Zakończenie roku szkolnego w Gimnazjum Akademickim w Toruniu

Zakończenie roku szkolnego w Gimnazjum Akademickim w Toruniu (fot. Mikołaj Kuras / Agencja Gazeta)

felieton gościnny

"Nie wylewajmy dziecka z kąpielą". Dyrektor gimnazjum zabiera głos w debacie o przyszłości szkolnictwa

Niefrasobliwie gmerając przy funkcjonowaniu gimnazjów, nie zlikwidujemy gimnazjalistów. Natomiast tysiące dorosłych stracą pracę - pisze Witold Młynarczyk, Dyrektor Publicznego Gimnazjum nr 16 im. Ofiar Katynia w Łodzi. Poprosiliśmy go o zabranie głosu w gorącej dyskusji, która toczy się wokół potencjalnej reformy edukacji.

Szesnaście lat. Dobrze wiemy, co to za wiek. Niby już wszystko wiadomo: jak jeść sztućcami i wiązać sznurówki, czytać, pisać, poruszać się po mieście swoim i obcych, i mówić po angielsku. Coś tam się wie o używkach, choć akurat nie to, co przystoi poważnym ludziom. Sporo zazwyczaj o seksie, choć może mniej o uczuciach. Szesnaście lat to taki wiek, kiedy ma się wszystkie konieczne do życia umiejętności, ale potrzeba jeszcze trochę czasu, by nauczyć się biegle ich używać. Czasem kosztuje to nieco wysiłku, wiedzie drogą naokoło, podczas tej nauki można narobić błędów, ale nikomu nie przychodzi do głowy, by szesnastolatka likwidować. Raczej szuka się sposobów na poprowadzenie go prostą drogą ku dorosłości.

Witold Młynarczyk: Nie mam złudzeń, że zabiorę uczniom smartfony

1 września minęło szesnaście lat, odkąd powstały gimnazja. Jak przystało na szesnastolatków - dużo już o sobie wiedzą. Trochę się jeszcze borykają z problemami, ale mają opiekunów, którzy szukają sposobów, jak to ponaprawiać. I wtedy właśnie wygrywa pomysł: wygasić. Czyli zlikwidować.

Co dalej z gimnazjami? Przypominamy propozycje PiS dla oświaty

Dobrze pamiętam tę ciszę. Był wrzesień 2014 roku. Po czternastu latach pracy w podstawówce zostałem dyrektorem gimnazjum. Z jednej strony cieszyłem się z wyzwania. Z drugiej, czytałem przecież gazety. Rozmawiałem ze znajomymi, którzy wprawdzie nie mieli dzieci w wieku szkolnym, ale czytali o nich w sieci. Zatem byłem przygotowany na najgorsze. Na nieokrzesanych małolatów, którzy w najlepszym wypadku będą wagarować, w gorszym - przychodzić do szkoły, by znęcać się nad młodszymi, bić nauczycieli albo przynajmniej podkradać im jakieś osobiste przedmioty, na korytarzach palić papierosy, w toaletach uprawiać seks, a za winklem - jednak w szkole to nie uchodzi - brać narkotyki. Spodziewałem się wystraszonych nauczycielek, które wolą nie zadzierać z dziczą.

Witold Młynarczyk (fot. Michał Dąbrowski)Witold Młynarczyk (fot. Michał Dąbrowski)

I co? Wyszedłem na przerwę między lekcjami i poraziła mnie cisza. Uczniowie na korytarzu rozmawiali, sprawdzali swoje smartfony, gdzieś pod ścianą powtarzali materiał na następną lekcję. Po - trudno nazwać to inaczej - jazgocie, który pamiętałem z podstawówki, to był szok. Nic. Pewnie robią „ustawki” w tych swoich smartfonach, na lekcji pokażą, co potrafią - pomyślałem. A jednak słuchali, co mam do powiedzenia. Nie twierdzę, że wszyscy równie uważnie i wszyscy z zamiarem zrobienia w przyszłości doktoratu z biologii. Ale wykraczający poza zwykłe uczniowskie psoty incydent zdarzył się w minionym roku tylko jeden raz. Kiedy jeden z uczniów dostał od ojca gaz pieprzowy - na wypadek niebezpieczeństwa podczas powrotu do domu przez las - natychmiast podzielił się podarkiem z kolegami. Oczywiście rozpylili gaz na korytarzu, oczywiście było wielkie wietrzenie, ale nawet nie musiałem szukać winnych. Sami się zgłosili, wyrażając skruchę.

Dodam, że moje gimnazjum to zwykła osiedlowa szkoła w Łodzi, w której spotykają się wszyscy - z różnych środowisk, z różnymi talentami, z różnym poziomem zamożności.

Mnóstwo nowych emocji, więcej sił i większa sprawność umysłowa. Wszystko to tworzy rozpędzony wehikuł, nad którym trudno zapanować. Ten wehikuł często „wypada z trasy”, ale to wypadanie wkalkulowane jest w moment rozwojowy. Po prostu w okolicach 13., 14. roku życia człowiek wychodzi z „poczwarki”, jaką był w wieku dziecięcym, ale wcale nie staje się od tego motylem - powiedział Jan Wróbel, doświadczony dyrektor warszawskiego liceum przy Bednarskiej w poświęconym gimnazjom artykule w ostatnim „Tygodniku Powszechnym”. Cytuję, bo lepiej bym tego nie ujął.

Gimnazjum nr 3 w Częstochowie (fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)Gimnazjum nr 3 w Częstochowie (fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)

Przeciwnicy gimnazjów uważają, że system gimnazjalny nie uwzględnia potrzeb rozwojowych dzieci. Że lepiej, jeśli cały proces przeobrażeń od bycia maluchami do bycia młodzieżą przechodziłyby w szkole podstawowej. - Przejście uczniów po sześciu latach szkoły podstawowej do gimnazjum nie jest dla nich korzystne - mówią, ale nie popierają tej opinii przykładami.

Ja mam przykłady. Z podstawówki, kiedy byłem wychowawcą czwartej klasy. Uczniowie z różnych klas nauczania początkowego, przyzwyczajeni do różnych metod wychowawczych, nagle znajdowali się w nowej grupie, na innym piętrze, stykali się z nowymi przedmiotami i nowymi obowiązkami. Dla ośmio- czy dziewięcioletnich dzieci jest to o wiele większa zmiana niż zmiana szkoły dla dwunastolatka. Zwłaszcza że mitem jest przekonanie, iż w gimnazjum trafiają do zupełnie nowego środowiska. Rejonizacja sprawia, że w nowej szkole spotykają może nie całą starą klasę, ale z pewnością częściowo mają na starcie tych samych kolegów - badania mówią, że 75 proc. klasy spotyka się ponownie. Owszem, do gimnazjów przychodzą uczniowie w okresie dojrzewania, który jest trudny i daje się we znaki niesubordynacją, ale jestem przekonany, że łatwiej jest utrzymać w ryzach uczniów 12-16-letnich niż grupę w przedziale wiekowym od sześciu do czternastu lat.

Przeciwnicy gimnazjów biadają nad poziomem nauczania - martwi ich, że system gimnazjalny jest zbliżony do tego w podstawówce. Owszem, jest. Tu i tu są sprawdziany, klasówki, odpowiedzi. Jednak dopiero w gimnazjum zwraca się uwagę na talenty i zainteresowania uczniów. Nauczyciele wspierają ich starania, prowadzą dodatkowe zajęcia, zabierają na wycieczki. Zresztą, nie mówmy o specjalnym traktowaniu. Spójrzmy na codzienne funkcjonowanie. W szkołach podstawowych nauczyciele, umęczeni harmidrem podczas przerw, kryją się przed uczniami, a dyżury na korytarzu uważają za karę. W gimnazjum - wątpię, by moje było chlubnym wyjątkiem - nie przesiadują w pokoju nauczycielskim. Kręcą się po korytarzu - nie tylko po to, by mieć baczenie na rozrabiaków, ale też po to, by zwyczajnie pogadać z dzieciakami. W ośmioklasowej szkole to jest po prostu niemożliwe. Jeśli nie z innych, to z logistycznych powodów - małolat, który właśnie rozbił sobie kolano, zawsze skupi większą uwagę niż nastolatek, który chce pogadać o fizyce.

Egzamin gimnazjalny w Gimnazjum nr 23 w Kielcach (fot. Paweł Małecki)Egzamin gimnazjalny w Gimnazjum nr 23 w Kielcach (fot. Paweł Małecki)

Przeciwnicy gimnazjów pochylają się nad nauczycielami. Udręczonymi agresją, wagarami, lenistwem uczniów i przemocą wśród nich. Wprawdzie badania mówią, że najbardziej zagrożona przemocą jest szkoła podstawowa, ale przeciwnicy wiedzą swoje - gimnazja to siedlisko zła. Otóż nie: nauczyciele gimnazjalni za nic w świecie nie chcieliby wrócić do podstawówki. Przeciwnicy gimnazjów nie mówią, że wraz z ich likwidacją trzeba by zlikwidować, według ostrożnych szacunków, kilka tysięcy miejsc pracy - nauczycieli, administracji i obsługi technicznej szkół.

Niefrasobliwie gmerając przy gimnazjach, nie zlikwidujemy gimnazjalistów z ich problemami okresu dojrzewania. Przeniesiemy ich po prostu do szkoły podstawowej. Gimnazjów nie stworzono dla kaprysu ani dla politycznego poklasku. Ważną przesłanką było wówczas wyrównanie edukacyjnych szans młodzieży ze wsi i małych miast. I to się w dużym stopniu powiodło. Jeśli teraz zawrócimy nurt rzeki, która płynie, pozostanie pytanie: gdzie urządzić nowe duże szkoły podstawowe, które wymagają osobnych pięter i klas dla maluchów, a osobnych dla nastolatków. W dużych miastach pewnie nie byłoby to problemem, ale na wsiach i w małych miastach takich dużych budynków szkolnych już po prostu nie ma. Nie wiem, czy ktoś pytał władze samorządowe, co one na to. Nauczycieli nikt nie pytał.

Gdyby ktoś spytał nauczycieli, co poprawić w systemie edukacji, z pewnością stworzą długą listę, bo nikt przecież nie twierdzi, że to system idealny. Wskażą na zbyt rozbudowane klasy - lekcje dla 32 osób są mniej efektywne niż dla, powiedzmy, szesnastu. Wskażą na biurokrację. Na to, że pięknie brzmi zapis w rozporządzeniu, iż każdy uczeń ma mieć zapewnione stanowisko podczas zajęć komputerowych, ale gorzej wygląda to w rzeczywistości, bo stanowiska, owszem, są, ale komputery pochodzą z 2007 roku i ich uruchomienie zajmuje kwadrans z 45-minutowej lekcji. Wskażą na sto niedorzeczności, ale ostatnią z nich - o ile w ogóle - będzie istnienie gimnazjum.

Gimnazja liczą szesnaście lat. Można powiedzieć: aż szesnaście, bo już naprawdę wszystko o sobie wiedzą. I dopiero szesnaście, bo jeszcze uczą się, jak korzystać ze zdobytych doświadczeń. Dobrze wiemy, że nie wylewa się dziecka z kąpielą. A co dopiero nastolatka - on już sam potrafi się wykąpać. Co najwyżej rozbryzga wodę na podłogę. Ale jeszcze chwila, a będzie wiedział, jak tego uniknąć.

 

Witold Młynarczyk (ur. 1978). Dyrektor Publicznego Gimnazjum nr 16 im. Ofiar Katynia w Łodzi, poprzednio przez 14 lat nauczyciel przyrody w Szkole Podstawowej nr 79.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (350)
Zaloguj się
  • awitold

    Oceniono 466 razy 256

    Szkoła jest przede wszystkim po to, by zapewnić edukację na możliwie jak najwyższym poziomie, a nie dawać zatrudnienie...

  • fujiyama

    Oceniono 238 razy 138

    3 lata temu GW pisała o beznadzei gimnazjów. Teraz kazdy pomysł PiS to zło.
    Nawet jakby Jarek się zgodził np. na związki partnerskie to będzie przeciw.

  • opozycja_online

    Oceniono 218 razy 96

    Droga Gazeto!
    Od wielu lat niszczyliście środowisko nauczycieli. Opowiadaliście, że nauczyciele to ludzie niedouczeni, głupi. Po prostu pasożyty. Rozumiem, że władza się zmieniła i nie jest wam ona w smak. I nadal traktujecie tych ludzi jak zabawki w waszej grze. Brawo Gazeta. Brawo TVN.

  • tommen

    Oceniono 189 razy 77

    Co za debil wpadł na ten pomysł ?
    Programy kształcenia trzeba zmieniać a nie struktury.
    Niech się lepiej wezmą za bezrobocie i społeczeństwo obywatelskie bo jesteśmy we wrogim społeczeństwu Państwie pełnym frazesów o 25 latach wolności

  • fm2013

    Oceniono 177 razy 75

    Ale czego tu bronić:
    Wcześniej wszystko było klarowne: podstawówka (nadanie podstaw) i specjalizacja różnego stopnia, czyli zawodówka, technikum, studia lub technikum/liceum, studia. Decydowały EGZAMINY, a nie jakiś z d...py wyciągnięty ranking ocen.
    A teraz co? Do czego przygotowuje gimnazjum? jaki daje poziom wykształcenia? Bezwartościowy etap nie służący do niczego.
    A likwidacja tego pseudo poziomu nauczania wcale nie wpłynie znacząco na zatrudnienie. Pozbycie się tej gimnazjalnej protezy nie sprawi cudu i nagle do wykształcenia niezmieniającej się przecież liczby uczniów nie wystarczy połowa nauczycieli.
    Ale tak, trzeba się będzie pozbyć nikomu niepotrzebnych wtedy pokładów dyrektorów, wicedyrektorów itp. itd.
    Z resztą, analogiczna sytuacja jest teraz z kształceniem wyższym, po co komu poziom "licencjata", czyli ni mniej, ni więcej, niedorobionego magistra (nie odnośmy tego jednak do kształcenia politechnicznego typu inżynier -> magister).

  • his_dudeness

    Oceniono 125 razy 61

    Stracą po raz kolejny firmy wydawnicze i to by było na tyle.
    Nauczycieli nie zwolnią, bo przecież liczba dzieci potrzebujących ich się nie zmieni.
    Czy wy wszyscy myślicie, że wraz z likwidacją gimnazjum ci wszyscy uczniowie zostaną zwolnieni z obowiązku szkolnego? Że nagle będzie potrzeba mniej szatniarek, sprzątaczek itd.?
    Słabsi nauczyciele powinni już dawno stracić pracę, więc jeśli teraz odpadną - lepiej dla społeczeństwa.

  • q1188

    Oceniono 126 razy 58

    Jak zamykali zakłady przemysłowe /często nowoczesne/, to na bruk poszło
    kilka milionów ludzi, ale kogo takie drobiazgi interesowały. Za to budowaliśmy
    dobre stosunki z Zachodem, któremu przygotowywaliśmy rynki zbytu na ich
    towary.

  • bozenna73

    Oceniono 198 razy 52

    Cieszę się, że nareszcie jakiś nauczyciel gimnazjum wypowiedział się na ten temat. I mam nadzieję,ze ci którzy chcą wygaszenia usłyszą Was nauczycieli, bo to wy najlepiej wiecie jak szkoły funkcjonują.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX