Portos i Teodor czekają na adopcję

Portos i Teodor czekają na adopcję (fot. materiały promocyjne / Monika Wach)

materiał partnera weekendu

Adoptuj przyjaciela. Psychologowie zwierzęcy o tym, jak stworzyć kochający dom dla czworonoga

Mówi się, że miarą człowieczeństwa jest stosunek do zwierząt. Niestety, wielu ludzi wciąż krzywdzi i porzuca psy czy koty. Niechciane czworonogi lądują zwykle w schroniskach, gdzie czekają na kogoś, kto je pokocha. Teraz przyjaciela na dobre i złe możemy znaleźć dzięki organizowanej przez fundację Viva! akcji "Adopciaki", o której opowiadają nam jej ambasadorzy - behawioryści i psychologowie zwierzęcy COAPE Polska - Olimpia i Andrzej Kłosińscy.

„Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham mojego psa” - powiedział kiedyś Mark Twain. Patrząc na to, ile skrzywdzonych psów czy kotów czeka na przygarnięcie w schroniskach, ten cytat wydaje się wciąż aktualny. Z jakiego powodu zwierzęta najczęściej trafiają do schronisk?

Andrzej Kłosiński: - Historie są różne, ale myślę, że główna przyczyna jest taka, że ludzie w dzisiejszych czasach często nie zdają sobie sprawy z tego, jakich warunków potrzebuje zwierzę, jak powinno być wychowywane. Na przykład, jeśli pies pochodzi ze złej hodowli, czyli miejsca, gdzie rozmnaża się zwierzaki wyłącznie z chęci zysku, bez dbałości o ich rozwój, problemy pojawiają się już we wczesnej młodości. A to, co dzieje się w pierwszych tygodniach, wyznacza, jak pies będzie funkcjonował w dorosłości.

Jeśli nie ma odpowiedniej liczby pozytywnych doświadczeń z ludźmi, jeśli żyje w kojcu i nie styka się z domem czy mieszkaniem, to później najczęściej jest nerwowy, boi się, co nierzadko przeradza się w agresję. W dodatku ludzie często nie wiedzą, jak zatroszczyć się o psa, jak zbudować z nim prawidłowe relacje, również jak stawiać mu ograniczenia, jak wytłumaczyć, że czegoś nie wolno. Zaniedbują szkolenie, naukę podstawowych umiejętności, jak choćby chodzenie na smyczy, zostawanie samemu w domu - czyli to, czego trzeba nauczyć psa, kiedy jest jeszcze szczeniakiem.

I potem ludzie za własne błędy czy zaniechania karzą zwierzę...

A.K.: - Nie radzą sobie i oddają je do schroniska, albo - w ekstremalnych przypadkach - po prostu porzucają. Tak było w przypadku naszego Whisky'ego, psa kupionego prawdopodobnie „dla dzieci” z jakiejś pseudohodowli. Był traktowany jak zabawka, niczego go nie uczono, a kiedy zaczął stwarzać problemy, bo przecież zwierzę samo nie nauczy się prawidłowego stosunku do dzieci czy chociażby czystości - po prostu go wyrzucono. Kiedy do nas trafił, był bardzo lękowym psem. W czasie jazdy ze schroniska schylał się, kiedy widział wiadukty na drodze, bał się gwałtownych ruchów, dotykania przednich łap, załatwiał się w domu. Teraz jest pewny siebie, jeździ z nami po Polsce, śpi w hotelach, jest uczestnikiem kursów, gdzie pomaga w rehabilitacji innych psów. Ze zwierzęcia, które miało wiele problemów, udało się wykrzesać psa, który przerósł nasze oczekiwania. Taki potencjał drzemie w wielu zwierzakach, które czekają w schroniskach, trzeba go tylko przez odpowiednie traktowanie rozbudzić.

Teodor, 2 lata. Energiczny pies, który poszukuje spokojnego, ale stanowczego opiekuna. Do domu tymczasowego trafił ze schroniska o złej sławie. Kocha ludzi i zabawę. Obawia się małych, zamkniętych pomieszczeń (fot. Monika Wach)Teodor, 2 lata. Energiczny pies, który poszukuje spokojnego, ale stanowczego opiekuna. Do domu tymczasowego trafił ze schroniska o złej sławie. Kocha ludzi i zabawę. Obawia się małych, zamkniętych pomieszczeń (fot. Monika Wach)

Zaniedbania często biorą się chyba z tego, że mnóstwo pracujemy i nie starcza nam już czasu na wychowywanie psa czy kota.

A.K.: - Tak, problemy ze zwierzętami i wynikające z nich porzucanie wiążą się też z naszym trybem życia. Często zostawiamy psa w domu na długie godziny i oczekujemy, że sam poradzi sobie z nudą. Fundujemy sobie mnóstwo stymulacji, związanej choćby z tym, że czerpiemy satysfakcję z tego, co robimy, a psu czy kotu nie zostawiamy nic, czym mógłby się zająć.

Psy, które przez tysiące lat kształtowano tak, żeby były aktywne o każdej porze dnia i nocy, mają w sobie potrzebę wysiłku fizycznego i psychicznego, którego natężenie zależy od rasy, temperamentu czy wieku. Zwierzę, któremu odbierzemy możliwość realizacji tych potrzeb, będzie nadpobudliwe, szczekliwe, może niszczyć, stać się agresywne. Wiele problemów wynika z tego, że ludzie przy wyborze psa kierują się tylko jego wyglądem, a potem osoba, która pracuje po kilkanaście godzin na dobę, ma w domu np. beagle'a, czyli zwierzę, które potrzebuje dużo aktywności. Człowiek nie radzi sobie z nim i oddaje je do schroniska.

Zdarza się też, że pies czy kot tracą dom, bo właściciele wyjeżdżają na wakacje...

A.K.: - Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że jeśli nie mogą zwierzaka ze sobą zabrać ani skorzystać z pomocy rodziny czy znajomych, to mogą wynająć kogoś do opieki. Obecnie coraz bardziej popularny staje się zawód petsittera, opiekuna zwierząt, są też hotele, i to również domowe, takie, gdzie pies czy kot mieszkają z prowadzącymi je ludźmi, a nie w kojcu.

Porzucanie wynika najczęściej z tego, że ludzie zapominają, że zwierzę to nie rzecz, której można się pozbyć, kiedy się znudzi albo popsuje, a pies czy kot mają uczucia. Co czuje porzucone zwierzę?

A.K.: - Psy są zwierzętami społecznymi, tworzą z ludźmi trwałe więzi. To tak jak z nami - kiedy tracimy kogoś bliskiego, czujemy smutek, frustrację, rodzaj psychicznego bólu. Identycznie jest ze zwierzętami. Pies do normalnego funkcjonowania potrzebuje emocjonalnej więzi z człowiekiem. Można te uczucia porównać do ludzkich, chociaż zwierzęta ich nie nazywają, nie rozróżniają smutku, melancholii czy depresji, natomiast na pewno odczuwają psychiczny ból związany ze stratą więzi.

Bakłażan, 1 rok. Najchętniej spędzałby cały dzień na psotach. Gdy nikt nie zwraca na niego uwagi, sam zaprasza wszystkich wokół do zabawy -  nie ważne czy to ludzie czy zwierzęta (fot. materiały promocyjne / Fundacja Viva!)Bakłażan, 1 rok. Najchętniej spędzałby cały dzień na psotach. Gdy nikt nie zwraca na niego uwagi, sam zaprasza wszystkich wokół do zabawy - nie ważne czy to ludzie czy zwierzęta (fot. materiały promocyjne / Fundacja Viva!)

Pobyt w schronisku nie jest komfortową sytuacją ani dla psa, ani dla kota. Jakie piętno taka trauma odciska na psychice zwierząt?

Olimpia Kłosińska: - Trudno mówić o samym pobycie w schronisku, bo najczęściej przebywają tam zwierzęta, które mają już pewien bagaż negatywnych doświadczeń. Dlatego kiedy trafiają do nas pies czy kot z problemami, nigdy do końca nie wiemy, z czego wynikają ich niepożądane zachowania.

Schroniska w Polsce są na różnym poziomie, są też takie, jak prowadzone przez fundację Viva! schronisko w Korabiewicach, które nie są przepełnione, a pies ma tam możliwość ruchu nawet w kojcu. Pochodzące stamtąd zwierzęta są mniej straumatyzowane niż te ze schronisk, w których psy czy koty przebywają wyłącznie w ciasnych boksach. Niemniej, w warunkach schroniska mamy do czynienia z deprywacją wszelkich potrzeb: kontaktu z człowiekiem, ruchu... Do tego dochodzi stres, wynikający w dużej mierze z ciągłego pobudzania: zwierzęta nie są w stanie zasnąć, bo przy dużej liczbie psów zawsze któryś szczeka. Najnowsze badania pokazują, że główną przyczyną stresu w schroniskach jest hałas. Piętno na psychice zwierząt odciska też ubogie środowisko, dlatego nieocenioną pomocą są współpracujący z fundacją Viva! wolontariusze, którzy zabierają psy na spacery, bawią się z nimi, uczą komend.

Brak kontaktu z człowiekiem, w zależności od konstrukcji psychicznej zwierzęcia, może spowodować albo frustrację, która przejawia się agresją, albo - u bardziej wrażliwych osobników - depresję. W złych warunkach, jak ciasny boks, mogą też pojawiać się stereotypie ruchowe - zwierzę chodzi w kółko, zawsze tym samym śladem, jak w klatce w zoo. Koty, które są zwierzętami bardzo terytorialnymi, szczególnie źle znoszą przepełnione schroniska i towarzystwo obcych osobników. Stają się wycofane, apatyczne i bardzo łatwo zapadają na różne choroby, które często kończą się śmiercią, bo jeśli nie wyeliminujemy podstawowej przyczyny, jaką jest stres, leczenie nie odnosi pożądanych skutków. W skrajnych przypadkach psy czy koty chowają się w kącie, nie chcą jeść.

Mieliście w swojej karierze taki ciężki przypadek?

A.K.: - Było ich sporo. Czasami, w ekstremalnych przypadkach, ludzie, adoptując bardzo skrzywdzonego psa, mają wrażenie, że jest on głuchy, bo nie reaguje nawet na głośny hałas. To jest efekt depresji i bardzo złego traktowania. Pamiętam owczarka niemieckiego, który był psem tak depresyjnym, że nie reagował na nic. Był tak otępiały, że przypominał figurę z wosku. Po mniej więcej trzech latach w schronisku został adoptowany, ale jego problemy się nie skończyły. Podjął dramatyczną próbę ucieczki z domu, wybił okno i usiłował przez nie wyskoczyć. Taka reakcja była spowodowana tym, że przez długotrwały stres wyczerpały się rezerwy odpowiedzialnych za dobre samopoczucie dopaminy i serotoniny. W takich przypadkach trzeba czasami włączyć farmakoterapię i dopiero po przywróceniu równowagi emocjonalnej można zacząć pracę. Potrzebny jest czas, ale widok psa, który na nowo uczy się zaufania, przywiązuje się do właściciela i zaczyna cieszyć się życiem, wynagradza ten trud.

Zdarzały się też sytuacje związane z agresją. Psa, który w przepełnionym schronisku jest narażony na ciągłe ataki współtowarzyszy, można porównać do żołnierza walczącego na froncie. Dużo się mówi o zespole stresu pourazowego - to jest mniej więcej to samo. Na skutek bardzo silnego doświadczenia zagrożenia pojawiają się problemy ze snem, powracające złe wspomnienia, impulsywne zachowania w sytuacjach, które przypominają traumę.

Pies reaguje na taką traumę agresją?

A.K.: - Tak, w dodatku nie powie nam, co go dręczy. Po prostu reaguje agresją, kiedy czuje się zagrożony. Marley, nasz najnowszy podopieczny, ambasador akcji „Adopciaki", na szczęście nie ma żadnego z tych problemów, co w dużej mierze jest zasługą wolontariuszy, którzy pracowali z nim już w schronisku. Ale jest to bardzo straumatyzowany pies, który zaznał od ludzi wiele zła. Widać po jego zachowaniu, że był bity i trzymany na łańcuchu - boi się, kiedy ktoś do niego podchodzi, kiedy jest przypięty, bo prawdopodobnie bito go, kiedy był przywiązany i nie miał możliwości obrony ani ucieczki.

Portos, 3 lata. Kot w typie samotnika, ale toleruje zarówno koty jak i psy. Kiedyś mieszkał na wolności i czasem zdarza mu się za nią zatęsknić. Szuka domu z zabezpieczonym oknem i balkonem (fot. materiały promocyjne / Fundacja Viva!)Portos, 3 lata. Kot w typie samotnika, ale toleruje zarówno koty, jak i psy. Kiedyś mieszkał na wolności i czasem zdarza mu się za nią zatęsknić. Szuka domu z zabezpieczonym oknem i balkonem (fot. materiały promocyjne / Fundacja Viva!)

Nawet najlepiej prowadzone schronisko nie zastąpi domu. Dobrą alternatywą dla schronisk są domy tymczasowe. Jak funkcjonują?

O.K.: - Można je porównać do rodzinnych domów dziecka. Dom tymczasowy jest prowadzony albo przez Fundację Viva!, albo przez współpracujących z nią wolontariuszy. Prowadzący taki dom bierze do siebie, w zależności od warunków, jedno lub więcej zwierząt i zajmuje się nimi tak, jak swoimi psami czy kotami. Jest to dobre, bo zwierzę ma szansę nauczyć się funkcjonować w normalnym otoczeniu, co pozwala uniknąć wielu problemów. Osoba prowadząca dom tymczasowy może też ocenić zachowanie psa czy kota, stworzyć jego profil, określić, czy toleruje inne zwierzęta lub dzieci. Znacznie maleje wtedy ryzyko adopcji psa, który z pozoru wydaje się przyjazny, a potem w domu docelowym będzie gonił kota i warczał na dziecko. Zwierzak z domu tymczasowego jest sprawdzony, wiadomo, jakie ma problemy i jak należy z nim pracować.

Każdy może stworzyć dom tymczasowy czy trzeba spełnić określone warunki?

A.K.: - Przede wszystkim trzeba kochać psy i koty. Należy coś na ich temat wiedzieć i mieć podstawowe umiejętności uczenia zwierząt zachowań. No i rzecz jasna trzeba mieć trochę czasu, żeby poświęcić go zwierzakowi. Oczywiście wszyscy wolontariusze prowadzący domy tymczasowe w ramach akcji „Adopciaki" zostali przez nas przeszkoleni z zakresu uczenia metodą wzmocnień pozytywnych, czyli za pomocą nagród, a nie kar, czy radzenia sobie z zachowaniami niepożądanymi.

Jeśli zwierzę jest skrzywdzone, zaczyna stwarzać problemy. Tu wkraczacie wy, behawioryści. Na czym właściwie polega wasza praca?

O.K.: - Pracujemy nie tylko ze zwierzętami, ale też z rodzinami - ich nowymi właścicielami. Ludzie, którzy mają określony problem z psem czy kotem, zwracają się do nas. To już jest pierwszy krok do sukcesu, bo nawet jeśli wcześniej nie postępowali ze swoimi podopiecznymi właściwie, szukają pomocy i chcą dobrze dla zwierzęcia - pragną mu pomóc, ale nie wiedzą jak. Umawiamy się na konsultację w ich domu, bo pomoc na odległość nie jest efektywna - opis właściciela często nie jest zgodny z tym, co nam się uda zaobserwować na miejscu. Dużo rozmawiamy, przeprowadzamy wywiad na temat problemu, obserwujemy zachowanie w generującej problem sytuacji, czyli np. jeśli pies sprawia problem na spacerach, idziemy z nim na spacer.

Konsultacja polega na tym, że obserwujemy i dajemy właścicielowi wskazówki do dalszej pracy ze zwierzęciem. Po wizycie sporządzamy raport, który obejmuje plan działania na następne dni czy tygodnie, bo problemu nie da się wymazać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Trzeba wprowadzić pewne zmiany w funkcjonowaniu zwierzęcia, a często również całej rodziny.

Lucky, 6 lat. Jest mistrzem skakania. Bardzo lubi biegać i szaleć w ogródku, ale nie przepada za spacerami. Jestem ostrożny w stosunku do ludzi, dopiero uczy się zaufania (fot. fotopsy.pl)Lucky, 6 lat. Jest mistrzem skakania. Bardzo lubi biegać i szaleć w ogródku, ale nie przepada za spacerami. Jest ostrożny w stosunku do ludzi, dopiero uczy się zaufania (fot. fotopsy.pl)

Adopcja to dla zwierzęcia los wygrany na loterii, ale początki bywają trudne. Jak możemy zwierzęciu ułatwić adaptację do nowego środowiska i co wpływa na czas zadomawiania się?

O.K.: - Ten proces w dużej mierze zależy od samego zwierzęcia i jego doświadczeń. Jeśli wiejski pies łańcuchowy trafił do schroniska, a potem do bloku w mieście, proces adaptacji będzie dłuższy niż u szczeniaka, którego przygarnęliśmy, gdy ma kilka miesięcy i bardzo niewiele doświadczeń. Naszego Hapsa adoptowaliśmy, kiedy miał ok. trzech-czterech miesięcy i od początku czuł się u nas bardzo dobrze. Natomiast Whisky'emu, którego wzięliśmy jako dorosłego psa z przeszłością, zajęło ok. pół roku, żeby uwierzyć, że jest z nami na zawsze i nic złego już go od człowieka nie spotka. Z kolei Marley, który jest z nami od kilku tygodni, po każdej wycieczce strasznie się cieszy, kiedy wraca do domu, bo wcale nie jest dla niego oczywiste, że tu wróci. Tego nie da się psu wytłumaczyć, on musi tego doświadczyć, przyzwyczaić się, nabrać przekonania, że wyjazd nie oznacza, że ktoś go wywozi, żeby go porzucić.

Wspomniał pan, że źródłem problemów w nowym domu jest też często to, że ludzie, adoptując zwierzę, kierują się jego wyglądem, tym, że jest słodkie. Na stronie Adopciaków jest wyszukiwarka, mająca za zadanie ułatwić dopasowanie zwierzaka do przyszłych właścicieli. Czym powinniśmy się kierować przy wyborze czworonoga?

A.K.: - W przypadku psa przede wszystkim poziomem jego aktywności, tym, co ma w genach, co lubi robić. Jeśli mamy psa w typie stróża, to nie możemy oczekiwać, że będzie się zachowywał jak labrador i radośnie witał wszystkich gości. Taki zwierzak potrzebuje czasu, żeby się zaprzyjaźnić. Są też rasy takie jak york czy beagle, których nieszczęściem jest słodki wygląd. Beagle jest śliczny, ale to pies gończy, stworzony po to, żeby samodzielnie dogonić i osaczyć zwierzę na polowaniu. W genach ma bieganie samopas, a ludziom, którzy nic o rasie nie wiedzą, nie podoba się, że „ucieka” i trzeba go szukać. Z kolei niektóre psy bullowate, jak staffordshire terrier czy bulterrier, choć pierwotnie stworzone do walk, były przez długi czas selekcjonowane ze względu na towarzyskość i dobrze współpracują z człowiekiem. Pomimo że mają czarny PR i groźnie wyglądają, świetnie się przystosowują i mogą być znakomitymi towarzyszami.

Kinia, 1,5 roku. Mała, przyjazna kotka, która lubi inne koty, a wadzi się z psami. Poznała smak wolności, ale teraz woli obserwować świat przez okno (fot. materiały promocyjne / Fundacja Viva!)Kinia, 1,5 roku. Mała, przyjazna kotka, która lubi inne koty, a wadzi się z psami. Poznała smak wolności, ale teraz woli obserwować świat przez okno (fot. materiały promocyjne / Fundacja Viva!)

Czy ktoś, kto przychodzi do schroniska, może liczyć na pomoc w zakresie wyboru zwierzęcia?

A.K.: - Tak, to jedno z głównych założeń programu „Adopciaki". Osoba, która chce adoptować zwierzę, może znaleźć takie, które będzie odpowiadało jej warunkom i osobowości. Wybór zwierzęcia ze schroniska jest o tyle trudny, że są to zazwyczaj psy lub koty tzw. wielorasowe i na pierwszy rzut oka nie wiadomo, jakiej rasy cechy będą w nich dominować, czego można się po nich spodziewać. Dlatego nasza rola jako behawiorystów polega na tym, żeby zwierzę określić nie pod kątem wyglądu, lecz właściwych mu cech, takich jak poziom i rodzaj aktywności czy stosunek do ludzi i innych psów czy kotów.

O.K.: - „Adopciaki" to program, który wyklucza pytania typu: czy chcesz pieska rudego, łaciatego czy z klapniętym uszkiem? Nas interesuje czas, który przyszły właściciel może poświęcić psu czy kotu, czy zwierzę ma przebywać w bloku, w ogrodzie itd. Założeniem programu i warunkiem adopcji jest też spotkanie przedadopcyjne, kiedy wolontariusze poznają potencjalnego właściciela i jego dom, następnie zapoznanie z wybranymi zwierzętami, przemyślenie adopcji tak, żeby była odpowiedzialna, i wreszcie właściwy wybór i adopcja. Myślę, że jest to bardzo rozsądne.

Adopcja to obopólna korzyść - zwierzak wygrywa los na loterii, ale również życie właściciela zmienia się na lepsze. Co zyskuje człowiek, który przygarnia psa czy kota?

O.K.: - Korzyści jest cała masa - przede wszystkim zyskujemy towarzysza życia, kogoś, kto kocha bezwarunkowo, nie ocenia i zawsze chętnie spędza z nami czas. Właściwie każdy zyskuje to, czego potrzebuje - kompana do codziennego ruchu, do przytulania, ale też zwierzę, które uczy cierpliwości, empatii, poczucia odpowiedzialności...

A.K.: - Wiele zależy od człowieka- podstawowym pytaniem, które chciałbym zadać osobie adoptującej, jest: czy lubi pan/pani psy czy koty? Czy lubi je dotykać? Przebywać z nimi, mówić do nich... Możemy mieć korzyści z kontaktu ze zwierzęciem pod warunkiem, że zwierzęta lubimy. Jeśli mamy potrzebę kontaktu z psem, to on może nam bardzo wiele dać. Dla osób starszych, które często są samotne, zwierzę jest nieocenionym przyjacielem, towarzyszem codziennych radości i trosk. W dzisiejszym społeczeństwie, gdzie jest bardzo dużo singli, zwierzęta są substytutem albo uzupełnieniem ważnych relacji społecznych - do psa czy kota możemy się przytulić, kiedy wracamy z pracy i czujemy się samotni, zwierzak zawsze cieszy się na nasz widok, a dom nigdy nie jest już pusty. Jest też cała grupa młodych osób, które szukają psów do wspólnego uprawiania sportu, jak np. dogtrekking, który staje się coraz bardziej popularny. Takie psy też czekają w schroniskach i mogą dać przyszłym właścicielom dużo radości i satysfakcji.

 

Więcej informacji o zwierzętach, które szukają domu na stronie Adopciaki.pl

 

Olimpia i Andrzej Kłosińscy. Behawioryści i psychologowie zwierzęcy COAPE Polska, akredytowanego oddziału Centre of Applied Pet Ethology, największej na Wyspach Brytyjskich organizacji kształcącej behawiorystów zwierzęcych, ambasadorowie akcji Adopciaki. Od lat pracują z bezdomnymi zwierzętami tak, aby przygotować je do szczęśliwej i odpowiedzialnej adopcji. Sami przygarnęli trzy psy i dwa koty. Najnowszym członkiem ich stada jest pies Marley, adoptowany w sierpniu 2015 ze schroniska w Korabiewicach.

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała Fashion Marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG" i portalem Sezon. Zajmuje się też PR-em i produkcją sesji zdjęciowych.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także