Agata ''Endo'' Nowicka

Agata ''Endo'' Nowicka (fot. Katarzyna Osiek)

ludzie

Agata ''Endo'' Nowicka: Ilustracja mnie podnieca

Kilka lat temu magazyn "Press" uznał ją za najlepszą polską ilustratorkę prasową. Publikuje w takich tytułach jak "Wysokie Obcasy" czy "Elle", ale też "The New Yorker" czy "The New York Times". Zresztą za chwilę przeprowadza się za ocean. Przed wyjazdem Agata "Endo" Nowicka zdążyła jeszcze przygotować wystawę i opowiedzieć nam o komiksie erotycznym, nad którym pracuje.

Kiedy pomyślałaś po raz pierwszy, że umiesz rysować?

- Nigdy. Do dzisiaj jestem przekonana, że nie umiem.

Kokietujesz.

- Nie, naprawdę. Ale rysuję, bo lubię. Pamiętam za to moment, kiedy pierwszy raz usłyszałam, że umiem rysować. Na początku mojej edukacji uznano, że mam talent plastyczny i pod koniec podstawówki rodzice zapytali, czy chciałbym pójść w związku z tym do liceum plastycznego.

Agata ''Endo'' Nowicka w pracowni (fot. Katarzyna Osiak)Agata ''Endo'' Nowicka w pracowni (fot. Katarzyna Osiak)

Gdzie rysowałaś?

- Wszędzie. Nieustannie dostawałam uwagi za rysowanie na marginesach.

Co rysowałaś?

- Dziewczyny, głównie dziewczyny.

Koleżanki z klasy?

- Nie pamiętam, czy to były ich portrety, czy nie. Portrety stały się moim przekleństwem później. Robię ich sporo i to jest dla mnie prosta robota. Zabawne, że ja jestem wynajmowana do portretów rysunkowych, a moja przyjaciółka z liceum, Zuza Krajewska, jest wynajmowana do portretów fotograficznych. Gwiazdy bardzo ją lubią, bo umie sfotografować je tak, że one się sobie naprawdę podobają.

Rodziców denerwowały te ciągłe uwagi?

- Nie bardzo. Moi rodzice byli nauczycielami, doskonale wszystko rozumieli i wiedzieli. Nie musieli nawet chodzić na wywiadówki, bo znali się z nauczycielami, którzy mnie uczyli. Urodziłam się w Gdańsku, ale rodzice pracowali w wiejskich szkołach, więc i ja chodziłam do trzech małych podstawówek, w trzech różnych miejscowościach na Żuławach. Do jednej z nich jako sześciolatka dojeżdżałam kilka kilometrów kolejką wąskotorową. Dzieciństwo z nieustannymi zmianami, które mam we krwi do dziś.

Rodzice szybko się zorientowali, że mam ogromną potrzebę niezależności, że zawsze było: „Nie, ja sama!”. Wspierali moje i brata talenty, bo uważali, że w życiu należy robić to, co się kocha. Ja rysowałam, a brat grał na pianinie. Kiedy miałam piętnaście lat, rodzice pozwolili mi nawet wynająć mieszkanie z koleżankami.

(ilustracja Agata ''Endo'' Nowicka)(ilustracja Agata ''Endo'' Nowicka)

A ty chciałaś iść w ogóle do liceum plastycznego?

- Chciałam, i uważam, że chodziłam do najfajniejszej szkoły w Polsce. Wyobraź sobie: Gdynia Orłowo, szkoła tuż przy plaży, widok na morze. Do tego cudowni nauczyciele, którzy nas szanowali. To było naprawdę odświeżające, zetknąć się z pedagogami, którzy traktowali uczniów jak partnerów, którzy starali się nas wysłuchać, zrozumieć czy zachwycić, kiedy byliśmy dziwnie ubrani i uczesani.

Na skargi do dyrektora chodzili tylko ci nauczyciele, którzy przychodzili z zewnątrz, by uczyć nas geografii i historii. W końcu dyrektor powiedział im, że nie przyjmuje skarg dotyczących ubioru uczniów do momentu, w którym ktoś nie przyjdzie do szkoły w bikini. Ale nam oczywiście zdarzało się latać po szkole w gaciach, bo pozowaliśmy na zajęciach z rzeźby czy malowania. I moim zdaniem ja dlatego nie rysuję najlepiej, a jeszcze gorzej rzeźbię, bo zamiast ćwiczyć, nieustannie pozowałam. Sporo też wagarowaliśmy, bo, rozumiesz, szkoła stała właściwie na plaży. Ale to właśnie moje liceum plastyczne w Gdyni przygotowało mnie do takiego dorosłego życia, jakiego chciałam. Życia, w którym można być, kim się chce.

Jaki kierunek wybrałaś?

- Grafikę, bo do żadnych działań typu „zaprojektuj i zbuduj krzesło" się nie nadawałam. Nigdy nie byłam dobra w takich manualnych robotach, choć ludziom się wydaje, że jeśli ktoś rysuje, to i krzesło wyrzeźbi albo wyhaftuje serwetkę. Ja, niestety, nie jestem do takiej roboty ani wystarczająco cierpliwa, ani precyzyjna. Może dlatego robię, co robię: krótkie formy, pojedyncze strzały, ilustracja prasowa. Robimy, publikujemy, do widzenia. Następna proszę.

Uwielbiam rysować komiksy, ale nie mam do tego cierpliwości. Pracujemy teraz z Aleksandrą Hirszfeld nad komiksem erotycznym. Idziemy jak burza ze scenariuszem. Jednak nasz wydawca Szymon Holcman z Kultury Gniewu powiedział, że nie jest zainteresowany krótką formą, tylko powieścią graficzną. Co najmniej osiemdziesiąt stron! Od razu zrzedła mi mina, bo wyobraziłam sobie, że za pięć lat jestem dopiero na sześćdziesiątej dziewiątej stronie. Na szczęście mój chłopak, człowiek bardzo przytomny, zapytał, czy nie rozważałam zrobienia tego z innymi artystami. To był moment iluminacji. Skoro nasz scenariusz składa się z siedmiu niezależnych nowel, narysować go może siedem rysowniczek. Mówię ci, jestem totalnym leniem.

W podstawówce rysowałaś dziewczyny, a w liceum?

- Nadal dziewczyny. Temat kobiet najbardziej mnie na tym świecie interesuje.

(ilustracja Agata ''Endo'' Nowicka)(ilustracja Agata ''Endo'' Nowicka)

Gdyński raj się jednak skończył. Co dalej?

- Wyprowadzka do Anglii na trzy lata.

Dlaczego?

- Żeby pogłębić moją niezależność. Nie chciałam wracać do domu ani skazywać się na niepewny los artystki. Po latach w liceum plastycznym nie chciałam też kolejnych lat na akademii sztuk pięknych. Dziesięć lat w szkole artystycznej wydaje mi się jakimś kompletnym porno.

Postanawiam wyjechać, żeby nauczyć się języka i zarobić na pierwsze mieszkanie. Pojechałam z ówczesnym chłopakiem i było nam tam bardzo dobrze. Obcy kraj, nowi przyjaciele, trudny, ale też bardzo ciekawy czas. Po nauczeniu się języka i z odłożoną kasą zdecydowaliśmy się wrócić do Polski. Wszyscy się pukali w czoło.

Dlaczego wróciliście?

- Bo stwierdziliśmy, że tu się będzie działo. To był przełom lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Kraj się zmieniał i chcieliśmy brać w tym udział. Poza tym w Londynie bylibyśmy jednak zawsze przychodźcami z Europy Wschodniej. Bałam się też, że jeśli zostaniemy, za dwadzieścia lat będę robiła to samo.

Po powrocie do kraju poszłaś na studia psychologiczne. Po co?

- Wybrałam psychologię, bo chciałam pójść na jakieś studia, na których nie ma przedmiotów ścisłych. Wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam w planie zajęć statystykę i metodologię. Ale tak naprawdę poszłam z irytacji, bo wszyscy ciągle się mnie pytali, co studiuję, a ja odpowiadałam, że nic. Zaczęłam też wtedy pracować na pełen etat i szybko się okazało, że nie daję rady tego połączyć ze studiami. Musiałam z nich zrezygnować.

Może jednak trzeba było pójść na ASP?

- Nie, nie, nie. Świetnie jest móc sobie na to pozwolić, ale nie miałam już czasu i czułam się zwyczajnie za stara. Ten pociąg już odjechał.

(fot. Katarzyna Osiak)(fot. Katarzyna Osiak)

Jak się dostaje pierwsze zamówienie?

- Od znajomych. Wtedy zaczynały się blogi, media społecznościowe. Kiedy zakładałam mój blog, była ich garstka. Trudno było nie zostać zauważonym. Szczególnie jeśli robiłeś coś innego i nowego. Gdybym zaczynała dzisiaj, zostałabym pewnie wyśmiana.

Blog powstał, by być zauważoną?

- Nie, powstał, by dać upust nadmiarowi energii, którą mieliśmy z grupą ludzi pracujących w korpo. Nieustannie coś wymyślaliśmy, spotykaliśmy się, bawiliśmy i przerzucaliśmy pomysłami.

Beztroskie życie.

- Absolutnie. A przy tym tworzyliśmy coś, co nazywało się mediami lajfstajlowymi. Magazyny robiliśmy niemalże z marszu, wymyślając je na poczekaniu, w zależności od naszych kolejnych zainteresowań. Był pomysł i wcielało się go w życie. Tak powstał „Exklusiv”, a potem „Gaga”. Dziś nie do pomyślenia.

(ilustracja Agata ''Endo'' Nowicka)(ilustracja Agata ''Endo'' Nowicka)

Jak trafiłaś do „Exklusiva”?

- Moją współlokatorką była Zuza Ziomecka, która kierowała magazynem. I oczywiście do głowy by jej nie przyszło, żeby mnie zatrudnić - wspólna praca i mieszkanie to byłoby już zbyt wiele. Ale pomagałam wtedy produkować cykl „Pozytywy” Zbigniewa Libery. Libera był moim ulubionym szefem, bardzo wymagającym i bezkompromisowym, ale praca z nim była czymś wspaniałym. I właśnie on napomknął kiedyś Zuzie, że dobrze produkuję. Dostałam stanowisko producentki, potem zostałam naczelną.

Frajda to jedno, ale trzeba w końcu kiedyś zacząć zarabiać pieniądze.

- Odeszłam z pracy, kiedy zorientowałam się, że więcej zarabiam, pracując weekendami jako ilustratorka niż w ciągu tygodnia jako redaktorka naczelna. Po pięciu latach rysowania odważyłam się zostać freelancerką.

Trudna decyzja?

- Nie, bo wiedziałam, że fajnie jest być swoją szefową i nie wyobrażam sobie dzisiaj, że mogłabym kiedykolwiek znów pracować na etacie. Doszłam chyba do takiego momentu, że to ma dla mnie dużo więcej zalet niż wad. Mam wystarczająco dużo pracy, żeby się utrzymać oraz wystarczająco dużo czasu dla rodziny i przyjaciół. Czuję, że moje życie jest teraz zbalansowane. Nie ma ciśnienia, nie ma noża na gardle i dlatego planuję teraz skok na głęboką wodę.

Masz dość małej stabilizacji?

- Nigdy nie należy niczego traktować jako czegoś stałego, na zawsze. Był taki moment w Polsce, że ilustracja wróciła do łask, pamiętasz?

Bardzo dobrze. Ale hossa szybko się skończyła.

- Właśnie, trwała jakieś dwa lata. Pojawiło się wtedy mnóstwo bardzo zdolnych rysowników, zamówienia sypały się jak z rękawa, wróciła moda na ilustrację. Potem przyszedł kryzys i rozłożył media na łopatki. Zwalniano ludzi, cięto budżety, zamówienia przestały do nas przychodzić tak często jak kiedyś. Musieliśmy się zbierać od nowa.

(ilustracja Agata ''Endo'' Nowicka)(ilustracja Agata ''Endo'' Nowicka)

Często mówisz w liczbie mnogiej. Uczestniczyłaś w środowiskowych inicjatywach, jak wystawy polskiej ilustracji czy najpierw agencja, a potem fundacja Illo. Dlaczego zajmowałaś się innymi?

- Bo mnie naprawdę podniecała ilustracja. Lubiłam poznawać nowych artystów, oglądać ich prace, dowiadywać się, kim są, jak pracują. I mam poczucie satysfakcji z tego, że mamy w Polsce coraz więcej świetnej ilustracji.

Nowi nie są konkurencją?

- Pewnie są, ale ja myślę o tym szerzej. Cieszy mnie, że ludzi przybywa, bo w ten sposób powstaje segment, zjawisko godne poświęcenia większej uwagi. Tylko ważne jest, by wszyscy działali w ramach pewnych zasad. Dlatego zniechęcam ilustratorów do pracy za darmo albo do podpisywania niekorzystnych umów, bo to szkodzi im i całej branży.

Dziesięć lat temu pojechałam pierwszy raz do Stanów Zjednoczonych, poznałam wtedy między innymi ilustratorkę Yuko Shimizu, z którą robiłam wywiad do „Exklusiva” i która zaprosiła mnie na kolację. Kilku artystów spotkało się przy stole, by świętować pierwszą okładkę „New Yorkera” autorstwa jednego z nich. Pomyślałam wtedy, jakie to wspaniałe! Zbieramy się i świętujemy sukces, zamiast kopać się po kostkach. Marzyłam o tym, żeby w Polsce było podobnie.

To jest możliwe?

- Jasne. Trzeba się integrować i współpracować, a nie podgryzać. W 2010 roku zostaliśmy z Przemkiem Truścińskim poproszeni przez Klub Twórców Reklamy o przygotowanie wystawy polskiej ilustracji. Była zatytułowana „Ilustracja PL” i zebraliśmy na niej koło setki artystów. Bardzo mi się to spodobało, więc brałam udział w przygotowywaniu kolejnych wystaw w Polsce i za granicą. Potem z Marysią Zaleską założyłyśmy Illo, bo uznałyśmy, że potrzebna jest u nas agencja reprezentująca rysowników.

To się udało?

- Do pewnego stopnia. Chciałam mieć agenta w Polsce i uznałam, że w takim razie sama muszę założyć agencję. Myślę, że dało nam to poczucie pewności, że należy walczyć o swoje, że należy bronić praw artystów, negocjować umowy niezgodne z prawem autorskim i że warto to robić nawet za cenę tego, że ten klient więcej już nie zadzwoni. Wszystko można zrobić z klasą, o pracę powinni raczej obawiać się ci, którzy zachowują się nieprofesjonalnie albo konfliktowo.

Agata ''Endo'' Nowicka (fot. Katarzyna Osiak)Agata ''Endo'' Nowicka (fot. Katarzyna Osiak)

Kiedy „New Yorker” wydrukował po raz pierwszy twoją ilustrację, też było oblewanie?

- Nie, ja w ogóle nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę.

Dlaczego?

- Już ci mówiłam, bo jestem przekonana, że nie umiem rysować. Ale jedno wiedziałam na pewno, że jeśli chcę pracować w Ameryce, muszę się tam przeprowadzić.

Ale w Nowym Jorku jest stu rysowników na metr kwadratowy.

- Większe wyzwanie. W decyzji o przeprowadzce utwierdził mnie ostatni pobyt w Nowym Jorku. Moja agencja poumawiała mi mnóstwo spotkań. Z jednego wyszłam od razu ze zleceniem, po drugim - dostałam zlecenie kilka dni później. Wtedy zrozumiałam, że jeśli chcę pracować dla amerykańskiej prasy, to muszę tam po prostu być, że w czasach mejli, skajpa i fejsa nadal nic nie zastąpi spotkań na żywo.

Kiedy wyprowadzka?

- Na początku listopada. Jestem bardzo podekscytowana i ciekawa nowego, choć już się boję potwornej tęsknoty za rodziną i przyjaciółmi.

Kilka lat temu magazyn „Press” umieścił cię na pierwszym miejscu w rankingu polskich ilustratorów. Co sobie wtedy pomyślałaś?

- Że teraz już nikt mnie nie będzie lubił.

Sprawdziło się?

- Cóż, Polska nie jest krajem, w którym pragniesz być wybieranym numerem jeden w jakimkolwiek rankingu. A moja intuicja mi podpowiada, że zamiast tłustą rybą w małym stawie lepiej być małą rybką w oceanie.

 

W warszawskim concept storze Pies czy Suka do 25 października możecie obejrzeć wystawę Agaty „Endo” Nowickiej „I am the sea and nobody owns me”, zbudowaną z prac, które nie powstały na zamówienie. Kolaże, szkice czy rysunki zostały wykonane tradycyjnymi narzędziami. To osobista wypowiedź ilustratorki, inspirowana podróżami, odnosząca się do takich ważnych dla niej motywów jak kobiecość, cielesność, intymność.

Agata „Endo” Nowicka. Urodziła się w 1976 roku w Gdańsku. Skończyła Liceum Plastyczne w Gdyni. Publikowała m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Lampie”, „Elle”, „Przekroju”, „The New Yorker” czy „The New York Times”. Jej komiksy znalazły się w takich publikacjach jak „44”, „Chopin New Romantic” czy „Złote Pszczoły”. Tworzy także ilustracje do książek i plakaty. W latach 2006-2008 była redaktorką naczelną magazynu „Exklusiv”. Jedna z założycielek pisma „GAGA” i jego dyrektorka artystyczna. Współtwórczyni agencji ilustratorów Illo. W 2011 roku została uznana przez magazyn „Press” za najlepszą polską ilustratorkę prasową. Jest aktywnie zaangażowana w animację polskiej sceny ilustracji. Była kuratorką i współproducentką wystaw „Ilustracja PL 2010” i „Ilustracja PL 2012” w Warszawie, „All Play No Work” w Berlinie, „Nowy Chaos” w Katowicach i „Dług, Debt” w Nowym Jorku.

Mike Urbaniak. Dziennikarz kulturalny, stały współpracownik „Wysokich Obcasów” i weekendowego magazynu Gazeta.pl. Prowadzi blog panodkultury.com.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (16)
Zaloguj się
  • 5-mamuska

    Oceniono 30 razy 30

    Gratuluję sukcesów pani Agato...znam to liceum od strony nauczyciela rysunku i malarstwa.Dziękuję za pozytywną ocenę pracy pedagogów.

  • golass

    Oceniono 24 razy 16

    fajna sprawa! pozdrawiam!

  • wawak1

    Oceniono 7 razy 3

    Technicznie jej rysunki są świetne, ma swój własny styl. Niestety są kompletnie wyprane z poczucia humoru, dlatego wolę innych ilustratorów.

  • fakit.pl

    Oceniono 8 razy -2

    Mnie podnieca uprawianie sportu.

  • 0zatkaokakao0

    Oceniono 28 razy -10

    Może i pani lubi rysować ale nie umie. Kreska tak fatalna, że jak sobie pomyślę, że drużynę pani teraz komiks erotyczny to odrzuca mnie z miejsca

  • henryabor

    Oceniono 36 razy -12

    Wszystko pięknie, tylko zgaś tego peta i wyrzuć! I raz na zawsze! Oby twoje ilustracje i rysunki nie cuchnęły nikotyną!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX