Lekarz na odległość postawi diagnozę i wystawi receptę - tak wygląda leczenie w wirtualnej przychodni

Lekarz na odległość postawi diagnozę i wystawi receptę - tak wygląda leczenie w wirtualnej przychodni (fot. Istockphoto.com)

technologie

Pora na doktora. Stworzona przez Polaków wirtualna przychodnia może zrewolucjonizować sposób diagnozowania chorób

Boli gardło i męczy katar? Dręczy w nocy kaszel? A gdyby tak nie wychodząc z domu móc skonsultować swoje objawy z lekarzem? Włączyć komputer i przebadać innowacyjnym wideoskopem. Poznać diagnozę i jeszcze dostać receptę. Brzmi jak science fiction? Nic bardziej mylnego. Polski inżynier i lekarz urolog znaleźli na to sposób i próbują wypełnić lukę na rynku usług diagnostyki internetowej.

Pora na doktora to portal do zdalnej diagnostyki medycznej. Jak doszło do jego powstania?

dr n. med. Robert Jarema: - Koncepcja Pory na doktora powstała mniej więcej dwa lata temu, kiedy stwierdziliśmy, że można zrobić coś więcej niż tylko konsultacje online. Dotychczas oferowane na rynku rozwiązania działają właśnie na zasadzie konsultacyjnej - umożliwiają omówienie objawów lub wyników badań i wskazanie przez konsultanta, jakie powinno być dalsze postępowanie. To niewiele wnosi, co najwyżej może potwierdzić wątpliwości pacjenta co do stanu jego zdrowia. A i tak kończy się skierowaniem chorego do lekarza w przychodni. My chcieliśmy pójść dalej - diagnozować, badać i leczyć.

dr inż. Rafał Dalewski: To, co tak naprawdę dodało nam skrzydeł, to filozofia produktu. Sam pomysł to jedno, ale kluczowe jest znalezienie dla niego miejsca na rynku i pokazanie, że jest faktycznie potrzebny. Diagnozowanie człowieka na odległość to nic oryginalnego. Istotne jest wyszukanie grupy odbiorców. Z tym był największy problem.

Dla kogo jest Pora na doktora?

R.D.: - W pierwszej kolejności dla Polonii. Wybranie tej grupy było kluczowym momentem w planowaniu. Zakładaliśmy, że musimy dotrzeć do osób młodych. To one znają nowoczesne rozwiązania techniczne i swobodnie je obsługują. Ludzie na emigracji mają potrzebę korzystania z pomocy polskich lekarzy. Są to matki z dziećmi, ludzie niepełnosprawni, ale także po prostu ci, którzy mają mało czasu. Ich wszystkich braliśmy pod uwagę. W Polsce w ostateczności można zamówić wizytę domową, ale na przykład w Anglii nie jest to już takie proste. Polacy często nie potrafią odnaleźć się w brytyjskiej służbie zdrowia, głównie z uwagi na inną mentalność, język czy różnice kulturowe. Dla nich kontakt z polskim lekarzem jest zbawieniem.

R.J.: - Ludzie na emigracji korzystają ze Skype'a, bo to jedna z podstawowych form kontaktowania się z Polską. Doskonale znają to narzędzie, zakładamy więc, że komunikacja z lekarzem z Polski online będzie bardzo pożądana.

Skype to dla Polaków na emigracji popularna forma komunikacji z bliskimi (pixabay.com)Skype to dla Polaków na emigracji popularna forma komunikacji z bliskimi (fot. pixabay.com)

Jest jednak wiele barier, które użytkownik musi pokonać, żeby do tego produktu się przekonać. Przede wszystkim musi uwierzyć w taką formę leczenia.

R.J.: - Z tego, co wiemy, jest to pierwsza tego typu platforma na świecie. Dlatego na początku spodziewamy się pewnej rezerwy ze strony pacjentów. Mamy jednak nadzieję, że zaoferowana przez nas usługa przekona kolejne osoby i staniemy się mocną alternatywą dla tradycyjnych wizyt lekarskich.

R.D.: - Tak będzie wyglądała przyszłość leczenia. Cieszymy się, że to my, Polacy, ją nakreślimy.

Jaki katalog chorób możemy skonsultować, korzystając z Pory na doktora?

R.D.: - Głównie choroby górnych dróg oddechowych i schorzenia laryngologiczne, czyli wszelkiego rodzaju infekcje. Typowe objawy, z którymi powinniśmy pojawić się u lekarza, a które często lekceważymy: gorączka, katar, kaszel.

R.J.: - Nastawiamy się na podstawową opiekę zdrowotną dla dorosłych i dzieci. Musimy jednak pamiętać o ograniczeniach usługi.

Jeśli ktoś się źle czuje, może się dowiedzieć, na ile jego stan jest poważny. Robiliśmy badania w różnych ośrodkach medycznych, które pokazują, że ten poziom diagnostyki, który udostępniamy, wystarczy do postawienia diagnozy w większości prostych schorzeń. Mówimy o chorobach podstawowych w zakresie interny i pediatrii, a nie np. kardiologii czy chirurgii urazowej.

Pacjenci dostają od was narzędzia do badań, prawda?

R.J.: - Dostarczamy użytkownikowi do domu stetoskop i wideoskop. Ten system diagnostyki, mimo ograniczeń, daje wiele możliwości. Widzimy pacjenta, więc możemy ocenić stan jego zdrowia, a także zebrać dokładny wywiad. Podobnie jak w czasie wizyty twarzą w twarz w gabinecie. Dodatkowo choremu można osłuchać serce i płuca, zajrzeć w gardło, nos, ucho. Pacjent może też przesłać lekarzowi swoje wyniki badań. W tym celu stworzyliśmy specjalną skrzynkę. Tworzy się w ten sposób podręczna książeczka zdrowia. Jeżdżąc po świecie, zawsze można wejść na naszą stronę, pobrać swoje wyniki i pokazać lekarzowi na miejscu.

Jeśli diagnozowanie chorób przez internet się sprawdzi, przychodnie będą puste - jak na tym zdjęciu (fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta)Jeśli diagnozowanie chorób przez internet się sprawdzi, przychodnie będą puste - jak na tym zdjęciu (fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Czyli pacjenci będą mogli konsultować się z każdego miejsca na świecie, pod warunkiem że będą mieli ze sobą narzędzia i dysponowali dostępem do internetu. Wirtualna wizyta u lekarza będzie możliwa bez względu na porę?

R.D.: - Jeżeli będzie zainteresowanie takimi usługami w nietypowych porach, to odpowiednio rozbudujemy grafik przyjęć. Teraz mamy kilkuosobowy zespół lekarzy, dostępnych w konkretnych godzinach. Ale bierzemy pod uwagę zarówno wydłużenie godzin przyjęć, jak i powiększenie liczby specjalizacji, na przykład o dermatologię czy urologię.

R.J.: - W przypadku niektórych specjalizacji, np. urologii, lekarzowi do wdrożenia leczenia wystarczy jedynie zebranie wywiadu i zapoznanie się z wynikami badań. Jeżeli ktoś ma nawracające infekcje dróg moczowych, nie trzeba go osłuchiwać czy badać. W takim przypadku kluczowe jest przepisanie odpowiednich leków.

Diagnostyka jest oczywiście bardzo istotna, ale konsultacja musi zakończyć się leczeniem.

R.J.: - Oczywiście, nie możemy pacjentowi powiedzieć: - Zbadałem pana, ma pan zapalenie oskrzeli, i musi się udać do doktora po receptę. Konieczna jest możliwość zapewnienia choremu leczenia. I z tym mamy w Polsce i niektórych krajach problem. W Polsce nie ma e-recepty. Jest też zakaz wystawiania skanów recept, które są akceptowane przez 12 godzin, pod warunkiem że pacjent doniesie oryginał. Dodatkowo wprowadzono zakaz reklamy aptek, więc nie możemy pacjentów kierować do konkretnych miejsc. To bardzo ogranicza możliwości funkcjonowania na rynku polskim. Nie chcemy się na niego zamykać, ale takie ograniczenia wpływają na decyzję, że to nie jest nasz pierwszy rynek, na którym będziemy działać.

Natomiast na rynku angielskim funkcjonuje e-recepta, którą mogą wystawić wszyscy lekarze praktykujący na terenie UE. Dlatego mogliśmy podpisać umowę z siecią aptek, która będzie dostarczać leki do domu na podstawie recepty wystawionej przez naszego lekarza. W Polsce póki co możemy zaoferować jedynie wysłanie recepty do domu. Nie jest to rozwiązanie satysfakcjonujące w przypadku konieczności natychmiastowego leczenia. Wystarcza jednak pacjentom przewlekle chorym, którzy mogą poczekać.

W Polsce nie funkcjonuje e-recepta. Dlatego lekarz może jedynie wysłać receptę do chorego, a ten do apteki musi sam się pofatygować  (fot. Wikimedia.org / A. Gentzsch / CC BY-SA 3.0)W Polsce nie funkcjonuje e-recepta. Dlatego lekarz może jedynie wysłać receptę do chorego, a ten do apteki musi sam się pofatygować (fot. Wikimedia.org / A. Gentzsch / CC BY-SA 3.0)

Polski lekarz może wystawić taką receptę?

R.J.: - Tak, ale musi potwierdzić prawo wykonywania zawodu oraz wpis do izby lekarskiej, a także mieć podpisaną specjalną umowę. Dopiero wtedy zostanie mu założone konto autoryzowane przez naszą firmę. Po zakończonej wizycie lekarze wystawiają receptę na stronie apteki, a leki dostarczane są do pacjenta. Za darmo.

R.D.: - W Londynie lek może dotrzeć do chorego nawet w cztery godziny. Co oznacza, że w ciągu jednego dnia możemy zostać zdiagnozowani i zacząć leczenie.

Kupujemy usługę, czyli sprzęt, który dostajemy do domu. Instalujemy go na swoim komputerze, wchodzimy na stronę. Zakładamy konto. Za co poza sprzętem płacimy?

R.D.: - Za wizytę. Chcemy to rozliczać w najprostszy sposób dla klienta. Kupujemy zestaw, który kosztuje około 170 zł, a potem płacimy za wizytę. Na razie nie zakładamy wprowadzenia systemu abonamentowego. Nie spodziewamy się, że ktoś wykupi abonament na usługę, której nie zna. Może spróbować i sprawdzić, czy taka forma mu odpowiada.

Przez internet można by także konsultować np. drobne dolegliwości u dzieci (fot. pixabay.com)Przez internet można by także konsultować np. drobne dolegliwości u dzieci (fot. pixabay.com)

Czy urządzenie ma certyfikat?

R.D.: - Tak, jest to certyfikowany wyrób medyczny. Cały system łączący telekonsultację i elementy diagnostyczne jest pod określoną kontrolą i spełnia wymagania dyrektywy o wyrobach medycznych. Od początku zakładaliśmy, że nie wypuścimy produktu bez odpowiednich certyfikatów, bez potwierdzenia przez naukowe instytucje. Że nasz system - czyli nie tylko sprzęt, ale i oprogramowanie - musi być naprawdę dobrej jakości i prawidłowo działać.

My musimy zapewnić dobrą jakość i dźwięku, i obrazu. Jednak te wymagania muszą być także spełnione po stronie użytkownika. Dlatego sprzęt komputerowy, z którego korzystają pacjenci, musi spełniać konkretne wymagania zamieszczone na naszej stronie. Niezbędna jest też dobra przepustowość internetu.

Czy lekarze już testowali ten sprzęt?

R.J.: - Przed rozpoczęciem działania portalu przeprowadziliśmy szereg wewnętrznych testów. Okazało się, że jakość dźwięku jest tak dobra - lepsza niż uzyskana przez analogowe stetoskopy - że lekarze chcieliby korzystać z urządzeń na co dzień. Nasi konsultanci często słyszeli zmiany w płucach czy sercu normalnie nie do uchwycenia przy użyciu zwykłych stetoskopów.

Jak to możliwe?

R.J.: - W takich normalnych, analogowych słuchawkach dźwięk jest cichy i o wszystkim decyduje ucho ludzkie. Tutaj mamy do czynienia z cyfrowym zapisem dźwięku. Jednak taki zapis bez filtrowania zawiera sporo różnych zakłóceń, dźwięków otoczenia, które bywają mylące dla diagnosty. I tu był bardzo duży problem. Ale rozwiązaliśmy go! Długo nad tym pracowaliśmy, by znaleźć takie częstotliwości, żeby wszystko dobrze działało. Tak by słyszalne było to, co potrzebne, i odfiltrowane to, co jest zbędne.

Jakość dźwięku uzyskiwana przy zdalnym badaniu okazała się lepsza niż przy użyciu analogowych stetoskopów (fot. Wikimedia.org / Daniel Sone / public domain)Jakość dźwięku uzyskiwana przy zdalnym badaniu okazała się lepsza niż przy użyciu analogowych stetoskopów (fot. Wikimedia.org / Daniel Sone / public domain)

Co dzieje się w przypadku błędnej diagnozy? Kto ponosi odpowiedzialność?

R.D.: - Aby dostarczyć pacjentom i lekarzom najbezpieczniejsze rozwiązanie, od początku zależało nam na certyfikacji przez jednostkę notyfikowaną [czyli zweryfikowaną jako obiektywna, niezależna i posiadająca odpowiednie kompetencje przez instytucje takie jak Polskie Centrum Akredytacji, właściwe ministerstwo oraz Komisję Europejską - przyp. red.]. W naszym przypadku jednostką tą jest TUV Nord Polska. Pora na doktora jako wyrób medyczny posiada dwa certyfikaty - jeden na system zarządzania jakością wytwarzania wyrobów medycznych i drugi na wyrób zgodny z dyrektywą o wyrobach medycznych 93/42/EWG.

Dzięki zastosowaniu certyfikowanego wyrobu nic nie zmienia się w zakresie odpowiedzialności w relacji pacjent - lekarz. Niezależnie od tego, czy wizyta odbywa się w gabinecie, czy przez internet, decyzję o rozpoczęciu leczenia zawsze podejmuje lekarz, i to on ponosi odpowiedzialność za postawienie prawidłowej diagnozy.

A gdy nie potrafi postawić diagnozy na podstawie wyników aplikacji?

R.J.: - Jeżeli, pomimo zastosowanej procedury, w tym kalibrowania i sprawdzenia urządzeń, lekarz nie jest pewny wyników badania, nie stawia diagnozy, tylko kieruje pacjenta na specjalistyczne badania lub ostry dyżur. Czyli tak samo jak w gabinecie! Stan prawny potwierdziła jedna z wiodących kancelarii prawnych, zaś jedna z wiodących firm ubezpieczeniowych ubezpieczyła naszych lekarzy w zakresie konsultacji telemedycznych, pozycjonując je na równi z wizytami w gabinecie lekarskim. Wszystkie wykonane przez nas działania, świadomość i umiejętności naszych lekarzy dają pacjentom Pory na doktora pewność poprawnej diagnozy i właściwego leczenia.

Czy mają panowie problemy z namówieniem lekarzy do udziału w projekcie?

R.J.: - Dopóki nie mieliśmy czego pokazać, lekarze byli sceptyczni. Gdy rozpoczęliśmy testy, przekonali się, że proponowany przez nasz system e-wizyta spełnia warunki bezpośredniego kontaktu z pacjentem. A ponieważ cały system jest certyfikowany, wszystko, co widzimy i słyszymy, można tak samo interpretować, jak siedząc z nim w gabinecie. Nie mamy problemów z namówieniem lekarzy do współpracy - postrzegają to jako nowatorską usługę, której nie ma jeszcze nigdzie na świecie.

To pewnie opinia przede wszystkim lekarzy młodych stażem?

R.D.: - To doświadczeni, ale faktycznie dość młodzi ludzie, oni szybciej łapią nowinki. Ale nastawieni jesteśmy na współpracę z każdym. Także autorytety w dziedzinie interny są nią zainteresowane i rozumieją potrzebę takiego rozwiązania. To jest przyszłość nie tylko diagnostyki, ale również szkolenia lekarzy.

R.J.: - Narzędzie takie jak Pora na doktora można wykorzystać na różne sposoby, np. do wcześniejszej diagnostyki kardiologicznej, bo umożliwia stwierdzenie zmian znacznie szybciej niż dotychczas stosowane stetoskopy. Będzie używane także w celach szkoleniowych, ponieważ kilku lekarzy może osłuchiwać tego samego pacjenta w tym samym czasie oraz przesyłać sobie uzyskany dźwięk. Wyobrażam sobie sytuację, w której młody lekarz prześle do posłuchania zapis pacjenta swojemu mentorowi: - Ja tutaj coś słyszę, nie jestem pewien, co to jest, niech pan doktor mi pomoże. Widzimy w tym ogromny potencjał.

Czy konsultacje na odległość to przyszłość medycyny?

R.D.: - Jak zastanawiam się nad tym, co będzie za 10 lat, to wydaje mi się, że takie leczenie pacjentów będzie codziennością. Techniczne możliwości już są, pozostało trochę barier o charakterze organizacyjnym i prawnym. To są rzeczy, przez które trzeba przejść. I my właśnie przez nie teraz przechodzimy. Jesteśmy przekonani, że uda nam się nasz pomysł upowszechnić na szeroką skalę.

Robert Jarema i Rafał Dalewski (fot. materiały prasowe)Robert Jarema i Rafał Dalewski (fot. materiały prasowe)

dr inż. Rafał Dalewski. Projektant, obliczeniowiec, badacz. Adiunkt na Politechnice Warszawskiej na Wydziale Mechanicznej Energetyki i Lotnictwa. Kierownik Projektu BDroid.

dr n. med. Robert Jarema. Specjalista urolog z tytułem FEBU (Fellow of European Board of Urology). Starszy asystent Kliniki Urologii i Urologii Onkologicznej Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie. Konsultant ds. Andrologii w Europejskim Centrum Macierzyństwa INVIMED w Warszawie. Główny Konsultant ds. Urologii Szpitala Soleckiego w Warszawie.

Dominika Olszyna. Kulturoznawca, wicenaczelna magazynu „M jak mieszkanie”, w którym prowadzi rubrykę „Ładne rzeczy” poświęconą polskim projektantom. Autorka tekstów o designie, kulturze oraz modzie publikowanych na łamach „Exklusiva”, „K Maga”, „Wysokich Obcasów”, „Podróży”. Kuratorka wystawy „Work in Progress” (wraz z Agnieszką Gruszczyńską-Hyc) przygotowanej na Łódź Design Festival w 2014 roku.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (22)
Zaloguj się
  • ekiwok

    Oceniono 12 razy 12

    Bardzo ciekawi mnie przemilczana w wywiadzie kwestia prawna takiej usługi na terenie polski. Polskie prawodawstwo stwierdza jednoznacznie, że lekarz musi pacjenta zbadać osobiście i miałem okazję rozmawiać z osobami, które próbowały zrealizować podobne projekty, ale musiały wynieść się z nimi za granicę, bo w Polsce po prostu pacjent nie może odbyć wizyty u lekarza przez internet.

    Tzn. lekarz nie może zbadać pacjenta online i postawić diagnozy. To może się w Polsce skończyć poważnymi konsekwencjami dla lekarza.

    Czyli to jest produkt skierowany na zagranicę. Do Polonii w Londynie jak widzę jest napisane. Tak?

  • jurek.k4

    Oceniono 12 razy 10

    Czemu mam nieodparte poczucie, że wspomnianą formą dotarcia do młodych jest ten artykuł i stworzony po to by zrobić reklamę.

  • mazuvian

    Oceniono 10 razy 8

    To fajne.

    Co do recept, pownny być realizowane do domu, jeśli sobie tego ktoś życzy, aby ludzie starsi nie musieli się męczyć.

    Tymczasem, w regionach wiejskich wokół Cluj-Napoca (czyt: Kluż-Napoka) system wideorozmów z lekarzami funkcjonuje od lat. Tak tylo mówię, dla inspiracji, ehem!!!

  • sigo

    Oceniono 15 razy 7

    Do wszystkich ujadaczy i sceptyków powinno dotrzeć do wiadomości, że jak na innowacje produkt ten pewnie będzie rozwijany. Skoro lekarze twierdzą, że dzisiejsza technologia umożliwia już skuteczne badanie za pomocą wymienionych urządzeń, to trzeba zmienić sposób myslenia. Wypróbować i przekonać się samemu czy jest to tak sama skuteczne badanie, jak badanie bezpośrednie. Myślę, że najwięcej trudności będą mieli w zmienieniu świadomości ludzi co do skuteczności. Trzymam kciuki i życzę powodzenia.

  • majkelos2341

    Oceniono 10 razy 6

    Pani Redaktor, nie ma takiej instytucji jak Polskie Centrum Akredytacyjne tylko Polskie Centrum Akredytacji. Właściwe ministerstwo o którym Pani pisze to Ministerstwo Zdrowia. Warto czasami zweyfikować pewne rzeczy zanim się coś napisze... A poza tym to piękna kryptoreklama jednostki certyfikującej...

  • egon_olssen

    Oceniono 12 razy 6

    A jak się ma ten portal do obowiązującego w Polsce prawa? Art. 42 Ustawy o zawodzie lekarza: "Art. 42. 1. Lekarz orzeka o stanie zdrowia określonej osoby po uprzednim,
    osobistym jej zbadaniu". A porada lekarska jest de facto orzekaniem o stanie zdrowia

  • fafarafafafa

    Oceniono 7 razy 5

    A jak np. z ochroną danych osobowych? Przypominam, że dane dotyczące zdrowia są danymi wrażliwym i muszą być szczególnie chronione.

  • calber

    Oceniono 3 razy 3

    Proponuję ud razu "stworzyć" całą wirtualną Polskę. To bedzie dopiero sukces!

  • saj-gon-ki

    Oceniono 11 razy 3

    koncepcja powstała ponad 20 lat temu,
    nawet mie się nie chce pisać dalej

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX