(fot. Brandon Stanton / Humans of New York)

wywiad gazeta.pl

Twórca ''Humans of New York'' zaczepia ludzi na ulicy i zadaje im trudne pytania. To, co od nich słyszy, chwyta za serce

''Cześć, chcę sfotografować 10 tysięcy nowojorczyków, byłoby świetnie, gdybyś się zgodził na zdjęcie''. Brandon Stanton zadał to pytanie tysiącom ludzi. A oni opowiedzieli mu najintymniejsze historie swojego życia.

Gdy do kogoś podchodzę, pytam: Jaki był najpiękniejszy moment twojego życia? Jaki był najsmutniejszy? Kiedy w życiu najbardziej się bałeś? Zadaję te proste pytania po to, by człowiek się otworzył, opowiedział mi o sobie. Podczas rozmowy robię mu zdjęcia - mówi Brandon Stanton, autor śledzonego przez miliony ludzi bloga "Humans of New York".

Udało mi się go złapać nieopodal Central Parku na środkowym Manhattanie. Jest chudy jak szczapa, za to ma pewnie ze 190 centymetrów wzrostu i bary szerokie jak amerykański futbolista. Jak się śmieje, to na całe gardło. Żywo gestykuluje, nieraz bezceremonialnie wkracza w przestrzeń, którą zwykło się określać jako prywatną.

Ten 31-latek wygląda na ucznia college'u, który właśnie zrobił komuś dobry kawał i jest z niego bardzo zadowolony. To wzbudza zaufanie. Być może dlatego tak wielu ludzi opowiedziało mu - zupełnie obcemu sobie człowiekowi - najintymniejsze historie swojego życia. A on umieścił je wraz ze zdjęciami na blogu "Humans of New York" - niezwykłej kronice losów mieszkańców najbardziej niesamowitego miasta Ameryki.

Michał Gostkiewicz: Z czego się utrzymywałeś, gdy "Humans of New York" nie przynosił jeszcze żadnego zysku?

Brandon Stanton: Krótka odpowiedź brzmi: nie miałem zbyt dużo pieniędzy.

Ciężko jest mieć mało pieniędzy i przeżyć w Nowym Jorku.

- Prawda. Był taki okres, gdy mieszkałem na Brooklynie - w lokalu, w którym oprócz mnie gnieździły się cztery nieznane mi osoby. Spałem na materacu na podłodze, nic więcej nie miałem. Straciłem pracę, przez krótki czas pobierałem zasiłek dla bezrobotnych. Gdy już kompletnie nie miałem pieniędzy, wpadły mi jakieś fuchy - robiłem zdjęcia na ślubach, płatne portrety. Brałem tyle zleceń, żeby utrzymać się na powierzchni.

Wielu fotografów tak zaczyna.

- Zgadza się.

Jak długo to trwało?

- Jakieś półtora roku. Pierwsze porządne pieniądze dostałem, gdy blog już zrobił się popularny - sprzedałem trochę odbitek.

Brooklyn, Central Park, Manhattan i... Europa - na tej mapie zobaczycie, gdzie Brandon robi swoje zdjęcia:

Ile zdjęć robisz zazwyczaj jednej osobie? Z jakiej puli wyłuskujesz to jedno, które zbiera potem tysiące lajków?

- Robię średnio od 10 do 20 zdjęć.

Jak tak dalej pójdzie, za kilkadziesiąt lat porozmawiasz z każdym nowojorczykiem.

- (śmiech) Na szczęście miasto ciągle się zmienia, przyjeżdżają nowi ludzie, jak ty na przykład.

Jestem tu cztery dni, a już chcę tu mieszkać.

- Ooo, pierwszy raz w NYC? Cool! Dobrze się bawisz? Ciesz się tym!

Jeśli mógłbyś świeżo upieczonemu nowojorczykowi dać jedną radę, jak bohaterowie twoich zdjęć, to jak ona by brzmiała?

- Sam usłyszałem tę radę od jednego z pierwszych moich tutejszych rozmówców. Powiedział: - Nowy Jork wypluwa więcej ludzi niż inne miasta. Przybywają tu i nie potrafią sobie poradzić, wywalczyć sobie życia. Nigdy tego nie rób. Moja rada: nie przyjeżdżaj do Nowego Jorku bez powodu. Jeśli nie masz celu, przetrwanie tu jest zbyt trudne.

Jeden facet z twojego zdjęcia wypowiada taką ładnie brzmiącą formułkę, że Nowy Jork doświadczy cię najciężej, jak można, ale jak tu przetrwasz, to przetrwasz wszędzie.

- Tak, to dość znane powiedzonko. Ale nie wiem, czybym się z nim zgodził. Przetrwanie na pustyni też może być kłopotliwe (śmiech).

Starszy Pan: "Dorosłość nie oznacza dojrzałości. Dojrzałość to bycie cierpliwym, umiejętność panowania nad emocjami, nieużalanie się nad sobą i niepałanie świętym oburzeniem". Fotograf: - Dlaczego więc tak wielu ludzi uwielbia owo święte oburzenie? Starszy Pan: "Bo jeśli udowodnisz, że jesteś ofiarą, nie obowiązują cię żadne zasady. Możesz się rzucać na innych i nie odpowiadasz za swoje czyny"

Humans of New York(fot. Brandon Stanton / Humans of New York)

Zawsze pytałeś starsze osoby ze swoich zdjęć o radę dla innych.

- To się zmieniło. Przez kilka lat zadawałem to pytanie każdemu. Od jakiegoś czasu tego nie robię.

Dlaczego przestałeś?

- Wiele z tych rad, którymi ludzie się dzielili, było dobrych. Tyle że wydawały się one podobne do siebie. Dopiero kiedy zacząłem pytać o historie, okazało się, że każdy ma inną. Jedyną. Niepowtarzalną. Wyjątkową. Zrozumiałem, że skoro planuję sportretować 10 tysięcy ludzi, i mają się oni od siebie różnić, to mogę to zrobić tylko poprzez pokazanie ich historii.

Więc teraz, gdy do kogoś podchodzę, żeby zrobić mu zdjęcie, zadaję proste pytania: Jaki był najpiękniejszy moment twojego życia? Jaki był najsmutniejszy? Kiedy w życiu najbardziej się bałeś? Robię to po to, by człowiek się otworzył i zaczął mi opowiadać o sobie.

Dziś uczysz innych, jak się nawiązuje kontakt z obcym na ulicy, żeby opowiedział ci swoją historię:

Ale kiedy zaczynałeś, nie miałeś pojęcia, jak to się robi. 10 tysięcy ludzi później jest łatwiej...

- Dokładnie tak. HONY to nie była jakaś wielka idea, koncept zaplanowany od początku do końca. Zaczęło się od tego, że chodziłem sobie tu i tam, i robiłem ludziom zdjęcia.

Dopiero potem, włócząc się po mieście, wymyśliłem plan: zrobić 10 tysięcy zdjęć, pokazać światu 10 tysięcy mieszkańców Nowego Jorku. No i tak się złożyło, że nowojorczycy zaczęli mi mówić ciekawe rzeczy, a ja umieszczałem ich wypowiedzi w podpisach pod zdjęciami. Niepostrzeżenie te słowa przemieniły się w rozmowy, a niektóre rozmowy w długie wywiady. Nawet teraz to ewoluuje. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy czas, jaki spędzam, fotografując jedno spotkanie, wydłużył się. Zdarza się, że rozmawiam z kimś nawet dwie godziny.

"Moja mama zmarła, kiedy miałem 18 lat. Zachowywałem się, jakby mnie to nie obeszło, bo byłem punkowcem. Ale potem odreagowałem to na swój sposób"

Humans of New York(fot. Brandon Stanton / Humans of New York)

Humans of New York(fot. Brandon Stanton / Humans of New York)

W Nowym Jorku nie każdy ma czas zatrzymać się, zacząć opowiadać swoje życie, i jeszcze dać się sfotografować. To miasto sprzyja anonimowości. A im wygodniej w swojej anonimowości czują się ludzie, tym mniej mają ochotę zdradzać prawdę o sobie. Zwłaszcza kompletnie obcemu facetowi.

- Jak się okazuje, nie wszyscy są tacy skryci. Wielu ludzi udaje mi się namówić do zwierzeń. Ale pamiętaj, że tylko w dwóch trzecich przypadków odnoszę sukces. Jedna trzecia zaczepionych przeze mnie osób mówi: "nie".

Niektórzy ludzie po prostu grzecznie odmówią propozycji zrobienia zdjęcia. Inni zrobią to mniej grzecznie. Na przykład zaczną krzyczeć.

- A było takich paru (śmiech). Wiesz, Nowy Jork to jest miejsce, gdzie łatwo spotkać ludzi, powiedzmy, hmmm... zakłóconych emocjonalnie.

Humans of New York(fot. Brandon Stanton / Humans of New York)

Pewnie takich jak koleś, którego widziałem po drodze: ciągnął wózek wyładowany niemożliwą wręcz liczbą pustych plastikowych butelek, i krzyczał do wszystkich, że jest szczęśliwy.

- (śmiech) Mniej więcej. Więc są i tacy, którzy nie lubią nawet tego, jak się do nich zbliżysz.

I...?

- I było: "Odejdź ode mnie!", "Nie odzywaj się do mnie!". Na szczęście nic poważniejszego mnie nigdy nie spotkało.

A było tak, że najpierw usłyszałeś świetną historię, a potem ktoś się nie zgodził na zdjęcie?

- Na szczęście nie. Jak już ktoś się dał namówić, to raczej nie rezygnował. Kilka razy w mailu ktoś napisał, że jednak nie czuje się dobrze z tym, że ludzie poznają szczegóły jego życia. I to jest w porządku - w takim przypadku, jeśli ktoś po tym, jak opublikuję wpis, prosi, żebym go zdjął, zdejmuję.

Humans of New York(fot. Brandon Stanton / Humans of New York)

Często podkreślasz, że kluczowe w fotografii ulicznej jest podejście do ludzi.

- Tak uważam. Nie mogę pokazać, ani werbalnie, ani mową ciała, że obawiam się spotkania, że czuję się nieswojo. Jeśli człowiek widzi, że podchodzę do niego zdenerwowany, to sam się zdenerwuje, albo przestraszy. Poza tym połowa z tych, co się niby zgodzili, w końcu i tak ze mną wiele nie pogada. Oczywiście, pomaga to, że ja sam potrafię podtrzymać rozmowę.

Najpierw pewnie trochę niezobowiązującej gadki, żeby się człowiek rozluźnił...

- Zdziwisz się, bo wcale nie tak znowu dużo. Dość szybko przechodzę do rzeczy. Słowo w słowo: "Tworzę bloga, chcę sfotografować 10 tysięcy nowojorczyków, byłoby świetnie, gdybyś się zgodził na zdjęcie". Potem zaczynam pytać. Teraz to rozmowa jest najważniejsza. Interakcja z człowiekiem, którego zaczepię. Szczerze mówiąc, zdjęcia są na drugim miejscu. Mało tego, rzadko już umieszczam przy zdjęciach moje własne opisy, aktualnie większość tekstu to przecież same historie opowiedziane przez ludzi.

To wszystko zmienia się tak szybko, że aż trudno mi sobie przypomnieć, co robiłem trzy lata temu. "Humans of New York" działa już pięć lat i musi ewoluować. To, co czytelnicy zobaczą w pierwszej książce [tom "Ludzie Nowego Jorku" ukazał się w Polsce nakładem wydawnictwa Sine Qua Non], znacznie się różni od tego, co zobaczą w drugiej [tom "Ludzie Nowego Jorku. Historie" ukazał się niedawno w USA].

"Przedstawił się jako Circus, wędrowny magik. Po czym wręczył mi księgę czarów. Oto kilka najlepszych. Zaklęcie, które sprawi, że nieznajomi złożą ci życzenia "wszystkiego najlepszego": napisz na tabliczce "mam urodziny" i zawieś ją sobie na szyi (...)".

Humans of New York(fot. Brandon Stanton / Humans of New York)

Kiedy blog startował, skupiałeś się na tropieniu ciekawych typów ludzkich. Nowy Jork to wymarzone pole takich poszukiwań

- Zgadza się. Fotografowałem postacie wyróżniające się na zewnątrz, manifestujące swoją inność, niezwykłość, wnętrze - swoim wyglądem czy ubiorem. Ale teraz, pięć lat później, podchodzę do ludzi, którzy wyglądają jak ja, jak ty, jak ktokolwiek. Zaczepiam przypadkowych przechodniów, nie wybieram ich tylko na podstawie tego, jak wyglądają. I zadaję trudne pytania. Nie chodzi mi tylko o tych, którzy wydają się interesujący ze względu na wygląd. I to jest właściwie najfajniejsze - jak wyciągniesz naprawdę niezwykłą historię z gościa, który wygląda jak zwyczajny człowiek i jest zwyczajnym człowiekiem. Ostatnio na przykład często pytam: Jakie jest największe wyzwanie, które obecnie przed tobą stoi?

Zdradź, czyją niezwykłą historię masz na myśli.

- Tu było troszkę oszustwa, bo tego człowieka spotkałem wcześniej, w Dubaju, ale dopiero teraz mogłem opowiedzieć jego historię. Facet jest Egipcjaninem i wspiął się na najwyższe szczyty wszystkich kontynentów...

Czyli zdobył Koronę Ziemi...

- Tak. Ale nie to było największym wyzwaniem, jakie życie przed nim postawiło. Jego żona zmarła przy porodzie. To chyba jedna z najmocniejszych historii, jakie słyszałem. Poruszająca, prawdziwa. Ludzie na blogu bardzo to docenili, wywarła na nich ogromne wrażenie.

"The birth went fine. Teela was born early so they took her and put her behind glass under a blue light. For the next...

Posted by Humans of New York on Tuesday, March 31, 2015

Humans of New York(fot. Brandon Stanton / Humans of New York)

Wczoraj rozmawiałem z ludźmi, którzy nie lubią twojego bloga. Podstawowy zarzut? Wszystkie zdjęcia są pozowane. Czy nie lepiej by było, gdyby bohaterowie twoich zdjęć dowiadywali się o tym, że zostali sfotografowani, dopiero po fakcie - i zgadzali się na publikację lub nie? Zdjęcia byłyby bardziej naturalne.

- Rozumiem. Ale to jest to, co robię. To jest mój pomysł. Zatrzymuję ludzi i z nimi rozmawiam. To właśnie zatrzymywanie ludzi jest tym, co czyni z "Humans of New York" - "Humans of New York". Mógłbym się ukryć po drugiej stronie ulicy i użyć obiektywu z zoomem, tak jak robią to inni fotografowie. Ale to ich bajka. A to jest moja. Moja odpowiedź na zarzuty, że robię tylko pozowane, przygotowane zdjęcia, brzmi: nie uważam się za fotografa, uważam się za człowieka, który opowiada historie.

Bloga na Facebooku lubi 16 milionów ludzi. Setki tysięcy czytają posty i komentują. Sprawdzasz te komentarze? Czasem ludzie mają znakomite pomysły.

- A czasami bardzo dziwne! (śmiech) Ale słucham moich czytelników. Na przykład - publikuję historie w kilku częściach. Ludzie czytali najnowszą część, a potem się orientowali, że czytają część czwartą z sześciu. Więc za radą komentujących zacząłem umieszczać te posty na górze strony. Taka drobna rzecz.

Humans of New York(fot. Brandon Stanton / Humans of New York)

Blog, Tumblr, Facebook, kolejne pomysły. Nie myślisz o jakiejś jednej platformie dla tego wszystkiego?

- Do tego książki. Całkiem sporo tego, co mieści się pod znakiem "Humans of New York", funkcjonuje poza siecią. Ale chyba raczej tam pozostanę, choć problem z social mediami jest taki, że jak chcesz wrócić do tego, co było parę tygodni temu, albo połączyć kilka publikacji w całość, to ciężko je znaleźć. Dlatego cykl o uchodźcach w Europie umieściłem w odrębnej lokalizacji.

Od uchodźców w Europie usłyszałeś straszne rzeczy.

- Najtragiczniejsze historie, jakie opublikowałem. Smutni ludzie opowiadali mi o swoim życiu w Syrii i o tym, co tam się stało.

"After one month, I arrived in Austria. The first day I was there, I walked into a bakery and met a man named Fritz...

Posted by Humans of New York on Sunday, September 27, 2015

Dlaczego pojechałeś ich słuchać? Wiadomo - opowiadasz historie ludzi. Ale do tej pory byłeś bardzo związany z jednym miejscem. Z tym miastem. A to jest inna, nasza rzeczywistość. Witamy w Europie, w środku kryzysu imigracyjnego.

- Fakt, ale ja przecież podróżuję, byłem i robiłem zdjęcia w 20 innych krajach.

Ale to jest coś zupełnie innego. To jest większa rzecz. To jest olbrzymi proces cywilizacyjny, najważniejszy światowy proces polityczny ostatnich trzech dekad.

- Wiesz co, to chyba była jedna z tych rzeczy, które wyszły od mojej publiczności. Oto efekt jej wpływu - ludzie pisali na HONY, że powinienem pojechać wysłuchać historii uchodźców. Wcześniej rozmawiałem z uchodźcami w Jordanii, więc sam temat nie był dla mnie nowy. Ale skoro osiągnął swoje apogeum, to był czas, żeby się nim zająć.

Czego się dowiedziałeś?

- Nikt nie ucieka z domu, nie odchodzi, nie wyjeżdża, jeżeli nie musi. Wspólnym mianownikiem dla tych wszystkich ludzi było to, że starali się pozostać w swoich domach, w swoich rodzinnych stronach tak długo, jak tylko było to możliwe. I każdy z nich dotarł do tego jednego, decydującego momentu, przełomowego, w którym przemoc i terror stały się już tak nie do zniesienia, że podjął decyzję o ucieczce.

Czy w rozmowach z mieszkańcami Nowego Jorku też znalazłeś taki punkt? Przecież ogromna ich liczba to imigranci.

- Fakt, szczególnie to było widoczne oczywiście w dzielnicach, w których się osiedlają. Ale tak to działa. Przyjeżdżasz, osiedlasz się w ubogiej dzielnicy, pracujesz, wysyłasz dzieci do szkoły, one same potem idą na studia - i może osiedlą się już na Manhattanie.

"For two years, I wouldn't get home until after 1 AM. Now I can be a dad again."

Posted by Humans of New York on Thursday, May 28, 2015

Czy ci, co przyjechali jako dorośli, mają poczucie, że przez przyjazd tutaj ich American Dream się spełnił?

- Myślę, że większość z tych, z którymi rozmawiałem, cieszy się z możliwości, jakie tutaj dostała. Uważam, że imigranci, ogólnie, są... Nie, "wdzięczni" to złe słowo. Inaczej: rozmawiam zarówno z "urodzonymi" nowojorczykami, jak i z imigrantami. Ci drudzy tyle nie narzekają.

Humans of New York(fot. Brandon Stanton / Humans of New York)

Dużo dostajesz ofert: "Niech mnie pan sfotografuje"?

- Oj tak. Ciągle. Ludzie non stop piszą do mnie na blogu.

Zawsze odmawiasz?

- Zawsze. Myślę, że wielka siła HONY bierze się stąd, że spotykam przypadkowe osoby. Obcych na ulicy. I staram się, żeby tak pozostało. Więc jeśli proszą, mówię: "nie".

Powiedziałbyś komuś "tak"?

- Zgodziłem się sfotografować prezydenta (śmiech). Są takie osoby, którym bym nie odmówił.

Mam kilku faworytów wśród twoich zdjęć. Ale najfajniejsze są dzieciaki. Prawie zawsze same pchają się przed obiektyw, nie trzeba ich namawiać.

- Noo, nie do końca. Niektóre są nieśmiałe.

A ten mały cwaniak w okularach przeciwsłonecznych i szerokich portkach? Szpan na maks.

- Z dziećmi jest zawsze najlepsza zabawa. Mówią najśmieszniejsze teksty, wymyślają najzabawniejsze akcje.

Ale zawsze robisz im zdjęcia za zgodą rodziców?

- Zawsze. Rozmawiam z ich rodzicami, jeszcze zanim zacznę fotografować. Najpierw pytam o zgodę, a dopiero potem fotografuję.

Humans of New York(fot. Brandon Stanton / Humans of New York)

Planujesz podróże po Nowym Jorku i fotografowanie w konkretnych dzielnicach, czy zdajesz się na szczęście? Wiadomo, że w niektórych miejscach są większe szanse na sfotografowanie ciekawych postaci.

- Byłoby idealnie, gdybym mógł wciąż odwiedzać coraz to nowe miejsca. Ale nie wstaję z gotowym planem, najczęściej decyduję w ostatniej chwili, tuż przed wyjściem. Ostatnio jestem tak zajęty, że wyprawy są ograniczone przez brak czasu. Nie mogę jechać półtorej godziny metrem, żeby potem mieć tylko cztery godziny na same zdjęcia. Staram się jednak odwiedzać tak dużo nowych miejscówek, jak tylko mogę.

Jaki plan na dziś?

- Spotkania z wydawcami, bank, papierologia...

Czasu na zdjęcia zabraknie.

- O nie! Idę w miasto. Pracować nad czymś, co związane jest z wideo. Zajmuje również duuużo czasu.

Videos of New York?

- Nie mogę, niestety, za dużo zdradzić na tym etapie... Czekaj, ta rozmowa ukaże się po angielsku?

Chyba nie. Jak będzie angielska wersja, to ocenzurujemy.

- To jednak mogę trochę zdradzić (śmiech). Jesteś jedyną osobą, której to ujawnię. Możesz o tym napisać.

Opowiadaj.

- Moim następnym krokiem jest 500 dni filmowania. Chcę chodzić po mieście przez 500 dni i nagrywać moje rozmowy na wideo. Zrobię tysiące wywiadów, a potem je wszystkie wezmę, zredaguję i posklejam w jedną całość - portret miasta. Robię to od 148 dni. Mam już 600 rozmów. Nikt ich jeszcze nie widział i o nich nie wie.

Filmujesz sam, telefonem, czy ktoś ci pomaga?

- O nie, mam bardzo fajnego kamerzystę. Zatrudniłem go ze względu na jego profesjonalizm, a teraz mam przyjaciela. Wychodzę filmować po południu, a fotografować - rano, żeby blog działał. Nie wiem jeszcze, jaką formę będzie miał film. Na razie skupiłem się na celu: 500 dni filmowania. Jak będę miał już całość nagrań, siądę nad tym i zdecyduję.

10 tysięcy ludzi, 500 dni filmowania. Lubisz liczby.

- Lubię pracę.

Brandon Stanton. Handlował kiedyś papierami wartościowymi. W weekend robił zdjęcia. Gdy stracił pracę, zdecydował, że zostanie fotografem. Pewnego dnia pojechał do Nowego Jorku i już tam został. Zaczął zaczepiać ludzi na ulicy i robić im zdjęcia. Potem zaczął słuchać ich historii. Dziś jego blog "Humans of New York" śledzi 16 milionów ludzi.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz Gazeta.pl. Rozmawiał m.in. z Richardem Bransonem, Benjaminem Barberem, Andrzejem Stasiukiem, Robertem Biedroniem i prezydentem Andrzejem Dudą. Prowadzi blogi Realpolitik i Szybciej, Wyżej, Dalej oraz bywa na Twitterze i na Instagramie. Gdy nie musi pracować, chodzi po górach, jeździ na rowerze lub pływa żaglowcami po morzach. I robi zdjęcia.

Humans of New York(fot. Brandon Stanton / Humans of New York)

Czas na instagramowy konkurs :) Już wkrótce premiera książki "Humans of New York. Ludzie Nowego Jorku". Łapcie za swoje aparaty, ruszajcie w teren i zróbcie zdjęcie inspirowane projektem HONY. Aby dołączyć do konkursu wykonajcie fotografię portretową jednej lub kilku osób, następnie oznaczcie na instagramie #ludziemojegomiasta i otagujcie @wydawnictwosqn. Do zdjęcia dołączcie datę i miejsce wykonania. Mile widziany będzie też krótki opis albo komentarz ;) Konkurs trwa do końca grudnia 2015 r., wtedy wybierzemy trzy najlepsze prace. Do wygrania fantastyczne nagrody: I miejsce - Zaawansowany Kurs Fotografii o wartości 3000 zł w Akademii Fotografii. Roczna prenumerata magazynu "Digital Camera Polska". Zestaw książek o sztuce Wydawnictwa SQN. II miejsce - Roczna prenumerata magazynu "Digital Camera Polska". Zestaw książek o sztuce Wydawnictwa SQN. III miejsce - Roczna prenumerata magazynu "Digital Camera Polska". Regulamin i szczegółowe zasady znajdziecie tutaj www.bit.ly/hony-regulamin Do dzieła ;)

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Wydawnictwo SQN (@wydawnictwosqn) 6 Lis, 2015 o 7:53 PST

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (32)
Zaloguj się
  • jarko20

    Oceniono 81 razy 71

    Obserwuję go z przyjemnością od dawna. Nie jeździ tylko po Nowym Jorku, ale miał też serią z Ukrainy, czy Iranu. Niepozorny, zwykły facet, z jakimś turbo talentem do wyciągania tego co najlepsze z tego co lubimy nazywać "szarą masą". A ona wcale nie taka szara, szkoda że o ty mnie pamiętamy.

  • artus

    Oceniono 67 razy 63

    Bardzo fajny temat, bardzo fajny artykuł. Wolę czytać o pasjach niż skandalach politycznych i tragediach. Tak trzymać.

  • fakit.pl

    Oceniono 29 razy 27

    Nieważne ile osób go śledzi - ważne co robi!

  • ama_leta

    Oceniono 23 razy 15

    "W rozmowie błyskawicznie przechodzi na „ty”."

    Ciekawe w jaki dokladnie sposob to robi ;)

  • tomek854

    Oceniono 31 razy 11

    Jak się w angielskim przechodzi na ty? Mieszkam w uk 10 lat i nie wiem... Znaczy, że mowil do niego "thou" czy jak? :)

  • white_lake

    Oceniono 12 razy 8

    strasznie pozytywny facet, brawo
    czasem gdzieś mi przemykały te zdjęcia, ale teraz zalajkuję, będę śledzić, super
    świat wariuje, ale ciągle jedno jest najważniejsze, to my - ludzie
    miejmy więcej empatii dla siebie nawzajem, pojedynczo, to i dla świata będzie lepiej, dla natury, dla wszystkich razem wziętych

  • fuzzy_quack

    Oceniono 14 razy 6

    Ludzie śledzie? I to 16 mln?

  • mary.shelley

    Oceniono 10 razy 2

    Operatora, nie kamerzystę. Kamerzysta to taki pan z wąsami co "kameruje" na weselach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX