(fot. Shutterstock.com)

wywiad gazeta.pl

Adam Wajrak: Jedynym gatunkiem, który szkodzi naturze, jest człowiek

Mamy szóste najszybsze wymieranie zwierząt w dziejach Ziemi. Tempo zmian można porównać do tego, gdy 65 milionów lat temu asteroida uderzyła w naszą planetę i zmiotła dinozaury. Co się stanie, jeśli z kilku tysięcy owadów, których nawet nie umiemy nazwać, znikną dwa gatunki, potem trzy i cztery? Po co nam w ogóle zwierzęta i do czego my jesteśmy im potrzebni? Pytamy o to Adama Wajraka, dziennikarza i autora licznych książek o zwierzętach dla dzieci i dorosłych.

Jak się mają zwierzęta w Polsce?

- Te dzikie - stosunkowo nieźle. Przynajmniej na tle Europy. Mamy największą na Ziemi populację żubra, ok. 1200 sztuk. Jeżeli przyjmiemy, że na całym świecie, czyli u nas i w Europie Wschodniej, żubrów jest około czterech tysięcy, to występuje ich tutaj sporo. Podobnie z wilkami, co jest bardzo ciekawe, bo w Polsce wilk w zasadzie nie budzi tak negatywnych emocji jak w innych krajach. Mamy około tysiąca wilków i raczej odnosimy się do nich z sympatią.

Bóbr też się fajnie odbudował i robi dużo dobrego, bo zatrzymuje nam wodę, przywraca do stanu naturalnego rzeki. Ale nie ze wszystkimi zwierzętami jest u nas tak dobrze. Rysi w Polsce jest bardzo mało - 250, może 300 sztuk, optymistycznie licząc.

Akurat dość dużo się chyba robi, by chronić rysia?

- Tak, tylko ryś nie za bardzo chce się odbić. Myślę, że głównie przez to, że bardzo pofragmentowaliśmy Polskę, podzieliliśmy ją drogami. To jest dla rysia główny problem. Druga rzecz jest taka, że bardzo zmieniają się lasy - nie ma martwych przewalonych drzew, bogatego podszytu, gdzie ryś mógłby się zaczaić na swoje ofiary. No i w wyniku przegięcia z planami łowieckimi i nadmiernego odstrzału ryś też traci swoje ofiary - sarny i jelenie.

Adam Wajrak (fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta)Adam Wajrak (fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta)

Które zwierzęta w Polsce są w tej chwili najbardziej zagrożone wyginięciem?

- Trudno powiedzieć, ale myślę, że już za naszego życia z Polski całkowicie zniknie kraska. To bardzo piękny, kolorowy, tropikalnie ubarwiony ptak. Przypadek kraski jest dziwny - nie wiadomo, z jakiej przyczyny wymiera. To ptak dość ciepłolubny, więc zmiany klimatu powinny mu sprzyjać. Chociaż na przykład deszczowe wiosny na pewno dają kraskom w kość. Prawdopodobnie coś się dzieje w centrum ich występowanie i przez to populacja w Europie się kurczy. Myślę, że za naszego życia z Polski zniknie też głuszec i być może cietrzew. Bardzo zagrożona jest kozica tatrzańska i świstak, nasze dwa symbole.

W całych Tatrach - polskich i słowackich - jest już tylko około 800 kozic. To bardzo mało. Zmiany klimatu będą je pędzić coraz wyżej i wyżej, ale nie mogą ich gnać w nieskończoność. Ten ocieplający się klimat naprawdę może je załatwić w dłuższej perspektywie. Tylko że na razie akurat kozic przybywa, tyle dobrego.

Podobnie jest z żubrami. Tylko znów trzeba zauważyć, że to są bardzo małe liczby. Byle choroba, wirus, pasożyt może nam żubry przetrzebić. Mieliśmy niedawno taki przypadek, z antylopą sajgą. Niemal połowa populacji wymarła w ciągu dwóch tygodni.

Co się stanie, jeśli wyginą niektóre gatunki zwierząt? Wiemy już, że będzie bardzo źle, jeśli wyginą pszczoły.

- Z pszczołami to raczej fajne hasło, bo akurat nie powinniśmy martwić się tylko o pszczołę miodną. Mamy około 450 gatunków dzikich pszczół zapylających. Gdyby ci zapylacze zniknęli, a wśród nich jest dużo zagrożonych gatunków, wtedy na pewno mielibyśmy kłopot.

A co się stanie, jeśli wyginą niektóre gatunki? Po pierwsze, zubażamy tym ekosystem. Jeśli znika jeden element, to być może w naszej strefie klimatycznej nie oznacza to od razu katastrofy.

Natomiast ten ekosystem staje się mniej odporny na różnego rodzaju zagrożenia. Ba, mało tego, taki ekosystem jest łatwiejszym celem różnych inwazji, w tym chorobotwórczych. I to ma swoje odbicie w jakości naszego życia. Mówię bardzo prostą rzecz: każdy gatunek, który zniknął, przepadł z naszego powodu. Proces wymierania jest w tej chwili błyskawiczny. Naukowcy szacują, że tak szybki jak 65 milionów lat temu, kiedy asteroida walnęła w Ziemię i zaczęła się zagłada dinozaurów.

My, ludzie, jesteśmy głównymi odpowiedzialnymi za wymieranie gatunków?

- W tej chwili tak. Mamy szóste największe wymieranie w historii Ziemi. Jesteśmy wytworem natury. Świat pozbawiony części gatunków stanie się nie tylko niestabilny, ale też... szalenie nudny. Świat będzie mało różnorodny, a przez to my będziemy się czuli potwornie źle.

W jakim sensie?

- Psychicznym.

Ale ktoś może powiedzieć: po co te wszystkie owady, mamy ich tyle rodzajów? Co się stanie, jak znikną dwa z iluś tam tysięcy?

- No tak, ale najpierw z iluś tysięcy znikną dwa, później trzy, później cztery. Później zobaczymy, że nie ma już jakiegoś motyla, którego nawet nie potrafiliśmy nazwać, ale widywaliśmy go codziennie. I już się czujemy gorzej.

Zaburza się poczucie bezpieczeństwa.

- Dokładnie tak! Jest takie pojęcie: biofilia. Ukuł je Edward Wilson, bardzo dobry socjobiolog. On powiedział coś takiego: wyrośliśmy w przyrodzie i nawet jak mieszkamy w wieżowcu, to ze świadomością, że ta przyroda jest. To nam daje poczucie bezpieczeństwa. Nie musimy oglądać niedźwiedzia polarnego, ale z myślą, że on jest, czujemy się lepiej. Na tym to polega. Więc możemy zrobić sobie bardzo smutny, rozchwiany świat, w którym trudno będzie się produkowało np. żywność.

Wyginięcie gatunku zaburza ekosystem, staje się mniej odporny na różnego rodzaju zagrożenia (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)Wyginięcie gatunku zaburza ekosystem, staje się mniej odporny na różnego rodzaju zagrożenia (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Jakie są główne negatywne działania człowieka, które powodują, że gatunki wymierają? Mówię o rzeczach, które my, zwykli ludzie, robimy na co dzień, bo raczej nikt z nas nie karczuje osobiście lasów deszczowych.

- Poza tymi wielkimi zniszczeniami, jak wspomniane karczowanie dżungli, każdego dnia robimy dwie podstawowe rzeczy, które są zabójcze dla gatunków. Po pierwsze: zmiany klimatyczne przybrały bardzo gwałtowne tempo i nie ma już wątpliwości, że za efektem cieplarnianym stoi człowiek. Zwykle gatunki jakoś radziły sobie ze zmianami klimatycznymi, ale teraz te zmiany są zbyt szybkie. Po drugie - świat stworzony przez nas jest potwornie pofragmentowany. Pocięty przez drogi, pola, rozbity miastami. Nie ma już buforu, gdzie zwierzęta mogłyby uciec.

Mówiliśmy o kozicy. Kiedyś było jej więcej, była bardziej rozproszona, hasała gdzieś między Alpami a Tatrami. Czy np. świstaki. Przyszło ocieplenie klimatu i te zwierzęta z otwartych przestrzeni wyszły w góry i tam zostały. No dobrze. A teraz weź sobie takie Tatry i pomyśl, że to by się działo współcześnie. One w ogóle by w te Tatry nie doszły! Bo po drodze miałyby miasta, pola, autostrady, ludzi, pełno przeszkód. Zmiany klimatu i olbrzymia fragmentacja Ziemi, do jakiej doprowadziliśmy, powoduje, że gatunki nie mają żadnych szans, by odpowiedzieć na zmianę klimatu.

To brzmi bardzo katastroficznie. Nie jesteśmy już w stanie zatrzymać rozwoju.

- W skali planety jestem bardzo pesymistyczny. Natomiast w skali kraju uważam, że przez najbliższe ileś tam lat może nie będzie tak źle. Polacy zachowują się bardzo dobrze w stosunku do dzikich zwierząt. Mają fajny stosunek do przyrody, choć wiadomo, że traktują ją trochę symbolicznie, ale o tym za chwilę.

Co do lasów, to warto dodać, że kilka mamy naprawdę wspaniałych: Puszczę Białowieską, lasy w Karpatach. Naturalne. Niestety czasem je niszczymy, ale wciąż nie na taką skalę jak np. w Szwecji. Poza tym na szczęście organizacje ekologiczne w Polsce są bardzo silne. Np. w ogóle nie wierzono, że uda nam się uratować Rospudę. A udało się. Jest i Rospuda, i jest droga.

To coś, o czym piszesz od co najmniej dziesięciu lat - że zwykli ludzie mają dużo więcej zrozumienia dla natury i lepsze podejście do niej niż politycy i krajowe instytucje.

- I tak jest. Ja mam taką koncepcję, że Polacy potrzebują czegoś, co ich nie dzieli. Na poziomie narodowym. Jest cała masa rzeczy, które nas dzielą, zupełnie ideologicznych. Więc gdzieś musi być ta przestrzeń, w której ultraprawicowy katolik z Frondy spotka się z liberałem albo anarchistycznym lewakiem. I okazuje się, że takim miejscem spotkania może być Puszcza Białowieska. Żubr, wilk - nie trzeba ich widzieć, dotykać, żeby być dumnym, że się ma je u siebie. Że to jest. Tu i teraz, nie jakaś mitologia, historia z przeszłości. To nas różni od Anglika czy Holendra. Mamy to.

Kozica tatrzańska jest jednym z gatunków, który może zniknąć z Polski bezpowrotnie. W polskich i słowiańskich Tatrach jest ich już tylko około 800 (fot. Adam Wajrak / Agencja Gazeta)Kozica tatrzańska jest jednym z gatunków, który może zniknąć z Polski bezpowrotnie. W polskich i słowackich Tatrach jest ich już tylko około 800 (fot. Adam Wajrak / Agencja Gazeta)

Dziesięć lat temu powiedziałeś, że przyroda jest jedyną sensowną rzeczą, jaką mamy w tym kraju - biznes leży, kultura słaba, zabytków mało. Mocne słowa. Nadal tak uważasz?

- Podtrzymuję. Przyroda to nasze srebra rodowe, nasze dobra koronne i musimy je chronić za wszelką cenę, bo niewiele poza tym mamy.

Wróćmy jeszcze na chwilę do rzeczy, które robimy na co dzień, dokładając się do niszczenia przyrody. Wczoraj zaczęłam sobie wyszukiwać w internecie różne zwierzęta. Pierwsze, co znajdujesz, szukając jeża, to nie nasz polski jeż, tylko jeż pigmejski, swego czasu modny prezent komunijny. Co się dzieje z ekosystemem, gdy kupujemy egzotyczne gatunki zwierząt i wypuszczamy je, kiedy nam się znudzą?

- To może być duży problem. Podejrzewam, że akurat jeż pigmejski w polskim lesie na razie by nie przeżył. Ale już dużo wypuszcza się czerwonolicych żółwi z Ameryki Północnej. I one mogą być zagrożeniem dla naszego żółwia błotnego, którego już jest bardzo mało. Ludzie robią to trochę z dobrego serca. Np. myślą sobie: „No mam tego żółwia, strasznie urósł, akwarium jest za małe, to może przynajmniej będzie tu sobie w stawie pływał”. Totalny brak świadomości, jakie mogą być tego efekty dla ekosystemu.

Czy są gatunki zwierząt, które raczej szkodzą przyrodzie, niż pomagają?

- Jedynym gatunkiem, który szkodzi naturze, jest człowiek (śmiech). Ale to też tylko dlatego, że dostaliśmy do łap niebywałe narzędzia: paliwa kopalne. To daje nam potworne nadwyżki energii, żywność możemy produkować, jak i gdzie tylko chcemy. Dzięki temu jest nas też bardzo dużo. Więc mamy te supernarzędzia, a psychicznie wciąż myślimy o przyrodzie i jej zasobach na poziomie niewiele odbiegającym od człowieka z kamienia łupanego. Czyli że za górką jest następne stadko mamutów. A tymczasem jego od dawna już nie ma.

Często deklarujemy miłość do zwierząt, a nic dla nich nie robimy. Ty mówisz, że nie jest tak źle. Naprawdę robimy więcej, niż gadamy?

- Robimy sporo. Spójrz, ile w Polsce jest chociażby zadbanych psów i kotów. Jak ludzie ostro reagują na niegodziwość wobec zwierząt. W porównaniu do innych europejskich krajów mamy bardzo mało myśliwych. Na ciekawą rzecz zwróciła mi uwagę moja żona Nuria: jak oglądaliśmy polskie serwisy informacyjne, bardzo często była w nich jakaś historia o zwierzątku. Że strażacy uratowali pieska albo sarenka się topi. Dzisiaj - że uratowano z bagna bielika. Tego nie ma w zagranicznych mediach!

Myślałam, że na przykład Skandynawowie są dużo bliżej natury niż my.

- Są blisko niej, ale zauważ jedną rzecz: to jest ugłaskana natura. Łatwo to porównać na przykładzie pocztówek. Na tych z Polski są żubr, niedźwiedź, bocian. A jak widzisz pocztówki ze Skandynawii, to masz same widoczki. Bo zwierzęta zostały już wybite albo uznają je za groźne. Serio.

Założyłam, że powiesz, że mało robimy dla natury i na początek dobrze byłoby nie szkodzić.

- Nie, ja naprawdę uważam, że wrażliwość polska pod tym względem jest bardzo OK. Ale mamy inny problem z tą wrażliwością. Jeśli coś odbieramy na zasadzie symbolicznej - Puszczę Białowieską, wilki, niedźwiedzie, rozumiesz, te nasze symbole narodowe - to wtedy jesteśmy w stanie zadziałać jako naród genialnie. Natomiast zupełnie nie rozumiemy innych kwestii niszczących przyrodę i zwierzęta, wymagających już troszeczkę wyobraźni.

Na przykład?

- Takich jak planowanie przestrzenne, które w Polsce nie istnieje. Że jak ja sobie postawię domek poza zabudową, to zagrożę różnym ważnym dzikim zwierzętom. Zabiorę im przestrzeń. „Nie, ale gdzie tam, jeden domek?!”. A domków jest więcej i już parę gatunków nie ma miejsca do życia. Z tym myśleniem abstrakcyjnym mamy poważny problem.

Kto powinien nam powiedzieć, na co zwracać uwagę?

- Politycy. Autorytety. I na pewno tego nie robią.

To jest pytanie o to, od której strony psuje się ryba.

- Uważam, że psuje się na poziomie małej edukacji. Takiej, która by mówiła dzieciom w szkole, że jest coś takiego jak dobro wspólne. To dobro może być różne: kultura, ale i przyroda - łąka, park, las. Kiedyś na to się mówiło „państwowe” i „niczyje”, więc niewiele warte. A ja powiem tak: nie niczyje, tylko należące do wszystkich. I zasługujące na ochronę. Poszanowania tego, co należy do naszej wspólnoty, powinniśmy uczyć w szkołach.

Przeczytałam ostatnio dwa ciekawe teksty: jeden o tym, że dzieci ze wsi na Śląsku pojechały na darmowe wycieczki do parków narodowych, bo nigdy nie widziały krowy...

- To, że wiejskie dziecko w życiu nie widziało krowy, jest powszechnym problemem społeczeństw zachodnich. Dzieci żyją w oderwaniu od przyrody, przynajmniej tej, która ich otacza. Bo już Discovery Channel czy BBC znają świetnie. Znają rekiny żarłacze...

Właśnie o tym był ten drugi tekst. Dzieci świetnie znają zagrożone wyginięciem zwierzęta egzotyczne, ale nie te swojskie.

- To nie jest do końca prawda. Tak dziwacznie powiem: ja się bardzo dobrze sprzedaję, właśnie dlatego, że dzieci mają duże łaknienie, żeby poznać to, co swojskie. Gdzieś tam trafiłem sobie w lukę i bardzo mi w niej dobrze. Dzieci i ich rodzice mają duże pragnienie, żeby poznać przyrodę wokół. Może to jest cecha tych dzieciaków, które do mnie przychodzą, ale one się na przyrodzie znają świetnie. Jeżeli tylko jest w ich zasięgu, gdzieś obok. A to, że nie widują krowy - no cóż, dzieci w mojej wsi, Teremiskach, też wiedzą, jak wygląda żubr, a nie wiedzą, jak krowa, bo już nie ma tych krów koło domów, a żubry są.

A propos tego, jak łatwo zaszczepić dzieciom ciekawość przyrody, pamiętam, że największym wydarzeniem w mojej zerówce był dzień, gdy dyrektor znalazł w rowie jeża i przyniósł nam go pokazać.

- No widzisz. I nawet jeśli po czymś takim nie wszyscy zostaną ornitologami czy przyrodnikami, to zostaje wrażliwość. I to jest bardzo fajne. Im więcej dzieci ma kontakt z żywą przyrodą, tym łatwiej obudzić w nich ciekawość i wrażliwość.

Jest dużo przekazów, że polska przyroda jest nudna.

- Nie jest nudna, tylko trudna. Bo żyjąc obok człowieka wyposażonego od zawsze w dobry karabin i piłę, zwierzęta musiały nauczyć się dobrze chować. W Europie tak jest. Nie jak w Serengeti, że wychodzisz i tu lew zabija antylopę, tu słoń z młodymi, a tu żyrafa. Nasza przyroda wymaga większego zmysłu obserwacji. Wtedy okazuje się wspaniała i przeciekawa.

No to co jest w niej takiego ciekawego?

- Przede wszystkim jest niepowtarzalna. I nieprzewidywalna. Zawsze opowiadam taki przykład, jak kiedyś poszedłem fotografować zimorodka. Jednego dnia go sfotografowałem i chciałem też następnego. Ale na drugi dzień zimorodka już nie było, za to wypłynął mi bóbr. Sfotografowałem i pomyślałem, że następnego dnia zapoluję znowu na bobra, ale wtedy... wypłynęła mi wydra. I miałem serię fajnych, przyrodniczych zdjęć, chociaż żadnego poza tym pierwszym zimorodkiem nie przewidziałem.

Jeśli głęboko wejdzie się w obserwowanie przyrody, wzbudzi w sobie tę ciekawość świata, to się odkrywa, że obok nas są superinteresujące istoty. Mają swoje radości, problemy, w jakiś ciekawy sposób sobie z nimi radzą. I - wbrew pozorom - są bardzo podobne do nas.

Adam Wajrak podczas Olsztyn Green Festival (fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta)Adam Wajrak podczas Olsztyn Green Festival (fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta)

A są w Polsce superzwierzęta, o których wiemy mało?

- Tak, i to całkiem sporo. Np. susły, niesamowite zwierzątka stepowe. Niedawno dzięki akcji WWF-u i Stacji Morskiej na Helu Uniwersytetu Gdańskiego ludzie się dowiedzieli, że w Polsce są foki.

Eee, ludzie wiedzą, że są u nas foki.

- Dzisiaj już tak, ale taką wiedzę mają od niedawna. Jak zaczynałem pisać o fokach, nie byli do nich w ogóle przyzwyczajeni. Są chomiki.

Można wypatrzyć chomika w dzikości?

- Oczywiście, że tak. Pod Lublinem, na Śląsku, Ziemi Sandomierskiej występują duże, dzikie chomiki europejskie. Ludzie mało o nich wiedzą.

Jak to? Przecież tyle dzieci ma chomiki, Polacy znają się na chomikach doskonale.

- Ale to, co mamy w domu, to zupełnie inny chomik. Ten nasz dziki jest trójbarwny, rudo-czarno-biały, wielkości świnki morskiej. Jest niezwykle waleczny, potrafi przegonić lisa, jak trzeba, to ugryzie. Potrafi pod ziemią zgromadzić wielkie zapasy na zimę - do 70 kilogramów różnych smakołyków. No i szczeka. Dlatego trudno go znaleźć, bo jak w niektórych regionach się o niego pyta, to ludzie mówią: „Nie, nie, tu są tylko pieski ziemne”.

Przeniosłeś się do puszczy, żeby być bliżej zwierząt.

- Przeniosłem się z dwóch powodów. Po pierwsze, to było jedyne miejsce, gdzie mogliśmy pracować razem z Nurią, a ja nie wyobrażam sobie bez niej życia. Druga rzecz jest taka, że oczywiście, to jedno z miejsc w Polsce, gdzie się genialnie obserwuje zwierzęta.

Z tego można wyciągnąć wniosek, że gdzie indziej się obserwuje niegenialnie, a do puszczy mało kto ma dostęp.

- Nieprawda, jest mnóstwo miejsc, gdzie się ogląda świetnie.

No to gdzie? Chciałabym iść do puszczy i obserwować zwierzęta, ale nie wiem, co obserwować i jak. Jak się do tego zabrać?

- Puszcza Białowieska jest świetna, jeśli chodzi o żubry, dzięcioły, sóweczkę. Można spotkać wilki, rysia. Jakbyś chciała spotkać łosia, to trzeba jechać nad Biebrzę.

Czyli jadę, zakładam gumiaki, biorę lornetkę i siedzę?

- A nawet stoisz sobie na łące i oglądasz wspaniałe łosie, które idą przez bagna. Albo wchodzisz na dowolną wieżę obserwacyjną i wtedy już jest banalnie prosto.

Jedziesz w Tatry i w lecie spotkanie kozic, świstaków albo nawet niedźwiedzi to nie jest duży problem.

Wilk w Bieszczadach. To jeden z gatunków zwierząt zagrożonych wyginięciem (fot. Waldek Sosnowski / Agencja Gazeta)Wilk w Bieszczadach. To jeden z gatunków zwierząt zagrożonych wyginięciem (fot. Waldek Sosnowski / Agencja Gazeta)

Są negatywne mity na temat dzikich zwierząt? Niedźwiedź chyba nie ma najlepszej prasy.

- Nie powiedziałbym, akurat dla niedźwiedzi mamy dużo sympatii. Mnie osobiście bardzo denerwuje ten cały hejt, nienawiść do bobrów. Że to są szkodniki, że zalewają pola rolnikom, że kosztują nas miliony złotych itd. Nikt nie policzy, ile one robią dobrego. Chociażby zatrzymują wodę. W Puszczy Białowieskiej teraz jest straszna susza - woda jest tylko tam, gdzie bobry dały radę. Jak trzeba, to spłaszczają falę powodziową.

Kto jeszcze przynosi nam korzyści? Jeśli już patrzeć na zwierzęta pod kątem czysto ekonomicznym.

- Wszystko można przeliczyć. O bobrze już wiemy i myślę, że samo zatrzymywanie wody to grube miliony złotych, jeśli nie euro. Bez bobra musielibyśmy to zrobić sami. Żubry, łosie, wilki - to jest wartość turystyczna. Wilki chronią las przed zgryzaniem, przed jeleniem - to też jest wartość gospodarcza. Więc ja myślę, że te zdrowe ekosystemy, gdzie mamy dużo różnorakich gatunków, są w miarę naturalne, one nam przynoszą masę korzyści ekonomicznych. Działają jak dobra, prężna firma. Każdy w niej wie, co ma robić.

A czy to dobrze, że zwierzęta przychodzą do miast? Cieszę się, gdy spotkam sarnę w miejskim parku, ale też martwię się, skąd ona się wzięła i jak wróci.

- Nie, trzeba się cieszyć, że jest sarna obok nas. Jak ona sama przyszła, sama tak zdecydowała, to dalej też sobie da radę. Poza tym to świadczy o nas. Zrobiliśmy się lepsi, skoro nie boi się żyć obok nas. Różne dzikie zwierzęta są blisko. Kuny potrafią czasem robić kłopot, przegryzając różne rzeczy w samochodach, ale też np. kasują gryzonie. Produkujemy strasznie dużo dziwnych odpadów, które wabią masę zwierząt.

Często robimy ze zwierząt maskotki - mają być miłe i miękkie. A przecież bywają też agresywne.

- To znowu jest bardzo proste: nie możemy traktować dzikich zwierząt jak maskotek. Musimy czuć przed nimi respekt. Nie chodzi o to, żeby się ich panicznie bać - strach jest złym doradcą. Ważne, żeby traktować zwierzęta jako oddzielne, autonomiczne byty. Jakbyś się czuła, gdyby ktoś chciał cię dotknąć, klepnąć albo rzucał w ciebie bułką? Takie zachowanie ludzi powoduje uzasadnioną agresję zwierząt.

Traktujmy zwierzęta tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. I pamiętajmy, że niektóre mają rogi, pazury, zęby i są silniejsze od nas. Jeśli chodzi o zagrożenia ze strony zwierząt, to realnie - one są marginalne. I wiesz co, ja wolę chodzić do lasu, gdzie są żubry, wilki, rysie, niż do lasu, w którym są myśliwi. Bo te wszystkie zwierzęta raczej mi nic nie zrobią, a taki koleś może mnie postrzelić poważnie przez przypadek. To się zdarza.

Hitem internetu są zwierzęta, którym „coś się pomyliło”, np. dzisiaj szop myślący, że jest psem. To dobrze czy źle dla zwierząt?

- Tu znowu każdy przypadek może być inny. Ja myślę, że robienie z szopa psa na pewno jest głupotą. Ten szop nigdy nie będzie szczęśliwy. Miałem raz kruczycę wychowaną przez ludzi. Myślała, że jest człowiekiem - chciała siedzieć cały czas z ludźmi, mieć ze mną gniazdo, jajka, a ja nie mogłem jej tego zapewnić. To uczyniło ją bardzo nieszczęśliwą. Dobrze jest, jak żyjesz szczęśliwie w obrębie swojego gatunku.

Można się zaprzyjaźnić z żubrem albo bobrem? Istnieje w ogóle coś takiego jak przyjaźnie międzygatunkowe?

- Myślę, że tak. Oczywiście najfajniejsze są przyjaźnie niewymuszone więzieniem. Więc nie może być tak, że złapaliśmy małego liska i on się zaprzyjaźnił z psem, bo nikogo innego nie znał. Jak lisek przychodzi sam i podoba mu się pies, jest dobrze - znam takie przykłady. Albo tu, w Teremiskach, pies Chester, malamut, zaprzyjaźnił się z żubrem. Tu różne psy, koty i kury są zaprzyjaźnione z różnymi żubrami. Ale Chester jest najlepszy, bo on się z żubrami regularnie bawi.

W Polsce jest największą na Ziemi populacja żubra (fot. Adam Wajrak / Agencja Gazeta)W Polsce jest największą na Ziemi populacja żubra (fot. Adam Wajrak / Agencja Gazeta)

Jak zwierzęta rozwiązują konflikty?

- Różnie, ale konfliktowe sytuacje w świecie zwierząt są w ogóle bardzo rzadkie. Przetrwanie, zdobycie pożywienia, wychowanie potomstwa jest tak ciężką rzeczą, że pakowanie się jeszcze w konflikty jest zupełną stratą czasu, bo można zostać zranionym i wtedy to już jest w ogóle śmierć. Widać, że zwierzęta potrafią unikać konfliktowych stref. Np. żubr im starszy, tym rzadziej w okresie godowym chodzi tam, gdzie są samice - wie, że mogą tam być młodsze byki, które go pogonią albo zrobią mu krzywdę. No to zostaje sobie tu, obok wsi, gdzie nie ma dziewczyn i zagrożenia.

Bardzo częsty fenomen obserwowany przy niedźwiedziach: dorosłe samce zabijają młode od innych samców. Więc niedźwiedzice z małymi podchodzą pod ludzi, bo wiedzą, że inne dorosłe osobniki będą się bały tam podejść. Zwierzęta na pewno starają się unikać konfliktów. Obserwowałem jelenie na rykowisku i oczywiście co jakiś czas dochodzi do zderzenia porożem i huk jest w całym lesie, a raz na ileś przebiją się tym porożem i dwa nie żyją. Ale takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, bo one głównie odstraszają się rykiem.

A czy zdarzają się wariaci? Zwierzęta nieprzewidywalne?

- Oczywiście! Zdarzają się zwierzęta stuknięte, ja miałem i stukniętego psa, i stukniętego bociana. W naturze widzę zwierzęta, które wymykają się przyjętym standardom, są ponadnormatywne. Nuria teraz obserwowała tego misia, który przewędrował z Tatr na Węgry, potem na Słowację i z powrotem. Ja obserwowałem taką sóweczkę, która zamiast w lesie polowała na łąkach, siedziała na drutach jak dzierzba, srokosz czy szpak. Na otwartej przestrzeni, zupełnie od czapy i bez sensu, choć może tylko z pozoru.

Szalona albo bardzo pewna siebie.

- Albo szalona, albo pewna siebie, albo miała takie odkrywcze ambicje.

Wiemy, po co nam zwierzęta - dla poczucia bezpieczeństwa, braku nudy, a nawet dużych korzyści ekonomicznych. A po co my, ludzie, jesteśmy potrzebni zwierzętom?

- Wiesz co, dla dużej liczby zwierząt lepiej by było, gdyby nas nie było. Dokonaliśmy jakiejś potwornej eksterminacji, zagłady i zniszczenia. Musimy mieć tego świadomość. Mam nadzieję, że się opamiętamy i wtedy będziemy żyli w jako takiej koegzystencji.

Właśnie wychodzi twoja najnowsza książka o wilkach. Do kogo jest skierowana?

- Do każdego. Jest trochę przygodowa, trochę popularnonaukowa (bo znajdują się w niej podstawowe informacje o wilkach), trochę biograficzna (bo opowiadam w niej o jakiejś części życia Nurii, mojej żony i mojego w puszczy). Dobrze, aby przed tym, zanim zabiorą się za nią dzieci, przeczytali ją ich rodzice. Są w niej brutalne opisy tego, co człowiek robił i robi z wilkami, i dla młodych ludzi może to być szokujące.

Dlaczego wilki?

- Ponieważ te zwierzęta fascynują wielu ludzi i wielu się ich boi. A równocześnie są symbolem wolności. Ten strach, który we mnie też tkwił, jest niezwykle silny i irracjonalny. Próbowałem ustalić, dlaczego jedni tak bardzo boją się wilków, a inni nie. To też było fascynujące. W książce opisałem, jak sam przestałem się bać.

Jakiś czas temu w naszym magazynie Anna Tatarska rozmawiała z ornitologiem Jackiem Karczewskim o ptasim seksie i podobieństwach między ludźmi i ptakami. Ty też powiedziałeś dzisiaj, że ludzie i zwierzęta są do siebie bardzo podobni...

- Przecież my jesteśmy zwierzętami! Nie urwaliśmy się z choinki. Nie jesteśmy żadnym nadgatunkiem. Uciekliśmy tej przyrodzie, bo zaczęliśmy używać ognia, narzędzi. Myślę, że kluczowy był ogień. Opanowaliśmy energię, chyba żadne inne zwierzę tego nie zrobiło. To spowodowało, że wymknęliśmy się prawom przyrody. I miejmy tego świadomość, bo doprowadzimy również do własnej zagłady.

Adam Wajrak Adam Wajrak "Wilki" (fot. materiały promocyjne / Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta)

Książki Adama Wajraka w formie elektronicznej są dostępne w Publio.pl >>

Adam Wajrak. Dziennikarz od lat opisujący przyrodę w „Gazecie Wyborczej” i współpracujący z  Animal Planet i TVP.  Zna znakomicie życie tak skrytych zwierzaków jak wilki i rysie. Specjalizuje się w obserwowaniu ptasich rzadkości, np. żyjącej w białowieskich gęstwinach najmniejszej europejskiej sowy - sóweczki - lub dzięcioła trójpalczastego. Wiele zwierzaków, które zostały ranne lub osierocone przez rodziców, znajduje opiekę w jego puszczańskim domu. Wychowywał sowy, kruki, bociany, kuny i wydrę. Adam Wajrak jest laureatem wielu nagród, w tym międzynarodowych. W 2005 roku został Bohaterem Europy Magazynu „Time”,  a w 2007 znalazł się wśród 50 najbardziej wpływowych osobistości Europy brukselskiego dziennika „European Voice”. Wydał kilka książek o zwierzętach i wciąż pisze kolejne. Uważa się za szczęściarza.

Paulina Dudek. Szefowa działu Podróże w portalu Gazeta.pl. Uważa, że najlepszymi przyjaciółmi dziewczyny są dobre buty trekkingowe, smartfon i eyeliner. Zakochana w Birmie i Szwajcarii. Nikomu nie pozwoli zburzyć Pałacu Kultury.


Polecamy film "Grizzli man", niezwykły dokumentalny dramat o życiu człowieka, który dla przyrody poświęcił całe swoje życie:

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (143)
Zaloguj się
  • fakit.pl

    Oceniono 109 razy 91

    Patrząc na komentarze, jednego można być pewnym - gatunek "hejter forumowy" ma się świetnie!

  • miikz

    Oceniono 56 razy 22

    Panie Adamie bardzo cenię Pana podejście i spojrzenie na przyrodę,jednak w Pana wypowiedzi trochę brak konsekwencji w materii o której trochę wiem, chodzi o kozice i świstaki. Populacja kozic tatrzańskich systematycznie wzrasta(nie miejsce tu na analizę dlaczego) lata 80-te Tatry Polskie około 60 sztuk, teraz prawie 400. Na Słowacji pomimo, że w TANAP ie strzelają do wszystkiego co się rusza, zwłaszcza w okresie tzw ochronnym, czyli wtedy kiedy szlaki są zamknięte, jest ponad 1000 kozic.Populacja od lat 80 czyli minimum, na szczęście rośnie. Osobiście widziałem na Słowacji kierdel około 50 sztuk, czego wytrawni przyrodnicy tatrzańscy (polscy) nigdy nie widzieli.Wydaje się zatem, że lepiej cieszyć się wzrostem populacji, niż wieszczeniem, że jest zagrożona wyginięciem. Podobnie jest ze świstakami. Ich populacja wzrasta(bez liczb, chodzi o fakty).Druga rzecz, to rykowisko. Trochę Pan przesadził, że jelenie na rykowisku tylko sobie ryczą dla pokazania hierarchi! Wielokrotnie oglądałem walki byków na rykowisku i nie były to pieszczoty :) Na podsumowanie.Jesteśmy świadkami wymierania gatunków fakt. Człowiek powodem fakt.Z drugiej strony, wymieranie gatunków w dziejach Ziemi-nic osobliwego.Osobliwością będzie zapewne to, że gatunek, który w obecnym periodzie stanął najwyżej w rozwoju, przez bezmyślne i kompletnie nieświadome zabijanie wszystkiego wokół, najszybciej w tym periodzie Ziemi zniknie z jej powierzchni a nastąpi to szybciej niż temu gatunkowi najbardziej pesymistyczne założenia przewidują...A z naszego rodzimego podwórka,najbardziej groteskową rzeczą dla mnie jest, że w narodzie podobno katolickim, z kościelnych ambon faceci w sukienkach, mówią coś o miłosierdziu bliźniego a następnie rzesze słuchaczy tego kogoś, z ambon w lesie bez miłosierdzia strzelają do bliźnich.....ot moralność dwugłowego cielęcia....
    ps. pozdrawiam Panie Adamie, jeśli jakąś sposobnością Pan czyta moją refleksję a dla innych polemika! bo jeśli hejt to walcie się bezmózgie pisiory i spółka!!!!!

  • rosfita

    Oceniono 41 razy 19

    Fajny ciekawy wywiad. Miło sie czyta. Co do hejterow cóż smutni ludzie zal mi ich skoro nie potrafią przeczytać i sie zastanowić. Cóż nie potrafili niczego sensownego zrobic.

  • trollingstones

    Oceniono 43 razy 19

    "Bóbr też się fajnie odbudował"

    Sukces odbudowy liczebności bobra europejskiego w Polsce zawdzięczamy przede wszystkim zaangażowaniu i poświęceniu nieżyjącego już miłośnika i badacza tych zwierząt - prof. Wirgiliusza Żurowskiego. Rozpoczął on w 1976 roku realizację programu "Aktywna ochrona bobra europejskiego w Polsce". Program realizowany był przez Zakład Doświadczalny Polskiej Akademii Nauk w Popielnie oraz Polski Związek Łowiecki.

    Wajrak mógłby chociaż śmieci pozbierać.

  • ml2403

    Oceniono 24 razy 14

    Z góry nieprawdziwa teza. Wszystkie organizmy szkodzą naturze, ale nie mogą tego robić w sposób nieograniczony tak jak ludzie. problem z człowiekiem polega na tym, że opanował on wszystkie ekosystemy i zagraża wszystkim, a inne gatunki tylko wybranym. Można na to sypać przykładami jak z rękawa. Każdy gatunek stara się rozszerzyć terytorialnie, ale nie może tego zrobić, bo zwykle brakuje mu na to pożywienia i zostaje zdziesiątkowany, a natura z powrotem przywraca równowagę. Można powiedzieć, że człowiek jest nowotworem natury bo może jej szkodzić bez końca, a natura w przeciwieństwie do innych gatunków nie umie się przed nim bronić.

  • wzenobi

    Oceniono 32 razy 10

    @tomek-62
    Nie bardzo rozumiem sarkazm i zaczepki: prosił Pan o liczby i fakty - więc je podałem. Są to rzeczywiście "linki, które każdy ignorant potrafi znaleźć", ale widać nie każdy potrafi czytać liczby i porównywać jedną z drugą. Jeżeli np. pan Adam Wajrak pisze, że w Polsce myśliwi trzebią bez opamiętania zwierzynę - oficjalne raporty pokazują, że tego zjawiska nie ma. Jeżeli "ekolodzy" piszą o tym, że lasów w Polsce ubywa i wycina się lasy na potęgę - liczby mówią, że rzeczywiście leśnicy wycinają coraz więcej, ale jakimś cudem zasoby leśne wciąż przyrastają, i to nie tylko na skutek zwiększania powierzchni leśnej. Liczby mówią, że powierzchnia obszarów chronionych rośnie, że parametry świadczące o "naturalizacji" lasów tez się polepszają, że lasy pochłaniają coraz więcej CO2. Może to i "linki, które mogą znaleźć ignoranci", ale to są liczby i fakty, o które Pan pyta. Ja wiem, że to "tylko statystyki", więc osób, które odrzucają fakty jako takie one nie przekonają, ale to właśnie jest również element owej "nauki", przez którą Pan mnie tytułuje "bufonem".
    Nie przeczę, że na świecie sytuacja środowiska naturalnego nie bywa różowa, ale wywiad z Adamem Wajrakiem przeprowadzony był w kontekście naszego kraju i do faktów z tegoż się odnoszę.

  • nickdokomentowania

    Oceniono 17 razy 9

    Od jakiegoś czasu weekendowe wydanie Gazeta.pl to głównie reklamy kolejnych książek prezentowane w postaci wywiadów. Wobec tego, od jakiegoś czasu lekceważę.
    Ale wywiad z Panem Wajrakiem, którego podziwiam i cenię, z uwagą przeczytałem. I tknęło mnie to: " Dzieci i ich rodzice mają duże pragnienie, żeby poznać przyrodę wokół. Może to jest cecha tych dzieciaków, które do mnie przychodzą, ale one się na przyrodzie znają świetnie. Jeżeli tylko jest w ich zasięgu, gdzieś obok. A to, że nie widują krowy - no cóż, dzieci w mojej wsi, Teremiskach, też wiedzą, jak wygląda żubr, a nie wiedzą, jak krowa, bo już nie ma tych krów koło domów, a żubry są."
    Nad czym najbardziej znany w Polsce ekologista przechodzi do porządku dziennego. Rozumiem, że wywiadem kieruje wywiadowca i że to reklama, ale...
    No, do cholewy. Dziecko ze wsi nie widziało krowy (w domyśle i świni i być może kury) i żadnej refleksji. A dziecko z miasta?
    Za mojej, niedalekiej jednak młodości, jadąc przez Polskę mijałem pola zasiane zbożami, ziemniakami i pastwiska, na których "gruba krowa w kropki bordo gryzła trawę kręcąc mordą". Gdzie się podziały te krowy, do cholewy?
    Może jest tak (jest!), że pastwiska zamieniono w pola kukurydzy służącej do wykarmienia krów spędzających swoje życie w zamknięciu, żeby stały w miejscu i więcej mleka i mięsa dawały.

  • grzegozrz

    Oceniono 13 razy 7

    "W polskich i słowiańskich Tatrach jest ich już tylko około 800"
    Warto byloby to poprawic. Poza tym mam wrazenie, ze akurat kozice w Tatrach maja sie doskonale, nietrudno je spotkac...

  • tomek-62

    Oceniono 20 razy 6

    To jest cytat z komentarza "Trochę Pan przesadził, że jelenie na rykowisku tylko sobie ryczą dla pokazania hierarchi! Wielokrotnie oglądałem walki byków na rykowisku i nie były to pieszczoty :) "

    A to jest cytat z tekstu autora "Obserwowałem jelenie na rykowisku i oczywiście co jakiś czas dochodzi do zderzenia porożem i huk jest w całym lesie, a raz na ileś przebiją się tym porożem i dwa nie żyją."

    Bez komentarza !

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX