Marek 'Krzykacz' Pawłowski

Marek 'Krzykacz' Pawłowski (fot. Discovery)

wywiad gazeta.pl

''Krzykacz'' żyje ze zbierania złomu. ''Jednego dnia muszę dołożyć do interesu, a drugiego mam 2 tysiące złotych na czysto''

Sokoli wzrok i wyczucie, dzięki któremu "Krzykacz" trafia na skarby ukryte w niepozornych miejscach - to tajemnice powodzenia jego biznesu. Na śmietnikach znalazł m.in. niemieckie pianino förster z 1812 roku. - Są i przedwojenne obligacje, sprawne wieże, komputery... Ludzie pozbywają się naprawdę wszystkiego... - mówi Marek "Krzykacz" Pawłowski.

Jak się zostaje zbieraczem złomu?

- Ja, wie pani, jestem w tym fachu już 14 lat! Kolega potrzebował pomocnika. Popracowałem z nim, zobaczyłem, że z tego są pieniądze, więc po pół roku kupiłem samochód i zacząłem zbierać sam, ze swoim kolegą.

Już po pół roku kupił pan samochód?

- Tak! Najpierw żuka, bo był tani. Miałem w sumie tych żuków 15! Jak się jeden zepsuł, to kupowałem drugiego, bo nie opłacało się naprawiać. Teraz mam już droższy, lepszy samochód i własnego kierowcę.

To ile można zarobić na złomie?

- Różnie to wygląda. Wytłumaczę pani, jak jest: jednego dnia trzeba dołożyć do interesu, a drugiego mam 2 tysiące złotych na czysto. Rozumie pani? Bywa, że ledwo na paliwo zarobię i dniówkę dla kierowcy z kieszeni muszę wyłożyć. A na drugi dzień już po godzinie zbierania mam i dla niego, i te 2 tysiące dla siebie. Nie ma reguły, nie wyliczysz.

W ciągu jednego dnia W ciągu jednego dnia "Krzykacz" potrafi zarobić nawet 2000 zł (fot. Discovery)

Jak się zdobywa złom?

- Nie każdy daje go za darmo, czasem trzeba zapłacić. Ale grunt to spostrzegawczość. Jedziemy sobie kiedyś przez Babice. Każę pomocnikowi i kierowcy patrzeć na prawo, a po lewej widzę, że leży blacha cynkowa za płotem. Pani powie, jak? Mówię: - Nawrotka! Blacha! Kierowca i pomocnik pytają: - Gdzie?! Pokazuję im: - Tam! Ja mam magnes w oczach. Może mi pani nie wierzyć, ale wszyscy mi to mówią! Ja białą kuchnię w śniegu wypatrzę! Niemożliwe? Możliwe? Wyszkoliłem oczy przez lata. Wiem, gdzie mam spojrzeć, żeby coś znaleźć.

Ma pan wyczucie.

- No, i to trenowane latami. Trzeba wyczuć, co może być w środku. Jest na przykład zwykła skrzynka, a w niej... kilo srebra! Zaglądam do środka, są styki, to biorę kwas i rozbieram. Półtora kilo styków przez dzień wyjąłem! Trzy tysiące złotych!

A inne skarby?

- Niemieckie pianino förster. Z 1812 roku. Wyjąłem je prosto z kontenera na Mokotowskiej w Warszawie. Od razu wiedziałem, że to jest cacko. Sprzedałem. Wziąłem za nie 6,5 tysiąca. Nieraz naprawdę można znaleźć fajne rzeczy. Na przykład telewizory na chodzie. Mam w domu LG 32 cale. Człowiek wyrzucił, bo powiedział, że się nie nadaje do naprawy. A ja zapłaciłem za naprawę 2,50 zł! Na śmietnikach są przedwojenne obligacje, sprawne wieże, komputery... Ludzie pozbywają się naprawdę wszystkiego... Wie pani, jak ktoś dużo zarabia i zepsuje mu się na przykład telefon, to go po prostu wyrzuca.

To znaczy, że w Warszawie mieszkają bogaci?

- Jeżdżę po całym Mazowszu i widzę, że w Warszawie wyrzucają najwięcej. Zwłaszcza na Wilanowie i Żoliborzu. Tam mieszkają najbogatsi. Wywalają nawet antyki. Nikt mi nie chce w to wierzyć, ale ja wiem, co mówię. Wyłącznik się takiemu z Żoliborza w pralce zepsuje, to ją wystawia na śmietnik. Wziąłem jedną taką pralkę i u mnie w domu chodzi już drugi rok. W sklepie kosztowała chyba ze 2600 zł! Porządny sprzęt!

Myśli pan wtedy: co za idiota, dobrą pralkę wyrzucił?

- Ludzie nie są głupi, tylko po prostu za dużo mają! W Polsce nie jest tak, że się rozdaje potrzebującym, tylko wszystko idzie na śmietnik! Regał, dobra lodówka, pralka na chodzie...

A ja jak widzę, że kobieta sama z dziećmi żyje, to jej zawożę taką znalezioną lodówkę. Mówię: - Rzuć mi na pakę grosza na szczęście i jadę. Albo babcia jakaś ma 600 zł na miesiąc, a pralka jej się zepsuła. Mam jakąś na chodzie, to jej dam. Za herbatę. Taki jestem. Tylko temu, co chla, nie pomogę.

"Krzykacz" zbiera złom od 14 lat (fot. Discovery)

Praca zajmuje panu większą część dnia?

- Wyjeżdżamy w teren o ósmej rano i zaczynamy zbierać. Chyba że ktoś zadzwoni, żebyśmy do niego zajechali po złom, to wyruszamy nawet o szóstej! Dzisiaj, przed spotkaniem z panią, zadzwonił jeden gość, że ma półtorej tony papieru do zabrania. Bo papier też zbieramy. Jest teraz droższy od złomu. 38 groszy płacą za kilogram, a za złom - 35. Na samochód ładujemy folię, telewizory, pralki. Całe AGD w sumie. Jak jest w dobrym stanie, to można sprzedać albo komuś dać. Jak jakaś kobitka ma regał do wyrzucenia, a wiem, że ktoś potrzebuje, to mu daję adres, żeby sobie pojechał. A jak nie ma czym, to na paliwo da i mój kierowca przywiezie.

Najlepiej jest, jak gmina AGD zbiera. Ludzie wystawiają sprzęt przed domy. Na słupach są ogłoszenia, to wiadomo, kiedy i gdzie. Jedzie się na taką wystawkę i zabiera. Godzina, dwie i jest pełny samochód. Po co gmina ma dostać dotacje, jak ja mogę zarobić? Tylko przed nimi muszę być, o czwartej rano!

A jak nikt nie dzwoni i nie ma gminnych zbiórek?

- To jedziemy szukać złomu w ciemno. Wybieramy jakąś miejscowość na mapie i lecimy, gdzie nas oczy poniosą. Piękna nasza Polska cała! Warszawa, Piaseczno, Góra Kalwaria, Izabelin, Iwiczna, Magdalenka... Złom sprzedaję od razu, a miedź, mosiądz i aluminium składuję na podwórku. Po tygodniu je czyścimy i dopiero potem sprzedajemy. Straż miejska się czepia, bo trzymam to wszystko przy komórce przed domem.

Jak pan sobie z nimi radzi?

- Ja się z nimi kłócę!

Jak to „Krzykacz”. Mandaty dają?

- Kobieto, wiesz jak ja na nich mordę drę? Wzięliby się za robotę, zamiast się czepiać uczciwych ludzi. Choć oni też różni są. Jeden podejdzie i powie: - Weź to człowieku ogarnij, a drugi od razu mówi: - Masz tu mandat 500 złotych. I trzeba płacić.

U mnie, wie pani, wszystko musi być „na legalu”. Bez pozwolenia na czyjąś posesję nie wejdę. Jak się ktoś nie zgadza, żeby mu opróżnić kontener, to do widzenia. Ja na komendzie nie chcę wylądować albo pójść siedzieć.

Na śmietnikach można znaleźć prawdziwe perły, jak niemieckie pianino förster z 1812 roku, czy przedwojenne obligacje (fot. Discovery)Na śmietnikach można znaleźć prawdziwe perły, jak niemieckie pianino förster z 1812 roku, czy przedwojenne obligacje (fot. Discovery)

Zdarza się, że czegoś pan nie bierze, bo się nie opłaca?

- Co się nie opłaca? Zawsze się opłaca! Ja biorę wszystko! Nawet jakbym miał złotówkę zarobić! Nic się nie zostawia, wszystko trzeba zabrać.

Kiedy kończycie robotę?

- Zwykle tak o drugiej, trzeciej po południu. Choć zdarza się, że i o 22. Na przykład ktoś chce, żeby szybko mu dom opróżnić. Jeżdżę więc tak długo, aż wszystko zwiozę. Drugiego dnia klucze oddaję i pozamiatane. Jak jest robota, to się robi. Nie ma - to się w domu siedzi. W zimie też pracuję, choć latem jest lepiej. Ludzie porządki robią na działkach, mieszkania remontują, grzejniki wymieniają. To dla nas żniwa, głównie w wakacje. Nie wyjeżdżamy na zbieraninę tylko wtedy, kiedy leje jak z cebra.

Bywa niebezpiecznie?

- Pojechałem raz na budowę zabrać złom. Była studzienka do wzięcia, więc ją podniosłem i spadła mi na nogę. Czterdzieści pięć kilo ważyła. Tak się zdenerwowałem, że ją sam jeden do kontenera zaniosłem. Bo ja mam, wie pani, urodzoną siłę. Jak zaczynałem, brałem grzejnik na metr wysoki, cztery żeberka i sam na plecach znosiłem z czwartego piętra.

Ciężki fach.

- Przede wszystkim niewdzięczny. Dzień w dzień człowiek jest brudny, spocony. Czasem ciuchy nadają się tylko do wyrzucenia. Bywa, że jest piec do pocięcia. Taki, co waży 12 ton. Biorę wtedy kolegę czy dwóch do pomocy. Mamy po 12 godzin roboty przez trzy dni.

No i czasy teraz gorsze. Za złom na skupie mniej płacą. Miesiąc temu kilo złomu było po 80-90 groszy, a teraz jest po 35-40. Kokosy się skończyły, nawet przez dwa, trzy dni z rzędu zarobki mogą być marne. Trzeba się najeździć, naszukać.

I trzeba się na metalach znać. Wiedzieć, co miedź, a co aluminium. Miedź jest po 16 zł za kilogram! Czego magnes nie złapie, to jest dobry towar. Ja już setki tysięcy ton przerzuciłem, więc wiem. Jak zaczynaliśmy, potrafiliśmy zebrać 6-7 ton złomu dziennie.

"Krzykacz" ze zbierania złomu utrzymuje żonę i dwóch synów (fot. Discovery)

Jest wśród złomiarzy podział na rewiry?

- Nie jest tak, że każdy ma swój rewir. Tam gdzie chcę, tam jadę. Jak ktoś mówi, że to jest jego rewir, to ja do niego: - Pier***l się chamie! Twoja ulica? To se ją kup.

W latach 90. konkurencja była większa niż dziś. Wszyscy się na złom poprzerzucali. W samym Pruszkowie złomiarzy było z pięćdziesięciu, teraz może z dziesięciu zostało. Przestali jeździć. Do pracy poszli.

U mnie na osiedlu codziennie jeżdżą ci sami dwaj goście z wózkiem.

- Wózkarze to są złodzieje! Ktoś naszykuje złom dla mnie, przyjeżdża wózkarz i bez pytania zabiera. Kradnie normalnie! Nie mówię, że każdy taki jest, ale niektórzy tak robią. Są też rowerzyści. Na rowerach złomu szukają. Mam takiego sąsiada, puszki zbiera. To mniejsza liga.

Nie obraża się pan, jak mówią o panu „złomiarz”?

- Nie, a niby czemu? Proszę pani, ja od 14. roku życia na siebie pracuję. Sam sobie na ślub zarobiłem, teraz na dzieci zarabiam. Jeden syn ma 21 lat, drugi 13.

Nauka ciężko mi szła, bardzo ciężko. Najpierw byłem w Ochotniczym Hufcu Pracy. W OHP uczyłem się na dekarza, po roku, jak już miałem 16 lat, poszedłem do piekarni. I nauczyłem się zawodu piekarza.

Dlaczego pan nie jest piekarzem?

- Piekarz nie ma pieniędzy. Żeby zarobić 700 złotych, trzeba pracować przez sto godzin w tygodniu. Moi koledzy mają po 500-600 zł na tydzień, a pracują po 12 godzin dziennie. A w soboty to nawet po 16. To jest bardzo ciężki fach. Nawet na chwilę nie można usiąść i papierosa zapalić. Przez sześć czy siedem lat byłem zatrudniony w piekarni. Niewdzięczna robota. Nie chciałem być piekarzem i nie chciałbym tam wrócić. Wolałem zostać złomiarzem. Ja się żadnej pracy nie boję. Jak mi zapłacą, to będę gówno przerzucał.

A znajomi się z pana nie śmieją po kątach?

- Jak zaczynałem, to koledzy się śmiali. W końcu mówię do jednego prosto w oczy: - Ty stoisz pod sklepem i żebrzesz o drobne na piwo, a ja idę sobie piwo kupić. Bo mnie stać. Moje dzieci mają ubrania i mają co jeść, a twoje? Zęby w ścianę, w porwanych spodniach. I się, k***a, śmiej! I już się nie śmieją.

Żona w domu siedzi, dzieciakiem się zajmuje. Nie ma problemu z tym, że jestem złomiarzem. Bo jaka kobieta ma problem, żeby przyniesione przez męża pieniądze wydawać? Śmierdzą? Nie śmierdzą! Ale żeby syn miał przejąć biznes, tobym raczej nie chciał. Niech sobie lżejszą robotę znajdzie.

 

Marek „Krzykacz” Pawłowski. Pochodzi z Pruszkowa. Od 14 lat zbiera złom na Mazowszu. Od ponad 6 lat w przeszukiwaniu śmietników pomaga mu Edek, kierowca. Ma wykształcenie podstawowe, a jego wyuczony zawód to piekarz. Ze zbierania złomu utrzymuje żonę i dwóch synów. „Krzykacz” lubi piłkę nożną. Jest jednym z bohaterów „Złomowiska PL” (Discovery Channel - 7 listopada o godz. 22.00 i 8 listopada o godz. 13.00).

Angelika Swoboda. Ekspert showbiznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w „Gazecie Wyborczej”, pracowała też w „Super Expressie” i „Fakcie”. Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (150)
Zaloguj się
  • nasza_droga_sic_gw

    Oceniono 382 razy 322

    Szacunek dla gościa. Uczciwie i ciężko na każdy grosz pracuje.
    Nie to co "zjadacze ośmiorniczek i ogonów wołowych" za pieniądze z kieszeni podatnika.

  • Bartosz Cicharski

    Oceniono 276 razy 262

    Fajny tekst, ciekawy człowiek. Szacunek za ciężką pracę.

    Tylko dwa fragmenty wydają mi się sprzeczne:
    "Najlepiej jest, jak gmina AGD zbiera. Ludzie wystawiają sprzęt przed domy. Na słupach są ogłoszenia, to wiadomo, kiedy i gdzie. Jedzie się na taką wystawkę i zabiera. Godzina, dwie i jest pełny samochód. Po co gmina ma dostać dotacje, jak ja mogę zarobić? Tylko przed nimi muszę być, o czwartej rano!"
    "Wózkarze to są złodzieje! Ktoś naszykuje złom dla mnie, przyjeżdża wózkarz i bez pytania zabiera. Kradnie normalnie!"

  • hamsterx

    Oceniono 190 razy 150

    każdy ze zbieraczy złomu robi więcej dla ekologii
    niż całe greenpisy ,wwefy i tym podobne organizacje pasożytów

  • Andre Benoit

    Oceniono 120 razy 104

    Praca jak kazda inna. Najwazniejsze ,ze uczciwa. Podziwiam czlowieka bo ma ponadludzka sile. Ta fizyczna tez ale glownie podziwiam sile jego charakteru. Szacunek.

  • dobryzul

    Oceniono 103 razy 93

    To właśnie tak wygląda. Konkurencja jest ogromna, zbieracze (detaliści) potrafią się poszarpać o dwie ALU puszki albo inny złom. Za wejście na "nie swój" rewir można dostać w mordę albo butelką (niezwrotną) w głowę. Zazdroszczę tylko stawek za makulaturę - w Krakowie gazetówka po 20-25 groszy za kilogram, a kartony to nawet po 10-15 groszy. Za starą encyklopedię PWN dostałem w skupie niecałe 3 złote. Wiem, bo sam zbieram, skanuję śmietniki i dobrze wiem, o czym piszę. Aha, i u mnie nikt nie wystawia zabytkowych pianin... najwyraźniej wegetuję w ubogim mieście ;)
    A ja nie zbieram na alkohol (nie piję) ani inne używki. Zbieram na implant zęba, żeby móc pójść do pracy wśród ludzi, i nie wyglądać jak żul czy menel. Niestety mam już 48 lat i jeśli nie wyjadę z Polski do pracy, to raczej mnie tu nikt nie zatrudni (proszę nie pisać, że "pracy jest w cholerę"... próbowałem zatrudnić się nawet w ochronie za 4,50 zł za godzinę, ale nie przyjęto mnie, być może jestem zbyt inteligentny. Czy wymaganie przeze mnie wynagrodzenia około 80-100 zł dziennie na rękę jest naprawdę takie wygórowane? A ja - jak napisałem - nie chleję, nie palę, narkotyków nie biorę. I za darmo też niczego nie chcę, chcę uczciwie zapracować, ale nie za 50 zł/dniówka. Nawet jak dostaję od kogoś ubrania czy buty, to zawsze staram się to "odpracować" by nie czuć się źle. Doskonale wiem, że nic od nikogo mi się nie należy i łapska nie wyciągam ani doMOPSu, ani po zasiłki itp.

  • ela-007

    Oceniono 83 razy 71

    Najlepszy jest ten fragment:
    "- Wózkarze to są złodzieje! Ktoś naszykuje złom dla mnie, przyjeżdża wózkarz i bez pytania zabiera. Kradnie normalnie!"

    szczególnie w zestawieniu z poprzednim:
    "Najlepiej jest, jak gmina AGD zbiera. Ludzie wystawiają sprzęt przed domy. Na słupach są ogłoszenia, to wiadomo, kiedy i gdzie. Jedzie się na taką wystawkę i zabiera. Godzina, dwie i jest pełny samochód. Po co gmina ma dostać dotacje, jak ja mogę zarobić? Tylko przed nimi muszę być, o czwartej rano!'

  • rabingoldblatt

    Oceniono 105 razy 45

    ciekawe ile zapłacił ubezpieczenia zdrowotnego i podatków za zeszły rok

    pytam, bo jeżeli nasz bohater ma tak wysokie standardy moralne, że "wózkarze" to dla niego złodzieje a on wstaje o 4 rano by zabrać sprzęt na gminnych wystawkach wcześniej niż gmina to pewnie też nie chce być obciążeniem dla podatników jak mu nie daj boże mu pieprznie kręgosłup od dźwigania kaloryferów.

  • cinexoi

    Oceniono 51 razy 43

    Ciężka praca, prosty człowiek, wiadomo, jakąś tam podkolorowaną legendę sobie tworzy.
    Rzeczywistość - ta jest poza sporem.

    Ale niestety widzimy charakterystyczne Polsko-Kalowskie podejście.

    Jak Kali podbiera wystawione w umówionych "gminnych" terminach artefakty to Kali jest git,
    jak Kalemu "wózkarze" podbierają z umówionych miejsc artefakty, to są złodzieje.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX