Jan Jurkowski i Marek Hucz

Jan Jurkowski i Marek Hucz (fot. Grupa Filmowa Darwin)

wywiad gazeta.pl

W ich świecie Bóg ma na imię Rafał i nie jest nieomylny. Grupa Filmowa Darwin - inteligenci z YouTube'a

Marek Hucz i Jan Jurkowski skończyli szkołę teatralną, ale nie chodzą na castingi. Woleli założyć swój kanał na YouTube. Fanów mają raczej wśród dojrzalszych, wymagających widzów. Grupę Filmową Darwin na ostatnich Grand Video Awards nagrodzono w kategoriach "Entertainment" oraz "Debiut Roku".

Uważani jesteście za najbardziej profesjonalny kanał polskiego YouTube'a. To prawda, że wzięliście na niego kredyt?

Marek Hucz: Absolutnie nie.

Jan Jurkowski: To byłoby bardzo głupie. Nie porywaliśmy się z motyką na słońce. Robiliśmy tyle, na ile było nas stać. Nigdy też nie mieliśmy żalu, że wydajemy na ten projekt pieniądze. Nawet nie zakładaliśmy, że to się kiedyś zwróci. Nasze produkcje są drogie, więc minie jeszcze sporo czasu, zanim zaczniemy wychodzić na zero, a co dopiero zarabiać. Ale nie stworzyliśmy Grupy Filmowej Darwin dla pieniędzy.

M.H.: - Ani dla wyświetleń, na początku nie było ich przecież wiele. Oczywiście, chcieliśmy, żeby ludzie nas oglądali i to cieszy, ale nie taki był cel.

A jaki?

M.H.: - Mieliśmy nadzieję, że znajdziemy osoby z podobnym do naszego poczuciem humoru. Nie przypuszczaliśmy, że jest ich tak wiele. Tym bardziej że nie nagrywamy typowego dla YouTube'a wideo, robimy krótkie formy filmowe. Bliżej nam jest do bycia aktorami na YouTubie niż youtuberami.

J.J.: - Powoli, krok po kroku realizujemy swoje pomysły. To trochę jak w szkole teatralnej - jedni dostają się do niej za pierwszym razem, a inni za drugim. To ci drudzy są silniejsi, bo musieli czekać rok na kolejny egzamin. Są i tacy, którzy próbują swoich sił trzy, cztery, a nawet więcej razy. Ci to dopiero mają determinację. Tak już jest, że niektórzy osiągają sukces na samym początku, a inni muszą trochę poczekać.

Marek Hucz i Jan Jurkowski (fot. Grupa Filmowa Darwin)Marek Hucz i Jan Jurkowski (fot. Grupa Filmowa Darwin)

Dlaczego zdecydowaliście się na szkołę teatralną?

J.J.: - Mam wrażenie, że idzie się do niej z nie do końca zrozumiałej potrzeby. Jeżeli cudem uda ci się zdać egzaminy, to są to cztery najlepsze lata w twoim życiu. Oczywiście, o ile nikt cię tam nie zniszczy psychicznie i nie dostaniesz w efekcie depresji. Na pewno idąc do szkoły teatralnej, chciałem zostać aktorem, ale nie filmowym. Jestem przekonany, że gdybym sam siebie nie obsadzał w tych naszych produkcjach, to nikt inny by tego nie zrobił.

Bo?

J.J.: - Żeby wygrać casting, trzeba mieć odpowiednią osobowość. Nie liczy się tylko to, jak potrafisz zagrać swoją rolę. Chodzi też o bycie pewnym siebie przed i po nagraniu. O pokazanie, że mimo że jesteś nowy w tym środowisku, to już do niego w jakiś sposób należysz, że nie trzeba cię będzie prowadzić za rękę, że wiesz dokładnie, czego chcesz. Ja takim typem nie byłem. Odpadłem z wielu castingów. Od dwóch lat przestałem na nie chodzić. Nigdy też nie miałem tyle samozaparcia, żeby siedzieć na Chełmskiej w Warszawie w wytwórni filmowej po 12 godzin i czekać na złoty strzał.

Marku, czy ty też poszedłeś do szkoły teatralnej z „nie do końca zrozumiałej potrzeby”?

M.H.: - Szkoła aktorska w moim przypadku to mieszanka marzeń z dzieciństwa i młodzieńczych kompleksów. Nie wiem, czy chciałem coś udowodnić sobie, czy światu. Wyobraźnię miałem od zawsze i czułem, że to jeden z moich największych atutów. Wiedziałem tylko, że chciałbym robić coś istotnego. Lubiłem występować, Bóg dał mi głos, wyglądam w miarę normalnie - to wszystko złożyło się w całość. Kiedy już się tam dostałem i poznałem Janka, stwierdziłem, że chcę tworzyć, i że właśnie to jara mnie najbardziej. Nie poszedłem do szkoły teatralnej ze sprecyzowanymi marzeniami, aby zostać aktorem teatralnym czy filmowym. Ale szkoła na pewno mnie wyrzeźbiła.

To właśnie w szkole powstały pierwsze scenariusze waszych filmów, pomysły spisywaliście w zeszycie. Czy to znaczy, że nie byliście pilnymi studentami?

M.H.: - Czasem na zajęciach tylko oglądaliśmy występy innych, więc mieliśmy pięć minut, by spisać w tym czasie swoje pomysły. W dodatku chodziliśmy razem z akademika na uczelnię - to kolejne 20 minut na wymyślanie i gadanie. O naszych koncepcjach rozmawialiśmy także przy obiedzie. Nie zakładaliśmy wtedy, że powstanie z nich film. Z tych pomysłów ze studiów zrealizowaliśmy może kilka.

Jak wasza rodzina zareagowała na to, że zamiast realizować się zawodowo na deskach teatru czy w jakiejś produkcji filmowej, ruszyliście z własnym kanałem na YouTube?

M.H.: - Zaczęliśmy go tworzyć jeszcze na studiach, więc początkowo rodzice zareagowali jak na każdy pomysł młodego człowieka: Dobrze, że coś robicie, a nie bierzecie narkotyków; To studenci, więc niech coś robią, niech robią. Mam wrażenie, że rodzice nadal nie rozumieją idei YouTube'a i nie mają pojęcia, jak wielki drzemie w nim potencjał.

J.J.: - Moi pomyśleli pewnie z pobłażaniem: To dobrze, że coś robi. Może w to ucieka, bo pracy nie ma. Podobnie myśli wielu rodziców, których dzieci decydują się na szkołę teatralną. To dla nich właściwie wielka tragedia, bo to przecież „nie jest poważny zawód”. Ja na szczęście nie miałem takich problemów, bo moja mama również studiowała aktorstwo.

W swoich filmach wcielacie się m.in. w Boga, Jezusa, ale też w Hitlera. Chcecie szokować?

J.J.: - Na pewno nie robimy tego po to, żeby szokować. Z natury unikam w życiu kontrowersji i nie jestem zachwycony wątkami religijnymi, które pojawiają się w niektórych odcinkach. Tego typu postacie są u nas dlatego, że każdy je zna. Każdy ma na ich temat jakieś wyobrażenie, jakąś wiedzę. My robimy jednak nadal film do internetu i nie mamy dziesięciu minut na przedstawienie głównych postaci jak w filmie pełnometrażowym. W naszym przypadku jest to trzydzieści pierwszych sekund, więc widz musi od pierwszej chwili rozpoznać bohaterów i kontekst sytuacji. Dzięki temu możemy się bawić tym, co już wie o danej postaci.

Marek Hucz jako Bóg Rafał (fot. Grupa Filmowa Darwin)Marek Hucz jako Bóg Rafał (fot. Grupa Filmowa Darwin)

Jesteście wierzący?

M.H.: - Kiedyś byłem osobą bardzo religijną. Chodziłem do katolickiej szkoły, byłem lektorem, ale potem, w okresie dojrzewania, wycofałem się z Kościoła. Skończył się dla mnie pewien czas, trochę więcej zacząłem rozumieć, zadawać sobie pytania.

Poruszając tematy religijne w filmach, nie chcemy szokować, pokazujemy swój alternatywny, darwinowski świat. Każdy ma swoje wyobrażenie Boga. Nasz ma na imię Rafał i nie jest nieomylny.

J.J.: - Diabeł to Sławek.

Sławek nie budzi grozy jak w religiach chrześcijańskich, Sławka da się nawet lubić.

J.J.: - Tylko czy słusznie? Zrobiliśmy ze Sławka kogoś pozornie racjonalnego, kumpelskiego, w ogóle bardziej cool pod każdym względem. Ale co jakiś czas przypominamy widzom, że to nadal jest szatan. On nie jest miłosierny, potrafi uwodzić pewnością siebie, ale może też bez problemu znęcać się i torturować grzeszników. On przede wszystkim pragnie wymierzać karę, ale czy zawsze sprawiedliwą? Rafał z kolei chce dla wszystkich dobrze. Stąd wynikają często nieporozumienia, ale on sam jest po prostu poczciwy.

M.H.: - Czujemy też, że tematy związane z Rafałem i Sławkiem zaczynają się kończyć. Nie chcemy, jak to się mówi, „tego konia zajechać”, więc myślimy nad nowymi scenariuszami.

J.J: - Poza tym seria, w której pojawiają się Rafał i Sławek, nosi tytuł „Wielkie Konflikty”, więc jakkolwiek by było, jesteśmy zobowiązani sięgać po wielkie, historyczne momenty. Przykład? Noe vs Bóg - każdy zna tę historię. Właśnie w takich przypadkach szukamy dowcipu i zabawnego zwrotu akcji, który zaskoczy widzów. Co by się stało, gdyby np. Bóg się rozmyślił, a Noe wściekł się, że od 60 lat bez sensu budował arkę? Tak właśnie wydarzyło się u nas.

M.H.: - Bohaterowie innego filmu z tej serii, Mickiewicz i Słowacki, zaczęli się obrzucać obelgami jak dresy spod bloku, a dwóch geniuszów - Edison i Tesla - po prostu tłuc pięściami. W obu tych przypadkach chcieliśmy pokazać bohaterów w sytuacjach, które prawie na pewno nie miały miejsca.

Jeden z przygotowanych przez was odcinków to „G.F. Darwin vs Bóg”. Zrobiliście go celowo, aby odpowiedzieć na komentarze zarzucające wam obrażanie uczuć religijnych?

J.J.: - Rzeczywiście, chcieliśmy się do nich ustosunkować. Zastanowiliśmy się, co powiedzieliby Bóg i Jezus, gdyby sami widzieli nasze filmy. W tym odcinku Rafał wkurzył się i skazał nas na wieczne potępienie. Jezus z kolei starał się nas szczerze pocieszyć.

Odcinek Noe vs Bóg (fot. Grupa Filmowa Darwin)Odcinek Noe vs Bóg (fot. Grupa Filmowa Darwin)

Czy jakiekolwiek tematy są dla was tabu?

J.J.: - Na pewno są takie, których nie podejmiemy, bo nas nie bawią. Na przykład mnie nie bawi cierpienie, strach, ból, dlatego przemoc w naszych filmach jest raczej slapstickowa, głupkowata i przerysowana.

Wcielacie się w chrześcijańskiego Boga, a myśleliście o Allahu?

M.H.: - Nie, nigdy nie czuliśmy potrzeby poruszania tematu islamu, skoro nie znamy tej religii. Analogicznie trudno byłoby nam zrobić „Wielkie Konflikty” np. o wikingach, bo nie znamy nordyckiej mitologii.

J.J.: - Jeżeli jakaś historia, nazwisko, zjawisko niewiele nam mówi, to zakładamy, że nasi widzowie również mogą tego wątku nie zrozumieć. Nie jesteśmy kanałem naukowym, działamy na zasadzie skojarzeń, odbiorcy muszą znać tło historyczne tematów, które poruszamy.

Jan Jurkowski jako Noe (fot. Grupa Filmowa Darwin)Jan Jurkowski jako Noe (fot. Grupa Filmowa Darwin)

Jakie są koszty waszych produkcji?

M.H.: - Bardzo różne. Kiedy zaczynaliśmy, nagrywaliśmy kilka odcinków naraz przez kilka dni, wydawaliśmy wtedy około 4-5 tys. zł. Zapraszaliśmy do współpracy ludzi z filmówki i płaciliśmy im. Teraz działamy w bardziej zaufanej grupie, mamy wspólne cele i członkowie naszej ekipy wychodzą z założenia, że skoro my nie zarabiamy, to oni też nie muszą. Mimo wszystko chcielibyśmy im płacić za wykonywaną pracę.

Cena za produkcję odcinka na pewno będzie rosła, bo chcemy podnosić jakość. Film „Agent 700”, który zajął nam 10-12 dni zdjęciowych, kosztował nas jakieś 5 tys. zł.

J.J.: - Warto zaznaczyć, że nauczyliśmy się mocno oszczędzać.

Wielu youtuberów korzysta z serwisów crowdfundingowych. Zastanawialiście się nad tym?

M.H.: - Myślimy o tym, ale musimy się do akcji crowdfundingowej dobrze przygotować, żeby jak najlepiej wykorzystać taką okazję. W tego typu serwisach ma się tylko jeden strzał. Jeżeli nie przekonamy do siebie ludzi od razu, to nie będą nas chcieli wspierać w przyszłości.

Myślicie o robieniu filmów pełnometrażowych?

J.J.: - Tak.

M.H.: - Ten kanał to taka łódź, albo statek kosmiczny. Rozwijamy się, realizujemy pomysły, ale cały czas lecimy dalej. Mamy nadzieję, że właśnie w stronę filmów pełnometrażowych.

(fot. Grupa Filmowa Darwin)(fot. Grupa Filmowa Darwin)

Jesteście scenarzystami, reżyserami, montażystami, aktorami... O czymś jeszcze zapomniałam?

M.H.: - Wspólnie z Jankiem myślimy nad scenariuszem. On specjalizuje się też w montażu. Ja często dodaję efekty dźwiękowe, ale później i tak to wszystko idzie do Sebastiana, który się tym u nas zajmuje. Janek ustala kadry z naszym operatorem Karolem. W ekipie jest też Beata - charakteryzatorka. Na pewno za chwilę będziemy potrzebowali pomocy scenografa.

W której z tych funkcji czujecie się najlepiej?

M.H.: - Janek powiedział kiedyś mądrze, że należy unikać rzeczy, w których jest się słabym.

J.J.: - Teraz oczywiście brzmi to jak jakieś tchórzostwo, bo przecież: „kto nie ryzykuje, ten nie ma”, ale chodziło mi wtedy o bardzo konkretne przykłady. Kiedy działamy na planie, to lepiej, żebym nie brał kamery do ręki, bo jeżeli jest Karol, który robi to profesjonalnie, to niech on kręci. Tak samo jest w przypadku charakteryzatorki Beti - kiedy jest na planie, Marek nie powinien zabierać się za jej fach.

Bywa, że aktorzy przygotowują się do roli przez kilka miesięcy. Gra w waszych produkcjach również jest wymagająca?

M.H.: - Zdecydowanie więcej poświęca się Janek. Ja muszę się ogolić, czego nie lubię, albo ewentualnie zapuścić włosy, jak do roli R, w którego wcieliłem się w „Agencie 700”.

J.J.:  - Ja natomiast przez cztery miesiące zapuszczałem włosy do odcinka „Wielkie wyzwanie Ludwika”, a byłem wtedy łysy. Potem zgoliłem przód głowy, aby nagrać „Edison vs Tesla”, a następnie ostrzygłem się na łyso do „Pogromców przysłów”, ale nie uważam, żeby to było większe poświęcenie niż Marka.

M.H.: - Pamiętam, jak chciałem „przykoksić” do jednej roli - siłownia, dieta. Urządziliśmy sobie wtedy maraton filmowy z chipsami, ciastkami, no i pomysł spalił na panewce. Po... tygodniu.

J.J.: - Nasz wygląd nieco determinuje teatr. Oprócz prowadzenia naszego kanału na YouTube gram w Krakowie, Kaliszu, Białymstoku i Warszawie. Do większości sztuk muszę być gładko ogolony. Teatr jest dla mnie priorytetem, bo z tego się utrzymuję, więc zdjęcia do naszych filmów planujemy w zależności od grafiku występów w teatrze.

Jan Jurkowski jako agent 700 (fot. Grupa Filmowa Darwin)Jan Jurkowski jako agent 700 (fot. Grupa Filmowa Darwin)

Tuż przed premierą „Spectre” opublikowaliście wspominaną już parodię Bonda - „Agenta 700”. Czy przed świętami możemy się spodziewać waszej wersji „Star Wars”?

M.H.: - Prowadzimy rozmowy. Zobaczymy, co z nich wyniknie. Filmy o Bondzie są nam bliskie. Podobnie jak „Naga Broń” czy „Johny English”. Początkowo  nasz „Agent 700” miał być serią złożoną z krótkich, jednoscenowych odcinków, ale kiedy przyszło do realizacji, postanowiliśmy zrobić coś trudniejszego. Wymarzyliśmy sobie polską wersję głupiego agenta specjalnego.

Zajmujecie się nie tylko produkcją filmową, w waszym kanale znalazło się również miejsce dla piosenki. Teledysk „Orki z Majorki” ma już blisko 2 mln wyświetleń. Spodziewaliście się takiego sukcesu?

J.J.: - Absolutnie nie. „Orki” zadebiutowały w „Zapytaj Beczkę” na kanale Krzysztofa Gonciarza i rzeczywiście spodobały się internautom. Widzowie zaczęli je wycinać i zapętlać na 10-godzinny utwór. Myśleliśmy, że pełna wersja piosenki nie przebije liczby wyświetleń u Krzyśka, a tutaj ku naszemu zaskoczeniu mamy już grubo ponad 1,5 mln wyświetleń.

Dobrze pamiętam, że ta piosenka to rozszerzona wersja utworu, który wymyśliła koleżanka Marka z dzieciństwa?

M.H: - Tak, Olę poznałem na koloniach. Dziewczyna zafascynowała się filmem „Uwolnić orkę”. Zakochała się w tych ssakach. Zaśpiewała o nich piosenkę na obozowym konkursie i wygrała go. Utwór był naprawdę fenomenalny, wzniosły, o Bogu. Wżarł się w mój mózg na tyle, że nawet na studiach nuciłem jego fragmenty: „orki są takie piękne” oraz „Pan Bóg stworzył walenie”. Reszta tekstu przez lata, niestety, uleciała z pamięci, ale razem z Jankiem doimprowizowaliśmy swoje wersy.

Ola gratulowała wam sukcesu?

M.H.: - Jeszcze się do nas nie odezwała. Nie wiemy, czy słyszała piosenkę.

 

Grupa Filmowa Darwin. Została założona w 2012 roku przez dwóch przyjaciół: Marka Hucza i Jana Jurkowskiego, absolwentów PWST w Krakowie. Jedną z serii, którą możemy zobaczyć w ich kanale, są „Wielkie Konflikty”, gdzie aktorzy wcielają się w znane postacie, zmieniając nieco bieg historii, by pokazać wydarzenia w często absurdalny sposób. Youtuberzy są zrzeszeni w sieci partnerskiej Epic Makers. Mają ponad 150 tys. subskrybentów oraz 12,5 mln wyświetleń swoich filmów. Uchodzą za najbardziej profesjonalny kanał na polskiej scenie YouTube. Laureaci dwóch nagród: „Grand Video Awards” (pierwszego polskiego konkursu dla najlepszych youtuberów) w kategoriach „Entertainment” oraz „Debiut Roku”. Marek gra na deskach Teatru Bagatela w Krakowie, a Janek w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, Teatrze Dramatycznym w Białymstoku, Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie i w teatrze w Kaliszu.

Patrycja Marszałek. PR manager w Epic Makers. Publikuje również w magazynie CKM. Wcześniej dziennikarka w serwisie naTemat.pl. Nie wyobraża sobie dnia bez zerknięcia na YouTube.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (31)
Zaloguj się
  • gupek-wioskowy

    Oceniono 133 razy 117

    Odlot intelektu. Normalnie inna planeta. Nadzieja na przedłużenie gatunku. No jest dla kogo tyrać.... Chłopaki chylę czoła. Opłacało się wymyślać komputery i internet..... i to nie dla wnuków, a dla dzieciaków.... no upiję się

  • Maciej Nosówka

    Oceniono 104 razy 98

    Czasem mam wrażenie, że G.F. Darwin dowodzi przewagi Internetu nad TV.

  • artus

    Oceniono 69 razy 61

    Gratulacje pasji i profesjonalizmu!

  • diesel_poznan

    Oceniono 65 razy 57

    Od dawna oglądam, zarażam oglądaniem znajomych i jestem pełen podziwu dla pomysłów na tworzenie nowych odcinków. Tak trzymać!

  • eddiepolo25

    Oceniono 39 razy 37

    Polak (też) potrafi.
    Gratulacje dla darwinistów.

  • Helena Poison

    Oceniono 9 razy 9

    Najlepsiejsi!! Byłam na zlocie fanów i chłopaki są super profesjonalni a do tego tacy normalni, nie obnoszą się ze swoją sławą (no bo jednak są rozpoznawalni przez większość). Po prostu ich kocham i czekam kiedy będę mogła ich spotkać ponownie. :)

  • Tomasz Sz

    Oceniono 7 razy 5

    Podziwiam cała ekipę jak dużo pracy wkładają w te filmy dzięki czemu mogą wyglądać tak profesjonalnie! A humor (może nie w każdym odcinku) trafia do mnie doskonale :D

    Nie ogarniam ludzi którzy sieją ferment, albo żalą ze się im nie podoba. Nikt nie każe wam oglądać, zostawcie to osoba do których trafia taki humor ;)

  • Piotrek Komorowski

    Oceniono 4 razy 4

    Chłopaki mi tam się maga podoba i lubię wasze poczucie humoru :D A to że nie do każdego trafia to trudno , lepiej mieć mało fanów a wiernych niż wiele a na niby . Jak dla mnie bomba i czekam na kolejne odcinki :P

  • Daniel Gadomski

    Oceniono 9 razy 3

    Zawsze bawią mnie komentarze na takich stronach. Z jednej strony ludzie obeznani z internetem i potrafiący docenić kogoś pracę. Z drugiej stare pryki, które wchodzą na takie portale, żeby przejrzeć wiadomości i skomentować coś, o czym nie mają zielonego pojęcia.

    "Obejrzałem... nie, próbowałem obejrzeć 4 losowo wybrane odcinki. Wytrzymałem po 15-20 sekund."
    Jeśli większość osób zapoznaje się tak z materiałami Darwinistów, to nie mam słów. Te komentarze na samym dole są przykładem kompletnej ignorancji i klasycznego cebulactwa. Naprawdę myślałem, że w internecie tego już nie ma. Niektórzy jednak są mocno zacofani i dopiero zaczynają swoją przygodę z internetem i tym, co oferuje. Ci sami ludzie prawdopodobnie w taki sam sposób wypowiadaliby się na temat programu Macieja Dąbrowskiego - Z Dupy. Bo przecież po co ruszyć głową, wyjąć kija z tyłka i otworzyć się na coś nowego i świeżego? Lepiej napisać typowo polaczkowy komentarz w stylu "znafcy". Tak to już jest przy próbie rozgłosu czegoś kontrowersyjnego dla osób starszej daty, którzy mają kija w dupie i mózgi wyprane telewizją.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX