Asertywności nie należy mylić z egoizmem

Asertywności nie należy mylić z egoizmem (fot. Shutterstock.com)

psychologia

Cudowne słowo "nie". Naucz się odmawiać, a będziesz zdrowszy i szczęśliwszy

Asertywność weryfikuje relacje, pokazuje, jakie są naprawdę - czy oparte na partnerstwie i wzajemnym zrozumieniu, czy na nierównym układzie, w którym jedna strona ma większe prawa od drugiej - mówi psycholog Agnieszka Lamparska-Karwowska. Tłumaczy nam, czym asertywność różni się od egoizmu, i radzi, jak sprzeciwić się szefowi.

Asertywny, czyli jaki?

- Taki, który potrafi zachowywać się w zgodzie ze sobą, dbać o swoje prawa i otwarcie wyrażać swoje myśli, uczucia i potrzeby. I jednocześnie szanuje prawa innych osób. To człowiek, który w relacjach z innymi zakłada partnerstwo i uznaje zasadę „jestem tak samo ważny jak ty”. Nie ucieka się do manipulacji, nie ocenia. Jeśli coś mu nie pasuje, mówi o tym wprost, odnosząc się do faktów i swoich odczuć. Jeśli sam jest manipulowany lub krytykowany, potrafi zareagować. Nie pozwala się traktować przedmiotowo i nie tkwi w sytuacjach i układach, które są dla niego krzywdzące lub niekomfortowe.

Osoba asertywna jest dla siebie dobra i wyrozumiała - daje sobie prawo do popełniania błędów, niespełniania czyichś oczekiwań, niewpisywania się w jakąś konwencję. Woli być autentyczna niż idealna. Ufa sobie i akceptuje siebie. Ogromną wartością jest dla niej jej własna godność.

Czy asertywność jest zakodowana w naszych genach?

- Nie, asertywności się uczymy, przy czym niektórzy odbywają jej naturalny trening w domu, w rodzinie, w środowisku szkolnym, a niektórzy uczą się asertywności dopiero w dorosłym życiu.

Jeśli w domu czułam się kochana i wartościowa, jeżeli była przestrzeń na moje potrzeby i opinie, a jednocześnie rodzice stawiali mi zdrowe granice i uczyli, że nie można innym dzieciom zabierać zabawek, bo też mają uczucia - to wynoszę potężny fundament dla swojej asertywnej postawy. Jestem nauczona o siebie dbać i mam do siebie zaufanie. Wiem, że są sytuacje, w których mogę powiedzieć „nie”, i że jest to naturalne. Wówczas - nawet nie wiedząc o tym - widzę świat z asertywnej perspektywy. Owszem, może brakować mi szlifu w doborze słów, mogę nie formułować „książkowych komunikatów”, ale i tak będę stać na straży swojego terytorium.

A jeśli dodatkowo dorośli z mojego otoczenia sami stosują asertywne komunikaty w rozmowach z innymi ludźmi i między sobą, to uczę się także konkretnych sformułowań i stają się one dla mnie zupełnie naturalne. W którymś momencie po prostu sama zaczynam ich używać.

Na jakim etapie naszego rozwoju możemy stwierdzić, że jesteśmy - albo i nie - asertywni? Czy możemy sami odkryć, że mamy z tym problem?

- Rozwój internetu spowodował, że często próbujemy diagnozować się sami. Wystarczy, że wpiszemy w wyszukiwarkę hasło „ból szyi” i wyskoczą nam możliwe choroby. Wiele osób w dzisiejszych czasach w ten właśnie sposób dowiaduje się, że ma problem z konkretnym obszarem, że są inni ludzie, którzy mają podobnie, i że istnieją sposoby, które w tej sytuacji mogą pomóc. Tak jest również z asertywnością. Bez internetu i bez rozpropagowania tego pojęcia byłoby to o wiele trudniejsze. Moglibyśmy czuć, że coś jest nie tak, że jesteśmy w relacjach z innymi słabi, ale nie nazwalibyśmy tego brakiem asertywności. Moment, w którym możemy sami odkryć, że brakuje nam asertywności, to ten, w którym zaczynamy szukać odpowiedzi na swoje problemy w relacjach z innymi ludźmi.

Agnieszka Lamparska-Karwowska (fot. archiwum prywatne)Agnieszka Lamparska-Karwowska (fot. archiwum prywatne)

Mam wrażenie, że w naszym społeczeństwie brak asertywności to częsty i zarazem bagatelizowany problem.

- Rzeczywiście jest tak, że wiele osób ma kłopot z byciem asertywnym. Funkcjonujemy w gęstej siatce przekonań społecznych, mód, powinności, zasad, co wypada, co nie wypada, nadal towarzyszą nam też stereotypy płci i ról społecznych - to wszystko na nas wpływa i ogranicza naszą osobistą ekspresję. My, Polacy, nosimy w sobie schedę po ustroju komunistycznym, w którym wszelkie przejawy indywidualizmu były traktowane z najwyższą surowością. Dlatego często zachowawczo stoimy w szeregu razem z innymi, a swoją chęć podkreślenia, że jesteśmy poza systemem, wyrażamy w zawoalowany sposób.

Bycie asertywnym często oznacza pójście pod prąd, a naruszenie jakiejś normy kulturowej na rzecz zadbania o siebie wymaga odwagi, bo ryzykujemy odrzucenie. Jestem ciekawa, czy nadejdzie taki moment, że - podobnie jak zdrowy tryb życia czy bycie „eko” - asertywność stanie się „trendy”? To byłby dobry sposób na przejście społecznej zmiany, uczynienie z asertywności modnego stylu życia.

Wielu osobom asertywność kojarzy się z egoizmem.

- Te pojęcia często bywają nie tylko kojarzone, ale i mylone. Na pozór wydaje się, że zarówno w asertywności, jak i w egoizmie chodzi o to, żeby dbać o siebie. Jest jednak zasadnicza różnica. Egoista myśli wyłącznie o sobie i o swoich korzyściach. Podporządkowuje innych ludzi własnym interesom, oczekuje od innych, że będą działać zgodnie z jego upodobaniami i dla jego przyjemności. Ich dobro nie ma tu znaczenia. Egoista traktuje ludzi wyłącznie instrumentalnie, nie widzi wartości w budowaniu więzi opartej na wzajemnym dawaniu.

Osoba asertywna dba o swoje potrzeby, ale ma jednocześnie duży szacunek i zrozumienie dla potrzeb innych ludzi. Widzi wartość w relacjach opartych na partnerstwie. Jest gotowa odmówić prośbie, ale też jest gotowa przyjąć odmowę od drugiej osoby, bo daje innym te same prawa, które daje sobie. Egoista na odmowę zareagowałby zapewne złością. Człowiek asertywny zachowa spokój, bo wie, że dobrobyt w relacjach opiera się na tym, by każda strona miała tak samo zadbany „swój ogródek”, ponieważ układ „u mnie sadzimy marchewkę, do ciebie wrzucamy chwasty” nie jest dobry.

To, o czym teraz mówię, bardzo dobrze obrazuje jedna z asertywnościowych metod - tzw. „metoda jujitsu”. Polega ona na tym, że kiedy czegoś odmawiamy, najpierw wyrażamy zrozumienie dla drugiej osoby i jej sytuacji, a następnie komunikujemy swoją decyzję. Na przykład, jeśli koleżanka pyta, czy pojedziemy z nią w nadchodzący weekend za miasto, bo chce odpocząć, możemy powiedzieć: Widzę, że jesteś zmęczona i zależy ci na tym, żebym pojechała razem z tobą odpocząć. Tym bardziej trudno mi to powiedzieć, ale nie pojadę z tobą, bo planuję w ten weekend wyjście na koncert jazzowy. Jeśli chcesz, mogę pojechać z tobą w następnym tygodniu. Egoista by tak nigdy nie powiedział. Asertywność daje narzędzia zarówno do tego, żeby zachować się w zgodzie ze sobą, jak i do tego, żeby z szacunkiem potraktować terytorium drugiej osoby. Jej ideą jest zbliżanie do siebie ludzi poprzez autentyczność i prawdę.

(fot. Shutterstock)(fot. Shutterstock.com)

Czy da się jednoznacznie powiedzieć, że asertywność to dobra cecha? Stosowana w nadmiarze nie przyniesie skutków ubocznych?

- Nie da się jej przedawkować, ale niesie ze sobą ryzyko. Kiedy decyduję się wyrazić asertywną krytykę, mogę spotkać się z negatywną reakcją. Ktoś może się poczuć urażony, odsunąć się, a w skrajnej sytuacji zerwać kontakt. Ta wizja często powstrzymuje nas przed wyrażeniem siebie. Jednak warto, żebyśmy spojrzeli na to jeszcze z innej perspektywy: asertywność weryfikuje relacje, pokazuje, jakie są naprawdę - czy są oparte na partnerstwie i wzajemnym zrozumieniu, czy na nierównym układzie, w którym jedna strona ma większe prawa od drugiej i być może więcej bierze, niż daje. Osoba, która szanuje nas i która liczy się z naszymi potrzebami i naszym zdaniem, przyjmie naszą odmowę z szacunkiem.

To jest niesamowite uczucie, kiedy zaczynamy doświadczać pozytywnych efektów mówienia o swoich emocjach i potrzebach. Nabieramy szacunku do samych siebie, łatwiej jest nam osiągać założone cele, zyskujemy poczucie wolności i niezależności. Mamy wokół siebie ludzi, którym ufamy, którzy nas akceptują i szanują, i nie ma już potrzeby, żebyśmy udawali kogoś, prowadzili jakąś grę, chowali się. Jednocześnie mamy więcej siły, żeby zawalczyć o siebie. Potrafimy szybko dostrzec moment, w którym ktoś przekracza granice naszego terytorium, nawet jeśli robi to w wyrafinowany sposób. Dzięki byciu asertywnym poprawia się także zdrowie fizyczne. Coraz więcej jest badań, które pokazują, że wiele kłopotów ze zdrowiem związanych jest z tym, że tłumimy w sobie emocje - zwłaszcza złość, lęk, smutek.

Czy nie jest tak, że asertywne jednostki wykorzystują pozycję osób uległych?

- Asertywność zakłada szacunek do drugiego człowieka. Nie ma tu miejsca na wykorzystywanie z premedytacją czyjejś uległości. Wręcz przeciwnie, asertywna osoba, widząc czyjś opór, nawet niewyrażony słowami, będzie chciała wyjaśnić sytuację. Powie na przykład: Zgodziłeś się na to, żeby mi pomóc i pojechać ze mną po meble, ale widzę, że cały czas zerkasz nerwowo na telefon, jakbyś na coś czekał. Czy na pewno pasuje ci, żeby ze mną teraz pojechać?

Oczywiście nie oznacza to, że asertywni mają za zadanie opiekować się uległymi, bo każdy jest odpowiedzialny za swoje terytorium. Jeśli więc ktoś zgadza się spełnić naszą prośbę, przyjmujemy tę zgodę jako dobrą monetę. Ale jeżeli rozpoznajemy ewidentne oznaki dyskomfortu po drugiej stronie, to nie będziemy udawać, że ich nie ma.

Jak nieasertywni ludzie radzą sobie w związkach?

- W związku bardzo ważna jest komunikacja, to jeden z głównych filarów udanej bliskiej relacji. Jeśli brakuje nam otwartości, nie mówimy szczerze o swoich emocjach, nie wyrażamy jasno i zrozumiale swoich oczekiwań wobec partnera, robi się galimatias. Niespełnione potrzeby są głównym powodem rozstań. Wielu z nich można byłoby zapobiec, jeśli partnerzy odnosiliby się do siebie z szacunkiem i mówili o swoim przeżywaniu relacji, zamiast mnożyć wzajemne pretensje.

Szczególnie ważne dla związku jest formułowanie i wyrażanie konstruktywnej krytyki, czyli takiej, w której nie oceniamy i nie dajemy rad. Raczej skupiamy się na tym, by nazwać zachowanie partnera, które nam nie odpowiada, mówimy o tym, jak na nie reagujemy, a na końcu - o naszych oczekiwaniach. Na przykład, jeśli żona kolejny raz odmawia wyjścia na wspólną kolację, mąż może powiedzieć: Kochanie, to już trzeci raz, kiedy zapraszam cię na kolację, a ty odmawiasz i mówisz, że masz dużo pracy. Jest mi przykro i czuję się zawiedziony, bo dawno nie spędziliśmy razem czasu. Zależy mi na tym, żebyśmy wyszli gdzieś wspólnie w tym tygodniu, jeśli nie dzisiaj, to innego dnia. Ktoś, kto nie jest asertywny, powie raczej: Jakoś inni wychodzą razem... To oskarżycielski komunikat i jest duże prawdopodobieństwo, że dalej rozmowa pełna będzie wzajemnego żalu i słownych przepychanek. A po jej zakończeniu dwoje ludzi zostanie w poczuciu krzywdy, bez kompromisowego rozwiązania.

(fot. Shutterstock.com)(fot. Shutterstock.com)

Dlaczego trudno nam jasno wyznaczać granice, których inni nie powinni przekraczać? Czy to wynika z braku poczucia własnej wartości?

- Rzeczywiście, jeśli nie uważam się za wartościową osobę, to mogę przyjmować postawę bierności i rezygnacji, kiedy ktoś wkracza na moje terytorium.

Ale niezależnie od tego, na jakim poziomie jest nasze poczucie własnej wartości, możemy po prostu obawiać się społecznego osądu, wykluczenia z grupy lub tego, że zostaniemy sami. O wiele łatwiej jest zachowywać się asertywnie, jeśli mamy zaplecze w postaci wspierającej nas rodziny czy przyjaciół. Wtedy nawet jeżeli spotkamy się z negatywną oceną czy dojdzie do zerwania jakiejś relacji, nie dotknie to w żaden sposób fundamentu, na którym budujemy własne poczucie bezpieczeństwa. Dla osób, które czują się samotne, nierozumiane i nie mają wsparcia, negatywna ocena jest o wiele bardziej dotkliwa, więc wolą się na nią nie narażać.

Są też jeszcze inne powody, dla których nie wyznaczamy granic - przewidywane, bardzo wymierne negatywne konsekwencje, takie jak utrata pracy, utrata sympatii szefa czy niepisanych przywilejów. To wszystkie te sytuacje, w których jesteśmy od kogoś zależni. Asertywność wówczas może być bardzo kosztowna.

To znaczy, że w sytuacjach, w których jesteśmy od kogoś zależni, musimy chować asertywność do kieszeni? Jak na przykład powinniśmy zareagować na propozycję szefa, by znów wziąć pracę do domu albo w weekend wpaść do biura?

- Zawsze możemy walczyć o swoje prawa, to my ostatecznie dokonujemy wyboru. Asertywność polega na tym, żeby świadomie podjąć decyzję i wziąć za nią odpowiedzialność. Mogę wybrać, że walczę o swoje prawa w pracy i biorę na siebie dyskomfort i trudności związane z tą walką. Wówczas energii i odwagi dostarcza mi idea, o którą walczę - może to być prawo do swobodnego decydowania o swoim czasie wolnym czy prawo do dbania o swoje zdrowie. Ale tak samo mogę wybrać, że odpuszczam walkę, jeśli na przykład uznam, że ryzyko utraty pewności zatrudnienia jest zbyt duże, a potrzebuję stabilizacji finansowej, bo mam na głowie kredyt. Ważne, żeby wybrać świadomie i być w zgodzie ze sobą. Chociaż oczywiście nie zawsze udaje się zjeść ciastko i mieć ciastko.

Oddzielną kwestią jest, że w asertywności rozmowa o granicach wcale nie musi od razu stawać się walką. Samo ujawnienie swoich potrzeb może się okazać skutecznym sposobem na zmianę sytuacji w pracy. Mogę przyjść do szefa i powiedzieć na przykład: Szefie, kolejny raz prosisz mnie, żebym wzięła pracę do domu. Zależy mi bardzo na tym, żeby być dobrym pracownikiem i naprawdę się staram. Jestem gotowa zrezygnować z krótkich przerw w pracy w ciągu dnia, ograniczam rozmowy osobiste do absolutnego minimum, ale bardzo zależy mi na tym, żebym mogła wieczory spędzać z moją rodziną, to dla mnie naprawdę bardzo ważne. Czy mogę to, co  mi zleciłeś, zrobić jutro rano?

Jak można pracować nad asertywnością?

- Asertywności najlepiej jest się uczyć na treningach, chociaż są też wartościowe książki, w których oprócz teorii można znaleźć ćwiczenia. Jednak zaletą treningów jest możliwość przećwiczenia asertywnych komunikatów z innym uczestnikiem treningu lub trenerem. Dzięki temu łatwiej jest później uruchomić odpowiednie zachowanie w realnej życiowej sytuacji. W asertywności nie chodzi jednak o wyuczenie się sztywnych formułek, ale o poszukiwanie takich zdań, zwrotów, słów, z którymi my będziemy czuli się najlepiej, które będą nasze i będą pasowały do naszego sposobu komunikowania się.

Najczęściej wybieraną formą treningu jest trening w grupie, który zwykle trwa kilka dni i jest nastawiony na intensywne ćwiczenia. Grupa pozwala na dzielenie się własnymi trudnościami z innymi, daje szansę na obserwowanie, jak inne osoby ćwiczą i przezwyciężają swoje obawy, a także pozwala korzystać z informacji zwrotnych od innych uczestników. Jest w tym niebywała energia. Jednak do pracy w grupie trzeba być gotowym. Dla tych, którzy się jej obawiają, rozwiązaniem może być indywidualny trening asertywności. Stworzyłam autorski program takiego treningu. Odbywa się on cyklicznie - spotkania są na przykład co dwa tygodnie i trwają przez pół roku. Dzięki temu uczestnik ma czas na przećwiczenie nowych umiejętności w prawdziwym życiu, a potem może omówić je z trenerem.

Agnieszka Lamparska-Karwowska podczas pracy z uczestniczką treningu asertywności (fot. archiwum prywatne)Agnieszka Lamparska-Karwowska podczas pracy z uczestniczką treningu asertywności (fot. archiwum prywatne)

Naukę asertywności można rozpocząć w każdym wieku?

- Nigdy nie jest na to za późno. Jasne, że dwudziestolatkowi będzie łatwiej zmienić przyzwyczajenia i wdrożyć nowe zachowania niż osobie sześćdziesięcioletniej, bo w tym wieku pewne schematy działania są już głęboko w nas osadzone. Ale tak naprawdę najważniejsza jest motywacja.

Najczęściej na treningi asertywności zgłaszają się ludzie między 20. a 40. rokiem życia. Myślę, że osoby w tym przedziale wiekowym szczególnie chcą rozwijać swoje kompetencje osobiste. Przyjdą na trening asertywności, ale pójdą też na szkolenie z zarządzania czasem czy warsztat antystresowy, bo chcą wiedzieć więcej o sobie, o sposobach zwiększenia efektywności osobistej w relacjach z innymi i w życiu zawodowym.

A czy pojawiają się i dzieci?

- Pracuję nad asertywnością tylko z osobami dorosłymi, ale miałam - nawet w ostatnim tygodniu - pytanie, czy nie podejmę pracy nad asertywnością z 9-letnią dziewczynką. Generalnie ostatnio coraz bardziej powszechny staje się temat uczenia asertywności dzieci już od najmłodszych lat. Świadomość wśród rodziców jest coraz większa. To jest naprawdę bardzo dobra zmiana.

Obserwuje pani uczestników treningów. Jak się zachowują, jakie emocje z nich „wychodzą” w sytuacjach, gdy mają powiedzieć „nie”?

- Podobnie jak w pracy nad każdą inną zmianą, często pojawia się lęk. No bo jeśli człowiek ma nagle zachować się zupełnie inaczej niż do tej pory, to wiadomo, że w głowie wyskakuje wiele pytań - czy mi się uda, jak zostanę przyjęty. Rodzi się zwątpienie, że może jednak nie mam siły. To naturalne i trener powinien wesprzeć w przełamywaniu tych lęków - omówić je, pomóc zrozumieć, pokazać inną perspektywę.

Kiedy uczestnik treningu zdobędzie się na zachowanie asertywne - czy to podczas warsztatu, czy już bezpośrednio w życiu - lęk może mu nadal towarzyszyć, ale pojawiają się też nowe odczucia: zadowolenie z siebie, duma. Osoby z jego otoczenia także mogą zareagować lękiem. Często bliscy, znajomi czy współpracownicy osoby, która jest w trakcie lub odbyła trening asertywności, są zdezorientowani, a nawet odpowiadają złością. Bo nagle osoba, która dotąd tego nie robiła, zaczyna stawiać swoje warunki. To może być trudne do przyjęcia zwłaszcza dla ludzi, którzy z uległości drugiej strony czerpali korzyści. Jeśli chcą utrzymać relację, muszą pójść na kompromisy - samemu się ugiąć, zaakceptować, że druga osoba ma swoje racje i swoje życie.

W którym momencie pani wie, że dana osoba osiągnęła cel?

- Każdy, kto bierze udział w treningu, w jakimś stopniu rozwija swoją asertywność, ale pamiętajmy, że stawanie się asertywnym jest procesem i że zawsze będziemy mieli silniejsze i słabsze strony w swojej asertywności. Możemy na przykład dobrze radzić sobie w sytuacjach społecznych, kiedy trzeba zwrócić uwagę sprzedawcy w sklepie i upomnieć się o resztę, a jednocześnie trudność sprawi nam utrzymanie tej postawy w stosunku do autorytetów - na przykład w sytuacji, kiedy mielibyśmy zwrócić uwagę lekarzowi. Możemy być bardziej asertywni w stosunku do mężczyzn, a mniej do kobiet lub odwrotnie. Albo mieć łatwość wyrażania swojego zdania w dużej grupie, nawet jeśli jesteśmy w mniejszości, i trudność w sytuacji, kiedy mamy coś powiedzieć o swoich uczuciach.

Jeśli już miałabym poszukiwać jakiejś miary asertywności, to powiedziałabym, że ta miara jest w każdym z nas. Jeżeli dochodzimy do takiego punktu w swoim życiu, w którym stwierdzamy, że mamy już odwagę wyrażać swoją indywidualność w relacjach, że żyjemy raczej wyprostowani, niż zgięci w pół, to znaczy, że jesteśmy już asertywni.

 

Agnieszka Lamparska - Karwowska. Psycholog, psychoterapeuta i trener. Ukończyła Szkołę Treningu i Warsztatu Psychologicznego oraz 4-letnią Szkołę Psychoterapii w Ośrodku Pomocy i Edukacji Psychologicznej INTRA rekomendowanym przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne. W warszawskim Gabinecie Psychologicznym "Dwa Krzesła" prowadzi terapię dla osób borykających się z lękami, stanami depresyjnymi i problemami w relacjach. Jako trener specjalizuje się w temacie asertywności, której uczy na grupowych i indywidualnych treningach. Stworzyła autorski program pracy indywidualnej nad asertywnością. Prowadzi także firmowe szkolenia z zakresu komunikacji, profesjonalnej obsługi klienta i umiejętności trenerskich.

Magdalena Linke. Historyk sztuki i studentka prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Pracowała w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, była kuratorem wystawy „Tadeusz Baranowski. Powrót” w Soho Factory. Dziś publikuje m.in. na łamach „Label”, „Viva! Moda”, „Zwykłego Życia”, „Art & Business” i vumag.pl. Uczestniczka warsztatów Fashion Writing i laureatka nagrody Kick into Fashion Industry na festiwalu Art & Fashion by Grażyna Kulczyk. Założycielka portalu o biznesie, prawie i modzie: Sezon.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (27)
Zaloguj się
  • Grzegorz Łowicki

    Oceniono 25 razy 15

    problem z asertywnością jest taki, że nie szanuje się asertywności bowiem kiedy mówię NIE to traktuje się mnie jak świnia, że nie chcę aby ktoś był szczęśliwy to znaczy jestem pasożytem ... nie szanuję sie mojego NIE i wpędza się mnie jeszcze w poczucie winy, wyrzuty sumienia

  • ka2

    Oceniono 15 razy 7

    Kochanie, to już trzeci raz, kiedy zapraszam cię na kolację, a ty odmawiasz i mówisz, że masz dużo pracy. Jest mi przykro i czuję się zawiedziony, bo dawno nie spędziliśmy razem czasu. Zależy mi na tym, żebyśmy wyszli gdzieś wspólnie w tym tygodniu, jeśli nie dzisiaj, to innego dnia.
    naprawdę ? tak ludzie powinni ze sobą rozmawiać ?
    przecież to jest wpędzanie w poczucie winy ( pomijając fakt, że tekst jest strasznie sztuczny, coś jak teksty z reklam )
    a co asertywna żona ma na to powiedzieć, skoro nie lubi jadać na mieście

  • 6marcheweczka

    Oceniono 21 razy 7

    Zasnąć można , długo , nudno i nic nowego . Bede asertywny , mówię NIE temu artykułowi.

  • bezpocztyonline

    Oceniono 9 razy 5

    W tym kraju "wszelkie przejawy indywidualizmu były traktowane z najwyższą surowością" już co najmniej 100 lat przed początkiem komunizmu w Polsce.
    Są na to dowody w postaci literatury z XIX w.
    Nie da się wszystkiego zwalać na komunę.
    W Polsce się myśli stadnie = nie myśli się wcale.
    I to od wieków. Dlatego w każdym systemie i przy każdej władzy będzie nam źle.
    Nosimy w sobie strach, brak zaufania do innych, niechęć do innych i potrzebę wtopienia się w tłum.
    Herodot 2500 lat temu opisywał, jak Fenicjanie handlowali z jakimś murzyńskim plemieniem w Zachodniej Afryce: podpływali szalupami do brzegu i wykładali na plaży swoje towary. Nie czekali na klientów, bo tamci unikali bezpośredniego kontaktu. Fenicjanie odpływali na statek i patrzyli ze statku, co się będzie działo. Miejscowi podchodzili do towarów, oglądali je, następnie odchodzili, by przynieść tyle złota, ile uważali, że towary są warte. Zostawiali je na brzegu obok towarów i odchodzili. Znów Fenicjanie podpływali na brzeg, patrzyli na złoto. Jeśli uznawali, że im wystarczy towary zostawiali, zabierali złoto i odpływali. Jeśli uznawali, że to za mało, zostawiali i towary, i złoto i odpływali znowu. Wtedy znów pojawiali się miejscowi i sprawdziwszy, co zrobili Fenicjanie, donosili znów trochę złota, towarów na razie nie ruszając.
    Obie strony musiały mieć do siebie zaufanie, że druga strona nie zgarnie wszystkiego i nie zniknie w sinej dali.
    Polacy takiego zaufania do innych nigdy nie mieli, nie mają i mieć nie będą.

  • 1korner

    Oceniono 6 razy 4

    "Asertywność polega na tym, żeby świadomie podjąć decyzję i wziąć za nią odpowiedzialność. Mogę wybrać, że walczę o swoje prawa w pracy i biorę na siebie dyskomfort i trudności związane z tą walką. Wówczas energii i odwagi dostarcza mi idea, o którą walczę - może to być prawo do swobodnego decydowania o swoim czasie wolnym czy prawo do dbania o swoje zdrowie. Ale tak samo mogę wybrać, że odpuszczam walkę, jeśli na przykład uznam, że ryzyko utraty pewności zatrudnienia jest zbyt duże, a potrzebuję stabilizacji finansowej, bo mam na głowie kredyt. Ważne, żeby wybrać świadomie i być w zgodzie ze sobą. Chociaż oczywiście nie zawsze udaje się zjeść ciastko i mieć ciastko".

    Życie. Decyduje rachunek zysków i strat, a nie astertywność

  • dbs2004

    Oceniono 1 raz 1

    Tylko po co ten komunizm? Akurat dzisiaj asertywność w pracy jest o wiele trudniejsza. Taka historyczna ignorancja potrafi zepsuć wiarygodność całego przekazu.

  • marta.wolowska

    Oceniono 1 raz 1

    Asertywność to określony sposób myślenia, doświadczania siebie i innych oraz określone zasady zachowania. Niestety znajomość technik asertywności to nie wszystko. Zdarza się bowiem, że w momencie silnych emocji, kiedy wymiana zdań dotyczy ważnych dla nas kwestii lub dzieje się z ważnymi dla nas osobami, tracimy całą wiedzę na temat asertywnego zachowania i działamy nawykowo: wycofujemy się, obrażamy, stajemy się agresywni, rezygnujemy z siebie lub stajemy się ulegli. Polecam wolowska.pl/?asertywnosc-przez-cialo-warsztaty-pracy-przez-cialo,10

  • miki_riki_11

    Oceniono 1 raz -1

    Obowiązek,to coś czego oczekujemy od i nych,ot cała asertywność,czy nie? NIE?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX