Organizacja Wiara i Tęcza skupia chrześcijan LGBTQ

Organizacja Wiara i Tęcza skupia chrześcijan LGBTQ (fot. archiwum Wiara i Tęcza)

reportaż

Polak, katolik, gej. Wnikamy w głąb organizacji Wiara i Tęcza, skupiającej chrześcijan LGBTQ

Agata chciałaby zostać wolontariuszem podczas przyszłorocznych Światowych Dni Młodzieży. Nie ma jednak pewności, że ten plan się powiedzie. Wątpliwości Agaty nie wiążą się z jej kompetencjami, tylko orientacją seksualną. Z pomocą przychodzi Karolina, koleżanka z grupy Wiara i Tęcza, skupiającej chrześcijan LGBTQ. - Po prostu nie mów, że jesteś lesbą - radzi.

Łowcy stereotypów nie mają tu czego szukać. Poza Karoliną, ubraną w spodnie typu baggy i szeroką bluzę - strój, który zapewne zdaniem zatwardziałych konserwatystów „nie przystoi młodej damie”, spotkam tu Jacka, około sześćdziesięcioletniego intelektualistę, ojca trójki dzieci. A także Pawła - modelowego trzydziestopięciolatka z reklamy banku. I Patryka, który na pierwszy rzut oka przypomina krisznowca-performera. Łączy ich nie wygląd zewnętrzny, lecz podobne potrzeby związane z wyznawaną religią oraz to, że wyłamują się z heteronormy.

To, że wśród praktykujących chrześcijan nie brakuje osób LGBTQ, było dla mnie zawsze jasne. Gdy doszły mnie jednak słuchy o działalności Wiary i Tęczy, organizacji zrzeszającej wspomnianych wiernych, w głowie pojawił mi się obraz czegoś na kształt homoseksualnej oazy. Najpewniej działającej w konspiracji niczym sekta lub tajna loża.

Kim są ludzie, którzy chcą pozostać pełnoprawną częścią Kościoła, mimo że ten ich wyklucza? Dwa słowa w wyszukiwarce, kliknięcie: miejsce i data spotkania. Jadę. Bez żadnego anonsowania swojego przyjazdu. Bez zdradzania swoich zamiarów. Gdy przyjdzie pora na przedstawienie się, zdradzę po prostu swoje imię, wiek oraz zawód. Nie zamierzam się za nikogo podawać - będę po prostu słuchać.

Wielu chrześcijan trafiło do Wiary i Tęczy, bo czuło się wykluczonym ze wspólnoty wiernych w swoim Kościele (fot. archiwum Wiara i Tęcza)Wielu chrześcijan trafiło do Wiary i Tęczy, bo czuli się wykluczeni ze wspólnoty wiernych w swoim Kościele (fot. archiwum Wiara i Tęcza)

Wszyscy są zaproszeni

Kraków, Krowodrza. Na fanpage'u organizacji mowa była o jakimś „pawilonie”, widzę natomiast skromne, kilkupiętrowe bloki i wąskie chodniki. Zaglądam przez piwniczne okienko, na ścianie dostrzegam tęczę. Trafiłem.

Nie czuję się pewnie. Mam wrażenie, że chcąc nie chcąc, wchodzę w rolę intruza. Nie jestem osobą LGBTQ i choć odebrałem niezbyt surowe, ale jednak katolickie wychowanie nie należę również do osób praktykujących czy w jakikolwiek sposób religijnych. Podświadomie martwię się, że mógłbym sprawić komuś swoją obecnością przykrość.

W gruncie rzeczy niepotrzebnie: spotkania Wiary i Tęczy mają otwarty charakter. Jak dowiem się od Artura, lekarza, który już od kilkunastu lat zajmuje się organizowaniem podobnych wydarzeń, zaproszeni są wszyscy, którzy chcą merytorycznie i kulturalnie porozmawiać: - Termin i miejsce spotkania nie są tajne, nie wprowadzamy też żadnych ograniczeń dotyczących wyznania czy orientacji.

Na początek należy podkreślić: Wiara i Tęcza, choć silnie związana z wyznaniami chrześcijańskimi, nie jest organizacją religijną. Tym bardziej nie jest też, jak chcieliby niektórzy, sektą. - To nie jest tak, jak można przeczytać we wrogich nam komentarzach. Nie jesteśmy żadnym nowym ruchem wyznaniowym. Czasem nasze spotkania mają bardziej modlitewny charakter, czasem nieNajważniejsze, aby się spotykać - mówi Artur. - Niektórzy odeszli z Kościoła z powodu poglądów filozoficznych, inni dlatego, że fatalnie się czuli we własnej wspólnocie wyznaniowej. Nie wszyscy chcą się modlić na spotkaniach, dlatego mamy też tematy „świeckie”, z dziedziny kultury, etyki, psychologii etc. - dodaje.

Z tego punktu widzenia Wiara i Tęcza pełni funkcję schronienia dla wszystkich - jak naiwnie by to nie brzmiało - niepewnych i zagubionych. Widać to podczas spotkania. Część współuczestników przyznaje, że aktualnie rozpoczęła życie na nowo, niektórzy przeprowadzili się do Krakowa dopiero niedawno. I mowa tu nie tylko o tych, którzy przyjechali tu miesiąc temu na studia, ale i o ludziach takich jak 34-letni Marek, który aktualnie szuka tu mieszkania i pracy. Przyszedł na spotkanie między innymi dlatego, że - jak rozbrajająco wyznaje - lubi intelektualne rozkminy.

Trafiam akurat na dyskusję o miłości i zabijaniu. Zarówno tym dosłownym, jak i polegającym na tłamszeniu cudzej indywidualności. Czy można sobie wyobrazić bardziej uniwersalne tematy?

Przemoc zamiast pomocy

Choć łatwo tu o generalizację, Kościół (ograniczając się w tym momencie do Kościoła rzymskokatolickiego) nie jest w żadnym wypadku organizacją, którą można by oznaczyć naklejką „gay friendly”.

W ustach polskich duchownych - mowa tu zarówno o kościelnych hierarchach, jak i szeregowych kapłanach - jakakolwiek refleksja dotycząca środowisk LGBTQ nienosząca znamion potępienia i nagany pojawia się skrajnie rzadko. W ten sposób utrwala się następujący obraz mniejszości seksualnych: to bezbożnicy i hedoniści, którzy dobrowolnie rezygnują ze zbawienia, wybierając zgubną ścieżkę zboczeń i deprawacji.

Oczywiście bardzo łatwo jest przyjąć narrację w rodzaju „znowu jesteśmy sto lat za Zachodem”. Można by odnieść wrażenie, że polski Kościół do niedawna miał do zaoferowania wiernym będącym osobami LGBTQ jedno: leczenie. Słowo to wydaje się dość adekwatne w przypadku ośrodków takich jak lubelska Odwaga. Główna działalność tej instytucji, zgodnie z relacją niektórych świadków, polega na „naprawianiu” osób homoseksualnych.

Jak czytamy na stronie: Odwaga proponuje pomoc duchową i terapeutyczną osobom o niechcianych skłonnościach homoseksualnych oraz ich rodzinom. Nieco inaczej widzi rzecz mój znajomy, który miał okazję spędzić trochę czasu w ośrodku. Jego zdaniem, terapia wiązała się głównie z wmawianiem „chorym” grzeszności, błędności swoich przekonań i intensywną indoktrynacją. Co ciekawe, znajomy twierdzi, że wyszedł z ośrodka Odwagi wzmocniony w swoim homoseksualizmie.

Pamiętajmy jednak, że łatwo w tym wypadku wydać niesprawiedliwy wyrok. Ks. Jacek Prusak, jezuita i członek redakcji „Tygodnika Powszechnego”, komentuje to następująco: - Założeniem, które przyświeca działalności Odwagi, jest wspieranie osób, które zgodziły się na dobrowolny przyjazd do ośrodka, w pogodzeniu własnej wiary i własnych skłonności, które nie są traktowane jako orientacja. Udzielana pomoc w żadnym wypadku nie powinna natomiast polegać na wykorzystywaniu religii do usprawiedliwiania wątpliwej psychologii reparatywnej.

Spotkania Wiary i Tęczy są otwarte (fot. archiwum Wiara i Tęcza)Spotkania Wiary i Tęczy są otwarte (fot. archiwum Wiara i Tęcza)

Temat zdecydowanie ożywia wszystkich zebranych. Jak można się domyślać, Wiara i Tęcza również bardzo wyraźnie odcina się od tego rodzaju „pomocy”. Artur, jeden z organizatorów spotkań, zauważa: - Są wśród nas ludzie, którzy poddali się próbom tak zwanej terapii reparatywnej. Ich doświadczenia są różne. W większości wyszli stamtąd poharatani. Niektórzy jednak zyskali samoakceptację, gdyż mogli poznać ludzi podobnych do siebie.

Paradoksalnie więc reparatywna działalność wspomnianej organizacji, ściśle współpracującej z Kościołem katolickim, przynosi czasem skutek odwrotny niż zamierzony. Nie wszyscy kapłani są też nastawieni na stygmatyzowanie osób LGBTQ. Jacek, stały uczestnik spotkań Wiary i Tęczy, wspomina o pewnym znajomym księdzu, który działał swego czasu w Odwadze: - Któregoś dnia odwiedził go duchowny, zdeklarowany homoseksualista, przysłany do ośrodka przez swojego biskupa. Gdy przyznał, że jest szczęśliwy jako gej, znajomy ksiądz odparł: „W takim razie nic tu po mnie, chciałbym pomagać tym, którzy mają problem z zaakceptowaniem swojego homoseksualizmu. Tu takiego problemu nie dostrzegam”.

Relacje niektórych osób, które doświadczyły podobnej „terapii”, wskazywałyby jednak na to, że powyższy sposób myślenia stanowi wśród opiekunów rzadkość. Odwaga nie jest jedynym działającym dziś ośrodkiem, co do którego można podejrzewać, że pod pozorem pomocy serwuje swoim podopiecznym raczej przemoc psychiczną.

Tymczasem Jacek, mówiący wprost o stopniowym pogłębianiu swojej wiary i ze swadą typowego intelektualisty wymachujący podczas wypowiedzi okularami, zasługuje w opinii niektórych na coś więcej niż grożenie ogniem piekielnym. Ma na szczęście wystarczająco dużo siły, aby utrzymywać bliską relację z własnym Kościołem. Mimo rozmaitych przeszkód ze strony duchownych.

Kropla drąży skałę

Wiara i Tęcza stanowi nierzadko spoiwo, które na nowo łączy wiernych LGBTQ z własną wspólnotą. Artur mówi o tym wprost: - Możemy być takim brakującym ogniwem między Kościołem a społecznością LGBTQ, dlaczego nie? Jeżeli ktoś chce traktować WiT w ten sposób, to nie można mieć nic przeciwko. Nie tworzymy żadnego nowego wyznania. Miłe jest natomiast, że przychodzące na nasze spotkania osoby nierzadko umawiają się na wspólne pójście na mszę i nabożeństwa.

Uczestnicy spotkań Wiara i Tęcza podkreślają, że nie chcą stanowić alternatywy wobec kultu religijnego. Wielu z nich zresztą wspólnie się modli i bierze udział we mszy św. (fot. archiwum Wiara i Tęcza)Uczestnicy spotkań Wiara i Tęcza podkreślają, że nie chcą stanowić alternatywy wobec kultu religijnego. Wielu z nich zresztą wspólnie się modli i bierze udział we mszy św. (fot. archiwum Wiara i Tęcza)

Duchowni mogą więc odetchnąć: Wiara i Tęcza nie dąży do schizmy, nie chce też stanowić alternatywy wobec kultu religijnego. Chodzi przede wszystkim o zmianę. - Kropla drąży skałę? - pytam. - Można to tak ująć. Zmiana pewnego dnia nastąpi, tego jestem pewien. Zależy nam na jej przyspieszeniu. Niewątpliwie nie jest to łatwe zadanie, bo w polskim Kościele dominuje podejście, „aby się nie zarazić homoseksualizmem” - mówi Artur. - Wykonaliśmy już sporo pracy. Możemy zaoferować potrzebującym pomoc ze strony duchownych Kościoła luterańskiego czy rzymskokatolickiego w Polsce. To bardzo ważne.

„Nie zaniedbujcie gościnności!”

Sprawa nie jest tak jednostronna, jak mogłoby się wydawać. Na pewno jest jednak stanowczo za wcześnie, aby polscy wierni spod znaku LGBTQ mogli ogłosić sukces swojej „pracy u podstaw”, jak nazywa to Łukasz, luteranin, z zawodu wiolonczelista. Weźmy choćby przykład brytyjski - w Londynie funkcjonuje pod auspicjami biskupa Vincenta Nicholsa „oficjalne duszpasterstwo osób LGBT”. Jego działalność jest całkowicie jawna: - Skrót „LGBT” widnieje na stronie diecezji. I to pomimo że nauka Kościoła w gruncie rzeczy nie dopuszcza istnienia gejów i lesbijek, mowa jest tylko o ludziach ze skłonnościami homoseksualnymi - mówi Artur.

Łukasz podaje też inny przykład: - W przypadku Kościołów protestanckich wygląda to bardzo różnie, są wśród nich również takie, która podchodzą do środowisk LGBTQ bardzo afirmacyjnie. Weźmy choćby największy Kościół ewangelicki w Stanach Zjednoczonych, czyli Evangelical Lutheran Church. Na drzwiach i ścianach wielu parafii można spotkać tęczowe flagi. To nie znaczy, że jest to Kościół dla gejów czy lesbijek. To sygnał, że osoby te są przez niektóre Kościoły nieodpowiednio traktowane i że to jest miejsce dla nich.

Pozytywne przykłady dostrzegalne w wypadku zachodniego chrześcijaństwa nie pełnią tam bynajmniej funkcji anomalii. Są raczej sygnałem, że duchowni nie chcą izolować swoich wiernych od Kościoła.

Jak puentuje Łukasz, któremu biblijnej erudycji pozazdrościłby zapewne niejeden duchowny: - Z punktu widzenia chrześcijaństwa dyskryminowanie osób LGBTQ jest zaprzeczeniem nowotestamentowej zasady określanej jednym, dość trudnym do przetłumaczenia słowem „filoksenoes”. Znaczy to tyle, co: „miłujcie bliźniego swego” albo „nie zaniedbujcie gościnności”. Moim zdaniem nie należy rozpatrywać tego inaczej niż jako odwrotność ksenofobii.

Nie tylko ksiądz Oko i Terlikowski

Homofobiczne tyrady księdza Oko czy mądrości bodaj najpopularniejszego „świeckiego duchownego” w Polsce, czyli Tomasza Terlikowskiego, choć efektowne, nie są zdaniem Artura reprezentatywne dla polskiego Kościoła. Po prostu lepiej sprzedają się w mediach: - Chociaż te homofobiczne osoby mają niestety licznych zwolenników w Kościele, jest też wielu ludzi życzliwie nastawionych do środowiska LGBTQ. My z grupy WiT także jesteśmy zwykłymi „Kowalskimi”, nie mamy impetu Pussy Riot, zachowujemy się kulturalnie i zwyczajnie, stąd jesteśmy mniej atrakcyjni dla mediów i mniej zauważalni.

Moi rozmówcy przyznają, że mają stały kontakt z duchownymi, którzy wykazują się wobec nich przychylnością. W Poznaniu funkcjonuje chociażby Kościół reformowany, który nie ma z mniejszościami seksualnymi żadnych problemów. Łukasz precyzuje: - Jest to Kościół starokatolicki, to ciekawostka. Kościoły starokatolickie, podobnie jak protestanckie, załatwiają wiele kwestii na własnym podwórku.

Dowiaduję się też, że aż cztery osoby z jednej z krakowskich parafii ewangelickich wspierają Wiarę i Tęczę. Otwartych głosów protestów ze strony heteroseksualnych wiernych nie ma - czasem ktoś szepnie jakieś nieprzyjazne słowo lub mruknie coś pod nosem. Na ogół wszystko przebiega jednak dość pokojowo.

Większość księży stygmatyzuje osoby LGBTQ (fot. archiwum Wiara i Tęcza)Większość księży stygmatyzuje osoby LGBTQ (fot. archiwum Wiara i Tęcza)

Z brakiem oficjalnego duszpasterstwa LGBTQ w Polsce WiT radzi sobie następująco: - Staramy się organizować przed ważnymi świętami chrześcijańskimi własne rekolekcje. Są one otwarte, ale przeznaczone dla środowisk LGBTQ - mówi Artur. - Prowadzący duchowni mówią o sprawach wiary, sumienia. Nie ma tam mowy o tym, że stanowimy zagrożenie dla polskich rodzin, co niestety często można usłyszeć z ambony. Można zostać wysłuchanym ze zrozumieniem i bez potępienia, z czym niestety osoby LGBTQ nieczęsto spotykają się w konfesjonałach. Kiedy to się zmieni, będziemy mogli zaprzestać naszej działalności. To nasz ideał: nie mieć już w tej kwestii nic do zrobienia.

To, co uderza w przypadku rozmów z przedstawicielami i sympatykami WiT, to ton, w którym wypowiadają się na powyższe tematy. Nie ma w nim ani grama oskarżycielstwa. Gdy jeden z uczestników spotkania sugeruje półżartem, że manifestacyjna niechęć kardynała Dziwisza wobec mniejszości seksualnych wynika z jego homoseksualizmu, spotyka się z upomnieniem, aby unikał zbyt łatwych ocen.

„W Biblii nie ma o tym ani słowa”

Zdaniem moich rozmówców, nauka Kościoła nie jest monolitem i zmienia się wraz z upływem czasu. Łukasz, protestant, podkreśla, że reformacja trwa, a jako mniejszość seksualna jeszcze jakiś czas temu spłonęliby wraz z Husem.

Nie mogę sobie odmówić i pytam o samozwańczych „biblistów”, powołujących się co i rusz na Pismo Święte i kwestie dotyczące homoseksualizmu. Dostaję od Łukasza jasną odpowiedź: - Gdy prorok mówi o krańcach Ziemi, to nie dlatego, że myśli, że Ziemia jest płaska, to metafora. Jednym z niewielu fragmentów Biblii**, w którym jest mowa o seksie homoseksualnym, są dwa wiersze w Księdze Kapłańskiej. Fragment ten potępia tylko osobę aktywną, bo uprzedmiotawia drugiego mężczyznę, odbiera mu człowieczeństwo. Nie ma tu nic o małżeństwie i seksie, tylko o podporządkowaniu.

W Piśmie Świętym jest kilka bezpośrednich odniesień do homoseksualizmu (fot. archiwum Wiara i Tęcza)W Piśmie Świętym jest kilka bezpośrednich odniesień do homoseksualizmu (fot. archiwum Wiara i Tęcza)

Artur przypomina też o zeszłorocznym październikowym III Nadzwyczajnym Zgromadzeniu Synodu Biskupów zorganizowanym w Watykanie. W dokumencie „Relatio Synodi” podsumowującym spotkanie znalazły się ostatecznie 62 punkty. W drodze głosowania odrzucono trzy postulaty. Jeden z nich dotyczył otwarcia się Kościoła na osoby LGBT. Punkt został odrzucony stosunkiem głosów 118 do 62 (potrzeba było 2/3 głosów „za”).

Peany nad postępowością papieża Franciszka i jego wpływem na katolickich duchownych, które tak często słychać w mediach, wydają się jednak nieco przesadzone. Życzliwość nie oznacza jeszcze zgody na to, aby żyć, mieszkać i kochać na własnych warunkach. Wśród księży, z którymi rozmawiałem, panuje zresztą zgodna opinia: - Kościół nie potępia homoseksualistów jako ludzi, ale potępia czyny homoseksualne.

Problem z wiernymi, o których mowa (możemy się domyślać, że osoby skupione wokół Wiary i Tęczy oraz podobnych organizacji stanowią jedynie ułamek chrześcijan LGBTQ), polega jednak na tym, że nie chcą udawać i teoretyzować. Życie według cudzych zasad, aby zadowolić swój Kościół, ich nie interesuje.

 

*Imiona niektórych osób zostały zmienione

**Dzięki konsultacji ze znajomym księdzem dowiedziałem się, że bezpośrednie wzmianki na temat homoseksualizmu pojawiają się również w Listach św. Pawła do Tymoteusza (1 Tm 1,8-11), w Liście do Rzymian (Rz 1,27) i Liście do Koryntian (1 Kor 6,9-10), a także w Księdze Kapłańskiej (Kpł 18,22) i (Kpł 20,13)

 

Mateusz Witkowski (ur. 1989). Redaktor naczelny i współzałożyciel portalu Popmoderna.pl. Absolwent krytyki literackiej na Wydziale Polonistyki UJ, obecnie doktorant na tym samym wydziale. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Zdecydowanie sprzeciwia się dzieleniu kultury na „wysoką” i „niską”. Publikował m.in. w „Dwutygodniku”, „Xięgarni”, „Czasie Kultury”, „Opcjach”, stale współpracuje z Gazeta.pl i Wirtualną Polską.


Polecamy film "Oczy szeroko otwarte" w reż. Haima Tabakmana z 2009 roku:

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (223)
Zaloguj się
  • zlosliwyskrzat

    Oceniono 96 razy 40

    Mam taką sugestię do wszystkich ludzi, nie tylko LGBT a propos życia po swojemu. Jak chcesz żyć po swojemu nie to nie przystępuj, zapisuj się do żadnej organizacji, zwłaszcza religijnej.

  • sanin

    Oceniono 86 razy 36

    Sorry, ale dla mnie to masochizm. Co innego czysta wiara w boga/Boga/Absolut etc a co innego chęć przynależności do organizacji która cię odrzuca za to kim jesteś. Nie potrafię zrozumieć tych ludzi, ich dążenia do upartego nadstawiania kościołowi drugiego policzka. No ale jeśli lubią, ich sprawa.

  • syn_wojtyly

    Oceniono 221 razy 19

    1 czy 2% społeczeństwa homosexualnego a w mediach o nich - non stop..
    .
    ludzie, dajcie żyć..

  • esmeras

    Oceniono 84 razy 16

    Ja dobrowolnie rezygnuję ze zbawienia, nie chcę iść do nieba bo mam lęk wysokości.

    Katolicyzm nie ma dla mnie ciekawej oferty pośmiertnej.

  • bsdw

    Oceniono 35 razy 15

    Po co wam ta religia. Mało nieszczęść dookoła?

  • andrzej.kolczynski

    Oceniono 113 razy 15

    Problem z homoseksualistami, moim zdaniem, polega na tym, że oni sami nie są w stanie zaakceptować tego, że są „inni”. By zaprzeczyć niezaprzeczalnemu usiłują zmusić osoby heteroseksualne do odegrania roli lustra, w którym zobaczą siebie „takimi samymi.” Tyle refleksji bardzo ogólnej.

    Co do relacji Kocioła rzymskokatolickiego i osób homoseksualnych, to, według mnie, sprawa jest prosta. Kościół nie akceptuje czynnych relacji homoseksualnych. To, dla kościoła, kwestia doktryny i tradycji. I – powiem to mimo (a może dlatego), że jestem zdecydowanym ateistą i antyklerykałem – moim zdaniem, ma do tego prawo. Dziś, jeszcze nie do tak dawna było inaczej, nie ma obowiązku przestrzegania, pod np. rygorem kary śmierci, nauk kościoła. Każdy ma prawo żyć tak, jak uważa za słuszne.

    Dla ludzi wierzących ważna powinna być relacja z bóstwem a nie przynależność do takiej a nie innej wspólnoty ludzkiej.

    Summa summarum – Wy, „zakręcenii inaczej” (w łóżku), powinniście założyć swoją własną wspólnotę wyznaniową i niech Dobre Mzimu rozstrzygnie po Waszej śmierci kto ma (miał) rację. I przestańcie „jojczyć”. Amen.

    Pozdrawiam,
    Andrzej Kołczyński

    P.S. Oczywiście, tak naprawdę - w przypadku „Gazety W.” i współpracujących z nią „starszych i lepiej wiedzących” - chodzi o zupełnie coś innego niż „wpasowanie” homoseksualistów w tkankę społeczną współczesnej Europy, co samo w sobie, biorąc pod uwagę zagrożenie, jakim są homoseksualiści dla wspólnoty (patrz choćby epidemia AIDS), jest z całą pewnością bardzo ważne. Chłopakom i dziewczynom z Czerskiej - a przynajmniej tym spośród nich, którzy wiedzą, o co toczy się gra – chodzi o zniszczenie kościoła rzymskokatolickiego, i religii w ogóle, by móc na gruzach cywilizacji judeochrześcijańskiej zbudować Nowy Piękny i Dobry Świat, w którym tacy, jak oni będą kapłanami Dobra i Prawdy.

  • awal111

    Oceniono 14 razy 12

    Biblijne fragmenty o związkach tej samej płci to nie tylko pohukiwania Pawłowe i zakazy z Księgi Kapłańskiej.

    Oto I Księga Samuela, rozdział 18 - mowa jest tam o relacji dwu młodych mężczyzn Jonatana (syna króla Saula) i Dawida (przyszłego króla), zacytujmy: "Kiedy właśnie przestał przemawiać do Saula, dusza Jonatana przylgnęła całkowicie do duszy Dawida. Pokochał go Jonatan tak jak samego siebie. Od tego również dnia Saul zabrał go do siebie i nie pozwolił mu już wrócić do domu ojcowskiego. Jonatan zaś zawarł z Dawidem związek przyjaźni, umiłował go bowiem jak samego siebie. Jonatan zdjął płaszcz, który miał na sobie, i oddał go Dawidowi, jak i resztę swojego stroju - aż do swego miecza, łuku i pasa." (1 Sm 18, 1-4, tłum. Biblia Tysiąclecia).

    Jeżeli chodzi o związki pomiędzy kobietami Biblia zawiera całą księgę - Księgę Rut, której bohaterka wchodzi w długotrwałą serdeczną i pełną poświęcenia relację z inną kobietą, Noemi - relację tę opisuje Rut słowami: "Odpowiedziała Rut: 'Nie nalegaj na mnie, abym opuściła ciebie i abym odeszła od ciebie, gdyż: gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam, twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg będzie moim Bogiem. Gdzie ty umrzesz, tam ja umrę i tam będę pogrzebana. Niech mi Pan to uczyni i tamto dorzuci, jeśli coś innego niż śmierć oddzieli mnie od ciebie!' " (Rut 1, 16-17).

    Może powie ktoś, relacja Dawida i Jonatana to nie było to samo co ich relacje z kobietami. To prawda, ta relacja to było coś więcej niż ich relacje z kobietami - sam Dawid mówił o tym po śmierci Jonatana w tych słowach: "Żal mi ciebie, mój bracie, Jonatanie. Tak bardzo byłeś mi drogi! Więcej ceniłem twą miłość niżeli miłość kobiet." (2 Sm 1, 26).

    Może powie ktoś, że relacja Rut i Noemi to nie była relacja taka sama jak między mężczyzną i kobietą - tylko dlaczego Biblia używa na jej określenie tego samego słowa? Gdy Noemi chce odprawić Rut i jej siostrę Orpę, co dzieje się wobec zagrożenia głodem i śmiercią, Orpa odchodzi, lecz Rut nie może się do tego przymusić, chce bowiem pozostać wspólnie (hebrajski: dabaq) z Noemi (Rut 1, 14) - użyte słowo oznacza silną wolę bycia razem, łączności, jest tym samym które pojawia się w Księdze Rodzaju w opisie relacji Adama i Ewy w słowach "Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem" (Rdz 2, 24).

    Tak, obie te biblijne historie są niejednoznaczne, ich bohaterowie mieli dzieci ze związków z przeciwną płcią. Tylko od naszej wrażliwości zależy, czy odnajdziemy w nich ślad serdecznego afirmującego stosunku do kochających się mężczyzn, kochających się kobiet...

    Może jednak tej wrażliwości nie powinniśmy skąpić a zakazy z Księgi Kapłańskiej umieścić w lamusie dosłownych okrutnych interpretacji, tym samym do którego odesłaliśmy np. nakaz "Nie pozwolisz żyć czarownicy" (Wyj 22, 17), przez wieki podstawę prześladowań "czarownic" (czyli mordów na przypadkowych ofiarach przesądów i donosów).

    Wszystkich cytujących biblijne zakazy i nakazy z komentarzem "zakazane, koniec i kropka" zachęcam, aby dostrzegli, że to gdzie jest ten interpretacyjny koniec i kropka wiele razy w historii chrześcijaństwa przesuwano, z dobrym skutkiem przede wszystkim dla przetrwania samego chrześcijaństwa...

  • janusz_bezlitosny

    Oceniono 32 razy 12

    LGBTQWERTY

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX