Dlaczego notorycznie kłamiemy?

Dlaczego notorycznie kłamiemy? (fot. Shutterstock.com)

psychologia

Przyłapani na kłamstwie. Jak, kiedy i dlaczego oszukujemy?

Kłamiemy notorycznie. W sferze finansów - często zaniżamy lub zawyżamy swoje dochody. W sypialni, pokrywając w ten sposób pruderię. W pracy - tam lubimy działać na pokaz, podkreślać własne bohaterstwo. I oczywiście w sieci, w której tworzymy lepsze wersje samych siebie. Czy to źle, że tak "ściemniamy"? Niekoniecznie.

Julia Izmałkowa - psycholożka, etnografka, wykładowczyni - nie wygląda na taką, która brudziłaby sobie ręce kłamstwami. Jest pogodna, ciepła, cierpliwa i skupiona na rozmówcy. Kłamstwa lubi, a nawet z nich żyje - a to dlatego, że mówią jej o człowieku więcej niż niejedna prawda.

10 lat temu Julia założyła pierwszą w Polsce agencję specjalizującą się w pozadeklaracyjnych badaniach etnograficznych. Jej klientami są wielkie firmy i korporacje, które chcą jak najlepiej poznać rynek, by dotrzeć ze swoimi produktami do odbiorców.

W swoich badaniach Julia nie ogranicza się do zadawania ludziom pytań. Ich odpowiedzi konfrontuje potem z rzeczywistością: odwiedza ich w domach, obserwuje nawyki, sprawdza, co mają na półkach. Następnie pracuje nad strategią, którą najchętniej tworzy na łonie natury, w tropikalnych lasach Ameryki Południowej, którą również bada, a prywatnie kocha. Zapewnia, że to inspirujące miejsce do pracy. Choćby dlatego że - jak zdradza nam w wywiadzie - tam kłamie się inaczej.

Julia Izmałkowa (fot. archiwum prywatne)Julia Izmałkowa (fot. archiwum prywatne)

Karolina Przewrocka: Czy ktoś panią ostatnio okłamał?

Julia Izmałkowa: Myślę, że kilka osób.

To smutne.

- Ależ nie! Kocham prawdę, ale też rozumiem kłamstwo. Dla potrzeb marketingu i biznesu definiujemy kłamstwo jako każdą rzecz, która nie jest do końca zgodna z rzeczywistością: ubarwianie, dopowiadanie, ironiczne żarty. I szczerze mówiąc: jeśli pytam kogoś, czy się postarzałam, to często wolę, żeby skłamał. Bo są kłamstwa dobre i złe. Wszystko zależy od czasu i intencji. Czasem potrzebujemy kłamstwa, ono pozwala nam przetrwać trudne sytuacje, a nawet przejść przez życie z uśmiechem. Kłamstwo jest częścią natury ludzkiej. A prawdę, zwłaszcza tę trudną, należy podawać z rozwagą. W nadmiarze i w złych intencjach staje się agresją.

Taki „wykrywacz kłamstw” w oczach musi być dla pani męczący.

- W sytuacjach, w których nie muszę analizować, nie robię tego. Byłoby to trudne dla moich najbliższych i przyjaciół. Pewne rzeczy robię odruchowo, nawet nieświadomie: jeśli ktoś mi o sobie opowiada, to ja później czytam w internecie na jego temat, analizuję, co ma w domu, jak jest ubrany itd. Automatycznie wiążę te informacje, porównuję je. Czasem ludzie są zdziwieni, że wiem o czymś, o czym mi jeszcze nie opowiadali. Mam dość ciekawską naturę, lubię dociekać prawdy o ludziach. Choć i na to muszę uważać, żeby nikt nie poczuł się przez moją dociekliwość osaczony.

Mnie też pani „sprawdziła”?

- Oczywiście. Przygotowanie się daje nam możliwość lepszego poznania osoby, a także sprawia, że rozmowa jest później ciekawsza. W dodatku rozmówca odczuwa, że jest dla mnie ważny. Bo jest.

A może chodzi o asekurację? Pani wie, że ludzie kłamią. Takie wcześniejsze przygotowanie może ujawnić czyjś fałsz, przygotować na to, że ta osoba może chcieć panią manipulować.

- Mam bardzo dużą wiarę w człowieka: uważam, że ludzie są z natury dobrzy. Szkoda mi więc marnować energii na zastanawianie się, czy ktoś mnie okłamie, czy już to zrobił i jak bardzo. Analizuję to tylko w kwestiach dla mnie najważniejszych i priorytetowych.

Specjalizuje się pani w badaniach etnograficznych. Rozumiem, że w badaniach na potrzeby marketingu bierze się pod uwagę psychologię i socjologię. Ale co ma etnografia - dyscyplina polegająca na badaniu fenomenów kulturowych - do marketingu?

- Badania te nazywamy etnograficznymi, ponieważ korzystają z narzędzi tej dyscypliny, na przykład z rozwiniętych przez etnografów metod obserwacji. Naszym podstawowym założeniem jest obecność kontekstu. Coś powiedziane lub zrobione bez względu na kontekst jest dla nas bez znaczenia. Samo w sobie nie może być duże czy małe, dobre czy złe, jeśli nie możemy tego z niczym porównać, do niczego odnieść.

Całość naszej firmowej filozofii składa się z elementów etnografii, socjologii i psychologii. Łączymy techniki, sposoby myślenia, perspektywy.

Na stronie internetowej pani firmy wypisano wielkimi literami motto: „Wszyscy kłamią”. Ale przecież przed chwilą wspomniała pani, że człowiek jest z natury dobry.

- Bo ja nie uważam, że kłamstwo jest czymś złym. Uważam, że wszystko, co jest częścią natury ludzkiej, jest w porządku. To kwestia intencji, i tego, co my z tym dalej zrobimy. W firmie wychodzimy z podstawowego założenia: musimy mieć absolutny szacunek do tego, jaki jest człowiek, jaka jest jego istota. A w jego istocie tkwi to, że kłamie. Ja też.

(fot. Shutterstock.com)Ubarwiamy opowiadane historie, bo chcemy, by nasze życie było bardziej ciekawe (fot. Shutterstock.com)

Dlaczego kłamiemy?

- Są dwa najczęstsze powody: miłość do siebie lub do innych, a także unikanie kary lub zyskanie nagrody. Czasem bronimy własne ego, by coś zyskać lub czegoś uniknąć, przy czym wcale nie muszą to być wartości namacalne. Już samo uchronienie własnego obrazu, w który chcemy wierzyć, jest wynagradzające. Wiem, że pani o mnie myśli, że jestem inteligentną osobą, więc ja zrobię wszystko, by to się w rozmowie potwierdziło, by pani nadal tak o mnie myślała. Mogę też opowiedzieć coś, w co święcie wierzę, choć będzie to dalekie od rzeczywistości. Nieświadomie przekażę pani kłamstwo, w które obie wierzymy.

Kłamiemy też z miłości do drugiego człowieka - po to, by kogoś nie skrzywdzić. Jeśli córka pyta panią, czy jest gruba, to na pewno powie pani, że jest piękna, choć może faktycznie przydałoby jej się zrzucić kilka kilogramów. A jeśli mąż ugotuje coś niejadalnego, to zje pani i powie, że było pyszne, po to, by nie zrażać go do gotowania i go nie urazić.

Są też inne powody kłamstwa. Wiele osób uważa na przykład, że wręcz wypada, byśmy kłamali w CV. Ktoś, kto czyta CV, wie, że niektóre dane mogą być przez aplikujących wyolbrzymione. Jeśli więc napiszemy o sobie prawdę, to znacznie umniejszymy swoje szanse na dalszy etap rekrutacji względem pozostałych. Czasami też ubarwiamy, bo chcemy, by nasze życie było bardziej ciekawe. Jeśli ktoś ze znajomych łowi ryby, to w jego opowiadaniach będą one zawsze większe niż w rzeczywistości.

W naszym podejściu badawczym ważne jest zrozumienie intencji, tego, co chcemy uzyskać, że aż posunęliśmy się do sytuacji kłamstwa. Ale kłamstwo niekoniecznie musi być czymś złym, jak i prawda niekoniecznie musi być czymś dobrym. Zależy, po co kłamiemy. I po co mówimy prawdę.

Wspomniała pani o niemówieniu prawdy, „bo nie wypada”. Polacy są tu chyba modelem: na tle innych narodów przodujemy w grzeczności, a zasady „dobrego wychowania” znamy od dzieciństwa. Chodzi w nich m.in. o to, by nie mówić czegoś wprost, by kogoś nie urazić. Czy to znaczy, że kłamstwo może być cechą konkretnej narodowości? Inaczej wygląda w Polsce i np. w Ameryce Południowej i Łacińskiej, gdzie tak często pani jeździ?

- Bez dwóch zdań! To prawda: kultura determinuje sposób, w jaki kłamiemy, a także tematy kłamstwa. W Ameryce Łacińskiej kłamie się non stop - ale to jest moja kulturowa perspektywa. Dla nich to wcale nie jest kłamstwo. Mężczyzna może powiedzieć pani, że jest najpiękniejsza na świecie. Za chwilę spotka inną i powie jej to samo. Czy skłamał? On uważa, że nie, bo przecież w tej konkretnej chwili naprawdę uważał panią za najpiękniejszą. Albo mówi: - Zadzwonię wieczorem, spotkamy się. Ale wcale nie ma tego na myśli. To tylko forma grzecznościowa. Albo faktycznie umówi się na spotkanie i może nawet będzie na nie szedł, ale po drodze spotka kuzyna, który zabierze go na inną imprezę. Nie uzna tego za niestosowne, bo przecież wybrał atrakcyjniejszą dla niego formę spędzenia wieczoru. Mało tego: uważa oczywiście, że osoba, z którą się umówił, też ma do tego prawo.

Mieszkałam kiedyś na Wyspie Wielkanocnej, gdzie ludzie mówią prawdę życzeniową, czyli to, co chcieliby, by się zdarzyło. Ktoś potrafił mi o czymś opowiedzieć, ja przyjmowałam to do wiadomości, a potem dowiadywałam się, że to nieprawda. Dopiero później przekonywałam się, że nie zostałam okłamana. Mój rozmówca naprawdę święcie wierzył w swoją opowieść w chwili naszej rozmowy.

To pole do popisu dla badacza, który odnosi się do tych wszystkich kontekstów kulturowych i społecznych i pilnuje, by zyskać obiektywizm sytuacji, a nie nazywać od razu, co jest kłamstwem, a co nie. Badacz wchodzi też w motywacje. To bardzo istotne w naszej pracy, bo żadna informacja bez odpowiedzi na pytanie „dlaczego?” nie ma znaczenia.

W jakich sprawach kłamią Polacy?

- Bardzo często w tematach materialno-intelektualnych. Polakom trudno jest się przyznać do swojego realnego statusu społecznego. Ciekawe jest to, że kłamią, zarówno zaniżając, jak zawyżając - w zależności od grupy społecznej i od tego, jak im jest wygodniej. Ci biedniejsi mogą w opowieściach zaniżać swoje środki, by uzyskać większe korzyści, ale przy sąsiadach będą kłamać „w górę”, by pokazać, że wcale nie jest z nimi tak źle. W Polsce uważa się nadal, że nie wypada rozmawiać o pieniądzach, więc lepiej skłamać, niż powiedzieć prawdę. Finanse są trudnym tematem.

Polakom trudno jest się przyznać do swojego realnego statusu społecznego (fot.Shutterstock.com)Polakom trudno jest się przyznać do swojego realnego statusu społecznego (fot. Shutterstock.com)

Z intymnością wcale nie jest lepiej. Jesteśmy bardzo pruderyjni, więc rozmowy w tym temacie są często obarczone kłamstwem. I nie mówię tutaj tylko o seksie, ale również o kwestiach relacji. Na przykład zadajemy człowiekowi pytanie: - Ile czasu spędzasz w domu z rodziną? A później spotykamy się z jego żoną i dzieckiem, i otrzymujemy trzy zupełnie różne odpowiedzi. Ludzie często kłamią nieświadomie: na przykład wierzą, że spędzają ze sobą więcej czasu, niż myślą.

Świadomie kłamiemy w sprawach zawodowych. Na przykład jak często i po co używamy mediów społecznościowych. Mamy tendencję do robienia rzeczy na pokaz. Wysyłamy maile w środku nocy lub wcześnie rano, by pokazać szefowi, jak dużo pracujemy. Ogólną tendencją - obejmującą również Polaków, ale nie tylko - jest kreowanie swojego wizerunku w internecie. Gdy robimy zdjęcia ludziom, z którymi prowadzimy badania, orientujemy się, że te, które publikują w portalach społecznościowych, dramatycznie się różnią. Widzimy na nich dwie kompletnie różne osoby.

W Polsce panuje przekonanie, że nie należy się chwalić, bo to oznacza, że jest się nieskromnym, ma się parcie na szkło, pieniądze, sławę. A człowiek ma potrzebę mówienia o sukcesach. Polacy robią to więc pośrednio, nie wprost, ironicznie - bo „nie wypada”. Inne narody radzą sobie z tym inaczej.

Pani wiedzę i umiejętności można by pewnie wykorzystać nie tylko w badaniach, ale też w codziennych sytuacjach. Jak nie dać się oszukać? Skąd mamy wiedzieć, że ktoś kłamie?

- Po pierwsze, nie należy zawsze ufać sygnałom niewerbalnym. Istnieją stereotypy, że kłamca nie patrzy w oczy, jąka się itd. Tymczasem dobry kłamca o tym wie, potrafi więc powiedzieć nam prosto w oczy najbardziej wyszukane kłamstwo. Obowiązuje zasada ostrożności. I jeszcze jedna: ludzie kłamią, dowody nie. Zawsze zadając dodatkowe pytania, np. o szczegóły, możemy się dowiedzieć, czy chodzi o prawdę czy fałsz. Z reguły jest tak, że zapamiętujemy ważne szczegóły, a pozostałe wyrzucamy z pamięci. Bo czy mam pamiętać, jakiego koloru była taksówka, którą pojechałam na imprezę w piątek? Jeśli więc chcę kogoś okłamać, ten ktoś zada pytanie o taksówkę, a ja odpowiem z przekonaniem, że była czerwona, to będzie to dla niego sygnał, że kręcę.

Jeśli więc żona przypuszcza, że mąż ją zdradza, to wystarczy, że zada mu szczegółowe pytania, by to potwierdzić?

- Niestety, nie jest to takie proste. Rzeczywiście, może sprawdzać, na ile to możliwe, zgodność jego odpowiedzi z prawdą. Na przykład jeśli mówi, że spędził wieczór z kumplami w piwnym barze, to sprawdzić, czy zapach jego ubrań to potwierdza (papierosy, frytki itd.). A dwa - można porównać zachowania męża dziś i wcześniej. Jeżeli następuje radykalna zmiana jego zachowań, to coś jest na rzeczy. Na przykład zabiera ze sobą komórkę do łazienki, podczas gdy wcześniej tego nie robił, nagle znajduje czas na siłownię, ma radykalnie dużo pracy bez żadnego racjonalnego powodu, dla którego miałby jej mieć tyle akurat teraz.

Warto wówczas skonfrontować męża ze swoimi przypuszczeniami. Zapytać wprost, czy zdradza. I tu ważne: jeśli przyłapiemy kogoś na kłamstwie, to wcale nie musi oznaczać, że ten ktoś zdradza. Może przygotowuje właśnie imprezę niespodziankę dla żony i dlatego przychodzi później? Z oskarżeniami o kłamstwo trzeba bardzo uważać, bo są one wyjątkowo krzywdzące.

Zadając dodatkowe pytania, np. o szczegóły, możemy się dowiedzieć, czy chodzi o prawdę czy fałsz (fot. Shutterstock.com)Zadając dodatkowe pytania, np. o szczegóły, możemy się dowiedzieć, czy chodzi o prawdę czy fałsz (fot. Shutterstock.com)

Jak w praktyce wyglądają pani badania?

- Badania są najróżniejsze, bo zależą od zapotrzebowania klienta, narzędzi i technik, których używamy. Ostatnio robiliśmy badanie w sprawie korzystania z Facebooka. Na początku zadaliśmy ludziom pytanie, które funkcje internetu są dla nich najważniejsze. Wiedzieli, że nie mogą skłamać, bo później będziemy sprawdzali, jak jest w rzeczywistości. I będą musieli jeszcze raz z nami porozmawiać. Odpowiadali więc szczerze i najczęściej mówili, że strony banków, dzięki którym mogą wykonać przelewy. Później postawiliśmy ich przed wyzwaniem: odcięliśmy im internet. Następnie powoli przywracaliśmy - każdego kolejnego dnia mogli uruchomić jedną, ale tylko jedną funkcję w internecie. Większość otwierała Facebooka, na drugim miejscu był WhatsApp.

To było ciekawe doświadczenie, bo gdy pytaliśmy ich o preferencje na początku, Facebook i WhatsApp nie znalazły się nawet w pierwszej trójce. Najbardziej zdziwili się sami respondenci - nie wiedzieli, że brak dostępu do tych funkcji budzi w nich takie napięcie, że po prostu nie wyobrażają sobie bez nich dnia. Czasem poprzez nasze badania ludzie dowiadują się o sobie nowych rzeczy. Tak jak w zasadzie wziętej z życia: że czasami trzeba stracić, by zobaczyć, czego naprawdę nam brakuje. Dlatego prowadzimy ich podczas badań tak, by najpierw się zgubili, aby potem mogli się odnaleźć. Żeby byli zdezorientowani, a później mogli zrozumieć sytuację.

Te spotkania z ludźmi są pewnie najbardziej fascynujące? Jako dziennikarce wydaje mi się to w każdym razie bardziej atrakcyjne niż suche ankiety dla respondentów.

- Z Klaudyną, moją zastępczynią, pracujemy nad tym od 10 lat, i to naprawdę się nie nudzi. Nieustająco zachwycamy się naturą ludzką. Człowiek zawsze powie nam coś inaczej, niż możemy się spodziewać. I proszę mi uwierzyć: to nie są dla nas zwykłe wywiady, to prawdziwe, głębokie rozmowy. Ważne jest dla nas to, co ludzie myślą, co im przeszkadza, co kochają, a co im sprawia przykrość.

Zdarza się, że zanim zadamy pytania, ludzie od razu wszystko nam opowiadają. Czasem chcą uprzedzić nasze pytania, a czasem po prostu się wygadać. W dzisiejszych czasach trudno tak naprawdę zostać wysłuchanym. Nawet gdy ktoś słucha tego, co pani mówi, to zwykle w tym samym czasie pisze jakiegoś maila lub sprawdza Facebooka. A my w tych sytuacjach jesteśmy ludźmi nieustannie zafascynowani, chętnie słuchamy. Jako badacze zdobywamy potrzebne nam informacje, ale też wynosimy masę innych doświadczeń. Poznajemy konteksty do tematów, którymi być może zajmiemy się później.

Zaraz, zaraz. Opowiada pani o tym, jakby to była praca niemal filantropijna i miała na celu tylko dobre samopoczucie pani rozmówców. A przecież chodzi tu o przyszłą reklamę soku czy żelazka, w grę wchodzą wielkie korporacje i zapewne niemałe pieniądze. Jak mam to rozumieć?

- Jesteśmy firmą komercyjną, ale to, że robimy to dla pieniędzy, nie oznacza, że nie możemy kochać naszej pracy. Wchodzimy w życie ludzi i bez szczerej i autentycznej ciekawości czy fascynacji oni się nie otworzą. Mamy swoje cele do zrealizowania. Swoje pytania. I prowadzimy rozmowy tak, żeby znaleźć odpowiedzi na wszystkie. Klient nie zatrudnia nas dlatego, że jest ciekawski. Zależy mu tylko na znalezieniu konkretnych odpowiedzi na jego pytania - chce wiedzieć, a nie domyślać się. Chce być pewien, a nie tylko mieć przeczucia.  Płaci nam za wiedzę i rozwiązania i my w naszych badaniach tego właśnie szukamy. Etnografia jest tylko metodą, nie jest rozwiązaniem samym w sobie.

Dwa najczęstsze powody kłamania to miłość do siebie lub do innych, oraz chęć uniknięcia kary lub zyskania nagrody (fot. Shutterstock.com)Dwa najczęstsze powody kłamania to miłość do siebie lub do innych, oraz chęć uniknięcia kary lub zyskania nagrody (fot. Shutterstock.com)

Badania etnograficzne są skuteczniejsze niż inne badania rynku dla marketerów? To dość niestandardowe podejście. Sama to pani wymyśliła?

- Bardzo bym chciała, ale to nie ja... Jestem praktyczna i działam jak żołnierz: mam zadanie, muszę je zrealizować. Wcześniej pracowałam jako strateg w największych agencjach reklamowych: DDB i EURO RSCG. W tworzeniu strategii obowiązuje zasada trash in/trash out. To znaczy, że jeśli nie masz dobrych danych, nie ma szansy na przygotowanie naprawdę dobrej strategii. Po jakimś czasie odczułam mocno, że tych dobrych danych mi brakuje. Widziałam, że badania deklaratywne nic nie znaczą, nie zbliżają mnie do prawdy. Zainteresowałam się więc etnografią. Szukałam, jak to robią inni: Marinpolski, Kostera, Konecki [Hy Mariampolski, Monika Kostera, Krzysztof Konecki - to badacze zajmujący się użyciem etnografii w badaniach jakościowych - przyp. red.]. Ich badania i podejście przekonały mnie, postanowiłam więc zająć się tylko etnografią i stworzyć agencję, która skupi się na badaniach. Takich, które przynoszą rezultaty i pozwalają na opisanie rzeczywistości takiej, jaka jest naprawdę.

Mamy wąską specjalizację, całą naszą energię dedykujemy etnografii. Bardzo wierzę w jej sens. Badania etnograficzne są lepsze do realizacji pewnych celów, tak jak samolot jest szybszy niż statek. Mają więcej możliwości. Etnografia nie jest oczywiście panaceum na wszystkie problemy, ale jesteśmy w stanie dostarczyć więcej odpowiedzi, bo mamy więcej możliwości. Uwzględniają kontekst, głębsze rozumienie człowieka, są oparte na specjalnej metodzie rozmawiania. Co roku w naszej agencji tworzymy kilkanaście nowych technik badawczych opartych na etnografii.

To jedyna taka agencja na rynku?

- Każda szanująca się agencja robi badania etnograficzne. Ale moja bodajże jako jedyna w Europie poświęcona jest tylko temu.

Otworzyła ją pani 10 lat temu. Było trudno?

- Jestem emigrantką, przyjechałam do Polski z Ukrainy, gdy miałam 15 lat. Przekonałam się na własnej skórze, że o tym, jak jesteś silny, dowiadujesz się wtedy, gdy nie masz wyboru. W takiej sytuacji zawsze są imigranci. Musiałam szybko nauczyć się języka, pójść do polskiej szkoły, co było dodatkowo trudne, bo mam dysleksję. Zawsze musiałam starać się bardziej niż inni. Zawsze zakładałam, że nie może być tak, że mi się nie uda. Byłam ambitna i pracowita, więc nie trwoniłam czasu. Pracowałam od 17. roku życia, czytałam i nadal czytam obowiązkowo przynajmniej książkę tygodniowo. Przygotowywałam się długo do momentu, w którym mogłam otworzyć własną firmę, wyciskałam czas jak cytrynę. Po 30. roku życia odkryłam nagle, że już nie muszę się tak dużo uczyć, że przyszła pora odcinać od zdobytej wiedzy kupony. A więc tak, było trudno zbudować bazę wiedzy i umiejętności - ale udało się między innymi dlatego, że wcześnie zaczęłam to robić.

To trochę dziwne, bo rozmawiałyśmy o kłamstwie, a ja widzę przed sobą zarażającą optymizmem osobę.

- Mam oczywiście swoje złe dni, rozczarowanie światem i ludźmi, kiedy widzę wokół tyle zła. Ale mam też głęboką wiarę w to, że wszyscy mamy w sobie dobroć. Tylko z różnych powodów nagle zaczynamy czerstwieć i czasami brakuje osób, które by nam wtedy pomogły.

Mam szczęście, że zawsze miałam wokół bliskie osoby, które wyciągały mnie z problemów lub podawały mi rękę. Ale wiem, że są ludzie, którzy nie mają takiego szczęścia. Akceptuję świat o różnych odcieniach szarości. Fakt, że jest zło i dobro. I nie przeszkadza mi, że ludzie kłamią. Ważne są intencje. Prawda powiedziana w złej intencji lub czasie jest bardzo agresywna. Jeśli ktoś mnie dołuje przed samym egzaminem, to robi mi krzywdę. W tej akceptacji faktu, że kłamiemy, widzę jakąś łagodność natury ludzkiej. Wie pani, ja jestem właściwie ludziom wdzięczna za każde kłamstwo: wiem wtedy, co ich boli i o czym marzą. Tak naprawdę dużo więcej dowiaduję się o nich, gdy kłamią, niż gdy decydują się powiedzieć mi prawdę.

 

Polecamy książkę "Wszyscy kłamią. Nie daj się oszukać!" dostępną w promocyjnej cenie w Publio.pl


Julia Izmałkowa. Założycielka Izmałkowa Consulting, agencji oferującej etnograficzne badania pozadeklaracyjne do celów biznesowych i marketingowych. Z wykształcenia psycholog. Przez osiem lat pracowała jako strateg dla międzynarodowych agencji reklamowych (DDB, EURO RSCG). Jest wykładowcą na studiach podyplomowych, bierze czynny udział w licznych sympozjach, konferencjach naukowych i branżowych, pisuje do pism specjalistycznych. Swój drugi dom znalazła w Ameryce Południowej, gdzie odkrywa nowe kultury i nieustannie poszerza swoją wiedzę.

Karolina Przewrocka. Dziennikarka. Współpracowała z polskimi i niemieckimi mediami: „Tygodnikiem Powszechnym”, TVP Kultura, „Przekrojem”, „Deutsche Welle” w Bonn i „Der Freitag” w Berlinie. Bloguje dla „Polityki” o miejscach z blizną, tłumaczy z niemieckiego. Mówi kilkoma językami.


Polecamy film "Reguły kłamstwa" w reż. Roberta Sedláeeka:

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (27)
Zaloguj się
  • giego

    Oceniono 52 razy 36

    Kompletnie nie na temat, ale założę się, że nie jedyny... Ta kobieta jest zjawiskowo piękna, całkowicie inna niż promuje się w sieci. To głupie, ale musiałem to napisać haha

  • d.d.5

    Oceniono 27 razy 27

    "Pierwsze kłamstwo myślisz ech,zażartował ktoś
    Drugie kłamstwo gorzki śmiech,śmiechu nigdy dość
    Trzecie kłamstwo gdy juz przejdzie przez twój próg
    Bardziej rani cię niż na wojnie wróg"
    Bułat Okudżawa.

  • bloxyx

    Oceniono 16 razy 8

    kłamie prezes, dyrektor, kierownik to i szeregowy pracownik będzie kłamał

  • yoric

    Oceniono 35 razy 5

    W idealnym czasie i miejscu ten wywiad. Nie trzeba jechać do Ameryki Południowej, wystarczy wziąć do ręi Wyborczą, żeby poczuć tamtejsze normy dotyczące kłamstwa.
    Oczywiście to nie jest kłamstwo, bo to wszystko w dobrej sprawie.

  • republique

    Oceniono 12 razy 4

    Uwaga , niespodzianka ! Wysyłam maile w nocy i nad ranem bo po robocie padam na glebę a mój mózg nie funkcjonuje , budzę sie na kanapie w środku nocy i nadrabiam zaległości , nie po to zeby sie podlizywać czy kreować tylko zeby mieć kolejny problem z głowy - ostrożnie z generalizowaniem pani dohtór . Dyrektor

  • psi_zgryz

    Oceniono 3 razy 3

    Fajna ta Julia. Wytarmosilby ja w zielonej koniczynie.

  • mniklasp

    Oceniono 11 razy 3

    dlatego Polacy maja wizy do USA

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX