Białostockie Spodki, choć budowane w ekspresowym tempie, do dziś są w zadziwiająco dobrym stanie

Białostockie Spodki, choć budowane w ekspresowym tempie, do dziś są w zadziwiająco dobrym stanie (fot. Filip Springer)

historia jednego miejsca

Białostockie Spodki, czyli futuryzm dożynkowy

Jednemu z czterech połączonych ze sobą obiektów, których budowa trwała ledwie cztery miesiące, nadano wdzięczną nazwę Elida. Szkopuł w tym, że dziś nikt już tej nazwy nie używa. Dla współczesnych to po prostu białostockie Spodki. Do dziś zadziwiają dobrym stanem i robią wrażenie, zwłaszcza w pełnym słońcu.

Decyzja zapadła w grudniu 1972 roku - następne Centralne Dożynki miały się odbyć w Białymstoku. Na przygotowanie największej rolniczej imprezy socjalistycznej Polski władze miasta miały więc niemal dokładnie 9 miesięcy.

Powołanym w tym celu komitetem organizacyjnym osobiście kierował Zdzisław Kurowski. W Białymstoku pojawił się pod koniec 1971 roku, by objąć funkcję I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR. To on stał za modernizacyjnym zrywem znanym później w całej Polsce jako „białostockie przyspieszenie”.

Za jego krótkiego panowania region istotnie bowiem zaczynał spektakularnie wręcz nadganiać cywilizacyjne zaległości. Remontowano ulice i drogi, modernizowano rolnictwo, w Łapach powstała duża cukrownia. Kurowski rozwijał też szkolnictwo i sport. Marzył, że region stanie się potęgą w pływaniu.

Organizacja dożynek w roku 1973 była wyrazem uznania dla jego wysiłków i ostatecznym sprawdzianem organizacyjnych talentów. Nowa ekipa Edwarda Gierka musiała się na początku swoich rządów pochwalić spektakularnymi sukcesami. Zapuszczony do niedawna Białystok świetnie się do tego nadawał. Kurowski do dyspozycji otrzymał więc gigantyczny budżet w wysokości 100 milionów złotych - w owym czasie była to jedna piąta rocznych wydatków miasta. Za tę kwotę miał zrealizować niezwykle ambitny plan. Nadziei pokładanych w nim przez towarzyszy z Warszawy nie zawiódł.

W dziewięć miesięcy Białystok zmienił się nie do poznania. Centrum miasta zyskało nowe oblicze. Przebudowano Rynek Sienny i Rynek Kościuszki, powstało też nowe rondo u zbiegu ulic Zwycięstwa, Hetmańskiej i Gagarina (obecnie Aleja „Solidarności”). Rozpoczęto budowę osiedla Centrum, amfiteatru i Domu Handlowego „Central” oraz Domu Aktora. Miasto wzbogaciło się też o basen, nową zajezdnię autobusową oraz rozgłośnię radiową. Część tych inwestycji przeprowadzono kosztem zabytkowej zabudowy, pamiętającej jeszcze żydowskie oblicze miasta. Historyczne budynki wyburzano bez litości, zacierając tym samym pamięć o wielokulturowym obliczu miasta. Proces ten znakomicie opisał Marcin Kącki w swojej niedawno wydanej książce „Białystok. Biała siła, czarna pamięć” .

Główne dożynkowe uroczystości zaplanowano na zmodernizowanym na tę okoliczność stadionie białostockiej Gwardii przy ulicy Kawaleryjskiej. Tuż obok, na ośmiu hektarach, zorganizowano towarzyszącą dożynkom wystawę.

Rzeźba Rzeźba " Kompozycja " z 1973 roku, autorstwa Albina Sokołowskiego, ustawiona przed Teatrem Dramatycznym (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)

W związku z imprezą w wielu miejscach pojawiły się dzieła sztuki przygotowane przez lokalnych artystów. Do dziś można je podziwiać - to choćby metalowe ptaki (al. Jana Pawła II / ul. Narodowych Sił Zbrojnych) autorstwa Albina Sokołowskiego czy utrzymane w socrealistycznym duchu polichromie Doroty i Jerzego Łabanowskich (al. Piłsudskiego pod numerami 20/1 i 20/3).

Białystok. Spodki około 1983 roku (fot. Andrzej Ciulkin / ze zbiorów Muzeum Podlaskiego w Białymstoku)Białystok. Spodki około 1983 roku (fot. Andrzej Ciulkin / ze zbiorów Muzeum Podlaskiego w Białymstoku)

Jeden z białostockich Spodków. Mieściła się tu kawiarnia Elida (fot . Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)Jeden z białostockich Spodków w roku 2014. Jeszcze niedawno mieściła się tu kawiarnia Elida (fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)

Na potrzeby wystawy w parku, nieopodal kościoła św. Rocha, powstały także cztery niezwykłe, połączone ze sobą obiekty, jeden z nich - kawiarnia - nosił wdzięczną nazwę Elida (dziś to Receptura). - Pamiętam, że cała realizacja: od projektu i modernizacji wykonawczej aż do zakończenia prac, trwała zaledwie cztery miesiące - mówił białostockiej „Gazecie Wyborczej” Henryk Toczydłowski, architekt. - Nie wierzono, że to się uda, bo cały obiekt zaprojektowany był na kole. Ślusarkę trzeba było sprowadzać aż z Bielska-Białej.

Spodki około 1983 roku (fot. Andrzej Ciulkin / ze zbiorów Muzeum Podlaskiego w Białymstoku)Spodki około 1983 roku (fot. Andrzej Ciulkin / ze zbiorów Muzeum Podlaskiego w Białymstoku)

Białostockie Spodki (fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta)Białostockie Spodki. Rok 2011 (fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta)

Cztery miesiące okazały się całkowicie wystarczające. Charakterystyczny kształt budynków pokrytych połyskującą srebrzyście blachą falistą sprawił, że dziś nikt już nie pamięta oryginalnych nazw, za to wszyscy rozpoznają w nich po prostu białostockie Spodki. Oryginalnie znajdowały się tu bar szybkiej obsługi i Biuro Wystaw Artystycznych. Dziś działa w tym miejscu przede wszystkim oddział Wojewódzkiego Centrum Animacji Kultury. W jednym ze Spodków rozgościła się też restauracja Receptura.

Wnętrze Spodka. Od lewej fragment stałej ekspozycji Galerii Sztuki Współczesnej Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, 1984 rok (fot. Andrzej Ciulkin / Z archiwum Muzeum Podlaskiego w Białymstoku). Po prawej Spodek współcześnie (fot. Filip Springer)Wnętrze Spodka. Od lewej fragment stałej ekspozycji Galerii Sztuki Współczesnej Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, 1984 rok (fot. Andrzej Ciulkin / Z archiwum Muzeum Podlaskiego w Białymstoku). Po prawej Spodek współcześnie (fot. Filip Springer)

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

Tym, co dziś zdumiewa, jest zadziwiająco dobry stan, w jakim pośpiesznie wzniesione obiekty się znajdują. Falista blacha, choć nie jest materiałem najszlachetniejszym, nadal doskonale rysuje elewację Spodków i nadaje im niezwykłego charakteru. Zespół budynków był modernizowany, głównie w środku. Tu i tam wymieniono okna i drzwi, przy okazji skromnej rozbudowy przestrzeń między Spodkami wygrodzono szpetnymi płotami. Całość jest nieco zapuszczona, zwłaszcza od zaplecza, lecz nadal w pełnym słońcu robi ogromne wrażenie.

(fot. Filip Springer)(fot. Filip Springer)

Obiekt zaprojektowany przez Toczydłowskiego jest jednym z najbardziej kosmicznych budynków w Polsce. W 2009 roku Fundacja Uniwersytetu w Białymstoku wydała arcyciekawy przewodnik po architekturze PRL-u tego miasta. Pod pytającym tytułem „Ładniej?” opisano w nim najciekawsze realizacje reprezentujące dwa główne nurty, które dominowały w ówczesnym projektowaniu - socrealizm oraz późny modernizm. Autorzy przewodnika dopisali do nich trzeci nurt, którego Spodki są najwybitniejszym, choć nie jedynym reprezentantem w mieście. Nurt ten nazwali futuryzmem dożynkowym. Trafniej się nie dało.

 

Filip Springer. Reporter, fotograf, współpracuje z „Dużym Formatem”, „Polityką”, „Tygodnikiem Powszechnym”. Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi „Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach” (Karakter) oraz „Wanny z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni” (Czarne), „13 Pięter” (Czarne). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (8)
Zaloguj się
  • bonaventura

    Oceniono 35 razy 29

    Szkoda że autor podaje nieprawdę. Spodki nie nosiły tych nazw, było tam ACK i kawiarnia Elida, a Kasztaleanka, Ruczaj i Przepióreczka to zupełnie inne miejsca i inne budynki, choć z wyglądu podobne do Spodków. Warto, jak się coś pisze, sprawdzić podstawowe informacje, panie Filipie.

  • scyzor75

    Oceniono 7 razy 5

    Okraglaki :)

  • burak.z.onetu

    Oceniono 31 razy -19

    Jak go zwał tak go zwał. Blacha falista, eternit, tanie płyty drewnopoobne, lastriko, szpetnie to i nędznie wygląda mimo wszystko. Tą kurniczą (nawet nie kurną) architekturą trudno się zachwycać, nawet jeżeli blachy nie przeżarła rdza. Biedne to i smutne wyjątkowo...

  • partiota4

    Oceniono 36 razy -20

    Pan springer z każdym swoim artykułem coraz bardziej rozjeżdża się z rzeczywistością. Podtytuł byłby prawdziwszy, gdyby ująć jedną literkę: "jeden z bardziej komicznych obiektów w Polsce". Nie wiem kogo zachwycają okrągłe pudła z blachy falistej, mnie na pewno nie. Dodam, że widuję je czasem w rzeczywistości i wówczas wyglądają jeszcze gorzej niż na tych zdjęciach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX