Wiktoria Beczek z mamą

Wiktoria Beczek z mamą (fot. archiwum prywatne)

wywiad gazeta.pl

Córka: Pamiętasz mój coming out? Matka: Pomyślałam, że muszę Cię zapewnić, że tak samo Cię kocham

Ktoś, dla kogo homoseksualizm jego dziecka jest problemem, skupia się pewnie na jego rozwiązywaniu. Ponieważ ja nie miałam problemu, to mogłam działać na rzecz innych - mówi swojej córce, Wiktorii Beczek, Aneta Ostrowska. Rozmowa, którą tu publikujemy, jest częścią książki Wiktorii ''Rodzice, wyjdźcie z szafy''.

Trudno napisać wstęp do rozmowy z własną matką. Wszystko, co przychodzi do głowy, jest banalne. Że ukochana, wspaniała - wiadomo. Dla mnie mama jest najwyższą instancją. W żartach mówię, że jest krynicą mądrości. Ale to prawda. Gdy mam problem - mama. Gdy nie mogę się na coś zdecydować - mama. Zawsze, gdy nie wiem, co mam robić, pytam właśnie ją. To nie jest problem nieprzeciętej pępowiny. Moja mama jest po prostu osobą, która zawsze pomaga mi podjąć właściwą decyzję. Brzmi jak przesłodzona laurka? Być może, ale te słowa potwierdzi każdy, kto w obliczu problemu posłuchał, gdy mówiłam: Zadzwoń do mojej mamy, ona ci pomoże.*

Pomaga zawsze. Dlatego nawet przez moment nie zdziwiłam się, gdy postanowiła zostać współzałożycielką Stowarzyszenia Rodzin i Przyjaciół Osób Homoseksualnych, Biseksualnych i Transpłciowych AKCEPTACJA. Mama nie nauczyła mnie robić fikołków, zrobił to tata, z którym więcej przebywałam jako dziecko. Nie nauczyła mnie pisać literek, bo zrobiła to babcia, z którą spędzałam większość czasu. Ale nauczyła mnie być tym, kim jestem. I gdy dziś słyszę, że jestem dobrym człowiekiem, nie mam wątpliwości, czyja to zasługa.

Kiedy pierwszy raz byłaś ze mnie dumna?

- Było bardzo wiele takich momentów. Ostatnio opowiadałam komuś o tym, że najbardziej niezwykły w moim życiu był moment, gdy zostałam mamą. Chociaż nie myślałam o tym w kategoriach zostałam mamą, tylko że Ciebie urodziłam i że Ciebie miałam. Po raz pierwszy byłam z Ciebie dumna, gdy tylko Cię urodziłam.

Po porodzie lekarze musieli mnie uśpić. Gdy się obudziłam, byłam tak zdezorientowana, że nie wiedziałam, czy już jestem po porodzie, czy przed nim. Potem wszystkim matkom pielęgniarki przyniosły dzieci do karmienia, tylko nie mnie. Udało mi się zdjąć z łóżka kartę pacjenta, z której się dowiedziałam, że ważysz 4,250 kg i masz 59 cm. Jaka ja się poczułam dumna, że mam takie dorodne dziecko! To był pierwszy moment, a potem było ich całe mnóstwo. Stale czułam, że jestem z Ciebie dumna. Pierwsza ze wszystkich znanych mi dzieci zaczęłaś mówić, pierwsza śpiewać i czytać. Zawsze byłaś śliczna, mądra i zdolna. Teraz jestem z Ciebie dumna między innymi dlatego, że jako jedna z niewielu znanych mi osób żyjesz otwarcie w życiu i w pracy. Masz odwagę być sobą! Zawsze pękałam z dumy.

Chyba ze śmiechu.

- Często mnie rozśmieszałaś. To się wpisuje w moje marzenia o idealnym dziecku. Zawsze chciałam, żeby moje dziecko było mądre i miało poczucie humoru. Wszystko się dokładnie sprawdziło.

Wiktoria Beczek z mamą (fot. archiwum prywatne)Wiktoria Beczek z mamą (fot. archiwum prywatne)

Pamiętasz dzień mojego coming outu?

- Pamiętam, jak to było, ale pewnie nie wszystko. Nocowała u nas Ola, a następnego dnia szłyście do szkoły. Rano zobaczyłam, że spałyście przytulone i gdy wstałaś, to powiedziałam, że taka jest wielka miłość między wami. Przed wyjściem z domu zapowiedziałaś, że jak wrócę z pracy, to chcesz mi coś powiedzieć. Już przewidywałam, co to będzie. Właściwie to już wiedziałam. Pomyślałam, że muszę Cię od razu zapewnić, że Twoja orientacja seksualna nie stanowi dla mnie problemu, jesteś tą samą osobą, tak samo Cię kocham i nic się między nami nie zmienia. Wiedziałam, że muszę to powiedzieć teraz, bo następna okazja będzie już o chwilę za późno. Tak też zrobiłam i to było dla mnie ważne, bo wiedziałam, że będzie ważne dla Ciebie.

Po naszej rozmowie miałam mnóstwo galopujących myśli o tym, co Cię czeka, czego doświadczysz, co będzie w szkole, jak nauczyciele będą Cię traktować. Wszystkie moje myśli krążyły wokół otoczenia, które może Ci zrobić krzywdę. Oczywiście pojawiły się też myśli, że to ja coś źle zrobiłam, że to może minie, zmieni się.

Czy te myśli same minęły, czy musiałaś się dokształcić?

- Chwilę musiałam z nimi zostać. Zaczęłam sobie przypominać, co wiem na temat homoseksualizmu. Że na pewno nie jest to „wina” otoczenia, rodziców czy wychowania. W ogóle nie ma mowy o żadnej winie. Nie wiedziałam dokładnie, w którym momencie kształtuje się orientacja seksualna, ale wiedziałam, że wpływu na to nie ma wychowanie czy czyjaś zachęta. To mi się dopiero układało w głowie.

Pamiętam, że mówiłam Ci wtedy, żeby nikomu jeszcze nie mówić, bo może to się jeszcze zmieni. Przede wszystkim pamiętam, że bardzo się o Ciebie bałam. Ale nie było momentu, żebym się wstydziła. Najlepszy dowód na to jest taki, że natychmiast obdzwoniłam wszystkich przyjaciół (śmiech). Mój najbliższy przyjaciel od razu mi powiedział, żebym przestała myśleć, że to minie, bo skoro tak czujesz, to tak jest.

Czy teraz, po latach, kiedy wiesz już chyba wszystko, co dzisiaj można na ten temat wiedzieć, zachowałabyś się inaczej?

- Ostatnio słyszałam świetną historię. Znajoma o orientacji swojej córki poinformowała całą rodzinę drogą mailową. W tej wiadomości zastrzegła, że nie życzy sobie żadnych negatywnych uwag i komentarzy. Uważam, że to doskonale załatwia sprawę i właściwie ustawia relacje w rodzinie. I nie tylko w rodzinie, bo taki e-mail można wysłać też do przyjaciół. Gdybym mogła cofnąć się w czasie, zrobiłabym podobnie.

Wielu rodziców zatrzymuje się na etapie zaakceptowania swojego dziecka. Tylko minimalny odsetek decyduje się angażować w działalność na rzecz środowiska.

- Zawsze czułam krzywdę osób homoseksualnych. Krzywdę, którą wyrządzają im głównie najbliższe osoby. Rozmawiałam o tym z moimi homoseksualnymi przyjaciółmi, którzy nie mają dobrej sytuacji w domu rodzinnym i wiedziałam, jak bardzo źle to znoszą. Dorośli ludzie cierpią z powodu braku akceptacji rodziców. A to cierpienie trwa do momentu, w którym nastąpi pełna akceptacja. Nawet jeśli jest jej trochę, to nadal jest niedosyt. Przecież wszyscy chcemy być akceptowani. Jeśli nie robimy nic złego, a najbliżsi się od nas dystansują, to odczuwamy to jako wielką niesprawiedliwość. Zawsze mnie bardzo bolało, że osoby homoseksualne z tego powodu cierpią.

Jeszcze zanim dowiedziałam się o Tobie, brałam udział w rozmowach z matką jednego z moich znajomych. Z dobrym skutkiem, ponieważ ona spędziła z nim święta, a wcześniej nie chciała przekraczać progu domu, w którym mieszkał razem z partnerem. Inny przyjaciel też poprosił mnie o rozmowę z jego rodzicami. Nigdy do niej nie doszło, ale czyniliśmy przygotowania. Czułam taką misję, potrzebę pomagania innym rodzicom.

Chociaż właściwie nie traktowałam tego wówczas jako pomocy rodzicom. Chciałam pomagać moim homoseksualnym przyjaciołom, wpływając na ich rodziców. Ale teraz wiem, że rodzicom też jest potrzebna pomoc. Oni czasem nie są winni temu, że nie akceptują swoich dzieci, to środowisko na nich tak oddziałuje. Łatwiej pomagać, gdy sprawa nas osobiście nie dotyczy, możemy wtedy pokazać, jacy jesteśmy ludzcy. Dużo trudniej, kiedy trzeba przyznać, że to jest nasza historia i nasze życie. To my jesteśmy rodzicami lesbijki lub geja. Wprawdzie mocniej się angażujemy emocjonalnie, ale ponieważ sprawa budzi kontrowersje, to jest to trudniejsze. Gdy pierwszy raz miałam wziąć udział w programie telewizyjnym, to myślałam, że umrę ze strachu.

Pamiętasz, kiedy to było?

- Październik 2012 u Hani Lis. Czułam się, jakbym miała się tam obnażyć, jakbym mówiła coś wstydliwego. Nie wstydzę się Ciebie, ale inni mogliby to tak odebrać. I pewnie wiele osób myśli i o mnie, i o osobach homoseksualnych, że nie powinniśmy się ujawniać. Bałam się, że po programie będą takie wypowiedzi: Po co tam poszła, po co się obnosi! Nie wiem dokładnie, czego się bałam. Okazało się, że zostałam odebrana zupełnie inaczej. Usłyszałam gratulacje, ciepłe słowa uznania, a nawet podziwu. Okazało się, że odwaga się opłaciła, bo dzięki występom publicznym można więcej zdziałać, dotrzeć do dużej liczby potrzebujących osób.

Ale nie wszystko było takie idealne. Pewnych ludzi musiałaś z życia wykreślić.

- Najbardziej przykre było milczenie rodziny ze strony mojego męża. Nie padły słowa krytyki, nikt nie powiedział niczego niekulturalnego, ale była cisza. Bardzo krępująca cisza. To było dla mnie bardzo bolesne. Do dzisiaj ma to wpływ na nasze relacje. Było też parę nieprzyjemnych historii z przyjaciółmi. Znali oni osoby homoseksualne, spotykali się z nimi na przykład u nas w domu. Nagle zaczęli mówić o nich różne przykre rzeczy. Okazało, że część moich bliskich znajomych ma problem z homofobią.

Jeśli ktoś wie, że moja córka jest nieheteroseksualna, moi przyjaciele są homoseksualni, a ja sama działam na rzecz równouprawnienia i oddaję temu serce, to jak może mówić do mnie: Powiem ci, co mnie najbardziej zraża do środowisk gejowskich. Nieważne co go zraża, to nie ma żadnego znaczenia. Ale jak strasznie brzmi to zdanie zdanie - „co zraża”, „co najbardziej zraża”, „do środowisk gejowskich”. Kiedy ja odpowiadam: Mówiąc tak, obrażasz moją córkę i moich przyjaciół, to słyszę, że przecież oni bardzo lubią moją córkę. I oczywiście podkreślają, że nie są homofobami.

Takie wypowiedzi odbieram jako sygnał, że to, w co się angażuję i czemu oddaję serce, jest niedobre, niesłuszne. Dodatkowo wchodzimy na wysokie emocje, bo to dotyczy mojego dziecka. Jeśli ich zdaniem nie chodzi o moją córkę, to o kogo? Co to są „środowiska gejowskie”? To jak mówienie źle o Żydach i podkreślanie, że nie jest się antysemitą, tylko dlatego, że mówi się dobrze o sąsiedzie Żydzie. Myślą, że to ich usprawiedliwia, bo jeśli lubią jednego Żyda, to o innych mogą już mówić źle. Ludzie nie wiedzą, że to klasyczna mowa nienawiści. Powinno się o tym uczyć w szkołach.

(fot. archiwum prywatne)(fot. archiwum prywatne)

Czy nieprzychylne komentarze pojawiły się po tym, jak zaczęłaś działać?

- Myślę, że zdaniem wielu mam tak wielki problem, że powinnam chodzić w worku pokutnym, ukrywać się, przepraszać i prosić o wybaczenie. A okazało się, że nie dość, że mam odwagę mówić o tym publicznie, to odbieram nagrody, podziękowania, słyszę dobre słowa, które mnie wzmacniają i pozwalają dalej pracować, bo nadają mojej pracy sens.

Zdarzały się też przykre sytuacje, jak na przykład spalenie plakatów przedstawiających naszą rodzinę w ramach akcji „Rodzice, odważcie się mówić”. To nie było motywujące. Nie miałaś ochoty dać sobie wtedy spokój?

- Dopóki dostaję wiadomości od zwykłych ludzi, że im pomagam, i od autorytetów, że robię coś ważnego, to ktoś w kominiarce, kto pali plakaty z naszym wizerunkiem, nie jest w stanie zniszczyć mojej wiary w sens tej działalności. Wprawdzie w pierwszej chwili byłam przerażona, ale to był strach o was. Nie chciałam, żebyście się bali. Do głowy mi nie przyszło, żeby się bać o siebie. Widocznie nie jestem taka lękliwa. Ciebie to za bardzo nie przestraszyło, mój mąż zareagował śmiechem, więc przestałam się martwić.

Zaczęłaś działać, gdy największe prześladowania osób LGBT były już za nami. Już nie rzucano w nas kamieniami na Paradach Równości.

- Nie wiem, czy wtedy bym się jeszcze bardziej nie angażowała. To motywuje - jest tak źle, że musisz coś robić. Boję się chorób, rozstań, utraty bliskich, ale to, że mogę dostać kamieniem, chyba by mnie nie przestraszyło. Nie dam się tak łatwo. W naszej działalności ważne jest połączenie zaangażowania z odwagą obywatelską, a ja zawsze stawałam w obronie słabszych. Wiedziałam, że sytuacja rodziców osób homoseksualnych to sfera zaniedbana, że jest wiele do zrobienia i właśnie ja mogę to zrobić. Miałam już kilka lat doświadczenia w byciu mamą osoby nieheteroseksualnej.

Niektórzy rodzice mają dekady doświadczenia, a mimo to nie angażują się.

- Ktoś, dla kogo homoseksualizm jego dziecka jest problemem, skupia się pewnie na jego rozwiązywaniu. Ponieważ ja nie miałam problemu, to mogłam działać na rzecz innych. To tak jak z osobami doświadczającymi przemocy. Nie dziwię się, że nie chodzą w marszach, bo muszą zadbać o siebie, zagospodarować swój lęk, przeżyć dzień, a nie maszerować. My, którzy nie mamy takiego problemu, musimy maszerować. Musimy występować w ich imieniu.

Zgadzam się, ale praktyka pokazuje, że osób wspierających środowisko LGBT jest bardzo niewiele, wystarczy spojrzeć na uczestników Parady Równości.

- Myślę, że ludzie nie zdają sobie sprawy - jak ja kiedyś - że osoby nieheteroseksualne potrzebują sojuszników. Nie chodziłam w Paradach ze względu na chorobę kręgosłupa, ale gdybym wtedy wiedziała, jak ważne dla osób nieheteroseksualnych jest zademonstrowanie solidarności z nimi, to nawet krótki odcinek bym przeszła.

Wiele osób homoseksualnych ma przyjaciół, którzy chętnie poszliby w Paradzie, ale nie zapominajmy, że wśród osób LGBT są też tacy, którzy uważają, że nie należy manifestować, że należy zostać w domu. Znam też osoby homoseksualne, które szczycą się tym, że przyjaźnią się tylko z osobami heteroseksualnymi. Zinternalizowana homofobia jest tak silna, że przeniknie wszystko.

Jak myślisz, w którym roku w Paradzie pójdzie wielka grupa rodziców?

- Już w tym roku. Natomiast na związki partnerskie poczekamy jeszcze parę lat. Mam zapewnienie profesor Moniki Płatek, że będą za dwa lata. Ja nie mogę czekać dwudziestu lat, bo nie mam na to czasu. Chcę tego doświadczyć jak najszybciej. Widzę Cię w sukni z welonem! (śmiech)

A gdybyś to Ty zapraszała gości na moje wesele, komu wysłałabyś zaproszenie?

- Gdybyś mi dała jakąś pulę zaproszeń, to wysłałabym je do sojuszników i sojuszniczek, którzy dołożyli swoją cegiełkę, dzięki czemu takie wesele może się odbyć. A jest ich naprawdę bardzo dużo.

A tym, którzy próbowali podciąć skrzydła, należy wysłać zdjęcie pamiątkowe?

- Trzeba im nagrać całe wesele! Niech wszyscy widzą, jak się bawią osoby LGBT, feministki, ateiści Wszyscy razem na wielkim lesbijskim weselu.

 

* Rozmowa pochodzi z książki Wiktorii Beczek „Rodzice, wyjdźcie z szafy”

Wiktoria Beczek „Rodzice, wyjdźcie z szafy” (fot. materiały promocyjne)Wiktoria Beczek „Rodzice, wyjdźcie z szafy” (fot. materiały promocyjne)

Wiktoria Beczek. Dziennikarka Gazeta.pl i autorka książki „Rodzice, wyjdźcie z szafy”. Aktywistka, idealistka. Marzy o sprawiedliwości społecznej i zmianie języka debaty publicznej. W nocy śni jej się rewolucja. Nie zamierza emigrować.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Polecamy komedię "Żegnaj Blondyneczko", reż. Virginie Despentes:

Komentarze (135)
Zaloguj się
  • ortoextreme

    Oceniono 222 razy 102

    "Wszystkie moje myśli krążyły wokół otoczenia, które może Ci zrobić krzywdę" - to jest właśnie prawda o homofobii, LGBT nikomu nie zagrażają, za to miłujący bliźniego im jak najbardziej. Nie rozumiem tej agresji do drugiego człowiek z powodu tego, że urodził się z inną orientacją. Sam jej nie wybierał. Jest takim samym człowiekiem jak wszyscy inni. Praca na rzecz uświadomienia mas jest trudna, ale życzę pani wytrwałości!

  • kat_ja1

    Oceniono 109 razy 67

    Coz, tez nie rozumiem agresji wobec LGBT. To sa tacy sami ludzie jak i my, heteroseksualni. Tak samo sie zakochuja i bywaja wierni, czesto sa z jednym partnerem wiele lat zycia. Owszem jest grupa nastawiona wylacznie na seks, o czym swiadcza w gejowskich klubach "darkroomy", ale wsrod hetero tez jest spora grupa osob, ktorym wiernosc jest zupelnie nieznanym haslem. Mam wsrod przyjaciol kilka osob homoseksualnych i sa to jak najbardziej wartosciowi ludzie, czesto zyczliwsi i szczerzy, niz ci "normalni". Wiem tez, od jednego z nich, jak rzeczywiscie rodzice nieakceptujacy tej sfery zycia doroslego dziecka, wplywaja na jego pewnosc siebie, wartosc itp. Wiekszosc z nich zyje na granica, niektorzy nie przyznaja sie do orientacji, bo wiedza z gory, ze rodzice ich odrzuca. A prawda jest taka, ze zawsze boli, kiedy rodzic odrzuca, niewazne, czy ma sie 13, czy 20, czy 30 lat. Drodzy rodzice, to ze wasze dziecko nie bedzie zylo inaczej, niz sobie wykoncepowaliscie, nie znaczy, ze bedzie gorszym czlowiekiem. Ok, moze nie przyniesie wam upragnionego wnuka, ale to chyba lepsze, niz zakladanie rodziny, bo rodzina tak chce, a potem podwojne zycie...A takich tez znam, lacznie z osobami z pierwszych stron gazet.

  • mazuvian

    Oceniono 86 razy 42

    To piękny artykuł o rodzinie. Dzieci często wychodzą z założenia, że żyjąc w kraju, który ma słabą pozycję, jeśli chodzi o równouprawnienie osób LGBT, rodzice są homofobami, ale w naprawdę wielu przypadkach to rodzice są najbardziej lojalnymi sojusznikami. Naprawdę warto rozmawiać w rodzinie o wszystkim.

  • kapitan.kirk

    Oceniono 73 razy 29

    Ano cóż, jak to trafnie ujął Ulrich Schnabel w jednym z sąsiednich artykułów w "Magazynie", wiara rozsądnie dawkowana jest lekarstwem, natomiast przedawkowana staje się narkotykiem. Dotyczy to - co zresztą od dawna wiadomo - nie tylko wiary w sensie religijnym, ale i jakiejkolwiek ideologii, czego szczególnie widoczne przejawy w komentowanym tu tekście mamy następujące:

    1.) Niedopuszczalna jest jakakolwiek krytyka, nawet bezosobowa i ze strony przyjaciół, którzy - rzecz prosta - w takiej sytuacji spadają z tej kategorii do grona "homofobów", całkiem wprost zrównanych z rasistami. Co więcej, niedopuszczalne jest także MILCZENIE, któremu nie towarzyszy brak niekulturalnych wypowiedzi czy potępień - jest ono równie obraźliwe. Innymi słowy, jedyną dopuszczalną reakcją jest radosna akceptacja i gratulacje; nawet milczenie jest natomiast formą "mowy nienawiści".
    2.) Co za tym idzie, nie ma już przyjaciół - są tylko "sojusznicy i sojuszniczki którzy dokładają swoją cegiełkę"; kto nie dokłada cegiełki (nawet jeśli przeciwko cegiełkom nic nie ma) jest, jak można zrozumieć, wyrzucany w ciemność, gdzie jeno płacz a zgrzytanie zębów ;-)
    3.) Winą śmiertelną jest nie uczestniczenie w paradach równości - nieobecności nie da się przebaczyć nie tylko osobom które nic nie mają przeciwko prawom gejów, ale też i 99% samych osób homoseksualnych, które jak mówią szacunki statystyczne, na żadne parady nie chodzą i mają je generalnie w nosie. Można im jedynie współczuć, albowiem nie wiedzą co czynią - bo oczywiście nie jest to ich własny wybór, ale po prostu cierpią na "zinternalizowaną homofobię, tak silną że przenika wszystko" (najwyraźniej żadna religia nie może obejść się bez jakiegoś grzechu pierworodnego ;-) Sama Autorka tych słów co prawda też na parady nie chodzi, bo ją boli kręgosłup (co zresztą nie przeszkadza jej opowiadać, jak dzielnie zachowywałaby się pod hipotetycznym gradem kamieni, gdyby chodziła) - no ale dla wszystkich innych to już nie ma żadnego usprawiedliwienia.
    4.) W konsekwencji mamy bardzo charakterystyczny obraz wymarzonej imprezy na ślubie Córki: "Niech wszyscy widzą, jak się bawią osoby LGBT, feministki, ateiści. Wszyscy razem na wielkim lesbijskim weselu" (ale oczywiście zarazem żadne "środowiska gejowskie" nie istnieją; sama myśl o tym jest herezją). A, tak z ciekawości, gdzie są przyjaciele-chrześcijanie - wszyscy jak jeden mąż się obrazili, czy może ich nie zaproszono - a może nigdy ich nie było...? ;-)

  • maxthebrindle

    Oceniono 26 razy 22

    Co wy macie z ta 'mowa nienawiści'? Mam przyjaciela, księdza jezuitę. Ja jestem ateistą ale nasze wspolne rozmowy są jedna z najprzyjemniejszych pod wzgledem intelektualnym rzeczy w moim życiu. Często się ostro spieramy, zasakujaco często dochodzimy do podobnych konluzji jeśli idzie o kondycję moralną współczesnego człowieka, choc on wyprowadza swoje twierdzenia z dogmatu, ja zaś niekoniecznie.
    Jednak pomimo, albo własnie z tego powodu, że mam przyjaciela księdza, mam bardzo krytyczny stosunek do jego grupy zawodowej, czyli kleru. Czy moja krytyka kleru, często ostra, świadczy, że posluguje się mową nienawiści?! Oczywiście nie, bo dla każdego, kto liznął wiedzy socjologicznej jest oczywiste, ze grupa społeczna to coś wiecej i cos innego, niż zbiór tworzcych ją jednostek. Tłum pacyfistow moze wywołac wojnę, jak ktos kiedys madrze powiedział - podobnie kler, jako INSTYTUCJA SPOŁECZNA, choćby składał się z samych otwartych i inteligentnych jednostek, gdy dziala jako grupa ze swymi grupowymi systemami norm i wartosci - jest zaprzeczeniem otwartości i rozumowego podejścia do życia, jest opresyjny, roszczeniowy, bezwzględnie zabiega o władze i równie bezwzględnie z niej korzysta dla własnych celów. A to budzi mój sprzeciw i odruch obronny, bo należę do grupy będącej celem ataków ze strony kleru i jego społecznego zaplecza.
    Mam zatem swoje wnioski, ktore 'zrażają mnie do środowisk klerykalnych', podbie jak mam swoje przemyślenia, ktore 'zrażają mnie do pewnych srodowisk lewicowych' i większości prawicowych. TO NIE JEST MOWA NIENAWIŚCI, do cholery!

  • maria_dolorosa

    Oceniono 46 razy 20

    Budująca jest mądra miłość rodziców. Teraz oczekiwałabym parę ciepłych artykułów o stowarzyszeniach rodziców dzieci cierpiących na ciężkie i rzadkie choroby, którzy walczą często bezskutecznie o dostęp do leków, terapii i rehabilitacji i nawet zwykłą pomoc. To jest prawdziwa i heroiczna batalia, bo chodzi nie tylko o godność tych dzieci, ale ich życie. Spójrzmy prawdzie w oczy, a nie tylko epatujmy poprawnością.

  • biheppy

    Oceniono 56 razy 18

    Osoby homoseksualne niczym nie różnią się od hetero. Na pewno, myślę , ze wieksza , zdecydowanie wieksza częćś społeczenstwa nie ma z tym żadnego problemu. Po co więc urządzać "parady równości" , które często są wyuzdane, nieestetyczne, wulgarne? Chyba homoseksualizm nie polega na tym, że faceci przebieraja się za wyuzdane baby? To rodzi niechęć społeczną

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX