwiliśmy się, że nie urośnie.

- Pamiętam, że był niejadkiem, lubił tylko pierniki. Więc obiecywaliśmy mu: strzelisz gola, zjesz piernika, bo wiadomo było, że coś strzeli. Trzeba było mieć w zapasie cztery, pięć ciastek, a on i tak dzielił się z kolegami, a sam zjadał ostatnie - wspomina Carlos Marconi, inny trener z czasów młodości Messiego w Newell's.

Z dawnej paczki pięciu kolegów z podwórka niektórzy wciąż grają w piłkę w niższych ligach. Agustin jest pracownikiem toru wyścigowego w Rosario. Starzy przyjaciele z osiedla mają kontakt z Messim, ale głównie dzięki aplikacji What's App.

- Rzadko spotykamy się na żywo. Leo jest zajęty, kumple mają rodziny - opowiada Agustin. - Nie jesteśmy z tych, co chcą go porwać, bo akurat odwiedza Rosario. On nie ma na to czasu, my to szanujemy.

Agustin przyznaje, że dziś Messi rzadko spotyka się ze starymi kolegami. Ale żaden z nich nie robi z tego problemu (fot. Intoamericas.com)Agustin przyznaje, że dziś Messi rzadko spotyka się ze starymi kolegami. Ale żaden z nich nie robi z tego problemu (fot. Intoamericas.com)

Ostatni raz widzieli się na mundialu w Brazylii, Messi zaprosił przyjaciół na spotkanie Argentyna - Szwajcaria. W podziękowaniu kupili mu zegarek z wizerunkiem oficjalnej piłki z mistrzostw świata w Urugwaju. - Wyobraź sobie, co kupić Messiemu? Wszystko już ma. Mówił, że zegarek mu się podoba, ale kto go tam wie - uśmiecha się Agustin.

Podczas ostatniego mundialu Argentyna przegrała w finale z Niemcami. Messi ma na koncie najważniejsze nagrody indywidualne, ale wciąż nie został mistrzem świata.

Trener Vecchio: - Widzieliście finał mundialu? Jako mały dzieciak tak samo opuszczał głowę jak dziś, kiedy coś mu nie idzie.

- Zawsze był najlepszy. Kiedyś, gdy byliśmy dzieciakami, każdy z nas myślał, że takich Leosiów na świecie jest pełno, że każda dzielnica ma takiego - kończy Agustin. - Okazało się, że jest tylko jeden.

Książki "Messi. Chłopiec, który zawsze się spóźniał (a dziś jest pierwszy)" oraz "Messi. Biografia" są dostępne w Publio.pl >>

 

Maria Hawranek (ur. 1987). Wciąż gada i czyta, dlatego została reporterką. Publikuje m.in. w Dużym Formacie i Wysokich Obcasach, miłośniczka Ameryki Południowej i współautorka bloga Intoamericas.com.

Szymon Opryszek (ur. 1987). Kiedyś napisał artykuł z wioski, w której mieszka babcia Baracka Obamy i postanowił zostać reporterem. Mimo miłości do Wschodniej Afryki i Kaukazu od dwóch lat rozwija reporterski projekt IntoAmericas.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (4)
Zaloguj się
  • duffie

    Oceniono 4 razy 2

    Cieszę się, że jest Messi, Ronaldo, Suarez.
    Martwię się, że nie ma następców.

  • zabavnik

    Oceniono 3 razy 1

    fajny artykuł będę odwiedzał waszego bloga

  • zerozer52

    Oceniono 3 razy 1

    Messi. Niech gra.

  • mietekkowalski

    Oceniono 9 razy -1

    Leo Messi to odpowiednik Dustina Hofmanna z filmu Rain Man. Zobaczcie sobie powtarzalnosc jego zagran, te dzisiejsze sa kopia tych sprzed kilku lat. Perfekcja w jednej dziedzinie, a pewnie wieczorami z slina cieknaca po brodzie, wzrokiem wlepionym w teletubisie buja sie w fotelu kiedy jego stary wylicza podatek dochodowy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX